Pisząc ostatnio o książce Philipa G. Zimbardo i Roberta L. Johnsona „Szekspir i psychologia. Co o naturze ludzkiej mówią nam wielkie dzieła Szekspira?” wspomniałam, że po tej lekturze Szekspira zupełnie inaczej się odbiera. Sięgnęłam więc po „Hamleta”, aby móc go przeczytać pod innym kątem.
Historia Hamleta jest ciekawa sama w sobie, poza tym jest też ukazujący się duch, co z reguły powoduje, że daną pozycję czyta się z większym zainteresowaniem. Nie ulega jednak wątpliwości, że sceneria sztuki jest nieco bajkowa, rzecz dzieje się daleko, w Danii, głównie na dworze królewskim. Dylematy Hamleta, odczytywane dosłownie, czyli kwestia dziedziczenia królestwa czy też konieczność zemsty na zabójcy ojca, poprzez zabicie go oczywiście, wydają się odległe i abstrakcyjne.
Można na to popatrzyć jednak zupełnie innej strony, próbując odgadnąć, co zieje się w głowie Hamleta. Gdy zaczyna się sztuka, Hamlet znajduje się w bardzo trudnej sytuacji, jego ojciec zmarł, matka błyskawicznie wyszła za mąż za jego brata, jest więc od razu nowy król. Ojca nie ma, matka go zawiodła, odziedziczenie królestwa staje pod dużym znakiem zapytania nawet w odległej przyszłości. Każdy z nas raz na jakiś czas staje w trudnych sytuacjach, gdy wszystko się wali. Hamlet jest w ekstremalnie trudnej sytuacji, bo dodatkowo ukazał mu się duch ojca, który zdradził, że został zbity przez brata, czyli przez obecnego króla. Obyczaj każe się zemścić, zabijając zabójcę. Wiąże się to jednak z gigantycznym ryzykiem. Hamlet dodatkowo nie był pewny, czy duch, który mu się ukazał, faktycznie był duchem zmarłego ojca, mógł to być np. zły duch, podszywający się pod ojca. Nie wiedział wic, czy istotnie powinien się mścić. To jest właśnie arcytrudna sytuacja, z które każde wyjście jest złe. Każdy kto znajduje się w trudnej sytuacji, nie wie, co robić, ma coś wspólnego z Hamletem.
Philip G. Zimbardo i Robert L. Johnson zwracają uwagę na to, że taka ekstremalnie trudna sytuacja może spowodować, że dotychczasowy system wartości danej osoby zupełnie się zmieni, że może ona zrobić co , czego nikt się po niej nie spodziewa. Pozostaje pytanie, czy podejmując decyzję, jak się zachować, ta osoba będzie kierowała się emocjami, czy rozumem. Często biorą górę emocje, a wówczas reguły sytuacja robi się katastrofalna. Hamlet wpadł na pomysł, że będzie udawał obłęd, wykorzystując jednocześnie wędrownych aktorów, zasugerował królowi, że wie, iż to on zabił. Uznał, że decyzję co dalej, podejmie po zobaczeniu reakcji króla na tą sugestię.
Hamlet nie był pewny, czy dobrze robi, jego kondycja psychiczna była fatalna, nie miał do nikogo zaufania. To rozchwianie emocjonalne zaczęło brać górę i w pewnym momencie sprawy wymknęły mu się spod kontroli. Zabił odruchowo, bez żadnego planu Poloniusza. Myślał, że to król, ale króla póki co też wcale nie zamierzał zbijać, tzn. nie podjął jeszcze takiej decyzji. Zadziałał co do tego zabójstwa odruchowo, a na dodatek pomylił się co do osoby.
Jak wskazują Zimbardo i Johnson, tak się właśnie dzieje, gdy działa się tylko w oparciu o emocje. Z reguły klęska jest murowana. W przypadku Hamleta, potem było już tylko gorzej. Hamlet nie zastanowił się, tak jak chociażby w szachach, jak będą wyglądały jego dalsze posunięcia, jego mogą być reakcje innych osób. Gdy patrzy się na tekst Szekspira, oczywiste jest, że Hamlet zmierza ku samozagładzie, że sobie szkodzi. Widać to wyraźnie na przykładzie postaci fikcyjnej, ale w realu my i tak niekiedy, bardziej lub mniej, działamy impulsywnie, bez udziału rozumu. Gdy dotyczy to sprawy wielkiej wagi, może się to źle skończyć. Tą analizę można oczywiście prowadzić dalej, sztuka na pierwszym zabójstwie się nie kończy. Można ją pogłębić. Z podpowiedziami Lombroso i Johnsona wszystkie psychologiczne niuanse widzi się wyraźnie.
Olbrzymim atutem sztuki są ponadczasowe myśli, jest ich ogrom.
10/10