„Sycylijczyk” nie jest tylko książką o mafii, to głębsza powieść również psychologiczna i historyczna. Dla mnie to jest powieść o zdradzie. Turi, o którym pisał Mario Puzo, był dla Sycylii w okresie powojennym kimś w rodzaju Janosika. Zabijał, rabował bogatych, wspomagał biednych, przy okazji budował swój wizerunek, uznał też, że jest kimś w rodzaju boga i że wygra z machiną całego włoskiego państwa, policją, wojskiem, żandarmerią, a nawet z mafią i że niepodzielnie będzie rządził wyspą. Od początku wiadomym było, jak ta historia musiała się skończyć. Zagadką było tylko to, czy Turi zostanie zabity i przez kogo, czy zostanie aresztowany i dokona swojego żywota w zamknięciu.
Turi został zdradzony. Zdrada jest czymś okropnym, kojarzy się automatycznie z Judaszem. W przypadku Turiego i zdrajcy ich relacja od początku budziła spore wątpliwości. Nie było w niej i nie mogło być żadnej równości. Były jeszcze inne czynniki, niezaspokojone ambicje zdrajcy, chciwość, głęboko ukryte, niemal niedostrzegalne kompleksy i in. Ten zespół czynników, czyniących z tej postaci już od samego początku potencjalnego zdrajcę, był nieoczekiwanie widoczny już na pierwszy rzut oka dla najpotężniejszego człowieka na Sycylii, dla szefa mafijnej rodziny. Ten mafioso, człowiek bez wykształcenia, ale szalenie bystry i inteligentny, prędzej dostrzegł w zdrajcy potencjał zdrady, niż sam zdrajca, Turi lub jakakolwiek inna osoba. Mafioso był wyśmienitym obserwatorem i analitykiem.
„Sycylijczyk” zgodnie z tytułem, to także powieść o Sycylii w okresie powojennym. Panowała tam straszna bieda i potężna korupcja. Biedacy nie mogli liczyć na pomoc policji czy jakichkolwiek organów państwa. Zgodnie z odwiecznym zwyczajem sycylijskim, mafia jako jedyna „udzielała pomocy”, oczywiście na zasadzie coś za coś.
Spodziewałam się czegoś lekkiego, a tu nieoczekiwanie „Sycylijczyk” okazał się powieścią głęboką z wieloma wątkami do głębszego przemyślenia.
8/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz