wtorek, 16 czerwca 2026

Thomas Mann „Buddenbrokowie. Upadek pewnej rodziny” tłumaczenie Jerzy Koch

 

    Dzięki nowemu tłumaczeniu dzieło sprzed 125 lat czyta się całkiem dobrze. Są pewne dłużyzny, zdarzają się też i męczące opisy, ale to już oczywiście wynika z tekstu autora. Na uwagę zasługuje wyjątkowo udane posłowie Wojciecha Engelkinga.

Pozornie książka jest realistyczna aż do bólu, bo opisuje życie kilku pokoleń Buddenbroków w XIX wieku. Byli oni mieszczanami, kupcami. Akcja zaczyna się, gdy rodzina i jej firma są w rozkwicie, a potem mimo pozorów jest tylko gorzej. Przyczyny upadku pozornie są racjonalne, ale robi to wrażenie, jakby do tych zwykłych przyczyn dołączyło jeszcze coś irracjonalnego. No bo dlaczego wszystko pod każdym względem zaczyna się naraz sypać? Jak zauważa W. Engelking, „Buddenbrokowie” to nie tylko historia upadku jednej rodziny, Buddenbrokowie to przykład, na którym można obejrzeć upadek całej klasy społecznej, mieszczaństwa XIX -wiecznego, bo w takim kształcie w jakim było w tym czasie, przestało istnieć. I raczej nie polegało to na przekształceniu, zmianie sposobu prowadzenia interesów, zmianie obyczajów, to pewnie było możliwe w przypadku młodych rodzin, te stare nie potrafiły się zmienić i dostosować do stale zmieniających się warunków. To jest opowieść w dużej mierze uniwersalna, bo od początku świata co się rodzi i coś upada, niszczeje, umiera. Powstają wspaniałe dynastie i obumierają, tak jak i narody, idee itp.

    Olga Tokarczuk pisała kiedyś w zbiorze „Czuły narrator”, że naprawdę wielkie dzieła pokazują pewne uniwersalne prawdy, których czytelnik nie był świadomy przed lekturą, może to być też pokazanie czegoś w zupełnie innym świetle, przez inny pryzmat. Nie chodzi tu o fakty np. z reportażu, tylko o uniwersalne ponadczasowe zjawiska. I kolejny element wielkiej powieści to element irracjonalności.

    W przypadku „Buddenbroków” właśnie ta irracjonalność jest najbardziej intrygująca. Pozornie jej nie ma, nie występuje tu żadne nadprzyrodzone zjawisko, ale ona już jakby tuż pod powierzchnią. Buddenbrokom nie układa się tak bardzo, że zawodzi tu matematyczny rachunek prawdopodobieństwa, działa za to prawo Murphy`ego, czyli jeśli coś złego może się zdarzyć, to właśnie się zdarza. Tak to wygląda, jakby natura wszystkiemu dawała początek i koniec, nic nie może bowiem w tym samym kształcie trwać wiecznie, musi albo obumrzeć, albo stale się zmieniać i dostosowywać.

Każde kolejne pokolenie mężczyzn u Buddenbroków było jakby mniej zdolne, mniej pracowite, mniej mu się chciało i to czegokolwiek. Z racji tego że byli majętni, nie mieli motywacji, aby pracować, a ci którzy chcieli pracować, nie mieli umiejętności. Tak to wyglądało, jakby kolejne pokolenia dostawały od natury coraz gorszy materiał genetyczny, mimo że małżeństwa nie były zawierane w obrębie rodziny. Tak właśnie jakby sama natura zadecydowała, że już czas na ich koniec. Wyjątkiem pod względem zdolności był tylko młody Hanno, który jednak uzdolniony był w zupełnie innym kierunku, muzycznym. Ale nie zmienia to postaci rzeczy, bo wiadomo było już od jego wczesnego dzieciństwa Hanno, że jeśli przeżyje, to z racji cech charakteru, osobowości i uzdolnień, nie będzie mógł kontynuować kupieckich tradycji rodu.

    Wgłębianie się w opis upadku Buddenbroków daje sporo do myślenia. Poważnym minusem był dla mnie pesymizm tej powieści. Buddenbrokom jest źle i wiadomo, że będzie coraz gorzej. Nie za bardzo wiedzę tu chociażby iskierkę nadziei. Nie ma. Jest to po prostu dołujące.

9/10

środa, 27 maja 2026

Grzegorz Piątek „Łazienki Królewskie. Przewodnik po historii i architekturze”

 

        W wielu miejscach tekst jest wręcz fascynujący. Grzegorz Piątek nie ograniczył się na szczęście tylko do suchego opisu Łazienek, wywody składające się z samych dat i faktów są ciężkie do czytania i trudno przyswajalne. Jest to trochę truizm, ale naprawdę warto poszerzać wiedzę nawet o tych miejscach, o których niby to dużo wiemy. W Łazienkach byłam naprawdę wiele razy, wydawało mi się, że w każdym zakamarku, a tu się okazało, że na ich terenie jest budynek, którego nigdy nie widziałam, o którym nic nie wiedziałam, a mianowicie Świątynia Egipska.

    Sporo jest ciekawostek. Łazienki przez jakiś czas stanowiły własność rosyjskich carów, w Belwederze, tuż przy Łazienkach, na stałe mieszkał namiestnik cara. Pomijając wszystkie inne oczywiste i nie wymagające komentarza bulwersujące aspekty rozbiorów Polski i ich zbrodnicze skutki, Łazienkom paradoksalnie, ten carski patronat wyszedł na dobre. Były wyjątkowo zadbane, ani o dewastacjach ani o np. podziale parku na mniejsze parcele i ich odsprzedaży nie było mowy. Podobnie było za okupacji niemieckiej podczas II wojny, również brzmi to obrazoburczo, ale taka jest prawda. Najgorszy moment dla parku nastąpił z chwilą wycofania się Niemców i wkroczenia Rosjan. Warszawiacy zaczęli wycinać drzewa, bo potrzebowali opału. Żołnierze dla zabawy wrzucali granaty do stawu. Zniszczona została ¼ wiekowego drzewostanu.

Innym paradoksem jest chociażby słynny pomnik Chopina, pod którym odbywają się latem koncerty chopinowskie. Postawiony został w 1926r. w tym samym miejscu, co stoi teraz, naprzeciwko głównego wejścia. 100 lat temu wzbudził powszechną krytykę, nie podobał się i nie można było przewidzieć, że stanie się jednym z najsłynniejszych pomników w Polsce i symbolem polskości.

Godny zapamiętania jest też gigantyczny wkład intelektualny i finansowy i olbrzymie zaangażowanie naszego ostatniego króla, Stanisława Augusta Poniatowskiego. Szalenie dbał o Łazienki, to dzięki niemu w ogóle one istnieją. Gdyby nie on, nie miałyby takiego kształtu, nie byłoby w nich tylu tak pięknych budowli czy rzeźb. Będąc już w Rosji po abdykacji, pytał w listach o Łazienki, czy są już liście na drzewach, wydawał dyspozycje co dalszych upiększeń. Chciał być w nich pochowany.

W książce jest oczywiście dużo więcej różnego rodzaju ciekawostek.

8/10

piątek, 22 maja 2026

Maryla Szymiczkowa „Seans w Domu Egipskim” tom III cyklu z profesorową Szczupaczyńską

 

        Im więc książek z cyklu z profesorową Szczupaczyńską czytam, tym bardziej mi się ten cykl podoba. Ma tylko jedną wadę, książki te czyta się je wolniej niż zwykłe kryminały czy thillery. Poza tym natomiast wszystko jest super.

W tym przypadku jest mocne nawiązanie do Agaty Christie, bowiem doszło do zgonu jednej osoby w trakcie sensu spirytystycznego, a seans odbywał się w stosunkowo wąskim gronie, sprawcą musiał być ktoś z uczestników seansu. Nie ma przemocy, jest za to psychologia, bo profesorowa Szczupaczyńska obserwuje ludzi, analizuje ich zachowania i szuka w ten sposób sprawcy.

        Fenomenalnie odtworzone są realia epoki, robione to jest w taki sposób, że zawsze można odnieść pewne rozważania do współczesności. W tym przypadku Szymiczkowa poznaje nowych twórców kultury, np. Przybyszewskiego czy Wyspiańskiego. Na Wyspiańskiego ówczesne krakowskie salony patrzyły z politowaniem, nikomu jego malarstwo się nie podobało, a poza tym zdaniem salonowych bywalców wielcy malarze już byli kiedyś, a nie teraz, a Wyspiański według nich nawet nie mógł się do nich porównywać. Bardzo znany stał się w tamtym czasie obraz Muncha „Krzyk”, który też nikomu się nie podobał. Powszechne było narzekanie na sztukę współczesną, czyli tą z przełomu wieku XIX i XX.

        Obserwacje psychologiczne profesorowej też są bardzo ciekawe. Zastanawiała się np. nad relacją nastoletniej dziewczynki z macochą. W tym przypadku nie było nic przypominającego bajki o złej macosze i gnębionej pasierbicy. Dziewczynka okazała się równie koszmarna pod względem zachowania, manipulacji itp., jak i macocha. Inny frapujący układ to przyjaźń dwóch naukowców, z których jeden w imię przyjaźni trochę poświęcił karierę naukową, rezygnując z lukratywnej propozycji wyjazdu za granicę i godził się na rolę tego nieco gorszego. Czy w ogóle można mówić o przyjaźni w takim przypadku, gdy jeden jest postrzegany niesłusznie jako ten lepszy, mądrzejszy, a drugi również niesłusznie jako gorszy?

8/10

czwartek, 14 maja 2026

Agata Christie „ABC” – audiobook, czyta Danuta Stenka

 

        Książka jest świetnie napisana i świetnie odczytana, szalenie wciąga czytelnika w wir akcji. Królowa Kryminału jak zawsze zwraca uwagę na psychologię. I jak zawsze udowadnia, że była wyśmienitą obserwatorką ludzkich charakterów.

    „A.B.C.” jest nietypowe dla całej twórczości Christie, bo tutaj jest tylko jeden podejrzany, wszystkie dowody i poszlaki wskazują tylko na jednego, konkretnego mężczyznę. Wydaje się, że nie ma możliwości, aby zabójstwa dokonane zostały przez kogoś innego. Sprawa wygląda na oczywistą. Ale nie ma jednocześnie bezpośredniego, niepodważalnego dowodu, wskazującego na tego domniemanego sprawcę. Czytając, czy słuchając książki, nie można niczego wykluczyć. Skoro wszystkie dowody wskazują na jedną osobę, z jednej strony można przypuszczać, że to raczej nie będzie ta osoba, bo byłoby to za proste. Z drugiej strony trzeba wziąć pod uwagę, że Christie zastosowała już kiedyś w innej powieści taki manewr, że sprawca specjalnie podłożył niby to oczywiste dowody, wskazujące na siebie , oraz subtelne, wymagające większej wnikliwości, wskazujące na inną osobę. Zrobił to oczywiście po to, aby szybko te „oczywiste” dowody zostały obalone i aby znalazł się poza podejrzeniami.

Czytając Christie, wiedząc, że u niej nic nie jest proste, czytelnik będzie kwestionował i zebrane dowody i zdanie policji i ogółu, będzie „szedł pod prąd” różnym opiniom i będzie starał się wyrobić swoje własne zdanie. Christie właśnie tak musiała zachowywać się w kontaktach z ludźmi, nie tylko gdy pisała książki. Nie wyobrażam sobie tego, że w zwykłych relacjach międzyludzkich wykazywałaby łatwowierność, a wnikliwość opisywałaby tylko w książkach. Wszak i Herkules Poirot i panna Marple z obserwowania ludzi uczynili swoje hobby, a osiągnęli w nim mistrzostwo. W „A.B.C.” mamy Herkulesa. Nie skupiał się na sobie i swoich sprawach, zwracał uwagę na innych, na to, co i jak mówią, jak się zachowują, jakie mogą mieć ukryte motywy swojego zachowania. Analizował.

8/10 

wtorek, 12 maja 2026

Andrzej Nowak „Dzieje Polski. 1572-1563. Imperium Rzeczypospolitej.” Tom 5

 

        Jak zwykle prof. Nowak pisze na tyle intrygująco, że momentami książkę czyta się tak jak powieść. W poprzednich tomach w większości się z nim zgadzałam, teraz różnic co do oceny pewnych wydarzeń czy zjawisk było już więcej. Nie mam jednak żadnych wątpliwości co do tego, że bez względu na to, jakie ktoś ma poglądy polityczne i poglądy na naszą przeszłość, jeśli tylko interesuje się historią, to koniecznie powinien po „Dzieje Polski”. To spojrzenie na historię z zupełnie innego punktu widzenia niż ten, który jest z reguły przyjmowany, co zmusza do myślenia. Co więcej, to właśnie ta lektura pomaga zrozumieć współczesność, w tym chociażby to, dlaczego np. tak strasznie trudno jest w naszym wygrać wybory prezydenckie kandydatowi, który powszechnie utożsamiany jest z tzw. elitami społecznymi.

        Przy okazji poprzednich tomów wskazywałam na to, czym różni się spojrzenie prof. Nowaka na naszą historię od punktów widzenia innych historyków. Doszedł teraz kolejny wyróżnik. Prof. Nowak zwraca uwagę na coraz wyrazistszy już nawet w XVI wieku rozdźwięk pomiędzy tzw. elitami a społeczeństwem. I uwypukla te fakty, które świadczą o oderwaniu elit od realiów zwykłego życia i skupianiu się na prywacie, a nie na interesie państwa i społeczeństwie. W opisywanym okresie brak zaufania pomiędzy najbogatszą warstwą społeczeństwa a innymi warstwami coraz bardziej się pogłębiał. Jest to oczywiście pewne uogólnienie, od każdej reguły są wyjątki. Najbogatsza polska szlachta najprawdopodobniej wzorowała się na litewskich magnatach, którzy w zdecydowanej większości w ogóle nie brali pod uwagę w swoich poczynaniach interesu państwa, skupiali się tylko na zdobywaniu coraz większych bogactw i wpływów. Wraz z unią polsko – litewską z 1569 r. proces ten postępował.



I to właśnie postawę magnaterii, czyli elit, prof. Nowak uważa za najgroźniejszą dla naszego kraju i analizując wydarzenia z XVI i XVII wieku już sygnalizuje, że to właśnie ta kwestia stał się w późniejszym czasie przyczyną upadku Polski. W tym tomie są oczywiście liczne przykłady, w tym również mocno kontrowersyjne, jak chociażby Jan Zamoyski, który za Stefana Batorego skupiał w swoim ręku najważniejsze urzędy w państwie. Analizując jego decyzje i poczynania prof. Nowak udowadnia, że były one z reguły właśnie szkodliwe dla państwa. Przeciwnego zdania był chociażby Paweł Jasienica, który Zamoyskiego uważał za męża stanu i ubolewał, że nie został on królem. To Zamoyski stał za decyzją o ścięciu szlachcica Samuela Zborowskiego, którego prof. Nowak uważa za patriotę, zaś Jasienica za szkodliwego warchoła. Egzekucja Zborowskiego odbiła się wyjątkowo szerokim echem po kraju, a skrajnie negatywny oddźwięk społeczny uniemożliwił Zamoyskiemu start w elekcji. Ten brak społecznego słuchu już kilka stuleci temu był dla wyższych warstw charakterystyczny. Ściętego Samuela Zborowskiego uwiecznił Juliusz Słowacki, ukazując go w wyjątkowo pozytywnym świetle, niemal jako męczennika. Wygląda na to, że od wieków w naszym narodzie tkwi olbrzymia nieufność do elit, ocierająca się nawet o nienawiść.

Zaskakujące są analizy autora dotyczące tego, czy szlachta z omawianego okresu rzeczywiście stanowiła grupę niewykształconych prostaków, dbających tylko o swój interes, jak się powszechnie uważa. Większość historyków stoi na stanowisku, że to degeneracja szlachty, jej nieuctwo, warcholstwo, prywata, uniemożliwianie przez nią królowi realizacji politycznych planów, doprowadziło do rozbiorów. Taki pogląd prezentuje chociażby Jasienica, jako pierwsze przykłady anarchii wskazuje Artykuły Henrykowskie i Pacta Conventa.

Prof. Nowak dokładne analizuje artykuły henrykowskie i pacta conventa i udowadnia, że wcale nie świadczą ani o warcholstwie szlachty, ani nieuctwie, ani o niczym podobnym. Owszem, ograniczały one władzę króla, ale ograniczały na rzecz sejmu, czyli przedstawicieli społeczeństwa. Dzięki postawie szlachty nigdy nie było u nas władzy absolutnej. Posłowie raczej nie chcieli dawać Zygmuntowi III Wazie pieniędzy na wojny toczone poza naszym terytorium, chyba że najlepszym wyjściem w obliczu narastającego zagrożenia był atak uprzedzający napaść. Zygmunt III Waza miał lekkie zakusy na politykę imperialną, dzięki problemom z kasą, które zawdzięczał szlachcie, musiał się ograniczać. Ta postawa szlachty nie była więc taka zła, jak się powszechnie uważa. Podkreślam, że są to tezy kontrowersyjne, w trakcie lektury każdy może kształtować własne stanowisko na ten temat.

10/10 

poniedziałek, 4 maja 2026

Leszek Herman „Wrak Albionu” – audiobook, czyta Mikołaj Krawczyk

 

Pisałam już kilkakrotnie o Leszku Hermanie, raczej w pozytywnym kontekście. Obawiam się, że może się to zmienić. Autor w posłowiu poinformował, że zamierza podwoić ilość pisanych książek i odtąd chce wyrobić normę dwóch książek rocznie. Trudno sobie wyobrazić aby ktoś, kto nastawia się na pracę jak na taśmie w fabryce, mógł napisać coś naprawdę wartościowego. Już w tym tomie widać, że wątki historyczne są słabsze od współczesnych. Do pisania o lokalnej historii potrzebny jest research, który wymaga czasu.

Tym razem wydarzenia i współczesne i historyczne z pierwszej połowy XIX wieku rozgrywają się głównie w Szkocji. Kwestie historyczne są skupione na zatonięciu tytułowego „Albionu”, potem na ratowaniu rozbitków przez miejscowych arystokratów, a następnie rozwijany jest wątek damsko – męski. Jeden z rozbitków to Polak, płynący z misja od księżnej Czartoryskiej, wiozący polskie klejnoty ze skarbca królewskiego. Tym razem o historii Pomorza Zachodniego prawie nic nie ma.

Wątki współczesne są z kolei mocno wciągające, bohaterowie cyklu nurkują na wrak „Albionu”. Jest sporo o Szkocji, o miejscowych rodach, zamieszkujących od pokoleń w rodowych siedzibach, o życiu w bliskości morza. Tak jak w Australii niemal wszyscy pływają tam, żeglują, a nawet i nurkują. Są nawiązania do różnych niebezpiecznych substancji, zatopionych w Bałtyku podczas II wojny i związanych z tym niebezpieczeństw. Pojawia się też kwestia mutacji genetycznych stworzeń, żyjących w pobliżu skażonego dna morskiego. Są też podjęte kwestie zmian klimatycznych.

Słucha się z zainteresowaniem, aczkolwiek w tym przypadku jest wyraźna przewaga treści, będących fantazją autora. Książka jest bardziej dla miłośników wartkiej akcji i sensacji, niż dla miłośników historii. Ale relaks jest gwarantowany.

7/10



czwartek, 23 kwietnia 2026

Andrea Canilleri „Morze błota” – tom 22 cyklu z komisarzem Montabano

 

            Błoto nie budzi chyba w nikim pozytywnych skojarzeń, ale tym razem przez Sycylię przeszły potężne ulewy i wyspa znalazła się w totalnym błocie. To bajoro jest też symboliczne, bo w tym tomie sporo jest mowy o niezbyt przyjemnych aspektach mieszkania na Sycylii. To nie tylko morze, słońce i piękny piasek, jak chcieliby niektórzy.

        Sycylia to mafia. Mario Puzo w „Sycylijczyku”, o którym niedawno pisałam tutaj, opisał, jak wyglądało na wyspie życie z mafią w okresie powojennym. Camilleri swój książkę wydał około 20 lat temu, a pod tym względem niewiele się zmieniło.

    Częstsze zabójstwa to rzecz oczywista, ale Camilleri zwrócił teższczególną uwagę na związek mafii z mediami. Jedna z sycylijskich telewizji miała taką strukturę własnościową, że akcjonariuszami spółki, do której telewizja należała, były rodziny mafijne. Mało kto o tym wiedział, prawie nikt tego nie sprawdzał, no ale nasz komisarz Brunetti miał tego pełną świadomość. Mafia widząc w naszym Brunettim poważnego przeciwnika, permanentnie go w swojej telewizji atakowała, zarzucając mu niekompetencję i usiłując totalnie skompromitować jego wizerunek. Robiła to oczywiście ustami swoich dziennikarzy. Co więcej, mafia poprzez swoich dziennikarzy manipulowała szerzej opinią publiczną, wskazując np. że określona osoba jest niewinna, a winny jest ktoś inny. Ten rzekomo winny z reguły nie miał nic wspólnego z daną sprawą, ale mafia nie miała żadnych skrupułów. Przykładów Camilleri podaje więcej.

    Nie wszystko w tym tomie jest ponure. Livia, która była w depresji, niespodziewanie się z niej wydobyła za sprawą pieska. Przygarnęła małą, bezdomną suczkę, zajęła się opieką, nie skupiała się tylko na sobie, włączyła do harmonogramu dnia spacery.

    Są oczywiście i stałe elementy cyklu, Brunetti cały czas kocha włoską kuchnię, w tym wino, codzienne spacery i rozmyślania. Potrafi nawet przyrządzić danie obiadowe w postaci makaronu z czosnkiem i oliwką z oliwek.

7/10



piątek, 17 kwietnia 2026

Wiliam Szekspir „Hamlet” – tłumaczenie Stanisław Barańczak

 


        Pisząc ostatnio o książce Philipa G. Zimbardo i Roberta L. Johnsona „Szekspir i psychologia. Co o naturze ludzkiej mówią nam wielkie dzieła Szekspira?” wspomniałam, że po tej lekturze Szekspira zupełnie inaczej się odbiera. Sięgnęłam więc po „Hamleta”, aby móc go przeczytać pod innym kątem.

        Historia Hamleta jest ciekawa sama w sobie, poza tym jest też ukazujący się duch, co z reguły powoduje, że daną pozycję czyta się z większym zainteresowaniem. Nie ulega jednak wątpliwości, że sceneria sztuki jest nieco bajkowa, rzecz dzieje się daleko, w Danii, głównie na dworze królewskim. Dylematy Hamleta, odczytywane dosłownie, czyli kwestia dziedziczenia królestwa czy też konieczność zemsty na zabójcy ojca, poprzez zabicie go oczywiście, wydają się odległe i abstrakcyjne.

        Można na to popatrzyć jednak zupełnie innej strony, próbując odgadnąć, co zieje się w głowie Hamleta. Gdy zaczyna się sztuka, Hamlet znajduje się w bardzo trudnej sytuacji, jego ojciec zmarł, matka błyskawicznie wyszła za mąż za jego brata, jest więc od razu nowy król. Ojca nie ma, matka go zawiodła, odziedziczenie królestwa staje pod dużym znakiem zapytania nawet w odległej przyszłości. Każdy z nas raz na jakiś czas staje w trudnych sytuacjach, gdy wszystko się wali. Hamlet jest w ekstremalnie trudnej sytuacji, bo dodatkowo ukazał mu się duch ojca, który zdradził, że został zbity przez brata, czyli przez obecnego króla. Obyczaj każe się zemścić, zabijając zabójcę. Wiąże się to jednak z gigantycznym ryzykiem. Hamlet dodatkowo nie był pewny, czy duch, który mu się ukazał, faktycznie był duchem zmarłego ojca, mógł to być np. zły duch, podszywający się pod ojca. Nie wiedział wic, czy istotnie powinien się mścić. To jest właśnie arcytrudna sytuacja, z które każde wyjście jest złe. Każdy kto znajduje się w trudnej sytuacji, nie wie, co robić, ma coś wspólnego z Hamletem.

Philip G. Zimbardo i Robert L. Johnson zwracają uwagę na to, że taka ekstremalnie trudna sytuacja może spowodować, że dotychczasowy system wartości danej osoby zupełnie się zmieni, że może ona zrobić co , czego nikt się po niej nie spodziewa. Pozostaje pytanie, czy podejmując decyzję, jak się zachować, ta osoba będzie kierowała się emocjami, czy rozumem. Często biorą górę emocje, a wówczas reguły sytuacja robi się katastrofalna. Hamlet wpadł na pomysł, że będzie udawał obłęd, wykorzystując jednocześnie wędrownych aktorów, zasugerował królowi, że wie, iż to on zabił. Uznał, że decyzję co dalej, podejmie po zobaczeniu reakcji króla na tą sugestię.

Hamlet nie był pewny, czy dobrze robi, jego kondycja psychiczna była fatalna, nie miał do nikogo zaufania. To rozchwianie emocjonalne zaczęło brać górę i w pewnym momencie sprawy wymknęły mu się spod kontroli. Zabił odruchowo, bez żadnego planu Poloniusza. Myślał, że to król, ale króla póki co też wcale nie zamierzał zbijać, tzn. nie podjął jeszcze takiej decyzji. Zadziałał co do tego zabójstwa odruchowo, a na dodatek pomylił się co do osoby.

Jak wskazują Zimbardo i Johnson, tak się właśnie dzieje, gdy działa się tylko w oparciu o emocje. Z reguły klęska jest murowana. W przypadku Hamleta, potem było już tylko gorzej. Hamlet nie zastanowił się, tak jak chociażby w szachach, jak będą wyglądały jego dalsze posunięcia, jego mogą być reakcje innych osób. Gdy patrzy się na tekst Szekspira, oczywiste jest, że Hamlet zmierza ku samozagładzie, że sobie szkodzi. Widać to wyraźnie na przykładzie postaci fikcyjnej, ale w realu my i tak niekiedy, bardziej lub mniej, działamy impulsywnie, bez udziału rozumu. Gdy dotyczy to sprawy wielkiej wagi, może się to źle skończyć. Tą analizę można oczywiście prowadzić dalej, sztuka na pierwszym zabójstwie się nie kończy. Można ją pogłębić. Z podpowiedziami Lombroso i Johnsona wszystkie psychologiczne niuanse widzi się wyraźnie.

Olbrzymim atutem sztuki są ponadczasowe myśli, jest ich ogrom.

10/10


wtorek, 14 kwietnia 2026

Vincent Severski „Krawiec” – audiobook, słuchowisko, czyta Krzysztof Gosztyła i zespół aktorów

 

    Słuchając wyraźnie czuje się przerost formy nad treścią, wykonanie jest świetne, muzyka również, treść natomiast pozostawia dużo do życzenia. Z racji tego że jest to słuchowisko, tekst musiał w pewnym stopniu ulec zmianie, może oryginalny jest lepszy, ale nie sadzę, aby zmiany były drastyczne.

        Nie ma tutaj żadnej psychologii, postacie są czarno – białe, niczym w bajce dla bardzo małych dzieci. Agenci naszego wywiadu są kimś w rodzaju Supermana, są super mądrzy, błyskotliwi, odważni, prawi, uczciwi, zawsze stoją po stronie dobra, niektórzy nawet, jak Monika, mają parnormalne zdolności. Podobnie było i w poprzednich powieściach, ale z każdą kolejną ta maniera jest coraz bardziej nasilona. Są to istoty niemal boskie. Już sam ten obraz spycha powieści Severskiego do kategorii literatury B lub nawet i niżej.

Do tego dochodzą stale powtarzające się schematy powielane w kolejnych powieściach. W wcześniejszych było zawsze coś nowego, np. obraz nielegała, porwań na tle politycznym itp. Sporo można było się dowiedzieć o miejscach, gdzie wydarzenia się rozgrywały. W życiu prywatnym opisywanych agentów też coś się działo. Tutaj nie ma niczego takiego. Momentami za to tekst jest na tyle nudny, że słuchając, automatycznie wyłączałam się i myślałam o czymś innym. W tym przypadku nawet akcja niewiele poprawia, bo wydarzenia nie toczą się wartko, panuje raczej stagnacja, agenci spotykają się z agentami, potem są kolejne spotkania, rozmowy, w szczególności dotyczy to wątku zagranicznego. U mistrza powieści szpiegowskiej le Carre też są rozmowy, ale na zupełnie innym poziomie, są też wewnętrzne rozważania, dylematy.

    4/10

piątek, 10 kwietnia 2026

Philip G. Zimbardo, Robert L. Johnson „Szekspir i psychologia. Co o naturze ludzkiej mówią nam wielkie dzieła Szekspira?”

 

        Jestem zachwycona „Szekspirem i psychologią”, to jedna z najlepszych książek psychologicznych, jakie kiedykolwiek czytałam. Szekspir żył w czasach, w których nie istniała psychologia jako nauka, on jednak wiedział więcej o człowieku niż obecnie niejeden psycholog. Autorzy książki podkreślają, że obserwacje Szekspira są w pełni zgodne z tym, co twierdzi współczesna psychologia, traktują go nawet jako prekursora psychologii. Przywołują wiele sztuk Szekspira, każdą streszczają i pokazują na przykładzie konkretnych bohaterów różne postawy ludzkie wobec różnych wyzwań, trudnych sytuacji, przeciwności losu itp.

Można obserwować, czy bohaterowie szekspirowscy, a zarazem zwykli ludzie, bez względu na czas, w którym żyli, kierują się bardziej rozumem, czy emocjami i jakie są konsekwencje takiego zachowania. W obliczu trudnych sytuacji Szekspir pokazuje, czy ważniejszy jest charakter człowieka, jego system wartości, czy też ekstremalna sytuacja potrafi człowieka zmienić kogoś tak, że ten ktoś będzie działał zupełnie inaczej, niż można było przypuszczać. To oczywiście tylko przykłady, te na które bardziej zwróciłam uwagę.

        Zimbardo i Johnson analizują przypadki, opisane przez Szekspira i rozkładają je na czynniki pierwsze. Zwracają uwagę na niuanse, np. wielu szekspirowskim bohaterom się wydaje, że są logiczni i działają zgodnie z planem, w rzeczywistości jednak kierują nim emocje, z których nie zdają sobie sprawy. Autorzy podsumowują potem te wywody. Przykładowo zwracają uwagę na to, jak kończą ci ludzie, którzy kierują się wyłącznie emocjami, albo ci u których emocje biorą górę w różnych nagłych sytuacjach. Koniec jest oczywiście nieciekawy. Fascynująca jest też analiza różnych zaburzeń u postaci szekspirowskich, mamy tam psychopatów, narcyzów, osoby pogrążone w depresji, chyba są wszystkie ludzkie charaktery.

        Poza ekstremalnymi sytuacjami są też i zwyczajne. Szekspir pokazuje np. postawy niedojrzałości, charakteryzującej się tym, że dana osoba nie przechodzi płynnie z jednego etapu życia w drugi. Ktoś np. zostaje wiecznym chłopcem, kochającym zabawy. Zimbardo i Johnson próbują wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje, wskazuje też na to i sam Szekspir.

    Zaraz po przeczytaniu „Szekspira i psychologii” zaczęłam czytać „Hamleta”, którego znałam nie tylko z lektury, ale i ze sztuki teatralnej. Odbiór jest już zupełnie inny, znacznie głębszy.

10/10

piątek, 27 marca 2026

Szczepan Twardoch „Zimne wybrzeża” – audiobook, czyta Grzegorz Małecki

 

        Spodziewałam się, że będzie to powieść psychologiczna, w której wydarzenia rozgrywają się w klaustrofobicznej stacji polarnej. Faktycznie jest to powieść psychologiczna, szpiegowska, historyczna, a stacja polarna jest tutaj jednie w tle. Chociaż czuć to rękę mistrza w stylu pisania i wiedzy, ale jednak „Zimne wybrzeża” nie wytrzymują porównania z powieściami późniejszymi, które podczas słuchania wręcz pochłaniały. „Zimne wybrzeża” są trudne w odbiorze, wymagają większego skupienia, niektóre fragmenty są szalenie ciekawe, ale sporo jest też i takich, które są mocno nużące.

Twardoch jest mistrzem opisywania ludzi i sytuacji niejednoznacznych, tutaj nie eksploatuje tematów historycznie najpopularniejszych. Nawiązuje do chociażby Brygady Świętokrzyskiej i do sytuacji, kiedy to część Rosjan chcąc walczyć w czasie wojny z komunizmem, podejmowała współpracę z Niemcami. Trudno to nazwać kolaboracją, bo nie traktowali ZSRR jako swojej ojczyzny, nienawidzili go. Twardoch pokazuje też Rosjan. Jeden z ENWDzistów w pracy, jeszcze w okresie przedwojennym budzi prawdziwą grozę bezwzględnością, tępotą, dyspozycyjnością i gorliwością, ale równie niebezpieczny jest pozornie rubaszny i przyjacielski radziecki aparatczyk z lat tuż po wojnie, ukrywający swoje związku z partią i służbami.

Nie można też pominąć kwestii psychologicznych. Tajemniczy John Smith jest szpiegiem, co wiadomo od samego początku, szpiegiem z bardzo bogatym życiorysem. Spędził nawet jakiś czas w celi śmierci. Zastanawia się w pewnym momencie, kiedy w życiu tak naprawdę czuł się wolny, paradoksalnie było to w czasie gdy walczył i gdy czekał na wykonanie wyroku śmierci w celi śmierci. Jego tożsamość jest tutaj prawdziwą zagadką i to chyba jest głównym tematem powieści w sensie i dosłownym i przenośnym. Dosłownym, bo czytelnik nie wie, z kim ma do czynienia, nie wie, jak naprawdę ten człowiek się nazywa, dla kogo pracuje, co robił w czasie wojny itp. A w sensie przenośnym, bo chociaż John Smith zna swój życiorys, to do końca nie wie, kim jest w środku. Chyba nie utożsamia się z żadnym narodem, są wątpliwości, jakie wartości reprezentuje. Chcąc przetrwać, musiał być elastyczny i zmieniać swoje zasady, ta jego tożsamość ewoluowała też w miarę tego, jak rozgrywała się sytuacja na wojnie. Wątek ten nie jest jednak pogłębiony, budzi niedosyt.

Świetnie za to pokazana jest Arktyka

8/10

piątek, 20 marca 2026

Iris Apfel „Przypadkowa ikona. Refleksje geriatrycznej nastolatki”

 

        Iris Apfel przeżyła ponad 100 lat i do końca była aktywna, całe życie realizowała swoje pasje, ubierała się w piękne, aczkolwiek kontrowersyjne, bajecznie kolorowe ubrania. Można się nią zainspirować.

    „Przypadkowa ikona” to zdecydowanie bardziej album, niż książka, jest tam sporo zdjęć Iris, zdjęć jej ubiorów, biżuterii, dodatków. Poza nieznaczną ilością stron z tekstem jest wiele stron całych w jednym kolorze z różnymi myślami autorki, czyta się więc doskonale. Jest to pozycja częściowo o modzie, ale jest tam też cała filozofia życiowa Iris: cieszyć się życiem bez względu na wiek, nie zamartwiać się, mieć pasje i świadomość, że tu i teraz każdemu należą się przyjemności, nie można dbać tylko o dzieci i wnuki, a o siebie nie. I nie można myśleć tylko o przyszłości.

    Najbardziej szokujące i godne naśladowania jest tutaj właśnie podejście do wieku. Iris w niczym nie przypomina zdecydowanej większości emerytów, ubranych w szaro - bure ubrania, rozmawiających jedynie o chorobach i o wnukach i którzy od chwili przejścia na emeryturę fascynują się jedynie oglądaniem telewizji. Oczywistym jest fakt, iż kwestia zdrowia i finansów ma tutaj olbrzymie znaczenie. Ale nawet przy małych środkach finansowych można coś fajnego do ubrania kupić, a na szczęście nie każdy jest aż tak chory, aby musiał leżeć cały czas w łóżku. Iris międzynarodową karierę zrobiła w wieku ponad 80 lat i wówczas cały czas się rozwijała, była wśród ludzi, prowadziła firmę, współorganizowała wystawy swoich ubrań w muzeach.

    Iris nie była tylko pasjonatką mody współczesnej, ona tworzyła trendy. Ale nie tylko. Wraz z mężem prowadzili latami firmę, zajmującą się produkcją dawnych tkanin. Przez 8 kadencji równych prezydentów amerykańskich zajmowała się tez wystrojem Białego Domu..

    Albumik czyta się świetnie, to takie kolorowe, optymistyczne cacuszko.

9/10

środa, 18 marca 2026

Mario Puzo „Sycylijczyk” – audiobook, czyta Robert Jarociński

 

         Sycylijczyk” nie jest tylko książką o mafii, to głębsza powieść również psychologiczna i historyczna. Dla mnie to jest powieść o zdradzie. Turi, o którym pisał Mario Puzo, był dla Sycylii w okresie powojennym kimś w rodzaju Janosika. Zabijał, rabował bogatych, wspomagał biednych, przy okazji budował swój wizerunek, uznał też, że jest kimś w rodzaju boga i że wygra z machiną całego włoskiego państwa, policją, wojskiem, żandarmerią, a nawet z mafią i że niepodzielnie będzie rządził wyspą. Od początku wiadomym było, jak ta historia musiała się skończyć. Zagadką było tylko to, czy Turi zostanie zabity i przez kogo, czy zostanie aresztowany i dokona swojego żywota w zamknięciu.

        Turi został zdradzony. Zdrada jest czymś okropnym, kojarzy się automatycznie z Judaszem. W przypadku Turiego i zdrajcy ich relacja od początku budziła spore wątpliwości. Nie było w niej i nie mogło być żadnej równości. Były jeszcze inne czynniki, niezaspokojone ambicje zdrajcy, chciwość, głęboko ukryte, niemal niedostrzegalne kompleksy i in. Ten zespół czynników, czyniących z tej postaci już od samego początku potencjalnego zdrajcę, był nieoczekiwanie widoczny już na pierwszy rzut oka dla najpotężniejszego człowieka na Sycylii, dla szefa mafijnej rodziny. Ten mafioso, człowiek bez wykształcenia, ale szalenie bystry i inteligentny, prędzej dostrzegł w zdrajcy potencjał zdrady, niż sam zdrajca, Turi lub jakakolwiek inna osoba. Mafioso był wyśmienitym obserwatorem i analitykiem.

        „Sycylijczyk” zgodnie z tytułem, to także powieść o Sycylii w okresie powojennym. Panowała tam straszna bieda i potężna korupcja. Biedacy nie mogli liczyć na pomoc policji czy jakichkolwiek organów państwa. Zgodnie z odwiecznym zwyczajem sycylijskim, mafia jako jedyna „udzielała pomocy”, oczywiście na zasadzie coś za coś.

    Spodziewałam się czegoś lekkiego, a tu nieoczekiwanie „Sycylijczyk” okazał się powieścią głęboką z wieloma wątkami do głębszego przemyślenia.

8/10  

czwartek, 12 marca 2026

Maryla Szymiczkowa „Szaleństwo i śmierć spłyną z gór” tom VI cyklu z profesorową Szczupaczyńską

 

Tom VI cyklu jest jednym z lepszych, rewelacyjnie się go czyta. Cały cykl to kryminały retro, rozgrywające się na przełomie XIX i XX wieku głównie w Krakowie lub okolicy. Tym razem profesorowa udała się do Zakopanego. Najbardziej warte uwagi były właśnie opisy tego miasta, wówczas bardziej wioski, sprzed ponad 100 lat i różne obserwacje psychologiczne.

Zofia Szczupaczyńska porównywana jest do panny Marple z powieści Agaty Christie. We wcześniejszych tomach cyklu, nie wszystkie czytałam, nie do końca zgadzałam się z tym porównaniem, teraz jednak zaprezentowała wielki kunszt psychologiczny. Pokazane jest, jak bacznie obserwuje ludzi, słucha ich i błyskawicznie wyciąga wnioski. Nawet gdy rozmawia z kimś, widzi, co się dzieje dookoła i zapamiętuje, jak w tym samym czasie zachowują się inni ludzie, do tego wychwytuje wszystkie nietypowe elementy. Nie jest skupiona na sobie, tylko na innych osobach. Nie ulega stereotypom, gdy widzi kogoś, np. sprawiającego na pierwszy rzut oka bardzo spokojnego, oddanego pracy, rzetelnego itp., ma świadomość, że to pierwsze wrażenie niekoniecznie jest zgodne z tym, kim naprawdę jest ta osoba. Zofia jest do tego mocno elastyczna w obserwacjach, gotowa jest zmienić wcześniejsze zdanie po zaobserwowaniu nowej sytuacji.

Ponadto czytelnik może się czuć jak przeniesiony w czasie. Przykładowo profesorowa była zachwycona komfortem podróży, bo po uruchomieniu kolei żelaznej z Krakowa do Zakopanego jechało się zaledwie 6 godzin. Poważnie rozważany był absurdalny pomysł uruchomienia kolei na Świnicę. Letnicy mogli zamieszkać m. in. w chatach górali, gdzie najlepsza izba przypominała kurną chatę chłopa pańszczyźnianego. Ukazanych jest wiele historycznych postaci, m. in. St. Witkiewicz, Witkacy, doktor Chramiec, Konopnicka.

W powieść wplecionych jest wiele sytuacji humorystycznych, nie ma przemocy, żadnych drastycznych opisów, to świetna lektura do czytania na luzie.

8/10  

wtorek, 10 marca 2026

ks. Witold Kawecki „Podróże po Włoszech z Artemizją Gentileschi”

 

        Artemizja z pewnością zasługuje na wydobycie z zapomnienia. Książka nie jest tylko albumem z dziełami Artemizji, mowa jest w nim również o wielu innych głównie włoskich malarzach i malarkach, a także o miejscach, gdzie tworzyli, o historii. Autor potrafi wspaniale omawiać dzieła sztuki, wydobywać z nich drugie i trzecie dno, przesłanie, zawsze po przeczytaniu takiego opisu więcej widzę w obrazie, niż wcześniej.

        Ostatnio chyba po raz pierwszy w dziejach zaczyna się patrzyć na dzieła sztuki z punktu widzenia kobiecego. Przez całe wieki malarzami byli głównie mężczyźni. Na czym polegają różnice między kobiecym a męskim punktem widzenia? Przykładowo w albumie można zobaczyć obrazy kilku twórców, w tym Artemizji na temat biblijny Zuzanny i starców. Starcy zobaczywszy piękną, młodą kobietę, samotnie kapiącą się, zaczęli ją molestować i chcieli zgwałcić. Na obrazach namalowanych przez mężczyzn widać, że Zuzanna tych starców uwodzi, prowokuje, chociaż w biblii niczego takiego nie ma, to jest nadinterpretacja malarzy. A w przypadku Artemizji, na jej obrazach, a namalowała kilka na ten temat, nie ulega wątpliwości, że Zuzanna nie tylko nie przejawiała najmniejszej ochoty na kontakty seksualne z napastnikami, ale była też przez nich osaczona. Widać jej przerażenie i załamanie całą sytuacją. Autor, ksiądz i profesor, ma nie tylko głębokie, ale i niestandardowe spojrzenie na sztukę. Wskazuje właśnie tego rodzaju różnice.

    To niestandardowe podejście widać w całym albumie. Przykładowo autor wspomina też o późniejszej malarce, Fridzie Kahlo. Frida nie była osobą religijną, długo żyła w związku z Diego Riverą, malarzem zafascynowanym komunizmem i Leninem. W książce nie ma moralizowania, jest zwykłe, ludzkie zrozumienie różnymi uwarunkowaniami, które doprowadziły do tego, że Frida wybrała taką właśnie drogę życiową, jest też podziw dla jej twórczości.

Osobiście wolałabym, żeby więcej miejsca poświęcone było właśnie twórczości Artemizji, tak jak jedna z wcześniejszych książek tego samego autora dotyczyła niemal tylko Caravaggia. Ale jeśli ktoś oczekuje albumu- przewodnika, będzie usatysfakcjonowany.

9/10

wtorek, 24 lutego 2026

Lilian Jackson Braun „Kot, który nie polubił czerwieni” - tom 4 cyklu o Qwillu

 

        Pisałam już o tym tomie swojego ulubionego cyklu podczas ostatniej lektury – tutaj. Autorka wiele fragmentów napisała z poczuciem humoru, mimo konwencji kryminału, czyta się lekko. Przykładowo mamy dialog w restauracji „Co za podła zupa”. „Z puszki?”, „Gorzej, smakuje, jakbym to ja ją zrobił.” Albo „Krytyk „Fluxion” przypominał agenta domu pogrzebowego z chroniczną zgagą”.

        Jak w każdym tomie, Qwill nigdy się nie nudzi, poza stałymi ulubionymi zajęciami, jak np. czytanie, zawsze zwraca uwagę na coś nowego. Nie wpada dzięki temu w marazm, a niekiedy w przyszłości inspiracja tym czymś też się przydaje. W tym tomie zajmuje się zawodowo degustacją w restauracjach i prowadzi rubrykę kulinarną, a ponadto zamieszkuje w domu, w którym jest pracownia garncarska i ma kontakt z ludźmi, zajmującymi się ceramiką. Jedna z tych osób wytłumaczyła mu, że ceramika to najtrwalsza ze sztuk, bo drewno butwieje, a ceramika może przetrwać tysiące lat. Qwill nie został garncarzem, ale sporo się dowiedział i w przyszłości inaczej już patrzył na różne naczynia. Spotkałam się z twierdzeniem, w myśl którego im więcej ktoś ma nowych zajęć, czy chociażby tylko inspiracji, to tym wolniej czas mu płynie. Gdy ktoś tkwi tylko w rutynie, czas mu pędzi, mózg nie ma niczego nowego do rejestrowania.

        Jak zawsze jest tu sporo oryginałów, właściwie w całym cyklu bardzo mało jest ludzi nijakich, autorka niemal z każdego wydobywa coś ciekawego. Tutaj są garncarze, jest właściciel restauracji, jest kobieta, pisząca książkę kucharską. Pojawia się też na chwilę seniorka w wieku 75 lat, artystka, mająca burzliwą młodość, a na starość nadal mając zainteresowania, odwiedzająca wystawy i ciesząca się ze swojego wieku, bo „dobrze jest mieć 75 lat i za sobą cały ten nonsens”. Z kontekstu wynika, iż nonsens to różne głupie wybryki, które była fajne, ale jeszcze lepiej jest móc potem odpocząć.

        Przy kolejnym czytaniu cykl nie zawodzi.

9/10

wtorek, 17 lutego 2026

Leszek Herman „Biblia diabła” II tom cyklu "Sedinum" – audiobook, czyta Maciej Motylski

 

     W moim rankingu najlepszych książek 2025r. Leszek Herman zasłużył na wyróżnienie za to, że potrafi pisać tak, że nie można oderwać się od tekstu. Tą umiejętność w tym tomie również widać. Herman jest także fascynatem Pomorza Zachodniego, a dzięki temu jego książki mają wartość dodaną, to nie tylko opisy fikcyjnych wydarzeń, ale dawka wiedzy historycznej i gratka dla miłośników turystyki.

        W tym tomie znaczna część wydarzeń rozgrywa się na wyspie, na Wolinie. Gdy popatrzy się na mapę widać, że na północnym – zachodzie Polski jest bezmiar wód, Morze Bałtyckie, Zalew Szczeciński, Zalew Kamieński, jest ujście Odry, Dźwiny, Świny, są jeziora, są i inne wyspy. Na Wolinie są najwyższe w Polsce klify. Sceneria jest zarazem fascynująca i unikalna. Paulina, bohaterka książki, mówi podczas pobytu na Wolinie, w startym budynku, przeznaczonym na pensjonat, że nie wyobraża sobie, aby dawni mieszkańcy, mogąc zamieszkiwać w tak cudownym miejscu, mogli być nieszczęśliwi. Gdy dwoje bohaterów ucieka przed mordercą, uciekają łódką, pogoń sunie za nimi tą samą drogą. Są momenty, że można poczuć się jak w Wenecji, albo np. na Gotlandii. Niejednokrotnie mowa jest o miejscowości Wolin, niegdyś znaczącym grodzie obronnym i porcie.

    Z historycznych wydarzeń, to tym razem autor wspomina autentyczne polowania na „czarownice” i palenie ich na stosie. Pomorze Zachodnie przez wieki nie wchodziło w skład naszego państwa, reformacja miała tam wielu zwolenników. O ile na terenie RP stosów było stosunkowo mało, to na zachodzie było odwrotnie. Na Pomorzu Zachodnim stosy płonęły często.

        Motyw z tytułową biblią diabła przypomina mocno klimaty Dana Browna, dla mnie były to najsłabsze elementy książki, ale nie przywiązując do tego wątku większej wagi, można cieszyć się lekturą.

7/10

piątek, 13 lutego 2026

Michał Śmielak „Osada”

 

        Śmielak wyjątkowo sugestywnie odtworzył realia życia w PRL w latach 70-tych w wiosce odciętej od świata i realia zimy stulecia 1978/1979r. „Osadę” czyta się świetnie, wręcz się ją chłonie. Ciężko jest jednak w tym wszystkim znaleźć coś głębszego. Zakończenie jest zaskakujące, ale nieprzekonujące, nierealne.

        Wchodzimy do malutkiej, górskiej, sudeckiej wioski, gdzie brak jest telefonu, prądu, brak możliwości wydostania się na zewnątrz, sceneria robi wrażenie upiornej. Do najbliższej innej miejscowości jest daleko, a w wiosce tej poza domostwami rolników nie ma niczego innego, nawet sklepu czy kościoła. Życie jest szalenie ciężkie, w tamtych czasach samochód był rzadkością, znaczna część dróg nie była wyasfaltowana. Warunki życia w tym miejscu wówczas, czyli zaledwie 50 lat temu, aż tak bardzo nie różniły się od średniowiecza. Dla samego tego opisu warto książkę przeczytać.

    Są nawiązania do przymusowych wysiedleń powojennych, czyli Akcji Wisła, mieszkańcy opisywanej sudeckiej osady zostali tam przesiedleni z okolic Biłgoraja. Zamieszkali w porządnych, poniemieckich domach, w których zostawiono wszelkie możliwe sprzęty. Czytałam trochę o Akcji Wisła, taki obrót sprawy był według mnie był mało prawdopodobny. Mieszkańcy poszczególnych miejscowości z reguły byli rozdzielani. Chodziło o złamanie ludzi i zniszczenie lokalnych więzi. Przesiedleńcy traktowani byli jak wrogowie nowego ustroju i przestępcy, nie dostawali gotowych, pięknych, poniemieckich domów, takie domy dostawali ochotnicy, którzy z własnej woli przejeżdżali na tzw. ziemie odzyskane. Przesiedleńcy z reguły dostawali najgorsze, zniszczone domostwa.

    Słyszałam, że cykl sandomierski Śmielaka, z licznymi nawiązaniami do dawnych czasów i historii miasta, jest świetny, dam mu więc jeszcze jedna szansę.

7/10

czwartek, 12 lutego 2026

J.K. Rowling „Harry Potter i Zakon Feniksa” – audiobook, czyta Piotr Fronczewski

 

        To jest bardzo mroczny tom, Harry Potter mimo skończenia zaledwie 15 lat, jest już bardziej dorosłym, niż dzieckiem. W tym tomie niemal cały czas dzieje się coś złego, wydaje się, że już gorzej być nie może, ale w kolejnym rozdziale okazuje się, że jednak może. Autorka mając poczucie humoru, wplotła na szczęście w tekst także wiele sytuacji zabawnych. Całość szalenie wciąga.

        Czytelnik, obojętnie czy dziecko czy dorosły, uzmysławia sobie, że nigdy nie jest tak, że wszystko będzie zawsze dobrze. Dla każdego nastanie taki czas, że będzie źle. Ta powieść jest o odwadze bycia sobą i bronieniu swoich racji mimo wszystkich przeciwności losu. Harry był hejtowany przez jedną z gazet i część nauczycieli, a także wyśmiewany przez niektórych rówieśników za to, że mówił prawdę, że lord Voldemort powrócił. W tych koszmarnych chwilach pomogły mu relacje z bliskimi osobami, z przyjaciółmi i z ojcem chrzestnym, a także pomogło mu jego hobby, czyli sport, a konkretnie gra w quidditcha, do czasu oczywiście. Przetrwał dzięki swojej własnej, wewnętrznej sile i dzięki wsparciu bliskich. W pewnym momencie było tak źle, że wydawało się, iż chyba już nigdy się to nie zmieni. Ale mimo tego ani Harry, ani nikt z jego bliskich się nie poddał, każdy robił swoje, sprzeciwiał się złu, nie mając pewności, czy da to jakikolwiek rezultat.

        Harry wydoroślał pod każdym względem, nauczył się nawet tego, z czym wielu dorosłych ma problem. Uzyskał informacje o tym, jak naprawdę zachowywał się w młodości jego ojciec i ojciec chrzestny. Te osoby Harry idealizował, a prawda była okrutna, niektóre zachowania jego ideałów były bardzo złe. Uświadomiło mu to, że ideałów nie ma, każdy ma swoje wady i trzeba to przyjąć do wiadomości, alternatywą jest zostanie totalnym odludkiem i frustratem.

8/10

sobota, 31 stycznia 2026

Andrzej Nowak „Dzieje Polski. Tom IV. 1468-1572 Trudny złoty wiek”

 

        Począwszy od pierwszego tomu jestem zafascynowana „Dziejami Polski” autorstwa prof. Andrzeja Nowaka.

    Pisałam wcześniej, co wyróżnia spojrzenie autora na nasze dzieje od punktów widzenia innych historyków. Zasadnicza kwestia, to brak kompleksów wobec Europy Zachodniej i nawoływanie do tego, aby w tych naszych dziejach zobaczyć, iż nie jesteśmy i nie byliśmy kimś gorszym i nie musimy się cały czas porównywać na niekorzyść. Na tle Europy Zachodniej w XVI wieku wyróżnialiśmy się chociażby największą tolerancją religijną, dzięki czemu tak wielu Żydów i innych innowierców u nas zamieszkało, a pisał o tym m.in. przywoływany przez prof. Nowaka prof. Janusz Tazbir w „Państwie bez stosów”. Aby uzmysłowić czytelnikom, jak dobrze żyło się u nas w tamtym czasie, prof. Nowak zwraca uwagę na różnice pomiędzy Polską złotego wieku, a np. ówczesną Anglią pod panowaniem Elżbiety I, gdzie panowała niemal dyktatura i o jakiejkolwiek tolerancji nie mogło być mowy, a o religijnej w szczególności, bo każde odstępstwo od anglikanizmu karane było śmiercią. W Anglii jakakolwiek dyskusja z monarchą, spory, domaganie się swoich praw, były po prostu niemożliwe.

    Kolejny wyróżnik autora od innych historyków, to akceptacja dążeń szlachty do umacniania swojej pozycji. W tej kwestii wśród pozostałych historyków panuje raczej zgodność, warcholstwo szlachty i dbanie wyłącznie o swoje przywileje doprowadziły do upadku państwa. Prof. Nowak z kolei uważa, że te dążenia szlachty odsuwały groźbę absolutyzmu monarszego, wskazuje iż znaczna część postulatów szlachty była dobra również i dla państwa, np. postulaty ruchu egzekucyjnego, aby odebrać królowi prawo traktowania dóbr królewskich jako prywatnej własności, aby wprowadzić zakaz sprzedawania tych dóbr, darowania, zastawiania itp. Finalnie to się udało przeforsować. Nie wiem, jak autor wytłumaczy późniejsze rozbiory. Szlachta złotego wieku w jego spojrzeniu nie dała się ujarzmić i dzięki temu nasz kraj zaczynał stawać się monarchią parlamentarną.

    Atutem i tego tomu i poprzednich są też ogólne dygresje na temat określonych, ponadczasowych zjawisk. Przykładowo przy ocenie panowania Aleksandra Jagiellończyka i Jana Olbrachta, które to rządy prof. Nowak ocenił niezbyt pochlebnie, podał czasokres ich panowania. Jeden rządził kilka lat, drugi 10, czyli krótko. Prof. Nowak zwrócił uwagę na to, że władcy którzy mieli olbrzymie dokonania, rządzili z reguły długo, kilkadziesiąt lat, jak np. Bolesław Chrobry. W krótkim okresie jeszcze brakuje doświadczenia, może być niekorzystna sytuacja międzynarodowa, klęski żywiołowe itp. Porównał ile dokonań mieli wielcy władcy przez pierwsze 10 lat panowania, z reguły były one dość nikłe, gdyby po tych 10 latach umarli, przeszliby do historii jako miernoty.

    W tym tomie mamy podsumowanie panowania Jagiellonów, ich atutami, a w szczególności Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta. Paweł Jasienica Jagiellonów generalnie ocenił negatywnie, Andrzej Nowak odwrotnie. Jego zdaniem atutami Jagiellonów, w szczególności wskazanych wyżej Zygmuntów była zdolność i skłonność do kompromisu, co procentowało zarówno na arenie międzynarodowej, jak i w sporach wewnętrznych np. w sporach ze szlachtą. W trudnych warunkach, pomiędzy Habsburgami a Moskwą lawirowali tak, że uchronili nasz kraj od wojen, a te które się toczyły, dotyczyły jedynie pogranicza. Bez wojen była możliwość rozwoju gospodarki, ludzie bogacili się. Zawarli i utrzymali 2 Unie polsko – litewskie, bez których zdaniem autora bylibyśmy na tyle słabi, że zostalibyśmy prędzej czy później pochłonięci przez któregoś z sąsiadów ( to chyba kwestia najbardziej kontrowersyjna). Umożliwili niespotykany rozwój nauki i kultury.

    Biorąc do ręki książki A. Nowaka i wiedząc o jego wyrazistych poglądach politycznych i zaangażowaniu politycznym po stronie jednej z opcji, zawsze mam wątpliwość, czy te książki nie będą aby stronnicze, czy nie będą ukazywać czarno – białego obrazu historii. Tak na szczęście nie jest. Autor nie ukrywa swoich ocen osób czy wydarzeń, ale nie potępia tych postaci, które działały na rzecz takiego biegu historii, który jego zdaniem był niekorzystny. Nie potępia ich, o ile pobudki działania były szlachetne, gdy ich podłożem nie była wyłącznie prywata albo po prostu zdrada i działanie na rzecz obcego państwa. Nie tylko nie potępia osób o innych poglądach, ale uważa, że na tym polega normalność, że działając dla wspólnego dobra, można prezentować różne opcje. Autor jest katolikiem, ale stać go na obiektywne oceny osób, które wyznawały inne wyznania, nawet gdy w dobie reformacji odeszły od katolicyzmu na rzecz innych wyznań. Jego oceny są złożone, jedne działania danej osoby ocenia pozytywne, inne negatywnie, rozważa, jakie mogły być przyczyny konkretnych posunięć.

        Lektura jest pasjonująca i to do tego stopnia, że najprawdopodobniej 3 pierwsze tomy, odsłuchane jako audiobooki, kupię w wersji papierowej i dokładnie je przeczytam. Czytanie wymaga uważności, mając książkę w ręce, można się np. cofnąć o parę zdań, zastanowić się nad czymś, coś podkreślić, potem do tego wrócić. Do tego są zdjęcia, m.in. portretów władców i innych postaci, zabytków, są zdjęcia rycin, są mapy. Książkę czyta się dobrze, najlepiej w tych miejscach, gdzie zawarte są subiektywne oceny różnorakich zjawisk czy osób, budzi to emocje. Tom ten czytałam ją dość długo, równolegle do innych książek, czytanych dla rozrywki.

10/10

środa, 28 stycznia 2026

Andrea Camilleri „Gniazdo żmij” (cykl komisarz Montalbano tom 21)

 

               To chyba najbardziej pogodny tom z całego cyklu. Znaczna jego część, poza ostatnimi kilkunastoma kartkami, przypomina nawet komedię kryminalną, jest naprawdę zabawnie. Do tego morderstwo, aktualnie badane przez naszego komisarza, nie wiąże się z niemiłymi odczuciami. Zabity został bowiem naprawdę wredny typ, o którym nikt nie był w stanie powiedzieć ani jednego pozytywnego słowa. Montalbano cieszy się więc końcówką lata, w opisywanym czasie nie ma żadnych większych problemów, związek z Liwią układa się całkiem nieźle, ani z przełożonymi ani z kilkorgiem swoich przyjaciół też nie ma większych konfliktów. Mimo że ma 58 lat, jakoś wyjątkowo ani nie myśli o nadchodzącej starości, ani się nią nie martwi. W tym tomie cieszy się życiem. Nadal rozmyśla i spaceruje brzegiem morza, ale tym razem nie są to mroczne rozmyślania.

           Lekka dawka mroczności i głębia pojawiają się pod sam koniec książki. Tytułowe gniazdo żmij to obraz jednej z opisywanych rodzin, koszmarnej pod każdym możliwym względem. Ale są tak wredni, że nawet nie można nikomu współczuć. Można ewentualnie zastanowić się nad tym, jak mogło dojść do takiej patologii.

        Zastanawiający jest też obraz włóczęgi, który zamieszkał stosunkowo niedaleko od Montalbano w skalnej grocie. Ewidentnie jest to człowiek wykształcony, schludny, czyta książki. Montalbano z Liwią zastanawiają się, co mogło spowodować, że włóczęga zerwał kontakty z ludźmi. Pojawiła się nawet między nimi różnica zdań co do tego, czy powinno się go odwiedzać i nim interesować. Albo czy ktoś taki może w ogóle być szczęśliwy bez jakiegokolwiek kontaktu z ludźmi? Podobne dylematy można mieć w stosunku do zwykłych odludków, tutaj sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana.

7/10




czwartek, 22 stycznia 2026

"Ziarno granatu. Mitologia według kobiet" - wiele autorek

 

        Pozornie może się wydawać, że opisanie historii z mitów z innego, kobiecego punktu widzenia, jest pomysłem bezsensownym. Mity mają już stałe miejsce w kulturze, od setek lat nawiązują do nich i pisarze i poeci i malarze, a nawet kompozytorzy. Wśród tych twórców są zarówno kobiety jak i mężczyźni. Jak się okazało, da się jednak z tych mitów coś nowego „wycisnąć” i spojrzeć na opisywane historie zupełnie inaczej.

        „Ziarno granatu”, składające się zbioru opowiadań, czy po prostu mitów, opowiedzianych na nowo, ma wiele autorek, każdy mit opisywała inna. Nie każda autorka sprostała zadaniu. Niektóre mity opowiedziane zostały w taki sposób, że z pierwotnych historii przejęto tylko nagromadzenie dewiacji, jak np. zoofilia, kazirodztwo, pedofilia. Ukryte głębiej, najważniejsze w tym wszystkim podteksty w ogóle nie zostały podjęte, tak jakby nie miały znaczenie, lub jakby nie zostały zrozumiane.

        Na szczęście są też i nowe interpretacje, opowiedziane w sposób frapujący. Przykładowo Kora (Persefona), córka bogi urodzaju, Demeter, została porwana przez Hadesa boga umarłych, została tam jego żoną. Powszechnie wszyscy współczują Demeter i Persefonie. A może Persefona wcale nie była przy boku męża taka nieszczęśliwa? Może chciała się wyrwać od matki i zacząć swoje własne życie? Może zostanie królową świata podziemnego się jej spodobało? Może Demeter nie była zadowolona, że jej córka zamiast być całe życie uzależnionym od niej dzieckiem, stała się kimś niezależnym i potężnym? Albo np. żona Odyseusza, Penelopa, czy rzeczywiście z takim utęsknieniem na niego czekała całe lata i czy bez niego była taka nieszczęśliwa? To tylko przykłady oczywiście.

Część nowych interpretacji mitów naprawdę daje sporo do myślenia.

6/10