niedziela, 7 lutego 2021
Roman Konik "W obronie Świętej Inkwizycji" - audiobook, czyta Mateusz Grydlik
niedziela, 31 stycznia 2021
Rebecca Makkai "Wierzyliśmy jak nikt"

niedziela, 24 stycznia 2021
Jędrzej Pasierski "Roztopy" - audiobook, czyta Janusz Zadura

sobota, 16 stycznia 2021
Lilian Jackson Braun "Kot który lubił sery"
W tomie tym, tak jak i w poprzednich, jest zagadka kryminalna, jest też po prostu delektowanie się zwyczajnym życiem, nazywanym niekiedy "szarym". Jak zwykle Qwill pisze felietony, tym razem zaczyna od felietonu o "zwykłych ludziach", którzy są przeciwieństwem celebrytów, walczą z trudnościami i robią coś pożytecznego dla świata.
Ale tematem głównym jest Festiwal Wielka Eksplozja Smaków, który rozgrywa się w Moose County. I dzięki temu książka w dużej mierze jest o jedzeniu, potrawach, gotowaniu itp. kwestiach. Qwill tym razem nie czyta Dickensa ani klasyki, tylko "Na tropie dzikich szparagów". Przeprowadza wywiad z 95- latkiem o tym, co jadano w dawnych czasach i podczas Wielkiego Kryzysu. W jego gazecie jest ankieta dla czytelników o ulubionych daniach. Jest konkurs na najlepsze paszteciki. Są nawet opisy znanych gatunków serów, jak wyglądają i jak smakują, takie 2 strony jakby wyjęte z książki kucharskiej. No i jest porada, jak rozróżniać sery, czyli najlepiej kupić kilka rodzajów jednocześnie i próbować.
Ten tom jest wyjątkowo oryginalny, czyta się go wyśmienicie, no i jest to doskonały bodziec, aby zająć się kuchnią. Kupiłam właśnie 2 książki kulinarne i przejrzałam te, które leżą już od dłuższego czasu na półce. Moja ulubiona seria z kotami zawsze inspiruje.
Natrafiłam niedawno na wzmiankę w internecie o tym, że na poziom zadowolenia z życia i zarazem poziom optymizmu wpływa również to, co jemy. Czy nam to smakuje, czy jedzenie tych potraw sprawia nam przyjemność. I coś w tym jest. Narody, które generalnie uchodzą za zadowolone z życia, lubią gotowanie i jedzenie, np. Włosi czy Francuzi.
W tym tomie jest też moja ulubiona bohaterka, Amanda. Jak zwykle jest ostra i sarkastyczna. Mówi Qwillowi podczas festiwalu, że tylko ona i koty mówią tutaj to, co myślą.
5/6
poniedziałek, 11 stycznia 2021
Mari Jungstedt "druga twarz" - cykl z inspektorem Andersem Knutasem tom 13

niedziela, 3 stycznia 2021
Juliusz Verne "Dzieci kapitana Granta" - audiobook, czyta Ireneusz Załóg
Twórczość Juliusza Verne`a zawsze będzie nieśmiertelna. Gdy od kilku lat przypominam sobie to, co tego pisarza czytałam w dzieciństwie, utwierdzam się w tym przekonaniu. Ku swojemu zaskoczeniu odsłuchując niedawno "Trzeci klucz" Jo Nesbo, natrafiłam na fragment, jak Harry Hole w prezencie daje synowi swojej partnerki całe wydanie dzieł Juliusza Verne. Wynika więc z tego niezbicie, że Nesbo również jest wielbicielem Verne`a.
Twórczość Juliusza Verne`a zawsze będzie nieśmiertelna. Gdy od kilku lat przypominam sobie to, co tego pisarza czytałam w dzieciństwie, utwierdzam się w tym przekonaniu. Ku swojemu zaskoczeniu odsłuchując niedawno "Trzeci klucz" Jo Nesbo, natrafiłam na fragment, jak Harry Hole w prezencie daje synowi swojej partnerki całe wydanie dzieł Juliusza Verne. Wynika więc z tego niezbicie, że Nesbo również jest wielbicielem Verne`a.
Mimo upływu już około 150 lat od kiedy Verne tworzył, jego książki określane jako futurystyczne nadal budzą zainteresowanie. Dlaczego tak jest? Na przykładzie "Dzieci kapitana Granta" widać już na samym początku, że jest to książka, w której pokazane są takie ponadczasowe wartości jak przyjaźń, bezinteresowność, wdzięczność, wytrwałość, odwaga, determinacja w dążeniu do celu, nadzieja, sprawiedliwość itp. Jest też nawet i miłość do zwierzęcia, gdy trwała powódź, a nurt wody porwał konia, jego opiekun znajdujący się na względnie bezpiecznym miejscu, uznał, że nie zostawi konia samego i się rzucił za nim, aby płynąć wraz z nim. Dla miłości do zwierzęcia zaryzykował życie. Jest i miłość do ojczyzny, zaginiony Grant był Szkotem, który marzył o pełnej niepodległości Szkocji i na swoją wyprawę wyruszył w poszukiwaniu ziemi, gdzie Szkoci mogliby stworzyć kawałek Szkocji. Są też stale aktualne dylematy moralne, np. jak się ma przebaczenie do sprawiedliwości? Czy można komuś przebaczyć bez kary? Czy będzie to sprawiedliwość? Czy w ogóle można tak zrobić, biorąc pod uwagę możliwość tego, że sprawca ponownie może zrobić komuś innemu straszną krzywdę, a nawet zbrodnię? Kostiumy z różnych epok się zmieniają, ale to, za czym wszyscy tęsknią i co cenią, a także to, nad czym się zastanawiają, pozostaje niezmienne. Chociaż w tej książce nie ma żadnych futurystycznych, jak na tamtą epokę wynalazków, typu łódź podwodna czy pojazd kosmiczny, ale jest umysł ludzki, który zawsze będzie dążył do przekraczania wszelkich barier, i to też jest niezmienne.
W tym przypadku lord Glenarvan usłyszawszy o zaginięciu tytułowego kapitana Granta i jego statku, zdecydował, że z własnych pieniędzy i bezinteresownie zorganizuje wyprawę poszukiwawczą. Wiadomo było jedynie, że kapitan o ile żyje, może znajdować się w miejscu przez które przebiega określony równolężnik, czyli gdzieś w Ameryce Południowej, być może w Australii, potem jeszcze okazuje się, że może nawet i na terenie Nowej Zelandii. Lord z żoną i dziećmi kapitana Granta oraz z załogą, wyruszyli jachtem lorda, Duncanem, na poszukiwania. Z dzisiejszego punktu widzenia w podróżowaniu po tych terenach nie ma niczego nadzwyczajnego, ale 150 lat temu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Rejony te były bardzo mało znane, spośród Europejczyków tylko wyjątkowo nieliczna garstka osób tam była, przekazy były bardzo, ale to bardzo skąpe. Pomysł takiej wyprawy wymagał więc niemałej odwagi i całe przedsięwzięcie można określić jako przysłowiowe porywanie się z motyką na słońce. Jest to oczywiście wizja mocno idealistyczna, ale powieści Verne`a stały się ponadczasowe nie ze względu na psychologię.
Powieść ta jest mniej futurystyczna niż inne, a bardziej podróżnicza, określiłabym ją jako powieść drogi ze sporymi elementami kryminału. W miarę czytania książka zyskuje coraz bardziej. Sam początek jest nieco żmudny, bo opisy jak wygląda Ameryka Południowa, nie mogą obecnie być porywające, szczególnie że teraz wiemy o tym zdecydowanie więcej. Można też konfrontować wiedzę J. Verne o tamtych terenach i jego wizje w tym zakresie z tym, jak to faktycznie wyglądało. Nie każdemu mogą wydać się interesujące informacje o historii tamtych ziem, australijskich oczywiście również, np. o ich odkrywcach. Mnie się to podobało, przykładowo nie miałam pojęcia o czymś takim, jak australijska gorączka złota, do tej pory określenie to kojarzyło mi się z Ameryką Północną i m. in. z Jackiem Londonem. Powszechnie znane jest hasło "Jak zdobywano Dziki Zachód", mowa jest oczywiście również o Ameryce Północnej. A Australię też przecież trzeba było zdobywać, o czym mało kto wie. W wersji audiobookowej trudne byłoby opuszczenie tych fragmentów historycznych, ale w wydaniu papierowym czy ebookowym nie ma z tym żadnego problemu i jeżeli ktoś fragmenty te uznałby za zbyt nużące, spokojnie może bez żadnej straty dla bieżących wydarzeń, przejść dalej.
Po pewnym czasie, gdy wyprawa będzie już w Australii, pojawią się nowi bohaterowie, dla ścisłości czarne charaktery i zrobi się zdecydowanie ciekawiej. Trzecia część jest najlepsza, akcja pędzi, na nudę nie ma miejsca. To w trzeciej części pojawi się właśnie najwięcej wspomnianych już dylematów moralnych. W samej końcówce pojawiają się też elementy, które powrócą w "Tajemniczej wyspie". Aż nie chciało mi się rozstawać z Vernem, ogarnęła mnie nostalgia i miałam ochotę po raz kolejny sięgnąć po dalsze tomy trylogii: "20 000 mil podmorskiej żeglugi" i "Tajemniczą wyspę". Ostatecznie nie sięgnęłam, bo pozycje te przypomniałam sobie zaledwie parę lat temu i pisałam nawet o nich w blogu, tutaj i tutaj, a czekają przecież równie pociągające stosiki nowych książek.
Czytający książkę Ireneusz Załóg znany jest głównie z dubbingu, ale jako lektor się sprawdził. Nie można mu niczego zarzucić. Nie jest Krzysztofem Gosztyłą, ale nie jest źle.
5/6
sobota, 2 stycznia 2021
Lucy Maud Montgomery "Emilka szuka swojej gwiazdy"

Jak zwykle daje o sobie znać bożonarodzeniowa nostalgia za dzieciństwem. Rok temu sięgnęłam po pierwszy tom Emilki, pisałam o nim tutaj. Tegoroczne spotkanie z nastoletnią Emilką ze szkoły średniej nie przypomina w niczym spotkania z dzieckiem. Dziewczyna częściowo z racji dotychczasowych doświadczeń życiowych, a częściowo dzięki wiedzy i pielęgnowaniu zmysłu obserwacji była znacznie mądrzejsza, niż wielu ludzi dorosłych. Jej dawny nauczyciel nawet dziwił się, skąd ona wie o pewnych rzeczach, a bynajmniej nie miał na myśli sfery seksu.
Emilka miała wrodzony zmysł obserwacji ludzkich charakterów i jeszcze nad nim pracowała. Ponieważ jej wielką pasją było pisanie, na potrzeby swojej twórczości studiowała ludzkie charaktery, pisała nawet szkice charakterologiczne. Nad postawami ludzkimi, charakterami, zastanawiała się bardzo często, np. podczas nudnych kazań w kościele. Odnosiła wrażenie, że patrząc na ludzi "w chwilach napięcia potrafi wślizgnąć się w ich dusze i odczytać ukryte pobudki i namiętności, które stanowią, być może, tajemnicę nawet dla owych ludzi". Potrafiła dostrzec w człowieku jego "najistotniejsze cechy".
Raz na jakiś czas Emilka dostrzegała, czy może raczej odczuwała promyk. To jest chyba najtrudniejsza kwestia do opisania tutaj. Bywało to coś w rodzaju nagłego olśnienia, np. pięknem przyrody, uczuciem doskonałości, zespolenia ze światem, czymś jakby stanięciem na ułamek sekundy oko w oko z nieskończonością. Wszystkie sprawy przyziemne, różne troski, nawet urazy do innych ludzi, przestawały mieć wówczas znaczenie. Być może Emilka potrafiła odczuć ten promyk, bo nie żyła w wiecznym pędzie i w poczuciu braku czasu na cokolwiek, bo po prostu miała w sobie radość życia, a nie zniechęcenie.
Ciekawe bardzo było właśnie spojrzenie Emilki na życie. Była w stanie dostrzec piękno w otaczającej ją rzeczywistości, w drzewach czy chmurach. Interesował ją otaczający świat i zwykli ludzie, sąsiedzi czy nauczyciele. Ale nie była tak prosta i jednoznaczna do oceny, jak Ania z Zielonego Wzgórza tej samej autorki. Gdy opisywała w swoim pamiętniku minione właśnie Boże Narodzenie, które spędziła u wuja, narzekała, że ani chwili nie mogła być sama, że przez cały czas czuła się jak kot, którego ktoś trzyma na kolanach wbrew jego woli i mocno, choć łagodnie głaszcze. Poznała wówczas miłą kuzynkę, Jen, z którą "na zawsze pozostanie w pół przyjaźni, nic więcej. Nie mówimy tym samym językiem". Emilka interesowała się historią, ale najbardziej tymi jej aspektami, o których nie było mowy w podręcznikach. Przykładowo zastanawiała się nad tym, o czym myślała Jane Seymour, trzecia żona Henryka VIII, gdy leżała bezsennie, czy myślała o swoich poprzedniczkach, czy była zadowolona z tego, co się z nimi stało, czy może myślała tylko o strojach?
W tym tomie Emilka na okres trzech lat zamieszkała u ciotki Ruth, w Księżycowym Nowiu, gdzie mieszkała dotąd, nie było szkoły średniej. Ciotka była osobą antypatyczną i szalenie apodyktyczną. Nie było więc lekko, ale Emilka miała przy sobie najlepszą przyjaciółkę Ilzę i innych przyjaciół, Perry`ego i Teda. Perypetie szkolne i wszystko to, co działo się dookoła, ma niezaprzeczalny urok. No i do tego wszystkiego dochodzi pisanie Emilki. To właśnie na tym etapie życia zaczęła już wysyłać do gazet swoje wiersze i szkice.
Książkę czyta się świetnie, nie odczuwałam w ogóle tego, że została napisana 100 lat temu, z pewnością jest to też zasługa tłumaczenia. A czytając książkę teraz, jeszcze bardziej delektowałam się lekturą, niż wówczas, gdy czytałam ją po raz pierwszy.
5/6
piątek, 1 stycznia 2021
Książki roku 2020

Jak zawsze pisząc o książkach roku, mam na myśli książki, które w danym roku przeczytałam, a data ich wydania nie ma znaczenia. Książką roku może być więc książka sprzed 100 lat. No i nie różnicuję książek gatunkowo. Po dłuższym zastanowieniu się nad tym, które książki przeczytane w 2020r. uważam za najlepsze, zauważyłam, że nie za bardzo mam faworytów. W poprzednich latach często było tak, że z powodu sporej liczby przeczytanych naprawdę rewelacyjnych książek, nie wiedziałam którą wybrać jako numer jeden. Teraz było odwrotnie. Wśród przeczytanych książek nie było wiele takich, które uznałabym za absolutnie wybitne. Ale ostatecznie lista wygląda tak:
1. Krzysztof Varga "Dziennik hipopotama" - książka bardzo refleksyjna, dająca sporo do myślenia
2. Szczepan Twardoch "Królestwo" - za wspaniałe obrazy dawnej Warszawy i opisy ludzkich charakterów
3. Szczepan Twardoch "Król" - jak wyżej
4. Olga Tokarczuk "Lalka i perła" za fenomenalny obraz ukochanej książki Prusa, za wydobycie masy ukrytych znaczeń i podtekstów,
5. Riku Onda "Pszczoły i grom w oddali" - za książkę napisaną tak, jakby słuchało się muzyki, a nie czytało, książkę beletrystyczną z głównym bohaterem muzyką,
6. Kazuo Ishiguro "Nokturny. Pięć opowiadań o muzyce i zmierzchu" to jedne z lepszych opowiadań, jakie kiedykolwiek czytałam
7. Zofia Kossak - Sczucka "Król trędowaty" - za wydobycie z zapomnienia kolejnego pokolenia krzyżowców
8. Jacek Żakowski, Leszek Cichy, Krzysztof Wielicki "Rozmowy o Evereście" za opowieść o tym co ważne nie tylko podczas górskiej wspinaczki
9. Agata Christie "Rendez - vous ze śmiercią" - frapujący kryminał o ludzkim zniewoleniu
10 Sergiusz Piasecki "Bogom nocy równi"
i wyróżnienie
Grażyna Bastek "Rozmowy obrazów" - świetna opowieść o sztuce
środa, 23 grudnia 2020
Lee Child "100 milionów dolarów"

niedziela, 13 grudnia 2020
Grażyna Bastek "Rozmowy obrazów" t. I
"Rozmowy obrazów" to jedna z najlepszych książek o sztuce, jakie czytałam. Do tej pory za osobę, która pisze wyśmienicie na ten temat, w taki który do mnie dotarł i mnie przekonał, uważałam siostrę Wendy Beckett, teraz odkryłam już kolejną autorkę. Myślę, że jest to pozycja głównie dla laików, ciężko mi powiedzieć, czy znawcy malarstwa, zajmujący się takimi kwestiami zawodowo, znajdą tutaj coś nowego, o czym nie wiedzieliby. Nie jestem historykiem sztuki, ale tematyka ta mnie interesuje i jestem tą książką zachwycona.
Autorka zestawia ze sobą różne obrazy, zbieżne albo tematyką, albo sposobem uchwycenia tematu, albo jeszcze inaczej i porównuje je i opowiada o nich. A w trakcie czytania tej mini opowieści twórca żyjący kilkaset lat wcześniej staje się bliższy, a to co namalował, zaczyna nawet fascynować, tak jakby malarz zostawił list, który może odczytać każdy bez względu na to, jakim językiem włada i w jakiej epoce żyje. Aby jednak odczytać wszystko, trzeba albo mieć fachowe przygotowanie, albo zgłębiać ten temat. "Rozmowy obrazów" są mocno pomocne. Autorka wydobywa z dzieła takie jego aspekty, które dla oglądającego mogą być i najprawdopodobniej w większości wypadków byłyby niezauważalne. Wynajduje też nie tylko znane obrazy, ale i te naprawdę znane mało, potrafi też znaleźć to, co te obrazy łączy. Tak jak np. są książki, w których autor piszący później, nawiązuje bezpośrednio lub pośrednio do tego, co zostało stworzone wcześniej.
Niekiedy element łączący dzieła jest oczywisty, np. mamy wybrane 2 obrazy Sądu Ostatecznego, jeden Hansa Memlinga, a drugi Michała Anioła z Kaplicy Sykstyńskiej. Ale są też i porównania mniej oczywiste, dla laików początkowo nawet nieczytelne, a jasne dopiero po przeczytaniu fragmentu książki. Przykładowo w rozdziale o malarstwie portretowym mamy portrety papieża Innocentego X autorstwa Diego Velazqueza z XVII wieku i autorstwa Francisa Bacona z XX wieku. Wydawać się może dziwne malowanie portretu osoby, która zmarła kilkaset lat wcześniej. Ale Bacona fascynowała postać Innocentego X, a z racji tego, że żył w czasie, kiedy wiedza o tym papieżu była już nie tylko powszechna, ale i znacznie głębsza, niż wówczas, gdy papież żył, paradoksalnie wiedział o nim więcej, niż Velazquez. I co ważniejsze chyba, w XX wieku bez obawy twórca mógł namalować jego postać tak, jak uważał za stosowne. Kilkaset lat temu w przypadku negatywnej wymowy portretu papieża, kariera artysty mogłaby się błyskawicznie skończyć. Bacon mógł też namalować papieża w taki sposób, taką techniką, jakiej wcześniej nie znano. Bacon zreinterpretował więc obraz sprzed wieków i namalował Innocentego X oddzielonego od widza jakby kurtyną, krzyczącego, samotnego. Takiego, o którym chciałoby się dowiedzieć jeszcze więcej. Jest też portret Benedykta XVI, co wydaje się już całkiem dziwne, jest przecież masa jego zdjęć. Ale w portrecie jest coś, czego nie ma na zdjęciach. Na portrecie Benedykta XVI autorstwa Michaela Triegela z 2010r. , czyli jeszcze sprzed abdykacji, papież na tronie, jak to ujęła G. Bastek, nie czuje się swobodnie, jego ciało jest wygięte, jakby nie chciał tam być. Jeżeli jest dobry portrecista, na obrazie może pokazać to, czego na fotografii się nie da.
Dla mnie te opowieści o obrazach są fascynujące, a wiedza, jaką dysponuję w tym zakresie, jest na tyle mała, że nie byłabym w stanie dokonać takich zestawień. Jedyny minus książki, to zbyt mały format. Ideałem byłoby, gdyby byłoby to wydanie albumowe.
6/6
środa, 9 grudnia 2020
Agata Christie "Rendez-vous ze śmiercią"

