Spodziewałam się, że będzie to powieść psychologiczna, w której wydarzenia rozgrywają się w klaustrofobicznej stacji polarnej. Faktycznie jest to powieść psychologiczna, szpiegowska, historyczna, a stacja polarna jest tutaj jednie w tle. Chociaż czuć to rękę mistrza w stylu pisania i wiedzy, ale jednak „Zimne wybrzeża” nie wytrzymują porównania z powieściami późniejszymi, które podczas słuchania wręcz pochłaniały. „Zimne wybrzeża” są trudne w odbiorze, wymagają większego skupienia, niektóre fragmenty są szalenie ciekawe, ale sporo jest też i takich, które są mocno nużące.
Twardoch jest mistrzem opisywania ludzi i sytuacji niejednoznacznych, tutaj nie eksploatuje tematów historycznie najpopularniejszych. Nawiązuje do chociażby Brygady Świętokrzyskiej i do sytuacji, kiedy to część Rosjan chcąc walczyć w czasie wojny z komunizmem, podejmowała współpracę z Niemcami. Trudno to nazwać kolaboracją, bo nie traktowali ZSRR jako swojej ojczyzny, nienawidzili go. Twardoch pokazuje też Rosjan. Jeden z ENWDzistów w pracy, jeszcze w okresie przedwojennym budzi prawdziwą grozę bezwzględnością, tępotą, dyspozycyjnością i gorliwością, ale równie niebezpieczny jest pozornie rubaszny i przyjacielski radziecki aparatczyk z lat tuż po wojnie, ukrywający swoje związku z partią i służbami.
Nie można też pominąć kwestii psychologicznych. Tajemniczy John Smith jest szpiegiem, co wiadomo od samego początku, szpiegiem z bardzo bogatym życiorysem. Spędził nawet jakiś czas w celi śmierci. Zastanawia się w pewnym momencie, kiedy w życiu tak naprawdę czuł się wolny, paradoksalnie było to w czasie gdy walczył i gdy czekał na wykonanie wyroku śmierci w celi śmierci. Jego tożsamość jest tutaj prawdziwą zagadką i to chyba jest głównym tematem powieści w sensie i dosłownym i przenośnym. Dosłownym, bo czytelnik nie wie, z kim ma do czynienia, nie wie, jak naprawdę ten człowiek się nazywa, dla kogo pracuje, co robił w czasie wojny itp. A w sensie przenośnym, bo chociaż John Smith zna swój życiorys, to do końca nie wie, kim jest w środku. Chyba nie utożsamia się z żadnym narodem, są wątpliwości, jakie wartości reprezentuje. Chcąc przetrwać, musiał być elastyczny i zmieniać swoje zasady, ta jego tożsamość ewoluowała też w miarę tego, jak rozgrywała się sytuacja na wojnie. Wątek ten nie jest jednak pogłębiony, budzi niedosyt.
Świetnie za to pokazana jest Arktyka
8/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz