czwartek, 27 sierpnia 2026

Joe Alex (Maciej Słomczyński) „Zmącony spokój Pani Labiryntu”

 


        To zdecydowanie najlepsza książka Joe Alexa spośród oczywiście tych, które do tej pory przeczytałam. Wydarzenia są mocno intrygujące, ciężko jest się oderwać od czytania. Są też nawiązania do mitologii, archeologii, są różnego rodzaju spostrzeżenia dotyczące ludzkiej natury czy inteligencji. Nie ma tu jednocześnie żadnych długich opisów, te spostrzeżenia to po prostu kilka wyjątkowo celnych zdań na dany temat.

Frapujące są nawet opisy przyrody, a konkretnie wichru, który spotykany jest tylko w określonej części Morza Śródziemnego. Zanim dojdzie do wichury, są pierwsze podmuchy. Pierwszy podmuch atakuje znienacka, gdy ktoś nie zna tego zjawiska, nie zaobserwuje żadnych znaków ostrzegawczych. Ten podmuch jest bardzo krótki, ale tak silny, że może przewrócić dorosłego człowieka. Gdy ktoś stoi w niebezpiecznym miejscu, np. na brzegu klifu, może się to skończyć tragicznie.

    Tym razem Joe Alex wraz z ukochaną Karoliną i grupą jej współpracowników, archeologów, znalazł się na maleńkiej wysepce niedaleko Krety, gdzie miały być prowadzone prace archeologiczne.

        Wszyscy archeolodzy z wyprawy byli ludźmi inteligentnymi, elitą. Ale nawet w tym kręgu autor rozróżnił osoby naprawdę błyskotliwe i ich przeciwieństwo, czyli „solidnych, rzetelnych rzemieślników”. Gdzie przebiega granica pomiędzy mniej i bardziej inteligentnymi? Otóż zobrazowane zostało to na przykładzie współautorów książki o archeologii. Jeden z nich, Robert Gordon, jak nikt inny wiedział wszystko o kulturze minojskiej, był jak encyklopedia. Ale nie był odkrywcą, był tylko „solidnym, rzetelnym rzemieślnikiem”, „kojarzenie spraw pozornie odległych i powtórne, odważne atakowanie problemów, raz już w przeszłości przez kogoś rozwiązanych, przerastało go o głowę”. Była to „drugorzędna, ograniczona, oschła umysłowość, obsypana darami losu”. Wszystko, co w książce o archeologii było nowe i cenne, pochodziło od drugiego współautora, od Johna. John publikując książkę z Robertem, czuł się finalnie okradziony, wynikało z niej że przecież, że odkrywcze tezy są autorstwa ich obu. Robert jako mniej inteligentny nie miał świadomości tej różnicy między nimi.

        Świetnie pokazana jest też różnica charakterów pomiędzy Joe Alexem a jego partnerką Karoliną. Joe w trakcie pobytu na wyspie podjął się kilka razy różnych niebezpiecznych misji. Z uwagi na spore ryzyko Karolina była bardzo zdenerwowana. Joe, który te przedsięwzięcia realizował, był zdenerwowany zdecydowanie mniej, może w ogóle. Ona nie wierzyła lub nie dostrzegała, że „niebezpieczeństwo jest dla niego tym, czym dla innych wypoczynek”.

        Wygląda na to, że książki Joe Alexa lepiej jest czytać, niż słuchać, w trakcie słuchania nie da się wychwycić wszystkich tych smaczków.

8/10

czwartek, 20 sierpnia 2026

Piotr Zychowicz „Ukraińcy”

 

        Jestem wielką fanką książek Zychowicza, w swoich seriach dotyczących różnych narodów, jak np. „Angole”, „Sowieci” skupia się on głównie na faktach. W innych jego książkach jest zdecydowanie więcej rozważań, szalenie interesujących zresztą, w stylu co by było gdyby, jest też sporo ocen określonych posunięć politycznych.

        Relacje z Ukrainą są najbardziej skomplikowanymi naszymi relacjami nie tylko w odniesieniu do naszych sąsiadów, ale w ogóle w odniesieniu do wszystkich innych państw w naszej historii. Rachunek krzywd i przewin każdej ze stron jest szalenie obszerny. Wyliczanie, kto i kiedy bardziej zawinił, nie ma sensu. Zychowicz we wszystkich chyba książkach zwraca uwagę na zasadnicze kwestie w naszych możliwościach geopolitycznych. Nie są to jakieś szczególnie odkrywcze myśli, ale nie każdy chyba ma tego świadomość, szczególnie dzisiaj. Gdy nie było niepodległej Ukrainy możliwe były 3 warianty relacji politycznych z sąsiadami.

  1. My z Niemcami p-ko Rosji

  2. My z Rosją p-ko Niemcom

  3. Rosja z Niemcami p-ko nam.

Od kiedy jest Ukraina, nasza sytuacja jest nieporównywalnie lepsza.

        Możliwości jest już więcej, o tym jakie są dla korzyści z istnienia Ukrainy, osobom zdroworozsądkowo myślącym nie ma sensu tłumaczyć. Oczywiste jest, że Rosja od zawsze była naszym wrogiem i w tej materii nic się nie zmieni, bo imperialna polityka i zbrodniczy charakter leży w DNA tego państwa. Dobre relacje z Ukrainą są dla nas niezmiernie ważne, co oczywiście nie oznacza, że mamy przyjmować wobec Ukrainy służalczą postawę.

        Zychowicz wskazuje, jak olbrzymie szanse dawała i daje nam obecność Ukrainy, dawniej Rusi, i jak nie potrafiliśmy tego wykorzystać i dla dobra naszego i ukraińskiego, a na niekorzyść Moskwy. Klasycznym przykładem jest Ugoda Hadziacka z 1658, dzięki której z Rzeczpospolitej Obojga Narodów, mieliśmy się stać Rzeczpospolitą Trojga Narodów, czyli my + Litwa + Ruś czyli obecna Ukraina. Gdybyśmy potrafili dotrzymać jej postanowień, być może nasze losy w szczególności w aspekcie rozbiorów, potoczyłyby się inaczej.

        W „Ukraińcach” Zychowicz ponadto opisuje kluczowe dla Polski i Ukrainy fragmenty dziejów, część wydarzeń jest szeroko znana, jak np. ludobójstwo na Wołyniu, Wielki Głód na Ukrainie, ale opisuje on mniej znane aspekty. W przypadku wielkiego Głodu zwraca uwagę na np. totalną bierność polskiego rządu, który o tej sytuacji był doskonale poinformowany. Nie nagłośniono tej sprawy, nie podjęto nawet akcji pomocy obywatelom polskim, polskie konsulaty na terenie ZSRR negatywnie rozpoznawały wnioski o wizy, zmieniło się to dopiero już w ostatniej fazie dramatu. Co gorsze, hamowano wszelkie ruchy pomocowe oddolne, inicjowane przez Ukraińców, zamieszkujących na terenie Polski. Wynikało to wszystko z tego, że Polska z ZSRR podpisała w 1932r. Pakt o nieagresji i nie chciała zadrażniać relacji, naiwnie wierząc, że ZSRR dotrzyma postanowień tego paktu, gdy my będziemy cicho siedzieć.

        Jest też opisanych sporo takich wydarzeń, które nie są szeroko znane. Generalnie, u nas są powszechnie znane te dzieje, gdy my byliśmy pokrzywdzeni, gdy było odwrotnie, to jakoś mało się o tym mówi. Są też wskazywane zjawiska, które uwidaczniają potworną zawiłość i złożoność tych polsko – ukraińskich relacji.

Przykładowo działania naszego aparatu państwowego w Dwudziestoleciu Międzywojennym w odniesieniu do Ukraińców są określone jako polonizacja Wołynia. Przypominało to metody stosowane przez Krzyżaków wobec Polaków wieki wcześniej. Jest mowa o tzw. instriebitielnych batalionach, czyli grupach szturmowych NKWD, do których wstąpiła w 1944 r. i 1945r. spora grupa Polaków, do około 30 000, m. in z AK. Dotyczyło to terenów Wołynia, województwa lwowskiego, stanisławowskiego i tarnopolskiego wstąpiło do tych batalionów. Wynikało to z tego, że chcieli walczyć z Upowcami, nie chcieli zostać przez nich zarżnięci.

Podjętych jest też cała masa innych wątków, enumeratywne wymienienie ich wszystkich nie jest możliwe. Myślę, że każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie, coś o czym nie wiedział, lub coś, co pamiętał niedokładnie.

9/10



środa, 12 sierpnia 2026

Lilian Jackson Braun „Kot, który lubił Brahmsa”

 

            Pisałam już o tym tomie mojej ulubionej tutaj, gdy czytałam go wcześniej. Wówczas najbardziej rzuciła mi się w oczy postać Fanny, czyli ekscentrycznej staruszki, która była przyjaciółką matki Qwilla. Fanny zapisała na niego cały swój olbrzymi majątek pod warunkiem, że zamieszka przez okres 5 lat w małym miasteczku, tym samym w którym i ona żyła.

        W tym tomie Qwill przyjechał na wakacje do tego właśnie miasteczka. Spośród wszystkich przymiotów Qwilla tutaj widać wyraźnie otwartość na nowości i dużą dozę wyrozumiałości i tolerancji. Nie zrywał znajomości ze starymi znajomymi, ale chętnie poznawał nowych ludzi. Chociaż był zadowolony ze swojego życia i swoich relacji międzyludzkich, zawierał kolejne znajomości i ze starymi i z młodymi osobami, nie pytał nikogo o poglądy polityczne. Gdy ktoś coś zawalił, o czymś zapomniał lub zrobił coś, co według Qwilla nie było tak całkiem w porządku, nie robił z tego problemu, nie skłócał się. Miał świadomość, że ludzie mają i wady i zalety i że on sam też nie jest idealny. Nie przesądzał z góry, czy nowo poznane osoby mu się spodobają i czy te nowe znajomości okażą się trwałe, zdawał się na bieg wydarzeń.

Nie pływał nigdy kajakiem, ale gdy zamieszkał przy wielkim jeziorze, uznał, że spróbuje i tego sportu. Tak samo nie wiedział, czy polubi pływanie kajakiem, ale spróbował, skorzystał z okazji, że nieopodal była woda, że kajaki były dostępne.

Gdy znalazł się pierwszy raz w restauracjach tego miasteczka, nie dziwił się, że menu nie jest zbyt bogate, że obsługa nie jest doskonała itp. Dostosował się do sytuacji, nie robił awantur, nie strzelał focha.

Tak jak w każdym tomie tego cyklu, swoistego rodzaju bohaterką jest też pogoda. Ludzie często pędzą do pracy i z powrotem, nie zwracając większej uwagi na to, co dzieje się za oknem. Lilian Jackson Braun przykładała do tego wagę. W tym tomie Qwill miał okazję zaobserwować niesamowitą mgłę, olbrzymie jezioro „zniknęło”, tak samo wszystkie drzewa. 

Tom kończy się, gdy Qwill dowiaduje się o spadku. 

10/10     

poniedziałek, 10 sierpnia 2026

Susanne Lieder „Agatha Christie. Narodziny Królowej Kryminału” – audiobook, czyta Róża Cieślinska – Dziekiewicz

 

Książka może być dobra tylko i wyłącznie dla kogoś, kto naprawdę nic nie wie o Królowej Kryminału. Jest płyciutka. Susanne Lieder sięgnęła tylko do znanych pozycji o Christie, głównie do „Autobiografii” Agaty Christie i zrobiła taką kompilację. Ta biografia niewiele się różni od „Autobiografii. Przedstawione są powszechnie znane fakty z dzieciństwa i młodości Agaty. Nie ma refleksji nad tym, jak pewne zdarzenia wpłynęły na ukształtowanie się jej charakteru i jej samej jako pisarki. Pierwsze powieści są wspomniane, ale bardzo ogólnie, są raczej zasygnalizowane. Fascynującą biografię Christie napisał Jared Cade – „Agata Christie jedenaście zaginionych dni”, o której pisałam tutaj.

Kardynalnym błędem Susanne Lieder było całkowite pominięcie faktu zaginięcia pisarki w 1926r. na okres 11 dni. Wydarzenie to i ciąg innych wcześniejszych sytuacji Jared Cade uznał za kluczowe dla zrozumienia tej postaci. O zaginięciu powstał też film z Dustinem Hoffmanem i Venessą Redgrave.

Agata najprawdopodobniej nigdy nie pogodziła się z tym, że została porzucona przez męża, „zniknęła” krótko po śmierci matki i rozpadzie swojego małżeństwa. Uwidoczniły się wówczas kompleksy, lęk przed kolejnym porzuceniem. Echa tego wydarzenia widoczne są w twórczości, pisarka opisała sporo zdrad małżeńskich, udanych małżeństw z dłuższym stażem w jej twórczości właściwie nie ma. Wiele bohaterek jej książek jest bardzo przebojowych, towarzyskich, zabawowych, ale to jakby przeciwieństwo jej samej, może chciała po prostu taka być. Tak samo ciężko było jej się pogodzić z koniecznością sprzedaży rodzinnego domu, bohaterowie jej książek często też mierzą się z taką sytuacją, ale są wówczas bardziej racjonalni.

Susanne Lieder poszła po najmniejszej linii oporu, na końcu książki wspomniała, że Christie w „Autobiografii” nic nie wspomniała o tych 11 dniach, ona też więc zrobiła to samo. Musiałby sięgnąć do większej ilości źródeł i to chyba była istota problemu.

5/10

wtorek, 4 sierpnia 2026

Elżbieta Cherezińska „Śmiały. Bolesław II. Tom 1” – audiobook, czyta Filip Kosior

 

        Bolesław Śmiały/Szczodry był inteligentnym, łebskim królem Polski, miał spore osiągnięcia. Doprowadził do swojej koronacji, co nie udało się jego ojcu, przeprowadził uprzedzający atak na Ruś, gdzie zajął Kijów. Wmocnił pozycję Polski na arenie międzynarodowej. Popełnił jednak tak straszny błąd, że stracił koronę i musiał uciekać z kraju. Kojarzony jest obecnie tylko z zabójstwem biskupa Stanisława, o jego dokonaniach mało kto pamięta.

        Cherezińska ukazuje go z pełnią wad i zalet. Z reguły bardzo ciężko jest przewidzieć, jak ktoś się zachowa w przyszłości. Ale gdy wiemy, jak potoczyły się losy Bolesława II, czytając książkę, można już od czasu jego młodości obserwować, które cechy pomogły mu osiągnąć wyżyny, a które doprowadziły do zguby. Jest to rzeczywiście unikalny przykład, jak można tak wiele osiągnąć i tak wiele stracić, a straszliwy upadek zawdzięczać samemu sobie. Nie znam jeszcze drugiej części cyklu, ale wszystko skazuje na to, że te same cechy, które spowodowały, że Bolesław II stał się wielki, doprowadziły go do zguby. Mam na myśli umiejętność podejmowania szybkich decyzji, odwagę graniczącą z brawurą, ryzykanctwo. Ale to tylko przypuszczenie, po lekturze II części będę mogła to rozwinąć.

        Cherezińska zastanawia się także nad tym, nie kwestionując oczywiście mądrości i umiejętności króla, czy osiągnięcia, szczególnie w polityce zewnętrznej, zawdzięcza samemu sobie, czy też może ktoś mu jednak pomagał, doradzał. Ostatnio coraz częściej mówi się o przemilczanej roli kobiet w dziejach. Autorka stawia tezę, że królowi pomagała m. in. siostra, Świętosława, która wyszła za mąż za księcia, późniejszego króla Czech. Nie bez znaczenia był też fakt, że Wielką Księżną Kijowską była ciotka naszego Bolesława, Gertruda. Była ona siostrą jego ojca, Kazimiera Odnowiciela. Oczywiście kwestia, czy Bolesław rzeczywiście był takim dobrym królem, jest dyskusyjna, tak samo dyskusyjna jest teza o znaczącej roli kobiet w ówczesnej polityce.

Poważnym minusem z kolei były dla mnie opisy królewskich porodów. Jest ich kilka, trwają długo, opisane są tak, że nudy nie ma, na pewno nie są jednak potrzebne w tak obszernej formie. Wolałabym, żeby większy nacisk położony był na osobę Bolesława, a nie na porody, bo temat króla niekiedy mocno się rozmywa i tonie w zalewie pobocznych wątków. Jak dla mnie, to za mało jest Polski i za mało Bolesława.

7/10