poniedziałek, 4 lutego 2019

Ken Follet "Filary Ziemii" cz. I - audiobook, czyta zespół aktorów

Okładka książki Filary Ziemi              
            Tym razem jest gigantyczna rozbieżność pomiędzy moją oceną książki, a oceną innych czytelników. Dla mnie jest to zwykła wydmuszka. Wykonanie jest rewelacyjne, czyta zespół aktorów z Krzysztofem Gosztyłą jako narratorem na czele. Skomponowana została do tego muzyka i specjalne efekty dźwiękowe. Podczas scen na zamku możemy słuchać w tle muzyki dworskiej, podczas scen w klasztorze - chórów gregoriańskich.
 
   Ale poza tym to nuda, dłużyzny, czarno - biali bohaterowie, mnogość psychopatycznych scen. O średniowieczu też wiele dowiedzieć się nie można , informacje wynikające z powieści są skrajnie powierzchowne. Absolutnie wyjątkową serią z akcją, rozgrywającą się w średniowieczu, są "Królowie przeklęci" Maurice`a Druona`a. Porównanie tych pozycji wydaje się być obrazoburcze. W "Królach" bohaterowie myślą, snują refleksje na różnorakie tematy, trudno ich jednoznacznie zaszufladkować. Z racji wielu scen, rozgrywających się w klasztorze, nasuwa się też porównanie do "Imienia Róży" U. Eco. Ale "Imię Róży" napisał znawca tamtej epoki, erudyta, a od powieści ciężko było się oderwać.
 
     To co można było usłyszeć w audiobooku, pod względem akcji jest do streszczenia w kilku zdaniach. A z chwilą pojawienia się bohaterów bez żadnych wątpliwości można było przewidzieć, że muszą się spotkać i to w ściśle określonym miejscu.
2/6
 


 

wtorek, 29 stycznia 2019

Juliusz Verne "W 80 dni dookoła świata" - audiobook, czyta Bartosz Opania

Audiobook W 80 dni dookoła świata  - autor Juliusz Verne   - czyta Bartosz Opania

      Nie ma to jak stara, dobra klasyka. Znałam zakończenie i mimo to słuchałam w napięciu, tak jakby mogła zaistnieć tu jakaś niewiadoma. Czy Phileas Fogg wygra zakład i objedzie świat w 80 dni? Wbrew wszelkim pozorom, książka przez 150 lat wcale się nie zdezaktualizowała. W drugiej połowie XIX wieku, kiedy to nie było internetu ani telewizji, pokazywała ludziom, jak wygląda świat. Teraz umożliwia ona ujrzenie świata, którego już nie ma. Przykładowo słuchamy opisu pociągu, który jadąc po Ameryce Północnej musiał się zatrzymać na parę godzin, bo przez tory przechodziło stado bizonów. Inne jeszcze niebezpieczeństwo, znacznie groźniejsze, stanowili Indianie, pokazani jako nieobliczalni dzicy. W Indiach okazało się z kolei, że na części trasy kolejowej, mimo wykupionego biletu, nie ma torów i podróżni muszą sobie radzić na własną rękę.

     Nie są to jedyne walory książki. Tak jak i wszystkie utwory Verne`a, przepojona jest ona duchem humanizmu, dobroci, bezinteresowności. Philleas Fogg mogący sprawiać wrażenie nieużytecznego i egocentrycznego snoba, okazał się bardzo wrażliwym człowiekiem. Wygrane w karty od wielu lat przekazywał na cele dobroczynne. Mimo ryzyka utraty gigantycznej wygranej nie raz zatrzymywał się w podróży tylko i aż z tego powodu, że trzeba było komuś pomóc, a to nieznanej kobiecie, a to służącemu, którego zatrudnił tuż przed podróżą. Nawet służący Phileasa, lekkoduch, który w życiu wykonywał wiele zawodów, przez jakiś czas był strażakiem, bo chciał się czuć potrzebny. Trudno mi sobie przypomnieć takie rysy charakteru u współczesnych bohaterów. Z reguły myślą tylko o sobie, co najwyżej o swojej rodzinie.

    Bartosz Opania jest wyśmienitym lektorem. Umiejętnie dozuje napięcie, czyta tak, że podczas słuchania zapomina się o wszystkim dookoła.

   Pomyślałam jeszcze o Juliuszu Verne w kontekście przeczytanych niedawno "Rodowodów niepokornych". Z pewnością Verne`a można byłoby zaliczyć do owych niepokornych. Sam będąc wrażliwym na ludzką krzywdę, przez każdą powieść chciał czytelników edukować i uwrażliwiać na potrzeby innych ludzi. I robił to z humorem i na luzie.   

5/6

niedziela, 20 stycznia 2019

Bohdan Cywiński "Rodowody niepokornych"


    Jestem zauroczona "Rodowodami niepokornych". Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że nazwanie ich książką kultową jest słuszne. I powinien ją znać każdy, a już szczególnie osoby wykształcone. Autor przedstawia rys z naszej historii, począwszy od 1863r. , poprzez dwudziestolecie międzywojenne i kończy przed wybuchem II wojny. Akcent kładzie na sylwetki tych osób, które w danym czasie odegrały zasadniczą, pozytywną rolę dla społeczeństwa, które były autorytetami pod każdym niemal względem. Ludzie ci niekoniecznie byli politykami, większość nimi nie była. Część z nich nie była nawet znana, byli to i literaci, nauczyciele, księża i in. Co bardzo, ważne, te dywagacje są ponadczasowe i mają one zastosowanie pod każdą szerokością geograficzną i w każdym czasie.  

     Cywiński przyjrzawszy się życiorysom tych ludzi, skupił się na tych cechach, które dla nich wszystkich były wspólne. Pozornie może wydawać się to dziwne, albo nawet i niemożliwe, bo przykładowo jedni byli socjalistami, inni narodowcami, jeszcze inni żyli według innych jeszcze własnych modeli. Wyłuskał on jednak podobieństwa postaw. Jak się okazało, stworzył portret człowieka, który może być autorytetem w każdych czasach i który daje wiele do myślenia dla nas, dzisiaj. 

    Ludzie o których pisze, przede wszystkim byli wykształceni. Obecnie inteligencja jako warstwa społeczna nie jest ceniona, wręcz przeciwnie, mam nadzieję jednak, że ten trend się kiedyś odwróci. Wykształcenie było jednak tylko warunkiem minimalnym do tego, aby stać się autorytetem, z którego można czerpać i po wielu latach. Ludzie opisywani przez Cywińskiego byli non konformistami. Jako wartości nadrzędne traktowali wolność i sprawiedliwość. Podejmując decyzje nie mieli na względzie zapłaty czy innych materialnych korzyści. Wręcz przeciwnie, np. angażując się nieodpłatnie w nauczanie biedoty w XIX wieku, ucząc ich pisania i czytania, j. polskiego, narażali się nawet i na więzienie. Często szli pod prąd. Jak sam tytuł wskazuje, byli niepokorni. Niepokorni byli pod bardzo różnymi względami, np. nie godzili się z normami narzuconymi przez zaborcę, ale też przez własną rodzinę. Nie żyli w izolacji od tego, co dzieje się naokoło, tylko interesowali się polityką. Nie było ważne, czy byli lewicowcami czy prawicowcami, ale to, czy stawali po stronie słabszych i krzywdzonych, którym dzieje się krzywda. Angażowali się w coś, co sięgało dalej, poza czubek własnego nosa. Niepokorni po wydaniu przez Sienkiewicza "Rodziny Połanieckich" wymyślili bardzo pejoratywne wówczas pojęcie: połaniecczyzna. Oznaczało ono skrajny egocentryzm, skupianie się tylko na swoich i swojej rodziny potrzebach i jednocześnie brak jakiegokolwiek zainteresowania tym, co dzieje się wokół, brak chęci pomocy potrzebującym. Brak potrzeby przełamywania schematów i płynięcie z prądem. Sienkiewicz pisząc tą powieść, nie zwracał jakiejkolwiek uwagi na to, czym żyło wówczas całe społeczeństwo. Niepokorni z książki Cywińskiego byli skrajnym przeciwieństwem połaniecczyzny. 

    Autor przybliża bardzo wiele sylwetek niepokornych z różnych nurtów. Pozwala zrozumieć wybory poszczególnych ludzi. Żaden z nurtów społecznych nie jest potraktowany przez autora jako uprzywilejowany. Mnie lektura pozwoliła m. in. zrozumieć, dlaczego niektórych ludzi ciągnęło do ruchów rewolucyjnych czy socjalistycznych. Każdy z pewnością znajdzie w książce sylwetkę kogoś, o kim nie słyszał, a kto mu zaimponuje. O ile powszechnie wiadome jest zaangażowanie społeczne Prusa czy Żeromskiego, o tyle znacznie mniej wiadome jest o jednym z centrum intelektualizmu w przedwojennych Laskach pod Warszawą. Założył je ksiądz Władysław Korniłowicz, wywodzący się z rodziny wielkich społeczników i inteligentów, ale zdecydowanie mało zaangażowaną w kwestie religijne. Dzięki charyzmie, tolerancji dla cudzych poglądów, poszanowaniu wiedzy i postawie zaangażowania, wokół ośrodka dla niewidomych powstało miejsce , promieniujące na cały kraj. Z ośrodkiem tym związana była hrabianka Róża Czacka, późniejsza zakonnica, która gdy stała się niewidoma, założyła Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi.  
6/6
   

sobota, 19 stycznia 2019

Joe Di Pietro "Kłamstewka" spektakl teatralny


     "Kłamstewka" - "Clever Little Lies" to lekka współczesna komedia. Grana jest przy niemal pełnej widowni w warszawskim Kwadracie. Nie znalazłam powszechnie dostępnego polskiego wydania tekstu. A szkoda, bo wielu osobom potrafiłby poprawić humor. Kwadrat gra w oparciu o tlumaczenie Bogusławy Plisz- Góral.

     "Kłamstewka" to opowieść o młodym małżeństwie z małym dzieckiem, nad którą to rodziną zgromadziły się czarne chmury. Otóż Billy zauroczył się piękną trenerką z siłowni i wdał się z nią w romans. Zaczął nawet rozważać porzucenie żony. Wspomniał o tym problemie ojcu, prosząc go jednocześnie o dyskrecję. Ojciec przekazał to matce. A ona z kolei, udajac, że o niczym nie wie, zaprosła syna z żoną na kolację. Postanowiła zapobiec rozwodowi. Przy okazji burzliwej rozmowy wyszły na jaw różne rodzinne sekrety.

     Sztuka nie jest odkrywcza pod względem psychologicznym. Ale jest wyjątkowo zabawna, bez żadnej martyrologii, nawiazań do wojny czy innych dramatów. Di Pietro warto poznać, bo po obejrzeniu jego sztuk można popatrzeć na siebie i swoje problemy z dystansem i jednocześnie z humorem. A przy okazji gdzieś pod powierzchnią pojawiają się głębsze pytania. Czy kłamstwo jest nieodłączną częścią bliskiego związku? Czy zawsze niesie ze sobą destrukcję tego związku? Czy warto drugiej osobie ujawniać wszystkie sekrety? Czy trzeba się wpychać w cudze małżeństwo i cudze problemy? Odpowiedzi nie są tak oczywiste, jak mogłoby się początkowo wydawać.

     Spektakl wyreżyserował Paweł Wawrzecki, który jednocześnie gra ojca Billego. W roli matki można zobaczyć Ewę Kasprzyk. Billego gra Paweł Małaszyński, a jego żonę Marta Żmuda - Trzebiatowska.

5/6   

 



niedziela, 13 stycznia 2019

Clive Staples Lewis "Ksiażę Kaspian" (część II Opowieści z Narnii" - audiobook, czyta Jerzy Zelnik, Agnieszka Greinert

 
          
     Tego króciutkiego audiobooka przeznaczonego głównie dla dzieci, mogą z pożytkiem dla siebie posłuchać i dorośli. Jest to pełna symboli baśń. Najmłodsi odczytają ją jako frapującą opowieść o czworgu dzieci, które znalazły się w zaczarowanej krainie Narni. Pomogły tam prawowitemu następcy tronu, szlachetnemu i mądremu księciu Kaspianowi odzyskać tron, znajdujący się w rękach ludzi niegodziwych. Zastanowią się pewnie nad tym, jak to jest być dobrym, iść bezinteresownie komuś z pomocą, narażać się i nie mieć w tym żadnego interesu. Robić to po to tylko, aby królowało dobro, piękno, prawda i sprawiedliwość.
 
     Dorośli z kolei będą mogli pojąć pełny sens tej miniaturki i odczytać całą masę symboli. Książeczka jest po prostu jedną wielką alegorią. Niektóre symbole odczytują się jakby same, są tak bardzo czytelne, że nie wymagają głębszego zastanowienia, inne potrzebują nieco więcej uwagi. C.S. Lewis był człowiekiem bardzo głęboko wierzącym. Z tego właśnie powodu większość symboli w jego dziełach wywodzi się po prostu z chrześcijaństwa. Odnoszą się one jednak takich wartości, które nie budzą żadnych kontrowersji, występują w każdej religii i jednocześnie szanowane są również i przez osoby niewierzące. Są po prostu uniwersalne.
 
    C.S. Lewis był wielkim indywidualistą i intelektualistą zarazem, związany był z Oksfordem i Cambridge, przyjaźnił się z Tolkienem. Nawrócił się w wieku dojrzałym. Teraz znany jest głównie z "Opowieści z Narnii" i to raczej z ekranizacji. A warto jednak zapoznać się z jego dziełami dla dorosłych. Nie znam ich wiele, bo poza Narnią jedynie "Opowieści starego diabła do młodego", którą każdemu polecam.
 
    Audiobook  zrealizowany jest pod kątem dziecka, jako słuchacza, ale da się słuchać.
5/6 
 

  

       

   

wtorek, 8 stycznia 2019

Hakan Nesser "Żywi i umarli w Winsford"



    Gdy udaje mi się doczytać do końca książkę, która nieszczególnie mi się podobała, zastanawiam się, co mimo wszystko było w niej dobrego. Sam fakt dobrnięcia do końca wskazuje przecież jednoznacznie, że plusy tej lektury przewyższyły liczbę minusów. To idealna książka dla miłośników angielskich wrzosowisk, wyjącego wiatru, pochmurnych i deszczowych dni. No i zagadki oczywiście. Od czasu lektury "Wichrowych Wzgórz" nie czytałam tak sugestywnych opisów takich miejsc. Powiedziałabym nawet, że opisy Emily Bronte czytałam ze świadomością, że tak było wiele lat temu, a jak jest tam teraz, to nie wiadomo. Wrzosowiska mogły przecież zostać zdewastowane,  zabudowane itp. Na szczęście tak się nie stało. Wrzosowiska i to równie, jak dawniej mroczne,  trwają, a czytając książkę miałam ochotę jak najszybciej tam pojechać i zobaczyć je w rzeczywistości. Główna bohaterka sporo czyta, a jej mąż to profesor literatury, tak wiec sporo mowy jest o literaturze.   Kolejnym plusem jest to, że od czytania ciężko jest się oderwać, chociaż za wiele się nie dzieje. Hakan Nesser potrafi świetnie pisać właśnie w ten sposób. 

    Otóż w czasach współczesnych, późną jesienią, do malutkiej miejscowości na wrzosowisku przybyła cudzoziemka z psem, wynajęła dom i zamieszkała w nim. Miała 55 lat. Wiadomo było, że przeżyła bliżej nieokreślony dramat. Spędzała dni na włóczeniu się po wrzosowiskach i na przeglądaniu maszynopisu książki swojego męża. Co stało się z mężem i dlaczego nie jest z nią, też do pewnego momentu nie wiadomo. Dzięki licznym retrospekcjom, szybko dowiadujemy się, co właściwie się stało. Najciekawsze są fragmenty właśnie w Anglii, szybko bowiem wokół tej kobiety zaczęły dziać się dość dziwne, aczkolwiek  niemające nic wspólnego z czymś nadprzyrodzonym, rzeczy. Otóż np. ktoś na jej samochodzie napisał słowo śmierć, innym razem znalazła pod drzwiami martwego ptaka. Ciekawie czyta się też retrospekcje, najcięższe dla mnie były fragmenty książki męża. Tych ostatnich nie jest jednak dużo i nie są długie. 

   Minusów jest sporo. Książka męża była, poza jednym fragmentem, zwyczajnie nudna. Nie wszystko co się działo, zostało w sposób jednoznaczny wytłumaczone. Portrety psychologiczne są dość płytkie. Poza frapującymi opisami wrzosowisk i małych miasteczek, o reszcie zapomina się bez żalu zaraz po przeczytaniu. Czytałam dwie powieści Hakana Nessera: "Karambol" i "Jaskółka kot, róża, śmierć", obie z cyklu z komisarzem van Veeterenem, a ich tle "Żywi i umarli" są zdecydowanie słabsi. 

3/6   

sobota, 5 stycznia 2019

Agata Christie „Kurtyna”

Okładka książki Kurtyna


     Jako fanka Królowej Kryminału mogę z całą stanowczością stwierdzić, że jest to jedna z najlepszych jej powieści. Wydana została jako powieść przedostatnia a zarazem ostatnia z Herkulesem Poirot, faktycznie zaś napisana została znacznie wcześniej. Co ważne, powieść mimo iż jest melancholijna, zawiera jednak ostatecznie  przesłanie optymistyczne. Intryga kryminalna jest jedną z oryginalniejszych i gdy obstawiałam, kto może być zabójcą, nie trafiłam za żadnym razem.

      Herkules Poirot będąc już w bardzo zaawansowanym wieku i cierpiąc na różne schorzenia, znalazł się w pensjonacie w Styles. Wezwał do przyjazdu tam swojego przyjaciela Hastingsa. W tym właśnie miejscu obaj kilkadziesiąt lat wcześniej rozpoczynali swoją karierę, jeden policyjną, a drugi detektywistyczną, co opisane zostało w „Tajemniczej historii w Styles”.  Poirot zakomunikował  Hastingsowi, że w pensjonacie mieszka morderca, która działa w ten sposób, iż zabija tak, że nie zostawia żadnego śladu, który mógłby wskazywać na jego osobę.  Dowody mogą wskazywać albo na kogoś innego, albo na zwykły wypadek. I Poirot ma wszelkie podstawy sadzić, iż morderca właśnie w Styles uderzy po raz kolejny. I ma zamiar zapobiec nowej zbrodni. Agata nie byłaby sobą, gdyby trup jednak nie padł. Są nawet i dwa trupy. Zbiorowisko osób w pensjonacie nie jest duże i na pozór oczywiście nikt nie wygląda na mordercę. Większość pensjonariuszy jest w zaawansowanym wieku, dzięki czemu autorka mogła pokusić o pewne podsumowania ich życia.  

     Z racji wieku bohaterów prowadzone są rozmowy m. in. o tym, co było dawniej. I pojawia się znane chyba każdemu stwierdzenie, w tym przypadku Hastingsa, o „dawnych czasach” i o tym, jak to wówczas było wspaniale i jak miło się to wspomina. Oczywiście idąc tym tokiem rozumowania, należy utrzymywać, iż obecne czasy są gorsze. Poirot podsumował te sentymenty dosyć krótko. Stwierdził, iż to wspominanie dawnych czasów i myślenie o nich jako o czymś wyłącznie wspaniałym jest całkowicie błędne. Nie uległ sentymentalizmowi Hastingsa, który mu opowiadał: ”Kiedy człowiek się starzeje, lubi wracać do przeszłości. Próbuje przywołać minione uczucia. Trochę mi tu smutno, ale jednocześnie otaczają mnie dawne myśli i wzruszenia”.  Poirot odparł „Ach cudowne dni. Byłem wtedy młody”. Ale w gruncie rzeczy, mój kochany, nie byłeś wcale taki szczęśliwy, jak myślisz.” I przypomniał Hastingsowi, dlaczego nie był wcale wówczas taki szczęśliwy, jak sobie potem wmówił. Miał rożne problemy, które zatruwały mu życie. A że potem wszystko zakończyło się dobrze, wmówił sobie, że generalnie było świetnie.  Idealizowanie przeszłości i życie nią nie było w stylu Poirot`a.

    Życie przyszłością też jest pułapką. Jeden z bohaterów, pułkownik Luttrell opisywał, jak to kiedyś w Indiach marzył o emeryturze i o tym, jak to osiądzie na stałe w Anglii i będzie rozkoszował się pięknem przyrody. Stwierdził , że potem jednak , gdy już się to zrealizuje „Nic nie wygląda tak, jak sobie z góry wyobrażasz.” Hastings pomyślał, że w przypadku Luttrella było to szczególnie prawdziwe. Nie przewidział bowiem, że będzie dręczony przez gderliwą żonę.

   Najbardziej sensowym rozwiązaniem jawi się jednak życie tym, co jest tu i teraz,  a nie tym, co było i co będzie. Poirot przewidując, że wkrótce umrze, udzielił staremu Hastingsowi porady. Przypomniał mu, że jeszcze może się podobać kobietom i nakazał mu pojechać do pewnej znajomej. Wiadomo, w jakim celu, aby zacząć wraz z  nią kolejny etap życia. Dla Poirot`a zaś , którego dni naprawdę były już policzone, nagrodą i powodem do dumy i zadowolenia było poczucie pożytecznie spędzonego życia.  

   Hastings również zauważył, że osoby, wśród których w Styles się obraca, łącznie z nim, to  ludzie przegrani, z poczuciem zmarnowanego życia. Niczego nie osiągnęli i niczego nie osiągną.  Życie ich pokonało, albo złamało. W odniesieniu do Hastingsa spostrzeżenie to nie do końca było prawdą, był załamany po śmierci żony, ale Poirot uważał, że i Hastings mógłby stać się jeszcze szczęśliwy. Najciekawsze były jednak próby ustalenia, dlaczego ci ludzie właśnie tacy byli. Zawdzięczali to po prostu sami sobie. Żaden z nich nie był obłożnie chory, nikt nie przeżył tragedii, która byłaby niezależna od niego, np.  utrata całej rodziny podczas wojny lub podobne koszmary. Jedna z tych osób stała się taka, bo „zrezygnowała z życia i uważała się za napiętnowaną dlatego, że w jej rodzinie wydarzyła się tragedia.” Inna jeszcze osoba była tak rozczarowana życiem, że dostała nerwicy. Myślała o karierze w rodzinie i bogactwie i gdy nie zostało to zrealizowane, nie potrafiła się tym życiem cieszyć. Bohaterowie "Kurtyny" nie potrafili zawalczyć o to, o czym marzyli. A potem nie potrafią się cieszyć tym, co mają. Są przegrani, ale na własne życzenie. I dlatego ta powieść wcale nie jest przygnębiająca. 

    A gdy już żyje się chwilą obecną nie warto wpadać w letarg.” Niebezpieczeństwo bowiem nadaje smak życiu. Natura ludzka  nie znosi nadmiaru bezpieczeństwa.” Nie można jednak wpaść w przesadę,   warto dać szansę mężczyźnie „pełnemu zalet, który byłby dobrym i przykładnym mężem”.

6/6

czwartek, 3 stycznia 2019

Książki roku 2018

Okładka książki A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945. Dzieje mojej rodziny


      Mój osobisty ranking różni się zasadniczo od wszystkich innych głównie z powodu kryteriów doboru książek. Biorę pod uwagę nie tylko nowości, wydane w 2018r., ale te książki, które przeczytałam po raz pierwszy. Data wydania nie ma tutaj znaczenia, książką roku może być pozycja sprzed 100 lat. Nie wprowadzam też żadnego rozróżnienia na książki polskie czy zagraniczne, na powieść, reportaż itp. Książką roku zostaje ta, która w konkretnym roku zrobiła na mnie największe wrażenie.
      Kilka pierwszych pozycji było tak dobrych, że miałam problem z ustaleniem, któa powinna być pierwsza, która druga.

1. Sacha Batthyany "A co ja mam z tym wspólnego" - książka węgierskiego dziennikarza o odpowiedzialności, zaangażowaniu, wygodnictwie, tchórzostwie, na przykładzie dziejów własnej rodziny z czasów wojny. Impulsem do napisania książki była informacja o tym, jak krewna autora w czasie wojny zorganizowała bal, zaprosiła na niego Niemców, w tym oficerów SS , a oni w trakcie zabawy zrobili sobie przerwę, w trakcie której rozstrzelali grupę Żydów. I wyglądało na to, że nikomu z zaproszonych to nie przeszkadzało. Książka pozostawia czytelnika z pytaniami, jak on zachowałby się w podobnej sytuacji, jak współcześnie zachowujemy się, gdy rozgrywają się różne wydarzenia. Pisałam o niej tutaj.

2. "Smaki życia" czyli rozmowy Katarzyny Kolskiej i Romana Bieleckiego , to rozmowy o wszystkich aspektach życia, np. o zaangażowaniu w pomoc innym; o życiu po tragedii i odnajdowaniu na nowo sensu; o książkach; o relacjachz Bogiem. Z każdym rozmówcą romowa dotyczy innego tematu, właśnie takiego który jest dla tego rozmówcy najważniejszy. Mimo, że współautor jest Dominikaninem, w wielu rozmowach tematy religijne nie są w ogóle podejmowane. Pisłam o niej tutaj.

3. Javier Marias "Berta Isla" o skomplikowanychrelacjach z drugim człowiekiem, o zaufaniu, jego braku, lojalności, kłamstwie, oszustwie. W powieści dotyczy to małżeństwa, ale równie dobrze może odnosić się do każdej innej relacji, również i przyjacielskej. Pisałam o niej tutaj.

4. Cezary Łazarewicz "Żeby nie było śladów" - to reportaż o sprawie Grzegorza Przemyka, ale jednocześnie to rzecz ponadczasowa, o odwadze, bezkompromisowości i o tym, że wszystkie matactwa organów państwa prędzej czy później wychodza na jaw . Pisałam o niej tutaj.

5. "Teraz`43. Losy" Magdalena Kicińska i Marcin Dziedzic. To ksiażka album z fenomenalnymi zdjęciami. Jeden fragment kazdego zdjecia pochodzi z okresu wojny, a drugi jest współczesny. Przedstawiają Warszawę i Żydów. Do zadumy, pisałam o niej tutaj

6. Kazuo Ishiguro "Okruchy dnia" , znane głównie z filmu z A. Hopkinsem i E. Thompson, również o relacjach między ludźmi, szczególnie o otwartości , a także o odwadze, o schematach i rytuałach, które potrafią uwięzić człowieka . Mimo, że film jest genialny, książka sięga głębiej. Pisałam o niej tutaj
 
7. Piotr Zychowicz"Niemcy" , wydawało się, że wojnie powiedziane zostało już wszystko, a tymczasem jest inaczej. Autor ujawnia masę faktów nieznanych które zmieniają punkt widzenia na wiele spraw, w tym również i współcześnie. Pisałam o niej tutaj.

8.Paweł Jasienica "Rzeczpospolita Obojga Narodów. Srebrny Wiek" Za wspaniałą i aktualną analizę naszych wiecznych problemów, w tym o naszych narodowych wadach, i stałych błędach, jakie popełniamy jako naród. Pisałam o niej tutaj

9. Timothy Snyder "Skwawione ziemie Europy" pozycja histroyczna, dotyczy Europy Środkowej w czasie wojny Spojrzenie intelektualisty z zachodu, niejednokrotnieinne od powszechnie przyjętego, jest szczególnie warte uwagi. Pisałam o niej tutaj.


10. Wszystkie kryminały z Molly Murphy - nie umywają się co prawda pod względem poziomu pisania i rangi podejmowanych problemów do książek , o któych wspomniałem powyżej, ale dały mi mnóstwo dobrej rozrywki, pisałam o nich kilkakrotnie tutaj, tutaj , tutaj , tutaj i tutaj i na tym samym miejscu


"Zamęt" V. Severski - najlepsza książka sensacyjna mininego roku, szalenie wciągająca. Poznałam ją jako audiobooka, nagranego z podziałem na role, ze specjalnie skomponowaną muzyką i efektami specjalnymi. Rewelacja i gwarancja całkowitego oderwania się od rzeczywistości. Pisałam tutaj
 


niedziela, 30 grudnia 2018

Adam Bahdaj „Kapelusz za 100 tysięcy" – audiobook, czyta Joanna Lissner

Audiobook Kapelusz za 100 tysięcy  - autor Adam Bahdaj   - czyta Joanna Lissner 
     "Kapelusz za 100 tysięcy" to wspaniała klasyka literatury dla młodzieży. Książki Adama Bahdaja zna chyba każdy, może jedynie nie mieć świadomości, że to on jest ich autorem. To właśnie na podstawie jego powieści powstały seriale "Podróż za jeden uśmiech" i "Stawiam na Tolka Banana". To on napisał zekranizowane później "Wakacje z duchami". Mimo wielkiego dorobku i wspaniałego życiorysu, w czasie wojny był m. in. kurierem tatrzańskim,  on sam jest jednak jakby trochę zapomniany. 
 
    "Kapelusz za 100 tysięcy" może czytać i młodzież i dorośli. Ci, którzy pamiętają PRL mogą czytać z sentymentem, młodsi z kolei poznają troszeczkę klimat tamtych lat. Nie odczuwałam w żaden sposób, aby książka się zdezaktualizowała, wręcz przeciwnie. Akcja wciąga. Główna bohaterka, "Dziewiątka", tj. dziewczynka w wieku 12 lat, jest tak rezolutna, mądra i spostrzegawcza, że wielu dorosłych mogłoby jej pozazdrościć. Potrafi bronić swoich racji nawet w rozmowie z dorosłymi. Jest sprytna w pozytywnym znaczeniu tego słowa, nie mającym nic wspólnego z cwaniactwem. Bahdaj był chyba w prekursorem feminizmu, chociaż wówczas gdy żył, to pojęcie nie było jeszcze zbyt znane. "Dziewiątka" tam gdzie mieszkała, czyli na Saskiej Kępie,  była szefem "gangu", złożonego z samych chłopców. Zawdzięczała to m. in. temu, że skończyła kurs judo i żaden chłopak nie mógł jej podskoczyć. 
 
      Podczas wakacji, o których opowiada książka, nasza bohaterka również okazała się bardziej rezolutna od nowo poznanego Maćka. Postanowiła ustalić, dlaczego i kto zamienił kapelusz warszawskiego wiolonczelisty w nadmorskim, polskim miasteczku. Śledziła różne osoby, a przy okazji natrafiła na trop większej afery, która z kapeluszem nie miała nic wspólnego. A co do kapelusza, to dlatego był kapeluszem za 100 tysięcy, bo w środku był włożony wypełniony kupon totolotka z sześcioma trafieniami. 
 
     "Dziewiątka" nie była zainteresowana uznawanymi wówczas zwyczajowo za dziewczęce i kobiece zajęciami, jak sprzątanie czy gotowanie itp. Gdy parę lat temu słuchałam "Dzieci z Bullerbyn" pamiętam lekki szok, gdy słuchałam o tym, jak dziewczynki musiały w czasie zabaw odgrywać role  sprzątających i gotujących chłopcom, chociaż wcale nie miały na to ochoty. Eksponowanie dziewczynek nie jest jednak manierą w twórczości Bahdaja, w "Wakacjach z duchami" głównymi bohaterami są chłopcy, w "Podróży za jeden uśmiech" również.  
 
       I "Dziewiątka" i Maciek nie nudzą się nawet w czasie deszczu i nie narzekają. Nawet rodzice "Diewiątki" i jej młodszy brat  jakoś z tego powodu bardzo nie ubolewają, ojciec z jej bratem łowią ryby, a matka gra w brydża. Wszyscy świetnie radzą sobie bez nieznanych wówczas komputerów i smartfonów, ale nawet i bez telewizora. Dzieci są wyjątkowo samodzielne, organizują sobie czas bez dorosłych i nikt nie boi się, że napadnie je morderca lub pedofil. Z dzisiejszej perspektywy komicznie brzmią fragmenty o tym, jak przypłynął statek z turystami ze Szwecji i całe niemal miasteczko wyszło oglądać, jak wyglądają Szwedzi. Bohaterem drugiego planu jest dorosły i w starszym wieku wiolonczelista, a nie biznesmen. Innym bohaterem drugiego planu jest profesor. "Dziewiątka" wie co nieco o wiolonczelistach, Maciek zna się na ornitologii i na muzyce poważnej. Intelekt, wiedza i wykształcenie są w wielkim poważaniu. 
 
    Odczytanie książki jest bardzo ekspresyjne, ale jednocześnie pasujące do tego typu lektury.
5/6


piątek, 21 grudnia 2018

Lee Child „Ostatnia sprawa” – audiobook, czyta Jan Peszek



Audiobook Ostatnia sprawa  - autor Lee Child   - czyta Jan Peszek


      Ostatnia sprawa jest zdecydowanie najsłabszą pozycją całej serii z Jackiem Reacherem. O ile inne tomy są naprawdę dobrą rozrywką , z tym jest odwrotnie. Wynika to z przyjęcia przez autora innej formuły powieści, niż zazwyczaj. W tym tomie Reacher jest jeszcze żandarmem i zajmuje się śledztwem, będąc ograniczonym szeregiem przepisów i hierarchią wojskową. Jako żandarm w czynnej służbie nie może sobie pozwolić na to wszystko, co robić może tzw. wolny strzelec, człowiek nieskrępowany żadnymi regułami. Intencją pisarza było pokazanie, dlaczego Reacher odszedł z wojska i czego dotyczyła ta tytułowa ostatnia sprawa, która zadecydowała finalnie o tym, że stał się cywilem. Mamy więc tutaj do czynienia z Reacherem, który jest nieco inny. Nie jest w pełni swobodny w swoich poczynaniach. Całe szczęcie, że ta właśnie formuła została zastosowana przez Lee Child`a tylko raz. 

     Na domiar złego, fabuła też do porywających nie należy. W pobliżu bazy wojskowej została zamordowana dziewczyna. Miejscowa ludność była przekonana, że zabójcą jest żołnierz. Reacher szybko odkrył, że niewyjaśnionych zabójstw było więcej i że istotnie wiele poszlak wskazywało na kogoś z wojska. Równie szybko dowództwa pokazało, że żołnierzy będzie chronić. Prowadzenie śledztwa w takich warunkach stało się trudne. Reacher oczywiście miał zamiar szukać sprawcy tak skutecznie, jak tylko mógł i to bez względu na to, kim ten sprawca był. Mając na względzie to, że śledztwo było ostatnią sprawą Reachera jako żandarma, można się bez trudu już na wstępie domyślić, kto był sprawcą. Ale są też drobne niespodzianki co do innych kwestii.
     Jest to zdecydowanie najsłabsza pozycja serii.
3/6

czwartek, 20 grudnia 2018

Javier Marias „Berta Isla”


 
    Mariasa albo się kocha, albo się go unika. Każdemu mówię, żeby spróbował. Jeżeli się okaże, że to jednak nie to, zawsze można książkę odłożyć. Ale jeżeli się spodoba, to z pewnością czytelnik sięgnie wówczas po całą twórczość. Marias to jeden z moich ulubionych pisarzy, całe szczęście, że żyje i tworzy i cały czas można mieć nadzieję na coś nowego. Dla mnie jest doskonały, wręcz fenomenalny, a każda jego książka to coś wspaniałego. Bertę Islę” napisał w 2017r., są wiec w niej przemyślenia człowieka bardzo dojrzałego, styl pisania jest już całkowicie wykształcony. Z pewnością jest to moja książka roku 2018
 

     Jak zawsze bohaterowie jego książek należą do elity intelektualnej nie tylko z nazwy. I jak zawsze Marias bardzo dużo miejsca poświęca rozważaniom psychologicznym, nawiązuje do historii, socjologii, literatury. Rozgrywające się wydarzenia są drugorzędne w stosunku do rozmyślań. W tej jednak powieści, w przeciwieństwie do pozostałych, zwyczajna akcja zajmuje sporo miejsca, a wydarzenia szalenie wciągają.
 

     Berta i Thomas to małżeństwo mieszkające w Hiszpanii. Thomas jeszcze jako student Oxfordu został zwerbowany przez tajne służby i z racji tego często wyjeżdżał na różne bliżej nieokreślone akcje, nie wiadomo gdzie wówczas przebywał. Jego żona nie wiedziała, na czym dokładnie polega jego praca. Miała tylko świadomość, że musi on udawać kogoś innego, niż jest w rzeczywistości i występuje wówczas pod zmienioną tożsamością. I że permanentnie kłamie i oszukuje ludzi, udając ich przyjaciela. A robi to wszystko dla szeroko pojmowanej angielskiej Korony. Pewnego razu Thomas wyjechał i słuch o nim zaginął. Niepewność, czy w ogóle żyje, zaczęła się przeciągać. 
 

      W tej książce sporo miejsca zajmują opisy i rozmyślania, jak na związek wpływa nieszczerość jednej ze stron. Nie widzę powodu, aby zacieśniać te opisy jedynie do małżeństwa, są one aktualne do wszystkich innych relacji, szczególnie tych bliższych i rodzinnych i przyjacielskich. Berta nie wiedziała chociażby, czy niejako służbowo jej mąż nie sypia z innymi kobietami. Dla niego z kolei był to znacznie mniejszy problem, bo uważał, że o sferze zawodowej ona wiedzieć nic nie musi. Marias pokazuje, jak stan ciągłego oszukiwania i permanentne tajemnice wpływają na samego Thomasa, jak bardzo on się zmienia. I ukazane jest, że to, co dzieje się w rzeczywistości, jest zupełnie niezgodne z tym, o czym się marzyło, że będzie miało miejsce. Marias opisuje proces minimalizowania wymagań, przyzwyczajania się do pewnego stanu i to, jak bardzo niepostrzeżenie to wszystko się dzieje. A im dłużej to trwa, tym bardziej nie ma sił i chęci, aby coś zmienić. Do tego dochodzi jeszcze pewna lojalność wobec drugiej osoby. Wielkość Mariasa polega na tym, że nie ma prostych odpowiedzi i jednoznacznych ocen. Każdy ma swoje własne granice tego, na ile chce drugiej osobie się ujawniać i vice versa, do jakiego stopnia chce być przejrzysty. Oszustwo w zwykłym życiu z reguły nie jest aż tak ekstremalne, jak w książce , ale masa ludzi żyje udając kogoś innego na mniejszą skalę, np. bogatszego, mądrzejszego, że kogoś lubi, że szef jest ok, itp. Wiele osób udaje pewne rzeczy nawet przed samym sobą. Czy uchodzi to bezkarnie, w sensie zaburzeń osobowości, właściwie destrukcji osobowości? Odpowiedź nasuwa się sama
 

     Jest sporo rozmyślań, co jest etyczne, a co nie. I tu też nie ma prostych odpowiedzi . Oszukiwanie etyczne być nie może, no ale jeżeli dzięki temu mogłoby nie dojść do wybuchu wojny, sytuacja wygląda już inaczej. Im głębiej ukazany jest jakiś problem, tym mniej jest jednoznacznych ocen.
 

     Aby nie spojlerować, nie mogę wskazać, w którym momencie książki i do jakiej konkretnie sytuacji, odnoszą się rozmyślania. Pojawia się też kwestia, na ile my sami możemy decydować o naszym losie, na ile pewne rzeczy są rozgrywane bez nas, a na ile jesteśmy coś winni chociażby społeczeństwu. Czy np. człowiek mający fenomenalne zdolności językowe, może je marnować i zajmować się zawodowo czymś, co nie pozwoli w pełni wykorzystać tego potencjału?
 

      Nie została pominięta kwestia odpowiedzialności za swoje czyny i problem przerzucania tej odpowiedzialności na innych. Czyli owszem, coś zrobiłem, ale to było dlatego, bo np. zostałem zaszantażowany, zastraszony lub coś podobnego. Nie chciałem nawet zmierzyć się z tym problemem, tylko uległem. A potem wygodnie się żyje z myślą, że co prawda, nie jestem zadowolony z pewnych decyzji, ale one nie były moje. I ma się pretensje do wszystkich, tylko nie do samego siebie.
 

         W książce są nawiązania do genialnej trylogii Mariasa Twoja twarz jutro. Pojawiają się nawet bohaterowie z tamtych książek, tutaj są na drugim i dalszym nawet planie. Jest profesor Wheeler i jest fenomenalny psycholog Tupra. Tupra w trylogii również jest w służbach i zajmuje się m. in. tworzeniem portretów psychologicznych ludzi, ze szczególnym uwzględnieniem tego, jak będą zachowywać się w przyszłości, gdy np. zostaną prezydentem lub inną znaczącą osobą. W Bercie to właśnie on werbuje do służb Thomasa. Tupra występuje potem jeszcze kilka razy i za każdym razem fragmenty z nim są wyjątkowo ciekawe. To człowiek, który jest w stanie przejrzeć innych na wylot bez żadnych paranormalnych zdolności. Gdy umawia się z kimś na spotkanie, to nikt niczym nie jest w stanie go zaskoczyć. Przewiduje, co dana osoba będzie chciała powiedzieć. I w Bercie Tupra szkoli pod katem psychologicznym innych. O Twojej twarzy jutro, a właściwie o ostatnim jej tomie pisałam tutaj, wcześniejsze przeczytałam jeszcze przed założeniem bloga
 

              Dla miłośników literatury dodatkowym smaczkiem będą liczne odniesienia do różnych dzieł literackich, szczególnie dużo jest do poezji T.S. Eliota, ulubionego poety Thomasa. Jest np. arcyciekawa rozmowa Thomasa i Berty o oszustwie i kłamstwie, a nawet i lizusostwie na przykładzie scen z Henryka V Szekspira.
 

    Nawet ciekawa jest okładka. Wszystkie książki Mariasa Sonia Draga wydaje w tej samej oprawie graficznej, z czarnym tłem i zdjęciem. I tłumaczył też wyśmienity tłumacz Tomasz Pindel
 

A o innych książkach Marisa pisałam tutaj, tutaj i tutaj i tutaj 

6/6