Literatura humorystyczna, seriale komediowe, spektakle czy filmy tego typu, mają do siebie to, że jednych śmieszą bardzo, innych mniej, niektórych wcale. Często jest tak, że komedia, która podoba się osobie X, nie podoba się osobie Y, i odwrotnie, inna komedia, która spodoba się Y, może X się nie spodobać. Jedni lubią morze, drudzy góry i to chyba działa na tej zasadzie. Największym walorem książek Marty Kisiel jest właśnie humor. Dawno temu przeczytałam jej „Nomen omen” i z perspektywy czasu oceniam go nie najgorzej. „Dożywocie” też nie jest najgorsze. Z godziny na godzinę słuchania można coraz bardziej przyzwyczaić się do tego typu narracji i się w nią wciągnąć, aczkolwiek na początku wszystko brzmi dość dziwacznie. Z uwagi na specyfikę, każdy jeśli tylko ma ochotę, powinien sam spróbować poczytać czy posłuchać bez gwarancji, czy mu się spodoba.
Książka napisana jest w bardzo, ale to bardzo prostym stylu. Młody chłopak, Konrad Romańczuk, odziedziczył stary dom, w którym, jak się okazało już w późniejszym terminie, mieszkała grupa istot z innego wymiaru, anioł, duch samobójcy, utopce, później driada itp. Te zabawne sytuacje są głównie z ich udziałem. Te postacie są też jednocześnie symbolami zachowań, jakie prezentują różne osoby w każdym społeczeństwie .
Jak dla mnie najbardziej udany był duch samobójcy, który zabił się z miłości, czyli panicz Szczęsny. Romańczuk i inni, plus różne zbiegi okoliczności, pokazują mu absurd takiego posunięcia. Pławienie się w nieszczęściu, wieczne rozpamiętywanie nieszczęśliwej miłości, idealizowanie obiektu uczuć, jest wyśmiane na wszelkie możliwe sposoby, ale kulturalnie i właśnie z humorem. A jednym z najskuteczniejszych sposobów na „wyleczenie” jest pojawienie się nowego obiekt uczuć. Utopiec, który według mitologii słowiańskiej, jest czymś bezwzględnie złym, tutaj dał się oswoić i stał się całkiem fajnym domownikiem.
Dla poprawy humoru i rozluźnienia książka jest w sam raz.
7/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz