poniedziałek, 10 sierpnia 2026

Susanne Lieder „Agatha Christie. Narodziny Królowej Kryminału” – audiobook, czyta Róża Cieślinska – Dziekiewicz

 

Książka może być dobra tylko i wyłącznie dla kogoś, kto naprawdę nic nie wie o Królowej Kryminału. Jest płyciutka. Susanne Lieder sięgnęła tylko do znanych pozycji o Christie, głównie do „Autobiografii” Agaty Christie i zrobiła taką kompilację. Ta biografia niewiele się różni od „Autobiografii. Przedstawione są powszechnie znane fakty z dzieciństwa i młodości Agaty. Nie ma refleksji nad tym, jak pewne zdarzenia wpłynęły na ukształtowanie się jej charakteru i jej samej jako pisarki. Pierwsze powieści są wspomniane, ale bardzo ogólnie, są raczej zasygnalizowane. Fascynującą biografię Christie napisał Jared Cade – „Agata Christie jedenaście zaginionych dni”, o której pisałam tutaj.

Kardynalnym błędem Susanne Lieder było całkowite pominięcie faktu zaginięcia pisarki w 1926r. na okres 11 dni. Wydarzenie to i ciąg innych wcześniejszych sytuacji Jared Cade uznał za kluczowe dla zrozumienia tej postaci. O zaginięciu powstał też film z Dustinem Hoffmanem i Venessą Redgrave.

Agata najprawdopodobniej nigdy nie pogodziła się z tym, że została porzucona przez męża, „zniknęła” krótko po śmierci matki i rozpadzie swojego małżeństwa. Uwidoczniły się wówczas kompleksy, lęk przed kolejnym porzuceniem. Echa tego wydarzenia widoczne są w twórczości, pisarka opisała sporo zdrad małżeńskich, udanych małżeństw z dłuższym stażem w jej twórczości właściwie nie ma. Wiele bohaterek jej książek jest bardzo przebojowych, towarzyskich, zabawowych, ale to jakby przeciwieństwo jej samej, może chciała po prostu taka być. Tak samo ciężko było jej się pogodzić z koniecznością sprzedaży rodzinnego domu, bohaterowie jej książek często też mierzą się z taką sytuacją, ale są wówczas bardziej racjonalni.

Susanne Lieder poszła po najmniejszej linii oporu, na końcu książki wspomniała, że Christie w „Autobiografii” nic nie wspomniała o tych 11 dniach, ona też więc zrobiła to samo. Musiałby sięgnąć do większej ilości źródeł i to chyba była istota problemu.

5/10

wtorek, 4 sierpnia 2026

Elżbieta Cherezińska „Śmiały. Bolesław II. Tom 1” – audiobook, czyta Filip Kosior

 

        Bolesław Śmiały/Szczodry był inteligentnym, łebskim królem Polski, miał spore osiągnięcia. Doprowadził do swojej koronacji, co nie udało się jego ojcu, przeprowadził uprzedzający atak na Ruś, gdzie zajął Kijów. Wmocnił pozycję Polski na arenie międzynarodowej. Popełnił jednak tak straszny błąd, że stracił koronę i musiał uciekać z kraju. Kojarzony jest obecnie tylko z zabójstwem biskupa Stanisława, o jego dokonaniach mało kto pamięta.

        Cherezińska ukazuje go z pełnią wad i zalet. Z reguły bardzo ciężko jest przewidzieć, jak ktoś się zachowa w przyszłości. Ale gdy wiemy, jak potoczyły się losy Bolesława II, czytając książkę, można już od czasu jego młodości obserwować, które cechy pomogły mu osiągnąć wyżyny, a które doprowadziły do zguby. Jest to rzeczywiście unikalny przykład, jak można tak wiele osiągnąć i tak wiele stracić, a straszliwy upadek zawdzięczać samemu sobie. Nie znam jeszcze drugiej części cyklu, ale wszystko skazuje na to, że te same cechy, które spowodowały, że Bolesław II stał się wielki, doprowadziły go do zguby. Mam na myśli umiejętność podejmowania szybkich decyzji, odwagę graniczącą z brawurą, ryzykanctwo. Ale to tylko przypuszczenie, po lekturze II części będę mogła to rozwinąć.

        Cherezińska zastanawia się także nad tym, nie kwestionując oczywiście mądrości i umiejętności króla, czy osiągnięcia, szczególnie w polityce zewnętrznej, zawdzięcza samemu sobie, czy też może ktoś mu jednak pomagał, doradzał. Ostatnio coraz częściej mówi się o przemilczanej roli kobiet w dziejach. Autorka stawia tezę, że królowi pomagała m. in. siostra, Świętosława, która wyszła za mąż za księcia, późniejszego króla Czech. Nie bez znaczenia był też fakt, że Wielką Księżną Kijowską była ciotka naszego Bolesława, Gertruda. Była ona siostrą jego ojca, Kazimiera Odnowiciela. Oczywiście kwestia, czy Bolesław rzeczywiście był takim dobrym królem, jest dyskusyjna, tak samo dyskusyjna jest teza o znaczącej roli kobiet w ówczesnej polityce.

Poważnym minusem z kolei były dla mnie opisy królewskich porodów. Jest ich kilka, trwają długo, opisane są tak, że nudy nie ma, na pewno nie są jednak potrzebne w tak obszernej formie. Wolałabym, żeby większy nacisk położony był na osobę Bolesława, a nie na porody, bo temat króla niekiedy mocno się rozmywa i tonie w zalewie pobocznych wątków. Jak dla mnie, to za mało jest Polski i za mało Bolesława.

7/10

środa, 29 lipca 2026

Lucy Maud Montgomery „Anne z Avonlea” tłumaczyła Anna Bańkowska

 

            Burza sprzed kilku lat związana z nowym tłumaczeniem cyklu o Ani z Zielonego Wzgórza już ucichła. Zainteresowani musieli przyjąć do wiadomości, że mamy teraz również Anię z Zielonych Szczytów, bohaterowie maja oryginalne imiona, np. zamiast Maryli jest Marilla itp. Anna Bańkowska zrobiła kawał dobrej roboty. Czyta się lekko, te oryginalne imiona i nazwy według mnie lepiej oddają ducha książki. Styl tłumaczenia też jest inny, 100 lat temu inaczej się mówiło. Dla mnie nowe przekłady są jak np. lekka przeróbka klasycznego ubrania albo nowe dodatki do tego klasycznego stroju, np. współczesna biżuteria, buty, torebka itp. Podziwiam tłumaczkę Annę Bańkowską, która ma już 86 lat, a tłumaczenia całego cyklu dokonała w wieku 80 plus.

.      Książki o Ani są jak jakaś autoterapia, z Anią chce się przebywać, widzi się wówczas świat w wyjątkowo jasnych barwach. Jak pomyślała Maryla/Marilla, Ania miała „dar patrzenia na życie przez jakiś odmieniający je – a może odsłaniający? – filtr”. Czytelnicy też mogą z tej obecności korzystać.

           W tym tomie Anią stała się współzałożycielką Towarzystwa Miłośników Avonlea, doprowadziła do ponownego spotkania pary dojrzałych mocno już ludzi, kiedyś zakochanych w sobie, którzy przez jakąś totalną głupotę zerwali ze sobą. Fragmenty o Chatce Ech i pani Lavendar, o uczniu Ani z olbrzymią wyobraźnią, mają w sobie olbrzymi urok.

        Ewidentnie przeszkadza mi natomiast podejście do zwierząt i Lucy Maud Montgomery i bohaterów jej książek. W tym tomie Ania przez pomyłkę zamiast swoją krowę, sprzedała krowę sąsiada. Dla autorki było to zabawne, ale świadczy to po prostu o traktowaniu zwierząt jak przedmioty, trudno sobie wyobrazić, aby normalny opiekun kota czy psa nie odróżnił swojego pupila od innego. Sąsiad Ani miał papugę i właściwie tylko on ja traktował jak żywą, czującą istotę, otoczenie traktowało to jako dziwactwo, z Anią włącznie. Cóż, w tamtych czasach tak właśnie traktowano zwierzęta, a Lucy Maud Montgomery w tym aspekcie nie różniła się zbytnio od jej współczesnych.

8/10

niedziela, 26 lipca 2026

Jane Austen „Rozważna i romantyczna”

 

To jedna z moich ulubionych książek, mojej ulubionej pisarki, pisałam już o niej wcześniej tutaj. Każdy czytelnik znajdzie tu postacie i sytuacje, które w jakimś tam stopniu będą mu przypominać jego własne, część z przeszłości, cześć aktualnych. Mowa jest i o pozytywnych i o negatywnych aspektach życia. Początkowo są problemy materialne, jest zła passa, nieszczęśliwa miłość, wszystko idzie nie tak. Oczywiście nie byłaby to Jane Austen, gdyby ta zła passa w pewnym momencie się nie kończyła. W większości spotykamy osoby, które są mieszanką cech dobrych i złych.

Spośród charakterów widzimy np. Willougby`ego, robiącego wrażenie człowieka z gruntu złego. Pisarka, fenomenalne znawczyni natury ludzkiej, zastanowiła się nad tym, dlaczego jego charakter jest taki wypaczony, gdy był młodszy, nie był tak zdegenerowany. Przyczyny zdgenerowania upatruje w nieróbstwie, nazywanym przez nią próżniactwem i gnuśnością. Willoughby nie musiał pracować, co nie byłby takie dziwne w jego klasie społecznej, ale nie miał też żadnych obowiązków, ani rodzinnych, ani wynikających z posiadanego majątku. Nic nie musiał i wszystko było mu wolno, zaczął więc prowadzić hulaszczy tryb życia, nastąpiła degeneracja charakteru i osoby. Zrobił się bezwzględny, skrajnie egoistyczny i chciwy. Nieróbstwo wypaczyło charakter.

Z ciekawszym postaci można zaobserwować też Lucy, bezwzględną intrygantkę, która umiejętnie sączonym pochlebstwem była w stanie uzyskać niemal wszystko, czego chciała. Porażające jest to, jak ludzie byli żądni wszelkich komplementów, nawet fałszywych, mimo pewnego poziomu intelektualnego w odniesieniu do siebie nie byli w stanie zauważyć tego fałszu.

Wszechobecny jest egoizm. Jedna z głównych postaci, Marianna, niewątpliwie kochała swoją matkę i siostrę. Ale gdy sama się nieszczęśliwie zakochała, dostała takiej histerii i odstawiała takie numery, że mogła tą matkę wpędzić do grobu, a siostrę doprowadzić do totalnego rozstroju nerwowego. Mimo tej miłości do rodziny, Marianna, czując się nieszczęśliwa, w najmniejszym nawet stopniu nie pomyślała o tych bliskich osobach. Zabrała im sporo zdrowia i pewnie skróciła nieco życie. Niektórzy mówią, że z rodzinką najlepiej wychodzi się tylko na zdjęciu, ten aspekt zachowania Marianny świetnie to ilustruje.

Zaskakująca jest mocno, chyba najbardziej ze wszystkiego, bezrefleksyjność i bezmyślność opisywanych postaci. Uczestnicząc w różnych sytuacjach nie są w stanie zorientować się w intencjach innych osób, nie potrafią przewidzieć pewnych posunięć. Reagują na bieżąco, ale nie poświęcają ani chwili wolnego czasu na to, aby przemyśleć różne wydarzenia, aby próbować rozszyfrować charakter znajomych. Gdy ktoś coś zrobi, często są zaskoczeni, gdyby jednak pomyśleli dłużej i głębiej o tej osobie, przypomnieliby sobie różne jej posunięcia, połączyliby pewne fakty i wyciągnęliby wnioski, zaskoczenia raczej nie byłoby. To co było dla nich zaskakujące, mogło być przewidywalne. Refleksyjna jest jedynie Eleonora. Czytając o jej przemyśleniach, można prześledzić, jak postrzega ona ludzi, na co zwraca uwagę. Mimo bardzo młodego wieku wykazuje niezwykłą dojrzałość.

10/10

środa, 22 lipca 2026

Marcin Faliński, Rafał Barnaś „Rewolta AI”

 


    Wiązałam z książką spore nadzieje, a tu przyszło spore rozczarowanie. Niby sporo jest fragmentów o sztucznej inteligencji, ale są to albo banalne informacje, znane każdemu, kto opanował obsługę chata GPT w stopniu podstawowym, albo nudne, niestrawne wypowiedzi, przypominające wykłady, których nikt nie jest w stanie słuchać. Niczego szczególnego się w tym zakresie nie dowiedziałam.

    Sylwetki głównych postaci są totalnie niewiarygodne i to pod każdym względem. Akcja wciąga średnio, jest niestety przewidywalna. Specjalistka od AI jest łatwowierna jak dziecko, a zapracowana do tego stopnia, że przekracza to ludzkie możliwości, nie znam nikogo, kto byłby w stanie tak długi czas tak harować. Jest niemal osaczona przez rosyjskich agentów, podobnie jej mąż, a nawet i ojciec, nie jest jednak w stanie żadnego z nich dostrzec. Aż dziwne, że wywiad reflektował na tak łatwowierną osobę. Czyta się tak sobie.

        Temat cybernetyki i sztucznej inteligencji w powieści skojarzył mi się ze świetną trylogią Jakuba Szamałka „Ukryta sieć”, o której pisałam już tutaj. „Rewolta AI” nie wytrzymuje porównania.

        Nie byłam w stanie znaleźć tu żadnej wartości dodanej, czegoś co wyniosłabym po lekturze, co zapamiętałabym na dłużej. Zygmunt Kałużyński powiedział kiedyś, że jeżeli w filmie jest chociaż jedna scena warta obejrzenia, czy która zmusiła do zastanowienia, to czas poświęcony na obejrzenie filmu nie był czasem straconym. W tej książce nie za bardzo widzę taką scenę, czy postać, która zmusiłaby do jakiejkolwiek refleksji. Być może Marcin Faliński, były agent wywiadu, ma wiedzę z tego zakresu, ale naprawdę nie każdy ma zdolności pisarskie.

2/10

środa, 15 lipca 2026

Mario Puzo „Ojciec chrzestny” – audiobook, superprodukcja, czyta zespół aktorów

 

        Sposób odczytania i muzyka są świetne. Nie jest to muzyka Nino Roty z filmu, ale naprawdę jest super. Mario Puzo nie pisał banalnych, prostych powieści, książka napisana jest tak, że mimo iż pewne fragmenty pamiętałam z filmu, tekst i tak mnie wciągał.

        „Ojciec chrzestny” mimo iż jest świetnie napisany, nie będzie moją ulubioną książką. Nie ma tu ani jednego pozytywnego bohatera, opisywany świat budzi odrazę, jest pełen przemocy, korupcji, obsesji seksu. Jest to świat nieprawdziwy. Co do poszczególnych sylwetek osób, to nie mogę zarzucić Mario Puzo fałszu czy banału. Istnieją tacy ludzie, jakich opisał, ale świat nie składa się tylko z ludzi złych.

        Don Corleone wzbudzał moją szczególną antypatię, był mordercą oszustem, a uczucia wykazywał jedynie w odniesieniu do najbliższej rodziny. Zlecał zabójstwa nie tylko ludzi, kazał zabić też przepięknego, młodego konia. W wielu filmach czy serialach mafiosi wykreowani przez twórców na miłych, niemal nieszkodliwych facetów, potrafią wzbudzić u widza ciepłe uczucia, np. Tony Soprano, w tym przypadku tak nie było.

    Można za to niewątpliwie podziwiać intelekt dona Corleone, intelektu tego używał głównie do tego, aby jak najwięcej zarobić, oszukać, skorumpować jak najwięcej osób i umocnić swoja władzę. Nie ulegał emocjom, każdy jego ruch był starannie wyreżyserowany i przemyślany, nawet w sytuacjach nagłych kierowanie się rozumem było już dla niego odruchem. Ważny był też fałsz, nie mógł nikomu zdradzać się z planami. Miał ustalone priorytety i ich się trzymał. Nie bez znaczenia był tutaj fakt, że zaczynając wszystko od zera, musiał wykazać się olbrzymim sprytem i determinacją, nie był dzieckiem, któremu rodzice wszystko załatwiali i kupowali, co chciał.

7/10



wtorek, 7 lipca 2026

Marta Kisiel „Dożywocie” – audiobook, czyta Hanna Chojnacka

 

        Literatura humorystyczna, seriale komediowe, spektakle czy filmy tego typu, mają do siebie to, że jednych śmieszą bardzo, innych mniej, niektórych wcale. Często jest tak, że komedia, która podoba się osobie X, nie podoba się osobie Y, i odwrotnie, inna komedia, która spodoba się Y, może X się nie spodobać. Jedni lubią morze, drudzy góry i to chyba działa na tej zasadzie. Największym walorem książek Marty Kisiel jest właśnie humor. Dawno temu przeczytałam jej „Nomen omen” i z perspektywy czasu oceniam go nie najgorzej. „Dożywocie” też nie jest najgorsze. Z godziny na godzinę słuchania można coraz bardziej przyzwyczaić się do tego typu narracji i się w nią wciągnąć, aczkolwiek na początku wszystko brzmi dość dziwacznie. Z uwagi na specyfikę, każdy jeśli tylko ma ochotę, powinien sam spróbować poczytać czy posłuchać bez gwarancji, czy mu się spodoba.

Książka napisana jest w bardzo, ale to bardzo prostym stylu. Młody chłopak, Konrad Romańczuk, odziedziczył stary dom, w którym, jak się okazało już w późniejszym terminie, mieszkała grupa istot z innego wymiaru, anioł, duch samobójcy, utopce, później driada itp. Te zabawne sytuacje są głównie z ich udziałem. Te postacie są też jednocześnie symbolami zachowań, jakie prezentują różne osoby w każdym społeczeństwie .

Jak dla mnie najbardziej udany był duch samobójcy, który zabił się z miłości, czyli panicz Szczęsny. Romańczuk i inni, plus różne zbiegi okoliczności, pokazują mu absurd takiego posunięcia. Pławienie się w nieszczęściu, wieczne rozpamiętywanie nieszczęśliwej miłości, idealizowanie obiektu uczuć, jest wyśmiane na wszelkie możliwe sposoby, ale kulturalnie i właśnie z humorem. A jednym z najskuteczniejszych sposobów na „wyleczenie” jest pojawienie się nowego obiekt uczuć. Utopiec, który według mitologii słowiańskiej, jest czymś bezwzględnie złym, tutaj dał się oswoić i stał się całkiem fajnym domownikiem.

Dla poprawy humoru i rozluźnienia książka jest w sam raz.

7/10  

czwartek, 2 lipca 2026

Ewa Woydyłło „W zgodzie ze sobą”

 

            Jak dla mnie ta książka, jest zbiorem odrębnych tekstów, dość luźno powiązanych ze sobą. Jeden rozdział, czyli kilka stron, dla mnie był wyjątkowo humorystyczny, autorka omawiała tam cechy osoby dojrzałej i zdrowej psychicznie. Przez całe swoje życie nigdy nie spotkałam kogoś, kto miałby wszystkie te cechy. Woydyłło też podkreśla, że każdy człowiek ma potencjał zmiany, to nie jest tak, że czegoś się nie da się w kimś zmienić, bo taki jest. „Psychologia pomaga w przemianie kryzysów w szanse, a problemów w zadania”.

    Zmienić mogą się nawet neurotycy. „Prawdziwy neurotyk przedziera się przez życie zalękniony, przestraszony, a nawet przerażony. Boi się ryzyka, wszystkiego, co nieznane i niepewne, boi się niebezpieczeństw i wszędzie ich wypatruje. Boi się bólu, choroby, a przede wszystkim tego, że mu coś się stanie, że nie wytrzyma”.

        Jeden z najciekawszych rozdziałów był o odporności psychicznej, przez E. Woydyłło zatytułowany dość dziwnie „Sprężystość emocjonalna”. Mam kolegę, który jest wyjątkowo odporny psychicznie, w pracy dostaje zawsze najcięższe zadania, niejednokrotnie takie, że ktoś inny na jego miejscu załamałby się. Jest zadowolony z życia, jest biegaczem, ultramaratończykiem. Przypuszczałam, że ta siła psychiczna może wynikać m. in. z uprawiania sportu. Gdy go pytałam, skąd się to bierze, powiedział mi, że nie wie. Z książki wynika, że ta cecha nie jest wrodzona, że można ją sobie wyrobić. „Nie pochodzi z zewnątrz. Wytwarzamy ją sami, a jej niezwykłość polega na tym, że wyzwalamy ją w sobie w obliczu wyzwań, trudności i przeszkód”. Czyli gdy chcemy być odporni psychicznie, nie powinniśmy uciekać od wyzwań, tylko wręcz przeciwnie, powinniśmy je podejmować. Jeśli ktoś ucieka od wyzwań, będzie słaby. I to się doskonale sprawdza w przypadku tego mojego kolegi, to chyba rzeczywiście jest klucz do jego odporności psychicznej.

            Ciekawym zagadnieniem są cierpiętnicy, znam jedną taką osobę. Każdy chyba zna kogoś takiego. Są to osoby nieszczęśliwe, wiecznie niezadowolone, z masą pretensji do świata, uważające się za szczególnie pokrzywdzone przez los, pomimo tego, że wiele innych osób spotkało to samo, co i tego cierpiętnika. Zdaniem autorki w wielu wypadkach, nie we wszystkich oczywiście, jest to prostu wybór tej osoby i żadne perswazje otoczenia niczego tu nie zmienią.

            Naprawdę godne polecenia.

8/10

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Natalie Jenner „Towarzystwo Jane Austen”

 


    Książka jest nieco grafomańska i przewidywalna co do zakończenia, a na dodatek wcale nie czyta się jej lekko, bo mimo prostego języka jest nudnawa. Żaden ze współczesnych wątków mnie nie wciągnął. Ale nie mogę ocenić jej tylko negatywnie. Wartością są liczne nawiązania do Jane Austen i analogie sytuacji, w jakich znajdowali się bohaterowie Austen, a założyciele Towarzystwa Jane Austen z lat 40-tych. Mimo wszystko można jeszcze głębiej zrozumieć twórczość Austen .

        Zaraz po II wojnie mieszkańcy miejscowości, gdzie ostatnie 10 lat życia mieszkała Austen, założyli stowarzyszenie, aby ocalić pamiątki po pisarce. Na uwagę zasługują ich rozmowy o powieściach Austen. Przykładowo wszyscy lubią tylko tych bohaterów, którzy popełniają życiowe błędy, kryją w sobie sprzeczności, zachowują się niekiedy irracjonalnie, czyli są po prostu tacy, jak większość z nas. Ci ułożeni i jednoznaczni nie mają fanów. Ale takich ułożonych postaci, które niczego nie żałują, nie mają wątpliwości, które zawsze wiedzą, czego chcą, u Jane Austen nie ma wiele, ona naprawdę znała życie. Potem dla opisywanych osób problematyczne jest, jak wyjść z tych kłopotów, w które w pewnym stopniu sami się wpakowali, każdy też to zapewne zna z autopsji.

        Mimo upływu wielu lat od śmierci Austen, doskonale widać, że jej twórczość się nie zdezaktualizowała, że jej miłośnicy z lat 40-tych przeżywają podobne problemy, jak i bohaterowie jej książek. Większość tych założycieli przeżywała trudne chwile. Przykładowo jedna z założycielek stowarzyszenia była w żałobie i miała podjąć bardzo ważną decyzję. Bohaterka „Perswazji” będąc w żałobie, odrzuciła oświadczyny jedynego mężczyzny, jakiego kochała. Widać więc, że najlepiej w takim czasie nie podejmować żadnych kluczowych decyzji, o ile tylko jest to możliwe, bo nawet gdy komuś się wydaje, że myśli wówczas racjonalnie, to nie do końca tak jest.

6/10

środa, 24 czerwca 2026

Artur Oppman „Legendy warszawskie” – audiobook, czyta Wojciech Adamczyk

 

        Oppman pseudonim „Or-Ot” był poetą, legionistą, miłośnikiem Warszawy. Do jego czasów legendy związane z Warszawą były przekazywane tylko ustnie, jak w pradawnych czasach. On je zebrał, teraz są już narodowym dziedzictwem. Jest tu legenda o Syrence, o złotej kaczce, o Bazyliszku i in. mniej znane. Audiobook jest naprawdę króciutki. Każdy coś słyszał i o Syrence i o Bazyliszku, a naprawdę warto posłuchać całej historii. Można się dowiedzieć, gdzie konkretnie według legendy żył Bazyliszek, gdzie było jezioro ze złota kaczką. Bazyliszek „żył” niedaleko Rynku Starego Miasta Warszawy, w piwnicach jednej z kamienic przy Krzywym Kole, stosunkowo blisko restauracji „Bazyliszek”.

         Słuchając, mimochodem można też dowiedzieć się co nieco o historii. Przykładowo gdy Warszawa nie była stolicą, rządził nią książę, który rezydował na zamku w Czersku. Tam właśnie miejscowy rybak chciał zawieźć złapaną Syrenę.

        Można też sobie uzmysłowić, jakie wartości były ważne dla społeczności dawno temu, są one uniwersalne. A więc była to odwaga, prawdomówność, pracowitość, szczodrość, spryt, umiejętność podejmowania ryzyka i podobne. Ten spryt mnie dosyć zastanowił, bez niego nie można byłoby zabić Bazyliszka. To nie jest tak, że umiemy tylko walczyć o stracone sprawy i ginąć. Kiedy trzeba, potrafimy też być przebiegli, dobrze że każdy kto słucha legendy o Bazyliszku, szczególnie dziecko, to zrozumie. Właśnie takie były pozytywne postacie z legend. Byli też i źli bohaterowie, ale ich spotykała zasłużona kara.

8/10



niedziela, 21 czerwca 2026

Leszek Herman „Bursztynowa” – audiobook, czyta Mikołaj Krawczyk

 

        Wielkim atutem Leszka Hermana jest to, że potrafi pisać szalenie wciągająco. W tym przypadku z treścią, w szczególności tą wartościową treścią, było już gorzej. Znaczną część książki zajmują opisy współczesnych, absurdalnych perypetii Anglika Carleya i jego znajomych, zaś wątki historyczne, związane z Pomorzem Zachodnim, stanowią mniejszość. A że słucham książek Hermana głównie dla tych aspektów historycznych i relaksacyjnych, to było to mocno męczące.

        Wątek historyczny rozgrywa się na wyspie Uznam w XVII wieku, kiedy rządzili tam książęta pomorscy, Gryfici i Bogusław XIV, ostatni z rodu. Trwała wojna 30 – letnia, panowała skrajna bieda. Tereny Pomorza Zachodniego stale grabiły i niszczyły różne wojska, głównie wojska cesarza, realnym zagrożeniem byli też Szwedzi. Ludzie bardziej wykształceni spodziewali się, że Szwedzi mogą zająć te ziemie, co rzeczywiście później nastąpiło. Opisy nędzy i głodu są mocno sugestywne, tak samo jak i opisy szukania przez ludność winnych zaistniałej sytuacji. Tymi „winnymi” okazywały się młode dziewczyny, na które rzucano podejrzenia o czary, niejednokrotnie potem były wytaczane im procesy, a potem często palono je na stosie. Dość ciekawie ukazane są przesłanki, jakimi kierowała się ludność, rzucając podejrzenia o czary na tą, a nie inną osobę. Niezbyt dobrze postrzegane były piękne, młode dziewczyny, zazdrość i zawiść starszych kobiet robiły tu swoje. Gdy któraś dziewczyna żyła nieco odbiegająco od standardu, proces o czary stawał się mocno prawdopodobny. Gdy któraś odrzuciła zaloty niechcianego przez nią mężczyzny, ten z zemsty też mógł jej mocno zaszkodzić.

        Jeśli ktoś chciałby przeczytać tą książkę ze względu na wątki historyczne, to chyba sensowniej byłoby, gdyby poczytał coś chociażby w internecie, nie ma potrzeby, aby tracić kilkanaście godzin.

6/10