niedziela, 27 czerwca 2021

P. K. Adams „Ciche wody”

 

Obraz znaleziony dla: Wawel Katedra. Rozmiar: 153 x 160. Źródło: en.wikipedia.org

    Pozycję tą kupiłam bez zastanowienia, tylko po przeczytaniu, że jest to kryminał i że wydarzenia rozgrywają się na dworze królewskim na Wawelu w XVI wieku.   Jedyne co w tej książce jest dobrego, to pomysł na kryminał z epoki jagiellońskiej. Całość jest nudna, napisana bardzo prostym językiem, niemal jakby pisało to dziecko,  i niczego nowego ani o historii ani o niczym innym z lektury nie można dowiedzieć. Psychologii nie ma żadnej, postacie są nieskomplikowane, płaskie, sztampowe. Rozwiązanie zagadki  kryminalnej przewidywalne. Trudno też mówić o oryginalności, gdy jedno z opisywanych wydarzeń z udziałem dwórki królewskiej, rozgrywające się w Noc Świętojańską, zostało w bardzo zbliżony sposób pokazane już parę lat temu w serialu „Korona królów”. Postacie historyczne ukazane są bardzo powierzchownie i stereotypowo. Przykładowo Stańczyk ledwo co usłyszał o zabójstwie, już momentalnie wpadł na trop.  

      Wydarzenia opowiadane są z punktu widzenia przełożonej królewskich dwórek, 25 letniej wdowy, Włoszki Kateriny, która przybyła na dwór wraz późniejszą królową Boną. To ona „prowadzi śledztwo”, nieformalne oczywiście i relacjonuje jego wyniki królowej Bonie. Bona z kolei z powodu swojej pozycji  i wobec nakazu króla, aby się nie mieszała do tej sprawy, „śledztwa” osobiście prowadzić nie może. 

   Nie wiem, czy wydawnictwo zdecyduje się na wydanie dalszych tomów, ale z pewnością nie będę ich czytelniczką, co nie zmienia postaci rzeczy, że gdyby ukazał się inny kryminał z akcja osadzoną w tej epoce, chętnie bym go przeczytała. Napisanie czegoś takiego, naprawdę dobrego,  byłoby bardzo trudne. Jedyny kryminał, a właściwie quasi kryminał z nieco wcześniejszego okresu, jaki znam,  to „Imię Róży”, które Eco napisał w 1980r. Z uwagi na charakter epoki nie tylko odrodzenia, ale i średniowiecza, właściwie wszystkie powieści historyczne, umiejscowione w tamtych czasach, przypominają kryminały. Zdecydowanie więc lepiej zamiast czekać na coś, co najprawdopodobniej nigdy nie nastąpi, czyli na dobry kryminał umiejscowiony w wiekach średnich, sięgnąć po „Królów przeklętych” Druona, trylogię Hillary Mantell z czasów Henryka VIII – „W komnatach Wolf Hall”, „Na szafocie”, „Lustro i światło”, na „Krzyżowców” Zofii Kossak – Szczuckiej, czy też po Cherezińską, np. „Koronę śniegu i krwi”. 

2/6

wtorek, 22 czerwca 2021

Jessica Bruder „Nomadland” – audiobook, czyta Aneta Todorczuk

 

Audiobook Nomadland  - autor Jessica Bruder   - czyta Aneta Todorczuk

     „Nomadland” to reportaż doskonały. Przed lekturą nie miałam bladego pojęcia o problemie bezdomnych seniorów amerykańskich i o innych opisywanych zjawiskach socjologicznych, od strony psychologii też jest arcyciekawy. Napisany jest tak, że ciężko jest się oderwać od słuchania, czytania z pewnością też. Aneta  Todorczuk pasuje do roli odczytującej idealnie, autorka jest pewnie w podobnym wieku, czyta też całkiem dobrze.

     U nas czegoś takiego nie ma, ale w Stanach od około 2008r., tj. od kryzysu gospodarczego wraz z upadkiem szeregu firm, upadły też niektóre fundusze emerytalne. Ponieważ nie ma tam ZUS-u lub innego podobnego podmiotu, część  amerykańskich seniorów znalazła się albo w ogóle bez środków do życia, albo ze środkami tak małymi, że nie pozwalają na marną nawet egzystencję. Aby uzyskać jakikolwiek dochód podejmują się więc dorywczo koszmarnych prac fizycznych w różnych miejscach, często w Amazonie, a w związku z utratą mieszkania zamieszkują w samochodach, przyczepach, a nawet i namiotach. Ludzie którzy znaleźli się w takiej sytuacji to nie margines, mają róże wykształcenie, niejednokrotnie i wyższe, wielu z nich zajmowało też stanowiska kierownicze. Tych ludzi z roku na rok jest coraz więcej, jest to potężny problem.   

   Opisane zjawisko jest przerażające. Szalenie ciekawe jest obserwowanie  charakterów tych ludzi. U nas jest masa emerytów całkowicie bezradnych, powoli chyba to się zmienia, ale zdecydowana większość z nich nadal żyje życiem dzieci i wnuków, chodzą o lekarza do lekarza i opowiadają wszystkim o swoich chorobach, narzekając przy tym na brak pieniędzy i niską emeryturę. Niewielu z nich dorabia. Opisywani Amerykanie też nie są zdrowymi bykami, ale jednak zamiast egzystować i liczyć grosz do grosza, podejmują się wyzwań i tej wyniszczającej pracy. Chociaż nie jest lekko, nie skupiają się tylko na narzekaniu. Tworzą strony internetowe takich koczowników, udzielają sobie porad, nawiązują nowe kontakty towarzyskie.

     Część z amerykańskich seniorów ma rodziny, ale mało kto wpada na pomysł, aby wspólnie mieszkać, tym bardziej że często ich dzieci również mają problemy finansowe. Czytanie o amerykańskiej mentalności było dla mnie fascynujące. Wątpię czy podjęłabym się tak ciężkiej pracy na stare lata, jak oni, ale podziwiam tych ludzi. Pomiędzy nimi tworzy się bliska więź, nawet gdy przebywają w swoim  towarzystwie tylko kilka miesięcy w roku, potem jadą każdy w inną stronę, aż znowu spotykają się gdzieś indziej, albo i znowu w tym samym miejscu. Sami mówią, że są rodziną. W razie problemu mogą liczyć na siebie, a nie na rodziny biologiczne, będące gdzieś kilkaset czy kilka tysięcy kilometrów dalej. Tworzenie się pomiędzy niespokrewnionymi osobami, przyjaciółmi,  więzów niejednokrotnie bliższych i głębszych niż z osobami spokrewnionymi, narasta już w chyba wszędzie. W tym reportażu jest opisane szczególnie ciekawie.

   Autorka pisała książkę kilka lat, sama stała się przez ten czas taką tymczasową bezdomną, jeżdżącą kamperem i śpiącą w nim. Spędziła w towarzystwie swoich bohaterów sporo czasu. Część jej przyjaciół opisała jej swoje przemyślenia  życiowe. Przykładowo jedna z kobiet pracowała kilka miesięcy w roku w magazynie Amazona. Dla niej porażający był konsumpcjonizm Amerykanów, kupowanie przez nich jak największej masy rzeczy, często mało potrzebnych i przy tym całkowity brak troski o środowisko. Mówiła, że rzeczy sprzedawane w Amazonie są tak tandetne i do niczego niepotrzebne, że sądzi, iż około miesiąca po zakupie, wylądują one na śmietniku. Prawie wszystkie towary są tandetnych materiałów, w tym z plastiku, będą się więc rozkładać setki lat i niszczyć przyrodę. Amerykanka zaś żyjąc w kamperze wie, że tak naprawdę do szczęścia nie jest potrzebne posiadanie masy przedmiotów.

    Ciekawe są też obserwacje reakcji innych ludzi na tych bezdomnych. Jedni utrudniają im życie, jak mogą, donosząc np. że rozłożyli się w miejscu do tego nieprzeznaczonymi, inni są obojętni, jeszcze inni wykazują życzliwość.

   Po lekturze każdy już trochę inaczej będzie patrzył na otaczający świat.  

6/6


sobota, 19 czerwca 2021

Vincent Severski „Nabór” – audiobook, czyta Krzysztof Gosztyła

 

Audiobook Nabór  - autor Vincent V. Severski   - czyta Krzysztof Gosztyła

     Książka napisana jest niezwykle sprawnie i trzyma w napięciu niemal od pierwszej minuty aż do końca. Ale plusów niestety jest niewiele więcej. 

     Tym razem nacisk jest  położony na politykę i to polską, w tym na odejście czy wyrzucenie ze służby przez obecną ekipę rządzącą - zdaniem Severskiego – najlepszych z najlepszych, znanych już z poprzednich tomów oficerów polskiego wywiadu. Temat ten przewija się niemal we wszystkich książkach V. Severskiego. James Bond to przy tych oficerach naprawdę nikt. Opisy porażającego geniuszu tych osób są niekiedy już wręcz groteskowe i zajmują naprawdę sporo miejsca. W tym tomie dowiadują się oni o tym, że w jednym z domów na warszawskiej Pradze tymczasowo znajduje się grupa islamskich terrorystów, którzy szykują w Warszawie samobójczy zamach bombowy na ogromną skalę. Nasi bohaterowie nie przekazują tej informacji żadnej służbie tylko na własną rękę decydują się na rozprawienie się z zamachowcami, rozbrojenie przygotowanych materiałów wybuchowych i wzięcie jednego z zamachowców jako zakładnika. Nie mogą przekazać informacji o planowanych zamachach żadnej służbie, bo nawet wszystkie razem wzięte polskie służby nie byłyby w stanie ich zdaniem dokonać tego, co oni, czyli te kilka osób, dysponujących bodajże jednym egzemplarzem broni.  Ich przeciwnicy polityczni, czyli osoby przez które musieli odejść na emeryturę, tym razem są nie tylko groteskowi, ale naprawdę groźni. Jeden z nich, minister, współpracuje z rosyjskim wywiadem i ma tak mocną pozycję, że gdy chce kogoś z przeciwników politycznych wyeliminować, to kontaktuje się z Rosjanami, a oni tą osobę likwidują w sensie dosłownym.    

     Kuchni szpiegowskiej, czyli tego, co zawsze było pociągające w książkach Severskiego, jest w „Naborze” niewiele i się mocno powtarza. Osoby, które nie znają wcześniejszych tomów, prawdopodobnie będą bardziej zadowolone. Jest co nieco o irańskim wywiadzie i bardzo ciekawie o Kozakach. Wyeksponowane są wątki związków damsko – męskich, przypominają z kolei mocno tanie romansidła. Opisy niemal nadnaturalnych mocy polskich byłych oficerów wywiadu zajmują najwięcej miejsca, a absurd tych opisów psuje mocno przyjemność słuchania o innych kwestiach i poddaje w wątpliwość  rzetelność wszystkich innych opisów. 

      Autor bardzo przychylnym okiem patrzy z kolei na Rosjan, którzy w całym cyklu, a w tym tomie szczególnie pokazani są jako wielcy przyjaciele Polski, którzy co prawda mieszają się w nasze sprawy, nie ma z nimi lekko, ale generalnie są ok. Takie kuriozalne podejście również było już przedstawiane w poprzednich tomach. 
 
    Gosztyła jak zwykle czyta świetnie, bez niego naprawdę ciężko byłoby słuchać. Jeżeli ktoś chce się oderwać od rzeczywistości i mieć rozrywkę, ale tylko z niewielką domieszką czegoś wartościowszego, to może po tą pozycję sięgnąć. 
3/6

środa, 16 czerwca 2021

Jane Austen "Mansfield Park"

 Mansfield Park - Jane Austen

"Człowiek rodzi się po to, by walczyć i trwać" - J. Austen, "Mansfield Park"

    Powieści Jane Austen to ponadczasowe arcydzieła. Zmysł obserwacji ludzkich charakterów pisarka miała ponadczasowy. Widziała wszystko, nawet najbardziej zakamuflowane uczucia, z których obserwowana przez nią osoba jeszcze nie zdawała sobie sprawy. Stawiam ją obok największych, najwnikliwszych znawców ludzkiego charakteru, obok Agaty Christie, Johna le Carre`a i Javiera Mariasa. Czytając uważnie można się dowiedzieć, na co zwracać uwagę, aby odszyfrować czyjś charakter, czy odgadnąć prawdziwe intencje. Słuchając kogoś uważnie, patrząc na niego i obserwując, można nawet przewidzieć, jak ten ktoś zachowa się w przyszłości, czy rzeczywiście kogoś kocha, czy małżeństwo z nim ma szanse być udane itp.  

   Austen pisała o uczuciach ludzkich, nie tylko o miłości, w jej książkach jedni kochają, inni nienawidzą, niektórzy zazdroszczą, jeszcze inni się mszczą itp. Często wszystkie te uczucia skupiają się w jednej osobie. Ale nie ulega wątpliwości, że Austen zasłynęła z pisania o miłości. Każda opisywana przez nią miłość jest inna. W filmie "Rozważni i romantyczni. Klub miłośników Jane Austen" współcześni bohaterowie spotykają się co miesiąc i dyskutują o jednej książce Austen, odnajdują przy tym bez trudu analogie pomiędzy sytuacjami, opisywanymi przez pisarkę, a tymi które sami przeżywają.  Jedni bohaterowie im się podobają, utożsamiają się z nimi, inni wręcz przeciwnie. Gdyby popatrzeć w ten sposób na "Mansfield Park" to zobaczymy, że to opowieść o miłości, która rodzi się z przyjaźni, z bliskości, z sytuacji, gdzie nikt początkowo nie podejrzewałby, że wielka sympatia, szczerość czy wzajemna troska, mogą przekształcić się właśnie w miłość. Ale przez zdecydowaną większość książki, niemal całą, to jednocześnie opowieść o miłości bez wzajemności. Kocha tylko Fanny, Edmundowi nie przychodzi to do głowy, zwierza się nawet Fanny z uczuć do innej kobiety. Fanny nie potrafi kokietować i walczyć o mężczyznę. Uważa, że co ma być, to będzie, w żaden sposób nie pomaga losowi. Taki ma charakter, po części wynika to też z jej usytuowania w rodzinie Edmunda, tzn. ubogiej krewnej wziętej z łaski na utrzymanie. Nie zmienia tej postawy nawet wtedy, gdy Edmund ewidentnie ma poważne zamiary wobec panny Crawford i mimo tego, że tylko ona ma świadomość, że Mary Crawford jest wredotą, mówiąc współczesnym językiem. Przypadków gdy miłość rodzi się bez fajerwerków w sytuacji, gdy ktoś absolutnie się tego nie spodziewa, gdy dwie osoby się już długo znają i nic do siebie nie czuły, jest w tej powieści więcej. Nie ma tu tylko stagnacji, pojawia się też, co rzadkie u Austen, zdrada.  

     W "Mansfield Park", podobnie jak i we wszystkich książkach Austen nie ma epatowania złem, owszem są postacie mniej lub bardziej złe. Pisarka jednak nie skupia się na nich, skupia się na swoich głównych bohaterkach, które raczej nie są ideałami, ale są jednak zdecydowanie bardziej dobre, niż złe. Nie ma więc przekłamań psychologicznych, ale jednocześnie w zalewie różnych złych wiadomości z mediów, te książki dają wytchnienie. Fanny szczególnie myśli o tym, co jest dobre, co właściwe, stara się być dobrym człowiekiem. Czytelnik nie może pozostawać wobec takiej postawy obojętny, po lekturze coś więc zostaje z tych mini rozmyślań. No i pełne uroku są baśniowe happy endy, to jedyny wyjątek w olbrzymim realizmie powieści. I nic złego tym powieściom z tego powodu się nie dzieje. To po prostu taka nieco baśniowa konwencja, która ma mało wspólnego z rzeczywistością. Ale czytelnik o tym wie. I między innymi dzięki temu te książki tak dobrze się czyta. 

    Poza tym wszystkim powieści Austen to kopalnia wiedzy o epoce. Przeczytanie jednej takiej książki daje więcej niż studiowanie podręcznika, tutaj wiedzę się chłonie bezwiednie. Opisywany świat może naprawdę się spodobać. Gdy tak się stanie, to warto obejrzeć inny film "W świecie Jane Austen", w którym jego bohaterka za odpowiednią opłatą udaje się do posiadłości Jane Austen, gdzie można przebywać w strojach z epoki, jeść potrawy z epoki, podróżować bryczką itp. W filmie widać chociażby, że jest też warstwa niższa, służba, która haruje, w powieści zupełnie niewidoczna. Ale styl życia ziemiaństwa, bogatszego i biedniejszego, z książek można doskonale poznać.

    Co do realizmu psychologicznego, to mocno zainteresowała mnie postać, o której autorka napisała, że "takie są jego obyczaje, nie potrafi zrobić nic, w czym nie byłoby domieszki zła". Znam taką postać w rzeczywistości, nie potrafiłam tylko ująć sedna. Ciekawy był też konkurent do ręki jednej z bohaterek, twierdzący, że kocha ją całym sobą. Fanny zauważyła, że wcześniej flirtował z wieloma innymi kobietami, nie liczył się w ogóle z cudzymi uczuciami, o poważnych związkach wypowiadał się lekceważąco i bezdusznie, nie miał nikogo, kto tak naprawdę byłby mu potrzebny. Doszła do wniosku, że trwały związek byłby sprzeczny z jego naturą. Różnego rodzaju obserwacji jest tu cała masa.  A skąd się wzięły się takie umiejętności psychologiczne u Fanny, czy po prostu u Austen? Nie miała przecież formalnego wykształcenia. Lubiła obserwować ludzi i potem siedzieć i rozmyślać o tym, co widziała, wyciągać wnioski. "To wielkie szczęście mieć na kominku ogień, przy którym można siedzieć i rozmyślać".   

6/6



wtorek, 8 czerwca 2021

Lytton Strachey "Elżbieta i Essex. Historia tragiczna"

Elżbieta i Essex. Historia tragiczna - Ebook (Książka EPUB) do pobrania w formacie EPUB

 

"Elżbieta i Essex" to dla mnie głównie książka psychologiczna, a potem dopiero częściowo biograficzna i historyczna. Lytton Strachey opisał dzieje relacji pomiędzy królową a hrabią Essexem przez pryzmat ich charakterów. Starał się wydobyć jak najwięcej ze źródeł z epoki, np. z zapisów Franciszka Bacona, ale głównie sam wyciągał wnioski. Wydarzenia historyczne opisywał w tle. Pozycji tej nie czyta się łatwo, nie jest to beletrystyka. To opowieść z wieloma cytatami z dzieł z czasów Elżbiety I, bez dialogów, napisana w 1928r., ale warto poświecić czas. 

   Autor nie wyszperał gdzieś w źródłach nowych faktów historycznych, ale na te znane popatrzył jeszcze w inny sposób. Wbrew powszechnie panującej opinii, że charaktery ludzkie są ponadczasowe, uważał on, że  jest inaczej, że epoka w jakiej ktoś żyje, odciska na każdym swój ślad. "Przede wszystkim nie możemy objąć wyobraźnią ani pojąć rozumem sprzeczności tej epoki". "Jak można związać w spoistą całość przebiegłość tych ludzi, ich delikatność i brutalność, ich pobożność i rozpustę." Pisze dalej, że wszystkie niemal wybitne umysły renesansu miały w sobie coś z artysty. 

    Podobnie jak i biografia Lyttona Stracheya, tak i opisana przez niego historia jest wbrew wszelkim pozorom na wskroś oryginalna. Wspomniał przykładowo, że ambasadorzy hiszpańscy pisali, że główną cechą Elżbiety było tchórzostwo. Zdaniem Lytton Stracheya mylili się, jednakże królowa wg niego osiągnęła powodzenie dzięki takim cechom jak obłuda, giętkość, niezdecydowanie, wieczne zwlekanie i skąpstwo, ale też niezależność umysłu i pociąg do gry politycznej, czyli cechom które nie mają w sobie nic z bohaterstwa.  To pozorne niezdecydowanie mogło zwieść wiele osób z najbliższego otoczenia, nawet i Essexa. 

   Czytając obserwować można też i inne postacie historyczne, np. sekretarza królowej Cecila, człowieka o wyjątkowo głębokim umyśle, czy Franciszka Bacona, również o wyjątkowej mądrości i przewrotności, którego porównywał do węża. Bacon pisał, że "umysł nasz jest zamknięty w pieczarach naszych własnych skłonności i obyczajów, które pchają nas do nieobliczalnych błędów i płaskich poglądów". Tym tropem idzie autor "Elżbiety i Essexa" 

    Lytton Strachey wyszczególnia, kiedy i jak pewne cechy charakteru   prowadziły jego bohaterów na szczyt, a kiedy te same cechy im zagrażały, albo nawet i gubiły ich. Przykładowo Essex miał sentyment do sztuki wojennej, lubił walczyć, aczkolwiek nie osiągnął w tej dziedzinie, podobnie jak i w żadnej innej nic z wielkości. Ambicję miał porażającą, mniemanie o sobie równie wielkie i tkwił w przekonaniu, że zawsze będzie faworytem królowej. Parł ku wszelkim możliwym stanowiskom i zaszczytom bez żadnych zahamowań. Zdecydował się w końcu na objęcie przywództwa nad oddziałami, rzuconymi przez Elżbietę do walki z "katolickimi rebeliantami" w Irlandii, rebeliantami doskonale dowodzonymi mającymi głębokie społeczne poparcie i będącymi oczywiście u siebie. Franciszek Bacon napisał "widziałem jego klęskę, związaną przeznaczeniem z tą podróżą zupełnie jasno. O ile można oprzeć swe przekonanie na wypadkach, które dopiero nastąpią". Lektura momentami potrafi być naprawdę fascynująca.  

    Albo przykładowo współcześni Elżbiety rozwodzili się nad jej niezdecydowaniem czy tchórzostwem. Mało kto brał pod uwagę to, czyją była córką. Jej ojciec wydał wyrok śmierci na dwie swoje żony, w tym na matkę Elżbiety i masę innych osób.  Essex we wszelkich możliwych aspektach nadużywał cierpliwości królowej, aż w końcu wystąpił przeciwko niej i nawoływał do buntu, zdradził ją we wszelkich możliwych aspektach. Essex uznał, że córka takich rodziców będzie tolerować jego występki. Ponoć do końca liczył na ułaskawienie. Strachey wyobraził sobie, że Elżbieta, gdy nadszedł czas na ostateczną decyzję, co zrobić z Essexem "czuła, że ożywia ją duch ojca i osobliwe uczucie poruszyło tajemne głębie jej duszy". Essexowi zaś dopiero w dniu egzekucji "bielmo spadło z oczu" i dopiero wtedy zrozumiał, że "nigdy nie było najmniejszej możliwości wywierania wpływu na Elżbietę", "w rzeczywistości bowiem za tą niewiarygodnie wypracowaną  fasadą kryło się wnętrze z żelaza". 

6/6

sobota, 5 czerwca 2021

Candace Bushnell "Sex w wielkim mieście... i co dalej?"

 Seks w wielkim mieście... i co - okładka książki

 Książka ta to teoretycznie kontynuacja powieści "Sex w wielkim mieście", na podstawie której nakręcono słynny serial, jeden z moich ulubionych. Teoretycznie to dalsze losy bohaterek, tylko oczywiście później. Teoretycznie, bo nie widzę żadnego związku pomiędzy kobietami z serialu i z tymi z tej książki. 

    Bohaterki książki to inne kobiety niż te z serialu, jest ich więcej niż 4, mają grubo ponad 50 lat, bliżej im do 60, niektóre mają nawet więcej. Zachowują się tak, jakby miały lat kilkanaście i do tego jeszcze były wyjątkowo głupie. Główne ich zainteresowanie to oczywiście faceci, ich brak lub problemy z nimi. To około 90% zainteresowań, reszta to własny wygląd i strach przed upływającym czasem. Są puste, próżne, egocentryczne, żadna nie robi niczego pożytecznego. Są skrajnie niedojrzałe emocjonalnie. Żadna postać czytelnika do niczego, ale to absolutnie do niczego nie inspiruje. 

    Temat samotnych kobiet w tym wieku z pewnością ma w sobie bardzo duży potencjał. Pomysł rozdziałów o związkach z młodszymi partnerami, starszymi ( w tym przypadku w wieku 80 lat) czy partnerami z dziećmi sam w sobie jest dobry, ale rozwinięcie koszmarne. Całość jest nudna, czyta się źle. Totalne rozczarowanie.  

2/6

czwartek, 3 czerwca 2021

Lucy Maud Montgomery "Błękitny Zamek" - audiobook, czyta Irena Lipczyńska

 

Audiobook Błękitny Zamek  - autor Lucy Maud Montgomery   - czyta Irena Lipczyńska

    "Błękitny Zamek" to jedna  z moich ulubionych książek z czasów gdy byłam jeszcze nastolatką, a do której raz na jakiś czas wracam. Pisałam o niej tutaj. Nie słuchałam wcześniej "Błękitnego Zamku" jako audiobooka, po wysłuchaniu skupię się więc na tym, jak poradziła sobie z odczytaniem i interpretacją Irena Lipczyńska. 

    Otóż poradziła sobie fatalnie. Gdy nie zna się książki i słucha się audiobooka, skupia się na treści, wykonanie schodzi na drugi plan, chyba że wykonanie jest albo wyśmienite, albo fatalne, wtedy nie można tego nie zauważyć. Ta interpretacja jest na tyle zła, że ktoś kto nawet nie znałby tekstu, chyba zauważyłby to. 

    Najlepsze wykonanie audiobooka jest wtedy, gdy jest to maksymalnie naturalne, gdy nie wyczuwa się sztuczności. Gdy ma się wrażenie, jakby słuchało się czyjejś opowieści, jakby trwało spotkanie z narratorem, albo z kimś znajomym. A przy dialogach jakby się kogoś przypadkowo słyszało, np. za ścianą w mieszkaniu. Wyśmienicie czyta Krzysztof Gosztyła, ale on wcześniej kilka razy czyta tekst, raz aby wiedzieć, o co chodzi, podczas drugiego już czytania zaznacza w tekście, jak czytać, gdzie głośno, gdzie ciszej, jak modulować głos, itp. Za trzecim razem to jeszcze szlifuje i dopiero za czwartym razem  czyta w studiu, gdzie jest to nagrywane. Tak mówił w jednym z wywiadów. Rewelacyjnie czyta też Maciej Stuhr, chyba nawet wolę go czytającego książki, niż grającego w filmach. Niektórzy zaś po prostu nie przygotowują się do czytania i nie mają żadnego talentu. Wychodzi wtedy beznadzieja. 

    Irena Lipczyńska czyta bardzo wolno i jeszcze z dziwną manierą, permanentnie robi pauzy, jakby np. postać się zastanawiała, coś sobie przypominała, potem po pauzie czyta wolniej, potem znów normalnie i od nowa, pauza, jakby ktoś się zastanawiał, potem jeszcze wolniej i tak cały czas. Kompletnie nie pasuje to do tekstu. Brzmi to też tak, jakby robiąc pauzę, czytała w myślach tekst i zastanawiała się wówczas, jak to odczytać. W taki sposób czytane są też sceny bardzo dynamiczne, np. gwałtowna kłótnia. Audiobook trwa 8 godzin i 28 minut. 

     Jest też u nas wydany drugi audiobook z "Błękitnym Zamkiem", który trwa z kolei 7 godzin i 18 minut, czyta wówczas Magdalena Kocur. Oba audiobooki są wersją pełną książki. Te 50 minut różnicy to są po prostu pauzy w wykonaniu Ireny Lipczyńskiej i potwornie wolne tempo czytania, zupełnie nieadekwatne do tekstu.  
 
   Całość ratuje oczywiście tekst Lucy Maud Montgomery. 
3/6

czwartek, 27 maja 2021

Rhys Bowen "Ostatnia iluzja" tom IX z Molly Murphy


 

Ostatnia iluzja - Rhys Bowen

  

    Wydawnictwo Noir Sur Blanc zrobiło sobie dłuższą przerwę w wydawaniu książek z mojej ulubionej serii z Molly Murphy. Ale na szczęście nie porzuciło pomysły kontynuowania całości.   Zarówno ta pozycja, jak i wszystkie poprzednie są naprawdę dobrą rozrywką. Nie mają ani głębokich rozważań psychologicznych czy filozoficznych, ale można przy nich odpocząć i jednak sporo się dowiedzieć. Czytając można poróżować w czasie do Nowego Jorku sprzed 100 lat. Detektyw Molly jak zawsze jest wytrwała, przebojowa, optymistycznie nastawiona do świata, dbająca o przyjaźnie.

 

     Gigantycznym atutem serii są właśnie opisy Nowego Jorku. W tym tomie wkraczamy w zapomniany już świat iluzjonistów. Z reguły te środowiska, w których przebywała Molly z biegiem czasu ewoluowały, np. tkaczki z fabryki teraz pracują w zupełnie innych warunkach, maja zabezpieczenia socjalne itp. Wróżbitki, z którymi też miała kontakt zawodowy, też istnieją i w tym zakresie wiele się nie zmieniło. Szpitale psychiatryczne, w których kiedyś z racji wykonywanej pracy i dla rozwiązani zagadki Molly musiała się znaleźć, też się zmieniły. Ale iluzjonistów chyba już naprawdę nie ma, a jeżeli są to ich znaczenie i popyt na ich usługi są marginalne. A kiedyś było zupełnie inaczej. Iluzjonistami świat się fascynował, występowali w najbardziej prestiżowych teatrach, byli ówczesnymi celebrytami. Patrząc nieraz wstecz, widzimy, że wszystko się zmienia, ale są przecież i takie aspekty rzeczywistości, które kiedyś były, a potem zanikły. Klimat retro jest więc tutaj wyjątkowy. Jeden z opisywanych iluzjonistów, Houdini to autentyczna postać, ówczesny celebryta, biorący udział w autentycznej gigantycznej aferze tamtych czasów. Wprowadzanie przez Rhys Bowen do powieści autentycznych wydarzeń i snucie akcji na ich tle, np. zamach na prezydenta Wiliama McKinleya, protesty sufrażystek i masa innych, jest wyśmienitym pomysłem.

   

  Problemy z kolei, z jakimi zmaga się Molly, są ponadczasowe. Tym razem zbliża się dzień jej zaręczyn, a narzeczony, Daniel, coraz częściej mówi o ślubie. Chciałby, aby Molly po ślubie zrezygnowała  z pracy i zajęła się tylko domem, najlepiej byłoby, gdyby nawet zrezygnowała ze swoich przyjaciółek. Molly z kolei kocha Daniela,  ale fascynuje się też swoją pracą, dobrze czuje się jako osoba niezależna finansowo i ceni sobie bardzo swoje przyjaciółki. I jak z tego wybrnąć, aby nie zrezygnować z niczego? Być szczerą i uprzedzić narzeczonego, że nie będzie mogła zrezygnować z pracy, czy udawać i być nieszczerą? Molly jest uczciwa, kłamstwa nie wchodzą wiec w rachubę. Są też problemy właśnie szczerości w związku. Ile można mówić drugiej osobie, gdy np. jest się zobowiązaną przez kogoś innego do dochowania tajemnicy? Czy tajemnice będą mogły wpłynąć negatywnie na związek? A jak tajemnice wpływają na przyjaźń, gdy Molly nie ma czasu dla przyjaciółek i nie może im powiedzieć, czym się zajmuje?

 

   Mam nadzieję, że na kolejny tom nie będzie trzeba czekać znowu dwóch lat.

5/6

 

 

 

poniedziałek, 17 maja 2021

Robert Galbraith (J. K. Rowlling) "Wołanie kukułki" - audiobook, czyta Maciej Stuhr

 

Audiobook Wołanie kukułki  - autor Robert Galbraith   - czyta Maciej Stuhr

   Moje drugie spotkanie z kryminałami J.K. Rowling nie zakończyło się szczególnie pozytywnie. Zaczęłam czytać cykl parę lat temu od drugiego lub trzeciego tomu i myślałam, że już więcej po Rowling nie sięgnę. Dałam jednak jej drugą szansę, trzeciej raczej będzie. 

     Atutów powieści nie jest wiele. Główny zaś to postać Cormorana Strike`a, detektywa, byłego żołnierza, który podczas pobytu w Afganistanie stracił nogę. Widać wyraźnie, co mi się podoba,  nawiązanie do klasyki, do nieśmiertelnego detektywa wszechczasów, Sherlocka Holmesa, i do jego przyjaciela doktora Watsona. Watson też był żołnierzem  i stacjonował z wojskiem właśnie w Afganistanie 100 lat wcześniej niż Cormoran, tam też został ranny. Gdy Watson poznał Holmesa, utykał. Tak to przedstawia serial "Sherlock", nie pamiętam, czy w tym zakresie są różnice pomiędzy serialem a wersją Conan Doyle`a. No i u Rowling też jest para, tak jak był Holmes i Watson, współcześnie jest Cormoran i Robin, jego sekretarka. Detektyw Cormoran naprawdę intryguje. Nie użala się nad sobą, nie biadoli, dlaczego to właśnie jego coś takiego spotkało. Zmaga się z kalectwem i stara się normalnie żyć. Jest inteligentny i dociekliwy, w kontaktach towarzyskich potrafi być trudny i niemiły, chociaż to też zależy dla kogo. Cormoranowi wiedzie się bardzo źle pod względem finansowym, po zerwaniu związku nie ma gdzie mieszkać i mieszka w swojej agencji. Ma pełno długów, ale mimo tego potrafi być szczodry. Tuż przed tym, jak kończył się okres zatrudnienia Robin, kupił jej w prezencie potwornie drogą sukienkę, na którą absolutnie nie było go stać, a którą kiedyś przy nim przymierzała i wyglądała w niej rewelacyjne. Dziewczyna aż się rozpłakała ze wzruszenia, jej narzeczony nigdy nie zrobił względem niej takiego gestu.  Czy po czymś takim można kogoś nie lubić, nawet mimo jego wielu wad? 

    Podoba mi się też pokazanie Londynu, widać wyraźnie że to obecnie wielokulturowy tygiel, pełen osób różnych narodowości i różnych ras. Rowling pokazuje porażające bogactwo celebrytów, w tym tomie znana modelka Lula wypadła z okna, a Cormoran miał stwierdzić, czy rzeczywiście było to samobójstwo, jak ustaliła policja, czy może jednak zabójstwo. Celebryci, wśród których Lula żyła, zachowują się tak, jak można to sobie z łatwością wyobrazić, nic nowego tu nie ma. Są narkotyki, jest alkohol, są imprezy. Można poznać apartamentowiec dla najbogatszych, gdzie mieszkała Lula. Przyznam, że opis był rozczarowujący, niczego specjalnego tam nie było. Ale poznajemy też przyjaciółkę Luli, bezdomną i niewykształconą narkomankę Rachel, z którą razem były na odwyku, mieszkającą w londyńskich noclegowaniach. Są oczywiście londyńskie czarne taksówki, przypominające według jednego z bohaterów pogrzebowe karawany. Jest też kolejny trup, tym razem topielec z Tamizy. Podczas słuchania nasuwały mi się porównania do Londynu, opisanego przez Conan Doyle`a. Pozornie nie ma wiele wspólnego pomiędzy tymi obrazami, ale gdyby się głębiej zastanowić, to już się coś znajdzie, chociażby coś na kształt kastowości, Lula była adoptowana, adoptowała ją arystokratyczna rodzina, zmanierowanie w tych kręgach i poczucie wyższości nie zmieniło się w najmniejszym stopniu.   

    Gigantycznym atutem jest też czytający audiobooka, Maciej Stuhr. Czyta świetnie. 

    Cała reszta jest niestety nieszczególna. Wszyscy celebryci są do siebie tak podobni, że zlewają się w jedną masę, miałam momentami lekki problem, aby odróżnić kto jest kim, zaczęli mi się mylić. Jeden wracał z imprezy, drugi już właśnie wrócił, trzeci dopiero na imprezę się wybierał. Każdy nienawidzi dziennikarzy. Głębszej psychologii jest tu tyle co nic. Znaczna część akcji to rozmowy Cormorana z celebrytami, są one po prostu nudne. Momentami wyłączałam się, jakoś tak automatycznie ze słuchania, co przy interesujących powieściach nigdy się nie zdarza.  Akcja wciąga dopiero pod sam koniec, gdy dochodzi już do kulminacyjnego rozwiązania zagadki. W powieści nie ma ani drugiego, ani trzeciego dna. Nie ma niczego, nad czym warto byłoby się zastanowić. I nie ma niczego, co utkwiłoby w pamięci na dłużej. 
3/6   

czwartek, 13 maja 2021

Agnieszka Maciąg "Smak zdrowia"

 


Smak zdrowia - Agnieszka Maciąg | okładka

    Agnieszka Maciąg od kilkunastu lat żyje z pisania książek kulinarnych i o zdrowiu, prowadzi też warsztaty, pisze bloga. Jej książki sprzedają się  w gigantycznych nakładach. Autorka sporo czyta właśnie na temat zdrowia i korzysta przy tym nie tylko z pozycji, pisanych z punktu widzenia medycyny konwencjonalnej, ale też medycyny Dalekiego Wschodu. Wspomina wielokrotnie o ajurwedzie, starożytnej indyjskiej medycynie, z której sporo czerpie. Książka to częściowo teksty o zdrowiu w różnych jego aspektach, częściowo zaś przepisy kulinarne. Pomimo olbrzymiej liczby książek kulinarnych na rynku, ta z pewnością mocno się wyróżnia. Autorka mimo skończonych 50 lat, trzyma się świetnie i nie choruje, mając 42 lata urodziła drugie dziecko.   Kilkanaście lat wcześniej ciągle coś jej dolegało. 

    Zasadnicza teza, jaka jest postawiona przez Agnieszkę Maciąg jest taka, że ciało i duch są integralną częścią. Człowiek nieszczęśliwy, mający problemy emocjonalne, niepełniony, czy skrzywdzony i rozpamiętujący stale tą krzywdę, albo z drugiej strony np. zawistny, mściwy, przepełniony negatywnymi emocjami, nie będzie nigdy zdrowy fizycznie. Jeśli nie zrobi się porządku z sobą samym, nie rozwiąże się problemów, albo nie porzuci tych złych emocji, choroba z pewnością się pojawi, to tylko kwestia czasu kiedy. Autorka podaje tytuły innych książek, w których temat związków ciała z psychiką jest pogłębiony, tytuły te można znaleźć też na jej blogu, do którego też zaglądam. 

    Na zdrowie wpływa psychika, ale też oczywiście zdrowe odżywianie, aczkolwiek różne osoby różnie je przedstawiają, ruch, ale też nadużywanie leków i stosowanie przesadnej liczby kosmetyków opartych nie na naturalnych, roślinnych składnikach, tylko na samej chemii. A. Maciąg przedstawia szczegółowo, jakie pokarmy są najzdrowsze i w jaki sposób winny być one przyrządzane. A ponieważ często odwołuje się właśnie do ajurwedy, to widać nieco różnicy pomiędzy tym, co zalecają nasi lekarze, a co właśnie ajurweda. Przykładowo w ajurwedzie preferuje się posiłki gotowane, ciepłe, a nie surowizny. Są też oczywiście i punkty wspólne, typu stawianie na warzywa i owoce, a nie na tłuszcze zwierzęce. 

   Opinie na temat leków mogą budzić kontrowersje, ale ja np. całkowicie z nią się zgadzam. Ona sama nie zażywa żadnych leków właśnie od kilkunastu lat i jest w pełni zdrowa. Oczywiste jest to, że przy określonych chorobach nie ma innego wyjścia, ale u nas leków się stanowczo nadużywa. Przypisywanie leku każdemu pacjentowi, obojętnie z jaką dolegliwością on przychodzi, jest niemal dogmatem naszych  lekarzy. A te leki rozwalają żołądek, wątrobę, nerki i mało kto o tym mówi. Podobnie kosmetyki, zdecydowana większość to czysta chemia, a różne związki chemiczne z tych kosmetyków rozregulowują chociażby układ hormonalny. 

     W niektórych miejscach autorka jest jak dla mnie za bardzo dogmatyczna, np. radzi, aby bezwzględnie kłaść się spać na tyle wcześnie, aby o godz. 22 już spać, albo aby nigdy w żadnej postaci nie pić żadnego alkoholu, nawet piwa czy lampki wina. Dlatego dystans do tego, co ona pisze jest potrzebny, ale sporo pomysłów z lektury można zaczerpnąć. 

    Przepisy kulinarne to po części dania na śniadanie czy obiad, ale bardzo niekonwencjonalne, zbliżone do diety wegańskiej, ale są też np. mikstury na wzmocnienie odporności, syropy.  
5/6  
    

wtorek, 11 maja 2021

Tadeusz Dołęga - Mostowicz "Doktor Murek zredukowany" - audiobook, czyta Marcin Popczyński

 


Doktor Murek zredukowany - Tadeusz Dołęga-Mostowicz | okładka



    Tadeusz Dołęga - Mostowicz, najpoczytniejszy pisarz w okresie dwudziestolecia międzywojennego, określany jest często jako pisarz "dla kucharek". Zaczęło się to już w czasach, kiedy żył. Według niektórych po prostu pisze on nie najlepiej, według innych "gębę" pisarza niskich lotów, którego w pewnych kręgach nie wypada czytać, dorobiły mu władze sanacyjne, oburzone tym, jak przedstawiał efekty ich rządów. Wielu osobom z zawiści mogło nie podobać się już to, że Dołęga - Mostowicz na pisaniu dorobił się fortuny. Dla mnie osobiście nazwanie kogoś, kto napisał "Karierę Nikodema Dyzmy" podrzędnym pisarzem, jest absurdalne. Fakt, że "Znachor" arcydziełem literatury nie jest, ale twórczość Dołęgi - Mostowicza jest na tyle bogata, że naprawdę można znaleźć w niej również i wartościowe pozycje. 

    Tytułowy doktor Murek, to doktor praw, zatrudniony w małym miasteczku w magistracie, któremu na początku powieści naprawdę dobrze się powodzi, ma narzeczoną, w której jest zakochany, przed nim zaś widać szanse na wspaniałą karierę. I nagle jego etat zostaje zlikwidowany, a Murek zostaje bez pracy. Znalezienie nowej pracy okazuje się szalenie trudne, zaczynają odwracać się znajomi, pieniędzy zaczyna brakować. 

   Psychologia w tej powieści jest na fatalnym poziomie. Bohaterowie są czarno - biali. Czasem dobry bohater zrobi coś złego, ale widać, że to warunki go do tego zmusiły. Nie ma też głębszych rozważań właściwie na żaden temat. W ogóle nie zauważyłam tutaj żadnej głębi. Ale są inne atuty. Akcja jest wartka i zaskakująca. No i świetnie można poznać realia życia w latach trzydziestych ubiegłego wieku. A czytelnik poznaje różne warstwy społeczne, zarówno ludzi zamożnych na stanowiskach, jak i biedotę z noclegowni dla bezdomnych. Świetnie ukazane jest skłanianie się biedoty ku ruchowi komunistycznemu, który wydawał się tym ludziom w ich naiwności czymś, co da im prawdziwą szansę na lepsze życie. Pokazana jest cała konspira, w jakiej ten ruch działał, mimo sporego zaangażowania służb państwa w walkę z nim, powstała już wówczas na naszym terenie cała siatka komunistycznych komórek partyjnych, przygotowujących się do przejęcia władzy, gdy zajdzie taka potrzeba i nastanie dogodna chwila. Wielkie było zdziwienie Murka, gdy dowiedział się, że ruch ten w 95% finansowany jest przez Moskwę. 

   Sporo jest małych smaczków, obrazów życia codziennego w takich aspektach, które mógł zaobserwować tylko ktoś, kto żył w tamtych czasach. Myślę, że chociażby i z tego powodu książki Dołęgi - Mostowicza zawsze będą czytane, mogą nawet i zyskiwać na wartości. Przykładowo biedacy mogli wynająć u kogoś kąt do spania, nie był to wynajem pokoju, tylko łóżka. W książce pokazana jest matka z dorosłą córką, które mieszkając w malutkim mieszkaniu, wynajmowały kilku osobom łóżka i wszyscy spali niemal razem, odgrodzeni jedynie parawanem. Dla niektórych osób i tak był to luksus. Albo np. zajęcie dla biedaków bez posady: zaprzyjaźniali się z kucharką i służbą z bogatego domu, wyrzucali za nich kubły ze śmieciami, co uchodziło za zajęcie uwłaczające. Ale wzamian biedak dostawał od tej kucharki butelki do wyrzucenia, oczywiście je sprzedawał. Albo komiczne są sytuacje, gdy dziewczyna z tzw. dobrego domu zadecydowała, że będzie pracować. Uchodziło to za coś absolutnie niedopuszczalnego. Żadna porządna rodzina nie mogła sobie pozwolić na to, aby ich córka pracowała. 

    Są też i ciekawe wątki, które zupełnie się nie zdezaktualizowały. Dołęga - Mostowicz pokazuje, w jaki sposób ówczesne kobiety zabiegały o mężczyzn. Wydawało mi się, że kobiety są wyzwolone dopiero teraz, że w tamtych czasach były one raczej bierne, nieśmiałe wobec płci przeciwnej. Nic bardziej mylnego, o względy Murka ubiegało się kilka kobiet. Dwie bez żadnych skrupułów i żadnych niedomówień ciągnęły go do łóżka. Inne stosowały inne chwyty. Jedna z nich np. działała według scenariusza, realizowanego przez moją znajomą z pracy, opowiadała tym mężczyznom, którymi była zainteresowana, o swoim nieszczęśliwym życiu, kwestia "nieszczęśliwego życia" jest oczywiście sprawą względną. Użalała się nad sobą i czekała na zaoferowanie męskiej, pomocnej dłoni. Wątki damsko - męskie są naprawdę mocno intrygujące. 

     Powieść jest idealna jako audiobook, akcja nie jest skomplikowana, słucha się dobrze, Marcin Popczyński czyta całkiem nieźle. 
4/6