Śmielak wyjątkowo sugestywnie odtworzył realia życia w PRL w latach 70-tych w wiosce odciętej od świata i realia zimy stulecia 1978/1979r. „Osadę” czyta się świetnie, wręcz się ją chłonie. Ciężko jest jednak w tym wszystkim znaleźć coś głębszego. Zakończenie jest zaskakujące, ale nieprzekonujące, nierealne.
Wchodzimy do malutkiej, górskiej, sudeckiej wioski, gdzie brak jest telefonu, prądu, brak możliwości wydostania się na zewnątrz, sceneria robi wrażenie upiornej. Do najbliższej innej miejscowości jest daleko, a w wiosce tej poza domostwami rolników nie ma niczego innego, nawet sklepu czy kościoła. Życie jest szalenie ciężkie, w tamtych czasach samochód był rzadkością, znaczna część dróg nie była wyasfaltowana. Warunki życia w tym miejscu wówczas, czyli zaledwie 50 lat temu, aż tak bardzo nie różniły się od średniowiecza. Dla samego tego opisu warto książkę przeczytać.
Są nawiązania do przymusowych wysiedleń powojennych, czyli Akcji Wisła, mieszkańcy opisywanej sudeckiej osady zostali tam przesiedleni z okolic Biłgoraja. Zamieszkali w porządnych, poniemieckich domach, w których zostawiono wszelkie możliwe sprzęty. Czytałam trochę o Akcji Wisła, taki obrót sprawy był według mnie był mało prawdopodobny. Mieszkańcy poszczególnych miejscowości z reguły byli rozdzielani. Chodziło o złamanie ludzi i zniszczenie lokalnych więzi. Przesiedleńcy traktowani byli jak wrogowie nowego ustroju i przestępcy, nie dostawali gotowych, pięknych, poniemieckich domów, takie domy dostawali ochotnicy, którzy z własnej woli przejeżdżali na tzw. ziemie odzyskane. Przesiedleńcy z reguły dostawali najgorsze, zniszczone domostwa.
Słyszałam, że cykl sandomierski Śmielaka, z licznymi nawiązaniami do dawnych czasów i historii miasta, jest świetny, dam mu więc jeszcze jedna szansę.
7/10