Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sensacyjne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sensacyjne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 kwietnia 2026

Vincent Severski „Krawiec” – audiobook, słuchowisko, czyta Krzysztof Gosztyła i zespół aktorów

 

    Słuchając wyraźnie czuje się przerost formy nad treścią, wykonanie jest świetne, muzyka również, treść natomiast pozostawia dużo do życzenia. Z racji tego że jest to słuchowisko, tekst musiał w pewnym stopniu ulec zmianie, może oryginalny jest lepszy, ale nie sadzę, aby zmiany były drastyczne.

        Nie ma tutaj żadnej psychologii, postacie są czarno – białe, niczym w bajce dla bardzo małych dzieci. Agenci naszego wywiadu są kimś w rodzaju Supermana, są super mądrzy, błyskotliwi, odważni, prawi, uczciwi, zawsze stoją po stronie dobra, niektórzy nawet, jak Monika, mają parnormalne zdolności. Podobnie było i w poprzednich powieściach, ale z każdą kolejną ta maniera jest coraz bardziej nasilona. Są to istoty niemal boskie. Już sam ten obraz spycha powieści Severskiego do kategorii literatury B lub nawet i niżej.

Do tego dochodzą stale powtarzające się schematy powielane w kolejnych powieściach. W wcześniejszych było zawsze coś nowego, np. obraz nielegała, porwań na tle politycznym itp. Sporo można było się dowiedzieć o miejscach, gdzie wydarzenia się rozgrywały. W życiu prywatnym opisywanych agentów też coś się działo. Tutaj nie ma niczego takiego. Momentami za to tekst jest na tyle nudny, że słuchając, automatycznie wyłączałam się i myślałam o czymś innym. W tym przypadku nawet akcja niewiele poprawia, bo wydarzenia nie toczą się wartko, panuje raczej stagnacja, agenci spotykają się z agentami, potem są kolejne spotkania, rozmowy, w szczególności dotyczy to wątku zagranicznego. U mistrza powieści szpiegowskiej le Carre też są rozmowy, ale na zupełnie innym poziomie, są też wewnętrzne rozważania, dylematy.

    4/10

sobota, 19 czerwca 2021

Vincent Severski „Nabór” – audiobook, czyta Krzysztof Gosztyła

 

Audiobook Nabór  - autor Vincent V. Severski   - czyta Krzysztof Gosztyła

     Książka napisana jest niezwykle sprawnie i trzyma w napięciu niemal od pierwszej minuty aż do końca. Ale plusów niestety jest niewiele więcej. 

     Tym razem nacisk jest  położony na politykę i to polską, w tym na odejście czy wyrzucenie ze służby przez obecną ekipę rządzącą - zdaniem Severskiego – najlepszych z najlepszych, znanych już z poprzednich tomów oficerów polskiego wywiadu. Temat ten przewija się niemal we wszystkich książkach V. Severskiego. James Bond to przy tych oficerach naprawdę nikt. Opisy porażającego geniuszu tych osób są niekiedy już wręcz groteskowe i zajmują naprawdę sporo miejsca. W tym tomie dowiadują się oni o tym, że w jednym z domów na warszawskiej Pradze tymczasowo znajduje się grupa islamskich terrorystów, którzy szykują w Warszawie samobójczy zamach bombowy na ogromną skalę. Nasi bohaterowie nie przekazują tej informacji żadnej służbie tylko na własną rękę decydują się na rozprawienie się z zamachowcami, rozbrojenie przygotowanych materiałów wybuchowych i wzięcie jednego z zamachowców jako zakładnika. Nie mogą przekazać informacji o planowanych zamachach żadnej służbie, bo nawet wszystkie razem wzięte polskie służby nie byłyby w stanie ich zdaniem dokonać tego, co oni, czyli te kilka osób, dysponujących bodajże jednym egzemplarzem broni.  Ich przeciwnicy polityczni, czyli osoby przez które musieli odejść na emeryturę, tym razem są nie tylko groteskowi, ale naprawdę groźni. Jeden z nich, minister, współpracuje z rosyjskim wywiadem i ma tak mocną pozycję, że gdy chce kogoś z przeciwników politycznych wyeliminować, to kontaktuje się z Rosjanami, a oni tą osobę likwidują w sensie dosłownym.    

     Kuchni szpiegowskiej, czyli tego, co zawsze było pociągające w książkach Severskiego, jest w „Naborze” niewiele i się mocno powtarza. Osoby, które nie znają wcześniejszych tomów, prawdopodobnie będą bardziej zadowolone. Jest co nieco o irańskim wywiadzie i bardzo ciekawie o Kozakach. Wyeksponowane są wątki związków damsko – męskich, przypominają z kolei mocno tanie romansidła. Opisy niemal nadnaturalnych mocy polskich byłych oficerów wywiadu zajmują najwięcej miejsca, a absurd tych opisów psuje mocno przyjemność słuchania o innych kwestiach i poddaje w wątpliwość  rzetelność wszystkich innych opisów. 

      Autor bardzo przychylnym okiem patrzy z kolei na Rosjan, którzy w całym cyklu, a w tym tomie szczególnie pokazani są jako wielcy przyjaciele Polski, którzy co prawda mieszają się w nasze sprawy, nie ma z nimi lekko, ale generalnie są ok. Takie kuriozalne podejście również było już przedstawiane w poprzednich tomach. 
 
    Gosztyła jak zwykle czyta świetnie, bez niego naprawdę ciężko byłoby słuchać. Jeżeli ktoś chce się oderwać od rzeczywistości i mieć rozrywkę, ale tylko z niewielką domieszką czegoś wartościowszego, to może po tą pozycję sięgnąć. 
3/6

sobota, 15 września 2018

Vincent Severski "Zamęt" - audiobook, czyta zespół aktorów



    
     "Zamęt" jest bez cienia wątpliwości warty odsłuchania czy przeczytania. Audiobook nagrany został jako superprodukcja w sposób wyśmienity, jest 70 aktorów, każdy ma swoją rolę. Jest muzyka i efekty specjalne. A z racji tego, że akcja toczy się na kilku kontynentach, nagranie efektów specjalnych nie mogło być proste. Inaczej chociażby brzmi Warszawa, a inaczej Islamabad. Aktorzy też są wyjątkowo trafnie dobrani, nie zauważyłam żadnej wpadki, aktor starszy wiekiem nie czyta młodego, ktoś o potężnym głosie nie czyta partii osoby nieśmiałej. Wszyscy też przyłożyli się do swojego zadania. Gosztyła, niezrównany czytacz powieści, jest narratorem, Damięcki głównym bohaterem, Dimą, Katarzyna Dąbrowska Wierą Kozakiną z GRU. Od strony wykonania audiobook to prawdziwy majstersztyk.
     Wykonanie nie jest jedynym atutem całości. Treść jest napisana przez profesjonalistę, tzn. byłego oficera wywiadu i jak zwykle u niego, szalenie wciąga. Opisy rzeczywistości są również charakterystyczne, pisane bez najmniejszego cienia naiwności. Agencja Wywiadu to poza paroma wyjątkami zbiorowisko w większości ludzi inteligentnych, ale karierowiczów, cyników i kłamców. Zajmują się chętnie wszystkim, byle nie tym, czym powinni. W innych służbach jest podobnie. Są oczywiście wyjątki i to o nich jest nowy cykl Severskiego z nowymi, poza paroma wyjątkami, bohaterami.
             Powieść jest wielowątkowa, rozpoczyna się od porwania przez talibów w Pakistanie 4 mężczyzn, z czego jeden okazuje się Polakiem. Główny wątek książki to próby uwolnienia Polaka. Nie każdy oczywiście się w to angażował, bo wydawało się to niewykonalne, zdaniem niektórych lepiej było przygotować się na najgorszy scenariusz i jak najwięcej na tym ugrać, np. zwalić winę na kogoś innego, a potem zająć jego stanowisko. Prawie wszyscy w Agencji toczyli swoje własne gierki o niczym wzajemnie się nie informując. Formalnie powołany został specjalny zespół z Agencji Wywiadu i  MSZ, ale udawał on pracę, a opinia publiczna była karmiona różnymi kłamliwymi informacjami .
    Z jednej strony w książce jest sporo opisów cynizmu, z drugiej jednak jest kilka jednostek, mających wolę działania , odwagę i nie byle jaką inteligencję, gotowych poświęcić sprawie cały swój czas. Poza jednym przypadkiem, nie zajmują oni żadnych stanowisk, pozornie są szarymi pracownikami. I jak to w wielu wypadkach okazuje się, że całość operacji zależeć będzie nie od szefów, nie od przyjętej na górze strategii, nie od oficjalnych stosunków pomiędzy polską Agencją Wywiadu a CIA, czy innymi służbami. Wszystko zależeć będzie od tych, co są na samym dole, od oficerów nieznanych nikomu na zewnątrz, a konkretnie od Dimy i od jego kontaktów, prywatnych i służbowych. Sprawa jest szalenie skomplikowana, ale wszystko wygląda to bardzo realistycznie.
      Severskiego się i dobrze czyta i dobrze słucha. Gdy książka jest audiobookiem - superprodukcją, to lepiej sięgnąć po audiobook. Superprodukcje to może jeden procent audiobooków, albo i mniej i są one wyjątkowe, a ta szczególnie.
5/6




   

piątek, 6 października 2017

John le Carre „Zdrajca w naszym typie”

Okładka książki Zdrajca w naszym typie
 
   
Mistrz powieści szpiegowsko – psychologicznej tym razem opowiedział  historię ze służbami specjalnymi w roli głównej i procederem prania brudnych pieniędzy w tle.  Zaczęło się od tego, że para Anglików w wieku około 30 lat: Gail i Perry wyjechała na urlop na Karaiby. Spotkali tam szalenie bogatego, bezwzględnego Rosjanina, który dorobił się majątku na różnych przestępstwach, szczególnie właśnie na praniu brudnych pieniędzy. Dima czując się mocno zagrożony ze strony swoich kolegów po fachu, złożył Anglikowi ofertę, aby przekazał on właściwym służbom, że na określonych warunkach chce on podjąć z nimi współpracę.
           Le Carre opisuje działania wywiadu od środka, bez bondowskich fajerwerków, skupia się na mrówczej pracy, niekiedy zza biurka, potem w terenie. Co dla niego charakterystyczne, stawia na psychologię, widzimy różne postacie w trakcie codziennych zajęć, narrator koncentruje się na ich systemie wartości, motywach, dylematach, ambicjach, wcześniejszych sukcesach czy porażkach.
       Początkowo przez większość książki dynamika akcji jest niewielka, ale sytuacja bohaterów się zmienia, wydarzenia nabierają tempa. Centrala ma problem z podjęciem decyzji, co zrobić z ofertą Rosjanina. Wokół niego zaś zaczyna robić się coraz niebezpieczniej, zagrożony jest oczywiście nie tylko on, ale i cała jego rodzina. Zagrożenie zaś stanowią nie tylko zwykli bandyci, ale i tzw. „białe kołnierzyki”, ludzie wykształceni, ustosunkowani, na wysokich stanowiskach, którzy również czerpią zyski z pralni pieniędzy. I trudno spodziewać się z ich strony bierności, gdy ktoś zechce zlikwidować źródła ich dochodu. Z biegiem wydarzeń można zobaczyć naszych bohaterów w sytuacjach naprawdę nietypowych, sytuacjach wielkiego zagrożenia.
      Obraz służb, jaki wyłania się z kart powieści daleki jest od idealizmu, najlepiej zwykłemu człowiekowi byłoby trzymać się od nich jak najdalej. Jednostki traktowane są wyłącznie przedmiotowo.
     Gdyby jednak nie te jednostki (niektóre oczywiście)  w machinie służb specjalnych , wydźwięk książki byłby skrajnie pesymistyczny.  Ale główni bohaterowie suma summarum są taką iskierką nadziei w oceanie konformizmu, tchórzostwa i wyrachowania. Nie są idealni i nie są  idealistami, nie wszystkie decyzje , podejmowane przez nich, lub w pewien sposób na nich wymuszone, były etyczne, wszyscy mają sumieniu różne grzeszki, większe i mniejsze i zawiedli zaufanie niejednej osoby. Ale też nie są oni wyłącznie cynikami i nie jest im łatwo żyć z pełną świadomością własnego unurzania w różne brudy i przy jednoczesnym zrozumieniu złożoności całej tej sytuacji. Płacą za to i to słono, chociażby samotnością. Motywy ich działania początkowo wydają się  być wypadkową troski o własny, szeroko pojęty interes, ale też i o dobro ogółu, raz ze wskazaniem na jedno, a raz na drugie. W kluczowych momentach okazuje się jednak, że zaczyna zdecydowanie przeważać to drugie, narażają się oni coraz bardziej,  działają już nie na granicy prawa, ale wręcz je łamiąc w imię wyższych celów. I mają pełną świadomość, że może nie być żadnej nagrody, czy chociażby nawet i satysfakcji, a w razie fiaska operacji, o ile przeżyją,  czekać ich będą same problemy, łącznie z obarczeniem winą za niepowodzenie lub w ogóle za podjęcie ryzyka. Jest to smutne i realistyczne aż do bólu. Ale to właśnie dzięki takim osobom, jakie opisuje le Carre, z reguły nieznanym ogółowi, dzięki ich zaangażowaniu i poświęceniu  dokonywane są rzeczy wielkie. Czasem coś nie wychodzi, zresztą nie wiem, czy czasem, może często.  Tym bardziej można podziwiać ich postawę.
        Czytuję le Carre`a głównie z uwagi na jego wnikliwość psychologiczną, ale też i za znajomość prawdziwego życia, postrzegającego osoby i sytuacje bez cienia naiwności. No a zupełnie już niezależnie od wszystkiego, to jest on jednym z absolutnie nielicznych pisarzy, tworzących powieści szpiegowskie, którzy tak naprawdę wiedzą , o czym piszą, bo sami  przecież byli kiedyś szpiegami.
         Ta niewątpliwie spora liczba atutów książki jest przyćmiona, niestety, co do większej części opisywanych wydarzeń przez  nużący sposób narracji. Nie wiem, czy efekt taki był celowym zabiegiem ze strony autora, może chciał on uzmysłowić czytelnikom, jak nudna niekiedy potrafi być praca agenta wywiadu i dostosował do wykonywanych przez bohaterów czynności narrację. W każdym bądź  razie  książkę czyta się ciężko. Ale za to ostatnie kilkadziesiąt stron nagradza i to z nawiązką tych, którzy dotarli aż tak daleko. Akcja rusza, a zaskoczenie goni zaskoczenie. Zakończenie zaś to prawdziwy majstersztyk pod każdym względem, warto dla niego trochę się pomęczyć.  
5/6
 
   

czwartek, 25 maja 2017

Lee Child „Echo w płomieniach”


Okładka książki Echo w płomieniach



Lee Child to wyjątkowo solidna firma i raczej nie można się na nim zawieść. Pisałam o nim już parokrotnie, zastanawiałam się nawet nad jego fenomenem i nad tym, co takiego jest w jego książkach, że ludzie się nimi tak zachwycają, łącznie ze mną oczywiście.  Jak zawsze podczas słuchania czy czytania Lee Childa, naładowałam się pozytywną energią i poczułam wolę działania, załatwiania odkładanych od dawna spraw czy  rozwiązywania problemów.  
    Gdy bierze się do ręki ”Echo w płomieniach”, bieg wydarzeń momentalnie zasysa czytelnika. Jest to połączenie wielkiej dynamiki wydarzeń, opisu błyskotliwej inteligencji Reachera, jego umiejętności logicznego myślenia, błyskawicznego podejmowania decyzji, siły fizycznej itp.

wtorek, 15 listopada 2016

Magdalena Parys „Magik”

Okładka książki Magik        

Dawno nie czytałam tak wciągającej powieści.  Jest to książka  z pogranicza powieści obyczajowej, z doskonale oddanymi realiami życia w Berlinie, problemami mieszkańców,  a także z elementami powieści sensacyjnej i z malutką domieszką tzw. spiskowej teorii dziejów. Ta spiskowa teoria dziejów to nadal niemal wszechwładni funkcjonariusze dawnej Stasi . To ostatnie było dla mnie zgrzytem, ponieważ jednak klimat Berlina  i wszystkie pozostałe kwestie są napisane  świetnie,  nie był to wielki problem.  Jest to powieść, w której jednym z bohaterów jest Berlin. Tak jak np. książki Donny Leon są też w pewnym sensie opowieściami o Wenecji, „Lalka” Prusa jest o Warszawie, tak „Magik” jest o Berlinie. Literacka Nagroda Unii Europejskiej z 2015r. była całkowicie zasłużona. Autorka w dzieciństwie mieszkała wraz z rodzicami w Polsce, potem wszyscy wyemigrowali do Niemiec, zna więc realia życia w obu tych państwach. Na jej przykładzie doskonale widać, że  prawdą jest, że gdy ktoś chce pisać, to najlepiej, aby pisał o tym, na czym się zna i o czym ma wiedzę.

       Magdalena Parys jest ciekawą osobą, kiedyś oglądałam z nią wywiad w Xiegarnii. Podawała m. in. ciekawostki, związane z Niemcami. Wspomniała m. in., że gdy jej dziecko zaczęło chodzić do szkoły, niemieckiej oczywiście, była na wywiadówce. Nauczycielka nakazała, aby rodzice wypełniali dzienniczki, w których mieli zapisywać, ile czasu dziecku w danym dniu się czytało. Parys była zaskoczona, ale okazało się, że takie zachowanie nauczycielki to nie było nic wyjątkowego, że to jest norma. Niemcy przywiązują olbrzymią wagę do czytania. Wpajają to dzieciom od małego tak, iż potem dzieci nie mogą się już bez tego obejść.

niedziela, 7 lutego 2016

Lee Child „Poziom śmierci”

Okładka książki Poziom śmierci           
         Od paru miesięcy czytam niemal wyłącznie książki luźniejsze.  Te bardziej ambitne i trudniejsze leżą i czekają na swoją kolej.  Tak bywa, gdy ma się tzw. gorszy czas i nie wszystko się układa tak, jakby się chciało.  Książki są wyśmienitym sposobem na to, aby  w takiej sytuacji chociaż trochę polepszyć sobie nastrój.  Jeśli znajdzie się coś   wciągającego, co nie jest dołujące i jednocześnie nie wymaga zbyt wielkiego zaangażowania intelektualnego, to jest to idealna lektura na taki właśnie czas. Czyta się i zagłębia w innym świecie, zapominając o wszystkich problemach. Znalezienie idealnej lektury nie jednak proste.  Każdy ma na taki gorszy czas swoich autorów .

      Lee Child i jego cykl z Jackiem Reacherem  jest w takich okolicznościach znakomity. Wciąga bardzo mocno, a jednocześnie wiadomo, że Jackowi nie może się nic stać, bo występuje już w około 20 tomach , nie trzeba się wiec denerwować, czy aby mu się cos nie stanie. Pisałam już o Lee Childzie dwukrotnie, po wysłuchaniu audiobooków „Jednym strzałem” w maju 2015r. i „Jutro możesz zniknąć” w grudniu 2015r. „Poziom śmierci” to pierwszy tom z całego cyklu.  W tym tomie Jack otarł się o gigantyczną aferę, związaną z fałszerstwem pieniędzy. Wykorzystując swe umiejętności byłego żołnierza, tj. dedukcję, odwagę, logiczne myślenie, a także świetne wyszkolenie fizyczne, z zagadką tą nie bez problemów, ale się oczywiście uporał. Chwilowo nawet się zakochał.

     Gdy jest się w nie za dobrym nastroju opisy, jak to Jack sprawnie rozwiązuje różne problemy, dają czytelnikowi  sporo energii. A jest to znak rozpoznawczy całego cyklu.   W tym tomie Jack kilkakrotnie musiał zastanawiać się nad tym, czy osoby, z którymi musiał współpracować, będą miały w sobie odwagę i determinację.   Przykładowo przyglądał się jednej kobiecie, początkowo wydawało mu się, że nadaje się ona tylko do próżniaczego życia. Ale błyskawicznie uznał, że nie tylko. Pomyślał : „Ale gdyby przyszło co do czego, potrafiłaby zakasać rękawy i walczyć. Może  sto pięćdziesiąt lat temu siedziałaby w wozie jadącym na Zachód. Miała dość odwagi”. Podobnie było z jego innym znajomym: „ Uciekał od sześciu dni i dobrze mu to zrobiło…Wyglądał twardziej, zdrowiej, mocniej, bardziej w moim typie”.   I „Ponownie skinął głową. Przełamał barierę, przestał się denerwować, odprężył . Znalazł się na wyżynie, gdzie po prostu robi się to, co trzeba zrobić. Dobrze znałem to miejsce. Żyłem tam”. Pisząc tą książkę sam autor przez tego bohatera dodawał sobie odwagi. Lee Child znalazł się bez pracy, wyrzucono go i postanowił żyć z pisania. Ten właśnie tom jest nie tylko pierwszym tomem z całego cyklu, ale jest to też debiut pisarski Lee Childa.

     Książka naprawdę jest niezła, ale w porównaniu do tych dwóch tomów, o których wspomniałam, jest jednak nieco słabsza. Autor tutaj dopiero się rozkręcał, tak jakby nie był do końca pewny, w jakim kierunku poprowadzi swojego bohatera. Sam Jack też zresztą powoli dopiero odnajduje się na nowej drodze, po zwolnieniu z wojska.

        Zauważyłam, że wcale nie tak rzadko pierwsze tomy, rozpoczynające różne cykle książkowe  są słabsze od tych tomów, które powstały później.   Tak było chociażby z Marcinem Wrońskim i jego kryminałami retro z komisarzem Maciejewskim w roli głównej. Za wybitne uważam  „A na imię jej będzie Aniela” i „Pogrom w przyszły wtorek”, o których pisałam nie tak dawno,  a które powstały jako trzeci i piąty tom cyklu. Często zaczynamy czytać jakiś cykl od pierwszego tomu, wydaje się to logiczne i sensowne. Ale tak jest tylko pozornie. Myślę, że  mimo wszystko „Poziom śmierci” zachęciłby mnie do sięgnięcia po inne tomy z Reacherem,  nawet gdybym nic innego tego autora nie znała. Ale o kwestia gustu.  A często wczesna twórczość pisarzy stoi na niższym nieco poziomie, niż ta dojrzalsza. Ale dla fanów jest to idealne, o Jacku wiadomo już wszystko, „od podszewki”.  

4/6

środa, 30 grudnia 2015

Lee Child „Jutro możesz zniknąć” – audiobook, czyta Jan Peszek

Okładka książki Jutro możesz zniknąć           


      Przed świętami rozmawiałyśmy z koleżanką o wciągających i niegłupich  powieściach, idealnych na chandrę lub tzw. trudny czas, kiedy to np. ma się sporo pracy i potrzebuje się rozrywki.  Podstawowa cecha takiej książki miała być taka, aby pozwalała na oderwanie się od rzeczywistości i wciągała w inny świat. Nie zakładałyśmy żadnych ograniczeń , mógł to być kryminał, fantasy, romans, sf itp.  Ku naszemu zaskoczeniu, obie wskazałyśmy na Lee Childa, jako na autora, który pisze takie właśnie książki. Ja zaryzykowałam tą tezę po zapoznaniu się z zaledwie jedną książką pt. ”Jednym strzałem” (pisałam o niej w maju 2015r.).   Moja koleżanka czytała  książek z Jackiem Reacherem trochę więcej i ma takie samo zdanie. Child naprawdę jest mistrzem w trzymaniu czytelnika w napięciu. Jest to o tyle zaskakujące, że  jego książki z Jackiem Reacherem układają się w pewien schemat. Reacher jest byłym żołnierzem , szalenie wysportowanym, już w cywilu, który lubi wyzwania i wikła się w różne dziwne sprawy. Występuje niczym detektyw, rozwiązujący skomplikowane zagadki. Zagadki te mają jednak poważny charakter i nie dotyczą tylko kilku pojedynczych osób.

      Ta konkretna książka jest 13-tą  w serii z Jackiem Reacherem. Zaczyna się od nocnej jazdy naszego bohatera Jacka Reachera metrem w Nowym Jorku.  Jack zobaczył, że w tym samym wagonie jedzie kobieta, która zachowuje się dziwnie. Spełniała ona  niemal wszystkie warunki, a właściwie cechy, po których zdaniem CIA można rozpoznać zamachowca samobójcę. Mimo ciepłej pory roku była grubo ubrana, w zimową kurtkę. Zamachowcy mają luźne odzienie, aby  nie można było zobaczyć, że mają na sobie założone pasy z ładunkami wybuchowymi. Rękę trzymała w torbie. Zamachowcy mają obowiązek trzymania cały czas palca na detonatorze.  Patrzyła tępo w jeden nieokreślny punkt przed sobą.  Nie wiadomo dlaczego tak robią zamachowcy przed atakiem, ale na to wskazują taśmy z monitoringu, jeżeli są na nich uchwyceni. Kobieta mamrotała cos do siebie. Zamachowcy samobójcy mamroczą różne modlitwy, a poza tym jest to też wynikiem naćpania. Cech było więcej, nie zgadzała się tylko ta nocna pora.

    Jack chcąc zapobiec zamachowi podszedł do niej i usiłował zapobiec zdetonowaniu ładunku. Próbował ją zagadać. Ona tymczasem wyjęła pistolet i strzeliła sobie w głowę. Nie miała żadnego ładunku wybuchowego.   Okazało się szybko, że to wydarzenie miało drugie, a nawet i trzecie dno. Zamiast rutynowego przesłuchania na komisariacie policji, Jack był przesłuchiwany jako świadek kilkakrotnie  nie tylko przez policję, ale i przez FBI.

     Jack zaczął mieć pretensje do samego siebie, że niepotrzebnie podszedł do tej kobiety, że może gdyby tego nie zrobił, ona nie zastrzeliłaby się. I postanowił ustalić, dlaczego właściwie ona to zrobiła. Szybko wpadł na pewien trop. Jeszcze nie skończył go badać, a już pojawił się drugi trop i trzeci. A potem okazało się, że wiele rzeczy w rzeczywistości wyglądało zupełnie inaczej, niż mu się wydawało.   Wszystkim działaniom Jacka towarzyszyły niespodziewane zupełnie zwroty akcji. Więcej napisać nie można.

      Książka naprawdę jest zaskakująca, tak samo jak i „Jednym strzałem”. Nie potrafię powiedzieć, która  z nich jest lepsza, moim zdaniem są na tym samym poziomie. Myślę, że dobrze się je czyta, poza oczywiście kwestią niebywałych umiejętności pisarskich autora, jeszcze z innego powodu. Reacher przypomina trochę bohaterów westernów, staje po stronie dobra i prawdy. Nie jest przy tym ani naiwny, ani sentymentalny, nie działa z żądzy zysku. Nawet gdy autor opisuje ludzi strasznych, bezwzględnych i skorumpowanych, nie ma dzięki temu efektu dołującego. Pisarz zna się poza tym na tym, na czym pisze. W tym tomie podejmuje on więcej wątków, niż tylko zamachowcy samobójcy. Doskonale orientuje się w sytuacji politycznej czy ekonomicznej na świecie. W tym tomie pojawiają się wątki organizacji terrorystycznych i terrorystów z byłych republik ZSRR.    

     Ponieważ mam zamiar przeczytać czy wysłuchać więcej powieści Lee Childa , a wydaję tak dużo pieniędzy na książki,  uznałam, że pomogę sobie idąc do biblioteki. Byłam przekonana, że skoro Lee napisał 20 książek z Reacherem, to część z nich będzie dostępna.  Udałam się więc do biblioteki, zapisałam się.  A miła pani bibliotekarka poinformowała mnie, że czytelnicy bardzo cenią tego autora i w tej chwili żadna jego książka nie jest dostępna.   

     Dobór lektora, czytającego książkę, tj. J. Peszka był w porządku. Peszek nie psuje tekstu, aczkolwiek do tego typu książek bardziej pasował mi Wiktor Zborowski, który czytał „Jednym strzałem”.

    Jeżeli ktoś potrzebuje  oderwania się od rzeczywistości, nie powinien być zawiedziony. Poszczególne tomy Lee Childa można czytać bez zwracania uwagi na daty wydania.

5/6

czwartek, 15 października 2015

Frederick Forsythe „Czarna lista” – audiobook, czyta Jan Peszek




        Na dłuższą podróż wzięłam wciągający audiobook. „Psy wojny” były tak ciekawe i tyle dające do myślenia, że nie czekałam dłużej , tylko sięgnęłam po kolejną pozycję. „Czarna lista” dotyczy tematu wyjątkowo na czasie, bo mówi o terroryzmie, a konkretnie o likwidowaniu , czyli de facto o zabijaniu politycznych przeciwników przez służby specjalne różnych państw. Tym razem wrogiem do odstrzału jest niejaki „Kaznodzieja”, czyli fanatyczny islamski duchowny, który z zakrytą twarzą wygłasza pseudo religijne kazania i nawołuje w nich do zabijania Amerykanów. Ponieważ ma olbrzymią siłę sugestii, znajdują się tacy wyznawcy, którzy faktycznie dokonują zamachów na Amerykanów. Są to zamachy skuteczne. Głównym bohaterem „Czarnej Listy” jest tzw. „Tropiciel”, który ma unicestwić „Kaznodzieję”. 

       Likwidacja ukrywającego się wroga i różne inne sposoby walki z nim to jeden z tematów tej książki. Pasjonujące były tutaj opisy jego poszukiwań , czy  próby ustalenia jego tożsamości. Ale są i inne . Jednym z nich jest porwanie statku przez współczesnych piratów . O tego typu działaniach wiedziałam tylko tyle , że mają miejsce, głównie w rejonie Afryki i Azji. Opisy są szalenie ciekawe, zaskoczeniem dla mnie był jednoczesny prymitywizm bezpośrednich porywaczy i profesjonalizm organizatorów, chociażby wykorzystywanie przez tych ostatnich nowoczesnego sprzętu komputerowego, czy łączy satelitarnych do rozmów telefonicznych. Zupełnym newsem byli dla mnie profesjonalni negocjatorzy, reprezentujący porywaczy i właścicieli statku, a także wpłacanie okupu na konta bankowe. 

       „Czarna Lista” jest typową książką sensacyjno – szpiegowską. Forsythe chyba w ubiegłym miesiącu publicznie przyznał się do tego, że był wieloletnim współpracownikiem brytyjskiego wywiadu. Można więc przyjąć, że książka napisana jest przez profesjonalistę. Czytelnik nie jest więc zasypywany opisami bzdur, które nigdy nie mogłyby mieć miejsca. Jest to olbrzymi atut powieści. Do tego dochodzi niewątpliwy talent literacki .

                Nie jestem znawcą powieści sensacyjnych, ale porównując Forsythe`a do innych autorów książek tego typu, uważam go za swój numer jeden . Z tego co pamiętam, to czytałam  dwie pozycje Kena Folleta:  ”Klucz do Rebeki” i „Lot ćmy”. I czytałam też chyba 2 książki Toma Clancy`ego, tytułów nie pamiętam.  Wszyscy trzej pisarze piszą , w przypadku Clancy`ego jest to już niestety czas przeszły, bardzo ciekawie, książki są wciągające , czyta się je lekko .  Clancy i Forsythe specjalizują się w czasach współczesnych, Follet pisze również o średniowieczu. Odnoszę wrażenie, że Follet pisze trochę „pod publikę”, tzn. w każdej książce jest romans , dobrzy bohaterowie przeżywają , źli kończą źle. Książki Folleta nie zaskakiwały mnie w tym sensie, że nie ma tam mowy o wydarzeniach historycznych, czy innych zjawiskach np. społecznych , o których nic nie wiedziałabym. Zaskakująca jest  jedynie akcja, czyli wydarzenia fikcyjne. Clancy miał  gigantyczną wiedzę o kwestiach historycznych i wojskowych. U niego przeszkadzało mi z kolei to, że wykreował głównego bohatera  Jacka Ryana na wzór wszelkich cnót, kogoś przypominającego trochę Jamesa Bonda, trochę postać herosa z mitologii. Ten super mózg został wyłącznie dzięki swym umiejętnościom i inteligencji prezydentem USA.  Nie potrzebował wielkich pieniędzy, intryg , wykańczania przeciwników politycznych itp. Clancy idealizował też wojsko. Po jego śmierci przeczytałam gdzieś, że wojskowi wyjątkowo ubolewali nad jego śmiercią.    

      U Forsythe`a nie ma żadnych wyidealizowanych bohaterów. W opisywanym przez niego świecie sporo jest przemocy, korupcji , zdrady i bezwzględności. Nie ma też bajkowych reguł, typu dobro będzie nagrodzone, a zło ukarane.  Ale pisarz umieszcza wszędzie iskierkę nadziei, coś pozytywnego. Już sama postać „Tropiciela” z „Czarnej listy” jest pozytywna.  Bohaterami drugiego czy nawet trzeciego w tej książce planu okazała się grupka ludzi, którzy po prostu, będąc doskonale przygotowanymi, przystąpili do wykonywania zadania, do zrobienia tego, co do nich należało.  Byli to komandosi. Nie mogę napisać, czy udało im się zrealizować plan, jaki plan to był i czy wszyscy oni przeżyli. W książce nie padają nawet ich nazwiska. Nie wiadomo nic o ich życiu prywatnym, nie wiadomo, czy zdradzali żony, czy w szkole dobrze się uczyli. Można przypuszczać, że nie byli ideałami, ideałem nikt nie jest. Podobnie było w „Psach wojny”, coś naprawdę dobrego chciał zrobić ktoś, komu do ideału było naprawdę bardzo daleko.

5/6

 

sobota, 15 sierpnia 2015

Robert Harris „Oficer i szpieg” – audiobook , czyta Jan Peszek

Oficer i szpieg Książka audio MP3 Czyta: Jan Peszek

      O istnieniu   Roberta Harrisa dowiedziałam się podczas czytania biografii Romana Polańskiego. Do tego czasu wydawało mi się, że istnieje Thomas Harris, autor m. in. „Milczenia owiec” . Okazało się, że Polański przyjaźni się z Robertem Harrisem, autorem m. in. „Ghostwriter”, zekranizowanego właśnie przez Polańskiego – u nas  na ekranach pt. „Autor widmo”, dla mnie rewelacyjnego filmu. Polański obecnie pracuje nad ekranizacją ostatniej powieści Roberta Harrisa pt. „Oficer i szpieg”. Tematyka książki wydała mi się całkiem interesująca,  no właśnie dlatego wpadłam na pomysł przeczytania jej. Zamiast przeczytania wyszło odsłuchanie. Audiobook jest wyjątkowo udany, słucha się rewelacyjnie, wciąga i można dowiedzieć się sporo rzeczy z historii.

    Mówiąc w skrócie, książka opowiada w formie zbeletryzowanej oczywiście, o najsłynniejszym sądowym procesie francuskim, z zarazem o jednej chyba z największych francuskich afer szpiegowskich , o tzw. aferze Dreyfusa . Dreyfus był oficerem francuskim i Żydem, który pod sam koniec XIX wieku oskarżony został o zdradę państwa i szpiegostwo na rzecz Niemiec. Skazano go na degradację i dożywotnie pozbawienie wolności , które polegało na zesłaniu na Diabelską Wyspę .  

     Naprawdę warto ta książkę przeczytać, czy ewentualnie odsłuchać, jak kto woli. Proces Dreyfusa wywołał szeroki oddźwięk niemal na całym świecie,  doprowadził do ogromnej polaryzacji francuskiego społeczeństwa, podzieliło się ono na dreufusistów, zwolenników tezy, że oficer ten był niewinny  i na anty dreyfusistów, według których był winny. Pokazał  w pewnym  stopniu różnego rodzaju mechanizmy, rządzące państwem. Wydarzenia opowiadane są przez narratora, którym jest jeden z bohaterów tej afery, szef , a potem już były szef francuskiego  wywiadu wojskowego – Georges Picquart. Powieść mówi o faktach historycznych, tak więc uznałam, że nie muszę obawiać się spojlerów. Gdy objął tą funkcję, Dreyfus był już skazany, zaś Picquart uznał, że dokument   , na podstawie którego doszło do skazania, został sfałszowany właśnie przez wywiad, na czele którego stanął. Zaczął tą sprawę drążyć, spowodowało to wznowienie procesu, ale sprawa skończyła się podtrzymaniem poprzedniego wyroku.  Po kilku latach, gdy doszło do zmiany władzy,  jednak doszło do kolejnego wznowienia procesu Dreyfusa, tym razem wyrok był odmienny.  Picquart tak bardzo zaangażował się w tą sprawę, że został oskarżony o ujawnienie tajemnic wojskowych i państwowych i usunięto go z wojska. Picquart wysunął też tezę , że w armii francuskiej faktycznie był szpieg, major Esterhazy. Esterhazemu również wytoczono proces, który zakończył się jego uniewinnieniem. Wtedy gdy Francją rządził już inny obóz polityczny, wznowiono też proces i Picquarta i Esterhazego. Picquarta zrehabilitowano, a Esterhazego uznano za winnego szpiegostwa.

    Książka wywołuje masę emocji. Ja osobiście po jej wysłuchaniu i po przejrzeniu informacji na ten temat w internecie doszłam do wniosku, że mimo ostatecznego werdyktu sądowego , rehabilitującego Dreyfusa , mógł on jednak być winnym. Trudno na podstawie książki jednoznacznie ustalić, na czym polegało fałszerstwo dokumentu, autor je opisuje, ale w przeciwieństwie  do innych faktów, nigdzie indziej nie znalazłam informacji  o tym, jak fałszerstwo wyglądało. Co do tego fałszerstwa, czy ono było, czy nie, już wówczas  było sporo kontrowersji. Dwukrotnie sądy wydały ten sam werdykt, czyli uznający winę Dreyfusa. Za drugim razem sąd zmienił jedynie karę, tzn. dożywocie zamienił na 10 lat pobytu w więzieniu.  Po tym orzeczeniu Dreyfus przyznał się do winy, a prezydent państwa go ułaskawił, tzn. darował mu resztę kary jako winnemu  szpiegostwa. Po ułaskawieniu Dreyfus stwierdził, że i tak jest  niewinny, a przyznał się dlatego, bo był już wykończony i nie przeżyłby długo w warunkach pozbawienia wolności. Do uniewinnienia doszło dopiero po dalszych kilku latach,  wówczas gdy zmienił się rząd, a stronnictwo dreyfusistów urosło w siłę . Wówczas powołano kolejny skład sądu, który orzekł o uniewinnieniu. Nie trafia mi do przekonania teza, ze wszystkie wyroki sądów trzeba szanować. W tym przypadku trzy różne składy sądów wydały różne wyroki na podstawie tych samych dowodów. Czym innym jest sytuacja, gdy pojawi się coś nowego, nieznanego wcześniej, to zmienia postać rzeczy. A w tym przypadku dlaczego ma się szanować tylko wyrok ostatni, a dwa poprzednie uznać za błędne? Ciekawie pokazane jest też, jak na tej sprawie wiele osób robiło polityczne kariery.

          Mimo tego, że dla wielu osób fakty, a przynajmniej ich zarys, są znane, to mimo tego warto jednak książkę przeczytać dla różnych szczegółów i ciekawostek , w tym dla poznania różnego rodzaju mechanizmów, które rządzą społeczeństwem. W toku procesu  doszło do takiej paranoi, że jeżeli ktoś uznawał winę Dreyfusa , to przez obóz przeciwny uważany był za antysemitę i jako takiego starano się go zdyskredytować .   Antydreyfusiści z kolei powoływali się z kolei na fakt, że rodzina Dreyfusa była szalenie bogata ,  miała olbrzymie wpływy i stąd też mogła docierać do dziennikarzy lub różnych wysoko postawionych osobistości i wywierać na nie wpływ. Ich zdaniem mogła też odgrywać swoją rolę solidarność narodowościowa. Merytorycznymi faktami mało kto się zajmował.

     Atutem audiobooka jest czytający książkę Jan Peszek. Raz na jakiś czas w jego głosie słychać emocje, ale jest to w szczególnych momentach książki, a poza tym stara się zachować spokój. Podczas słuchania nie jest nudno. Jedyne, co mi się absolutnie nie podobało, to  potworna stronniczość pisarza. Książka napisana jest w takim stylu, aby zmanipulować czytelnika tak, by nie miał jakichkolwiek wątpliwości co do  niewinności Dreyfusa. R. Harris daje do zrozumienia, że jeżeli ktoś uważa inaczej, to jest antysemitą. Film Polańskiego z pewnością będzie  podobny. Tego rodzaju postawa ucina jakąkolwiek merytoryczną dyskusję. Drażniło mnie też trochę przedstawienie Georgesa Picquarta, szefa wywiadu wojskowego, jako idealisty, niemal świętego, pozbawionego wad, wspaniałego bojownika o sprawiedliwość. Myślę, że gdyby był takim idealistą nieskazitelnego charakteru, nie doszedłby do tak wysokiego stanowiska i to w takiej instytucji, zajmowałby się może dziećmi w sierocińcu.

                Jeżeli ktoś nie podejdzie do książki bezkrytycznie i nie da sobą  manipulować, będzie miał sporo do myślenia. Może być tak, że czytelnik uzna, że jego zdaniem, Dreyfus był rzeczywiście niewinny . Każdy ma prawo do własnego zdania i wszystko jest ok, dopóki to zdanie jest wynikiem własnej analizy faktów , a nie z góry pozbawionej przez kogoś innego tezy.

4/6 

  

  

poniedziałek, 20 lipca 2015

Frederick Forsyth „Psy wojny” audiobook, czyta Jan Englert


Psy wojny
 
       Książka i sposób jej odczytania są rewelacyjne . Nie spodziewałam się po tym audiobooku niczego szczególnego, spodziewałam się jedynie rozrywki, a efekt, jak rzadko kiedy, przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.  Wywarła ona na mnie niesamowite wrażenie i bynajmniej nie była tylko rozrywką. Każdy ma swoje tzw. ulubione książki, niekiedy nie mogę pojąć, co ktoś widzi w takiej czy innej książce. Bywa też odwrotnie, nie mogę zrozumieć, dlaczego komuś nie podoba się coś, co według mnie jest genialne. Każdemu coś w duszy gra i zdarza się, że książka dotyka właśnie czegoś bardzo głębokiego. W przypadku tej właśnie książki tak właśnie było.

                Najważniejsza jest treść oczywiście, ale nie można zapomnieć o sposobie napisania. „Psy wojny” są szalenie wciągające. Od kilku już lat jeżdżę samochodem, słuchając audiobooków. I  jednoczesne  prowadzenie samochodu i słuchanie nie jest dla mnie żadnym problemem, jest to porównywalne do rozmowy z kimś, kto jedzie ze mną.  Ale w tym przypadku książka tak bardzo mnie wciągnęła, że zaczynałam zapominać, że jestem w samochodzie. Wszystkie czynności wykonywałam machinalnie, całe szczęście, że są wakacje i w godzinach szczytu ruch drogowy jest zdecydowanie mniejszy, niż zwykle. Ale gdy zorientowałam się, że jestem już , nie wiadomo skąd,  pod swoim blokiem lub pod pracą, zastanowiłam się, czy w przypadku tej konkretnej książki słuchanie jej w samochodzie, jest dobrym pomysłem.  Jest wciągająca w sposób niewyobrażalny. Poza tym audiobook jest bardzo krótki, trwa około 5 godzin, a przeciętny czas trwania audiobooka to kilkanaście godzin. Nie może się wiec znudzić.  A Englert, to po prostu klasa. Urodził się chyba m. in. po to, aby tą powieść przeczytać. Nie oglądałam filmu, ale nie potrafię sobie wyobrazić Cata Shannona, mówiącego innym głosem i innym tonem, niż Englerta. Nie znam innych książek Forsytha, nie mam porównania, czy są tak samo wciągające, ale spróbuję i innych.   

      Pozornie temat powieści  może wydawać  się mało interesujący, tzn. mnie nigdy nie interesował, ale diabeł tkwi w szczegółach. Książka napisana została w 1974r. , opisywane wydarzenia, fikcyjne oczywiście, rozgrywają się niewiele wcześniej. Niebotycznie bogaty i cyniczny brytyjski lord sir James Manson ,  przedsiębiorca jednocześnie,  uzyskał informację że w jednym z afrykańskich krajów są duże złoża platyny. Wpadł na pomysł, jak wejść w ich posiadanie. Otóż  uznał, że przeprowadzi przy pomocy najemników zamach stanu i spowoduje , że władzę obejmie znany mu lokalny afrykański kacyk, totalny figurant i marionetka . Gdy ta marionetka zostałaby już prezydentem, zgodzi się, aby  spółka, należąca do lorda wydobywała w jego kraju złoża cyny. Podczas wydobycia ”wyjdzie na jaw”, że  są to głównie złoża platyny, ale umowa czy zezwolenie miała być  jednak tak skonstruowana , że sprawą tą nie będzie już mógł nikt inny się zajmować, tylko spółka lorda. Sekretarz lorda wykorzystując swoje kontakty znalazł odpowiednio doświadczonego najemnika, Cata Shannona,  który prowadził w Afryce już wiele walk . Shannon przystąpił do realizacji zadania zbierając odpowiednią ekipę najemników,  kupując nielegalnie broń,   próbując ją przemycać z jednego kraju do drugiego i korumpując pieniędzmi lorda kogo tylko się dało.  Ekipa, jaka zbierze , to w dużej mierze galeria bardzo ciekawych typów. W tym przypadku za wiele powiedzieć nie można, groziłoby to strzeleniem spojlera.

    Osobiście nie mam zbyt dobrego zdania o dziennikarzach, ale Forsythe był dawno temu korespondentem BBC a Afryce, jego wiedza na ten temat jest imponująca. Książka mówi o wydarzeniach fikcyjnych, ale właśnie w taki sposób i z takich powodów w Afryce odbywają się zamachy stanu. Książka nie została napisana ku pokrzepieniu serc, jest straszna w sensie naładowania jej olbrzymią dawką cynizmu. Ale tak właśnie w Afryce było i chyba jest nadal   i inaczej napisać nie można było. Manson w pewnym momencie np. rozmyśla, czy każdego da się  przekupić, dochodzi do wniosku, że całe jego doświadczenie wskazuje na to, ze owszem, każdego da się kupić .  Jak to robi, można poczytać czy posłuchać, „Psy wojny” są m. in. i o tym.

    Ale nie to wszystko jest najciekawsze. Najciekawsze i najbardziej dające do myślenia jest co innego. Muszę pisać o tym bardzo ostrożnie , bo spojler byłby niemal zbrodnią.  Niemal wszystkie postacie z książki są cynikami, ale jedna z nich wykaże się absolutnie niespodziewanym,  ludzkim odruchem. Nie napiszę, kto to będzie, ani co zechce zrobić, ani czy mu się to uda.  Ale expressis verbis  wypowie się po stronie afrykańskich biedaków, którzy przez takich bezwzględnych graczy, jak lord Manson, drenujących z chciwości Afrykę z jej bogactw, nie dają żyjącym tam ludziom szansy na normalne życie. 

    „Psy wojny” , które pozornie są tylko rozrywkową powieścią, dają bardzo dużo do myślenia. Wiem , że w Afryce panuje głód, że życie tam jest koszmarem, ale to właśnie ta książka mi to drastycznie przypomniała.  I przypomniała mi naszą bierność, co najwyżej okazjonalne dawanie przy okazji takiej czy innej zbiórki paru przysłowiowych złotych. Ale  nie mogę przestać myśleć o tym, o czym myślał lord, że wszyscy są przekupni. Moim zdaniem nie, ale gdy głębiej się zastanowić, to nie wygląda to różowo. Wydaje mi się, że teraz koperty z pieniędzmi zniknęły, ale panuje za to epoka załatwiactwa. Szczególnie jest to widoczne w małych miejscowościach. Mam rodzinę w małym miasteczku. Tam wszystko się ”załatwia”. Jeden załatwi drugiemu pracę w określonym miejscu, tamten za to „pomoże” tamtemu np. w załatwieniu wizyty u lekarza, bez wielomiesięcznego czekania itd. itp.  Ktoś bez koneksji nie jest w stanie normalnie funkcjonować. Ludzie czytając „Psy wojny” oburzają się zachowaniem lorda Mansona , a sami współuczestnicząc w korupcyjnym czy „załatwiaczym” układzie stają po tej samej stronie, co i on. To, czego bez spojlera opisać nie można, czyli to niespodziewane zachowanie jeden z postaci,  daje asumpt do masy rozważań etycznych. Ten człowiek przy pomocy strasznych środków chciał zrobić cos dobrego. Nie jest to może nadzwyczajnym odkryciem, ale nam się wydaje, że jesteśmy etyczni i w porządku, a tymczasem ktoś , kto wydaje się z gruntu zły, ma odwagę robić coś naprawdę wyjątkowego.

    Nie spodziewałam się po tej książce większej głębi , byłam więc przyjemnie zaskoczona. A miałam ochotę na coś w sam raz na lato, czyli  lekkiego i nie wymagającego specjalnego myślenia. Mój kolega znalazł idealne określenie właśnie na coś do czytania, lekkiego, relaksującego i nie poruszającego cięższych tematów , nazwał to „odmóżdżaczem”  . Odmóżdżacze każdemu raz na jakiś czas są potrzebne, ale „Psy wojny” odmóżdżaczem  z całą pewnością nie są.

6/6

poniedziałek, 18 maja 2015

Lee Child „Jednym strzałem” – audiobook, czyta Wiktor Zborowski

                                                 













    
     Lee Child jest ulubionym autorem mojego wyjątkowo inteligentnego kolegi. Czyta on jego książki dla czystej, mądrej rozrywki. Zapewniał mnie wiele razy, że Lee Child, mimo iż w powszechnym odbiorze  tworzy tzw. literaturę męską , może być czytany również i przez kobiety. Nie mogłam pojąć, co takiego ciekawego może być w książkach o kimś w rodzaju niezniszczalnego supermana, który jest super mądry i super sprawny, a z każdej opresji wychodzi bez szwanku.  
       „Jednym strzałem” faktycznie jest całkiem niezłą rozrywką. Ponieważ wiedziałam, że Jackowi  Reacherowi , mimo że jest normalnym człowiekiem,  nic się nie może stać, nie musiałam nawet minimalnie się denerwować. Ale bynajmniej nie oznacza to, że było nudno. Wręcz przeciwnie. Nie wiadomo było przecież, jak się rozstrzygną różne wątki.  Książka trzyma w napięciu w sposób niesamowity. 
      Zaczyna się zupełnie nietypowo, bowiem następuje opis, jak to nieznany bliżej snajper zaczął realizować pomysł, iż zabije kilka osób, wychodzących z biura. Przyjechał więc na miejsce o odpowiedniej porze , ustawił stanowisko i gdy nastąpił odpowiedni moment, oddał kilka strzałów i zabił 5 osób, a po wykonaniu tego zadania  odjechał. Okazało się, że zostawił sporo śladów, co pozwoliło na błyskawiczną identyfikację sprawcy i jego ujęcie. Nie jest to spojler, bo ujęcie Jamesa Barra to dopiero początek wydarzeń. W sprawę zaangażował się właśnie Jack Reacher, były żołnierz, a o jego powiadomienie poprosił sam zabójca . 
Jednym strzałem           Po wysłuchaniu „Jednym strzałem”  już wiem, co takiego jest w tej książce i w ogóle w twórczości Lee Childa, co powoduje , że czytają go również faceci , w tym ci z IQ grubo powyżej 160. Child każe czytelnikowi sporo myśleć. Jack Reacher jest nie tylko wysportowany, ale wyjątkowo bystry, błyskawicznie łączy różne fakty i wyciąga z nich wnioski.  Odkrywa drugie, a nawet i trzecie dno  całej sprawy. 
        Skoro kobiety czytują romanse, bo utożsamiają się z ich bohaterkami, to z czym konkretnie utożsamiają się faceci, czytający Lee Childa ? Za czym nawet podświadomie tęsknią ? Jack nie ma ani  żony, ani stałej partnerki, miewa za to partnerki do seksu i jest zadowolony z życia. Gdy idzie do łóżka z kobietą, to nie ma tam podtekstu, typu, że może to będzie ta jedyna na całe życie. Oznacza to jedynie, że ma ochotę na seks. Nie ma kompleksów.  Koncentruje się na szybkim myśleniu i błyskawicznym działaniu.  Nie rozważa całymi dniami, miesiącami czy nawet latami, czy jest zakochany, czy ktoś go kocha itp. Nie przejmuje się swoim wyglądem, ma jeden komplet ubrań, gdy się zniszczą, lub są brudne, kupuje drugi. Nie ma mieszkania, kiedy chce, wyjeżdża,  gdzie chce. Jest absolutnie wolny i nie ma żadnych zobowiązań. Nie lubi stagnacji, ciągnie go do sytuacji, gdzie może się sprawdzić i gdzie jest trudno . Jest tam, gdzie jest  ryzyko. Poza tym jest potężnym facetem, dysponuje olbrzymią siłą fizyczną, opanował doskonale sporty walki, znakomicie też strzela. Wygląda na to, że do czegoś takiego mężczyźni tęsknią. Z pewnością nie chcieliby żyć w 100% tak, jak Jack, czyli chociażby bez mieszkania czy nawet samochodu, nie wspomnę już o żonie czy dzieciach, ale do pewnych elementów tego wizerunku tęsknić muszą. Lee Child sprzedaje się przecież bardzo dobrze.
                      Wiktor Zborowski jest idealnym czytającym. 

                     5/6

czwartek, 18 grudnia 2014

Vincent Severski „Nieśmiertelni”



Czarna Owca 2014

         Dawno nie czytałam tak świetnie napisanej książki sensacyjnej ( poza poprzednimi tomami, napisanymi przez Severskiego). Uwielbiam, gdy czytam i jestem w stanie całkowicie wyłączyć się z otaczającej rzeczywistości. W trakcie tego czytania w niektórych momentach z trudem powstrzymywałam się od spojrzenia na koniec książki i sprawdzenia, jak to się wszystko skończyło. Sprawdzałam tylko niekiedy, jak skończy się rozdział, musiałam wiedzieć, czy wszyscy przeżyją. Nie cała książka jest tak bardzo trzymająca czytelnika w napięciu.  Są też i wolniejsze fragmenty, szczególnie początek, gdzie akcja się zawiązuje.  Ciekawy jest sposób narracji, w całości jest kilka wątków, każdy początkowo rozgrywa się w innym miejscu, tj. Polsce, Szwecji, Rosji, Czeczenii i Iranie . Potem dopiero wątki te zaczynają się łączyć ze sobą. Każdy rozdział to inny wątek.

     Niezależnie od przebiegu wydarzeń, bardzo sprawnie opisanych, nie tylko akcja jest atutem tej książki. Podstawowy atut dla mnie wynika z faktu, że autor pracował  w wywiadzie. Wie, o czym pisze. Z książki dowiedzieć się można całej masy informacji właśnie o pracy wywiadu, sposobach działania, o nielegałach, agenturze i całej masie innych rzeczy, w tym chociażby niekompetencji szefów.   

        W „Nieśmiertelnych”  praca oficerów jest odmitologizowana, pokazane są różne koszmarne jej aspekty. Przykładowo gdy w Teheranie polska ekipa znalazła się w olbrzymich tarapatach, musiała znaleźć schronienie. Każdy udzielający tego schronienia narażał się oczywiście  w razie wpadki na śmierć. Ostatecznie takie schronienie zostało znalezione w prywatnym domu jednego z teherańczyków, który przyjaźnił się z jednym z naszych oficerów. Określenie „przyjaźnił się”   jest trochę na wyrost, bo nie miał pojęcia, czym tak naprawdę jego „przyjaciel” się zajmował.  Dwóch naszych oficerów uzyskało od tego tubylca obietnicę, że im pomoże i pozwoli im zanocować u siebie. Oficerowie nie informując wcześniej „przyjaciela” przyprowadzili do niego całą ekipę uzbrojonych szpiegów, bardzo intensywnie poszukiwaną przez miejscowe służby specjalne. Oficerowi wchodząc do mieszkania Irańczyka wiedzieli, że jeżeli  nie dostosuje się do ich poleceń lub zechce ich wyrzucić, będą musieli go zabić. Ten opis rzekomej akcji w Teheranie to to oczywiście literacka fikcja, ale oczywiste jest to, że podobna sytuacja mogła się zdarzyć w innym czasie i w innym miejscu.  

     Kolejny równie makabryczny aspekt takiej pracy pokazany jest też w innym wątku. Oficerowie innej służby wykonywali inną misję, również z narażeniem życia. Jak się okazało ta ich „misja” była efektem gierek personalnych w wywiadzie i służyć miała jedynie takim gierkom, bo gdyby ich zadanie się powiodło , musiałyby nastąpić spore roszady na wysokich stołkach. Nie byłoby to niczym nadzwyczajnym, gdyby nie fakt, że misja ta była szalenie niebezpieczna. Mówiąc wprost, ludzkie życie narażane było tylko i wyłącznie po to, aby ktoś mógł załatwić swój interes. I podobnie jak w poprzednim przykładzie, sytuacja taka też przecież mogła mieć miejsce i to nie jeden raz.

      Porażający był dla mnie też ten fragment książki, gdy okazało  się że jeden z bardzo zasłużonych oficerów od dłuższego czasu działał na rzecz obcego wywiadu. Nie mieli o tym pojęcia ani bliżsi czy dalsi współpracownicy, ani żona. Severski opisuje reakcje ludzi, gdy prawda wyszła na jaw. Żona zorientowała się , że spędziła życie z obcym człowiekiem, z tego co pamiętam, to nie dowiedziała z kolei , że mężuś miał też kochankę, co w tej sytuacji nie miało już większego znaczenia.  Reakcje ludzi na tą wiadomość są porażające, żona znalazła się niemal na granicy szaleństwa. Opisy tych zachowań, w tym oczywiście rozterek tego podwójnego agenta,  są naprawdę bardzo dobrze skonstruowane i niesamowicie interesujące z psychologicznego punktu widzenia. Przy tym wątku właśnie zaczęłam spoglądać na końcówki rozdziałów.

      Różnych mocno szokujących przykładów jest w książce cała masa. Praca szpiega jawi się jako coś odstraszającego , wyjątkowo brudnego i niejednokrotnie służącego do załatwiania różnych porachunków.   

   Nie wszystko jest idealne, nie podobało mi się chociażby przedstawianie głównych polskich bohaterów, Konrada i Sary jako niemal ideałów. Kilka sytuacji wydało mi się w ogóle niemożliwych i naciągniętych.  Uśmiercenie kilku osób przy tytule „Nieśmiertelni” nie powinno mieć miejsca.  To są jednak  drobiazgi.

   Streszczanie zaś przebiegu akcji jest moim zdaniem pozbawione sensu, wystarczy zasygnalizowanie i każdy czytelnik będzie wiedział, czy tego typu literatura go interesuje , czy nie. Akcja jest bardzo zawiła, przypomina trochę rosyjskie matrioszki, gdy się ja otwiera w środku jest jedna, w niej druga, w tamtej trzecia itd.   Ta zawiłość jest w pełni widoczna dopiero pod koniec, gdy wątki zaczynają się rozwiązywać i wszystko się wyjaśnia.  Wątek polski z początku sprowadzał się do tego, że ekipa oficerów  wywiadu  wyruszyła do Bagdadu z zadaniem, czy Iran nie prowadzi badań nad bronią atomową, mieli oni informacje, że takie prace są w toku. Wiedzieli gdzie, a zadanie polegało na udokumentowaniu tych prac. Wszystko z biegiem czasu zaczęło się komplikować . Ekipa ta miała na miejscu gotowych do współpracy dwóch innych oficerów, nielgałów, którzy od jakiegoś czasu w Teheranie mieszkali, udawali  tam kogoś zupełnie innego.  Wątek czeczeński zaczynał się od wyjazdu 5 oficerów rosyjskich  z Moskwy z misją przechwycenia cennej skrzynki, ukrywanej na Kaukazie. A wątek szwedzki rozpoczynał się z kolei od zabójstwa 4 osób i od zniknięcia szwedzkiego oficera wywiadu. W miarę upływu czasu wszystkie wydarzenia zaczęły się komplikować.

     Mam nadzieje, że autor  napisze jeszcze inne książki, nie miałabym nic przeciwko kontynuacji.
5/6

     

wtorek, 29 lipca 2014

„Święty chaos” – Cezary Harasimowicz – audiobook

Święty chaos



       Jest to unikalna pozycja,  napisana została przez Cezarego Harasimowicza  specjalnie dla audioteki .  Dzieło to wydane zostało po raz pierwszy  jako audiobook, a właściwie jako audioserial, możliwe było bowiem kupowanie go w odcinkach  ( ja kupiłam jako całość) . Kiedy słuchałam tej pozycji w całości, odcinek za odcinkiem,   miałam wrażenie, jakby poszczególne odcinki były normalnymi rozdziałami książki. Jedyna różnica tkwiła w tym, że na początku każdego odcinka  jest streszczenie tego, co działo się poprzednio. W każdym odcinku jest też podawany pełny skład ekipy, realizującej audiobook. Wersja papierowa przewidywana była od początku dopiero po premierze audiobooka.  Nie ma tutaj jednego czytającego,  jest cały zespół aktorów, a muzykę napisał Michał Lorenc.  Muzyka to wręcz bajka, chyba najmocniejszy atut całego audiobooka. Co do formy nie można mieć jakichkolwiek zastrzeżeń, jest to totalny bajer, a chyba nawet dzieło sztuki.   

       Z treścią jest już niestety gorzej i to z odcinka na odcinek. Początek jest  wciągający i niesamowity, nabrałam po nim wielkiego apetytu na dalsze części. Zaczyna się od scen już historycznych, kiedy  to w Iraku 31 marca 2004r. , w Falludży,  tłum zlinczował 4 Amerykanów, byłych komandosów, a później pracowników firmy ochroniarskiej Blackwater . Scenę tą oglądała i sfilmowała agentka  CIA, podszywająca się pod dziennikarkę. Została niestety ujęta i stracona, a film z egzekucji przekazany został do mediów…. Już w drugim jednak  odcinku okazuje się, że  zabicie agentki to fikcja, że w rzeczywistości ona żyje. Bez dalszych spojlerów więcej  nie da się napisać.  Ciekawy również jest ten odcinek, który to rozgrywa się w oddziale partyzanckim w Czeczenii.  Robi wrażenie, jakoby autor miał sporą wiedzę na temat takich oddziałów, aczkolwiek  podkreślam, że jest to wrażenie, bo interesowałam się tym tematem i głębiej i nie wiem, czy istotnie, wygląda to jak w „Świętym chaosie”. Z odcinka na odcinek akcja robi się coraz mniej prawdopodobna, a w ostatnim  dochodzi do absurdów i ten ostatni odcinek jest to już totalne science fiction. Pierwszemu odcinkowi dałabym ocenę 6, a ostatniemu 1. Całość jest mniej więcej na poziomie 2 . Dodam punkt za wykonanie tj. muzykę, role aktorów itp.

3/6

czwartek, 21 listopada 2013

John le Carre “Subtelna prawda”

Subtelna prawda - John Le Carré

  
      Zacznę  od końca. Właśnie  pod koniec książki ,  Toby, główny bohater rozważa przebieg wydarzeń wokół siebie. „Zaplątał się w spór z ze wzniosłym stwierdzeniem Fryderyka Schillera , iż z głupotą sami bogowie walczą nadaremno („Dziewica orleańska”). Nie o to chodzi, uznał Toby, i nie ma wymówki dla nikogo, czy to bóg, czy człowiek . To, z czym bogowie i wszyscy rozsądni ludzie walczą nadaremno, to wale nie głupota.  To czysta, bezsensowna, cholerna obojętność na wszelki interes, poza własnym”.  

       Uwielbiam le Carre`a. Za mądrość , brak naiwności i właśnie takie rozważania, za wartką, inteligentna akcję i głębię psychologiczną jego powieści.  Chociaż jest on już starszym panem, podoba mi się on z wyglądu, ze swoim  wyjątkowo bystrym spojrzeniem.

 
    „Subtelna prawda” nie jest oczywiście pierwszą książką le Carre`a, jaką przeczytałam. Zaczęło się od „Wiernego ogrodnika” , potem przeczytałam jeszcze kilka wcześniejszych dzieł. Najnowsze dzieło moim zdaniem nie odbiega od poziomu wsześniejszych, a to, która pozycja  jest najlepsza , to  kwestia gustu. Wydaje mi się, że zdecydowanie najlepsze to właśnie „Wierny ogrodnik” i „Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg”. Ale ta ostatnia pozycja, to może podobała mi się aż tak bardzo dzięki genialnemu filmowi „Szpieg” T. Alfredsona. Może „Subtelną prawdę” też ktoś kiedyś sfilmuje.  
      Zacznę jednak od początku. Toby Bell, będąc sekretarzem brytyjskiego Ministra Spraw Zagranicznych zorientował się, że minister zorganizował w Giblartarze nie do końca legalną, tajną operację „Fauna i Flora”  . Po trzech latach dowiedział się, ze najprawdopodobniej podczas realizowania  tej operacji zginęła niewinna kobieta i dziecko, a cała sprawa została zatuszowana. Żołnierz zaś, który  dowodził tą operacją, został wyrzucony z wojska i jako jedyny poniósł konsekwencje  całego przedsięwzięcia.
    W operację zamieszany był też Christopher Probyn, dyplomata w starszym wieku, nazywany przez Tobiego nielotem. Określenie nielot wzięło się od niezbyt wysokiego poziomu inteligencji    Christphera,  występującego też pod pseudonimem „Paul”. I Christpher i Toby staną przed dylematem,   czy upublicznić okoliczności i przebieg akcji.
   Książka początkowo ma charakter sensacyjny, potem zaś staje się powieścią psychologiczną. I na początku i pod koniec akcja toczy się wartko. Mnie chyba najbardziej podobały się aspekty psychologiczne. W aspekcie sensacyjnym już od początku wiadomym jest , że za całą sprawą stoi  wielka, prywatna firma, która   zatrudnia byłych wojskowych i byłych dyplomatów, współpracuje z wojskiem i najemnikami, zajmuje się czymś, co nazwałabym jako uzyskiwanie własnych danych wywiadowczych i w końcu przeprowadza tez akcje militarne. W „Subtelnej prawdzie” pokazane jest, że i dane wywiadowcze i sam   sposób prowadzenia operacji militarnych przez prywatną firmę , pozostawia wiele do życzenia. No i najważniejsze jest to, że firma taka działa jedynie w swoim własnym interesie.  Na jej czele stoi niejaki Crispin, skompromitowany, były  dyplomata. W razie potrzeby firma ta dysponuje ludźmi od mokrej roboty, niemal każdego może przekupić. Jak to mówił jeden z bohaterów, prowadzi się już „prywatne wojenki”. Właśnie przy pomocy takich firm.  
       Podczas czytania myślałam sobie, ze dobrze, że u nas nie ma żadnych takich pomysłów, wojsko reprezentuje cały czas państwo i przez nie jest utrzymywane. Ale po namyśle przypomniałam sobie, ze kiedyś w telewizji pokazywali, jak to nasze wojsko, tzn. koszary i in. tereny wojskowe są ochraniane przez prywatne firmy ochroniarskie. Może więc jest to pierwszy krok do prywatnych armii? Nie chciałabym, aby wojsko uległo prywatyzacji, ale le Carre jest wyjątkowo przenikliwy. Dopóki nie przeczytałam „Wiernego ogrodnika”, nie miałam świadomości, jak wielką potęga są firmy farmaceutyczne i jak olbrzymim kapitałem dysponują. Dopiero po „Ogrodniku” zaczęłam zwracać na tego typu kwestie większą uwagę. No i le Carre miał całkowita rację. Z roku na rok firmom farmaceutycznym wiedzie się  coraz lepiej.    
    Aspekty psychologiczne z kolei też są szalenie ciekawe. Główny problem to dylemat Tobbiego, czy narażać swoja karierę , a właściwie ją zaprzepaścić i powiedzieć prawdę czy być konformistą? Ale są i inne problemy, jak chociażby wątek, zadawałoby się,  bliskiego przyjaciela Tobbiego  , również z MSZ. On z kolei stanął przed dylematem, czy powinien przyznawać się do bliskiej znajomości z Tobbim, gdy kariera tamtego zwisła na włosku   i kontakty z nim nie były dobrze widziane. No i Christopher. On jest już na emeryturze , zdobył tytuł szlachecki , może cieszyć się świętym spokojem. Czy jest sens w jego sytuacji się narażać i próbować ujawniać prawdę ? Każdy z bohaterów podejmuje określone decyzje, możemy poznać motywację każdego z nich.
    Dodam jeszcze, ze podczas czytania nie nudziłam się. Rozwój wydarzeń wchłaniał mnie.