niedziela, 8 października 2023
Katarzyna Miller, Joanna Oleszyk "Kasia na kryzys. Jak wyjść na prostą z życiowych zakrętów"
wtorek, 3 października 2023
Alek Rogoziński „Po trupach do celu”
Komedia kryminalna wielu osobom kojarzy się z Joanną Chmielewską, mnie też. W przypadku jej książek, główna bohaterka, alter ego pisarki, zawsze jest zabawna, wyluzowana, inteligentna, wytrwała itp. przyjemnie się o niej czyta. Większość postaci z książek Chmielewskiej to zwykli ludzie, jedni lepsi, drudzy gorsi. I Chmielewska mnie śmieszy, ale to już kwestia indywidualna.
3/10
sobota, 30 września 2023
Robert Harris „Pompeje”
Przed lekturą liczyłam na akcję wciągającą tak, aby można było się oderwać od rzeczywistości, nadzieje okazały się płonne. Wydarzenia wciągają średnio, zdecydowanie ciekawiej jest, gdy wulkan już wybucha. Psychologii nie ma żadnej, charaktery bohaterów są czarno – białe. Wyraźny jest schematyzm, ciąg dalszy pewnych wątków jest dość prosty do przewidzenia. Od momentu gdy nasz główny bohater poznał piękną Korelię, przeznaczoną innemu mężczyźnie, w tym zakresie wszystko można było przewidzieć.
Oryginalnym natomiast elementem było uczynienie jako bohatera inżyniera, specjalisty od akweduktów i wody. Harris wyraźnie akcentował, że bez mocno rozwiniętej inżynierii rozwój Rzymu, w tym nawet i ekspansja terytorialna, nie byłyby możliwe. Nie przypominam sobie, aby u nas były jakieś znaczące książki z bohaterami, inżynierami, w lekturach szkolnych chyba na zawsze pozostaną postacie, walczące o niepodległość z bronią w ręce. U Harrisa mamy człowieka czynu, który działa, zamiast wiecznie roztrząsać swój stan ducha. Na samym początku książki Atiliusz stanął przed zadaniem naprawy nieustalonej awarii akweduktu, gdyby nie poradził sobie z tym problemem, ludzie w wielu miejscowościach zostaliby bez wody.
Najciekawsze jest jednak wszystko, co ma związek z Wezuwiuszem. Akcja rozgrywa się w ciągu trzech kolejnych dni, ostatniego dnia następuje erupcja. W tym zakresie R. Harris zrobił research, bo przypominał mi się mini serial dokumentalny z kanału National Geographic właśnie o wybuchu Wezuwiusza i zagładzie Pompejów. W książce wszystko jest, wyraźne znaki ostrzegawcze, które pojawiły się już kilka dni przed wybuchem, ale których wówczas nie potrafiono właściwie zinterpretować. Harris opisał lekkie drżenie ziemi, unoszącą się ze szczytu parę wodną, sypiący się popiół, nawet odgłosy spod ziemi. Opisał wielogodzinny wyrzut kamieni, pumeksu, co wyglądało jak bombardowanie. Tak jak i w serialu wskazał, że śmiercionośna nie była lawa ani popioły czy kamienie, bo przed tym istniała dla niektórych osób możliwość ucieczki. Najbardziej makabryczna i nieubłagalna była masa sunącego raz na jakiś czas gorącego, niemal wrzącego powietrza, która zabijała, topiąc każdego, kto stał na jej drodze. To również w książce jest. Dla tych opisów suma summarum warto „Pompeje” przeczytać. Jest tu wprowadzona także postać rzymskiego uczonego Pliniusza, który oglądał erupcję i ją opisał, są też cytaty z jego dzieła.
A co do ponadczasowych elementów to Harris nawiązał, oczywiście nie bezpośrednio, do obecnych problemów klimatycznych, do braku wody w wielu miejscach świata i do rabunkowej gospodarki wodą, a także do możliwych katastrofalnych scenariuszy w tym zakresie. Opisy wielu miast pozbawionych wody w związku z awarią akweduktu są przerażające. Ludzie w każdych czasach w takich okolicznościach zachowują się tak samo, dochodzi do bijatyk, a nawet zamieszek, w walce o wodę wygrywa silniejszy. Myśl Harrisa, że mimo tak rozwiniętej cywilizacji i tak zależymy od natury, jest oczywiście ponadczasowa.
7/10
czwartek, 28 września 2023
Agatha Christie „Samotny dom”
sobota, 23 września 2023
Ian Rankin "Pieśń na mroczne czasy" - audiobook, czyta Przemysław Bluszcz
wtorek, 19 września 2023
Andrea Camilleri "Kształt wody"
W końcu jest możliwość kupienia początkowych tomów cyklu z komisarzem Montalbano. Wydawnictwo NOIR SUR BLANC wdaje cykl już kolejny raz, w nowej szacie graficznej. Jeśli ktoś nie czytał jeszcze żadnego tomu, a ten jest dość reprezentatywny dla całości, może spróbować i po lekturze będzie wiedział, czy sięgać po kolejne, czy jest to dla niego, czy też nie. Ja czytam serię w kolejności przypadkowej, tak też można, ale zdecydowanie bardziej komfortowe byłoby czytanie najprostsze, od tomu pierwszego do ostatniego.
Montalbano można szybko polubić, widać jego wrażliwość, zamiłowanie do książek, do sztuki, dociekliwość, wytrwałość, ma też oczywiście i przywary. W tym tomie poznaje kobietę, która została jego przyjaciółką na całe życie, a w przyjaźni komisarz jest bardzo lojalny. Początkowo trudno zyskać jego zaufanie, ale gdy to już nastąpi, to jest wierny.
Już w tym tomie widać taką zmysłowość serii, komisarz nie jest ascetą, lubi np. dobrze zjeść. Jedzenie u A. Camilleri bywa sposobem na doła psychicznego, nasz bohater ma bowiem gospodynię, która świetnie gotuje, ale on również często chodzi do różnych restauracji. Czasem ma zakusy, aby przygotować coś samemu, mogłoby to być jedynie bardzo proste danie, w tym właśnie tomie rozważał zrobienie makaronu z oliwą i czosnkiem. W restauracji z kolei zamówił ośmiorniczki, a po ich zjedzeniu i popiciu winem zorientował się, że ośmiorniczki sprawiły coś w rodzaju cudu, życie znowu wydało mu się piękne.
W tym tomie Montalbano wykazał się charakterystycznym dla niego non konformizmem. Został znaleziony martwy miejscowy VIP, a okoliczności śmierci były dla niego dość kompromitujące. Z każdej strony Montalbano spotykał się z naciskami, aby zakończyć śledztwo w tej sprawie. On z kolei w imię zwykłej, ludzkiej uczciwości kontynuował je.
8/10
poniedziałek, 18 września 2023
Wojciech Orliński "Kopernik. Rewolucje"
niedziela, 27 sierpnia 2023
Ander Izagirre "Potosi, góra, która zjada ludzi" - audiobook, czyta Grzegorz Kwiecień
Ander Izagirre odważył się podjąć temat trudny i niewdzięczny, pokazał go z każdej strony. Zrobił to tak, że zapewne mało kto z opisywanych osób jest zadowolony z książki. Wyzysk boliwijskich górników, nędza, w jakiej żyją, brak perspektyw, totalne zatrucie środowiska to bowiem tylko jeden z aspektów rzeczywistości. Innym jest alkoholizm wśród tych samych górników, narkomania, przemoc fizyczna i seksualna, wykorzystywanie do pracy własnych dzieci. Górnicy nie zdobyli mojej sympatii po lekturze. Izagirre mógł opisać ich tylko jako ofiary, z pewnością bardzo by się to im spodobało i nie byłoby kontrowersji. Chwała więc, że podszedł do tematu wszechstronnie, a mało kogo na to stać. Skojarzyło mi się to chociażby z książką Cezarego Łazarewicza "Na Szewskiej. Sprawa Grzegorza Pyjasa". Wynika z niej, że Pyjas niekoniecznie musiał zostać zamordowany. Z pewnością napisanie takiej książki wymagało również gigantycznej odwagi, Łazarewicz pisał przecież o ikonie z czasów opozycji z PRL.
Izagirre ukazał problem górników z każdej strony, rozmawiał z nimi, ich rodzinami, z ludźmi, którzy wzbogacili się na ich pracy, z duchowieństwem. Jest tu bogaty rys historyczny i nakreślenie sytuacji międzynarodowej. Opisany jest mechanizm, jak Boliwię wyzyskuje USA. Inny aspekt "Potosi" to ukazanie kręgu przemocy. Górnicy pracują w nieludzkich warunkach, ich perspektywy na polepszenie życia są żadne. Ich życie to piekło. I co robią? Wpadają we wszelkie możliwe nałogi, znęcają się nad żoną, nad dziećmi, niekiedy jeszcze gwałcą czy kradną. Jest to zaklęty krąg przemocy. Jest tu opisany mechanizm, jak to w skrajnych warunkach z ludzi wychodzą najgorsze instynkty. Tak jak np. było to w gettach żydowskich ze Służbą Porządkową w czasie wojny. Normalni, uczciwi ludzie zaczęli się przeobrażać w ekstremalnych warunkach w potwory.
Jak zapewne wielu czytelnikom nasunęło mi się pytanie, czy coś można w tej sprawie zrobić, może wpłacić jakieś pieniadze. W książce nie ma mowy o pomocy humanitarnej, chyba organizacje tego typu tam nie docierają, ostatecznie nie ma tam przecież wojny. Są miejsca, gdzie obiektywnie pomoc jest potrzebniejsza. Uczestniczący w ewentualnych zbiórkach mieliby świadomość, że znaczna część pieniędzy zostanie przepita czy przećpana, albo przeznaczona na inne wątpliwe rozrywki. Raczej więc zbiórki nie będą organizowane. Może warto więc prowadzić mniej konsumpcyjny tryb życia. Gdyby ludzie kupowali mniej, nie byłoby takiego popytu na produkty, zawierające w składnikach minerały, wydobywane w Potosi.
8/10
piątek, 18 sierpnia 2023
John le Carre „Silverview”
Jak zwykle u le Carre główne atuty powieści to wciągająca coraz bardziej w miarę czytania akcja, no i psychologia. Wydarzenia tutaj ułożone są chronologicznie, ale z bieżącego życia niewiele wynika i konieczne okazało się cofanie się wstecz. Czytelnicy wraz z narratorem są więc niejako detektywami, próbującymi rozgryźć jednego z bohaterów.
Edward to szpieg na emeryturze, żyjący pozornie beztrosko w małym, nadmorskim miasteczku. Zaszło coś, co spowodowało, że służby musiały mu się przyjrzeć. W trakcie tego przyglądania się dokonano retrospekcji całego jego życia. Zajmujący się tymi działaniami agent Proctor rozmyślał : „Kim jesteś, Edwardzie ty, który byłeś tyloma ludźmi naraz i udawałeś jeszcze innych ludzi? Kogo znajdziemy pod tymi warstwami różnych przebrań? A może ty jesteś właśnie tym, na kogo składają się te wszystkie przebrania?” Proctor wiedział, że te pytania mógł zadać każdy nowicjusz, ale uzmysłowił sobie jeszcze, że „zadając je, mógł niechcący bardziej się sam przed nim odsłonić, niżby chciał – choćby przez to, jak bardzo ciekawiły go odpowiedzi.” „Najbardziej niezrozumiała była dla niego myśl o takiej wszechogarniającej pasji, dla której ktoś mógł poświęcić całe życie pozwolić jej tym życiem kierować”. Przez dłuższy czas czytelnik nie wie, co to za pasja.
Co Proctor brał pod uwagę przy analizie życiorysu Edwarda? Ustalał, co Edward robił w trakcie poszczególnych misji, zastanawiał się, dlaczego w określonych okolicznościach zachowywał się tak, a nie inaczej, co nim kierowało. Myślał także, co Edward mógł zrobić bez wiedzy służb i dlaczego. Jako szalenie ważną rzecz, niezbędną dla powiedzenia czegoś o człowieku, uważał czynniki, które kogoś ukształtowały. Często nie są to fakty, które są powszechnie znane. Poznając je można już domyślać się motywów ludzkiego postępowania, a nawet częściowo przewidzieć działania przyszłe. Tutaj wszystko co dotyczy Edwarda, jest oczywiście mocno skomplikowane, a jego siłą napędową był coś, co dotyczyło jego rodziny, o czym prawie nikt nie wiedział.
Trzeba mieć jeszcze na względzie, że człowiek może znaleźć się w takich okolicznościach, kiedy wszystko, cały system wartości, może się zmienić w bardzo krótkim czasie. Edward był w Bośni w trakcie wojny na Bałkanach, a tam, jak stwierdził le Carre, w jednej chwili działo się coś, co mogło przewartościować całe życie. Bez informacji o tych faktach wiedza o danej osobie nie będzie pełna, może nawet być fałszywa.
Są jeszcze ciekawe spostrzeżenia, ironiczne, humorystyczne, ale podszyte nutą żalu o wpływie czasu na człowieka. Proctor spotkał się z małżeństwem szpiegów na emeryturze. Zauważył i piętno przebytych chorób, ale i zwykłe, ludzkie zaniedbanie, efekt był koszmarny. Zadbana kiedyś, elegancka koleżanka, będąca super mózgiem, przeistoczyła się kobietę ubraną w spodnie na gumce. Dla wyższych sfer angielskich jest to chyba symbol upadku. Ten motyw, jak destrukcyjny bywa czas dla ludzi, przewija się w wielu książkach, filmach i serialach, można też obserwować go w rzeczywistości. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu, ale na wiele tak, to zaniedbanie wielu starszych ludzi jest charakterystyczne. W przypadku małżeństwa angielskich szpiegów powodem z pewnością nie były względy materialne.
Jak dla mnie to jedna z lepszych książek le Carre. Czyta się bardzo dobrze. Są jeszcze wątki poboczne.
9/10
czwartek, 10 sierpnia 2023
Carlos Luis Zafon „Cień wiatru” – audiobook, czyta Wojciech Żołądkowicz
Świetnie jest pokazana przyjaźń. Daniel ma tylko ojca, inny bohater Fermin, nikogo, nie ma tam ukazanej żadnej normalnej rodziny. A ludzi tworzą bardzo bliskie więzy, które nie są więzami krwi i są w stanie zrobić dla siebie wszystko, nawet zaryzykować życie.
Kolejnym bohaterem jest Barcelona, miasto o którym jeden z bohaterów powiedział, że wdziera się człowiekowi pod skórę i kradnie serce. Daniel i jego przyjaciele nie zwiedzają muzeów, ale czytelnik poznaje masę zakamarków miasta i jego mroczny klimat głównie w latach pięćdziesiątych. To Barcelona z czasów generała Franco, państwo policyjne. Rzeczywiście policja ma władzę niemal nieograniczoną i jest bezkarna. Zabójstwa dokonywane przez policjantów nie są czymś wyjątkowym. Wspaniała jest retrospekcja z Ferminem, który uchodził za wroga ustroju i który przeżył koszmar, łącznie z torturami. Mimo tego że przeżył piekło, był w stanie potem rozpocząć normalne życie. Tak jak u nas był w czasie wojny Pawiak, po wojnie np. w Lublinie katownią był zamek, przejęty przez ubeków, tak Barcelona ma też ma swój zamek Catell de Montjuic, w którym w czasach Franco zabijano i torturowano ludzi. Daniel jako dziecko pamiętał, że mówiono, iż nie każdy, kto wchodzi do zamku, z niego wychodzi.
Warte wielkiej uwagi są fragmenty, kiedy to można się zastanawiać nad rolą przypadku, czy może raczej przeznaczenia w życiu człowieka. Przykładowo Daniel przeżył kiedy koszmarną noc, wydawałby się, że jedną z najgorszych w życiu, został m. in. pobity, spotkały go też w ciągu kilku godzin inne wielkie przykrości. Ale to wszystko było po coś. Tej samej nocy wyszedł pochodzić i się uspokoić. I poznał tak swojego późniejszego największego przyjaciela, Fermina.
„Cieć wiatru” ma swoje wady. Tragiczne miłości i przeżywanie ich całymi latami, przypominają romantyzm. Wzdychanie i rozpaczanie trwa u niektórych bohaterów całe życie. Jak dla mnie brzmą już trochę niedorzecznie i anachronicznie, ale są osoby które tak właśnie żyją. Tutaj jest ich spore nagromadzenia. Do tego dochodzą hasła typu – „prawdziwie kocha się tylko raz” itp. „Cień wiatru” momentami bywa bardzo bliski kiczu, szczególnie przy patetycznych opisach, jak to ktoś kolejny rok jest nieszczęśliwie zakochany w kimś nieosiągalnym. Ale pozostałe zalety rekompensują to w dwójnasób. Świetny jest też czytający Wojciech Żoładkowicz. Z pewnością przed nagraniem znał doskonale tekst, nie popsuł ani jednego fragmentu, wręcz przeciwnie, tam gdzie trzeba wzmagał grozę czy napięcie.
9/10
niedziela, 6 sierpnia 2023
Lilian Jackson Braun "Kot, który się publiczności nie kłaniał"
W miasteczku odbyła się uroczystość dobroczynna na rzecz bezdomnych kotów, połączona z akcją, zachęcającą do adopcji. Przy okazji można poznać imiona kotów, których opiekunowie zamieszkują miasteczko. Te imiona to wyraz pasji tych ludzi: Sokrates, Winston, Churchil, Brutus, Touluse (ten ostatni od wielkiego malarza Toulusa Latreca).
Wisienką na torcie są książki, czytane przez Qwilla. Tym razem czyta m. in. Wiersze o kotach T.S. Eliota. Teksty tych wierszy zostały wykorzystane w musicalu „Koty”. Można sobie porównać, do którego z opisywanych przez Eliota kotów, nasze koty są podobne. Koko najbardziej podobny był do Kota Naprzekóra, „Nic nie wskórasz u kocura Naprzekura, taka bowiem tego gbura jest natura”.
9/10