czwartek, 29 lutego 2024

Lothar Gunther Buchheim „Okręt” - audiobook, czyta Leszek Wojtaszak

 


Audiobook był dla mnie po części fascynującym opisem tego, co działo się z na niemieckim okręcie podwodnym podczas wojny, a z drugiej opowieścią o odporności psychicznej lub jej braku w ekstremalnych warunkach. Autor poza tym że był żołnierzem, był też korespondentem wojennym, ale opisany rejs był jego pierwszym na U-Boocie. Nie miał więc rutyny i zwracał uwagę na to, na co wiele osób też by zwróciło. 

     Opis przeżyć z U-Boota to chyba już totalna ekstrema, każde przeżycia frontowe są koszmarem, ale w tej formacji przeżywalność była jedną z najniższych. Śmierć natomiast była koszmarna. Autor opisuje, jak U-Boot atakował i zatapiał inne okręty i jak sam był atakowany, jak godzinami zrzucane były na niego bomby głębinowe, albo jak trafiony przez samolot, znalazł się uszkodzony na dnie morza, a szanse na przeżycie były znikome. 

    Najbardziej frapującym elementem były dla mnie opisy zachowania dowódcy. Nie był człowiekiem szczególnie miłym czy uprzejmym, ale w warunkach bojowych i jako dowódca sprawdzał się fenomenalnie. Potrafił ryzykować. Nie tracił nigdy zimnej krwi, nie panikował, spojrzeniem czy kilkom krótkimi zdaniami potrafił zapobiec fatalizmowi i katastrofizmowi wśród załogi. W trakcie bombardowania, gdy jego okręt był namierzany, wydawał rozkazy, wskazujące, jak i gdzie się poruszać, czy w dół, czy w bok, jak szybko itp., starał się przewidzieć ruchy nieprzyjaciela. Nawet gdy koło Gibraltaru okręt został trafiony i uszkodzony i szedł na dno, nadal starał się nim sterować tak, aby trochę skręcił, aby osiadł w tym miejscu, gdzie morze jest nieco płytsze. Gdyby poszedł na głębię, ciśnienie oceanu zmiażdżyłoby go. Nawet w tak beznadziejnej sytuacji, gdy szanse na ocalenie były minimalne, nie poddawał się i uznawał, że nawet gdy jest tylko cień szansy, albo raczej cień cienia szansy, trzeba próbować. 

           Gdy raz na jakiś czas czytam książki o okrętach podwodnych, zastanawiam się właśnie nad tą niebywała odpornością psychiczną. Jednym z podstawowych czynników było tutaj chyba doświadczenie. Każdy z załogi w tych koszmarnych sytuacjach był przerażony. Każdy jednak musiał wykonywać obowiązki. To skupienie na tych obowiązkach, wykonywanie rozkazów, zmęczenie, ratowało przed permanentnym rozmyślaniem nad sytuacją i chociaż częściowo ustrzegało przed zwariowaniem. Gdy ktoś już był weteranem, zaliczył wcześniej rejsy U-Bootem, wiedział, że dał radę, było mu trochę łatwiej. W przypadku dowódcy było najtrudniej, pewnie dochodziło tu dodatkowo poczucie odpowiedzialności, świetne wyszkolenie, determinacja.

      Właściwie „Okręt” jest książką idealną. Przeszkadzała mi jedynie jedna rzecz, a mianowicie to, że opowiada ona o Niemcach, którzy cieszą się, gdy mogą zniszczyć okręt aliancki i gdy tylko mogą to zrobić, to robią. Nie ma tu żadnej refleksji nad sensem wojny i nad walką po stronie agresora. Ale książkę odbieram jako prawdziwą. Chyba tak po prostu było. Podczas opisów ataków na konwój jest to ciężkie w odbiorze właśnie z tych względów, ale to właśni dzięki literaturze może przekraczać bariery. Autor opisując wojnę z punktu widzenia zwyczajnych, niemieckich żołnierzy, złamał utarte stereotypy. Opisywani przez niego ludzie nie byli przecież zbrodniarzami, to nie byli gestapowcy, walczyli takimi metodami, jak i ich przeciwnicy. Niemiecka marynarka wojenna była z pewnością tą formacją zbrojną, która ma na koncie najmniej zbrodni wojennych.

10/10



środa, 21 lutego 2024

Margit Kossobudzka, Katarzyna Staszak „Broń się. Jak dbać o swoją odporność”

 


          Książka jest o wszystkim i o niczym. Autorki wepchnęły tu chyba wszystkie kwestie, mające związek ze zdrowiem, jak: geny, wyżywienie, ruch, sen, stres, szczepienia, smog, relacje międzyludzkie itp. itd. 

        Każde zagadnienie poprzedzone jest wywiadem ze specjalistą, tymi specjalistami są głównie lekarze z tytułami naukowymi. Wygląda to mniej więcej tak, że lekarz z tytułem np. dr hab. czy profesora udziela wywiadu na temat np. smogu, dowiadujemy się z niego, że smog szkodzi zdrowiu i warto pojechać na urlop tam, gdzie nie ma smogu, czyli nad morze. Inny lekarz opowiada o ruchu fizycznym i dowiadujemy się, że ruch jest dobry dla zdrowia, nie należy jednak przesadzać, bo ekstremalny ruch już dobry nie jest. Gdy w jednej książce mowa jest o tak wielu zagadnieniach, każde z nich potraktowane jest niezwykle powierzchownie. Do tego aby powiedzieć, iż smog szkodzi zdrowiu, a ruch pomaga, nie jest potrzebny żaden profesor, to są fakty, które każdy zna. Ten smog i ruch to tylko oczywiście przykłady, całość książki wygląda w taki właśnie sposób. Angażowanie ludzi z tak wysokimi tytułami naukowymi do mini wywiadów, dotyczących podstawowych zdrowotnych kwestii, uniemożliwia wykorzystanie ich potencjału intelektualnego. To tak jakby ktoś ze zwykłym przeziębieniem szedł do lekarza profesora. 

       Można jeszcze zapoznać się z listą 10 najzdrowszych produktów. Takich list widziałam już sporo, w ogóle się nie pokrywają i według mnie potrzebny jest spory dystans do tego typu informacji. Tutaj na liście są np. pomarańcze, gdzie indziej z kolei specjaliści od żywienia apelują, aby bazować na produktach lokalnych, gdy te sprowadzane z innych krajów są tak spryskane chemią, że  ich wartość odżywcza jest wątpliwa.   

3/10


piątek, 16 lutego 2024

Joseph Roth „Białe miasta”

 

Białe miasta - Joseph Roth

        Pisałam już kilkakrotnie przy okazji wcześniej czytanych książek Josepha Rotha, że jest on dla mnie niemal geniuszem literackim i mistrzem empatii. „Białe miasta” to zbiór refleksji, jakie autor snuł 100 lat temu jako korespondent jednej z gazet podczas indywidualnych wycieczek po francuskich miastach. Oglądanie tych miast i miasteczek stanowiło dla niego bodziec do rozważań. Joseph Roth nie  wyznaczał sobie celów turystycznych do zaliczenia, oglądał to, co uznawał  za godne obejrzenia. Książeczka jest bardzo skromna objętościowo, ale w tych króciutkich formach jest dużo więcej godnej uwagi treści, niż w  wielu olbrzymich dziełach. 

       W mijanych osobach doszukiwał się podobieństwa do osób znanych, pochodzących czy z Południa Europy, czy z tych miejscowości, albo z nimi związanych. „I tylko tu i ówdzie błyśnie kobieca uroda Hiszpanki Raquel Miller, temperament Mistinguett, wielka złośliwość wielkiego karła Little Tich”. Nie kojarzę ani jednej ze wskazanych postaci, w przypisach jest to wyjaśnione, ale to ma znaczenie drugorzędne. Tu bardziej chodzi o mechanizm, zwiedzając myślał o ludziach z minionych epok i współczesnych.  

         W jeden z miejscowości zastanowił go pomnik fundatora szkoły, zupełnie nieznanego, najprawdopodobniej mało kogo taki pomnik zainteresowałby. Pisarz przyglądał mu się i usiłował dowidzieć się z niego czegoś o człowieku. Patrzył na twarz: „Co za mądra powściągliwość, jakże godna jezuickiej tradycji”. „Kim jesteś? Człowiekiem wierzącym, sceptykiem, znawcą ludzi, wzgardliwcem? Myślę, że postanowiłeś wydawać się wszystkim, a być tylko tym, czego nie wolno wiedzieć.? Nie byłeś uczonym, bo zrobiłeś karierę. Nie miałeś ideałów, bo miałeś ambicję”. Jak zwykle spojrzenie pisarza jest odmienne od ogółu. Sporo osób, patrząc na tych ludzi, którzy zrobili karierę, postrzega ich jako zwycięzców, a tych, którzy nie mają takiego osiągnięcia, jako przegranych. Joseph Roth w tym króciutkim zdaniu wskazuje inny punkt widzenia. Gdy się ma ideały, raczej nie da się zrobić kariery, robiąc bowiem karierę trzeba iść na kompromisy, te ideały zdradzać. Przykładowo ktoś zajmujący się pracą naukową i nie zabiegający o niczyje względy, nie dbający o swoja pozycję, również kariery nie zrobi. Jest to oczywiście pewne uproszczenie, ale jest w tym olbrzymia doza racji. 

        Wśród rozważań jest też mowa o wpływie klimatu na ludzkie zachowania.   „Ach, już rozumiem, dlaczego tu rosną racjonaliści, a gdzie indziej kwitną mistycy. Wiatr. Tu nie ma lasów”. Autochtonów pisarz postrzegał jako zadowolonych, a nawet szczęśliwych nawet w starszym wieku.  „Radość życia gwarantuje zachowanie werwy do późna”. Gdy oglądał podupadłe miasto, niegdyś wielkie, zauważył że „Dziś jest ponure, zgorzkniałe, skwaszone, wypełnia je małoduszna nieufność do obcych, często spotykana w podupadłych sklepikach”. 

          Najbardziej przejmujący był opis corridy, którą pisarz postrzegał jako coś odrażającego, pomimo że w jego czasach nie było mowy o prawach zwierząt i ich dobrostanie. Tak opisał ludzi zaangażowanych w to widowisko. „Pomocnik golarza, krawiec, wachmistrz  staje się na widok zwierzęcia herosem. W cywilu to mieszczuch.  Dziś niewykluczone, że kolorowa chusta, która drażni byka, wypełnia skąpego wieśniaka, który boi się żony, autentyczną odwagą”. „Wokół, za osłoną otoczenia, stoją faceci w niedzielnych ubraniach, faceci z brzuchami, mięczaki ze stroskanymi twarzami, znamionującymi jedynie szarą powszedniość i odrobinę ambicji. I ci ludzie ciskają bykowi pod nogi czapki i złorzeczenia, drażnią go, a gdy rusza w stronę barierki, szybko znikają.  Udają, że gotowi są chwycić byka z rogi . I widzę ich smętne życie codzienne, kwaśne jak ich twarze, ich uległość wobec wszystkiego, co zakrawa na „bogactwo” i „zwierzchność”. Ich arogancję wobec bezbronnych i  ich pokorę w obliczu siły”. „Żaden z poetów tej krainy nie miał nic do zarzucenia walkom byków”. Pisarz doszedł też do wniosku, że tacy sami ludzie fascynowali się w starożytności walkami gladiatorów. 

         Gdy oglądał zamek, który go zafascynował, miał z kolei takie skojarzenia. „To dziedziniec dla starców, którzy nie boją się śmierci i tęsknią do nieba: w tych pasażach odnajdują już przedsmak cienistych, zielonych, a przecież przesyconych światłem pasaży niebiańskich”

        No i na koniec wisienka na torcie. W jednym z miasteczek „w każdym domu koty. Miękkie, puszyste zwierzęta o wielkich, mądrych, zapatrzonych w wieczność oczach.” 
10/10

środa, 14 lutego 2024

Maryla Szymiczkowa „Śmierć na Wenecji”

 

      Kolejny tom cyklu o amatorce detektywce – profesorowej Szczupaczyńskiej jest wyjątkowo oryginalny, temat wielkiej powodzi w Krakowie sprzed 100 lat nie był chyba jeszcze opisywany w literaturze popularnej. Podejście do tematu też jest nietypowe, bo uwaga czytelnika zwrócona jest nie tylko na dwa podejrzane zgony, ale na zachowania ludzie w trakcie ekstremalnej sytuacji. Można porównać do tego, jak to wygląda teraz, gdy zachodzi potrzeba, aby komuś pomóc, jedni się angażują maksymalnie, inni wcale, jeszcze inni robią na nieszczęściu interesy. Jak już pisałam przy okazji wcześniejszego tomu, przypuszczam, że unikalne spojrzenie na świat wynika z tego, że autorzy, kryjący się pod pseudonimem Szymiczkowa, są parą gejów. 

      Opisywane wydarzenia rozgrywają się w ciągu kilku dni, ale nie jest to z pewnością powieść akcji, momentami czytanie wciąga, częściej jednak można bez pośpiechu kontemplować widoki Krakowa sprzed 100 lat. W porównaniu do obecnych czasów, odnosi się wrażenie, jakby wszystko wówczas toczyło się wolniej. Zagadka, kto zabił, ciekawi umiarkowanie, ale pod koniec jest spora niespodzianka, zakończenie jest mocno zaskakujące.   

    Nie jest to powieść psychologiczna, ale są frapujące pod tym względem fragmenty. Przykładowo Szczupaczyńska czuje dyskomfort, gdy przypomina sobie, że jej ukochany mąż nic nie wie na temat jej największej pasji i nie przychodzi mu nawet na myśl, że ona zajmuje się jakimiś śledztwami i tropi morderców.  Nie ulega wątpliwości, że małżeństwo jest udane i to nawet bardzo. Szczupaczyńscy nie mają dzieci, ale w swoim towarzystwie bardzo lubią przebywać. Otóż ona z jednej strony nie chce oszukiwać męża, ale z drugiej chce mieć kawałek życia tylko dla siebie, taki prywatny, dostępny tylko dla niej. Wie, że mąż gdyby się dowiedział, czułby do niej wielki żal, że go oszukiwała, ale szkoda jej rezygnować z tego jedynego fragmentu życia, dostępnego tylko dla niej. 

7/10


wtorek, 6 lutego 2024

Agata Christie „Entliczek pentliczek”

 

     „Entliczek pentliczek” to pozycja trochę nietypowa jak na Agatę Christie. Wydarzenia w dużej mierze rozgrywają się akademiku, jest dużo więcej bohaterów niż zazwyczaj. Z elementów typowych jest oczywiście Herkules Poirot, który jak zawsze daje popis logicznego myślenia, obserwuje ludzi i bezbłędnie potrafi odkryć ich tajemnice i motywy działania. Na terenie akademika najpierw pojawiła się seria dziwacznych zdarzeń, np. komuś zniszczono plecak, komuś ukradziono jeden but, a potem jest już seria morderstw.  

  Pozycja jest lekko napisana, ze sporym poczuciem humoru. Przykładowo Christie zauważa, że w medycynie istnieje moda na leczenie określonymi lekami, przez jakiś czas lekarze przepisują modny lek, potem zaś idzie on w odstawkę, przepisują inny itp. Autorka pracowała w aptece, tak więc wie, co mówi, tak zresztą jest i obecnie. Możemy te przeczytać opis jednych z najbardziej oryginalnych oświadczyn, oświadcza się kobieta, u Christie z reguły jedną z bohaterek jest mądra, energiczna kobieta z inicjatywą i to inicjatywą na wielu polach. W obecności jej ukochanego, który nie był nawet narzeczonym, tylko zaledwie znajomym, spytała innego kolegę, obcokrajowca, czy chciałby być świadkiem na ślubie, objaśniła mu, na czym to polega. Znajomy zaskoczony, zapytał, czy to oznacza, że ona wychodzi za mąż za – tu wymienił imię, stojącego przy nich chłopaka, powiedzmy Albert. Ona odparła, że o ile „Albert” nie ma nic przeciwko temu, to jak najbardziej. 

   Z racji tego, że bohaterów jest sporo, nie ma dłuższych opisów poszczególnych osób, o każdym są jedynie najważniejsze kwestie. Są też oczywiście ponadczasowe myśli Herkulesa. Przykładowo gdy zastanawiał się, kto mógłby być zabójcą, u wielu z analizowanych osób wskazywał cechę, która mogła spowodować, że ten ktoś mógł stał się zbrodniarzem. Gdy wziął pod uwagę młodą dziewczynę, doszedł do konkluzji, że jak najbardziej mogłaby być zabójcą, bo to „typ macierzyński”, a takie zawsze są bezlitosne. 

8/10


niedziela, 28 stycznia 2024

Lee Child, Andrew Child „Strażnik” – audiobook, czyta Janusz Zadura

 


Audiobook Strażnik  - autor Lee Child;Andrew Child   - czyta Janusz Zadura

     Spośród wszystkich tomów całego cyklu, który w przeważającej większości znam, ten uważam za jeden ze słabszych. Opisywana intryga kompletnie mnie nie wciągnęła, a zawsze jest dokładnie odwrotnie. Prawdopodobnie wynika to z tego, że to jest pierwszy tom, który Lee Child napisał wspólnie z bratem. Może w dalszych tomach pomysł pisania we dwójkę wypali, z pewnością na razie się nie zniechęcam. Może też taki odbiór wynika z tego, że już ponad rok nie miałam w ręce żadnego tomu z Reacherem, można odzwyczaić się od konwencji cyklu.

    Reacher jest tu taki sam jak zawsze, odważny, inteligentny, niestandardowy, ryzykancki, ale nie mający nic wspólnego z typem osobnika grzecznego. Tutaj jednak cały czas działa w porozumieniu z kilkom innymi osobami, za mało jest jego indywidualnych akcji, a jest on przecież samotnikiem. Zagadka związana jest w dużej mierze z komputerami, a Reacher na nich kompletnie się nie zna, jest wręcz bezradny i bez pomocy osób trzecich nic nie jest w stanie zrobić.  Bezradny Reacher jest zaprzeczeniem idei cyklu.

    Tym razem wrogiem Reachera jest rosyjski agent i wspierająca go grupa osób. Rosjanie chcą posiąść umiejętność opanowania amerykańskiej rządowej sieci komputerowej bez pozostawienia śladu,  i wpływać później na wyniki wyborów. Kluczowe znaczenie ma tu program broniący dostępu, tytułowy Strażnik. Temat jest godny uwagi, ale sposób jego opisania jest nieco gorszy. Powinno to wciągać czytelnika, czy też słuchacza audiobooka, a nie wciąga. 
6/10

środa, 24 stycznia 2024

Gunter Grass „Blaszany bębenek”

 

    Powieść czytało mi się koszmarnie. Napisana jest strasznym, ciężkim stylem, wszystkie tomy „W poszukiwaniu straconego czasu” są w porównaniu do tego niesamowicie wciągające. Sporo jest opisów wydarzeń, które teoretycznie mają w sobie potencjał i są interesujące, sposób ich opisania jest jednak taki, że trudno przez tekst przebrnąć i pozostaje totalny niedosyt, tak jest np. z Nocą Kryształową. Do tego dochodzą elementy realizmu magicznego, np. Oskar potrafiący głosem rozbijać szyby, albo Oskar rozumiejący, o czym mówią dorośli w chwili jego narodzin. Jeśli ktoś czegoś takiego nie lubi, to czytanie będzie jeszcze trudniejsze.  

     W zamian  za tą męczarnię przy czytaniu uzyskuje się unikalne spojrzenie na historię pierwszej połowy XX wieku Gdańska i Kaszub i na dzieje ludzi, którzy tam wówczas żyli. Grass, Niemiec, opisuje wydarzenia z punktu widzenia Oskara, który urodził się w rodzinie kaszubsko – polsko – niemieckiej. Dzieciństwo spędził w towarzystwie osób, wśród których byli również i Żydzi. Unikalne jest patrzenie na historię z punktu widzenia osób, które nie są rdzennymi Polakami. Ludzie ci przykładowo uciekali przed Armią Czerwoną na zachód, zostawiając w Gdańsku swoje domy, niejednokrotnie należące do danej rodziny od pokoleń. 

    Oryginalny jest też sposób opisywania wszystkiego, co działo się dookoła. Nigdzie nie ma patosu ani martyrologii, walczący przykładowo w obronie Poczty Polskiej w Gdańsku we wrześniu 1939r. pokazani są z wszelkimi ich wadami. Nie ma zbyt wiele psychologii, są tylko lakoniczne informacje. 

    Jedna z nielicznych kwestii, która mnie zaintrygowała, to muzyka, a konkretnie gra Oskara na tytułowym blaszanym bębenku, która była jego nieodpartą potrzebą od czasów dzieciństwa. Potrafił, grając, opowiadać o wydarzeniach, jakie się rozgrywały na jego oczach i o swoich uczuciach. Gdy był już dorosły, potrafił opisać, grając na bębenku, całe swoje życie, a tym samym historię Niemców z pierwszej połowy XX wieku.  

7/10


piątek, 19 stycznia 2024

Maria Nurowska „Sergiusz, Czesław, Jadwiga”

 

    Nurowska potrafi pisać tak, że trudno jest się oderwać od tekstu. Ta książka to głównie opowieść o Sergiuszu Piaseckim, kobiecie, która kochał, Jadwidze i o Czesławie Miłoszu, który miał wcześniej z ową Jadwigą romans, zakończony ciążą. Jest to mniej znany epizod z życia naszego noblisty.

   Wielkim atutem powieści są liczne nawiązania do twórczości zarówno Piaseckiego, jak i Miłosza. Jest wiele cytatów. O książkach Piaseckiego pisałam już wcześniej. Nurowska zamieściła sporo cytatów obu twórców, w przypadku Miłosza głównie z listów z wierszy, ale głównie pod kątem nawiązań do Jadwigi, poeta opisywał ją kilkakrotnie, będąc w różnym wieku, w tym również pod sam koniec życia. Pomimo tego, że ją porzucił i nie wykazywał jakiegokolwiek zainteresowania dzieckiem, najprawdopodobniej to ona była największą miłością jego życia. Nurowska zamieściła również jeden z moich ulubionych wierszy Miłosza, „Krzyś”, który jest o śmierci, ale takiej której nie trzeba się bać, która jest przyjacielska, pochodzi ze zbioru „Piasek przydrożny”.     

    Nurowska pisząc o tych konkretnych osobach podjęła też na ich przykładach tematy uniwersalne. Na przykładzie Piaseckiego przedstawiła życie człowieka bezkompromisowego, który łatwo się zniechęca do ludzi, ocenia ich kategorycznie i bezwzględnie, nie dotyczy to oczywiście tylko Miłosza. Nienawiść do Miłosza nie wynikała tylko ze stosunku do Jadwigi, ale i podejścia do minionego ustroju w PRL. Piasecki mimo, że był człowiekiem, uczciwym, odważnym, a do tego świetnym pisarzem, zmarł w samotności, na obczyźnie. Z kolei na przykładzie Miłosza obserwować można życie ze świadomością dokonania w przeszłości złych wyborów, przy jednoczesnej niezrozumiałej niemożności podjęcia próby naprawienia tej sytuacji. Jego dwa małżeństwa nie należały do szczególnie udanych, obie żony kompletnie nie rozumiały jego zamiłowania do polskości i do języka polskiego. Jego dzieci stały się Amerykanami, a nie Polakami, co było dla niego bolesnym ciosem. 

8/10 


wtorek, 16 stycznia 2024

Karmele Jaio "To nie ja"

 

      Z każdym przeczytanym opowiadaniem moje rozczarowanie rosło. Teoretycznie  miały to być opowiadania o kobietach około czterdziestki z różnymi problemami i w różnych sytuacjach życiowych. Faktycznie jednak opisywane kobiety są w bardzo zbliżonych sytuacjach, o niezłym statusie finansowym, wszystkie są niespełnionymi frustratkami, żadna z nich nie prezentuje sobą nawet cienia oryginalności. 

     Każde opowiadanie dotyczy męża, partnera, albo dzieci, w jednym tylko jest spotkanie z przyjaciółką, ale nieobecny mąż odgrywa tu zasadniczą rolę. Wygląda to tak, jakby zdaniem autorki, kobiety w tym wieku nie mogły mieć takiej chociażby cząstki życia, która nie byłaby uzależniona lub niezwiązana z mężczyzną czy dziećmi. Kobieta w ogóle bez dziecka czy bez mężczyzny dla Karmele Jaio albo nie istnieje, albo nie jest warta opisania, a jedyny wyjątek jest wtedy, gdy cały czas myśli o adopcji. Ani jedna z opisywanych kobiet nie miała pracy, która by ją pochłaniała, lub którą najnormalniej w świecie lubiłaby i którą mogłaby wykonywać chociażby przez chwilę bez myślenia o mężczyźnie i dzieciach. Żadna nie miała pasji, którą mogłaby zajmować się dla samej siebie. Żadna nie miała potrzeby, żeby mieć naprawdę bliskie relacje z kimkolwiek innym, niż mąż, partner czy dzieci. I żadna, ale to naprawdę żadna nie miała jakichkolwiek marzeń czy problemów, które nie byłyby związane z mężczyzną lub dzieckiem. W żadnym z opowiadań nie ma większej głębi. No i te opowiadania są jeszcze do tego wszystkiego nudne.

2/10


czwartek, 11 stycznia 2024

J.K. Rowling „Harry Potter i więzień Azkabanu” – audiobook, czyta Piotr Fronczewski

 

       Poza świetną zabawą nawet dla osób znających już książkę czy film,  jest tu też sporo do myślenia również dla osoby dorosłej. Dementorzy wywołują w człowieku wspomnienia najbardziej koszmarnych wydarzeń życiowych, u Harrego była to oczywiście śmierć rodziców. Zmierzenie się ze swoimi najskrytszymi lękami jest szalenie trudne, niektórzy w ogóle nie dopuszczają do siebie myśli, że mają za sobą traumy. Inni starają się nigdy nie myśleć o koszmarnych wydarzeniach ze swojego życia. Spokojne przepracowanie tego jest zadaniem karkołomnym.

      A z pogodniejszych kwestii, to godne uwagi są zaklęcia, przy pomocy których można dementorów niejako zneutralizować. Tutaj trzeba sobie przypomnieć cos odwrotnego, a więc najwspanialsze osoby, jakie spotkaliśmy, czy najlepsze chwile życia, które mogą nam pomóc. 

     Podczas słuchania przypomniał mi się wywiad z psychologiem amerykańskim, prof. Zimbardo, poza pracą naukową na uczelni i pisaniem książek, prowadzi on również psychoterapię. Powiedział, że jest zwolennikiem tego, aby terapia przebiegała krótko, kilka spotkań, do 10 max, nie widzi sensu w wiecznym  rozdrapywaniu starych ran. W pracy z pacjentem skupia się właśnie na tym, aby wydobyć z człowieka wspomnienia najwspanialszych chwil, jakie ten ktoś kiedykolwiek przeżył. Ale pacjent ma nie tylko sobie te chwile tylko przypomnieć, ma opowiedzieć o nich tak szczegółowo, aż zacznie przeżywać te emocje, które tym chwilom towarzyszyły, czyli radość, zadowolenie itp. Prof. Zimbardo mówił, że ludziom wtedy pojawia się błysk w oku, prostują się plecy i sami z siebie nabierają wiary we własne siły i są już w stanie zmierzyć się z przeciwnościami losu. I w pewnym stopniu o tym też jest „Harry Potter i więzień Azkabanu”.  

8/10     


wtorek, 9 stycznia 2024

Stanisław Wyspiański „Wesele”

 

Odświeżenie po długim czasie szkolnej lektury było świetnym pomysłem. Ostatnio coraz częściej się zdarza, że ludzie, którzy  nie są politykami, zastanawiają się nad tym, jak wygląda sytuacja w kraju, w którym mieszkają. I myślą, co można zrobić, aby było lepiej i  widzą w tym swoją rolę. Wyspiański postawił swoją diagnozę w „Weselu” w nieco innych realiach, a czy były tak mocno odmienne, to kwestia dyskusyjna. 

      Sięgnęłam po „Wesele” głównie po to, aby wysłuchać głosu duchów osób zmarłych, ważnych dla naszej przeszłości,  które pojawiły się na weselu. Po 100 latach nasza wiedza historyczna jest większa niż za czasów Wyspiańskiego, teraz nie każda z tych postaci jest oceniana tak jednoznacznie, są stale jednak symbolami. Mówią nie tylko kwestie dotyczące państwa, ale i po prostu zwyczajnych ludzi. Rycerz przykładowo mówi:

 „A czy wiesz, czym ty masz być, 

o czym tobie marzyć, śnić?” 


  Albo zdanie Chochoła najbardziej chyba znane i dające najwięcej do myślenia: 

„Miałeś chamie Złoty Róg, 

miałeś chamie czapkę z piór…

Ostał ci się jeno sznur”.

    Oczywiście te stwierdzenia i pytania  padają w kontekście naszego kraju, „Wesele” jest tak bogate w symbolikę i w możliwości interpretacji, że każdy może pomyśleć o sobie, swoich marzeniach, swoich niewykorzystanych szansach, a głównie o tym, czy może jednak dałoby się coś zmienić. 

10/10