Im więc książek z cyklu z profesorową Szczupaczyńską czytam, tym bardziej mi się ten cykl podoba. Ma tylko jedną wadę, książki te czyta się je wolniej niż zwykłe kryminały czy thillery. Poza tym natomiast wszystko jest super.
W tym przypadku jest mocne nawiązanie do Agaty Christie, bowiem doszło do zgonu jednej osoby w trakcie sensu spirytystycznego, a seans odbywał się w stosunkowo wąskim gronie, sprawcą musiał być ktoś z uczestników seansu. Nie ma przemocy, jest za to psychologia, bo profesorowa Szczupaczyńska obserwuje ludzi, analizuje ich zachowania i szuka w ten sposób sprawcy.
Fenomenalnie odtworzone są realia epoki, robione to jest w taki sposób, że zawsze można odnieść pewne rozważania do współczesności. W tym przypadku Szymiczkowa poznaje nowych twórców kultury, np. Przybyszewskiego czy Wyspiańskiego. Na Wyspiańskiego ówczesne krakowskie salony patrzyły z politowaniem, nikomu jego malarstwo się nie podobało, a poza tym zdaniem salonowych bywalców wielcy malarze już byli kiedyś, a nie teraz, a Wyspiański według nich nawet nie mógł się do nich porównywać. Bardzo znany stał się w tamtym czasie obraz Muncha „Krzyk”, który też nikomu się nie podobał. Powszechne było narzekanie na sztukę współczesną, czyli tą z przełomu wieku XIX i XX.
Obserwacje psychologiczne profesorowej też są bardzo ciekawe. Zastanawiała się np. nad relacją nastoletniej dziewczynki z macochą. W tym przypadku nie było nic przypominającego bajki o złej macosze i gnębionej pasierbicy. Dziewczynka okazała się równie koszmarna pod względem zachowania, manipulacji itp., jak i macocha. Inny frapujący układ to przyjaźń dwóch naukowców, z których jeden w imię przyjaźni trochę poświęcił karierę naukową, rezygnując z lukratywnej propozycji wyjazdu za granicę i godził się na rolę tego nieco gorszego. Czy w ogóle można mówić o przyjaźni w takim przypadku, gdy jeden jest postrzegany niesłusznie jako ten lepszy, mądrzejszy, a drugi również niesłusznie jako gorszy?
8/10