czwartek, 26 października 2023

Daphne du Maurier "Zatoka Francuza" - audiobook, czyta Marcin Stec

 

         Autorka mojej ulubionej książki, "Rebeki", pisała również i kicze, "Zatoka Francuza" jest właśnie takim kiczem, skończyłam ją słuchać właściwie tylko z zamiłowania do "Rebeki", licząc na to, że w miarę przebiegu wydarzeń coś się zmieni.

             Żyjąca w XVII wieku angielska arystokratka Dona, mężatka i matka dwojga dzieci, zakochała się w człowieku z zupełnie innej sfery. No i jak się można domyślić, pojawił się dylemat, czy przekształcić tą znajomość w coś poważnego i stałego, czy zostać przy dotychczasowym, znienawidzonym  trybie życia, przy boku niekochanego męża. Wybór ukochanego równoznaczny byłby z definitywną utratą pozycji towarzyskiej, z infamią i odcięciem od dzieci. Dylemat, co robić,  przyświeca całej powieści. Niespodzianka goni tu niespodziankę i nudzić się nie można. Nie można też znaleźć niczego głębszego. 

             Wiele osób w każdych czasach miewa chwile słabości, kiedy marzy nawet o chwilowym oderwaniu się od codzienności i o odrobinie szaleństwa. Są oni takim odpowiednikiem lady Dony. Opisanie tej tęsknoty jest jednym z niewielu walorów tego dzieła. Współcześnie na szczęście zmiana dotychczasowego życia jest zdecydowanie prostsza niż kilkaset lat temu.     

      "Zatoka Francuza" to po prostu niedorzeczna historia odpychającej, zanudzonej i rozkapryszonej arystokratki. Jej historia jest całkowicie nieprzekonująca, a Dona budziła moją głęboką odrazę. Już na początku powieści bez żadnej uzasadnionej przyczyny uznała, że musi określonego dnia dojechać do swojej nadmorskiej posiadłości. Uwaga woźnicy, że konie mogą tego nie przeżyć, kompletnie jej nie zainteresowała, to była jej zachcianka i musiała być spełniona. To czy dzieci mają ochotę jechać na odludzie, też jej nie interesowało. Z realiami historycznymi "Zatoka Francuza" też ma niewiele wspólnego. Pojawiający się w niej piraci, którzy w rzeczywistości byli niewykształconymi, bezwzględnymi złodziejami i rabusiami, pochodzącymi z dołów społecznych, tutaj jawią się jako wzór wszelkich cnót. Masa bzdur  przeszkadza mocno w odbiorze.    

3/10


środa, 25 października 2023

John le Carre "Agent w terenie"

 

        "Ale gdy przyszła kolej na mnie, popatrzył mi tylko w twarz  przez te swoje wielkie okulary i odwrócił wzrok, jakby zobaczył więcej, niż chciał. Pragnąłem powiedzieć mu, że jestem przyzwoitym człowiekiem, ale było już za późno." 

        Przedostatnia książka le Cerre`a wciąga zarówno w opisywane wydarzenia, jak i w dylematy moralne, z którymi mierzy się główny bohater, Nat. Ów 47 - letni angielski szpieg został umieszczony w kraju w mało znaczącej komórce wywiadu, przypominającej taką komórkę z serialu "Kulawe konie."  U le Carre`a zatrudnieni są tam ludzie za starzy jak na potrzeby firmy, nie znający się dostatecznie na nowoczesnych technologiach, jak też budzący pewne wątpliwości. To taka przechowalnia przed emeryturą. Nat świetnie grał w badmintona i w swoim klubie poznał młodego Eda, z którym zaczął chętnie grywać. Od samego początku powieści wiadomo jest, że z powodu tej znajomości Nat miał problemy i że musiał się z niej tłumaczyć. Problem, kim jest Ed, skąd wzięły się te problemy, stanowi zasadniczą część książki. 

    Nat mierzy się tu z masą dylematów. Przykładowo jak pogodzić lojalność względem rodziny i względem firmy, czy któraś z tych lojalności powinna mieć priorytet i na jakich zasadach. Nat poinformował dorosłą córkę o fakcie, że  był szpiegiem i że to, co mówił o swojej pracy wcześniej, to był wymysł. Córka potraktowała to trwające całe życie oszustwo jak potwarz. Zadała mu też pytanie, jakie najgorsze świństwo zrobił w swojej pracy. Praca Nata polegała na tym, że właściwie stale robił różne świństwa, tyle tylko, że były one korzystne dla jego kraju. To co robił można byłoby różnie oceniać w zależności od punktu widzenia. Werbując kogoś, nakłaniał go do zdrady, kłamstwa i oszustwa. Nic tu nie jest jednak proste, tego rodzaju działania są przecież potrzebne, co najlepiej widać chociażby w czasie konfliktów zbrojnych. Główny wątek książki to jednak granica lojalności wobec przyjaciela i wobec firmy, gdzie jest granica po przekroczeniu której przyjacielowi wyrządza się świństwo. I drugi dylemat, lojalność względem ojczyzny, która prowadzi taką politykę, że nie można się z nią zgodzić.   

     Przeciwwagą dla tych obszarów szarości moralnej są postacie żony Nata, prawniczki i naiwnej idealistką oraz córki, podobnej do matki. Te dwie postacie średnio pasują do książki, o ile idealistki w wieku lat 20 paru jeszcze można znaleźć, to w średnim wieku już nie za bardzo. Poza tym trudno mi sobie wyobrazić idealistów w zawodzie prawników. Nat żyje w idealnym małżeństwie, co samo w sobie jest nonsensem, takich małżeństw nie ma. I córka i matka są super mądre, zdolne itp. Nie wiem, dlaczego le Carre wprowadził te postacie do powieści, z reguły nic u niego nie było czarno - białe. Może chciał wprowadzić kontrast w odniesieniu do postaci Nata, który całe życie podejmował wątpliwe moralnie decyzje.

    Jest też w powieści sporo odniesień do współczesnej sytuacji Anglii, do brexitu, do tego jak bardzo brexit był na rękę Rosjanom. Są też tragiczno - śmieszne sylwetki dawnych, wielkich szpiegów, obecnie pracujących z Natem w tej komórce dla starszych pracowników i dla przegrywów. Totalnie nie są w stanie odnaleźć się w nowej sytuacji życiowej. 

7/10

     

      

     

        

    



sobota, 21 października 2023

"Maria Stuart” Friedrich Schiller – spektakl Teatr Narodowy Warszawa, reżyseria Grzegorz Wiśniewski

 

      Sztuka jest fenomenalna, mimo, iż trudna, długa i wymagająca skupienia, podczas spektaklu nie czuje się upływu czasu. Tekstu wcześniej nie czytałam, aczkolwiek historia Marii Stuart w ogólnym zarysie znana jest chyba każdemu. Tutaj reżyser przedstawił wszystko tak, aby widzowie uświadomili sobie, że dylematy, przed jakimi stały Maria Stuart i Elżbieta, są aktualne stale i nie dotyczą tylko ludzi z kręgu władzy, ale każdego. Aktorzy grają we współczesnych strojach, co niewątpliwie pomaga w odbiorze.

      Zatwierdzenie wyroku śmierci na Marii Stuart było z punktu widzenia  Elżbiety, jako głowy państwa, jedyną możliwą sensowną decyzją (jak na tamte czasy oczywiście). W przeciwnym wypadku Anglii groziła wojna domowa, zwolennicy Marii mogli niemal w każdej chwili wywołać rozruchy, pomóc mogła im zagranica, chociażby mająca w tym swój interes katolicka Hiszpania. Decyzja Elżbiety to przykład decyzji kontrowersyjnej, trudnej, budzącej wątpliwości i opory, mogącej powodować kaca moralnego i która w wielu kręgach oceniona będzie szalenie negatywnie. Tego typu decyzje (nie budzące aż tak straszliwych konsekwencji) podejmowane są na szczeblach władzy, ale nie tylko. Niemal każdy staje przed różnymi dylematami i tego rodzaju decyzje podejmuje, dotyczy to i życia prywatnego i zawodowego. W tym zakresie sztuka opowiada o ciężarze odpowiedzialności i o kosztach, jakie ponosi się, podejmując tak trudne decyzje.  

    Jest to też sztuka o ciężarze władzy. Ciekawa jest reakcja Elżbiety na informację, że Maria została już ścięta. Nie wiem, na ile jest to zgodne z prawdą historyczną, ale nie ma to większego znaczenia, bo sztuka to nie opracowanie historyczne. Elżbieta jakby przerażona tym faktem, próbowała rozmyć sama przed sobą tą odpowiedzialność. Zaczęła krzyczeć, że ona tylko  zatwierdziła ten wyrok, ale nie powinien on być nigdzie przesyłany, powinien leżeć podpisany u niej. No i że winny śmierci Marii jest dworzanin, który wyrok z podpisem Elżbiety przekazał dalej. Oczywiście tych winnych jej zdaniem było więcej, ona jednak nie. Była to początkowa reakcja, potem Elżbieta ochłonęła. Ale mechanizm uciekania od odpowiedzialności jest stary jak świat. Niekiedy te ucieczki są tylko same przed sobą, niekiedy przed odpowiedzialnością karną. 

    Druga strona medalu to odpowiedzialność tych wszystkich pozostałych osób, których rola była dużo mniejsza. Obwiniany przez Elżbietę dworzanin krzyczał, że przecież on nie odegrał tutaj żadnej roli, bo on tylko przekazał dokument z podpisem Elżbiety dalej. Pozornie wydaje się, że ma dużo racji w tym, co mówi. Ale gdyby nie takie osoby cała machina nie mogłaby funkcjonować. Gestapo nie mogłoby funkcjonować bez sekretarek czy kierowców, SB tak samo. Przykłady można mnożyć. Dworzanin upiera się, że jest niewinny, ale przecież jakiś udział w tym wszystkim miał. Sztuka stawia właśnie pytania o odpowiedzialność, chociażby tylko moralną, za każde, nawet najdrobniejsze działanie. 

      Różnego rodzaju problemów pokazanych jest tu więcej, każdy oczywiście zwróci uwagę na coś innego. Po obejrzeniu nie da się tak prosto zapomnieć, spektakl gdzieś mocno tkwi w środku.     

10/10


sobota, 14 października 2023

Stephen King „Dallas`63” – audiobook, czyta Filip Kosior

 

     Audiobook trwa 27 godzin i 27 minut, o połowę za dużo.  Nie mam nic przeciwko długim powieściom, wręcz przeciwnie, ale tutaj naprawdę frapujące fragmenty tekstu przeplatają się z dłużyznami, przez wiele godzin powieść to  po prostu romans i to średnio porywający. Filip Kosior czyta świetnie, tak jakby czytało się samo. Jestem fanką motywu podróży w czasie i w książkach i w filmach, ale tutaj większość wydarzeń z podróżami w czasie nie ma nic wspólnego. Gdy nasz bohater przeniósł się do lat 60 –tych, po prostu zadomowił się tam. Pamiętał, że ma zamiar zapobiec zamachowi na Kennediego, nawet przygotowywał się ku temu, ale szok, spowodowany przemieszczeniem się w czasie szybko minął. A najciekawsza w takich przypadkach jest konfrontacja pomiędzy realiami życia kiedyś tam i tymi czasami, z których ktoś przybył. Spodziewałam się więcej po mistrzu grozy.

    Jednym z najciekawszych elementów były dla mnie opisy życia zamachowca, Lee Oswalda i jego rodziny. King próbował dociec, czy rzeczywiście Oswald działał sam, rozgryzał jego powiązania z rosyjskimi dysydentami i komunistami. Pojawiają się oni na kartach książki. Rozpatrywał to jednak jakby od zewnętrznej strony, czyli co Oswald robił, o czym i z kim rozmawiał, natomiast motywy działania w większości pozostają w sferze domysłów. 

    Tam gdzie faktycznie jest konfrontacja lat 60-tych i czasu prawie współczesnego, jest ciekawie, tylko z niedosytem. W barach jest sino od dymu papierosowego, z paleniem nikt nie walczy, kwitnie rasizm, przemoc wobec kobiet jest na porządku dziennym.

   W pewnym momencie podczas słuchania audiobooka przypomniała mi się „Pieść na mroczne czasy”, o której niedawno pisałam. Tam bohaterem był policjant samotnik, który w dole psychicznym czy depresji po przejściu na emeryturę, nie wyobrażał sobie życia bez pracy. A u Kinga mamy podejście amerykańskie, w „Dallas`63” już na samym końcu pojawia się postać w wieku 80+, która mimo totalnie nieudanego życia osobistego niemal całe życie zaangażowana była w działalność charytatywną na rzecz lokalnej społeczności. Osoba ta jest spełniona, pożyteczna i zadowolona z życia.  Dla niej gdy jedne drzwi się zamykały, inne się otwierały.  

    7/10    

    

     




czwartek, 12 października 2023

Magdalena Knedler „Pani labiryntu”

 


Knedler zaprezentowała nowe spojrzenie na mit o Ariadnie, dzięki której Tezeusz wydostał się ze śmiertelnego labiryntu. Powroty do mitów i odnajdowanie w nich treści inspirujących i aktualnych bez względu na czas i miejsce, są świetnym pomysłem. Od zarania dziejów ludzie borykają się przecież tymi samymi problemami. W mitach są też archetypy wielu ludzkich charakterów.

      Najciekawsze w książce są opisy tego, co działo się z człowiekiem w labiryncie. U Knedler, tak jak i w micie, labirynt może być śmiertelną pułapką.  Ale tutaj trudność nie polega na stopniu skomplikowania labiryntu. Labirynt z powieści to miejsce, gdzie człowiek spotyka się ze swoimi najstraszniejszymi lękami. To miejsce, gdzie widzi wyraźnie zło, które kiedyś uczynił. To miejsce, gdzie spotyka to, co wyparł z pamięci i do czego nie chce wracać i to, co wydawało się, że już zapomniał. To miejsce, gdzie przypomina sobie najstraszniejsze obrazy ze swojego życia. Tam znowu widzi swoje zachowania, których się wstydzi sam przed sobą. Tam spotyka wszystkie swoje traumy i wszystkie lęki, widzi również różne możliwe, w tym najczarniejsze, scenariusze swojego przyszłego życia. Widzi koszmary, które  przeżywają i przeżywali inni ludzie, a wobec których był obojętny. I od tego wszystkiego można postradać zmysły i nie wyjść z labiryntu. 

        Knedler tchnęła nowe życie w mitologiczne postacie. Często można postrzegać kogoś przez pryzmat jednej „łatki”, np. że „x” to matka kilkorga dzieci, „y” to zdradzający żonę mąż, „z” to bogaty zmanierowany człowiek, itp. itd. Pisarka sięgnęła głębiej i pokazała, że np. Dedal to nie tylko genialny wynalazca i ojciec  który przeżył tragedię. Pokazała go jako mężczyznę z lękami i marzeniami. Podobnie i inne postacie, pisarka spojrzała na nie z zupełnie innej strony, stały się one dzięki temu ciekawsze i mające z nami wiele wspólnego. 

    Irytowała mnie natomiast pewna idealizacja Ariadny. Widać też zupełne niezrozumienie autorki dla takich ludzkich postaw, które nie są standardowe. Opisując np. Tezeusza, podkreślała z wyraźną przyganą, że nie chce i nie potrafi prowadzić osiadłego trybu życia, myśleć o domu i dzieciach itp. Nie potrafiła pojąć, że Tezeusz miał predyspozycje do czegoś innego i że nigdy nie byłby szczęśliwy, prowadząc inny tryb życia. Psychologia w jej wykonaniu bez cienia wątpliwości wychodzi poza prosty standard i powierzchowność, ale o większej głębi nie ma mowy.

7/10  


niedziela, 8 października 2023

Katarzyna Miller, Joanna Oleszyk "Kasia na kryzys. Jak wyjść na prostą z życiowych zakrętów"

 

Z wszystkich psychologów i psychoterapeutów, produkujących się w różnych mediach, Kasia Miller najbardziej do mnie przemawia. Jest szalenie pogodna, pisze jasno, zrozumiale, nie zajmuje się teoretyzowaniem, a co najważniejsze ma świadomość, że każdy człowiek jest inny, nie ma jednej recepty na szczęście i spełnienie. Zachęca do działania i do wiary w własne siły.  Jest mocno puszysta i nie zamierza się odchudzać, dobrze się czuje w swoim ciele. Inny przykład - nie ma dzieci i otwarcie głosi, że nie każdy ma powołanie do bycia rodzicem. Książka to rozmowa redaktor naczelnej Zwierciadła Joanny Oleszyk z terapeutką. 

    W tej książce każdy znajdzie coś dla siebie. Tytuł może błędnie sugerować, że to pozycja dla kogoś, kto przeżywa traumę lub ma jakieś bardzo poważne problemy. Niekoniecznie, każdy rozdział to inny temat, każdy dotyczy nieco innej sytuacji życiowej, jest tu mowa np. o wypaleniu zawodowym, o konieczności zmian,  umiejętności godzenia się z różnymi niezależnymi od nas zmianami, o ryzyku, o dojrzałości. Są liczne nawiązania do książek i filmów, jest rozdział poświęcony baśniom i temu, jak wiele wspólnego mają z rzeczywistością w każdych czasach. Spośród książek wartych uwagi wymieniona jest m. in. moja ulubiona seria Lee Childa z Reacherem w roli głównej, o której wiele razy pisałam. Zamiłowanie do Jacka Reachera nie wynika z walorów artystycznych serii, ale z pogody ducha, wytrwałości i odwagi bohatera. Kasia podaje wiele przykładów z psychoterapii. "Kasię na kryzys" czyta się bardzo dobrze. Wszystkie te wywody nie są jakoś szczególnie nowatorskie, ale są usystematyzowane, na niektóre konkluzje ktoś mógł nigdy nie wpaćć, ktoś inny sobie je tylko przypomni. 

      Z pewnością mało kto zgodzi się z każdym stanowiskiem psychoterapeutki, parę jej myśli odebrałam jako wręcz niedorzeczne. Raziło mnie też, gdy opowiadała ona, jak doradzała pacjentkom, jak powinny postąpić w konkretnej sytuacji. Powinna im pomóc zrozumieć sytuację, a nie mówić, co mają zrobić. Ogólnie jednak książkę mimo tych mankamentów, oceniam zdecydowanie pozytywnie. 

    Przykładowo omawiając wiele sytuacji życiowych, akcentowana jest potrzeba zmiany, nie dotyczy to jednak tylko zmian drastycznych, typu przeprowadzka do innego miasta, czy zmiana pracy. Chodzi o to, że wejście w wieloletnią rutynę prowadzi często do marazmu, a gdy się to przedłuża, do wypalenia, a nawet niekiedy i do depresji. Ludzie stają się coraz mniej elastyczni w swoich zachowaniach, nie biorą już pod uwagę jakichkolwiek odchyleń od schematu, np. chodzą czy jeżdżą do pracy tą samą drogą, tryb życia każdego dnia jest jednakowy, na wakacje jeżdżą w to samo miejsce, spotykają tylko z tymi samymi osobami. Nie mają nawet świadomości, jak wiele rzeczy im umyka, nie zaprzyjaźniają się z kimś nowym itp. Otwierając się na nawet drobne zmiany nie tylko poprawia się samopoczucie, ale oddala się widmo wypalenia. 

   Warto też mieć cele życiowe, a nie tylko egzystować. I powinny to być cele własne, a nie np. cele związane z  dziećmi czy innymi osobami. Tutaj można sobie przypomnieć film "Choć goni nas czas", gdzie zaawansowani wiekiem bohaterowie sporządzają listę rzeczy, które chcieliby zrobić przed śmiercią. Problemem jest też tchórzliwość, ludzie chcieliby zrobić wiele rzeczy, ale się boją. "Za mało ryzykujemy, a tylko ryzykując, trenuje się pewność siebie i ufność we własne siły". Kasia także nawołuje, aby doceniać zalety wieku dojrzałego, a nie tylko młodości. "Ktoś dojrzały jest bardziej samoświadomy, bardziej dla siebie dyspozycyjny, wie, czego chce i zwykle ma już na to fundusze". Zachęca do działania i do porzucenia lęku przed zrobieniem błędu w różnych sytuacjach. Oczywiście ma świadomość, że podejmując określone decyzje, możemy popełnić błąd. Ale nie powinno to nas powstrzymywać "Jeśli ci się to nie spodoba, zmienisz to". 

     Ciekawym rozdziałem jest ten o baśniach, Kasia jest nawet autorką książki na ten temat. Interpretacja jest mocno nowatorska. "Sinobrody" to baśń o mrocznych stronach każdego człowieka i prawie do tajemnic. W baśniach często postać ojca jest niewidoczna, a występuje zła macocha. To symbol oddania władzy nad domem matce, a macocha z kolei to postać, stawiająca rozkapryszonemu dziecku wymagania. "Calineczka" opowiada m. in. o tym, że nie powinno się szukać życiowego partnera z zupełnie innego świata, z uwagi na brak kompatybilności, raczej małe są szanse, że coś z tgo wyjdzie. 
8/10

wtorek, 3 października 2023

Alek Rogoziński „Po trupach do celu”


             Książka niesamowicie wciąga i czyta się ją niebywale lekko, trudno jest się od niej oderwać. Są też niespodziewane zwroty akcji i zaskakujące wydarzenia, końcówki nie przewidziałam poprawnie. Ale na tym atuty powieści się kończą. Nie ma tam żadnej głębi, o opisywanym środowisku filmowców i aktorów niczego nowego nie można się dowiedzieć, o psychologii w ogóle nie ma mowy. Warszawa jest jedynie w tle, o mieście też niczego frapującego nie da się znaleźć. Prawie wszyscy ludzie, występujący w powieści są zdegenerowani, nieuczciwi, chciwi, fałszywi itp., obcowanie z nimi jest mało przyjemne, nawet nieco obciążające. A. Rogoziński jest reklamowany jako twórca komedii kryminalnych, ale książka mnie jakoś nie rozśmieszyła. Język w jakim została napisana jest strasznie prosty. To jest po prostu lektura dla kogoś, kto jest strasznie zmęczony i nie ma siły na jakiekolwiek intelektualne wyzwania. Oderwanie od rzeczywistości i własnych spraw jest zagwarantowane. 

       Komedia kryminalna wielu osobom kojarzy się z Joanną Chmielewską, mnie też. W przypadku jej książek, główna bohaterka, alter ego pisarki, zawsze jest zabawna, wyluzowana, inteligentna, wytrwała itp. przyjemnie się o niej czyta. Większość postaci z książek Chmielewskiej to zwykli ludzie, jedni lepsi, drudzy gorsi. I Chmielewska mnie śmieszy, ale to już kwestia indywidualna. 

3/10    


sobota, 30 września 2023

Robert Harris „Pompeje”

 

              Przed lekturą liczyłam na akcję wciągającą tak, aby można było się oderwać od rzeczywistości, nadzieje okazały się płonne. Wydarzenia wciągają średnio, zdecydowanie ciekawiej jest, gdy wulkan już wybucha. Psychologii nie ma żadnej, charaktery bohaterów są czarno – białe. Wyraźny jest schematyzm, ciąg dalszy pewnych wątków jest dość prosty do przewidzenia. Od momentu gdy nasz główny bohater poznał piękną Korelię, przeznaczoną innemu mężczyźnie, w tym zakresie wszystko można było przewidzieć. 

         Oryginalnym natomiast elementem było uczynienie jako bohatera inżyniera, specjalisty od akweduktów i wody. Harris wyraźnie akcentował, że bez mocno rozwiniętej inżynierii rozwój Rzymu, w tym nawet i ekspansja terytorialna, nie byłyby możliwe. Nie przypominam sobie, aby u nas były jakieś znaczące książki  z bohaterami, inżynierami, w lekturach szkolnych chyba na zawsze pozostaną postacie, walczące o niepodległość z bronią w ręce. U Harrisa mamy człowieka czynu, który działa, zamiast wiecznie roztrząsać swój stan ducha. Na samym początku książki Atiliusz stanął przed zadaniem naprawy nieustalonej awarii akweduktu, gdyby nie poradził sobie z tym problemem, ludzie w wielu miejscowościach zostaliby bez wody. 

     Najciekawsze jest jednak wszystko, co ma związek z Wezuwiuszem. Akcja rozgrywa się w ciągu trzech kolejnych dni, ostatniego dnia następuje erupcja. W tym zakresie R. Harris zrobił research, bo przypominał mi się mini serial dokumentalny z kanału National Geographic właśnie o wybuchu Wezuwiusza i zagładzie Pompejów. W książce wszystko jest, wyraźne znaki ostrzegawcze, które pojawiły się już kilka dni przed wybuchem, ale których wówczas  nie potrafiono właściwie zinterpretować. Harris opisał lekkie drżenie ziemi, unoszącą się ze szczytu parę wodną, sypiący się popiół, nawet odgłosy spod ziemi. Opisał wielogodzinny wyrzut kamieni, pumeksu, co wyglądało jak bombardowanie. Tak jak i w serialu wskazał, że śmiercionośna nie była lawa ani popioły czy kamienie, bo przed tym istniała dla niektórych osób możliwość ucieczki. Najbardziej makabryczna i nieubłagalna  była masa sunącego raz na jakiś czas gorącego, niemal wrzącego powietrza, która zabijała, topiąc każdego, kto stał na jej drodze. To również w książce jest. Dla tych opisów suma summarum warto „Pompeje” przeczytać. Jest tu wprowadzona także postać rzymskiego uczonego Pliniusza, który  oglądał erupcję i ją opisał, są też cytaty z jego dzieła. 

        A co do ponadczasowych elementów to Harris nawiązał, oczywiście nie bezpośrednio, do obecnych problemów klimatycznych, do braku wody w wielu miejscach świata i do rabunkowej gospodarki wodą, a także do możliwych katastrofalnych scenariuszy w tym zakresie.  Opisy wielu miast pozbawionych wody w związku z awarią akweduktu są przerażające. Ludzie w każdych czasach w takich okolicznościach zachowują się tak samo, dochodzi do bijatyk, a nawet zamieszek, w walce o wodę wygrywa silniejszy. Myśl Harrisa, że mimo tak rozwiniętej cywilizacji i tak zależymy od natury, jest oczywiście ponadczasowa.

7/10



czwartek, 28 września 2023

Agatha Christie „Samotny dom”

 

    Powieść to typowa Agata Christie z wszystkim charakterystycznymi  atrybutami jej twórczości. Mała liczba osób, mogących być zabójcą, angielska prowincja, no i rozwiązanie zagadki dzięki umiejętności logicznego myślenia. Wydarzenia rozgrywają się w wyjątkowo malowniczej scenerii, w miasteczku nad morzem. Tym razem mamy do czynienia z Herkulesem Poirot, który będąc na wakacjach poznał piękną, młodą kobietę, właścicielkę tytułowego samotnego domu i zorientował się, że jest ona w niebezpieczeństwie, że ktoś chce ją zabić. Herkulesowi towarzyszy policjant, jego długoletni znajomy, nawet przyjaciel – kapitan Hastings.  Jak to u Agaty trup zawsze musi być. Czyta się wyśmienicie. 

        Zawsze pisząc o A, Christie, podkreślam jej niebywałą znajomość ludzkiej psychiki. Pod tym względem dla mnie najciekawsza była rozmowa Hastingsa z Herkulesem, w trakcie której Herkules powiedział Hastingsowi, że należy do tego typu ludzi, którym posiadana wiedza i wiele przeżyć nic nie dają, tak jakby nie potrafili ani spożytkować różnych życiowych doświadczeń, ani wyciągnąć z nich wniosków na przyszłość. Hastings zastanawiając się nad tym, czy pewien kapitan mógł być zabójcą, stwierdził, że jest to niemożliwe, bo to prawdziwy dżentelmen. Dla Herkulesa było to oczywiście zabawne i powiedział Hastingsowi, że należy do tych absolutnie uczciwych ludzi, którzy  zawsze są oszukiwani i że zawsze kieruje śledztwo na tak fałszywy trop, że Herkulesa kusi, aby iść w kierunku przeciwnym.  Hastings bardzo się oburzył „Gadasz straszliwe głupstwa. Człowiek taki jak, który obijał się przez lata całym świecie!”. Herkules odparł, że taki człowiek „nigdy niczego się nie uczy. To rzecz zastanawiająca… Ale cóż… tak już jest.”   To spostrzeżenie faktycznie jest  świetne, bo rzeczywiście znam osoby, które właśnie dokładnie tak się zachowują. Żadne doświadczenie niemal nic im nie daje. Też nie potrafię rozgryźć, jak to jest możliwe i dlaczego tak się dzieje.  

               Z innych ciekawych wątków jest też wątek damsko – męski. Jedna z bohaterek, pięknych, elokwentnych, miała problem z utrzymaniem związków damsko – męskich. Gdy spodobał się jej ktoś i wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, mężczyzna tracił zainteresowanie jej osobą i zajmował się kimś innym. Można obserwować, jak i dlaczego tak się działo. 
  8/10 

sobota, 23 września 2023

Ian Rankin "Pieśń na mroczne czasy" - audiobook, czyta Przemysław Bluszcz

 

     Inspektor Rebus to jeden z najbardziej charyzmatycznych bohaterów powieści kryminalnych. Ostatnio pisałam o Włochu - komisarzu Montalbano z powieści Andrey Camilleriego. Tak więc dla kontrastu. Rebus, Szkot,  jest postacią znacznie mroczniejszą, poza pracą kocha muzykę, nie jest szczególnie rodzinny, jego małżeństwo rozpadło się, to samotnik, który ma problemy nawet z budowaniem przyjaźni, kocha zwierzęta, ma psa. U Rebusa mało jest tej radosnej strony życia. Montalbano ma też sporo z samotnika, również mieszka sam, ale żyje w związku na odległość z Livią, nie ma dzieci, ma jednak kilkoro przyjaciół, kocha książki i różne radości życia, jak np. dobre jedzenie, pływanie, sztukę. Obaj są wrażliwi i empatyczni, Montalbano jest szczęśliwszy od Rebusa, potrafi z życia czerpać więcej radości. 

     Tytułowa pieśń na mroczne czasy to wybór kawałków muzycznych, odpowiednich do słuchania wówczas, gdy komuś wszystko się wali, gdy nastaje przysłowiowa zima. Nie ma oczywiście uniwersalnych pieśni na mroczne czasy, każdy ma swoje, takie które najbardziej do niego przemawiają. W tym tomie dla Rebusa nastały naprawdę straszne czasy. Jest już na emeryturze, a z pracą nie potrafił się rozstać, siadło mu zdrowie, ponieważ miał problemy nawet z wejściem po schodach, musiał zmienić mieszkanie. W tym tomie zadzwoniła do niego dorosła córka i zwierzyła się, że jej partner zaginął. Chociaż relacje pomiędzy Rebusem a córką nigdy nie były idealne, wyruszył on na północ, aby zorientować się, co się dzieje. 

         To co według mnie zasługuje na szczególną uwagę w tym tomie, to portret człowieka, który kończy pracę zawodową. Rebus utożsamiał się z pracą. Można zaobserwować, co dzieje się z człowiekiem, który  niemal wszystko postawił na jedną kartę, na pracę, wszystko inne zawsze było drugoplanowe. Jest to dramat, u dawnych kolegów Rebus budzi i współczucie i politowanie. Ale osobiście mam nadzieję, że się podźwignie, ma muzykę, ma też w miarę bliską przyjaciółkę, policjantkę. Ma też córkę i wnuczkę. 

         Dla mnie ekscytujące były opisy szkockiej prowincji, pojawia się miasto Inverness, znane chociażby z serialu "Outlander", tylko tutaj jest już współczesne. Jest też historia. Otóż zaginiony partner córki Rebusa fascynował się leżącym nieopodal jego miejsca zamieszkania dawnym obozem jenieckim z czasów II wojny światowej. Jak się okazuje w obozie tym przebywali nie tylko Niemcy, ale i przedstawiciele innych narodowości, właściwie wszyscy, którzy nie byli Anglikami zostali pod koniec wojny do niego załadowani. Byli tam również Polacy. Intrygujący wątek. 
7/10    

wtorek, 19 września 2023

Andrea Camilleri "Kształt wody"

 

        W końcu jest możliwość kupienia początkowych tomów cyklu z komisarzem Montalbano. Wydawnictwo NOIR SUR BLANC wdaje cykl już kolejny raz, w nowej szacie graficznej. Jeśli ktoś nie czytał jeszcze żadnego tomu, a ten jest dość reprezentatywny dla całości, może spróbować i po lekturze będzie wiedział, czy sięgać po kolejne, czy jest to dla niego, czy też nie. Ja czytam serię w kolejności przypadkowej, tak też można, ale zdecydowanie bardziej komfortowe byłoby czytanie najprostsze, od tomu pierwszego do ostatniego. 

    Montalbano można szybko polubić, widać jego wrażliwość, zamiłowanie do książek, do sztuki, dociekliwość, wytrwałość, ma też oczywiście i przywary. W tym tomie poznaje kobietę, która została jego przyjaciółką na całe życie, a w przyjaźni komisarz jest bardzo lojalny. Początkowo trudno zyskać jego zaufanie, ale gdy to już nastąpi, to jest wierny. 

    Już w tym tomie widać taką zmysłowość serii, komisarz nie jest ascetą, lubi np. dobrze zjeść. Jedzenie u A. Camilleri bywa sposobem na doła psychicznego, nasz bohater ma bowiem gospodynię, która świetnie gotuje, ale on również często chodzi do różnych restauracji. Czasem ma zakusy, aby przygotować coś samemu, mogłoby to być jedynie bardzo proste danie, w tym właśnie tomie rozważał zrobienie makaronu z oliwą i czosnkiem. W restauracji z kolei zamówił ośmiorniczki, a po ich zjedzeniu i popiciu  winem zorientował się, że ośmiorniczki sprawiły coś w rodzaju cudu, życie znowu wydało mu się piękne. 

    W tym tomie Montalbano wykazał się charakterystycznym dla niego non konformizmem. Został znaleziony martwy miejscowy VIP, a okoliczności śmierci były dla niego dość kompromitujące. Z każdej strony Montalbano spotykał się z naciskami, aby zakończyć śledztwo w tej sprawie. On z kolei w imię zwykłej, ludzkiej uczciwości kontynuował je. 

8/10