Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lipca 2026

Marcin Faliński, Rafał Barnaś „Rewolta AI”

 


    Wiązałam z książką spore nadzieje, a tu przyszło spore rozczarowanie. Niby sporo jest fragmentów o sztucznej inteligencji, ale są to albo banalne informacje, znane każdemu, kto opanował obsługę chata GPT w stopniu podstawowym, albo nudne, niestrawne wypowiedzi, przypominające wykłady, których nikt nie jest w stanie słuchać. Niczego szczególnego się w tym zakresie nie dowiedziałam.

    Sylwetki głównych postaci są totalnie niewiarygodne i to pod każdym względem. Akcja wciąga średnio, jest niestety przewidywalna. Specjalistka od AI jest łatwowierna jak dziecko, a zapracowana do tego stopnia, że przekracza to ludzkie możliwości, nie znam nikogo, kto byłby w stanie tak długi czas tak harować. Jest niemal osaczona przez rosyjskich agentów, podobnie jej mąż, a nawet i ojciec, nie jest jednak w stanie żadnego z nich dostrzec. Aż dziwne, że wywiad reflektował na tak łatwowierną osobę. Czyta się tak sobie.

        Temat cybernetyki i sztucznej inteligencji w powieści skojarzył mi się ze świetną trylogią Jakuba Szamałka „Ukryta sieć”, o której pisałam już tutaj. „Rewolta AI” nie wytrzymuje porównania.

        Nie byłam w stanie znaleźć tu żadnej wartości dodanej, czegoś co wyniosłabym po lekturze, co zapamiętałabym na dłużej. Zygmunt Kałużyński powiedział kiedyś, że jeżeli w filmie jest chociaż jedna scena warta obejrzenia, czy która zmusiła do zastanowienia, to czas poświęcony na obejrzenie filmu nie był czasem straconym. W tej książce nie za bardzo widzę taką scenę, czy postać, która zmusiłaby do jakiejkolwiek refleksji. Być może Marcin Faliński, były agent wywiadu, ma wiedzę z tego zakresu, ale naprawdę nie każdy ma zdolności pisarskie.

2/10

czwartek, 14 maja 2026

Agata Christie „ABC” – audiobook, czyta Danuta Stenka

 

        Książka jest świetnie napisana i świetnie odczytana, szalenie wciąga czytelnika w wir akcji. Królowa Kryminału jak zawsze zwraca uwagę na psychologię. I jak zawsze udowadnia, że była wyśmienitą obserwatorką ludzkich charakterów.

    „A.B.C.” jest nietypowe dla całej twórczości Christie, bo tutaj jest tylko jeden podejrzany, wszystkie dowody i poszlaki wskazują tylko na jednego, konkretnego mężczyznę. Wydaje się, że nie ma możliwości, aby zabójstwa dokonane zostały przez kogoś innego. Sprawa wygląda na oczywistą. Ale nie ma jednocześnie bezpośredniego, niepodważalnego dowodu, wskazującego na tego domniemanego sprawcę. Czytając, czy słuchając książki, nie można niczego wykluczyć. Skoro wszystkie dowody wskazują na jedną osobę, z jednej strony można przypuszczać, że to raczej nie będzie ta osoba, bo byłoby to za proste. Z drugiej strony trzeba wziąć pod uwagę, że Christie zastosowała już kiedyś w innej powieści taki manewr, że sprawca specjalnie podłożył niby to oczywiste dowody, wskazujące na siebie , oraz subtelne, wymagające większej wnikliwości, wskazujące na inną osobę. Zrobił to oczywiście po to, aby szybko te „oczywiste” dowody zostały obalone i aby znalazł się poza podejrzeniami.

Czytając Christie, wiedząc, że u niej nic nie jest proste, czytelnik będzie kwestionował i zebrane dowody i zdanie policji i ogółu, będzie „szedł pod prąd” różnym opiniom i będzie starał się wyrobić swoje własne zdanie. Christie właśnie tak musiała zachowywać się w kontaktach z ludźmi, nie tylko gdy pisała książki. Nie wyobrażam sobie tego, że w zwykłych relacjach międzyludzkich wykazywałaby łatwowierność, a wnikliwość opisywałaby tylko w książkach. Wszak i Herkules Poirot i panna Marple z obserwowania ludzi uczynili swoje hobby, a osiągnęli w nim mistrzostwo. W „A.B.C.” mamy Herkulesa. Nie skupiał się na sobie i swoich sprawach, zwracał uwagę na innych, na to, co i jak mówią, jak się zachowują, jakie mogą mieć ukryte motywy swojego zachowania. Analizował.

8/10 

czwartek, 23 kwietnia 2026

Andrea Canilleri „Morze błota” – tom 22 cyklu z komisarzem Montabano

 

            Błoto nie budzi chyba w nikim pozytywnych skojarzeń, ale tym razem przez Sycylię przeszły potężne ulewy i wyspa znalazła się w totalnym błocie. To bajoro jest też symboliczne, bo w tym tomie sporo jest mowy o niezbyt przyjemnych aspektach mieszkania na Sycylii. To nie tylko morze, słońce i piękny piasek, jak chcieliby niektórzy.

        Sycylia to mafia. Mario Puzo w „Sycylijczyku”, o którym niedawno pisałam tutaj, opisał, jak wyglądało na wyspie życie z mafią w okresie powojennym. Camilleri swój książkę wydał około 20 lat temu, a pod tym względem niewiele się zmieniło.

    Częstsze zabójstwa to rzecz oczywista, ale Camilleri zwrócił teższczególną uwagę na związek mafii z mediami. Jedna z sycylijskich telewizji miała taką strukturę własnościową, że akcjonariuszami spółki, do której telewizja należała, były rodziny mafijne. Mało kto o tym wiedział, prawie nikt tego nie sprawdzał, no ale nasz komisarz Brunetti miał tego pełną świadomość. Mafia widząc w naszym Brunettim poważnego przeciwnika, permanentnie go w swojej telewizji atakowała, zarzucając mu niekompetencję i usiłując totalnie skompromitować jego wizerunek. Robiła to oczywiście ustami swoich dziennikarzy. Co więcej, mafia poprzez swoich dziennikarzy manipulowała szerzej opinią publiczną, wskazując np. że określona osoba jest niewinna, a winny jest ktoś inny. Ten rzekomo winny z reguły nie miał nic wspólnego z daną sprawą, ale mafia nie miała żadnych skrupułów. Przykładów Camilleri podaje więcej.

    Nie wszystko w tym tomie jest ponure. Livia, która była w depresji, niespodziewanie się z niej wydobyła za sprawą pieska. Przygarnęła małą, bezdomną suczkę, zajęła się opieką, nie skupiała się tylko na sobie, włączyła do harmonogramu dnia spacery.

    Są oczywiście i stałe elementy cyklu, Brunetti cały czas kocha włoską kuchnię, w tym wino, codzienne spacery i rozmyślania. Potrafi nawet przyrządzić danie obiadowe w postaci makaronu z czosnkiem i oliwką z oliwek.

7/10



środa, 28 stycznia 2026

Andrea Camilleri „Gniazdo żmij” (cykl komisarz Montalbano tom 21)

 

               To chyba najbardziej pogodny tom z całego cyklu. Znaczna jego część, poza ostatnimi kilkunastoma kartkami, przypomina nawet komedię kryminalną, jest naprawdę zabawnie. Do tego morderstwo, aktualnie badane przez naszego komisarza, nie wiąże się z niemiłymi odczuciami. Zabity został bowiem naprawdę wredny typ, o którym nikt nie był w stanie powiedzieć ani jednego pozytywnego słowa. Montalbano cieszy się więc końcówką lata, w opisywanym czasie nie ma żadnych większych problemów, związek z Liwią układa się całkiem nieźle, ani z przełożonymi ani z kilkorgiem swoich przyjaciół też nie ma większych konfliktów. Mimo że ma 58 lat, jakoś wyjątkowo ani nie myśli o nadchodzącej starości, ani się nią nie martwi. W tym tomie cieszy się życiem. Nadal rozmyśla i spaceruje brzegiem morza, ale tym razem nie są to mroczne rozmyślania.

           Lekka dawka mroczności i głębia pojawiają się pod sam koniec książki. Tytułowe gniazdo żmij to obraz jednej z opisywanych rodzin, koszmarnej pod każdym możliwym względem. Ale są tak wredni, że nawet nie można nikomu współczuć. Można ewentualnie zastanowić się nad tym, jak mogło dojść do takiej patologii.

        Zastanawiający jest też obraz włóczęgi, który zamieszkał stosunkowo niedaleko od Montalbano w skalnej grocie. Ewidentnie jest to człowiek wykształcony, schludny, czyta książki. Montalbano z Liwią zastanawiają się, co mogło spowodować, że włóczęga zerwał kontakty z ludźmi. Pojawiła się nawet między nimi różnica zdań co do tego, czy powinno się go odwiedzać i nim interesować. Albo czy ktoś taki może w ogóle być szczęśliwy bez jakiegokolwiek kontaktu z ludźmi? Podobne dylematy można mieć w stosunku do zwykłych odludków, tutaj sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana.

7/10




piątek, 16 stycznia 2026

Sławomir Gortych "Schronisko które zostało zapomniane"

 

        Rzadko kiedy podoba mi się to, co większości osób, w przypadku Gortycha jest odwrotnie, jest on swoistego rodzaju fenomenem. W konkursach na najlepsze książki, organizowane przez różne gremia, tak jakby nie istniał. Za to wygrywa te konkursy, w których głosują czytelnicy. Pisze, o czym już wspominałam przy okazji wcześniejszych jego książek, szalenie wciągająco. Cały czas trzyma poziom, a jego powieści są coraz lepsze. No i niezmiennie zaraża fascynacją Karkonoszami. Za każdym razem wynajduje jakieś frapujące wydarzenie historyczne, które rozegrało się w okolicach Karpacza czy Szklarskiej Poręby, opisuje je i jednocześnie konstruuje wątek współczesny, kryminalny, a wątki te przeplatają się. W tle musi być tytułowe schronisko.

        Owszem, są minusy, ale nie mają one większego znaczenia. Styl pisania Gortycha nie dorównuje oczywiście tuzom literatury, w ogóle nie można tego porównywać. Nie ma tutaj głębi psychologicznej. Ale jest to rozrywka na naprawdę świetnym poziomie + dawka nieznanej na ogół historii + dawka wiedzy o Karkonoszach.

        Tym razem Gortych opisuje nie tylko schronisko pod Łabskim Szczytem, które istniało zaledwie rok, ale i inny fascynujący budynek, ekskluzywny hotel Sanssouci, w PRL funkcjonował pod inną nazwą, teraz jest remontowany pod pierwotnym szyldem. Ponieważ przed wojną opisywane ziemie należały do Niemiec, w czasie wojny Niemcy urządzili w tym hotelu ambasadę Japonii. W Berlinie było niebezpiecznie, bo trwały naloty, a Japonia była strategicznym sojusznikiem Niemiec. Ambasador Japonii występuje w książce, są cytowane jego autentyczne depesze. W hotelu odbyła się też potężna, międzynarodowa konferencja na temat propagandy antyżydowskiej, co również jest opisane. Możemy też zobaczyć polskich robotników przymusowych, pracujących w hotelu. A co do zbrodni, będącej osnową powieści, to grubo po wojnie w hotelu znaleziono zwłoki.

9/10 

wtorek, 16 grudnia 2025

Agata Christie "Czarna kawa"

 

        Jestem fanką Agaty Christie, przeczytałam większość jej twórczości, ale w tym przypadku nastąpiło jednak rozczarowanie. Powieść „Czarna kawa” mimo że sygnowana jest nazwiskiem Agaty Christie, nie została napisana w takim kształcie przez Królową Kryminału. Christie napisała sztukę teatralną o takim tytule, a sztuka ta została zaadaptowana na powieść przez Charles`a Osborne`a. Pierwotny tekst nie jest dostępny.

        Mając przeczytanych kilkadziesiąt powieści Christie, wyczuwam tu różnicę. W powieściach Agaty poza zagadką kryminalną najważniejsze były aspekty psychologiczne. Zarówno Herkules Poirot jak też i panna Marple byli znawcami natury ludzkiej i uwielbiali myśleć. Do ustalenia kto jest zabójcą, prowadziły szare komórki. W powieściach ważną rolę odgrywał narrator, który wiedział, co kto robi i co myśli. W sztukach teatralnych trudniej jest oddać emocje, bo tego narratora nie ma, widzowie widzą tylko, co kto robi. Partie narratora w „Czarnej kawie” musiał więc dodać Charles Osborne, który ani Królową ani Królem Kryminału nie był. I całość jest przez to płytsza, niż w klasycznych powieściach Agaty Christie.

        Można oczywiście przerobić sztukę na powieść, powieść na sztukę, ale sens tego jest wątpliwy. Sens był, gdy sama Christie przerobiła opowiadanie „Pułapka na myszy” na sztukę teatralne. Generalnie jednak przeróbki są trudne, a sukces wątpliwy.

        W „Czarnej kawie” są niewątpliwie charakterystyczne dla autorki elementy, jest zamknięty krąg osób, wśród których jest zabójca. Brak jest przemocy, a wszystko dzieje się w eleganckich wnętrzach. Jest zaskoczenie, w tym przypadku nie odgadłam, kto zabił. W niektórych momentach książka nawet wciąga. Tylko ta nieco kulawa psychologia psuje efekt. Hercules Poirot pojawia się, ale ten jego porażający intelekt nie jest widoczny. Zapamiętałam, że nakazywał zwracać uwagę na szczegóły.

6/10

środa, 8 października 2025

Joe Alex (Maciej Słomczyński) „Gdzie przykazań brak dziesięciu” – audiobook, czyta Tomasz Bielawiec

 

    Słomczyński opisuje wspaniałą, arystokratyczną, angielską rezydencję, należącą do emerytowanego generała, któremu ktoś grozi zabójstwem. Konwencja powieści nawiązuje do Agaty Christie, gdy dochodzi do zabójstwa, liczba podejrzanych jest ograniczona, nie ma przemocy.

    Jak na kryminał brakuje tu trochę dynamiki, powieści Christie były nieco krótsze, tutaj są pewne sceny są nieco zbyt długie i nużące, takie kontemplacyjne. Kwestia kto zabił, nie jest jakoś szczególnie frapująca. Rekompensatą są nawiązania do sztuki, w tym Dalekiego Wschodu. Ponadto jeden z bohaterów pracował nad pomnikiem lotników, poległych w czasie wojny. Są rozmowy na temat tego, co mogli myśleć lotnicy, którzy wiedzieli, że ich samolot jest już zestrzelony, czy się załamywali, czy walczyli do końca, nie poddawali się, licząc na to, że może jednak uda im się przeżyć. Bez względu na to, czy ktoś jest lotnikiem, czy nie, jedni ludzie zawsze walczą, inni się załamują pod wpływem byle czego, o tym też jest mowa. No i brana jest pod uwagę kwestia wartości, którym lotnicy byli wierni, narażając życie. Pozostaje pytanie, nad którym opisywane postacie się zastanawiają, jak to jest z tymi wartościami w ich gronie.

    Pod względem psychologicznym bohaterowie są dosyć ciekawi, warta obserwacji jest dziwna para: ojciec z dorosłą córką, traktowaną jak dziecko, wymagające stałej opieki i rozkazywania. Autor rozważa też w kontekście przyczyn zabójstwa, co takiego dla kogoś może być ważniejsze, niż ludzkie życie. W tym przypadku nie wszystkie standardowe i częste przyczyny zabójstwa, wchodzą w rachubę. Z racji wieku ofiary zawiedziona miłość odpada.

    Czytelnicy którzy nie potrzebują wyjątkowo wartkiej akcji, powinni być zadowoleni. Mnie Joe Alex się podoba.

7/10


niedziela, 31 sierpnia 2025

Mari Jungstedt „Ostatni akt”

 

Pisałam już wielokrotnie o cyklu gotlandzkim, ostatnio nie najlepiej go oceniałam i myślałam, że już upada. Ten tom nie jest jednak zły, jest idealny na zmęczenie, nie trzeba wiele myśleć, czyta się jakby samo i wciąga. Jest też spore zaskoczenie na finiszu, prawdziwy majstersztyk. Jest trochę Gotlandii, są ruiny starego zamku, w którym latem pokazywane są spektakle teatralne.

    Jungstedt stworzyła świetny portret psychologiczny osoby, która zaczęła niemal wariować z powodu zakochania. Od początku wiadomo, że osoba ta nie jest w wieku nastoletnim, tylko średnim, żyje w stadle małżeńskim, czyli nietypowo, bo osoba „tracąca głowę” z miłości kojarzy się raczej z kimś w wieku kilkunastu lat albo niewiele starszym. Zabicie kogoś z miłości jest już totalnym wynaturzeniem i mało kto zna takiego zabójcę. Ale każdy chyba zna kogoś, kto pod wpływem uczucia zachowywał się irracjonalnie i ze szkodą dla siebie. Tutaj można obserwować proces zatracania się w uczuciu i stopniowej utraty kontroli nad tym, co się dzieje. Opisane jest to przekonująco, można zaobserwować wszystkie czynniki, które doprowadziły tą osobę do takiego stanu. Widać wyraźnie, że granica pomiędzy zachowaniem względnie normalnym a wyraźnie zaburzonym, jest płynna.

     W tym tomie Jungstedt odmitologizowuje Gotlandię, która kojarzy się z reguły trochę z dawną historią, z czymś dalekim, fascynującym i pięknym. Dla turystów Gotlandia taka jest, ale życie codzienne w małej gotlandzkiej miejscowości pod pewnymi względami nie różni się od życia w małych miejscowościach w Polsce czy innych krajach. Z pewnością nie jest to dla każdego, wszyscy wszystkich znają, nic się przed ludźmi nie ukryje, plotkarstwo kwitnie. Tu właśnie pokazane jest, jak jedna z opisywanych osób rozważa opcję przeprowadzki do Sztokholmu.

    Jeśli ktoś nie oczekuje czegoś głębszego, to powinien być zadowolony.

7/10









piątek, 30 maja 2025

Joe Alex (Maciej Słomczyński) „Cicha jak ostatnie tchnienie” – audiobook, czyta Tomasz Bielawiec

 


Twórczość Macieja Słomczyńskiego przeżywa obecnie swoistego rodzaju renesans, dostępne są audiobooki, a w księgarni zobaczyłam nowe, piękne wydania dwóch książek. Konwencją nawiązuje on do Królowej Kryminału, pisywane osoby to z reguły ludzie wykształceni i zamożni, są nawiązania do historii, literatury, sztuki czy muzyki. Wydarzenia rozgrywają się często w angielskich rezydencjach, w luksusie, co pozwala na totalne oderwanie się od rzeczywistości.

Trochę przypomina to bajkę, ale tylko z pozoru, bo pod względem psychologicznym opisywane postacie nie są lalkami barbie, są wiarygodne. Jest to świetny, szybki i niegłupi relaks. Książka jest idealna na jedno długie popołudnie i wieczór.

W tym tomie właściciel zamku, położonego nad samym brzegiem morza, do tego na klifie, zaprosił gości i zorganizował zabawę, polegającą na odszukiwaniu Białej Damy, czyli ducha zamordowanej przed wiekami kobiety, która ponoć na zamku się pojawia. Każdy z gości ma swoje tajemnice, które powoli wychodzą na jaw. Okazuje się, że niemal każdy robił w przeszłości takie rzeczy, których nikt by się po nim nie spodziewał. Przesłanie Słomczyńskiego jest proste. Gdy spotykamy kogoś obcego, albo gdy nawet kogoś długo znamy, to powinniśmy mieć świadomość, że tak naprawdę to nie wiemy, do czego ta osoba jest zdolna, zarówno w dobru jak i w złu. Tutaj zaskoczenie jest faktycznie mocne.

Jeśli kto lubi Agatę Christie, to Joe Alex powinien mu się spodobać. U Alexa jest więcej elementów nowoczesności, Christie zmarła w 1970, a Słomczyński w 1998r., byli ukształtowani przez zupełnie inne epoki. Christie w „Autobiografii” ujawniła wielki sentymentalizm do czasów wiktoriańskich, które pamiętała z dzieciństwa. W czasie II wojny mieszkała w Londynie, opisała te również w „Autobiografii” niemieckie naloty i bombardowanie miasta. Słomczyński z kolei na kontynencie przeżył wojnę, gdzie było nieporównywalnie koszmarniej, niż na angielskiej wyspie, a potem totalitaryzm. Oboje jednak opisywali spokojne czasy, bezpieczne miejsca, piękne krajobrazy i rezydencje, pełne książek i obrazów. To bezpieczeństwo jest jednak tylko pozorne. Zło tkwi po prostu w ludziach, obojętne w jakich czasach, zawsze coś się może złego stać. Co z kolei nie stoi na przeszkodzie temu, aby cieszyć się każdą chwilą.

8/10
















środa, 30 kwietnia 2025

Andrea Camilleri „Złodziej kanapek”

 

        Przeczytałam większość książek Camilleriego z cyklu o komisarzu Montalbano, z racji tego że nie zawsze wszystkie były w księgarniach dostępne, czytałam je w przypadkowej kolejności. Nie jest to najlepszy sposób, ale ma też i plusy. Znam Montalbano jako zatwardziałego starego kawalera w średnim wieku, mającego partnerkę, mieszkającą około 1000 km. dalej. Odbieram go jako osobę zadowoloną z tego stanu i jako kogoś, kto raczej nie odnalazłby się w standardowym małżeństwie. W tym tomie był natomiast wyjątkowo blisko sformalizowania związku, dlaczego do tego nie doszło, okaże się w kolejnym tomie, w ”Głosie skrzypiec”. Czy zorientował się, że to nie dla niego? Czy zaszły przeszkody obiektywne? Ciekawe, co się okaże.

       Montalbano rozwiązuje zagadkę dwóch zabójstw, a do tego cały czas cieszy się życiem. Jest zadowolony bez jakiejś szczególnej przyczyny. Czyta po raz chyba dwudziesty „Radę egipską” Leonarda Sciascia, przypomina sobie też „Budzenie zmarłych” Johna le Carre. Zajada wyjątkowo smaczne potrawy, jak się okazuje, potrafi nawet samodzielnie przyrządzić makaron z oliwką i czosnkiem. Dużo rozmyśla.

Kiedyś po kolacji poczuł, że jest w harmonii ze sobą i z całym światem. I chyba to jest klucz do tej postaci. Żyje w harmonii ze sobą, w zgodzie z sobą. To właśnie daje mu szczęście. Do niczego się nie zmusza. Nie jest fałszywy. Gdy nie chce z kimś utrzymywać kontaktu, to się nie zmusza. Do nikogo się nie podlizuje. Wie, że nie chce wyjeżdżać ze swojego miasta, nie godzi się więc na awans, który równoznaczny byłby ze zmianą życia. Gdy już naprawdę musi zrobić coś, czego nie chce, jak np. kontakt z szefem, to ogranicza tą sytuację do minimum.

Montalbano nie ma dzieci, ale w tym tomie pojawia się ktoś, kto będzie dla niego bardzo ważny, kto będzie potem określany jako „syn – nie syn”. Montalbano nie miał rodziny, rodziną byli dla niego najbliżsi przyjaciele no i właśnie „syn – nie syn”, chociaż ten ostatni będzie wyłaniać się sporadycznie.

9/10

sobota, 11 stycznia 2025

Agata Christie „Noc i ciemność”

 

    Królowa Kryminału poza powieściami z panną Marple, z Herkulesem Poirot oraz z Tommym i Tuppence napisała też sporo kryminałów, których nie można przypisać do żadnego schematu. I te właśnie powieści zasługują na szczególną uwagę.  

  „Noc i ciemność” szalenie wciąga, a do tego wszystkim wydarzeniom towarzyszy aura tajemniczości i grozy. Mimo tego jest też humor. Już na samym początku Cyganka przepowiedziała młodej, bogatej Ellie, żeby jak najdalej trzymała się od miejsca, określanego jako Cygańskie Gniazdo. Również niemal od początku wiadomo jest, że Ellie wraz z mężem jednak sprowokują los i zechcą tam zamieszkać. 

Ta powieść jest po prostu o złu, które na zło wcale nie wygląda, bo reprezentowane jest przez pozornie zwykłego człowieka. Jest o złu, które jest nie do zatrzymania, nie ma żadnej osoby ani siły, które byłyby w stanie je powstrzymać, najpierw drzemiące, a potem rozwijające się w człowieku. W "Tajemnej historii" Donny Tartt, o której pisałam tutaj, jeden z bohaterów po dokonanej zbrodni zaczytywał się w książkach o naturze zła. Powiedział on: "Całe dnie spędzałem w bibliotece, czytając dramaturgów epoki Jakuba I. Webstera i Middletona, Tourneura i Forda. Była to oryginalna specjalizacja, ale zdradziecki świat przy świetle świec, w którym się poruszali - świat nieukaranych grzechów, zbrukanej niewinności - bardzo do mnie przemawiał". "Dramaturdzy tej epoki znakomicie znali naturę katastrofy. Wydawało się, że nie tylko rozumieją zło, ale i całą baterię sztuczek, którymi posługuje się zło, aby stwarzać pozory dobra. Czułem że dotykają samego sedna sprawy, fundamentalnej zgnilizny świata". Do listy tych autorów, wychodząc oczywiście poza ramy czasowe wskazanej epoki, można byłoby spokojnie dodać Agatę Christie i jej „Noc i ciemność”. 

Przewija się tu ponadto grupa arcyciekawych postaci, fikcyjnych oczywiście. Jedna z nich to genialny architekt, który zdolność błyskawicznego rozpracowywania ludzkich charakterów. Gdy kogoś poznaje, wie lepiej od tego drugiego człowieka, jaki dom byłby dla niego najlepszy. Jest to tak, jakby ktoś poszedł do wybitnego krawca, a ten wiedziałby, w czym będzie najlepiej wyglądał i najlepiej się czuł. Jest przyjaciółka Ellie, Greta, która wywiera na nią tak potężny wpływ, niczym jakiś demiurg, do tego stopnia, że niekiedy robi to takie, wrażenie, jakby Greta zawładnęła psychiką Ellie. 

9/10


czwartek, 7 listopada 2024

Agata Christie „Próba niewinności” audiobook, czyta Krzysztof Gosztyła

   



         Książka jest wyśmienita, szalenie wciąga, atmosfera tajemnicy a nawet i grozy udziela się czytelnikowi. Ciężko jest sobie wyobrazić, ze ktoś mógłby przeczytać tekst lepiej, niż Krzysztof Gosztyła. Nie ma tu ani Herkulesa Poirot, ani panny Marple, ale ich rolę odgrywa nieznajomy, doktor Calgary, który niespodzianie pojawił się w domostwie państwa Argyle  i oświadczył, że nieżyjący już młody Argail uznany przez sąd za mordercę matki, tej zbrodni faktycznie nie popełnił. 

Galeria opisywanych postaci jest mocno oryginalna. Najciekawszy jest zięć Argailów, kaleka na wózku inwalidzkim, który na swój sposób pogodził się z kalectwem. Jednym z jego ulubionych zajęć stało się obserwowanie ludzi i odgadywanie ich prawdziwych charakterów, tego kim oni tak naprawdę są w środku. Jest to postać fascynująca, bo pozornie prowadzi najmniej interesujące życie z wszystkich opisywanych osób, a jest jednym z najmądrzejszych. Nie biadoli nad sobą, stara się zająć czymś, co dałoby mu radość i satysfakcję i byłoby jednocześnie pożyteczne. Tutaj postanowił spożytkować swoje umiejętności i wiedzę i ustalić poprzez rozmowy z ludźmi, badanie ich reakcji, kto jest zabójcą. 

    Doktor Calgary też budzi podziw, bo mając wiedzę  o niewinności nieżyjącego już, zmarłego w więzieniu chłopaka, mógł nic nie robić. On tymczasem wiedziony wewnętrznym imperatywem robienia rzeczy słusznych, bez względu na konsekwencje, powiadomił rodzinę i ściągnął na siebie ich nienawiść. Okazało się, że wszyscy byli zadowoleni, że domniemany sprawca został ukarany, a sprawa jest zamknięta. 

Zamordowana pani domu była z kolei postacią niejednoznaczną, bo miała szalenie dobre serce i uwielbiała swoje dzieci, w trakcie opisywanych wydarzeń już dorosłe i jak się okazało adoptowane. Dzieci te pochodziły albo ze slumsów, z rodzin patologicznych, zostały zaadoptowane w czasie wojny z  terenów narażonych na bombardowanie.  Dzieciom w nowym domu nie działa się żadna krzywda, wręcz przeciwnie, zostały sprowadzone do czegoś w rodzaju raju. Jak to więc możliwe, że w większości nie były szczęśliwe? Mąż zamordowanej  również nie był szczęśliwy. Te frapujące zagadki powoli się rozwiązują. 

Jak mantra przewija się też tutaj słowo zaufanie. Uzmysłowienie przez doktora Calgarego członkom rodziny Argylów, że skazany za zabójstwo faktycznie był niewinny, spowodowało nie tylko konsternację. Każdy zaczął każdego podejrzewać, wariant zabójcy z zewnątrz był całkowicie niemożliwy. Pojawiły się różne dylematy moralne. Czy można ufać komuś bliskiemu, gdy wdarł się już w umysł cień niepewności, czy ten ktoś nie jest zabójcą? Jest tu przykład pary, gdzie jedna z osób uświadomiła sobie, że ukochana osobą podejrzewa ją o zabójstwo. Czy gdy sprawa już się wyjaśniła, to czy taki związek, w którym jednak jest brak zaufania, ma sens?    

Dla mnie to jedna z najlepszych powieści Królowej Kryminału. 

9/10


piątek, 27 września 2024

Andrea Camilleri "Polowanie na skarb" tom 18 cyklu z komisarzem Montalbano

 

    Pisałam już wielokrotnie o cyklu z komisarzem Montalbano. Ten tom jest o tyle wyjątkowy, że niesamowicie wciąga zagadka kryminalna. Otóż nieznany człowiek wysyła do Montalbano dziwaczne wierszyki, w których jest zagadka, a równolegle do tego nie wraca do domu młoda, piękna dziewczyna. Z reguły u A. Camilleri zagadki kryminalne niespecjalnie wciągają, przynajmniej mnie. Tym razem nie mogłam się oderwać od książki. Są oczywiście i inne walory, jak zawsze to możliwość obserwacji komisarza oryginała, śledzenie jego lektur, wnikanie w jego rozmyślania itp. itd. 

Pisałam już i o tych kryminalnych zagadkach i o samym komisarzu, o jego lekturach. Nie pisałam natomiast jeszcze o Sycylii jako o miejscu, z którym Montalbano jest tak integralnie związany, że bez niej nie potrafiłby chyba żyć, a gdzieś indziej z pewnością byłby innym człowiekiem. Miejsce i człowiek funkcjonują w symbiozie. Montalbano nigdy nie brał pod uwagę przeprowadzki. Przypomina mi to słowa tureckiego noblisty Orhana Pamuka, który mówi w wywiadach, że od urodzenia mieszka w Stambule i tylko tam czuje się tak naprawdę sobą. Partnerka komisarza Montalbano, Livia, zamieszkuje na północy Włoch, w Genui, i ani ona, ani Montalbano nie zamierzają się przeprowadzać. Trwają więc w związku na odległość.
 
Przeczytałam ostatnio gdzieś, że właśnie na Sycylii na jednym ze spotkań autorskich z Camillerim, właścicielka lokalnej księgarni powiedziała mu, żeby absolutnie nie dopuścił do ślubu Montalbano z Livią. Dla Sycylijczyków ktoś spoza wyspy jest obcy, a oni obcych unikają, ich przodkowie, a niekiedy i oni przeżyli wiele najazdów i uważają, że najlepiej im jest we własnym, rodzimym gronie. Szkoda byłoby psuć opowieść takim niewłaściwym mariażem. W tym tomie wątek ślubu w ogóle nie jest jeszcze w ogóle rozważany.  

Montalbano mieszka nad samym morzem, słońca ma pod dostatkiem, a pływa kiedy chce. Punktualność i uporządkowanie nie są jego mocną stroną. Gdy wychodzi z pracy na obiady czy na spacery, kiedy to może spokojnie rozmyślać, nic stanowi to problemu. W genach chyba ma już dumę ze swoich przodków i wielowiekowej kultury, obecnej na tych ziemiach. Nie przepada za podróżami, nawet bez nich jest człowiekiem światłym. Najlepiej czuje się właśnie na swojej wyspie. Ma świadomość minusów, związanym z zamieszkiwaniem na Sycylii, jak np. prawdziwa mafia, ale widzi przewagę plusów. 
8/10 

wtorek, 17 września 2024

Raymond Chandler „Głęboki sen”

 

        Jeśli ktoś nie zna legendarnego detektywa Philipa Marlowa, to naprawdę warto, aby przeczytał chociaż jeden tom, bo to tak jakby się nie znało Sherlocka Holmesa. Chandler miał wielki dar obserwacji ludzi, po ich zachowaniu, po drobnych gestach czy mimice wiele już odkrywał. 

        Niezapomniany jest styl pisania Chandlera i nawet dla tego stylu warto sięgnąć po książkę. Chandler to jedyny autor, co do którego mogę stwierdzić, że nawet gdy kogoś nie interesują kryminały, to może po niego sięgnąć z uwagi właśnie na styl i język.  Pisze on z reguły krótkimi zdaniami, nie ma wodolejstwa. Opisywani ludzi to w większości ludzie czynu, którzy wolą działać, a nie stale coś rozważać. Język jest dosadny, niczego nie trzeba się domyślać. Chandler ma jeszcze dodatkowo spore poczucie humoru i jest ono mocno wyczuwalne. Nie ma tu żadnego naiwniactwa, pisarz i stworzony przez niego detektyw znają życie z każdej strony. Spostrzeżenia na temat ludzkiego zachowania, ich motywów czy dylematów również z reguły zamykają się w jednym zdaniu, czasem w dwóch czy trzech maksymalnie. Zdanie te są ostre jak brzytwa i  liczy się tam każde słowo, nie można byłoby ich skrócić. Opisywani ludzie pochodzą z wszystkich kręgów społecznych, są i bogaci i biedni, wykształceni i nie, nie brakuje osób z półświatka, jak na kryminał przystało jest ich całkiem sporo. Nie wiem, jak brzmi wcześniejsze tłumaczenie, czytałam w nowym przekładzie Bartosza Czartoryskiego. 

        Marlowe natomiast z jednej strony jest cyniczny, bo wie, czego się spodziewać po ludziach i nie ma tutaj żadnych złudzeń, z drugiej natomiast jest głęboko wrażliwy na krzywdę innych osób. Ma też swoje zasady. Wszystko wskazuje na to, że jest alkoholikiem. Kiedy nie działa i musi odpocząć bywa melancholijny. Poczucie humoru ratuje go przed dołami psychicznymi.  W tym tomie przyjął zlecenie od bogatego, starszego generała, miał znaleźć szantażystę. Potem oczywiście wszystko się skomplikowało.  

7/10


czwartek, 25 lipca 2024

Marek Stelar „Milczenie” – audiobook, czyta Adam Bauman

 


    Wydarzenia współczesne są naprawdę nudne, wątek, kto jest zabójcą, nie intryguje nawet w najmniejszym stopniu, co więcej, jest przewidywalny.  Nawiązania do wojny i okresu powojennego też niczego nowego nie wnoszą. O tzw. Ziemiach Odzyskanych, gdzie wydarzenia się rozgrywają częściowo w okresie tuż powojennym, częściowo współcześnie, też zbyt wiele nie można się dowiedzieć. Wszystko jest ponure, z wojną, martyrologią.  

    Drażniące mocno jest moralizatorstwo autora, który  ustami bohaterów wygłasza komentarze na różne tematy, komentarze te nazwałabym politycznie poprawnymi. Robi to wrażenie, jakby M. Stelar usiłował umoralniać czytelników. Przykładowo starszy już człowiek, Władek, którego matkę i siostrę w czasie wojny zabił esesman, wygłasza opinię, że o esesmanie nie można mówić Niemiec, to nie ma znaczenia, że to był Niemiec, bo to był człowiek. Władek przez całe życie był głęboko nieszczęśliwy, samotny i na dodatek nielubiany, ta tragedia zniszczyła mu życie. Jak dla mnie ta jego mowa jest w tym przypadku psychologicznie niewiarygodna i sztuczna. Nie chodzi o to, by podsycać nienawiść, ale pisarz winien właściwie odczytywać emocje ludzi  i je opisywać, tak aby czytelnik lepiej rozumiał innych ludzi i świat. Moralizatorski ton podjął bardzo wyraźnie lektor, tego rodzaju fragmenty czytał mniej więcej takim tonem, jakim niektórzy księża wygłaszają kazania w kościele.    

    W ubiegłym roku M. Stelar otrzymał Nagrodę Wielkiego Kalibru za najlepszy kryminał, w tym roku otrzymał Nagrodę Wielkiego Kalibru Czytelników właśnie za „Milczenie”. Czytelnicy mogli jednak głosować tylko na powieści nominowane przez kapitułę, jest to więc średnio wiarygodne. Nie wiem, dlaczego tą nagrodę Stelar dostał, może za tą polityczną poprawność, za moralizowanie, za upraszczanie trudnych tematów, za wątki które są teraz mocno eksploatowane. Zerknąwszy na skład kapituły, można już spodziewać się tego, co będzie przez nią promowane. Nie ma obecnie żadnych szans na to, aby Nagrodę Wielkiego Kalibru dostał pisarz, prezentujący inne polityczne poglądy, niż członkowie kapituły. I nie ma tu znaczenia, że w książce może nie być żadnych odniesień do polityki. Nagrodę Wielkiego Kalibru dostają bez żadnego wyjątku tylko pisarze z tzw. mainstreamu. 

4/10 


środa, 8 maja 2024

Sławomir Gortych „Schronisko, które spowijał mrok”

 

Cykl kryminałów o Karkonoszach jest naprawdę świetny, a właśnie dopiero co wydana trzecia część jest najlepsza. Czyta się rewelacyjnie, ciężko jest się oderwać. Gdy rok temu w majówkę czytałam dwa pierwsze tomy, po zakończonej lekturze czułam jakiś smutek, że to już koniec, że na razie nie ma żadnych dalszych części, ciężko było też mi rozstać się, nawet w tej papierowej formie z górami. To właśnie te książki stały się bodźcem do wyjazdu w Karkonosze, w których nie byłam kilkanaście lat. 

     Intryga kryminalna naprawdę jest frapująca. Główne wydarzenia toczą się prawie współcześnie, w 2007r., ale są też opisy zdarzeń wcześniejszych z 1947r. i 1992r., mających kluczowe znaczenie dla wypadków najnowszych. W 1947r. doszło do tajemniczego zniknięcia dwóch osób, w 1992r. miał miejsce dziwny zgon, a w 2007r. zaginęła kolejna osoba. Autor w fikcyjną historię kryminalną wplata liczne nawiązania do historii Karkonoszy i regionu, w tym także do legend o Duchu Gór. We wcześniejszych tomach była mowa m. in. niemieckiej ludności tubylczej, wysiedlonej po II wojnie, o obozach koncentracyjnych. W „Schronisku, które spowijał mrok” wspomniani są z kolei komuniści i NKWD z lat czterdziestych. 

         Z atrakcji przyrodniczych i turystycznych, jest mowa m. in. o torfowisku pod Śnieżką, w którym można się utopić, w tym kontekście wspomniana jest też historia XIX wiecznego turysty, upamiętnionego na tablicy na Śnieżce. Sporo jest też o lawinach, w tym o najbardziej śmiercionośnej lawinie w polskich górach, właśnie w Karkonoszach, kiedy to zginęło 19 osób. Można przy tym się sporo dowiedzieć o tym, jak unikać zagrożenia, jak zabezpieczać się przed zasypaniem w kawinie itp. Nie brakło też mgły i to zabójczej, uniemożliwiającej jakąkolwiek orientację w terenie, Sł. Gortych wspomniał w tym kontekście stary horror Carpentera z 1980r. „Mgła”, mój ulubiony, o takiej zabójczej mgle na morzu, z której wyłaniają się upiory zatopionych ludzi. 

       Autor nawiązuje też  wiele razy do dzieł literackich, głównie dotyczących Karkonoszy, ale nie tylko. Nawiązuje też do Agaty Christie, cytuje ją i ma w tym cel. Również i u Sł. Gortycha jest kilka osób, które mogły dokonać zabójstwa, miały taką możliwość i miały w tym interes. 

    10/10


środa, 17 kwietnia 2024

Agata Christie „Tajemniczy przeciwnik” – audiobook, czyta Krzysztof Gosztyła

 

    Mimo iż jestem fanką Agaty Christie muszę stwierdzić, że ta książka naprawdę ma sporo wad. Fabuła jest miejscami niedorzeczna i nielogiczna, a do tego często jest nudno, mimo bardzo szybkiej akcji. Niekiedy jednak jest tak, że coś słabą książkę ratuje, np. jakieś zdanie, jakiś opis, dla których warto było jednak ją przeczytać  i mimo ewidentnych minusów, określa się ją jako niezłą i się ją zapamiętuje. W tym przypadku ten plus to para detektywów Tommy i Tuppence. Christie pokazała na ich przykładzie, co powinno być podwaliną udanego i trwałego związku.      

      Każdy chyba zna Herkulesa Poirot czy pannę Marple, mało kto jednak kojarzy wspomnianą parę Tommiego i Tuppence, którzy również są detektywami w pięciu powieściach Królowej Kryminału. W „Tajemniczym przeciwniku”, pierwszym tomie tego cyklu, mają około 20 lat, znają się od dawna i bardzo się lubią, mają wspólny system wartości, są wobec siebie lojalni i mają do siebie zaufanie. Co ważne, mają pełną świadomość zalet i wad drugiej osoby. Nie próbują na siłę zmieniać ani siebie, ani swojego przyjaciela i nie wytykają mu tych wad, nie zatruwają sobie życia z tego powodu. Wiedzą, że ten ktoś taki właśnie jest i chociaż nie wszystko im się w drugiej osobie podoba, akceptują to. Mają świadomość, że zalety tej drugiej osoby są zdecydowanie większe niż jej wady, choćby naprawdę były mocno denerwujące. Uczucie przyszło do nich dopiero z biegiem czasu, tak niepostrzeżenie, że początkowo nawet sami sobie tego nie za bardzo uświadamiali. Pod koniec książki właśnie je sobie uświadomili i każdy z nich zastanawiał się, jak się w tej sytuacji zachować. Z jednej strony nie chcieli popsuć istniejącego układu, z drugiej  chcieli go zmienić na inny, lepszy. Tylko tyle i aż tyle. 

      A co do akcji to agent wywiadu angielskiego płynący w 1915r. Lusitanią po jej storpedowaniu wręczył przypadkowej dziewczynie bardzo ważne, tajne dokumenty. Jego szanse na uratowanie były żadne, jej zaś zdecydowanie większe. Fabuła w dużej mierze dotyczy poszukiwania owej dziewczyny przez różne wywiady, a nawet osoby niemające związku ze służbami, czyli właśnie Tommiego i Tuppence. Pojawia się jeszcze niemal wszechmocny i tajemniczy demiurg, pan Brown. Inne plusy to obraz angielskiego społeczeństwa krótko po I wojnie światowej ze szczególnym uwzględnieniem arystokracji, dla której autorka nie zastosowała taryfy ulgowej. 

7/10 


poniedziałek, 4 marca 2024

Charlotte Link „Samotna noc”

 


„Samotna noc” jest świetnym czytadłem, dzięki któremu można zapomnieć o całym świecie. Wciągnęłam się w czytanie tak bardzo, że zabierałam ja do metra i czytałam praktycznie w każdej wolnej chwili. Kilka lat temu wysłuchałam audiobooka tej samej autorki pt. „Dom sióstr” o zupełnie innej tematyce, słuchało się go świetnie. Charlotte Link jest teraz w mojej ścisłej czołówce rankingu autorów, którzy piszą tak bardzo wciągająco, z zapartym tchem śledzi się zarówno wydarzenia związane z zabójstwami, jak i życie osobiste bohaterów. Nie jest to z pewnością literatura wybitna, po prostu zwyczajna, ale nie głupia.

        Wydarzenia rozgrywają się w małych miasteczkach, zimą, w okresie około świątecznym i w czasie świąt.  Zabójstw jest kilka, nie ma żadnej pewności, czy dokonała ich ta sama osoba. Bohaterowie „Samotnej nocy” nie są ludźmi sukcesu, mają za sobą traumy, albo po prostu ciężko się im żyje i to pod każdym względem, mają stale pod górkę. W większości są młodzi, ale samotni, nie mają ani partnera życiowego, ani prawdziwych przyjaciół. Po niektórych widać, że są nieszczęśliwi bo nie są w stanie tego ukryć, np. postać trzeciego planu, policjant alkoholik, który odszedł z zawodu i podjął pracę w pubie jako kelner. Większość opisywanych osób jednak jest w stanie zamaskować swój stan, na zewnątrz wszystko wygląda u nich ok. Wbrew pozorom czytanie absolutnie nie jest dołujące, bo w przyszłości wszystko u tych ludzi może się zmienić, wiedzą, że nie wszystko jest stracone. Większości z nich nie spotkały tego rodzaju nieszczęścia, które uniemożliwiłyby stanięcie na nogi.  

       Czytając można obserwować, jak radzą sobie te zdołowane osoby z codziennością. Jedni się pogrążają w dole, inni wprowadzają drobne zmiany, jak np. nieco większa otwartość na kontakty z innymi, nieco większa inicjatywa w tym zakresie. 

7/10


wtorek, 3 października 2023

Alek Rogoziński „Po trupach do celu”


             Książka niesamowicie wciąga i czyta się ją niebywale lekko, trudno jest się od niej oderwać. Są też niespodziewane zwroty akcji i zaskakujące wydarzenia, końcówki nie przewidziałam poprawnie. Ale na tym atuty powieści się kończą. Nie ma tam żadnej głębi, o opisywanym środowisku filmowców i aktorów niczego nowego nie można się dowiedzieć, o psychologii w ogóle nie ma mowy. Warszawa jest jedynie w tle, o mieście też niczego frapującego nie da się znaleźć. Prawie wszyscy ludzie, występujący w powieści są zdegenerowani, nieuczciwi, chciwi, fałszywi itp., obcowanie z nimi jest mało przyjemne, nawet nieco obciążające. A. Rogoziński jest reklamowany jako twórca komedii kryminalnych, ale książka mnie jakoś nie rozśmieszyła. Język w jakim została napisana jest strasznie prosty. To jest po prostu lektura dla kogoś, kto jest strasznie zmęczony i nie ma siły na jakiekolwiek intelektualne wyzwania. Oderwanie od rzeczywistości i własnych spraw jest zagwarantowane. 

       Komedia kryminalna wielu osobom kojarzy się z Joanną Chmielewską, mnie też. W przypadku jej książek, główna bohaterka, alter ego pisarki, zawsze jest zabawna, wyluzowana, inteligentna, wytrwała itp. przyjemnie się o niej czyta. Większość postaci z książek Chmielewskiej to zwykli ludzie, jedni lepsi, drudzy gorsi. I Chmielewska mnie śmieszy, ale to już kwestia indywidualna. 

3/10    


czwartek, 28 września 2023

Agatha Christie „Samotny dom”

 

    Powieść to typowa Agata Christie z wszystkim charakterystycznymi  atrybutami jej twórczości. Mała liczba osób, mogących być zabójcą, angielska prowincja, no i rozwiązanie zagadki dzięki umiejętności logicznego myślenia. Wydarzenia rozgrywają się w wyjątkowo malowniczej scenerii, w miasteczku nad morzem. Tym razem mamy do czynienia z Herkulesem Poirot, który będąc na wakacjach poznał piękną, młodą kobietę, właścicielkę tytułowego samotnego domu i zorientował się, że jest ona w niebezpieczeństwie, że ktoś chce ją zabić. Herkulesowi towarzyszy policjant, jego długoletni znajomy, nawet przyjaciel – kapitan Hastings.  Jak to u Agaty trup zawsze musi być. Czyta się wyśmienicie. 

        Zawsze pisząc o A, Christie, podkreślam jej niebywałą znajomość ludzkiej psychiki. Pod tym względem dla mnie najciekawsza była rozmowa Hastingsa z Herkulesem, w trakcie której Herkules powiedział Hastingsowi, że należy do tego typu ludzi, którym posiadana wiedza i wiele przeżyć nic nie dają, tak jakby nie potrafili ani spożytkować różnych życiowych doświadczeń, ani wyciągnąć z nich wniosków na przyszłość. Hastings zastanawiając się nad tym, czy pewien kapitan mógł być zabójcą, stwierdził, że jest to niemożliwe, bo to prawdziwy dżentelmen. Dla Herkulesa było to oczywiście zabawne i powiedział Hastingsowi, że należy do tych absolutnie uczciwych ludzi, którzy  zawsze są oszukiwani i że zawsze kieruje śledztwo na tak fałszywy trop, że Herkulesa kusi, aby iść w kierunku przeciwnym.  Hastings bardzo się oburzył „Gadasz straszliwe głupstwa. Człowiek taki jak, który obijał się przez lata całym świecie!”. Herkules odparł, że taki człowiek „nigdy niczego się nie uczy. To rzecz zastanawiająca… Ale cóż… tak już jest.”   To spostrzeżenie faktycznie jest  świetne, bo rzeczywiście znam osoby, które właśnie dokładnie tak się zachowują. Żadne doświadczenie niemal nic im nie daje. Też nie potrafię rozgryźć, jak to jest możliwe i dlaczego tak się dzieje.  

               Z innych ciekawych wątków jest też wątek damsko – męski. Jedna z bohaterek, pięknych, elokwentnych, miała problem z utrzymaniem związków damsko – męskich. Gdy spodobał się jej ktoś i wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, mężczyzna tracił zainteresowanie jej osobą i zajmował się kimś innym. Można obserwować, jak i dlaczego tak się działo. 
  8/10