To chyba najbardziej pogodny tom z całego cyklu. Znaczna jego część, poza ostatnimi kilkunastoma kartkami, przypomina nawet komedię kryminalną, jest naprawdę zabawnie. Do tego morderstwo, aktualnie badane przez naszego komisarza, nie wiąże się z niemiłymi odczuciami. Zabity został bowiem naprawdę wredny typ, o którym nikt nie był w stanie powiedzieć ani jednego pozytywnego słowa. Montalbano cieszy się więc końcówką lata, w opisywanym czasie nie ma żadnych większych problemów, związek z Liwią układa się całkiem nieźle, ani z przełożonymi ani z kilkorgiem swoich przyjaciół też nie ma większych konfliktów. Mimo że ma 58 lat, jakoś wyjątkowo ani nie myśli o nadchodzącej starości, ani się nią nie martwi. W tym tomie cieszy się życiem. Nadal rozmyśla i spaceruje brzegiem morza, ale tym razem nie są to mroczne rozmyślania.
Lekka dawka mroczności i głębia pojawiają się pod sam koniec książki. Tytułowe gniazdo żmij to obraz jednej z opisywanych rodzin, koszmarnej pod każdym możliwym względem. Ale są tak wredni, że nawet nie można nikomu współczuć. Można ewentualnie zastanowić się nad tym, jak mogło dojść do takiej patologii.
Zastanawiający jest też obraz włóczęgi, który zamieszkał stosunkowo niedaleko od Montalbano w skalnej grocie. Ewidentnie jest to człowiek wykształcony, schludny, czyta książki. Montalbano z Liwią zastanawiają się, co mogło spowodować, że włóczęga zerwał kontakty z ludźmi. Pojawiła się nawet między nimi różnica zdań co do tego, czy powinno się go odwiedzać i nim interesować. Albo czy ktoś taki może w ogóle być szczęśliwy bez jakiegokolwiek kontaktu z ludźmi? Podobne dylematy można mieć w stosunku do zwykłych odludków, tutaj sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana.
7/10