Tom VI cyklu jest jednym z lepszych, rewelacyjnie się go czyta. Cały cykl to kryminały retro, rozgrywające się na przełomie XIX i XX wieku głównie w Krakowie lub okolicy. Tym razem profesorowa udała się do Zakopanego. Najbardziej warte uwagi były właśnie opisy tego miasta, wówczas bardziej wioski, sprzed ponad 100 lat i różne obserwacje psychologiczne.
Zofia Szczupaczyńska porównywana jest do panny Marple z powieści Agaty Christie. We wcześniejszych tomach cyklu, nie wszystkie czytałam, nie do końca zgadzałam się z tym porównaniem, teraz jednak zaprezentowała wielki kunszt psychologiczny. Pokazane jest, jak bacznie obserwuje ludzi, słucha ich i błyskawicznie wyciąga wnioski. Nawet gdy rozmawia z kimś, widzi, co się dzieje dookoła i zapamiętuje, jak w tym samym czasie zachowują się inni ludzie, do tego wychwytuje wszystkie nietypowe elementy. Nie jest skupiona na sobie, tylko na innych osobach. Nie ulega stereotypom, gdy widzi kogoś, np. sprawiającego na pierwszy rzut oka bardzo spokojnego, oddanego pracy, rzetelnego itp., ma świadomość, że to pierwsze wrażenie niekoniecznie jest zgodne z tym, kim naprawdę jest ta osoba. Zofia jest do tego mocno elastyczna w obserwacjach, gotowa jest zmienić wcześniejsze zdanie po zaobserwowaniu nowej sytuacji.
Ponadto czytelnik może się czuć jak przeniesiony w czasie. Przykładowo profesorowa była zachwycona komfortem podróży, bo po uruchomieniu kolei żelaznej z Krakowa do Zakopanego jechało się zaledwie 6 godzin. Poważnie rozważany był absurdalny pomysł uruchomienia kolei na Świnicę. Letnicy mogli zamieszkać m. in. w chatach górali, gdzie najlepsza izba przypominała kurną chatę chłopa pańszczyźnianego. Ukazanych jest wiele historycznych postaci, m. in. St. Witkiewicz, Witkacy, doktor Chramiec, Konopnicka.
W powieść wplecionych jest wiele sytuacji humorystycznych, nie ma przemocy, żadnych drastycznych opisów, to świetna lektura do czytania na luzie.
8/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz