Ryszard Ćwirlej fenomenalnie opisuje czas dwudziestolecia międzywojennego, w tym przypadku również początku wojny. Wydarzenia szalenie wciągają, każdej książki można słuchać bez względu na to, czy ktoś zna poprzednie tomy cyklu, czy nie. Adam Cywka wspaniale sobie poradził z odczytaniem, słuchając, można odnieść wrażenie, jakby raz mówiła np. rzeczywista niemiecka hrabina, albo innym razem dla odmiany miejscowy złodziej.
Opisywana historia jest trochę z pogranicza kryminału i gry wywiadów. Rzecz rozpoczyna się w 1938r. Zawsze czytając, czy słuchając książek Ćwirleja, ma się wrażenie pewnego bardzo bliskiego kontaktu z osobami o takiej mentalności, z którymi w innych okolicznościach spotkać się nie można. Nie chodzi tu tylko o to, że bohaterowie Ćwirleja żyli w innych czasach. Prezentowali oni takie typy osobowości, które są ponadczasowe. Przykładem takim jest brawurowy złodziejaszek, Tolek Grubiński, współpracujący i z polską policją i z polskim wywiadem. Można poznać jego system wartości i inne cechy, stanowiące zadziwiającą mieszankę dobra i zła, odwagi, chytrości, cwaniactwa, swoistego rodzaju lojalności wobec kraju, żony i dzieci.
Czymś całkowicie unikanym jest opis ludności, zamieszkującej w tamtym czasie Poznań i teren Wielkopolski. To totalna mieszanina polskości i niemieckości. Większość ludzi bez względu na wykształcenie potrafiła porozumieć się i w j. polskim i niemieckim. Zawsze zadziwiała mnie Wielkopolska, tu jest opisany przymus wykształcenia. W okresie zaborów Niemcy traktowali Wielkopolskę jako swój kraj, posyłanie dzieci do szkoły było do pewnego wieku dziecka obowiązkowe. Pożytki z wykształcenia są oczywiste i nie zamierzam się nad tym rozwodzić. Po skończeniu szkoły dzieci miały zdecydowanie większą szanse na normalną pracę, znajomość języka niemieckiego była do tego nieodzowna, Polacy dzięki wykształceniu nie musieli być tylko dołami społecznymi. Skończenie niemieckiej szkoły nie oznaczało wynarodowienia, gdyby tak to działało, nie byłoby udanego powstania wielkopolskiego w 1918-1919r. Kluczowa była tu kwestia wychowania w domu, potem ewentualne małżeństwo.
Gloryfikowana jest w naszej historii sytuacja dzieci z Wrześni z 1901-1902 r. i ich bunt i ich rodziców przeciwko germanizacji, głównie p-ko nauce religii w j. niemieckim. Ćwirlej o tym nie wspomina, ale skojarzenia same się nasuwają. Jest właśnie druga strona medalu, czyli Polacy po skończeniu niemieckiej szkoły, mający szersze horyzonty intelektualne, szanse na wyższe wykształcenie, na normalną pracę. A po wybuchu II wojny, znajomość j. niemieckiego stała się już niekiedy sprawą życia i śmierci. To dzięki skończeniu niemieckich szkół i perfekcyjnej znajomości j. niemieckiego komisarz Fischer, czyli główna postać cyklu, mógł współpracować z polskim wywiadem i rozpracowywać Niemców. Mógł dzięki temu myśleć o tym, aby w czasie wojny wejść w szeregi wywiadu niemieckiego i zdobywać informacje dla Polski. Pragmatyzm wielu Wielkopolan jest godny podziwu. Gdyby wszyscy prezentowali taka postawę jak rodzice dzieci z Wrześni, byłoby z nami kiepsko.
8/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz