czwartek, 20 sierpnia 2026

Piotr Zychowicz „Ukraińcy”

 

        Jestem wielką fanką książek Zychowicza, w swoich seriach dotyczących różnych narodów, jak np. „Angole”, „Sowieci” skupia się on głównie na faktach. W innych jego książkach jest zdecydowanie więcej rozważań, szalenie interesujących zresztą, w stylu co by było gdyby, jest też sporo ocen określonych posunięć politycznych.

        Relacje z Ukrainą są najbardziej skomplikowanymi naszymi relacjami nie tylko w odniesieniu do naszych sąsiadów, ale w ogóle w odniesieniu do wszystkich innych państw w naszej historii. Rachunek krzywd i przewin każdej ze stron jest szalenie obszerny. Wyliczanie, kto i kiedy bardziej zawinił, nie ma sensu. Zychowicz we wszystkich chyba książkach zwraca uwagę na zasadnicze kwestie w naszych możliwościach geopolitycznych. Nie są to jakieś szczególnie odkrywcze myśli, ale nie każdy chyba ma tego świadomość, szczególnie dzisiaj. Gdy nie było niepodległej Ukrainy możliwe były 3 warianty relacji politycznych z sąsiadami.

  1. My z Niemcami p-ko Rosji

  2. My z Rosją p-ko Niemcom

  3. Rosja z Niemcami p-ko nam.

Od kiedy jest Ukraina, nasza sytuacja jest nieporównywalnie lepsza.

        Możliwości jest już więcej, o tym jakie są dla korzyści z istnienia Ukrainy, osobom zdroworozsądkowo myślącym nie ma sensu tłumaczyć. Oczywiste jest, że Rosja od zawsze była naszym wrogiem i w tej materii nic się nie zmieni, bo imperialna polityka i zbrodniczy charakter leży w DNA tego państwa. Dobre relacje z Ukrainą są dla nas niezmiernie ważne, co oczywiście nie oznacza, że mamy przyjmować wobec Ukrainy służalczą postawę.

        Zychowicz wskazuje, jak olbrzymie szanse dawała i daje nam obecność Ukrainy, dawniej Rusi, i jak nie potrafiliśmy tego wykorzystać i dla dobra naszego i ukraińskiego, a na niekorzyść Moskwy. Klasycznym przykładem jest Ugoda Hadziacka z 1658, dzięki której z Rzeczpospolitej Obojga Narodów, mieliśmy się stać Rzeczpospolitą Trojga Narodów, czyli my + Litwa + Ruś czyli obecna Ukraina. Gdybyśmy potrafili dotrzymać jej postanowień, być może nasze losy w szczególności w aspekcie rozbiorów, potoczyłyby się inaczej.

        W „Ukraińcach” Zychowicz ponadto opisuje kluczowe dla Polski i Ukrainy fragmenty dziejów, część wydarzeń jest szeroko znana, jak np. ludobójstwo na Wołyniu, Wielki Głód na Ukrainie, ale opisuje on mniej znane aspekty. W przypadku wielkiego Głodu zwraca uwagę na np. totalną bierność polskiego rządu, który o tej sytuacji był doskonale poinformowany. Nie nagłośniono tej sprawy, nie podjęto nawet akcji pomocy obywatelom polskim, polskie konsulaty na terenie ZSRR negatywnie rozpoznawały wnioski o wizy, zmieniło się to dopiero już w ostatniej fazie dramatu. Co gorsze, hamowano wszelkie ruchy pomocowe oddolne, inicjowane przez Ukraińców, zamieszkujących na terenie Polski. Wynikało to wszystko z tego, że Polska z ZSRR podpisała w 1932r. Pakt o nieagresji i nie chciała zadrażniać relacji, naiwnie wierząc, że ZSRR dotrzyma postanowień tego paktu, gdy my będziemy cicho siedzieć.

        Jest też opisanych sporo takich wydarzeń, które nie są szeroko znane. Generalnie, u nas są powszechnie znane te dzieje, gdy my byliśmy pokrzywdzeni, gdy było odwrotnie, to jakoś mało się o tym mówi. Są też wskazywane zjawiska, które uwidaczniają potworną zawiłość i złożoność tych polsko – ukraińskich relacji.

Przykładowo działania naszego aparatu państwowego w Dwudziestoleciu Międzywojennym w odniesieniu do Ukraińców są określone jako polonizacja Wołynia. Przypominało to metody stosowane przez Krzyżaków wobec Polaków wieki wcześniej. Jest mowa o tzw. instriebitielnych batalionach, czyli grupach szturmowych NKWD, do których wstąpiła w 1944 r. i 1945r. spora grupa Polaków, do około 30 000, m. in z AK. Dotyczyło to terenów Wołynia, województwa lwowskiego, stanisławowskiego i tarnopolskiego wstąpiło do tych batalionów. Wynikało to z tego, że chcieli walczyć z Upowcami, nie chcieli zostać przez nich zarżnięci.

Podjętych jest też cała masa innych wątków, enumeratywne wymienienie ich wszystkich nie jest możliwe. Myślę, że każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie, coś o czym nie wiedział, lub coś, co pamiętał niedokładnie.

9/10