Jak zwykle lektura Słomczyńskiego jest lekka i przyjemna, dobrze i szybko się czyta, no i najważniejsze, nie jest pusta. Jako erudyta i wyśmienity znawca kultury angielskiej autor zawsze wplata w treść nawiązania do klasyki literatury czy sztuki, co jest taką wisienką na torcie. Nawiązania te wplata umiejętnie, bo odnoszą się one do takiej sytuacji, w jakiej znajdowali się i bohaterowie klasyki i wiele lat później, nawet setki lat później, bohaterowie Słomczyńskiego.
W tym przypadku Słomczyński nawiązał do Miltona i jego chyba już niemal nieczytywanego „Raju utraconego”, poematu o dobru i złu, nawiązującego m. in. do Księgi Wyjścia z Pisma Świętego. To jest tylko kilka cytatów myśli szatana, ale za to całkowicie aktualnych. Jedni w szatana wierzą, inni nie, ale z reguły kojarzy się on z postacią z jasełek, albo z figurkami z drewna czy postacią z obrazów. U Miltona jest bytem duchowym, ale to, co mówi nie jest oderwane od rzeczywistości, wręcz przeciwnie, jest przerażające, bo wiele osób zachowuje się dokładnie tak, jakby byli samym złem. Szatan mówi:
„Gdziekolwiek zwrócę lot, tam czekać będzie
Gniew nieskończony, nieskończona rozpacz.
Gdziekolwiek zwrócę lot, tam wszędzie piekło
Piekło jest we mnie”.
Maciej Słomczyński w prostej formie kryminału pokazał m. in. osobę, która po prostu jest złem, całkowicie pozbawioną jakichkolwiek skrupułów, zdolną dosłownie do wszystkiego, nierozróżniającą dobra od zła, jako dobro pojmującą to, co jest dobre dla niej. Osoba ta nie wygląda złowrogo, potrafi nawet być miłą. Ale jest kwintesencją zła, czego na pierwszy rzut oka nie widać. Widać tylko efekty działania, są takie jak opisał Milton. Gdziekolwiek się pojawi, dzieje się coś złego.
8/10
