czwartek, 23 kwietnia 2026

Andrea Canilleri „Morze błota” – tom 22 cyklu z komisarzem Montabano

 

            Błoto nie budzi chyba w nikim pozytywnych skojarzeń, ale tym razem przez Sycylię przeszły potężne ulewy i wyspa znalazła się w totalnym błocie. To bajoro jest też symboliczne, bo w tym tomie sporo jest mowy o niezbyt przyjemnych aspektach mieszkania na Sycylii. To nie tylko morze, słońce i piękny piasek, jak chcieliby niektórzy.

        Sycylia to mafia. Mario Puzo w „Sycylijczyku”, o którym niedawno pisałam tutaj, opisał, jak wyglądało na wyspie życie z mafią w okresie powojennym. Camilleri swój książkę wydał około 20 lat temu, a pod tym względem niewiele się zmieniło.

    Częstsze zabójstwa to rzecz oczywista, ale Camilleri zwrócił teższczególną uwagę na związek mafii z mediami. Jedna z sycylijskich telewizji miała taką strukturę własnościową, że akcjonariuszami spółki, do której telewizja należała, były rodziny mafijne. Mało kto o tym wiedział, prawie nikt tego nie sprawdzał, no ale nasz komisarz Brunetti miał tego pełną świadomość. Mafia widząc w naszym Brunettim poważnego przeciwnika, permanentnie go w swojej telewizji atakowała, zarzucając mu niekompetencję i usiłując totalnie skompromitować jego wizerunek. Robiła to oczywiście ustami swoich dziennikarzy. Co więcej, mafia poprzez swoich dziennikarzy manipulowała szerzej opinią publiczną, wskazując np. że określona osoba jest niewinna, a winny jest ktoś inny. Ten rzekomo winny z reguły nie miał nic wspólnego z daną sprawą, ale mafia nie miała żadnych skrupułów. Przykładów Camilleri podaje więcej.

    Nie wszystko w tym tomie jest ponure. Livia, która była w depresji, niespodziewanie się z niej wydobyła za sprawą pieska. Przygarnęła małą, bezdomną suczkę, zajęła się opieką, nie skupiała się tylko na sobie, włączyła do harmonogramu dnia spacery.

    Są oczywiście i stałe elementy cyklu, Brunetti cały czas kocha włoską kuchnię, w tym wino, codzienne spacery i rozmyślania. Potrafi nawet przyrządzić danie obiadowe w postaci makaronu z czosnkiem i oliwką z oliwek.

7/10



piątek, 17 kwietnia 2026

Wiliam Szekspir „Hamlet” – tłumaczenie Stanisław Barańczak

 


        Pisząc ostatnio o książce Philipa G. Zimbardo i Roberta L. Johnsona „Szekspir i psychologia. Co o naturze ludzkiej mówią nam wielkie dzieła Szekspira?” wspomniałam, że po tej lekturze Szekspira zupełnie inaczej się odbiera. Sięgnęłam więc po „Hamleta”, aby móc go przeczytać pod innym kątem.

        Historia Hamleta jest ciekawa sama w sobie, poza tym jest też ukazujący się duch, co z reguły powoduje, że daną pozycję czyta się z większym zainteresowaniem. Nie ulega jednak wątpliwości, że sceneria sztuki jest nieco bajkowa, rzecz dzieje się daleko, w Danii, głównie na dworze królewskim. Dylematy Hamleta, odczytywane dosłownie, czyli kwestia dziedziczenia królestwa czy też konieczność zemsty na zabójcy ojca, poprzez zabicie go oczywiście, wydają się odległe i abstrakcyjne.

        Można na to popatrzyć jednak zupełnie innej strony, próbując odgadnąć, co zieje się w głowie Hamleta. Gdy zaczyna się sztuka, Hamlet znajduje się w bardzo trudnej sytuacji, jego ojciec zmarł, matka błyskawicznie wyszła za mąż za jego brata, jest więc od razu nowy król. Ojca nie ma, matka go zawiodła, odziedziczenie królestwa staje pod dużym znakiem zapytania nawet w odległej przyszłości. Każdy z nas raz na jakiś czas staje w trudnych sytuacjach, gdy wszystko się wali. Hamlet jest w ekstremalnie trudnej sytuacji, bo dodatkowo ukazał mu się duch ojca, który zdradził, że został zbity przez brata, czyli przez obecnego króla. Obyczaj każe się zemścić, zabijając zabójcę. Wiąże się to jednak z gigantycznym ryzykiem. Hamlet dodatkowo nie był pewny, czy duch, który mu się ukazał, faktycznie był duchem zmarłego ojca, mógł to być np. zły duch, podszywający się pod ojca. Nie wiedział wic, czy istotnie powinien się mścić. To jest właśnie arcytrudna sytuacja, z które każde wyjście jest złe. Każdy kto znajduje się w trudnej sytuacji, nie wie, co robić, ma coś wspólnego z Hamletem.

Philip G. Zimbardo i Robert L. Johnson zwracają uwagę na to, że taka ekstremalnie trudna sytuacja może spowodować, że dotychczasowy system wartości danej osoby zupełnie się zmieni, że może ona zrobić co , czego nikt się po niej nie spodziewa. Pozostaje pytanie, czy podejmując decyzję, jak się zachować, ta osoba będzie kierowała się emocjami, czy rozumem. Często biorą górę emocje, a wówczas reguły sytuacja robi się katastrofalna. Hamlet wpadł na pomysł, że będzie udawał obłęd, wykorzystując jednocześnie wędrownych aktorów, zasugerował królowi, że wie, iż to on zabił. Uznał, że decyzję co dalej, podejmie po zobaczeniu reakcji króla na tą sugestię.

Hamlet nie był pewny, czy dobrze robi, jego kondycja psychiczna była fatalna, nie miał do nikogo zaufania. To rozchwianie emocjonalne zaczęło brać górę i w pewnym momencie sprawy wymknęły mu się spod kontroli. Zabił odruchowo, bez żadnego planu Poloniusza. Myślał, że to król, ale króla póki co też wcale nie zamierzał zbijać, tzn. nie podjął jeszcze takiej decyzji. Zadziałał co do tego zabójstwa odruchowo, a na dodatek pomylił się co do osoby.

Jak wskazują Zimbardo i Johnson, tak się właśnie dzieje, gdy działa się tylko w oparciu o emocje. Z reguły klęska jest murowana. W przypadku Hamleta, potem było już tylko gorzej. Hamlet nie zastanowił się, tak jak chociażby w szachach, jak będą wyglądały jego dalsze posunięcia, jego mogą być reakcje innych osób. Gdy patrzy się na tekst Szekspira, oczywiste jest, że Hamlet zmierza ku samozagładzie, że sobie szkodzi. Widać to wyraźnie na przykładzie postaci fikcyjnej, ale w realu my i tak niekiedy, bardziej lub mniej, działamy impulsywnie, bez udziału rozumu. Gdy dotyczy to sprawy wielkiej wagi, może się to źle skończyć. Tą analizę można oczywiście prowadzić dalej, sztuka na pierwszym zabójstwie się nie kończy. Można ją pogłębić. Z podpowiedziami Lombroso i Johnsona wszystkie psychologiczne niuanse widzi się wyraźnie.

Olbrzymim atutem sztuki są ponadczasowe myśli, jest ich ogrom.

10/10


wtorek, 14 kwietnia 2026

Vincent Severski „Krawiec” – audiobook, słuchowisko, czyta Krzysztof Gosztyła i zespół aktorów

 

    Słuchając wyraźnie czuje się przerost formy nad treścią, wykonanie jest świetne, muzyka również, treść natomiast pozostawia dużo do życzenia. Z racji tego że jest to słuchowisko, tekst musiał w pewnym stopniu ulec zmianie, może oryginalny jest lepszy, ale nie sadzę, aby zmiany były drastyczne.

        Nie ma tutaj żadnej psychologii, postacie są czarno – białe, niczym w bajce dla bardzo małych dzieci. Agenci naszego wywiadu są kimś w rodzaju Supermana, są super mądrzy, błyskotliwi, odważni, prawi, uczciwi, zawsze stoją po stronie dobra, niektórzy nawet, jak Monika, mają parnormalne zdolności. Podobnie było i w poprzednich powieściach, ale z każdą kolejną ta maniera jest coraz bardziej nasilona. Są to istoty niemal boskie. Już sam ten obraz spycha powieści Severskiego do kategorii literatury B lub nawet i niżej.

Do tego dochodzą stale powtarzające się schematy powielane w kolejnych powieściach. W wcześniejszych było zawsze coś nowego, np. obraz nielegała, porwań na tle politycznym itp. Sporo można było się dowiedzieć o miejscach, gdzie wydarzenia się rozgrywały. W życiu prywatnym opisywanych agentów też coś się działo. Tutaj nie ma niczego takiego. Momentami za to tekst jest na tyle nudny, że słuchając, automatycznie wyłączałam się i myślałam o czymś innym. W tym przypadku nawet akcja niewiele poprawia, bo wydarzenia nie toczą się wartko, panuje raczej stagnacja, agenci spotykają się z agentami, potem są kolejne spotkania, rozmowy, w szczególności dotyczy to wątku zagranicznego. U mistrza powieści szpiegowskiej le Carre też są rozmowy, ale na zupełnie innym poziomie, są też wewnętrzne rozważania, dylematy.

    4/10

piątek, 10 kwietnia 2026

Philip G. Zimbardo, Robert L. Johnson „Szekspir i psychologia. Co o naturze ludzkiej mówią nam wielkie dzieła Szekspira?”

 

        Jestem zachwycona „Szekspirem i psychologią”, to jedna z najlepszych książek psychologicznych, jakie kiedykolwiek czytałam. Szekspir żył w czasach, w których nie istniała psychologia jako nauka, on jednak wiedział więcej o człowieku niż obecnie niejeden psycholog. Autorzy książki podkreślają, że obserwacje Szekspira są w pełni zgodne z tym, co twierdzi współczesna psychologia, traktują go nawet jako prekursora psychologii. Przywołują wiele sztuk Szekspira, każdą streszczają i pokazują na przykładzie konkretnych bohaterów różne postawy ludzkie wobec różnych wyzwań, trudnych sytuacji, przeciwności losu itp.

Można obserwować, czy bohaterowie szekspirowscy, a zarazem zwykli ludzie, bez względu na czas, w którym żyli, kierują się bardziej rozumem, czy emocjami i jakie są konsekwencje takiego zachowania. W obliczu trudnych sytuacji Szekspir pokazuje, czy ważniejszy jest charakter człowieka, jego system wartości, czy też ekstremalna sytuacja potrafi człowieka zmienić kogoś tak, że ten ktoś będzie działał zupełnie inaczej, niż można było przypuszczać. To oczywiście tylko przykłady, te na które bardziej zwróciłam uwagę.

        Zimbardo i Johnson analizują przypadki, opisane przez Szekspira i rozkładają je na czynniki pierwsze. Zwracają uwagę na niuanse, np. wielu szekspirowskim bohaterom się wydaje, że są logiczni i działają zgodnie z planem, w rzeczywistości jednak kierują nim emocje, z których nie zdają sobie sprawy. Autorzy podsumowują potem te wywody. Przykładowo zwracają uwagę na to, jak kończą ci ludzie, którzy kierują się wyłącznie emocjami, albo ci u których emocje biorą górę w różnych nagłych sytuacjach. Koniec jest oczywiście nieciekawy. Fascynująca jest też analiza różnych zaburzeń u postaci szekspirowskich, mamy tam psychopatów, narcyzów, osoby pogrążone w depresji, chyba są wszystkie ludzkie charaktery.

        Poza ekstremalnymi sytuacjami są też i zwyczajne. Szekspir pokazuje np. postawy niedojrzałości, charakteryzującej się tym, że dana osoba nie przechodzi płynnie z jednego etapu życia w drugi. Ktoś np. zostaje wiecznym chłopcem, kochającym zabawy. Zimbardo i Johnson próbują wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje, wskazuje też na to i sam Szekspir.

    Zaraz po przeczytaniu „Szekspira i psychologii” zaczęłam czytać „Hamleta”, którego znałam nie tylko z lektury, ale i ze sztuki teatralnej. Odbiór jest już zupełnie inny, znacznie głębszy.

10/10