Jestem
wielką fanką książek Zychowicza, w swoich seriach dotyczących
różnych narodów, jak np. „Angole”, „Sowieci” skupia się
on głównie na faktach. W innych jego książkach jest zdecydowanie
więcej rozważań, szalenie interesujących zresztą, w stylu co by
było gdyby, jest też sporo ocen określonych posunięć
politycznych.
Relacje
z Ukrainą są najbardziej skomplikowanymi naszymi relacjami nie
tylko w odniesieniu do naszych sąsiadów, ale w ogóle w odniesieniu
do wszystkich innych państw w naszej historii. Rachunek krzywd i
przewin każdej ze stron jest szalenie obszerny. Wyliczanie, kto i
kiedy bardziej zawinił, nie ma sensu. Zychowicz we wszystkich chyba
książkach zwraca uwagę na zasadnicze kwestie w naszych
możliwościach geopolitycznych. Nie są to jakieś szczególnie
odkrywcze myśli, ale nie każdy chyba ma tego świadomość,
szczególnie dzisiaj. Gdy nie było niepodległej Ukrainy możliwe
były 3 warianty relacji politycznych z sąsiadami.
My
z Niemcami p-ko Rosji
My
z Rosją p-ko Niemcom
Rosja
z Niemcami p-ko nam.
Od
kiedy jest Ukraina, nasza sytuacja jest nieporównywalnie lepsza.
Możliwości
jest już więcej, o tym jakie są dla korzyści z istnienia Ukrainy,
osobom zdroworozsądkowo myślącym nie ma sensu tłumaczyć.
Oczywiste jest, że Rosja od zawsze była naszym wrogiem i w tej
materii nic się nie zmieni, bo imperialna polityka i zbrodniczy
charakter leży w DNA tego państwa. Dobre relacje z Ukrainą są dla
nas niezmiernie ważne, co oczywiście nie oznacza, że mamy
przyjmować wobec Ukrainy służalczą postawę.
Zychowicz
wskazuje, jak olbrzymie szanse dawała i daje nam obecność Ukrainy,
dawniej Rusi, i jak nie potrafiliśmy tego wykorzystać i dla dobra
naszego i ukraińskiego, a na niekorzyść Moskwy. Klasycznym
przykładem jest Ugoda Hadziacka z 1658, dzięki której z
Rzeczpospolitej Obojga Narodów, mieliśmy się stać Rzeczpospolitą
Trojga Narodów, czyli my + Litwa + Ruś czyli obecna Ukraina.
Gdybyśmy potrafili dotrzymać jej postanowień, być może nasze
losy w szczególności w aspekcie rozbiorów, potoczyłyby się
inaczej.
W
„Ukraińcach” Zychowicz ponadto opisuje kluczowe dla Polski i
Ukrainy fragmenty dziejów, część wydarzeń jest szeroko znana,
jak np. ludobójstwo na Wołyniu, Wielki Głód na Ukrainie, ale
opisuje on mniej znane aspekty. W przypadku wielkiego Głodu zwraca
uwagę na np. totalną bierność polskiego rządu, który o tej
sytuacji był doskonale poinformowany. Nie nagłośniono tej sprawy,
nie podjęto nawet akcji pomocy obywatelom polskim, polskie konsulaty
na terenie ZSRR negatywnie rozpoznawały wnioski o wizy, zmieniło
się to dopiero już w ostatniej fazie dramatu. Co gorsze, hamowano
wszelkie ruchy pomocowe oddolne, inicjowane przez Ukraińców,
zamieszkujących na terenie Polski. Wynikało to wszystko z tego, że
Polska z ZSRR podpisała w 1932r. Pakt o nieagresji i nie chciała
zadrażniać relacji, naiwnie wierząc, że ZSRR dotrzyma postanowień
tego paktu, gdy my będziemy cicho siedzieć.
Jest
też opisanych sporo takich wydarzeń, które nie są szeroko znane.
Generalnie, u nas są powszechnie znane te dzieje, gdy my byliśmy
pokrzywdzeni, gdy było odwrotnie, to jakoś mało się o tym mówi.
Są też wskazywane zjawiska, które uwidaczniają potworną zawiłość
i złożoność tych polsko – ukraińskich relacji.
Przykładowo
działania naszego aparatu państwowego w Dwudziestoleciu
Międzywojennym w odniesieniu do Ukraińców są określone jako
polonizacja Wołynia. Przypominało to metody stosowane przez
Krzyżaków wobec Polaków wieki wcześniej. Jest mowa o tzw.
instriebitielnych batalionach, czyli grupach szturmowych NKWD, do
których wstąpiła w 1944 r. i 1945r. spora grupa Polaków, do około
30 000, m. in z AK. Dotyczyło to terenów Wołynia,
województwa lwowskiego, stanisławowskiego i tarnopolskiego wstąpiło
do tych batalionów. Wynikało to z tego, że chcieli walczyć z
Upowcami, nie chcieli zostać przez nich zarżnięci.
Podjętych
jest też cała masa innych wątków, enumeratywne wymienienie ich
wszystkich nie jest możliwe. Myślę, że każdy znajdzie w tej
książce coś dla siebie, coś o czym nie wiedział, lub coś, co
pamiętał niedokładnie.
9/10