„Królewicz i żebrak” czytany, bądź
słuchany przez dorosłego człowieka, jest niemal zupełnie inną książką, niż
„Królewicz i żebrak”, czytany przez dziecko. Gdy sięga po tą pozycję osoba
dorosła, odkrywa drugie i trzecie „dno” książki, niezauważalne dla kogoś
młodszego. Co do zasady, historia jest
znana niemal każdemu. Na skutek zbiegu okoliczności prawdziwy królewicz,
następca tronu, zamienił się miejscem z żebrakiem. Królewicz stał się
żebrakiem, a żebrak księciem, na pewien okres czasu, oczywiście. Czytelnik może
śledzić losy i żebraka i księcia, naprzemiennie. Całość przepełniona jest
duchem humanitaryzmu, autorowi obojętne były bowiem losy żon Henryka VIII,
interesował się zaś losem zwykłych ludzi. Jest to dość niespotykany punkt
widzenia. Współcześnie zapanowało wariactwo na punkcie żon Henryka VIII,
książki i filmy na ten temat się mnożą. Wygląda zaś na to, że losy zwykłych
ludzi z tamtych czasów, nikogo już nie obchodzą.
czwartek, 1 czerwca 2017
czwartek, 25 maja 2017
Lee Child „Echo w płomieniach”
Lee
Child to wyjątkowo solidna firma i raczej nie można się na nim zawieść. Pisałam
o nim już parokrotnie, zastanawiałam się nawet nad jego fenomenem i nad tym, co
takiego jest w jego książkach, że ludzie się nimi tak zachwycają, łącznie ze
mną oczywiście. Jak zawsze podczas słuchania
czy czytania Lee Childa, naładowałam się pozytywną energią i poczułam wolę
działania, załatwiania odkładanych od dawna spraw czy rozwiązywania problemów.
Gdy bierze się do ręki ”Echo w
płomieniach”, bieg wydarzeń momentalnie zasysa czytelnika. Jest to połączenie
wielkiej dynamiki wydarzeń, opisu błyskotliwej inteligencji Reachera, jego
umiejętności logicznego myślenia, błyskawicznego podejmowania decyzji, siły
fizycznej itp.
niedziela, 21 maja 2017
Marcin Wroński „Czas Herkulesów”
Aż
nie mogę w to uwierzyć, ale jest to ostatni tom z Zygą. Informacje takie podaje
samo wydawnictwo na okładce książki, ale mówi o tym i sam autor. Wroński
stwierdził, że jest już zmęczony 10 – letnią przygodą z Zygą i chce zabrać się
za coś nowego. Oby zmienił zdanie. Prawdopodobnie sięgnę po to coś nowego, gdy
już powstanie, ale wolałabym, aby moja ulubiona seria była kontynuowana.
Tym razem wydarzenia rozgrywają się wiosną
1938r. w Chełmie, gdzie Zyga został służbowo wysłany jako ktoś w rodzaju
kontrolera z zadaniem skontrolowania miejscowej policji. W Chełmie doszło właśnie w tym czasie do
zabójstwa, potem do kolejnego, a że „ciągnie wilka do lasu”, to Zyga jako
rasowy policjant zaczął zamiast kontrolować miejscowych, wciągać się w osobiste
prowadzenie nowej sprawy.
Tło historyczne w tym przypadku jest
jeszcze inne, niż w tomach poprzednich, nie ma wielkich nawiązań do Niemców czy
do Rosji, ani do zbliżającej się wojny. Z racji usytuowania Chełma, w centrum
zainteresowania Wrońskiego znaleźli się tym razem Ukraińcy i to właśnie w tej
książce najwyraziściej pokazane jest, jak fatalnie w tamtych czasach wyglądało
koegzystowanie Polaków i Ukraińców. Każdy czytelnik ma świadomość tego, co
stało się na Wołyniu. „Czas Herkulesów” idealnie naświetla tło wydarzeń. Zyga
dostał do pomocy młodego policjanta, Horejuka, właśnie narodowości ukraińskiej.
Horejuk do katolików miał uraz, bo pamiętał, jak w 1918r. po odzyskaniu przez
Polskę niepodległości właśnie w Chełmie z katedry wyrzucano na bruk trumny prawosławnych biskupów. W czasie opisywanych wydarzeń Stepan Bandera
odsiadywał wyrok dożywocia zamach na Ministra Spraw Wewnętrznych, Pierackiego,
a wizerunek Bandery, z racji publicznych nawoływań za samoistną Ukrainą, był
doskonale znany. Był on, jak to określił Wroński, „bożyszczem” Rusinów.
Standardem w tamtych czas był polski pan i ukraiński służący. Wymowny jest też
bardzo opis zniszczenia prawosławnej cerkwi w Szkodyniu. Została ona zburzona w
majestacie prawa przez polskich strażaków i policjantów, w asyście wojska. W
tamtym czasie obowiązywały przepisy, w myśl których można było zlikwidować
zbędne świątynie prawosławne, ale pod warunkiem, że w pobliżu były inne. W tym
przypadku prawo było ewidentnie naciągnięte, bo z świątyni ludność korzystała,
wierni stanęli wraz z popem w jej obronie cerkwi, obronie bezskutecznej
oczywiście. Najbliższa cerkiew była odległości 20 km. Całemu wydarzeniu
przyglądali się uradowani miejscowi katolicy wraz z księdzem, który
błogosławił burzących świątynię. Jak wynika
z innych już źródeł, takie przypadki nie były bynajmniej wyjątkiem. Ta książka
w kontekście opisu podłoża wydarzeń na Wołyniu, jest idealnym dopełnieniem i
filmu Smarzowskiego i „Sprawiedliwych zdrajców” Szabłowskiego i książek prof.
Motyki.
poniedziałek, 15 maja 2017
Denis Diderot „Kubuś Fatalista i jego pan” – audiobook, czyta Cezary Pazura
Nie znałam wcześniej „Kubusia Fatalisty”,
słyszałam tylko sporo o tym dziele. Okazało się, niestety, mało strawną, nudną
opowieścią o podróży Kubusia i jego pana w nie do końca określonym celu. W
czasie tej podróży narrator opisywał bieżące przygody swoich bohaterów, Kubuś
zaś z kolei opowiadał panu, któremu służył, swoje wcześniejsze przygody. Pojęcie „przygoda” traktować należy dość
względnie, bardziej adekwatne byłoby chyba wyrażenie – wydarzenia, w jakich
biorą udział. Nic nadzwyczajnego się nie dzieje. Opowieść Kubusia
skoncentrowana jest głównie na jego podbojach miłosnych. Bieżąco zaś to np.
szukanie noclegu z opieką, gdyż jeden z bohaterów doznał urazu kolana,
posądzenie Kubusia o kradzież, opisy ludzkiego skąpstwa, obłudy czy chciwości i
masa innych. Dygresje dotyczą całego wachlarza problemów, zarówno poważnych,
jak i zabawnych, np. spełnianie wszystkich zachcianek dzieci i co potem z tego może wyniknąć, czy
warto płacić z góry za usługi itp. Najwięcej miejsca zajmują kwestie erotyczne
i mocno antyklerykalne.
Całości słucha się bardzo źle. Nie porwały
mnie ani opisy bieżące, ani wspomnienia Kubusia. Co gorsze, to często niechcący
wyłączałam się podczas słuchania, a zorientowanie się w tym, co wówczas się
działo, czy wydarzenia sprzed lat opowiada Kubuś, czy jest to już opis bieżącej
wędrówki, było bardzo trudne. Robiło to bełkotliwe wrażenie. Cezary Pazura
starał się, aby brzmiało to interesująco, ale obawiam się, że z takim tekstem
trudno było cokolwiek zrobić. Diderot nie był w stanie zainteresować mnie swoją
opowieścią. Rzadko kiedy aż tak źle słuchało mi się audiobooka, z reguły nawet
gdy tekst za bardzo mi nie leżał, słucha się jakby samo. Dojazd do pracy jest
wówczas ciekawszy. Tym razem było
inaczej. Można to porównać jedynie do jazdy z kimś, kto cały czas mówi o czymś,
czego nie da się słuchać.
sobota, 13 maja 2017
Lilian Jackson Braun „Kot, który wąchał klej”
Bez
„Kota, który..” w tym blogu obyć się nie może. Pisałam ostatnio o nim tutaj. „Kot,
który wąchał klej” to tom ósmy serii. Qwill osiedlił się już na dobre w Pickax,
zintegrował się już z mieszkańcami tej miejscowości, ma nawet swoje sympatie. W
tym tomie zostaje jakby postawiona kropka nad przysłowiowym ”i”, bowiem od
czasu zamieszkania we wspomnianym miasteczku, nasz bohater żył jakby jako
darmozjad, tzn. ze spadku po przyszywanej ciotce. Nie czuł się z tym najlepiej.
Wmówił sobie, że chce napisać książkę i przez to też nie angażował się w inną
pracę. W poprzednim tomie zasygnalizowane było, jak bardzo zaangażował się w
powstanie lokalnej gazety. Sprowadził swojego przyjaciela Archa Rickera z drugiego końca kraju, aby mógł on zostać
wydawcą. W tym właśnie tomie Qwill uzmysłowił sobie, że brakuje mu
dziennikarstwa, które kochał i porzucił. Dołączył więc do zespołu redakcji i
podjął się pisania felietonów, których tematyka miała zależeć tylko od niego. Zdecydował,
że chce pisać o ciekawych ludziach, którzy robią ciekawe rzeczy. Wyszukiwać miał
ich koło siebie. Począwszy od tego właśnie tomu, będzie realizował się właśnie
jako felietonista, czy nawet i reportażysta.
środa, 3 maja 2017
Andrzej Sapkowski „Wiedźmin. Ostatnie życzenie” tom 1 - audiobook, czyta zespół aktorów
6)
Jestem zapewne sporym wyjątkiem wśród
czytelników, bo do tej pory nie zetknęłam się jeszcze z Sapkowskim, ani z jego książkami,
ani z filmem, ani z grami. Będzie to więc spojrzenie zupełnie nowe, kogoś, kto
nie fascynuje się literaturą fantasy. Zaczynałam
słuchanie bez żadnego oczekiwania w stosunku do tej książki, ani na „tak”, ani
na „nie.” Zadecydowała tylko osobista chęć sprawdzenia, czy coś, czym fascynuje
się tak wielka grupa osób, jest tego warte.
Świat Wiedźmina zafascynował mnie niemal natychmiast,
mam wrażenie że już po kilku minutach słuchania zaczął szalenie wciągać. Jazda samochodem
mijała niepostrzeżenie. Audiobooków słucham już od dobrych kilku lat i mogę
stwierdzić, że ten tom to naprawdę jest „najwyższa półka”, zarówno pod względem
treści, jak też i wykonania.
niedziela, 30 kwietnia 2017
Henryk Sienkiewicz „Rodzina Połanieckich”
Książka
jest historią miłości jednej z bardziej
znanej polskiej pary bohaterów literackich - Maryni Pławickiej i Stanisława
Połanieckiego, zawiera też oczywiście sporą liczbę innych wątków. Całość
rozgrywa się pod koniec XIX wielu w stosunkowo krótkim czasie, około dwóch lat,
głównie w Warszawie i podwarszawskich wioskach letniskowych oraz częściowo we
Włoszech. Zaczyna się z chwilą poznania Maryni i Stacha, a kończy wraz z
urodzeniem się ich dziecka. Znajomość tych dwojga przechodziła różne fazy,
najpierw wzajemne oczarowanie, potem straszne nieporozumienie i niechęć Maryni
przy jednoczesnym szaleńczym niemal zakochaniu Stacha. W późniejszym czasie
role się odwróciły, Marynia pokochała ponownie, a Stach gdy już miał ”zdobycz”
w garści, zaczął obojętnieć. Stan taki utrzymywał się i po ślubie, a gdy
Marynia zaszła w ciążę, Stachowi zaczęła podobać się inna kobieta, pani
Maszkowa. Świetny jest serial pod tym samym tytułem z 1979r. z Anną Nehrebecką
jako Marynią, z J. Englertem, A. Sewerynem, L. Pieraszakiem, J. Machalicą i
in.
Najciekawsze chyba wątki to właśnie te
związane z Marynią i Stachem. Autor opisał z męskiego punktu widzenia pewne
znudzenie kobietą, którą się jednocześnie kochało. Gdy Marynia była w ciąży, strasznie
wówczas zbrzydła i zaczęła budzić coś w rodzaju wstrętu fizycznego męża.
Zainteresowanie jego innymi kobietami stało się wówczas kwestią czasu. Maszkowa
początkowo mu się bardzo nie podobała, uważał ją za głupią, pustą i brzydką, szczególnie raziły go jej oczy,
wiecznie czerwone i sztywność ruchów. Dość szybko niejako bezwiednie, z
pewnością wbrew woli Stacha, zaczęła go jednak ona coraz bardziej pociągać. Aż
doszło do sytuacji, że poczuł w sobie zwierzę, jak to określił autor, któremu
zaczynał nie mieć siły, aby się oprzeć. Jednocześnie mimo wszystko kochał Marynię
i miał świadomość, że jest to wartościowa kobieta, oddana mu całkowicie i z
którą chce spędzić całe życie. Gdy bronił się wewnętrznie przed pociągiem do
Maszkowej, jego intelekt podpowiadał mu wszystkie rzeczowe argumenty p-ko
takiemu posunięciu. Jak ta walka się skończyła, ktoś kto nie zna powieści, może
się sam przekonać.
niedziela, 23 kwietnia 2017
Bolesław Prus „Emancypantki” – audiobook, czyta Anna Seniuk
„Emancypantki” bardziej znane jako film
pt. „Pensja pani Latter” opowiadają o młodej Madzi Brzeskiej, szalenie uczciwej
i niewyobrażalnie naiwnej nauczycielce, zatrudnionej początkowo właśnie u pani Latter
na pensji w Warszawie. Prus skupił się na
losach Madzi, ale opisał oczywiście życie całego społeczeństwa, ze szczególnym
uwzględnieniem rodzącego się ruchu emancypacyjnego. W powieści występuje jedna
zagorzała emancypantka, ale inne kobiety, nie są w większości gospodyniami
domowymi. Pani Latter to pierwowzór kobiety przedsiębiorcy, ale mającego spore
problemy finansowe. Wynikały one głównie z tego, że część klienteli, bogatych rodziców, obawiając się
szerzenia na pensji nowych idei, zrezygnowała z kształcenia córek u pani
Latter. Nawet wykształcone osoby hasło o prawach dla kobiet, kształceniu ich na
wyższym szczeblu, traktowały jako coś nienormalnego.
Kobieta winna przecież siedzieć w domu i zajmować się dziećmi oraz mężem. Problemem
pani Latter był też syn darmozjad, Kazimierz, hazardzista, ciągnący od matki
pieniądze. Madzia po zakończeniu pracy u pani Latter wróciła na krótko do
swojej rodzinnej miejscowości, gdzie miała zamiar założyć własną pensję, potem
ponownie znalazła się w Warszawie. Są też oczywiście perypetie uczuciowe,
zakochał się w niej arystokrata Stefan Solski.
To właśnie na przykładzie tej powieści
można doskonale zaobserwować społeczeństwo w sytuacji, gdy pojawiają się nowe
prądy. Z jednej strony widać zaangażowanie części tego społeczeństwa i
otwartość na coś nowego. Z drugiej w innych już kręgach widać z kolei nieufność,
zachowawczość, a nawet wrogość, lęk przed czymś nowym, wyśmiewanie nowych
trendów na salonach i uciekanie do
tradycjonalizmu i religii.
środa, 12 kwietnia 2017
Agata Christie „Tajemnica Siedmiu Zegarów”
„Tajemnica
Siedmiu Zegarów” jest kryminałem bez panny Marple i bez Herkulesa Poirot. Tego
rodzaju powieści jest w twórczości Królowej Kryminału sporo, bowiem aż kilkadziesiąt.
W tym przypadku wydarzenia rozpoczynają się w rezydencji Chimneys, w czasie kiedy była ona
wynajmowana i kiedy gościła w niej grupa młodych osób. Ponieważ jeden z nich –
Gerald Wade był śpiochem i przez to wiecznie się spóźniał, koledzy i koleżanki zrobili mu kawał i wstawili do pokoju 8 budzików, nastawionych na
poranna godzinę. Gerry jednak mimo tego się nie obudził, jak się okazało,
został otruty. Rano okazało się, że jeden zegar zniknął. W pokoju znaleziono
tylko 7 zegarów. Zaraz potem pojawił się i drugi trup. Córka właścicieli
rezydencji – Bundle, zaintrygowana dziwnym zgonem, jechała samochodem, a przed
maską wyłonił się nieznany jej mężczyzna, który padł nieżywy. Był to Ronald Devereux,
znajomy Gerry`ego. Jak się okazało, został chwilę wcześniej śmiertelnie postrzelony.
Śledztwo w sprawie zabójstw prowadził inspektor policji Battle. Wydarzenia są
jednak opowiadane nie z punktu widzenia inspektora, on jest traktowany jako
postać drugo czy nawet i trzecioplanowa. Zagadkę próbowała rozwiązać właśnie przebojowa
Bundle przy pomocy swoich kolegów, Billa i Jimmy`ego. Wkrótce trop padł na
dziwne , tajne stowarzyszenie, zwane Bractwem
Siedmiu Zegarów.
Książka
ta mocno różni się od innych powieści
Agaty Christie. Zasadnicza różnica, poza brakiem panny Marple i Herkulesa Poirot`a,
to sensacyjna akcja. Z reguły Christie
nacisk poza intrygą i zagadką kładła na psychologię, w tym przypadku
najważniejsze jest tempo akcji. Wydarzenia mają sensacyjny charakter, a
wszelkie tropy wskazują na to, że zabójstwa nie miały związku z życiem prywatnym
ofiar. Psychologii jest bardzo mało. W
zdecydowanej większości powieści Christie krąg potencjalnych podejrzanych jest
zamknięty, a każdego z nich czytelnik sukcesywnie poznaje w miarę czytania.
Tutaj też jest inaczej. Bundle mimo jej
inteligencji i przenikliwości nie ma możliwości poznania wszystkich członków
Bractwa, które jest wysoce podejrzane, nie wiadomo więc, czy czytelnik zna
sprawcę, czy nie. Charaktery postaci są ledwie zarysowane. Nie są również znane
wcześniejsze ich losy, a z racji tego że ofiary były ludźmi młodymi, raczej
mało realne jest, aby zabójstwa miały związek z ich wcześniejszą historią. Trudno
jest też obserwować postępy w śledztwie, prowadzi je przecież inspektor, a nie wszystkie jego działania są opisane. O ile panna Marple i Herkules Poirot nie mieli
właściwie życia prywatnego, a w każdym razie było ono dosyć ubogie w
wydarzenia, tutaj jest dokładnie odwrotnie. Bundle szukając zabójcy nie tylko przeżywa przygody,
ale jeszcze przy okazji zdobywa mężczyzn. W tym tomie dwóch z nich się jej oświadczyło.
niedziela, 9 kwietnia 2017
Borys Akunin „Dekorator”
„Dekorator”
jest jednym z oryginalniejszych i ciekawszych tomów cyklu Akunina z detektywem
Fandorinem. Są to kryminały retro, rozgrywające się pod koniec XIX i na początku
XX wieku, pisałam o nich przy okazji powieści „Świat jest teatrem” – tutaj „Kochanka śmierci”- tutaj i „Czarnego miasta” - tutaj.
„ Dekorator” nawiązuje do autentycznych, słynnych
londyńskich zabójstw Kuby Rozpruwacza, który mordował w sposób bestialski
prostytutki i którego nigdy nie ujęto. Sposób zabijania wskazywał na doskonałą
znajomość anatomii ludzkiej, stąd też przypuszczano, że Kubą Rozpruwaczem mógł
być ktoś z wyższych sfer z medycznym wykształceniem. Otóż w tomie tym jest
opowiedziane, jak to właśnie w Rosji zaczęła się powtarzać taka sama sytuacja,
jak w Londynie. Prostytutki ginęły w dokładnie taki sam sposób. Te rosyjskie
zabójstwa są oczywiście fikcją literacką. Fandorin skłaniał się ku tezie, że w
Londynie i w Rosji zabija ta sama osoba. Tym razem więc wydarzenia rozgrywają
się wśród kobiet lekkich obyczajów, a Fandorin wytypował określoną grupę osób, z
której jedna musiała być mordercą. Całość jest napisana zwięźle, powieść długa
nie jest, czyta się ją za to wyjątkowo lekko, nie ma ani dłużyzn, ani nudy, wręcz
przeciwnie. Co ciekawe, Fandorin, stary kawaler z wyboru w tym tomie związany
był z kobietą, była nią jego gospodyni Angelina. No i jest oczywiście słynny
Japończyk Masa, służący i przyjaciel Fandorina. Rzecz rozgrywa się tuż przed
Świętami Wielkanocnymi.
poniedziałek, 3 kwietnia 2017
Justyna Dąbrowska „Nie ma się czego bać. Rozmowy z mistrzami”
Książka
to zbiór wywiadów, jakie przeprowadziła autorka z 15 osobami, których określiła
jako „mistrzów.” Aby zostać zakwalifikowanym jako „mistrz” należało osiągnąć określony,
zaawansowany wiek biologiczny, najmłodszy z rozmówców miał 74 lata, było to
więc takie minimum. Drugim kryterium była kwestia posiadania już pewnej sławy, żaden
z rozmówców nie jest osobą nieznaną. No i trzecie kryterium to określony dorobek
naukowy lub artystyczny. Książka jest standardowego formatu, wydrukowana
standardową czcionką, liczy 260 strony, z czego część zajmują fotografie, część
jest pusta, bo jest koniec rozmowy. Tekst zawarty jest może na
około 200 stronach. Wszystkie więc
prawdy, jakie rozmówcy posiedli o życiu, musiały się zmieścić na określonej,
niezbyt obszernej objętości. Autorka odnosi się do nich, jakby wszyscy oni byli
alfą i omegą i posiedli wiedzę na wszelkie możliwe pytanie, jakie nurtują
ludzkość od zarania dziejów.
W efekcie takiego zabiegu mamy więc przykładowo
„mistrza”, który przez cały okres życia zawodowego nie czytał książek, bo nie
miał czasu. Część „mistrzów” z kolei nie ma żadnych zainteresowań, poza zawodowymi. Mamy też „mistrzów”,
którzy przekazali garść mało odkrywczych i niekontrowersyjnych sloganów, typu:
najważniejsza jest miłość, trzeba być dobrym dla ludzi, nie wolno ich ranić,
warto mieć przyjaciół. Obawiam się, że część wywiadów nie jest w stanie w
jakikolwiek sposób wzbogacić czytelnika. Sama formuła książki jest w moim
odczuciu błędna. Kryterium wieku jako element niezbędny do uzyskania miana „mistrza”
jest chybiony. Sam zaawansowany wiek nie gwarantuje mądrości. Ograniczona
objętość każdej rozmowy spowodowała z kolei, że nie mogło być większego pogłębienia
tematu w tych przypadkach, gdy rozmówcy rzeczywiście mieli coś do powiedzenia. Dużo sensowniejsze byłoby przeprowadzenie
wywiadu – rzeki z jedną osobą, gdzie można na byłoby dogłębniej omówić różne zagadnienia,
niż decydować się taką formułę książki.
Generalnie dla mnie książka była sporym
rozczarowaniem i gdyby nie kilka dających sporo do myślenia rozmów z naprawdę mądrymi
ludźmi, nie byłabym w stanie o niej niczego dobrego napisać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


