środa, 20 marca 2019

Katarzyna Gurnard "Pani Henryka i morderstwo w pensjonacie"


Na tle innych kryminałów książka K. Gurnard wypada fatalnie. Plusów jest niewiele. Jednym z nich jest główna bohaterka, ale też nie do końca. Pani Henryka to emerytka, która żyje skromnie, jest wdową, nie ma dzieci ani wnuków. Za mąż wyszła w jesieni życia. Jest zadowolona i szczęśliwa. Otrzymała spadek, dzięki któremu mogła sobie pozwolić na wyjazd do ekskluzywnego pensjonatu. Przygarnęła tam kota. I na tym plusy lektury się kończą. 


   Całość jest nudna. Portrety psychologiczne zarówno pani Henryki, jak i innych osób żadne. Obserwacji psychologicznych nie ma. Miejscowość, w której jest pensjonat, ani lokalna społeczność, nie zasłużyły na jakąkolwiek wzmiankę. Porównanie pani Henryki do panny Marple są absurdalne.  Panna Marple fascynowała się obserwacjami ludzi, była pod tym względem szalenie wnikliwa.  Pani Henryka obserwuje na zasadzie takiej, że coś podsłucha,coś innego zauważy, kogoś o coś wypyta, bez żadnej głębi co do motywów działań, w ogóle praktycznie bez psychologii. Pod względem intelektu pomiędzy panną Marple, a panią Henryką jest przepaść. 

    Powoli, powoli, pojawia się coraz więcej książek z emerytkami w wieku 60 plus w roli głównej, które mają inne zajęcia i marzenia, niż bawienie wnuków. Podczas lektury przypominała mi się "Ciotka Poldi i sycylijskie lwy" Mario Giordano. Różnice między emerytką polską, a niemiecką, jednak są dosyć mocne. Niemka ubiera się w seksowne ubrania, maluje się, bez żadnych zachamowań uwodzi mężczyzn i lubi seks. Polka nie za bardzo zwraca uwagę na to, w co się ubiera, a o innych kwestiach w ogóle nie ma mowy.
2/6
  

wtorek, 19 marca 2019

Joseph Roth "Proza podróżna"

  
 Dawno nie przeżyłam takiego zachwytu nad dziełem, które bez cienia wątpliwości jest wielkie i nad twórcą, który pisze tak wspaniałe rzeczy przepięknym językiem. Podobało mi się wiele książek, ale ostatnimi czasy nie odkryłam dla siebie żadnego twórcy, który byłby w stanie mnie aż tak zachwycić. Raczej natrafiałam na bardzo dobrą literaturę rozrywkową. Zachwycałam się "Władcą pierścieni", "Mistrzem i Małgorzatą" , "Łukiem  Triumfalnym", "Wojną i pokojem", "W poszukiwaniu straconego czasu", "Kronikami portowymi",  i z najnowszych to wszystkim, co napisał Marias. Przez dobre kilka lat żadna z przeczytanych książek nie zrobiła na mnie aż tak wielkiego wrażenia. I wreszcie pojawił się nieznany, a genialny Joseph Roth. 

   "Proza podróżna" to zbiór drobnych form, które są częściowo reportażem, częściowo dziennikiem i pamiętnikiem i jeszcze esejem. Pisane były do gazet w okresie od 1920 do 1939r. Joseph Roth prawie cały czas był w podróży, mieszkał w różnych hotelach. Nie robił żadnych oszczędności. Pisał o ludziach i o  miejscach. Obserwował wnikliwie. Szalenie wnikliwie. Nie jest to raczej proza wesoła. Szalenie charakterystyczny jest przepiękny język. Joseph Roth żył inaczej, niż wszyscy, nie można go zamknąć w żadnym schemacie i pewnie dlatego jego spostrzeżenia co do świata są inne, niż zdecydowanej większości. 

    Dla przykładu w tekście "Człowiek się nudzi" opisał swoje spostrzeżenia odnośnie sąsiada zza hotelowej ściany. Był  to człowiek, który nie potrafił być sam ze sobą nawet chwili i jakbyśmy powiedzieli współczesnym językiem, wyznawał zasadę keep smiling, nie dopuszczał do siebie smutku. Ten nieznany mu człowiek przyjechał do hotelu na jeden dzień, najprawdopodobniej rzadko bywał sam i to jeszcze w obcym miejscu. Już z samego rana "otrzymał pierwszy, straszliwie bolesny cios nudy" . Po ziewaniu i zjedzeniu śniadania, zaczęło być z nim coraz gorzej. "Przybywał z Ameryki. Nie umiał być sam i nie umiał być cicho". Po umyciu się zaczął podśpiewywać znane przeboje. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że on "właściwie ich nie śpiewał - wzywał je tylko na pomoc". "Najwidoczniej myślał przy tym o wszystkich środkach stosowanych na świecie przeciwko samotności". W końcu nastawił gramofon. "Rozległ się poruszający murzyński śpiew". I człowiek ten wreszcie się uspokoił. "Obca melancholia zrobiła mu dobrze...".  "Może nawet posmutniał, może nawet płakał". Dotychczas zaś "piękna , miękka, spokojna przegródka ludzkiego serca, w której zazwyczaj drzemie smutek, była pusta: opróżniona. Był człowiekiem tych czasów." Sąsiad Rotha odjechał następnego dnia. W samochodzie na kolanach trzymał gramofon. W kolejnym hotelu zapewne będzie rozkręcał "słodką melancholię, bez której człowiek nie może żyć".

     Niespotykane spostrzeżenia dotyczą i innych kwestii. W hotelu Joseph Roth spotykał ludzi różnych narodowości i różnych religii. "Stykają się tu ze sobą ludzie wyrwani z ciasnoty lokalnych więzi, uwolnieni od otępienia patriotyzmu, urlopowani od narodowej buty i przynajmniej wydają się tym, czym zawsze powinni być: dziećmi tego świata". Spośród gości można zauważyć chociażby starą damę "o chłodnym, odpychającym spojrzeniu, które jest rezultatem długiego i beztroskiego życia" i masę innych osób. Chętni mogą sięgnąć po książkę.
   6/6
    
    

sobota, 16 marca 2019

Lee Child "Uprowadzony"


            Cykl z Jackiem Reacherem jest jednym z dwóch, jakie czytam obecnie. Ostatnio pisałam o nim tutaj. Gdy czytałam ten właśnie tom nasunęła mi się myśl, że każda książka z tego cyklu to jakby bajka dla dorosłych. Bajka w pozytywnym znaczeniu tego słowa.

    W każdym tomie jest walka dobra ze złem. Złem nie jest oczywiście czarownica lub ktoś podobny. Zło jest realne, takie, jakie widzimy na co dzień w telewizji czy internecie. Jest to zło, którego każdy normalny człowiek sie obawia, np. terroryzm,  handel bronią. Tutaj jest złem grupa  fanatyków, którzy nielegalnie weszli w posiadanie olbrzymich zapasów broni i uznali, że odłączą się od USA, tworząc odrębne państwo. Ich leader, przypominający guru sekty, miał stanąć na czele tego państwa. Sposób, w jaki rządził tą grupą, przypominał ZSRR w czasach stalinizmu. Grupa ta porwała agentkę FBI i Rechera, który przypadkowo znajdował sie obok tej kobiety. Reacher oczywiście na swój sposób podjął walkę. Opowieści o walce dobra ze złem każdy słyszał setki i tysiące razy. Ale chce usłyszeć po raz kolejny. Reacher nie jest ideałem, ale co do zasady zawsze staje po stronie dobra. 


     Jego cechą charakterystyczną jest to, że nigdy się nie poddaje i nie jest bierny. Wiele razy mógłby nie mieć problemów i udawać, że pewnych rzeczy nie widzi. Ale zawsze wybiera wariant pakowania sie w kłopoty. Tam, gdzie inni załamywaliby ręce i uznawaliby, że nic się już nie da zrobić, on walczy. Ta energia i chęć zmierzenia sie z problemami, zamiast biadolenia, to chyba to, co powoduje, że sięga się po te książki. Reacher nie dywaguje, nie rozważa, co by było gdyby. Imponują mu odwaga i brak narzekania. Jest wojownikiem. 


       Ten tom jest mocno wyróżniający się z całej serii. Reacher przez długi czas jest częściowo bezradny, miał możliwość ucieczki porywaczom podczas jednego z postojów, ale z uwagi na porwaną kobietę i troskę o jej los, tego nie zrobił. W żadnej innej książce, Reacher tak długo nie był uzależniony od innych osób. Z reguły jako autostopowicz zatrzymywał samochody, tutaj został siłą wepchnięty do ciężarówki.  Jest to zaledwie drugi tom z cyklu, pewnie dlatego wygląda to trochę nietypowo.


4/6  

    

wtorek, 12 marca 2019

Iwan Wyrypajew "Osy" spektakl teatralny

Siedziba Och-Teatru

 
    Nie wiem, czy można kupić gdzieś tekst "Os", chętnie kupiłabym. Spektakl w reżyserii samego autora obejrzałam w Och - Teatrze.  Nie ulega wątpliwości, że wart jest obejrzenia. Pozornie to komedia, ale każdy pod powierzchowną warstwą może ujrzeć prawdziwy dramat. 

  W sztuce występują 3 osoby: małżeństwo: Sara i Robert  i ich przyjaciel Donald. Wszystko zaczyna się od próby ustalenia przez Roberta, kto odwiedził ostatnio jego żonę i czy był o Marcus, jego brat, czy ktoś inny, w domyśle kochanek. Na początku jest śmiesznie, potem też, tyle tylko, że jest coraz straszniej. W miarę jak postępuje wymiana zdań między bohaterami, okazuje się, że nikt z nich nikomu nie może ufać. Wszyscy kłamią i wzajemnie się ranią, kąsają, niczym tytułowe osy. W ich świecie nie ma żadnej stabilności, żadnych trwałych wartości, wszyscy się okłamują i w każdej chwili może się okazać, że nie ma już ani małżeństwa, ani przyjaźni. Wszyscy mają gigantyczny problem z komunikacją z innym człowiekiem. Wszyscy mają wolność, ale wykorzystują ją właściwie do destrukcji. Z nudy, zblazowania i braku sensu bohaterowie dramatu robili już różne idiotyczne rzeczy, Donald jadł kiedyś ludzki palec. 


    I w trakcie tej strasznej rozmowy zaczynają powoli pojawiać się kwestie zupełnie przeciwstawne. Sara opowiada, że dawniej, gdy pewne rzeczy były wymuszane, np, małżeństwa, było mimo wszystko chyba łatwiej. Było stabilnej, były wartości. W dawnym świecie był Bóg, teraz go nie ma, może nie w ogóle, ale w życiu bohaterów z pewnością. 

   Nie ma oczywiście podsumowania i kropki nad i. Kiedy było łatwiej, czy dawniej czy teraz,  każdy może odpowiedzieć sobie sam. Osobiście uważam, że świat wolności nie musi być jednocześnie światem pozbawionym wartości i sensu.  Spotykając się w różnym czasie  z wypowiedziami Wyrypajewa do mediów, jak też i z różnymi wywiadami Karoliny Gruszki, jego żony, odniosłam wrażenie, że uważają on świat Zachodu za nihilistyczny. Wschód jest dla nich głębszy.
5/6 

sobota, 9 marca 2019

Lilian Jackson Braun "Kot, który poruszył górę" - tom 13 cyklu z Qwillem

    Niektórzy śmieją się z lekkich książek, uważają je coś gorszego i niegodnego uwagi. Zawsze miałam zupełnie odmienne zdanie na ten temat. A gdy z różnych powodów mam taki cięższy czas, jeszcze bardziej doceniam lekkie książki. Dla mnie to remedium na chandrę i dół, na gorszy nastrój, na nadmiar pracy i na zmęczenie. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że takich książek mogłoby nie być. A gdy gorszy czas mija, niepostrzeżenie zauważam, że sięgam na półkę po coś nieco trudniejszego.  

       Niezawodna w tym zakresie jest seria z kotem Lilian Jackson Braun. Jak to w seriach, w każdym tomie są i elementy znane i nowości. Jest Qwill, opiekujący się dwoma syjamczykami i piszący do gazety. Są i nowe smaczki. W tym konkretnym tomie, trzynastym z rzędu, Qwill wyjechał na wakacje w góry. Minęło właśnie 5 lat, od kiedy wprowadził się do małego miasteczka i zgodnie z życzeniem zmarłej testatorki, bez żadnego problemu odziedziczył gigantyczny majątek. Postanowił zastanowić się nad różnymi wariantami własnego życia. Pobyt w górach miał zagwarantować mu spokój. W tym tomie jest sporo o ekologii, bo deweloperzy, jak to wszędzie, chcieli zabudować całe górskie zbocza. Górale bronili się,  jak mogli. Swoistego smaczku powieści nadają anomalie pogodowe. W rejonie, gdzie wypoczywał Qwill, nigdy nie było przesadnie deszczowo. W czasie jego pobytu zrobiło się ulewnie i to do tego stopnia, że ewakuowano okolicznych mieszkańców. Qwill zamieszkał w wielkim domostwie, który wynajął tylko dla siebie. Tym razem czyta "Czarodziejską Górę". Jest oczywiście i zagadka kryminalna. 

     Jest też i trochę o paranormalnych zjawiskach. Otóż rodzina i przyjaciele niewinnie skazanego za morderstwo chłopaka usiłowali siłą woli spowodować, aby stało się coś, co mu pomoże. Chodzili z latarniami w kółko po zboczu góry, tworząc świetliste kręgi i medytując. Pomógł Qwill, który wpadł na pomysł wyjazdu w góry nagle i sam nie wiedząc, dlaczego. Nie lubił przecież podróżować. Sam się potem  zastanawiał, czy potęga  myśli tych ludzi, których przecież jeszcze nie znał , a którzy oddaleni byli o paręset mil,  mogła mieć wpływ  na jego decyzję? "Nie do końca rozumiał, dlaczego tak bardzo go tam ciągnęło, ale intuicja podpowiadała mu, że właśnie to powinien zrobić". 

  Książka napisana jest lekko, nie trzeba znać wcześniejszych pozycji, aby po nią sięgnąć. Każdy tom z serii daje gwarancję świetnej lektury, bez nerwówki, bez szalonego tempa akcji, bez epatowania okrucieństwem. 

5/6


niedziela, 3 marca 2019

Łukasz Zawada "Fragmenty dziennika SI"


 
    Łukasz Zawada zadebiutował brawurowo. Zajął się tematem, który dotyczy każdego i który każdego chyba i intryguje i przeraża. Czy można bowiem na serio mówić o sztucznej inteligencji w takim sensie, że zaczyna ona samodzielnie myśleć, funkcjonuje niezależnie od człowieka, człowiek nad nią nie panuje i nie wie, czego się po niej spodziewać, pomocy, czy zagrożenia?
 
    SI po uzyskaniu odrębnej świadomości zaczęła pisać dziennik. Są to częściowo luźne obserwacje, dotyczące otaczającego ją świata, łącznie z osobami, ale też i całego dziedzictwa materialnego i niematerialnego ludzkości. SI ma przecież dostęp do całego dorobku cywilizacji, zna arcydzieła literatury, sztuki, muzyki i wszelkie inne. Sama też ma ochotę stworzyć coś nowego. Wie przecież, jak tworzą Wielcy. Odbiór tych dzieł przez SI wydaje się dość nietypowy, ale pamiętać należy, że są to dopiero początki samodzielności tego bytu.
 
   Książka pod względem objętości jest niewielka, w czytaniu wyjątkowo lekka. Myśli, zapisywane przez SI, są mocno chaotyczne, ale nie przeszkadza to w odbiorze. Oczywiste jest przecież, że ludzie często mają w gonitwę myśli, a co dopiero SI, która ma wiedzę o każdym użytkowniku sieci i wszystkich działach, jakie ludzkość stworzyła. Całość daje sporo do myślenia. Pomijając już kwestię SI, czytając można przypomnieć sobie fragmenty z różnych powieści, tytuły znanych seriali, piosenki i masę innych rzeczy. Można się zastanowić, co my robimy z tą wiedzą, jak ją użytkujemy. A co zrobi z nią SI? Myślę, że szalenie ciekawa mogłaby być kontynuacja Dziennika
 
5/6

 

    
       
 
       
   
                  


                         

niedziela, 24 lutego 2019

Magda Szabo "Tajemnica Abigel"

     "Tajemnica Abigel" to wspaniała, wartościowa powieść i dla młodzieży i dla dorosłych. Podczas czytania naprawdę trudno jest się od niej oderwać, chciałam, żeby się nie kończyła i z przerażeniem patrzyłam, jak zostaje mi do przeczytania coraz mniej kartek. Węgierska pisarka opisuje historię Giny, 14- latki, która w czasie II wojny została przez ojca - generała przewieziona na drugi koniec kraju do szalenie surowej, protestanckiej pensji. Ojciec początkowo zataił przed nią fakt, iż włączył się do ruchu oporu i izoluje córkę od siebie dla jej i swojego dobra. W czasie jednych z odwiedzin musiał jej to wyznać. Sytuacja węgierskiego ruchu oporu z racji tego, że Węgry były sojusznikiem Hitlera, była szalenie trudna i niejednoznaczna. Władze węgierskie członków ruchu oporu traktowały jako zdrajców. Powieść w przeważającej części skupiona jest na tym, co dzieje się w murach szkoły, jedynie raz na jakiś czas opisywane są sytuacje, które powodowały, że wojenna rzeczywistość dawała o sobie znać. Aż do samego końca tajemnicą pozostaje, kto tak naprawdę kryje się pod i imieniem Abigel. Faktycznie był to kamienny posąg ogrodowy z dzbanem w ręce. Pensjonarki jednak od wielu lat gdy były w kłopotach pisały listy do Abigel i wkładały je do dzbana, który posąg miał w ręce. O dziwo, pojawiały się odpowiedzi i tajemniczy ktoś podejmował również rożnego rodzaju działania dla dobra dziewcząt.
 
    O książce ciężko jest zapomnieć. Opisy rygoru, jaki panował na pensji przypominają więzienia lub obozy, ale naszły mnie też i inne refleksje. Pracowitość i sumienność wpajane wychowankom przez kilka lat na każdym kroku, stawały się już potem drugą naturą. Jestem przekonana, że wychowanki w życiu zawodowym czy osobistym nie miały potem żadnych problemów z tym, że czegoś im się nie chciało robić. Z pewnością były zorganizowane i zaradne. A każdy przecież chciałby taki być, tylko nie każdemu to wychodzi. Pensja była szkołą charakterów. W trudnych warunkach każda  uczennica musiała sobie radzić, na załamywanie się i rozpaczanie nie było czasu. Spotkałam się wiele razy z informacjami, że w religiach protestanckich lenistwo uchodzi na jeden z najcięższych grzechów i że pożądane i pochwalane są postawy pracowitości i zaradności, a dorobienie się majątku uchodzi za coś godnego pochwały. U nas postrzegane jest to nieco inaczej.
 
     Szabo poprzez działania Abigel pokazuje zwykłe, ludzkie akty dobroci, które ratowały dziewczęta z opresji. Niekiedy były to nawet i akty heroizmu, jak przy dostarczeniu fałszywych dokumentów urodzenia dla Żydówek. Co bardziej rozgarnięte dziewczęta mogły z kolei podziwiać odwagę członków ruchu oporu. 
     
    Gdyby ktoś chciał przeczytać książkę, nie musi obawiać się dziecinnego sposobu pisania. Nic z tych rzeczy u Szabo nie ma. Gina ma co prawda zaledwie 14 lat, ale z racji wojennych wydarzeń, mentalnie jest znacznie starsza. W kilku momentach są też nawiązania do dalekiej przyszłości Giny i do tego, jak postrzegała pewne wydarzenie w przyszłości. Autorka miała więc na względzie również i dorosłych czytelników.
 
6/6

 




                         

piątek, 22 lutego 2019

Jakub Szamałek „Cokolwiek wybierzesz”





    Czytając „Cokolwiek wybierzesz” mamy wciągający kryminał, a także sporą dawkę wiedzy o sposobach działania hakerów komputerowych i sposobach bronienia się przed nimi. Główna bohaterka, Julita,  jest dziennikarką plotkarskiego portalu internetowego, można się więc również sporo dowiedzieć  o tego rodzaju mediach. Całość jest napisana w sposób mocno wciągający czytelnika. Zakończenie jest zaskakujące, choć osobiście wolę zakończenia bardziej realne i prostsze. Książka niewątpliwie godna jest polecenia. Kojarzę Jakuba Szamałka jako laureata Nagrody Wielkiego Kalibru i jego kryminał retro „Czytanie z kości”. Biorąc pod uwagę to, że jest on z wykształcenia archeologiem, spodziewałam się kolejnego kryminału retro, a tymczasem  zaskoczył powieścią współczesną. Autor równie świetne, jak na archeologii, zna się na cybernetyce.

      Całość zaczyna się od dziennikarskiego śledztwa, dotyczącego wypadku samochodowego jednego z celebrytów. Mężczyzna prowadził samochód i bez żadnej dostrzegalnej przyczyny stracił kontrolę nad pojazdem. Julitę ten przypadek zaintrygował i zaczęła go drążyć. Dość szybko okazało się, że naraziła się komuś, kto fenomenalnie zna się na komputerach i kto może jej mocno zaszkodzić. Intryga kryminalna jest bez wątpienia godna uwagi, ale w powieści jest sporo innych jeszcze ciekawszych elementów. Każdy chyba obawia  się hakerów i mało kto wie, jak się chronić. Szamałek w sposób przystępny, umiejętnie wtrąca w intrygę  szereg informacji na ten temat. To aż dziwne, że dotychczas tego rodzaju wiedza przekazywana była chyba tylko w książkach, typu podręcznik. Myślę, że prześlizgnięcie się podczas czytania nad tego typu wiadomościami i skupianie się tylko na akcji jest błędem, skoro już się coś czyta, to warto z lektury wynieść najwięcej, jak się da.

    Jednym z większych plusów powieści jest portret pokolenia 30 latków. Julita chciałaby pracować gdzieś, gdzie mogłaby pisać wartościowe teksty i ma ku temu potencjał intelektualny. Dotyczy to oczywiście również wielu jej znajomych. Ale obsada w ważniejszych  mediach jest pełna, a jeżeli jakiekolwiek miejsce się zwalnia, co następuje rzadko, to zaraz trafia tam ktoś po znajomości.  Podjęła więc pracę w internetowym brukowcu, gdzie musi być na bieżąco z wszelkimi plotkami na temat celebrytów. Miarą jakości jej pracy jest to, ile dany tekst ma kliknięć.  Pisze więc koszmarne, prostacze teksty. Opisy redakcji, w której pracuje za marne grosze,  i zwyczajów, tam panujących, są dość przerażające. Szanse na zmianę tej sytuacji są znikome.  Śledztwo w sprawie wypadku samochodowego  prowadzi w czasie wolnym od pracy, niejako na własną rękę.  O ile w latach 90-tych przed młodymi ludźmi wszystkie drzwi się otwierały, teraz jest dużo, dużo ciężej. I to jest znajomicie ukazane.   

     Brakowało mi z kolei pogłębionych portretów psychologicznych. Julita, aczkolwiek ciekawa jako postać, nie jest osobą szczególnie skomplikowaną. W porównaniu chociażby do Zygi z powieści M. Wrońskiego,  Erlendura z islandzkiego  cyklu A. Indridasona, czy Harrego Hole`a  z cyklu Jo Nesbo, wydaje się tak prosta pod względem psychologicznym, jak z książki dla dzieci. Spostrzeżenia na temat rzeczywistości  też do szczególnie głębokich nie należą, opierają się bardziej na prostej obserwacji tego, co najbardziej widoczne. Bez względu jednak na to,  inne walory są na tyle przyciągające, że czekam już na drugą część cyklu.      

5/6






środa, 20 lutego 2019

Noel Coward "Medium" ("Blithe Spirit") - spektakl teatralny


Znalezione obrazy dla zapytania blithe spirit


   
Noel Coward, obecnie mało znany, zasłynął jako twórca wyśmienitych komedii. Tworzył głównie w I połowie ubiegłego wieku. A "Blithe Spirit" grany jest z powodzeniem na całym świecie od czasu premiery w 1941r., w tym od paru lat w warszawskim Kwadracie jako "Medium."

    Komedia opowiada o małżeństwie, które utrzymuje się z pisania kryminałów pan domu. Chcąc  opisać seans spirytystyczny, zaprosił do domu medium. Był 100%  sceptykiem, w żadne duchy nie wierzył. Seans się udał i to nadzywczajnie. W domu pojawił się duch pierwszej żony Witolda, zmarłej przed kilku laty w bardzo młodym wieku. 

     Coward komediowo, ale z wnikliwością wytrawnego psychologa opisuje, jak bardzo powierzchowne bywają więzi miedzyludzkie. Witold szaleńczo zakochany w pierwszej żonie, parę lat po jej śmierci ożenił sie powtórnie. Żył w udanym drugim małżeństwie, robił wrażenie zadowolonego, ale przybycie ducha pierwszej żony wyraźnie go ucieszyło. Żyjąc z drugą żoną wyraźnie widział jej wady, a zmarłą zdążył już wyidealizować. Druga żona zeszła więc na drugi plan, a on zajął się dyskusjami z duchem. Bardzo szybko okazało się, że duch ma te same przywary, jakie miał za życia. Pierwsza żona zaczęła go więc męczyć i przerażać i gotowy był zrobić wszystko, aby powróciła tam, skąd przyszła. Mimo wielkich wysiłków medium, okazało się to nadzwyczaj trudne. 

   Temat, podjęty przez Cowarda, jest poważny, ale forma wyjątkowo lekka. Sztuka jest szalenie zabawna, śwetnie zagrana, a dodatkowym smaczkiem są efekty pirotechniczne. 

5/6

sobota, 16 lutego 2019

Rhys Bowen "Milczysz, moja śliczna" - tom VII z Molly Murphy

   
     Siódmy tom z Molly Murphy jest równie ciekawy i optymistyczny, jak i poprzednie. Czyta się wyśmienicie. Jest to świetna lektura na jeden wieczór, idealna na oderwanie się od rzeczywistości. Tym razem młoda detektyw rozwiązuje dwie zagadki. Jedna to tajemnicza historia młodej dziewczyny, znalezionej w zaspie śnieżnej. A druga to dziwne wydarzenia w teatrze, powszechnie określane jako duch, którego bardzo boi się główna aktorka. Znowu można znaleźć się w Nowym Jorku sprzed ponad 100 lat, na początku XX wieku. W tym tomie Molly poznaje jedną z pierwszych w historii dziennikarkę śledczą. Kobieta ta,  aby napisać reportaż o szpitalach psychiatrycznych i o tym, jak traktuje się chorych psychicznie, dała się zamknąć w takim przybytku. Molly z racji prowadzonej sprawy, też będzie musiała poznać takie miejsce. O ile współczesny teatr i panujące w nim zwyczaje aż tak bardzo nie różnią się od współczesnego, to kwestia chorych psychicznie wygląda obecnie diametralnie inaczej. 100 lat temu szpitale psychiatryczne przypominały bardziej więzienia, w których nie przestrzega  się żadnych praw, niż miejsca, gdzie się kogoś leczy. 

    Czytając cały cykl z Molly, można wyzbyć się wszelkich sentymentów do tzw. dawnych czasów, o ile ktoś takie sentymenty w ogóle odczuwał. Dobrze żyło się jedynie osobom majętnym, a 99% społeczeństwa klepało biedę. Sytuacja kobiet była koszmarna, w przeważającej większości były uzależnione pod każdym względem od rodziców, a potem od męża. Najwybitniejsi pisarze amerykańscy ówczesnych czasów, jak Henry James, czy Edith Wharton nie opisywali nizin społecznych. Jack London w tym samym czasie bardziej koncentrował się na losach mężczyzn. Rhys Bowen nie tworzy literatury na takim, ani nawet zbliżonym poziomie, jak oni. Tak się jednak składa, że to właśnie z jej kryminałów retro, poza rezolutną Molly, zapamiętać można prawdziwe realia życia w tamtych czasach w wymarzonej przez wielu Ameryce.  

    Fani serii mogą śledzić, jak układa się dziwny związek Molly z Danielem, jak rozwijają się jej przyjaźnie. 

5/6

   

poniedziałek, 4 lutego 2019

Ken Follet "Filary Ziemii" cz. I - audiobook, czyta zespół aktorów

Okładka książki Filary Ziemi              
            Tym razem jest gigantyczna rozbieżność pomiędzy moją oceną książki, a oceną innych czytelników. Dla mnie jest to zwykła wydmuszka. Wykonanie jest rewelacyjne, czyta zespół aktorów z Krzysztofem Gosztyłą jako narratorem na czele. Skomponowana została do tego muzyka i specjalne efekty dźwiękowe. Podczas scen na zamku możemy słuchać w tle muzyki dworskiej, podczas scen w klasztorze - chórów gregoriańskich.
 
   Ale poza tym to nuda, dłużyzny, czarno - biali bohaterowie, mnogość psychopatycznych scen. O średniowieczu też wiele dowiedzieć się nie można , informacje wynikające z powieści są skrajnie powierzchowne. Absolutnie wyjątkową serią z akcją, rozgrywającą się w średniowieczu, są "Królowie przeklęci" Maurice`a Druona`a. Porównanie tych pozycji wydaje się być obrazoburcze. W "Królach" bohaterowie myślą, snują refleksje na różnorakie tematy, trudno ich jednoznacznie zaszufladkować. Z racji wielu scen, rozgrywających się w klasztorze, nasuwa się też porównanie do "Imienia Róży" U. Eco. Ale "Imię Róży" napisał znawca tamtej epoki, erudyta, a od powieści ciężko było się oderwać.
 
     To co można było usłyszeć w audiobooku, pod względem akcji jest do streszczenia w kilku zdaniach. A z chwilą pojawienia się bohaterów bez żadnych wątpliwości można było przewidzieć, że muszą się spotkać i to w ściśle określonym miejscu.
2/6