„Klucz do Rebeki” jest świetną powieścią historyczną i szpiegowską, z elementami romansu, z której poza rozrywką, można się sporo dowiedzieć o tym, co działo się w Egipcie w czasie II wojny i ofensywy Rommla. Tekst jest fenomenalnie odczytany, można niemal przenieść się w czasie. Całość szalenie wciąga. Poza nawiązaniem w tytule do mojej ulubionej powieści „Rebeki” Daphne de Maurier, głębszego związku pomiędzy obiema tymi powieściami nie ma.
Słuchając, czy czytając, obserwować można grę wywiadów w kulminacyjnym momencie wojny. Główne postacie w tej powieści to niemiecki super szpieg i angielski oficer z kontrwywiadu, stacjonujący w Kairze.
Ken Follett opisuje tu sytuację, kiedy to naprawdę wyjątkowo inteligentni ludzie, robią coś szalenie ważnego, mają wiedzę, samozaparcie, motywację itp., zaś dowodzeni są przez osoby niekompetentne. Wywiad niemiecki przekazywał swoim szpiegom fałszywe angielskie funty, co stało się początkiem końca niemieckiego szpiega Alexa Wolffa. Angielski kontrwywiad z kolei nie chciał się wychylać, przełożony angielskiego majora Williama Vandama wolał przegapić prawdziwego niemieckiego szpiega, niż zaryzykować i narazić się na to, że włoży sporo sił i środków na poszukiwanie szpiega tam, gdzie mogło go nie być. Tego rodzaju sytuacja nie jest wcale rzadka, zarówno w czasie wojny i pokoju, tutaj konformizm, serwilizm i głupota osób, zajmujących wyższe stanowiska w hierarchii określonych instytucji, opisane są bardzo rzeczowo i sugestywnie.
Świetnie pokazana jest też mentalność szpiega, tzn. te aspekty, na które nie zawsze zwraca się uwagę. Mam tu na myśli poza inteligencją, wiedzą, sprawnością fizyczną - absolutną bezwzględność. Liczy się tylko zadanie. Tak przynajmniej wyobrażał to sobie Ken Follett.
8/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz