środa, 27 maja 2026

Grzegorz Piątek „Łazienki Królewskie. Przewodnik po historii i architekturze”

 

        W wielu miejscach tekst jest wręcz fascynujący. Grzegorz Piątek nie ograniczył się na szczęście tylko do suchego opisu Łazienek, wywody składające się z samych dat i faktów są ciężkie do czytania i trudno przyswajalne. Jest to trochę truizm, ale naprawdę warto poszerzać wiedzę nawet o tych miejscach, o których niby to dużo wiemy. W Łazienkach byłam naprawdę wiele razy, wydawało mi się, że w każdym zakamarku, a tu się okazało, że na ich terenie jest budynek, którego nigdy nie widziałam, o którym nic nie wiedziałam, a mianowicie Świątynia Egipska.

    Sporo jest ciekawostek. Łazienki przez jakiś czas stanowiły własność rosyjskich carów, w Belwederze, tuż przy Łazienkach, na stałe mieszkał namiestnik cara. Pomijając wszystkie inne oczywiste i nie wymagające komentarza bulwersujące aspekty rozbiorów Polski i ich zbrodnicze skutki, Łazienkom paradoksalnie, ten carski patronat wyszedł na dobre. Były wyjątkowo zadbane, ani o dewastacjach ani o np. podziale parku na mniejsze parcele i ich odsprzedaży nie było mowy. Podobnie było za okupacji niemieckiej podczas II wojny, również brzmi to obrazoburczo, ale taka jest prawda. Najgorszy moment dla parku nastąpił z chwilą wycofania się Niemców i wkroczenia Rosjan. Warszawiacy zaczęli wycinać drzewa, bo potrzebowali opału. Żołnierze dla zabawy wrzucali granaty do stawu. Zniszczona została ¼ wiekowego drzewostanu.

Innym paradoksem jest chociażby słynny pomnik Chopina, pod którym odbywają się latem koncerty chopinowskie. Postawiony został w 1926r. w tym samym miejscu, co stoi teraz, naprzeciwko głównego wejścia. 100 lat temu wzbudził powszechną krytykę, nie podobał się i nie można było przewidzieć, że stanie się jednym z najsłynniejszych pomników w Polsce i symbolem polskości.

Godny zapamiętania jest też gigantyczny wkład intelektualny i finansowy i olbrzymie zaangażowanie naszego ostatniego króla, Stanisława Augusta Poniatowskiego. Szalenie dbał o Łazienki, to dzięki niemu w ogóle one istnieją. Gdyby nie on, nie miałyby takiego kształtu, nie byłoby w nich tylu tak pięknych budowli czy rzeźb. Będąc już w Rosji po abdykacji, pytał w listach o Łazienki, czy są już liście na drzewach, wydawał dyspozycje co dalszych upiększeń. Chciał być w nich pochowany.

W książce jest oczywiście dużo więcej różnego rodzaju ciekawostek.

8/10

piątek, 22 maja 2026

Maryla Szymiczkowa „Seans w Domu Egipskim” tom III cyklu z profesorową Szczupaczyńską

 

        Im więc książek z cyklu z profesorową Szczupaczyńską czytam, tym bardziej mi się ten cykl podoba. Ma tylko jedną wadę, książki te czyta się je wolniej niż zwykłe kryminały czy thillery. Poza tym natomiast wszystko jest super.

W tym przypadku jest mocne nawiązanie do Agaty Christie, bowiem doszło do zgonu jednej osoby w trakcie sensu spirytystycznego, a seans odbywał się w stosunkowo wąskim gronie, sprawcą musiał być ktoś z uczestników seansu. Nie ma przemocy, jest za to psychologia, bo profesorowa Szczupaczyńska obserwuje ludzi, analizuje ich zachowania i szuka w ten sposób sprawcy.

        Fenomenalnie odtworzone są realia epoki, robione to jest w taki sposób, że zawsze można odnieść pewne rozważania do współczesności. W tym przypadku Szymiczkowa poznaje nowych twórców kultury, np. Przybyszewskiego czy Wyspiańskiego. Na Wyspiańskiego ówczesne krakowskie salony patrzyły z politowaniem, nikomu jego malarstwo się nie podobało, a poza tym zdaniem salonowych bywalców wielcy malarze już byli kiedyś, a nie teraz, a Wyspiański według nich nawet nie mógł się do nich porównywać. Bardzo znany stał się w tamtym czasie obraz Muncha „Krzyk”, który też nikomu się nie podobał. Powszechne było narzekanie na sztukę współczesną, czyli tą z przełomu wieku XIX i XX.

        Obserwacje psychologiczne profesorowej też są bardzo ciekawe. Zastanawiała się np. nad relacją nastoletniej dziewczynki z macochą. W tym przypadku nie było nic przypominającego bajki o złej macosze i gnębionej pasierbicy. Dziewczynka okazała się równie koszmarna pod względem zachowania, manipulacji itp., jak i macocha. Inny frapujący układ to przyjaźń dwóch naukowców, z których jeden w imię przyjaźni trochę poświęcił karierę naukową, rezygnując z lukratywnej propozycji wyjazdu za granicę i godził się na rolę tego nieco gorszego. Czy w ogóle można mówić o przyjaźni w takim przypadku, gdy jeden jest postrzegany niesłusznie jako ten lepszy, mądrzejszy, a drugi również niesłusznie jako gorszy?

8/10

czwartek, 14 maja 2026

Agata Christie „ABC” – audiobook, czyta Danuta Stenka

 

        Książka jest świetnie napisana i świetnie odczytana, szalenie wciąga czytelnika w wir akcji. Królowa Kryminału jak zawsze zwraca uwagę na psychologię. I jak zawsze udowadnia, że była wyśmienitą obserwatorką ludzkich charakterów.

    „A.B.C.” jest nietypowe dla całej twórczości Christie, bo tutaj jest tylko jeden podejrzany, wszystkie dowody i poszlaki wskazują tylko na jednego, konkretnego mężczyznę. Wydaje się, że nie ma możliwości, aby zabójstwa dokonane zostały przez kogoś innego. Sprawa wygląda na oczywistą. Ale nie ma jednocześnie bezpośredniego, niepodważalnego dowodu, wskazującego na tego domniemanego sprawcę. Czytając, czy słuchając książki, nie można niczego wykluczyć. Skoro wszystkie dowody wskazują na jedną osobę, z jednej strony można przypuszczać, że to raczej nie będzie ta osoba, bo byłoby to za proste. Z drugiej strony trzeba wziąć pod uwagę, że Christie zastosowała już kiedyś w innej powieści taki manewr, że sprawca specjalnie podłożył niby to oczywiste dowody, wskazujące na siebie , oraz subtelne, wymagające większej wnikliwości, wskazujące na inną osobę. Zrobił to oczywiście po to, aby szybko te „oczywiste” dowody zostały obalone i aby znalazł się poza podejrzeniami.

Czytając Christie, wiedząc, że u niej nic nie jest proste, czytelnik będzie kwestionował i zebrane dowody i zdanie policji i ogółu, będzie „szedł pod prąd” różnym opiniom i będzie starał się wyrobić swoje własne zdanie. Christie właśnie tak musiała zachowywać się w kontaktach z ludźmi, nie tylko gdy pisała książki. Nie wyobrażam sobie tego, że w zwykłych relacjach międzyludzkich wykazywałaby łatwowierność, a wnikliwość opisywałaby tylko w książkach. Wszak i Herkules Poirot i panna Marple z obserwowania ludzi uczynili swoje hobby, a osiągnęli w nim mistrzostwo. W „A.B.C.” mamy Herkulesa. Nie skupiał się na sobie i swoich sprawach, zwracał uwagę na innych, na to, co i jak mówią, jak się zachowują, jakie mogą mieć ukryte motywy swojego zachowania. Analizował.

8/10 

wtorek, 12 maja 2026

Andrzej Nowak „Dzieje Polski. 1572-1563. Imperium Rzeczypospolitej.” Tom 5

 

        Jak zwykle prof. Nowak pisze na tyle intrygująco, że momentami książkę czyta się tak jak powieść. W poprzednich tomach w większości się z nim zgadzałam, teraz różnic co do oceny pewnych wydarzeń czy zjawisk było już więcej. Nie mam jednak żadnych wątpliwości co do tego, że bez względu na to, jakie ktoś ma poglądy polityczne i poglądy na naszą przeszłość, jeśli tylko interesuje się historią, to koniecznie powinien po „Dzieje Polski”. To spojrzenie na historię z zupełnie innego punktu widzenia niż ten, który jest z reguły przyjmowany, co zmusza do myślenia. Co więcej, to właśnie ta lektura pomaga zrozumieć współczesność, w tym chociażby to, dlaczego np. tak strasznie trudno jest w naszym wygrać wybory prezydenckie kandydatowi, który powszechnie utożsamiany jest z tzw. elitami społecznymi.

        Przy okazji poprzednich tomów wskazywałam na to, czym różni się spojrzenie prof. Nowaka na naszą historię od punktów widzenia innych historyków. Doszedł teraz kolejny wyróżnik. Prof. Nowak zwraca uwagę na coraz wyrazistszy już nawet w XVI wieku rozdźwięk pomiędzy tzw. elitami a społeczeństwem. I uwypukla te fakty, które świadczą o oderwaniu elit od realiów zwykłego życia i skupianiu się na prywacie, a nie na interesie państwa i społeczeństwie. W opisywanym okresie brak zaufania pomiędzy najbogatszą warstwą społeczeństwa a innymi warstwami coraz bardziej się pogłębiał. Jest to oczywiście pewne uogólnienie, od każdej reguły są wyjątki. Najbogatsza polska szlachta najprawdopodobniej wzorowała się na litewskich magnatach, którzy w zdecydowanej większości w ogóle nie brali pod uwagę w swoich poczynaniach interesu państwa, skupiali się tylko na zdobywaniu coraz większych bogactw i wpływów. Wraz z unią polsko – litewską z 1569 r. proces ten postępował.



I to właśnie postawę magnaterii, czyli elit, prof. Nowak uważa za najgroźniejszą dla naszego kraju i analizując wydarzenia z XVI i XVII wieku już sygnalizuje, że to właśnie ta kwestia stał się w późniejszym czasie przyczyną upadku Polski. W tym tomie są oczywiście liczne przykłady, w tym również mocno kontrowersyjne, jak chociażby Jan Zamoyski, który za Stefana Batorego skupiał w swoim ręku najważniejsze urzędy w państwie. Analizując jego decyzje i poczynania prof. Nowak udowadnia, że były one z reguły właśnie szkodliwe dla państwa. Przeciwnego zdania był chociażby Paweł Jasienica, który Zamoyskiego uważał za męża stanu i ubolewał, że nie został on królem. To Zamoyski stał za decyzją o ścięciu szlachcica Samuela Zborowskiego, którego prof. Nowak uważa za patriotę, zaś Jasienica za szkodliwego warchoła. Egzekucja Zborowskiego odbiła się wyjątkowo szerokim echem po kraju, a skrajnie negatywny oddźwięk społeczny uniemożliwił Zamoyskiemu start w elekcji. Ten brak społecznego słuchu już kilka stuleci temu był dla wyższych warstw charakterystyczny. Ściętego Samuela Zborowskiego uwiecznił Juliusz Słowacki, ukazując go w wyjątkowo pozytywnym świetle, niemal jako męczennika. Wygląda na to, że od wieków w naszym narodzie tkwi olbrzymia nieufność do elit, ocierająca się nawet o nienawiść.

Zaskakujące są analizy autora dotyczące tego, czy szlachta z omawianego okresu rzeczywiście stanowiła grupę niewykształconych prostaków, dbających tylko o swój interes, jak się powszechnie uważa. Większość historyków stoi na stanowisku, że to degeneracja szlachty, jej nieuctwo, warcholstwo, prywata, uniemożliwianie przez nią królowi realizacji politycznych planów, doprowadziło do rozbiorów. Taki pogląd prezentuje chociażby Jasienica, jako pierwsze przykłady anarchii wskazuje Artykuły Henrykowskie i Pacta Conventa.

Prof. Nowak dokładne analizuje artykuły henrykowskie i pacta conventa i udowadnia, że wcale nie świadczą ani o warcholstwie szlachty, ani nieuctwie, ani o niczym podobnym. Owszem, ograniczały one władzę króla, ale ograniczały na rzecz sejmu, czyli przedstawicieli społeczeństwa. Dzięki postawie szlachty nigdy nie było u nas władzy absolutnej. Posłowie raczej nie chcieli dawać Zygmuntowi III Wazie pieniędzy na wojny toczone poza naszym terytorium, chyba że najlepszym wyjściem w obliczu narastającego zagrożenia był atak uprzedzający napaść. Zygmunt III Waza miał lekkie zakusy na politykę imperialną, dzięki problemom z kasą, które zawdzięczał szlachcie, musiał się ograniczać. Ta postawa szlachty nie była więc taka zła, jak się powszechnie uważa. Podkreślam, że są to tezy kontrowersyjne, w trakcie lektury każdy może kształtować własne stanowisko na ten temat.

10/10 

poniedziałek, 4 maja 2026

Leszek Herman „Wrak Albionu” – audiobook, czyta Mikołaj Krawczyk

 

Pisałam już kilkakrotnie o Leszku Hermanie, raczej w pozytywnym kontekście. Obawiam się, że może się to zmienić. Autor w posłowiu poinformował, że zamierza podwoić ilość pisanych książek i odtąd chce wyrobić normę dwóch książek rocznie. Trudno sobie wyobrazić aby ktoś, kto nastawia się na pracę jak na taśmie w fabryce, mógł napisać coś naprawdę wartościowego. Już w tym tomie widać, że wątki historyczne są słabsze od współczesnych. Do pisania o lokalnej historii potrzebny jest research, który wymaga czasu.

Tym razem wydarzenia i współczesne i historyczne z pierwszej połowy XIX wieku rozgrywają się głównie w Szkocji. Kwestie historyczne są skupione na zatonięciu tytułowego „Albionu”, potem na ratowaniu rozbitków przez miejscowych arystokratów, a następnie rozwijany jest wątek damsko – męski. Jeden z rozbitków to Polak, płynący z misja od księżnej Czartoryskiej, wiozący polskie klejnoty ze skarbca królewskiego. Tym razem o historii Pomorza Zachodniego prawie nic nie ma.

Wątki współczesne są z kolei mocno wciągające, bohaterowie cyklu nurkują na wrak „Albionu”. Jest sporo o Szkocji, o miejscowych rodach, zamieszkujących od pokoleń w rodowych siedzibach, o życiu w bliskości morza. Tak jak w Australii niemal wszyscy pływają tam, żeglują, a nawet i nurkują. Są nawiązania do różnych niebezpiecznych substancji, zatopionych w Bałtyku podczas II wojny i związanych z tym niebezpieczeństw. Pojawia się też kwestia mutacji genetycznych stworzeń, żyjących w pobliżu skażonego dna morskiego. Są też podjęte kwestie zmian klimatycznych.

Słucha się z zainteresowaniem, aczkolwiek w tym przypadku jest wyraźna przewaga treści, będących fantazją autora. Książka jest bardziej dla miłośników wartkiej akcji i sensacji, niż dla miłośników historii. Ale relaks jest gwarantowany.

7/10