wtorek, 12 maja 2026

Andrzej Nowak „Dzieje Polski. 1572-1563. Imperium Rzeczypospolitej.” Tom 5

 

        Jak zwykle prof. Nowak pisze na tyle intrygująco, że momentami książkę czyta się tak jak powieść. W poprzednich tomach w większości się z nim zgadzałam, teraz różnic co do oceny pewnych wydarzeń czy zjawisk było już więcej. Nie mam jednak żadnych wątpliwości co do tego, że bez względu na to, jakie ktoś ma poglądy polityczne i poglądy na naszą przeszłość, jeśli tylko interesuje się historią, to koniecznie powinien po „Dzieje Polski”. To spojrzenie na historię z zupełnie innego punktu widzenia niż ten, który jest z reguły przyjmowany, co zmusza do myślenia. Co więcej, to właśnie ta lektura pomaga zrozumieć współczesność, w tym chociażby to, dlaczego np. tak strasznie trudno jest w naszym wygrać wybory prezydenckie kandydatowi, który powszechnie utożsamiany jest z tzw. elitami społecznymi.

        Przy okazji poprzednich tomów wskazywałam na to, czym różni się spojrzenie prof. Nowaka na naszą historię od punktów widzenia innych historyków. Doszedł teraz kolejny wyróżnik. Prof. Nowak zwraca uwagę na coraz wyrazistszy już nawet w XVI wieku rozdźwięk pomiędzy tzw. elitami a społeczeństwem. I uwypukla te fakty, które świadczą o oderwaniu elit od realiów zwykłego życia i skupianiu się na prywacie, a nie na interesie państwa i społeczeństwie. W opisywanym okresie brak zaufania pomiędzy najbogatszą warstwą społeczeństwa a innymi warstwami coraz bardziej się pogłębiał. Jest to oczywiście pewne uogólnienie, od każdej reguły są wyjątki. Najbogatsza polska szlachta najprawdopodobniej wzorowała się na litewskich magnatach, którzy w zdecydowanej większości w ogóle nie brali pod uwagę w swoich poczynaniach interesu państwa, skupiali się tylko na zdobywaniu coraz większych bogactw i wpływów. Wraz z unią polsko – litewską z 1569 r. proces ten postępował.



I to właśnie postawę magnaterii, czyli elit, prof. Nowak uważa za najgroźniejszą dla naszego kraju i analizując wydarzenia z XVI i XVII wieku już sygnalizuje, że to właśnie ta kwestia stał się w późniejszym czasie przyczyną upadku Polski. W tym tomie są oczywiście liczne przykłady, w tym również mocno kontrowersyjne, jak chociażby Jan Zamoyski, który za Stefana Batorego skupiał w swoim ręku najważniejsze urzędy w państwie. Analizując jego decyzje i poczynania prof. Nowak udowadnia, że były one z reguły właśnie szkodliwe dla państwa. Przeciwnego zdania był chociażby Paweł Jasienica, który Zamoyskiego uważał za męża stanu i ubolewał, że nie został on królem. To Zamoyski stał za decyzją o ścięciu szlachcica Samuela Zborowskiego, którego prof. Nowak uważa za patriotę, zaś Jasienica za szkodliwego warchoła. Egzekucja Zborowskiego odbiła się wyjątkowo szerokim echem po kraju, a skrajnie negatywny oddźwięk społeczny uniemożliwił Zamoyskiemu start w elekcji. Ten brak społecznego słuchu już kilka stuleci temu był dla wyższych warstw charakterystyczny. Ściętego Samuela Zborowskiego uwiecznił Juliusz Słowacki, ukazując go w wyjątkowo pozytywnym świetle, niemal jako męczennika. Wygląda na to, że od wieków w naszym narodzie tkwi olbrzymia nieufność do elit, ocierająca się nawet o nienawiść.

Zaskakujące są analizy autora dotyczące tego, czy szlachta z omawianego okresu rzeczywiście stanowiła grupę niewykształconych prostaków, dbających tylko o swój interes, jak się powszechnie uważa. Większość historyków stoi na stanowisku, że to degeneracja szlachty, jej nieuctwo, warcholstwo, prywata, uniemożliwianie przez nią królowi realizacji politycznych planów, doprowadziło do rozbiorów. Taki pogląd prezentuje chociażby Jasienica, jako pierwsze przykłady anarchii wskazuje Artykuły Henrykowskie i Pacta Conventa.

Prof. Nowak dokładne analizuje artykuły henrykowskie i pacta conventa i udowadnia, że wcale nie świadczą ani o warcholstwie szlachty, ani nieuctwie, ani o niczym podobnym. Owszem, ograniczały one władzę króla, ale ograniczały na rzecz sejmu, czyli przedstawicieli społeczeństwa. Dzięki postawie szlachty nigdy nie było u nas władzy absolutnej. Posłowie raczej nie chcieli dawać Zygmuntowi III Wazie pieniędzy na wojny toczone poza naszym terytorium, chyba że najlepszym wyjściem w obliczu narastającego zagrożenia był atak uprzedzający napaść. Zygmunt III Waza miał lekkie zakusy na politykę imperialną, dzięki problemom z kasą, które zawdzięczał szlachcie, musiał się ograniczać. Ta postawa szlachty nie była więc taka zła, jak się powszechnie uważa. Podkreślam, że są to tezy kontrowersyjne, w trakcie lektury każdy może kształtować własne stanowisko na ten temat.

10/10