Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura włoska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura włoska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 kwietnia 2026

Andrea Canilleri „Morze błota” – tom 22 cyklu z komisarzem Montabano

 

            Błoto nie budzi chyba w nikim pozytywnych skojarzeń, ale tym razem przez Sycylię przeszły potężne ulewy i wyspa znalazła się w totalnym błocie. To bajoro jest też symboliczne, bo w tym tomie sporo jest mowy o niezbyt przyjemnych aspektach mieszkania na Sycylii. To nie tylko morze, słońce i piękny piasek, jak chcieliby niektórzy.

        Sycylia to mafia. Mario Puzo w „Sycylijczyku”, o którym niedawno pisałam tutaj, opisał, jak wyglądało na wyspie życie z mafią w okresie powojennym. Camilleri swój książkę wydał około 20 lat temu, a pod tym względem niewiele się zmieniło.

    Częstsze zabójstwa to rzecz oczywista, ale Camilleri zwrócił teższczególną uwagę na związek mafii z mediami. Jedna z sycylijskich telewizji miała taką strukturę własnościową, że akcjonariuszami spółki, do której telewizja należała, były rodziny mafijne. Mało kto o tym wiedział, prawie nikt tego nie sprawdzał, no ale nasz komisarz Brunetti miał tego pełną świadomość. Mafia widząc w naszym Brunettim poważnego przeciwnika, permanentnie go w swojej telewizji atakowała, zarzucając mu niekompetencję i usiłując totalnie skompromitować jego wizerunek. Robiła to oczywiście ustami swoich dziennikarzy. Co więcej, mafia poprzez swoich dziennikarzy manipulowała szerzej opinią publiczną, wskazując np. że określona osoba jest niewinna, a winny jest ktoś inny. Ten rzekomo winny z reguły nie miał nic wspólnego z daną sprawą, ale mafia nie miała żadnych skrupułów. Przykładów Camilleri podaje więcej.

    Nie wszystko w tym tomie jest ponure. Livia, która była w depresji, niespodziewanie się z niej wydobyła za sprawą pieska. Przygarnęła małą, bezdomną suczkę, zajęła się opieką, nie skupiała się tylko na sobie, włączyła do harmonogramu dnia spacery.

    Są oczywiście i stałe elementy cyklu, Brunetti cały czas kocha włoską kuchnię, w tym wino, codzienne spacery i rozmyślania. Potrafi nawet przyrządzić danie obiadowe w postaci makaronu z czosnkiem i oliwką z oliwek.

7/10



środa, 28 stycznia 2026

Andrea Camilleri „Gniazdo żmij” (cykl komisarz Montalbano tom 21)

 

               To chyba najbardziej pogodny tom z całego cyklu. Znaczna jego część, poza ostatnimi kilkunastoma kartkami, przypomina nawet komedię kryminalną, jest naprawdę zabawnie. Do tego morderstwo, aktualnie badane przez naszego komisarza, nie wiąże się z niemiłymi odczuciami. Zabity został bowiem naprawdę wredny typ, o którym nikt nie był w stanie powiedzieć ani jednego pozytywnego słowa. Montalbano cieszy się więc końcówką lata, w opisywanym czasie nie ma żadnych większych problemów, związek z Liwią układa się całkiem nieźle, ani z przełożonymi ani z kilkorgiem swoich przyjaciół też nie ma większych konfliktów. Mimo że ma 58 lat, jakoś wyjątkowo ani nie myśli o nadchodzącej starości, ani się nią nie martwi. W tym tomie cieszy się życiem. Nadal rozmyśla i spaceruje brzegiem morza, ale tym razem nie są to mroczne rozmyślania.

           Lekka dawka mroczności i głębia pojawiają się pod sam koniec książki. Tytułowe gniazdo żmij to obraz jednej z opisywanych rodzin, koszmarnej pod każdym możliwym względem. Ale są tak wredni, że nawet nie można nikomu współczuć. Można ewentualnie zastanowić się nad tym, jak mogło dojść do takiej patologii.

        Zastanawiający jest też obraz włóczęgi, który zamieszkał stosunkowo niedaleko od Montalbano w skalnej grocie. Ewidentnie jest to człowiek wykształcony, schludny, czyta książki. Montalbano z Liwią zastanawiają się, co mogło spowodować, że włóczęga zerwał kontakty z ludźmi. Pojawiła się nawet między nimi różnica zdań co do tego, czy powinno się go odwiedzać i nim interesować. Albo czy ktoś taki może w ogóle być szczęśliwy bez jakiegokolwiek kontaktu z ludźmi? Podobne dylematy można mieć w stosunku do zwykłych odludków, tutaj sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana.

7/10




środa, 30 kwietnia 2025

Andrea Camilleri „Złodziej kanapek”

 

        Przeczytałam większość książek Camilleriego z cyklu o komisarzu Montalbano, z racji tego że nie zawsze wszystkie były w księgarniach dostępne, czytałam je w przypadkowej kolejności. Nie jest to najlepszy sposób, ale ma też i plusy. Znam Montalbano jako zatwardziałego starego kawalera w średnim wieku, mającego partnerkę, mieszkającą około 1000 km. dalej. Odbieram go jako osobę zadowoloną z tego stanu i jako kogoś, kto raczej nie odnalazłby się w standardowym małżeństwie. W tym tomie był natomiast wyjątkowo blisko sformalizowania związku, dlaczego do tego nie doszło, okaże się w kolejnym tomie, w ”Głosie skrzypiec”. Czy zorientował się, że to nie dla niego? Czy zaszły przeszkody obiektywne? Ciekawe, co się okaże.

       Montalbano rozwiązuje zagadkę dwóch zabójstw, a do tego cały czas cieszy się życiem. Jest zadowolony bez jakiejś szczególnej przyczyny. Czyta po raz chyba dwudziesty „Radę egipską” Leonarda Sciascia, przypomina sobie też „Budzenie zmarłych” Johna le Carre. Zajada wyjątkowo smaczne potrawy, jak się okazuje, potrafi nawet samodzielnie przyrządzić makaron z oliwką i czosnkiem. Dużo rozmyśla.

Kiedyś po kolacji poczuł, że jest w harmonii ze sobą i z całym światem. I chyba to jest klucz do tej postaci. Żyje w harmonii ze sobą, w zgodzie z sobą. To właśnie daje mu szczęście. Do niczego się nie zmusza. Nie jest fałszywy. Gdy nie chce z kimś utrzymywać kontaktu, to się nie zmusza. Do nikogo się nie podlizuje. Wie, że nie chce wyjeżdżać ze swojego miasta, nie godzi się więc na awans, który równoznaczny byłby ze zmianą życia. Gdy już naprawdę musi zrobić coś, czego nie chce, jak np. kontakt z szefem, to ogranicza tą sytuację do minimum.

Montalbano nie ma dzieci, ale w tym tomie pojawia się ktoś, kto będzie dla niego bardzo ważny, kto będzie potem określany jako „syn – nie syn”. Montalbano nie miał rodziny, rodziną byli dla niego najbliżsi przyjaciele no i właśnie „syn – nie syn”, chociaż ten ostatni będzie wyłaniać się sporadycznie.

9/10

piątek, 27 września 2024

Andrea Camilleri "Polowanie na skarb" tom 18 cyklu z komisarzem Montalbano

 

    Pisałam już wielokrotnie o cyklu z komisarzem Montalbano. Ten tom jest o tyle wyjątkowy, że niesamowicie wciąga zagadka kryminalna. Otóż nieznany człowiek wysyła do Montalbano dziwaczne wierszyki, w których jest zagadka, a równolegle do tego nie wraca do domu młoda, piękna dziewczyna. Z reguły u A. Camilleri zagadki kryminalne niespecjalnie wciągają, przynajmniej mnie. Tym razem nie mogłam się oderwać od książki. Są oczywiście i inne walory, jak zawsze to możliwość obserwacji komisarza oryginała, śledzenie jego lektur, wnikanie w jego rozmyślania itp. itd. 

Pisałam już i o tych kryminalnych zagadkach i o samym komisarzu, o jego lekturach. Nie pisałam natomiast jeszcze o Sycylii jako o miejscu, z którym Montalbano jest tak integralnie związany, że bez niej nie potrafiłby chyba żyć, a gdzieś indziej z pewnością byłby innym człowiekiem. Miejsce i człowiek funkcjonują w symbiozie. Montalbano nigdy nie brał pod uwagę przeprowadzki. Przypomina mi to słowa tureckiego noblisty Orhana Pamuka, który mówi w wywiadach, że od urodzenia mieszka w Stambule i tylko tam czuje się tak naprawdę sobą. Partnerka komisarza Montalbano, Livia, zamieszkuje na północy Włoch, w Genui, i ani ona, ani Montalbano nie zamierzają się przeprowadzać. Trwają więc w związku na odległość.
 
Przeczytałam ostatnio gdzieś, że właśnie na Sycylii na jednym ze spotkań autorskich z Camillerim, właścicielka lokalnej księgarni powiedziała mu, żeby absolutnie nie dopuścił do ślubu Montalbano z Livią. Dla Sycylijczyków ktoś spoza wyspy jest obcy, a oni obcych unikają, ich przodkowie, a niekiedy i oni przeżyli wiele najazdów i uważają, że najlepiej im jest we własnym, rodzimym gronie. Szkoda byłoby psuć opowieść takim niewłaściwym mariażem. W tym tomie wątek ślubu w ogóle nie jest jeszcze w ogóle rozważany.  

Montalbano mieszka nad samym morzem, słońca ma pod dostatkiem, a pływa kiedy chce. Punktualność i uporządkowanie nie są jego mocną stroną. Gdy wychodzi z pracy na obiady czy na spacery, kiedy to może spokojnie rozmyślać, nic stanowi to problemu. W genach chyba ma już dumę ze swoich przodków i wielowiekowej kultury, obecnej na tych ziemiach. Nie przepada za podróżami, nawet bez nich jest człowiekiem światłym. Najlepiej czuje się właśnie na swojej wyspie. Ma świadomość minusów, związanym z zamieszkiwaniem na Sycylii, jak np. prawdziwa mafia, ale widzi przewagę plusów. 
8/10 

wtorek, 19 września 2023

Andrea Camilleri "Kształt wody"

 

        W końcu jest możliwość kupienia początkowych tomów cyklu z komisarzem Montalbano. Wydawnictwo NOIR SUR BLANC wdaje cykl już kolejny raz, w nowej szacie graficznej. Jeśli ktoś nie czytał jeszcze żadnego tomu, a ten jest dość reprezentatywny dla całości, może spróbować i po lekturze będzie wiedział, czy sięgać po kolejne, czy jest to dla niego, czy też nie. Ja czytam serię w kolejności przypadkowej, tak też można, ale zdecydowanie bardziej komfortowe byłoby czytanie najprostsze, od tomu pierwszego do ostatniego. 

    Montalbano można szybko polubić, widać jego wrażliwość, zamiłowanie do książek, do sztuki, dociekliwość, wytrwałość, ma też oczywiście i przywary. W tym tomie poznaje kobietę, która została jego przyjaciółką na całe życie, a w przyjaźni komisarz jest bardzo lojalny. Początkowo trudno zyskać jego zaufanie, ale gdy to już nastąpi, to jest wierny. 

    Już w tym tomie widać taką zmysłowość serii, komisarz nie jest ascetą, lubi np. dobrze zjeść. Jedzenie u A. Camilleri bywa sposobem na doła psychicznego, nasz bohater ma bowiem gospodynię, która świetnie gotuje, ale on również często chodzi do różnych restauracji. Czasem ma zakusy, aby przygotować coś samemu, mogłoby to być jedynie bardzo proste danie, w tym właśnie tomie rozważał zrobienie makaronu z oliwą i czosnkiem. W restauracji z kolei zamówił ośmiorniczki, a po ich zjedzeniu i popiciu  winem zorientował się, że ośmiorniczki sprawiły coś w rodzaju cudu, życie znowu wydało mu się piękne. 

    W tym tomie Montalbano wykazał się charakterystycznym dla niego non konformizmem. Został znaleziony martwy miejscowy VIP, a okoliczności śmierci były dla niego dość kompromitujące. Z każdej strony Montalbano spotykał się z naciskami, aby zakończyć śledztwo w tej sprawie. On z kolei w imię zwykłej, ludzkiej uczciwości kontynuował je. 

8/10        


poniedziałek, 14 listopada 2022

Andrea Camilleri "Pies z terakoty" - tom II cyklu z komisarzem Montalbano

 

Wielokrotnie pisałam o tym, że cykl z komisarzem Montalbano to dawka sycylijskiego słońca, morza, humoru, dobrego jedzenia, wina i książek, czytanych przez komisarza. Ten tom nie jest wyjątkiem, wszystko to jest. Cykl zaczęłam czytać od tomów środkowych i końcowych, początkowe nie były dostępne, po prostu były wykupione. Teraz wydawnictwo NOIR SUR BLANC wznawia je w nowej szacie graficznej. 

    Rzuciło mi się w oczy, że Montalbano jest tutaj znacznie mniej skomplikowaną postacią, niż w tomach kolejnych, zdecydowanie wolę go starszego. Starszy jest jeszcze bardziej skłonny do refleksji, pojawia się u niego lęk przed uciekającym czasem i strach przed starzeniem się, nostalgia, a jednocześnie ma chwilę, kiedy ulega jakby szaleństwu, czy może raczej namiętnościom. Człowiek dojrzewa całe życie, to truizm, ale w cyklu książek z tym samym bohaterem można to obserwować, szczególnie gdy ktoś czyta ten cykl od początku. Zasadnicze cechy charakteru naszego bohatera są niezmienne, ale stosunkowo prosta postać Montalbano staje się kimś bardziej złożonym i pełnym sprzeczności.  

    Komisarz w tym tomie rozwiązuje dwie zagadki, jedna z czasów współczesnych jest nieszczególnie interesująca, dotyczy porachunków mafijnych. Druga zaś jest zupełnie nietypowa, bo związana jest z odkryciem w jaskini ciał dwojga bardzo młodych ludzi, kobiety i mężczyzny. Zostali oni zamordowani 50 lat wcześniej. W związku z tym właśnie wątkiem jest trochę retrospekcji do czasów Sycylii z okresu II wojny światowej, są nawiązania do symboliki jaskini w różnych religiach. 

   Tym razem to, co najbardziej mnie zastanowiło, to zupełnie pozornie marginalny wątek, a mianowicie lektury Montalbano, przy okazji tego cyklu już o nich niejednokrotnie pisałam. Teraz nie znałam ani jednej czytanej przez niego książki. Kojarzyłam tylko nazwisko jednego pisarza - Sciascia, Włocha, Sycylijczyka. Zerknięcie na zestaw lektur Włocha uzmysławia, jak bardzo jesteśmy ograniczeni w naszych wyborach. Czytanie rodzimych twórców jest czymś naturalnym, ale poza tym w większości koncentrujemy się teraz głównie na książkach anglojęzycznych, w tym różnych chłamach. Jednak reklama i przyzwyczajenia robią swoje. Literatura innych państw poza właśnie anglojęzyczną prawie nie istnieje. A poza Andreą Camillerim nie pamiętam, abym w ostatnich latach cokolwiek czytała z włoskich autorów. 

   Jest tu również i coś z psychologii, co bardzo lubię. Montalbano nie ma żadnej rodziny, nawet dalszej, żyje w związku na odległość z Livią, a jego krąg towarzyski jest dość mocno ograniczony. Jak się okazuje, na ludziach tych może jednak polegać. Lubią się pomimo swoich licznych wad. W tym tomie w związku planowaną akcją aresztowania jednego z mafiosów Montalbano uznał, że zorganizuje całość sam i zrealizuje z kilkom wybranymi osobami, nie powiadomi o tym zastępcy. Zastępca był gadatliwy i Montalbano obawiał się, że będzie wyciek do prasy. Już po wszystkim zastępca pełen pretensji i urazy spytał go, dlaczego tak zrobił. Po dłuższej wymianie zdań panowie się pogodzili, Montalbano zaś obiecał, że więcej tak nie postąpi, że jednak zaufa koledze, że przyjaźń jest najważniejsza. I to jest właśnie tutaj takie piękne. 

8/10


piątek, 20 maja 2022

Elena Ferrante „Historia zaginionej dziewczynki” – audiobook, czyta Laura Breszka

 


   Po świetnym początku cyklu dalsze tomy odbierałam jako coraz gorsze, końcówka jednak trzyma formę. Po okresie zajmowania się małymi dziećmi, po wyprowadzkach, nastał w końcu czas na zbliżenie Lili i Eleny. Ich przyjaźń okazała się jednym z najtrwalszych i najdłuższych związków w życiu każdej z nich. Na niektórych etapach była to tylko luźna znajomość, a niekiedy nawet obie kobiety łączyła nienawiść. Aż szkoda, że tak się to przeplatało i że bywało aż tak źle. W tym tomie dojrzała już Elena, w wieku 50 plus, ocenia z perspektywy czasu dorobek swojego życia i ocenia relacje z Lilą. Refleksje o przyjaźni są naprawdę szalenie ciekawe, a przy tym uniwersalne i każdy czytelnik znajdzie tu coś dla siebie, co będzie mu przypominało jego przyjaźnie. W wielu momentach życia Elenie wydawało się jej, że może obejść się bez Lili, że jest ona już tylko przeszłością. Okazało się to nieprawdą. Kwestie dotyczące przyjaźni są tutaj ewidentnie najciekawsze. Wychodzą na jaw różne skrywane tajemnice i dopiero teraz widać naprawdę, co w pewnych momentach czuła Elena, nawet gdy wcześniej nie zdawała sobie z tego sprawy. Widać, kiedy Lili czegoś zazdrościła, kiedy ją podziwiała. Z perspektywy czasu wszystko widać inaczej, widać kto w tej relacji był silniejszą osobowością, kto mądrzejszą, kto bardziej empatyczną itp. Nic już nie jest zakryte. 

    Ale w całym cyklu, a już w tym tomie szczególnie, bohaterem jest też Neapol. Lila zafascynowała się tym miastem w dojrzałym wieku, dopiero wtedy zaczęła je tak naprawdę podziwiać i zwiedzać, a także czytać na jego temat szereg książek. Podczas opisów relacji rodzinnych, perypetii z chłopakami i w ogóle prawie wszędzie, Neapol zawsze jest gdzieś w tle. Słysząc o Neapolu większość osób kojarzy go z mafią, albo z zabytkami. Tu jest wszystko. W wielu filmach czy książkach o mafii są opisy, jak to przestępcy rabują czy mordują. Tutaj różni mafiosi, czy może raczej osoby powiązane z mafią,  przedstawieni są jako pozornie normalni ludzie, poznajemy ich jako synów, mężów, ojców, właścicieli drobnych biznesów. Ale wiadomo jest, że mają jeszcze inne źródła dochodów, nie wiadomo jakie. Dziewczynom to nie przeszkadza, związek z kimś takim gwarantuje przecież życie na określonym poziomie materialnym. Są opisy porażającej korupcji. Co jakiś czas w cyklu ktoś zostaje zamordowany i nie jest to niczym nadzwyczajnym. Są fragmenty, gdzie opisywany jest widok na Zatokę Neapolitańską z Wezuwiuszem w tle. Byłam tam i dla mnie to był rzeczywiście jeden z najpiękniejszych widoków, jakie kiedykolwiek widziałam. Nawet w tym okresie czasu, kiedy Elena nie mieszka w Neapolu, nie jest w stanie do końca oderwać się od tego miasta. Tam mieszkają przecież jej rodzice, rodzeństwo, znajomi i Lila oczywiście. A atmosfera miasta, to że Elena od dziecka musiała walczyć o swoje, że miała kontakty z naprawdę niebezpiecznymi osobami, że musiała być zdeterminowana i odważna, wpłynęło na całe jej życie. 

     Moją uwagę zwrócił tez jeszcze inny aspekt cyklu, widoczny właśnie w tym ostatnim tomie. Mam na myśli spojrzenie na wiek dojrzały i na starość. Zauważam, że w większości książek i filmów  okres ten pokazany jest jako coś naprawdę fatalnego. Ani Lila ani Elena nie były ani niedołężne, ani nawet chore, nie były też biedne.  Ale autorka ten etap życia przedstawia na ich przykładzie jako coś wyjątkowo mało godnego uwagi. Tak jakby wówczas nie mogło stać się ani nic ciekawego, ani nic dobrego. Gdyby obu kobietom zmierzyć średni spółczynniki szczęścia, jak w książce Dawida Machado, o której pisałam tutaj, byłby wyjątkowo niski. Oczywiście wpływ na to miała niewątpliwie tragedia, jaką przeżyła jedna z nich. U każdej bilans życia wypada źle, a ratuje go tylko posiadanie dzieci. W przypadku jednak gdy dzieci wyprowadzały się, traktowane było to jako dramat, jako „złamanie życia”, bo matka nie miała innego pomysłu na życie, jak tylko symbiozę z dorosłym dzieckiem. W wielu wypadkach właśnie tak jest, Elena Ferrante doskonale to zaobserwowała i opisała, ale na szczęście jest coraz więcej ludzi, którzy funkcjonują inaczej. Tutaj można się zastanowić, dlaczego tak wiele osób funkcjonuje w ten sposób, że wiek około 50 plus, kiedy jeszcze można zrobić wiele pożytecznych rzeczy i mieć wiele przyjemności w życiu, traktuje jako coś w rodzaju wegetacji.  

5/6

niedziela, 10 kwietnia 2022

Elena Ferrante "Historia ucieczki" audiobook, czyta Laura Breszka

 




   Trzeci tom cyklu jest jak dotąd najsłabszy. Drogi Lili i Eleny rozeszły się całkowicie, Elena znaczną część akcji opowiada o swoim życiu mężatki, niekochającej męża, sfrustrowanej gospodyni domowej, matki jednego, a potem dwojga dzieci. Brakowało jej kontaktu z ludźmi, pracy, frustrowała się więc coraz bardziej. Sytuację pogarszał fakt, że nie była w stanie napisać kolejnej książki, brakowało jej weny twórczej i czasu. Zatrudnienie niani niczego nie zmieniło. Fragmenty z tego typu opisami  są straszliwie nudne, przyjemność ze słuchania jest żadna. 

    Elena jest osobą teoretycznie dojrzałą, gdy jednak słucha się jej wynurzeń, odnieść można wrażenie, że z dojrzałością ma niewiele wspólnego. Jest totalnie niekonsekwentna w zachowaniu, co jest mocno irytujące. 

    Najciekawszego wątku cyklu, czyli relacji pomiędzy Eleną i Lilą jest tu wyjątkowo mało. To jest po prostu tom o zniszczonej przyjaźni. Relacja między Lilą i Eleną przetrwała najtrudniejszy moment, opisany w II tomie, kiedy to w rzeczywistości przeważająca większość tego typu związków rozleciałaby się. Tu jest pokazane, jak każda z dziewczyn  skoncentrowała się na sobie i żadnej nie zależało na tym, aby tą przyjaźń podtrzymać. Było tak do momentu, kiedy Lila zachorowała i naprawdę potrzebowała pomocy i uzmysłowiła sobie, że to właśnie Elena jest jedną z nielicznych osób, którym naprawdę może ufać i wezwała ją na pomoc. Elena stanęła na wysokości zadania i zrobiła wszystko, co było jej w mocy, aby tej pomocy udzielić. Ale to i tak niczego to nie zmieniło, reaktywacja przyjaźni nie powiodła się. 

     Najciekawsze nie jest tutaj obserwowanie, co się dzieje, bo to jest do przewidzenia, a poza tym jest to wiadome, Elena często w narracji sygnalizuje pewne fakty, które nastąpią dopiero później, wyprzedza opisywane wydarzenia. Najciekawsze jest patrzenie na przyczyny pewnych zjawisk, no i na skutki. Przyczyny obumarcia przyjaźni są oczywiście złożone, w tym przypadku na pierwszy plan wysuwa się chyba jednak nadużycie zaufania z II tomu, a potem już właśnie postawienie wyłącznie na siebie, na swoje sprawy. Tyle tylko, że to wszystko nie było takie proste i jednoznaczne, z monologów Eleny  wynikało, że brakowało jej Lili i tego, że mogła kiedyś jej wszystko opowiedzieć. Potem nie miała już osoby, której mogłaby się zwierzyć ze wszystkiego.  

   W tomie tym mało jest Neapolu, Elena zamieszkała we Florencji, ale Florencji też nie ma, bo jest dom, mąż, dzieci, akcja mogłaby więc toczyć się w dowolnym miejscu i nie robiłoby to żadnej różnicy. Jest pokazany w tle rozwijający się ruch komunistyczny, opisywane elity intelektualne  w pewnym stopniu zaangażowane w ten ruch, nie miały jednak jakiejkolwiek świadomości, jak tak naprawdę wygląda komunizm, np. w Europie Wschodniej. Na siłę jest też wrzucony feminizm, np. kolejne nudne tyrady o roli kobiety. 
3/6

poniedziałek, 14 marca 2022

Elena Ferrante „Historia nowego nazwiska” – audiobook, czyta Laura Breszka

 


    Wychwalałam nie tak dawno „Genialną przyjaciółkę”, tom drugi jest równie dobry jak i pierwszy. To nadal w dużej mierze książka o przyjaźni, są też oczywiście i inne motywy, jak małżeństwo Lili i sporo jest o Elenie, jej edukacji, jej chłopakach, rodzicach i rodzeństwu, pogrążonym w biedzie.

    Relacja Eleny i Lili nie tylko nie jest  idealna, ale niekiedy bywa też toksyczna i z pewnością wiele osób, będąc na ich miejscu zastanowiłoby się poważnie nad zakończeniem tej znajomości. Ale właśnie wielką zaletą tej powieści jest pokazanie relacji trudnej. Gdy Lila i Elena były małymi dziewczynkami, wszystko było bardzo proste. Obie pochodziły z neapolitańskiej biedoty, mieszkały blisko siebie, chodziły do tej samej klasy. Dysproporcje jednak zaczęły się pojawiać i powiększać w miarę, jak dziewczyny dorastały.  W tym tomie Lila jest mężatką, wyszła za mąż za mężczyznę stosunkowo majętnego, a w tamtych czasach i tamtym środowisku wczesne zamążpójście za kogoś bogatszego było nobilitacją. Lila zamieszkała w pięknym mieszkaniu, udostępniała w nim dla Eleny pokój, gdzie tamta mogła się uczuć, i łazienkę z wanną, co dla Eleny było czymś zupełnie nowym. Elena w pewnym sensie czuła się więc gorsza, skrępowana swoją biedą i brakiem samodzielności, pozostawaniem na utrzymaniu rodziców, ale ona z kolei w przeciwieństwie do wyjątkowo zdolnej i błyskotliwej Lili kontynuowała naukę w gimnazjum. W domu Lili panowała przemoc, mąż ją bił, ujawnienie tego przed Eleną było dla niej trudne. W miarę upływu czasu, liczba sekretów i różnic wzrastała, a niegdysiejsza bliskość zanikała. Jedna dziewczyna przed drugą czegoś się wstydziła, a jednoczenie chciały też sobie imponować. Paradoksalnie czas, który spędziły razem w dzieciństwie spowodował, że wytworzyła się więź, którą trudno było zniszczyć, rozumiały się jak mało kto. 

   To książka jest o tym, jakie są granice przyjaźni i czy w ogóle takie są. O tym, czy wszystko w przyjaźni można przebaczyć. O tym, czy w ogóle możliwa jest przyjaźń przy dużych i stale narastających dysproporcjach dotyczących wykształcenia, zamożności, kręgu znajomych, w których ktoś się obraca, stanu cywilnego i masy innych rzeczy. O tym, czy może istnieć przyjaźń pomiędzy osoba spełnioną, której z biegiem lat coraz lepiej się wiedzie i to pod każdym względem, a kimś, kto jest przegrany na niemal wszystkich polach i nie za wiele można z tym już zrobić.  

       Laura Breszka, podobnie jak i tom I czyta świetnie, powierzenie jej przeczytania tej powieści było wyśmienitym pomysłem.

5/6


poniedziałek, 28 lutego 2022

Elena Ferrante „Genialna przyjaciółka” – audiobook, czyta Laura Breszka

 


     Tekst książki idealnie nadaje się na audiobooka, sposób odczytania też jest w porządku. Całość wciąga do tego stopnia, że zakupiłam od razu wszystkie pozostałe tomy. Napisanie szalenie wciągającej powieści o zwyczajnym życiu, bez żadnych spektakularnych wydarzeń, jest wielką rzadkością. Jest to powieść obyczajowa, częściowo psychologiczna, można ją też traktować jako powieść historyczną, od opisywanych wydarzeń, tj. od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku  minęło przecież 70 lat. 

      Przede wszystkim jest to jednak powieść o przyjaźni i to dziewczęcej, a potem kobiecej, przyjaźni, która trwała całe życie. Tego rodzaju książek jest bardzo mało, prędzej już można znaleźć książki o przyjaźni męskiej, np. wszystkie tomy o Sherlocku Holmesie, gdzie mamy Holmesa i Watsona, "Trzej towarzysze" Remarque`a, jeszcze trochę innych powieści by się znalazło. Sporo jest pozycji o przyjaźni dziecięcej lub z lat szkolnych czy studenckich, ale takich o przyjaźni kobiet przez całe życie jest chyba tyle no nic. Spośród znanych mi par literackich przyjaciółek przypomina mi się w tym momencie tylko Ania i Diana z cyklu Lucy Maud Montgomery. Moja ulubiona detektyw Molly Murphy z cyklu autorstwa Rhys Bowen ma dwie przyjaciółki. Gdy przypominam sobie powieści z klasyki, np. Dostojewski, Tołstoj, Prus, Żeromski, Dąbrowska i in. w ogóle nie kojarzę, aby były tam chociażby motywy przyjaźni kobiecej. Prędzej można znaleźć filmy, jak "Thelma i Luise" czy seriale, np. "Sex w wielkim mieście" z kontynuacją "I tak po prostu" czy "Grace i Frankie." Też nie ma tego za wiele, prędzej ten temat można znaleźć w literaturze współczesnej, niż w tej starszej, ale nie wiadomo czy te współczesne pozycje przetrwają próbę czasu. Powieść Ferrante z pewnością tą próbę przetrwa. 

     Ten pierwszy tom opowiada o okresie od dzieciństwa Eleny i Lili  do zamążpójścia w wieku 16 lat tej drugiej. Opowiada o tym jednak dojrzała, sześćdziesięcioletnia Elena, opisuje nie tylko wydarzenia, ale stara się wniknąć w motywy zachowania i nie oszczędza ani siebie ani swojej przyjaciółki. Gdy zrobiła coś złego, nie ukrywa tego, gdy zachowała się nielojalnie, też o tym pisze, gdy kierowały nią podłe pobudki, również to opisuje. Ale próbuje też ustalić, dlaczego właśnie tak fatalnie się zachowała. Książka jest wyjątkowo szczera. Ferrante opisuje i zazdrość i zawiść i lęk przed utratą przyjaciółki i nawet uczucie porzucenia i osamotnienia, gdy  Lila pierwsza znalazła chłopaka i weszła w poważny związek. Opisuje poczucie bycia gorszą w tym związku, ale i lepszą pod innymi względami. Wiele jest opisów wzajemnego wspierania się, szczerości, dziewczynki były dla siebie jedynymi osobami, które powierzały sobie wszystkie możliwe sekrety. Nie ma dwóch identycznych przyjaźni, ale myślę że chyba każdy znajdzie tu jakiś wycinek swoich i będzie mógł przejrzeć się jak w lustrze. Są tu nawet elementy, które niekoniecznie powinny mieć miejsce w przyjaźni, ale ten związek przetrwał nawet i coś takiego. Dla kogoś kto ceni przyjaźń, powinna to być lektura obowiązkowa. Pamiętać też trzeba, że w tamtym czasie w tamtych warunkach, dzieci pod względem psychicznym były znacznie dojrzalsze, niż te obecne, żyjące w dobrobycie. Problemy opisywane przez Ferrante nie są bynajmniej jedynie infantylnymi problemikami.   

     Fascynująco opisane jest też tło społeczne, miałam wrażenie, jakby wydarzenia toczyły kilkaset lat temu, a nie tylko 70 lat wstecz. Neapol kojarzy się z pięknem, ale Ferrante opisuje dzielnice biedy, niewykształconych, prostych ludzi, rodziny patriarchalne, gdzie przemoc nie była niczym nadzwyczajnym. Kobiety wychodziły za mąż mając kilkanaście lat, szybko rodziły dzieci i potem całe życie harowały. Kształcenie się było nie tylko fanaberią, ale też było wręcz niemożliwe, bo nauka kosztowała, a takich rodzin nie było na to stać. Wydawało się to poza tym czymś bez sensu, każdy marzył o jak najszybszym usamodzielnieniu się. Dopiero w trakcie tej lektury tak naprawdę zrozumiałam, dlaczego tak niewyobrażalnie ciężko jest wyrwać się tego zaklętego kręgu biedy, głupoty  i przemocy. 

     Obecnie jestem w trakcie słuchania drugiego tomu, też jest świetny, nawet lepszy niż poprzedni.  

5/6


wtorek, 28 września 2021

Andrea Camilleri "Skrzydła sfinksa"

 

Skrzydła sfinksa - Andrea Camilleri

    Przeczytałam ostatnio recenzję książki Tomasza Stawiszyńskiego  pt. "Ucieczka od bezradności". Autor recenzji udowadniał, że współczesna kultura, w tym literatura, unika trudnych tematów, jak np. smutek, czy żałoba. Książki Stawiszyńskiego nie czytałam, pewnie ją przeczytam, ale ze wspomnianą tezą już teraz w żaden sposób zgodzić się nie mogę, chociażby popularny cykl kryminalny autorstwa Andrea Camilleri z komisarzem Montalbano, o którym wielokrotnie pisałam, przeczy tej tezie.  

     Montalbano, o czym też już wspominałam, generalnie jest człowiekiem zadowolonym z życia, aczkolwiek nie jest to zadowolenie typu amerykańskiego, nie jest on szczęśliwy zawsze i wszędzie. Gdzieś pod tą powłoką spełnienia czai się smutek i raz na jakiś czas daje o sobie znać. W tym tomie znalezione zostały zwłoki młodej, pięknej dziewczyny, co doprowadziło komisarza do doła psychicznego. Jego wieloletni związek z Livią zawisł na włosku, komisarz wyobraziwszy sobie rozstanie, poczuł totalną samotność. W innym momencie uczuł żal na myśl, że dla niego i Livii jest już za późno na dzieci. Do tego wszystkiego jak zwykle nie może pogodzić się z przemijaniem i z tym, że robi się coraz starszy. Jest to idealny przykład człowieka, który jest wrażliwy, refleksyjny, smutek nie jest mu obcy, ale mimo to jednak potrafi tak naprawdę cieszyć się życiem i bez trudu odnajdywać jego uroki. Uważam, że dobra literatura popularna podejmuje nie tylko tematy błahe, ale i poważne i trudne i każdy, kto czyta taką literaturę ma tego świadomość. Często te trudne tematy podawane są w lekkiej formie, niekoniecznie w śmiertelnie poważnej i dzięki temu można to czytać. Gdy ktoś twierdzi, że jest inaczej, po prostu nie czyta tego rodzaju książek.  

      W tym tomie Montalbano jak zawsze realizuje swoją pasję w postaci czytania książek, tym razem sięgnął po "arcydzieło" zachwalane przez jedną z gazet. Dość szybko zdenerwowany zorientował się, że jest to zupełne przeciwieństwo arcydzieła i że gazety obecnie coraz częściej odkrywają coraz większe "arcydzieła", których nie da się czytać. 

     W tym tomie wpada na trop przekrętów finansowych, realizowanych  przez osoby, które pozornie zajmują się działalnością dobroczynną. Są to osoby znane i powszechnie szanowane, zaś próba prześwietlenia ich działalności niby to dobroczynnej budzi totalny sprzeciw przełożonych komisarza i innych osób wysoko postawionych. 

    Jak zwykle jest też morze i dobre jedzenie.
4/6   

poniedziałek, 21 września 2020

Andrea Camilleri "Pole garncarza" cykl z komisarzem Montalbano tom 13

 

    W "Polu garncarza" jest wszystko to, co najlepsze może być u Andrea Camilleri. Jest intrygująca akcja, czyli szukanie mordercy nieustalonej ofiary, której poćwiartowane zwłoki znaleziono na tytułowym polu garncarza. Jak to na Sycylii, musi być chociaż w minimalnym zakresie mafia. Otóż zabójstwo zostało dokonane w taki sposób, że sugeruje to właśnie robotę mafii, a konkretnie wewnętrzne porachunki. Pojawia się też femme fatale, na widok której policjanci zaczynają zachowywać się irracjonalnie. Sporo jest mowy o przyjaźni, głównie z innym policjantem z komisariatu, z Mimi. W tym zakresie coś się zaczyna psuć, co dla Montalbano jest straszliwie przykre. Są też jego standardowe problemy związane ze starzeniem się, ale jest też oczywiście delektowanie się życiem, czyli dobre jedzenie, książka, spacery, rozmyślania, pływanie w morzu.    

    Najciekawszy aspekt książki to przyjaźń. Montalbano nie ma rodziny, ma jedynie narzeczoną, czy może raczej partnerkę życiową, ale też jest to  nietypowy związek, bo na odległość, Livia mieszka kilkaset kilometrów dalej. Przyjaciele są więc dla niego czymś takim, jak rodzina. A przyjaciół tych też wielu nie ma, są nimi trzej policjanci z komisariatu i jedna kobieta już spoza branży, Ingrid. Gdy relacja z Mimi zaczęła się wyraźnie zmieniać i to bez żadnego powodu, było to dla komisarza wstrząsem. Oczywiście spędził trochę czasu na przeanalizowaniu sytuacji, rozważeniu, co dalej robić. Najgorsze było to, że zorientował się, że Mimi go zdradził. Montalbano "był człowiekiem zdolnym do zrozumienia wielu rzeczy, których inni nie chcieli lub nie umieli zrozumieć, słabości bardziej i mniej przelotnych, chwil tchórzostwa, braku uprzejmości, kłamstw, niskich pobudek i podłych postępków, działań podyktowanych lenistwem, nudą czy egoizmem, i tak dalej. Jednak nie był w stanie ani zrozumieć, ani przebaczyć zdrady czy złej wiary". W związku z zaistniałą sytuacją zwrócił się do innego prawdziwego przyjaciela, do Ingrid. Nie napiszę, jak sytuacja z Mimi się zakończyła, ale intrygowała mnie nawet bardziej, niż kwestia zabójcy. A rozwiązanie problemu z Mimi naprawdę daje sporo do myślenia. 

       No i Montalbano jak zwykle nie może pogodzić się z upływającym czasem. Ponieważ zbliżało się Boże Narodzenie i święta, po raz kolejny uzmysłowił sobie, że nie znosi tych świąt i przesyłanych kartek z życzeniami szczęśliwego Nowego Roku. Dla niego każdy kolejny rok okazywał się trochę gorszy od poprzedniego. Ale były to odczucia subiektywne, niechęć do upływającego czasu i lęk przed tym, siedziały w jego głowie. Obiektywnie nie działo się nic, co mogło wskazywać na to, że zawsze kolejny rok był gorszy od poprzedniego. Gdy pojawił się w miejscu, gdzie spędził młodość, sam się zganił: "Czy myślałeś, że te dalekie góry, haust powietrza z dawnych lat mogą ci przywrócić naiwność, niewinność, entuzjazm pierwszych lat pracy w policji? Weź się w garść, spróbuj być poważny, zaakceptować, że to, co straciłeś, straciłeś na zawsze". Ciekawe, czy to nastawienie do upływającego czasu się kiedyś u Montalbano zmieni.  

         Z potraw, które jada tym razem komisarz, smakowite wydało mi się danie, które nie wymaga wiele przygotowania, a mianowicie talerz czarnych i zielonych oliwek, drugi talerz z serami, których nazwy nic mi nie mówią i wino. Montalbano tak był przejęty sytuacją z Mimi, że nie czytał wiele, ale gdy wyjechał zaledwie na jeden dzień, wiadomo, że spakował do bagażu książkę. Tym razem Camilleri nie wspomniał, jaką. 

5/6

    

wtorek, 12 maja 2020

Andrea Camilleri "Cierpliwość pająka" - cykl z komisarzem Montalbano tom 8




    "Cierpliwość pająka" oceniam jako nietypowy, ale wyśmienity tom z serii z komisarzem Montalbano. Komisarz próbuje ustalić sprawców porwania, wydarzenia toczą się szybko, a jego prywatne problemy są na drugim planie. Pod względem intrygi kryminalnej jest to chyba najlepszy tom z serii, dotychczas czytałam poszczególne tomy bardziej z uwagi na komisarza, niż dla zagadek. Tutaj tropy związane z zagadką są wyśmienicie poprowadzone i powinny zadowolić każdego miłośnika kryminałów. 

   Tym razem motywem sprawców jest zemsta, tylko i wyłącznie zemsta. Mściciele przypominają tytułowego pająka, który cierpliwie i spokojnie tka swoją sieć i czeka na ofiarę. Jak pisze Camilleri "Namiętnej nienawiści, tak jak i namiętnej miłości, nie mogą zatrzymać nawet rozpacz i łzy kogoś, kto w niczym  nie zawinił". W tym przypadku porwano młodą, ale dorosłą dziewczynę, mieszkającą z obłożnie chorą matką i z ojcem. Porywacze zażądali astronomicznej sumy, na którą rodziny w żadnym razie nie było stać. Jak się okazuje, zemsta jest wyłącznym motywem działania sprawców, żądanie pieniedzy zaś pada, bo inaczej sytuacja wyglądałaby niewiarygodnie, pieniądze zaś zamierzali oni po prostu rozdać innym osobom. Intryga jest naprawdę mocno wciągająca. 

   Zupełnie nietypowo dzieje się w życiu komisarza, otóż całość rozpoczyna się od tego, że przebywa on w domu na zwolnieniu po postrzale. Był w szpitalu, jego życie było zagrożone, przejechała do niego Livia. Montalbano będąc bliski śmierci zaczął nawet myśleć o testamencie, którego nigdy nie napisał. Zrobił takie błyskawiczne podsumowanie życia pod kątem najbliższych mu osób. Ponieważ formalnie był starym kawalerem, w dodatku bezdzietnym, kwestia dziedziczenia nie była prosta, a nie chciał, aby majątek przejął jakiś daleki kuzyn. Myślę, że w trakcie czytania w momencie, gdy mowa jest o tym testamencie, każdemu czytelnikowi, też nasunie się myśl, jak to byłoby w jego przypadku. Lektura nie jest więc pozbawiona chwili zastanowienia. Komisarz za najbliższe mu osoby uznał na pierwszym miejscu partnerkę, Livię, na drugim dosyć tajemniczą postać, określaną przez niego mianem "syna, który nie jest synem" i przyjaciela z pracy, Catarellę. Co do tego ostatniego, to nie przypuszczałam nawet, że do niego Montalbano jest  aż tak mocno przywiązany. Nie wiem, kim jest "syn, który nie jest synem", ale z pewnością kwestia ta była wytłumaczona we wcześniejszych tomach, które w tej chwili w wersji papierowej w normalnych cenach nie są dostępne. Rozmyślania o testamencie absolutnie nie są długie, nikogo więc nie zdołują.   

    W tym tomie nie ma wielu opisów smakowitych dań, które Montalbano jadał. Gdy wprowadziła się Livia, gosposia będąca świetną kucharką, przestała przychodzić, uznając się za chwilowo zwolnioną z obowiązków. A że Livia nie potrafiła dobrze gotować, Montalbano musiał zadowolić się daniami typu oliwki, figi i ser owczy. Na restauracje tym razem nie miał za wiele czasu, podobnie jak i na czytanie. Wspomniane są jednak "Przemiany" Owidiusza, pojawia się "Rada Egiptu", autorstwa Leonarda Sciascii. Gdy zainteresowałam się tą pozycją, odnalazłam, że w magazynie "Prace literackie" jest dostępny artykuł o literackich zainteresowaniach Montalbano pt. "Policjant erudyta. O literackich kontekstach w cyklu powieści kryminalnych o komisarzu Andrei Montalbano". Zawsze zwracam uwagę na to, co Montalbano czyta, to jeden ze smaczków cyklu. 

   No i na koniec po raz kolejny Camilleri po raz kolejny dał się poznać jako znawca psychiki ludzkiej. Gdy komisarz żegnał już wyjeżdżającą Livię, na lotnisku poczuł, że z jednej strony już za nią  tęskni, a z drugiej uczył ulgę, że znowu będzie mógł być sam. I ku swojemu zaskoczeniu na twarzy Livii zobaczył, że ona również nie tylko żałuje, że musi wyjechać, ale że także się i z tego powodu równocześnie cieszy. Camilleri nie myśli schematami i nie upraszcza wszystkiego, za to go też lubię.
5/6
  

sobota, 29 lutego 2020

Andrea Camilleri "Wycieczka do Tindari" - cykl z komisarzem Montalbano tom 5


    Niepostrzeżenie cykl kryminałów z komisarzem Montalbano stał się jednym z moich ulubionych. Nie czytałam wszystkiego po kolei, ale kolejność w tym przypadku nie ma większego znaczenia. W tej serii jest wszystko, co kojarzy się z radością życia: humor, książki, czytane przez komisarza, dobre jedzenie, dobre wino, morze, słońce, a do tego dobro wygrywa. Dobro wygrywa nie zawsze w 100%, bo są przecież ofiary, jak to w kryminałach być musi, ale jednak ostatecznie triumfuje sprawiedliwość. Nie zawsze jest to sprawiedliwość w stylu posadzenia kogoś na ławie oskarżonych, bywa ona niekiedy specyficzna, ale jest. Bywają też i smutne momenty, ale dzięki temu ksiażki są prawdziwe, a bez tego seria byłaby kiczowata. Trudno wyobrazić sobie Sycylię bez mafii, tutaj też często chociażby w tle mafia się pojawia, co nie oznacza, aby książki opowiadały o porachunkach mafijnych.  

     Głównym atutem serii jest oczywiście komisarz Montalbano. Zaszufladkować się go nie da. Polubić jak najbardziej można. Jest inteligentny i wrażliwy, ma domieszkę neurotyka i samotnika, ale generalnie potrafi cieszyć się życiem. Z jednej strony jest zaangażowany w pracę i czerpie z niej satysfakcję, z drugiej dopadają go niekiedy chwile frustracji, gdy porówna się do znajomych, którzy zrobili kariery i nie narzekają na brak pieniędzy. W tym właśnie tomie zastanawia się nad swoim pokoleniem, które w 1968r. zaangazowane było w ruch hipisów, w bunt przeciwko porządkowi świata. Doszedł do wniosku, że poza dwoma osobami, które pozostały wierne ideałom młodości, reszta stała się "radykalanie dyspozycyjna", a znajomi przeskakują z lewicy na prawicę, i znowu na lewicę, i znowu na prawicę". "Nie udało im sie zmienić społeczeństwa, wobec czego sami się zmienili. Może zresztą w ogóle nie musieli się zmieniać". Montalbano ma lekki problem z upływającym czasem, ciężko mu pogodzić się faktem, że kończy 50 lat. Młodsi czytelnicy nie muszą się zrażać, bo kryzys wieku może dopaść nawet w okolicach 30 -tki. 

      Montalbano uwielbia dobre jedzenie i dobre wino, w tym tomie obok kilku innych bardziej wyszukanych potraw pojawia się znowu "danie ubogie", czyli kartofle z cebulą, długo gotowane, rozgniecione widelcem na papkę, obficie przyprawione czosnkiem, mocnym octem, świeżo mielonym pieprzem i solą. Jak zwykle mieszka sam, ale pozostaje w związku na odległość z Livią i rzeczywiście potrzebuje, aczkolwiek nie za często, szeroko pojętej bliskości z nią. Ale kocha też i samotne spacery i rozmyślania nad brzegiem morza, albo obok drzewka oliwnego. Zawsze lubi dobrą literaturę i coś czyta, niekiedy są to znane klasyki, tak jak tutaj "Lord Jim" i "Ja, robot" Asimova, kiedy indziej nieznane  u nas kryminały. W tym tomie przeżywał lekkie załamanie, bo jeden z policjantów, pracujących z nim, chciał zmienić miejsce pracy. Poczytał to za zdradę i doszedł do wniosku, że od tego czasu nic już nie będzie takie samo.   

    A co do samej zagadki kryminalnej, to szybko pojawia się jeden trup, młody człowiek, który wypadł lub został wypchnięty z okna, a oprócz tego ginie bez śladu małżeństwo starszych ludzi. Zanim te wątki się połączą, kwestia staruszków wybija się na pierwszy plan. Jest to wątek dość gorzki, ludzie ci byli totalnie samotni, z nikim nie utrzymywali kontaktów, a relacje z synem były głównie telefoniczne. Zdziwaczeli też i stali się skrajnie antypatyczni. To oni właśnie oni udali się do sanktuarium Czarnej Madonny w Tindari, w drodze zaś oglądali pokazy garnków itp. akcesoriów. Dla odmiany inni staruszkowie z tej samej wycieczki okazali się roześmiani i zdziecinniali. Pamiętać trzeba, że ten niewesoły portret starszego pokolenia nakreślił Camilleri, który w chwili pisania sam był w mocno zaawansowanym wieku. Gorzkie aspekty starości zręcznie pomieszał z humorem i wyraźnie dał do zrozumienia, że takie życie odludków staruszkowie wiodą na swoje własne życzenie.
6/6
  

piątek, 27 grudnia 2019

Andrea Camilleri "Zapach nocy" - cykl z komisarzem Montalbano tom 6

         
Zapach nocy        
   Kupno pierwszych tomów z komisarzem Montalbano graniczy obecnie niemal z cudem. Mam na myśli wydania książkowe, do ebooków chyba nigdy się nie przekonam. Tych najstarszych tomów nie ma oczywiście ani w żadnej księgarni internetowej, ani w wydawnictwie, a na allegro pojedyncze egzemplarze albo pojawiają się na chwilę, albo są dostępne z ceną 4, 5 razy wyższą, niż proponowana przez wydawcę.

     Czytam ten cykl i dla zagadki kryminalnej i dla Montalbano. Kiedy Camilleri pisał ten tom, nie było jeszcze mowy o ruchu "slow life". Były oczywiście pojedyncze osoby, które żyły w tempie slow. I Montalbano nich właśnie należy. Ponieważ jest czynnym zawodowo policjantem, to "slow" praktykuje w ograniczonym zakresie. Już na początku powieści zastanawia się, dlaczego tak mało używa się obecnie słów typu: myśleć, zastanawiać się, słuchać, spacerować bez celu, drzemać... On i myśli i słucha, czyta książki i spaceruje, to ostatnie najlepiej robi samotnie. Mieszka nad samym brzegiem morza, spaceruje więc kontemplując cudowne widoki. Ma ulubione miejsca, jak np. drzewo oliwne, pod którym siadywał. Siadywał, bo drzewo zostało wyrwane z ziemi i skazane na zagładę, bo właśnie tam, gdzie rosło, na totalnym odludziu, ktoś wybudował ohydny, bezgustny dom. Montalbano będąc mocno nietrzeźwym, gdy zobaczył, co stało się z drzewem, zdemolował nieco wstrętne domiszcze. Jak można kogoś takiego nie lubić?
 
      W "Zapachu nocy" świat realny przeplata się z literaturą. Montalbano prowadząc śledztwo w sprawie oszusta, który zdefraudował wielkie pieniądze i oszukał masę ludzi, zaczyna odnosić wrażenie, jakby wiedział, co się zaraz stanie, co zobaczy. Był przerażony, nie wiedział, co się z nim dzieje. Uzmysłowił sobie wreszcie, że czuje się, jakby był w opowiadaniu Faulknera, bo Faulkner już opisał to, co się stało. Jest to niesamowite, ale nie ma w tym żadnych tanich sztuczek, każdy chyba czytając różne książki natrafiał na fragmenty, które są jakby o nim, o uczuciach, rozterkach, problemach właśnie współczesnego czytelnika. Nawet gdy dany tekst powstał kilkadziesiąt czy kilkaset lat temu. A tekst, nawet dawno przeczytany, potrafi siedzieć gdzieś w głowie...
 

   W życie Montalbano wnika też mocno film, konkretnie "Życie jest piękne" Benigniego. Film komisarzem wstrząsnął, pod jego wpływem podjął pewne działania, spojlerować nie będę.
     Książka jest piękna, życie przeplata się z literaturą i filmem. Gdy ktoś nie lubi kryminałów z aferami finansowymi w tle, niech się nie zraża. Mechanizm oszustwa był bardzo prosty. Oszust przyjął pieniądze od ludzi na procent, niby bank i je zgarnął. No i jest też zagadka stricte kryminalna, są 2 trupy. Czyta się świetnie, nie ma dłużyzn, zakończenie jest zaskakująceW tle wydarzeń jest ciepłe morze i pyszne potrawy, nie zawsze skomplikowane. Gospodyni przykładowo zostawiła komisarzowi do odgrzania "talerz przyprawionych kartofli". Wydaje się proste. Ale, jak stwierdził komisarz, danie to mogło być albo nic niewarte, albo znakomite, a zależało to od właściwego przyprawienia. Należy tylko dodać cebulę, kapary, oliwę, ocet z odrobina cukru, sól i pieprz...

5/6 



 

 
 
 
 
 

poniedziałek, 16 września 2019

Andrea Camilleri "Sierpniowy żar" - cykl z komisarzem Montalbano, tom 10, audiobook, czyta Dariusz Kowalski

Audiobook Sierpniowy żar  - autor Andrea Camilleri   - czyta Dariusz Kowalski

   Sceneria tego tomu jest dość upiorna, przynajmniej dla mnie, bo ów tytułowy sierpniowy  żar, to żar, którego nie są w stanie znieść nawet rodowici Sycylijczycy. W tej piekielnej scenerii pojawia się jednak nieoczekiwanie wątek zjawisk paranormalnych. Otóż w domu, przeznaczonym na wynajem dla turystów, nasz komisarz znalazł zwłoki młodej dziewczyny. Stało się to w ten sposób, że przybyła do niego na letni urlop jego narzeczona, czy może raczej partnerka na odległość, Livia, wraz z przyjaciółmi, tj. małżeństwem z dzieckiem.  Tożsamość ofiary udało się dość szybko zidentyfikować. Montalbano musiał spotkać się z siostrą bliźniaczką zamordowanej dziewczyny, Adrianą, studentką wyjątkowej urody. Adriana opowiedziała mu, że miały z siostrą tak silną więź, że każda wyczuwała na odległość emocje drugiej z danej chwili, o ile tylko były to emocje bardzo silne.

   Montalbano jak zwykle delektuje się życiem, pływa w morzu, jada wspaniałe posiłki, przyrządzone przez gospodynię, z racji przyjazdu Livii z przyjaciółmi, udziela się towarzysko. W tym tomie ma 54 lata i tego wieku również nie przyjmuje do wiadomości. Camilleri opisał tutaj schemat, według którego odpowiedzialny, uczciwy, w mocno dojrzałym wieku mężczyzna, kochający na swój sposób partnerkę,  jest w stanie zauroczyć się obcą dziewczyną, która mogłaby być jego córką. Montalbano po poznaniu Adriany zaczął zachowywać się zupełnie nieracjonalnie, tak jak nie on, podobnie do natury, która w tytułowym sierpniu jest nie do wytrzymania. Uwierzył, że jest tak świetny, przystojny, mądry itp. i że faktycznie spodobał się tak młodej dziewczynie. Jaki był epilog tego spotkania, każdy może się przekonać. Przebieg tego zauroczenia, tej jakby gorączki, która opanowała komisarza, jest szalenie sugestywny i odnoszę wrażenie, że opis takiego zachowania, w tym motywów mężczyzny, jest ponadczasowy. 

    W tle oczywiście jest Sycylia. Jeżeli ktoś z czytelników uważa, że polscy urzędnicy nie pracują najlepiej, może przekonać się, że w porównaniu z tym, jak to wygląda we Włoszech, u nas jest świetnie. Przykładowo Niemiec, budujący dom na Sycylii, miał zgodnie z pozwoleniem prawo do budowy domu piętrowego. Wybudował dom z dwoma piętrami i aby ukryć samowolę budowlaną, jedną, najniższą kondygnację przysypał piaskiem. Całość miała stać do czasu, kiedy zgodnie z przepisami, samowola zostanie już w majestacie prawa zalegalizowana. Nie wiedział biedaczek, że na Sycylii nikt nie przejmuje się samowolami budowlanymi, nikt ich nie ukrywa i nikt nikomu nigdy nie każe niczego wyburzać. Wymiar sprawiedliwości z kolei jest tak skorumpowany, że nawet Montalbano ma świadomość, że majętny przestępca, mający znajomości, bez względu na to, jak straszną zbrodnię popełni, nie poniesie ostatecznie żadnej odpowiedzialności. 
 
4/6
  
    

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Andrea Camilleri "Ślad na piasku" cykl z komisarzem Montalbano tom 12


    Chciałam zacząć czytanie cyklu od pierwszego tomu, za wyjątkiem 14, który parę lat temu już przeczytałam. Ale od lipca, gdy niemal 100 letni autor zmarł, kupno całości nie jest możliwe. Można więc i zacząć od środka i nic się nie stanie. 

      Kim jest komisarz Montalbano? W tym tomie ma 56 lat, mieszka na Sycylii, w małej miejscowości w domu tuż nad brzegiem morza. Mieszka sam, ale żyje w dość luźnym związku na odległość z Livią. Zależy mu na niej, ale chwilami cieszy się, że jej w pobliżu nie ma. Lubi czytać, książki kupuje w pobliskiej księgarni, w tym tomie obserwujemy go, gdy zakupił Mankella, Enquista, Sjowall, Wahloo. Kim są trzej ostatni autorzy, to nie wiem. Komisarz lubi dobre jedzenie i dobre wino. Lubi myśleć, a gdy to robi, stacza coś w rodzaju dialogu między samym sobą, jeden głos mówi mu, aby zrobił coś, a drugi go do tego zniechęca. Jest bardzo wrażliwy na ludzką krzywdę, na krzywdę zwierząt również. Jest odważny. Potrafi delektować się chwilą, posiłkiem, kąpielą, papierosem i innymi drobiazgami. W tym tomie co jakiś czas widzimy, że nieco przeraża go jego wiek, wzbrania się przed noszeniem okularów, poczytując to jako oznakę starości.  Obserwuje, że jego kolega z pracy, Fazio, się starzeje, stracił wiarę w to, że cokolwiek może mu się udać. 

      Jest jeszcze i główna bohaterka książki, a właściwie i cyklu, Sycylia. Camilleri był Sycylijczykiem, tak więc wyspę opisał wiernie. Klimat i dosłowny i w przenośni się czuje. Czuje się gorąco i widzi się słońce. A można zorientować się co do historii i co do miejscowych obyczajów. Mafia nie zabija w niedzielę. W niedzielę idzie się do kościoła, potem do rodziców na obiad, na lody itp. Napotkany przypadkowo wieśniak ma przy sobie śniadanie: chleb, ser i butelkę wina. Gdy dochodzi do strzelaniny wiadomo, że doświadczeni w tego typu sytuacjach ludzie będą udawać, że niczego nie słyszeli. Można zwiedzać starożytne świątynie. Ale ostały się tylko te, które w odpowiednim czasie zostały przerobione na kościoły katolickie. Te nieprzerobione zostały zburzone. 

    W tym tomie Montalbano poszukuje zabójców pięknego konia wyścigowego. Robi to z własnej woli i mimo innych obowiązków. Zabójstwo było brutalne. Boi się, że ktoś inny mógłby nie przyłożyć się do tej sprawy. A on chce sprawcom, po ich ujęciu, spojrzeć w oczy. 

     Książkę czyta się świetnie. Wciąga. Sporo poczucia humoru i zabawnych dialogów. 

5/6

sobota, 30 grudnia 2017

Mario Giordano „Ciotka Poldi i sycylijskie lwy”

 
           
     „Ciotka Poldi i sycylijskie lwy”  to momentami przynudnawa i z naiwnie skonstruowaną akcją powieść o ogromnej dawce radości życia z niebanalną 60-latką w roli głównej. Podkreślić należy, że owa 60-latka, czyli tytułowa Poldi to kobieta z tak olbrzymim temperamentem, że mogłaby go jej pozazdrościć niejedna dwudziestolatka. Ubiera się seksownie, dość mocno się maluje, podrywa facetów, jest bardzo atrakcyjna, alkohol pije niemal litrami i do tego nie jest głupia, aczkolwiek do panny Marple z powieści Agaty Christie, sporo jej brakuje. Zalet powieść ma sporo, wad równie dużo. Nie mogę jednak pojąć, jak znalazło się tylu patronów medialnych i to tak poważnych, w tym kilka portali o literaturze. Aż takich zachwytów nie podzielam.
      Poldi, Niemka, wdowa, mniej więcej w okolicach swoich 60-tych urodzin  przyjechała na Sycylię, gdzie mieszkała część jej rodziny. Kupiła tam dom, odremontowała go, a gdy jeden z jej pracowników został zamordowany, zdecydowała się na przeprowadzenie śledztwa w tej sprawie. Intryga kryminalna do wciągających zbyt mocno nie należy. Mimo opisów temperamentnych Sycylijczyków i samej Sycylii momentami czytałam niemal na siłę. Psychologia postaci jest płyciutka, opisy wyspy i panującej tam obyczajowości też głębokie nie są.
     Atutem książki jest właśnie temperamentna Poldi i z tego względu lektura to zapewne świetna rzecz na chandrę.  Do najbardziej zabawnych fragmentów należały te, kiedy to nasza ekscentryczka zabrała się za podryw komisarza miejscowej policji, Montanę. Facet co prawda nie przejawiał żadnych widocznych oznak zainteresowania jej osobą, ale Poldi była uparta i fakt, że to ona miała być tą uwodzącą, a nie mężczyzna, w żaden sposób jej nie przeszkadzał. Przeżyła moment załamania, gdy na plaży dojrzała Montanę w towarzystwie młodej i atrakcyjnej kobiety, a ich zachowanie wskazywało na to, że mogą być parą, ale załamanie to trwało krótko. Poldi nie przejęła się nawet zbytnio, gdy Montana, przyparty już później przez nią do przysłowiowego muru, wyznał jej, że rozumie jej uczucia,  ale wybiera tamtą. Poldi zakomunikowała mu wówczas, że to co on mówi, to są bzdury i że on nie rozumie, że potrzebuje jej, Poldi, a nie tamtej kobiety.  Książka jest warta przeczytania już chociażby z powodu tego właśnie wątku i po to, aby przekonać się, jak się to skończy. Dla osób w wieku zbliżonym do głównej bohaterki powinna to być lektura obowiązkowa.
    Oprócz tego powieść jest bardzo pozytywnie niepoprawna jeszcze pod innym względem. Zarówno sama Poldi, jak i inni bohaterowie nie zwracają jakiejkolwiek uwagi na  względy zdrowotne. Ona kocha słońce, alkohol, cukier. Nie interesuje się tym, czy jest to dobre dla zdrowia, czy jest rakotwórcze lub czy może wywołać inne choroby. Wie, że lubi określone rzeczy i już. Teraz, gdy panuje obsesja zdrowotności i mania odchudzania się, gdy ludzie odmawiają sobie wielu przyjemności, bo być może kiedyś im to zaszkodzi, przedstawiony przez autora dystans do życia w takimi rygorze, jest świetnym pomysłem.
    4/6   
 

        
  


 
 
 

niedziela, 23 października 2016

Donna Leon „Złote jajo”

Okładka książki Złote jajo           

Niepowtarzalny znak firmowy Donny Leon to Wenecja jako miejsce akcji jej kryminałów. Tak jest oczywiście i w przypadku „Złotego jaja”. Większość jej poprzednich książek czytałam, poza „Ukrytym pięknem”, o którym pisałam tutaj,  dawno temu i zlewają mi się one w jedną całość.  Ale całość ta jest unikalna i nie do pomylenia z czymkolwiek innym.   Komisarz Brunetti wraz z żoną Paolą i dwojgiem dziećmi są Wenecjanami.

wtorek, 10 maja 2016

Umbert Eco – „Cmentarz w Pradze” – audiobook, czyta Jarosław Gajewski


          Kiedy czytałam o „Cmentarzu w Pradze” tematyka wydawała mi się wyjątkowo ciekawa. Miała to być opowieść o kulisach powstania „Protokołów Mędrców Syjonu”, czyli antysemickiej fałszywki, spreparowanej przez carską bezpiekę, a także o tajnych służbach . Miała być to opowieść przedstawiana z punktu widzenia fikcyjnej postaci Simoniniego, szpiega, mordercy, fałszerza, oszusta itp. Nie wiem, na czym polegał problem, ale audiobook mnie nudził i miałam problem w wyłapaniem wszystkich smaczków, jakie ponoć w książce są. Być może ta książka powinna być czytana w skupieniu i z uwagą, jest tam mowa o wielu historycznych wydarzeniach, chociażby o jednoczeniu Włoch czy procesie Dreyfusa . Już dawno zauważyłam, że do słuchania w samochodzie najbardziej nadają się książki lżejsze.
     Podczas słuchania najbardziej zapamiętałam dziadka, który wpajał młodemu Simoniniemu skrajny antysemityzm, co było średnio ciekawe  i mało odkrywcze. Ale jeszcze dało się słuchać. Potem są opisy, jak to Simonini stał się współpracownikiem tajnych służb, kiedy to właśnie fałszował , kłamał, oszukiwał i mordował. W dalszej kolejności udał się do Włoch. Tam miał za zadanie wpłynąć na bieg wydarzeń, nie będę spojlerować, w jaki sposób i z jakim skutkiem.  Jest to opis manipulacji na szeroką skalę. W tej części było już sporo szczegółów wydarzeń historycznych i  słuchało się coraz gorzej. Kwestia zjednoczenia Włoch i postać Garibaldiego nigdy szczególnie mnie nie interesowały, może to więc również miało wpływ na odbiór całości. Cmentarz w Pradze pojawia się jeszcze później. Styl napisania tej książki jest na tyle ciężki, że momentami bezwiednie się wyłączałam. Gdy zaczęłam słuchać ponownie uważnej, trwał opis czarnej mszy, bardzo długi i też mało odkrywczy.
    Po wysłuchaniu mam uczucie skrajnego niedosytu. Niby zapoznałam się z książką, a jednak nie do końca tak, jak się powinno. Audiobooków w samochodzie słucham od dobrych kilku lat, po jednym, dwóch na miesiąc. Sporadycznie zdarza się tylko, abym nie była w stanie skupić uwagi na słuchaniu. Nie wiem, czy tekst jest za trudny na słuchanie podczas jazdy, czy może książka jest  nudna, albo po prostu nie w moim stylu. Na razie nie mam ochoty sięgać po papierowe wydanie, może kiedyś to zrobię.
3/6