piątek, 23 października 2026

Edmund Niziurski „Przygody Bąbla i Syfona” czyta Leszek Teleszyński

 

        Niziurski to już legenda, mimo upływu czasu nadal jest czytany i przez dzieci i przez dorosłych, nagrywane są audiobooki. Książki wcześniej nigdy nie czytałam.

W tym przypadku kompletnie nie rozumiem zachwytów, a co więcej, zauważyłam kilka koszmarnych fragmentów, w których zwierzęciu działa się krzywda, a traktowane to było jako coś normalnego. Mowa jest np. o pracowni biologii, gdzie trzymane były żywe zwierzęta. Trzymanie żywych zwierząt w sali szkolnej jest chorym pomysłem i nikt, kto kocha zwierzęta, nie byłby w stanie spokojnie patrzeć na to, jak tam wegetują i cierpią w różnych klatkach. Nikomu nie wydawało się to okrutne, nikt nie współczuł tym zwierzętom. Nie wiem za bardzo, do czego w ogóle te zwierzęta były potrzebne, a były to m. in. małpa, szczur, wąż, myszy i in.

Oczywiste jest, że prawa zwierząt są kwestią stosunkowo nową, wcześniej była inna obyczajowość, inne przepisy prawne, ale niektórzy ludzie wrażliwi na te kwestie byli zawsze. „Przygody Bąbla i Syfona” zostały wydane po raz pierwszy w 1993r. Gdyby autor w tej książce zaprotestował przeciwko takiemu traktowaniu zwierząt, może miałoby to jakiś wydźwięk. Ale tu jest totalny brak empatii do zwierząt. 

Szczur zaraz po opuszczeniu klatki zaczął uciekać, wyglądało to tak, jakby znalazłszy się w kuchni, wpadł do gara z gotującą się zupą i się żywcem ugotował. Finalnie wyszło na to, że faktycznie szczur jednak nie wpadł do tego gara się nie ugotował, ale wymyślenie czego takiego jest dla mnie nie do przyjęcia. 

5/10