środa, 27 marca 2024
Ida Żmiejewska "Garść popiołu" - tom III cyklu "Zawierucha"
sobota, 23 marca 2024
Tove Jansson „Kometa nad Doliną Muminków
Dziwne, ale świadczące o dużym kunszcie pisarskim autorki jest to, że ta bajkowa opowieść, co do której wiadomo, jak się skończy, tak wciąga. Sporo osób żyje w poczuciu zagrożenia, a to covid, a to wojna, a to zwykłe, codzienne sprawy. Tutaj zagrożenie pojawia się nie tylko nad Doliną Muminków, ale nad całym światem, do ziemi zbliża się przerażająca kometa, która zagraża całej planecie, a Dolinie Muminków w szczególności. Dla autorki prawdopodobnie była symbolem II wojny, której wybuch poprzedził pisanie cyklu o Muminkach. Z racji różnych problemów, globalnych i indywidualnych, zawsze i wszędzie jest jakaś kometa, symbol problemów i zagrożenia. Autorka pokazuje, jak w takiej sytuacji zachowują się Muminki.
Muminek z Ryjkiem wybrali się na dłuższą wyprawę do obserwatorium astronomicznego, a w czasie jej trwania, podczas powrotu już w szczególności, bezustannie towarzyszyło im narastające poczucie zagrożenia. Kometa mogła, a według pewnych wyliczeń nawet nieuchronnie miała uderzyć z ziemię w okolicach Doliny Muminków. Cóż można w tej sytuacji robić? Można było załamać się i nic nie robić, tylko czekać na zagładę. Tylko że jak zagłada nie przyszłaby, okazałoby się, że straciło się trochę czasu.
Muminki zaś realizowały swój plan odnalezienia obserwatorium astronomicznego, a były przy tym otwarte na nowe doznania i spotykane osoby. Poznały nowych przyjaciół, a Mumimek poznał Migotkę, w której się zakochał. Powrót do domu był trudny, bo bliskość komety spowodowała spore spustoszenia w przyrodzie, ale wszyscy sobie pomagali. Ciężkim doświadczeniem było patrzeć, jak dużo nieszczęścia jest dookoła, w niektórych miejscach kataklizm spowodował niepowetowane straty, np. z gorąca uschnął las. Ale nic z tym nie można było zrobić, z pewnością nie w tym momencie, gdy Muminek z przyjaciółmi przechodzili obok. Musieli po prostu żyć ze świadomością tego, że wokół jest pełno bólu. A jednocześnie mogli pomóc tam, gzie było to w ich zasięgu. Ryjek zaopiekował się bezdomnym kotkiem.
Nie jest to wesoła, idylliczna opowieść, ale za to bardzo życiowa i z optymistycznym przesłaniem.
8/10
piątek, 15 marca 2024
Hernan Diaz „Zaufanie”
Gdy czytałam pierwszą cześć „Zaufania” czułam narastające rozczarowanie i niestety lekką nudę. To opowieść o szalenie bogatym finansiście i jego małżeństwie. Część druga była nieco lepsza, aczkolwiek o jakiejkolwiek euforii nie ma mowy. To również opowieść o szalenie bogatym finansiście, chociaż podobna do części pierwszej, podczas czytania nie widać za bardzo związku pomiędzy tymi opowieściami.
Część druga jest o tyle lepsza, że opowiadana jest w pierwszej osobie, a narrator wyraźnie nie jest obiektywny, ewidentnie przedstawia się w wyśmienitym świetle i jak widać z kontekstu, pewne rzeczy przemilcza. Właściwa akcja zaczyna się dopiero w trzeciej części, która łączy poprzednie. Spośród kilku różnych przekazów można próbować odnaleźć prawdę o pewnych osobach. Część czwarta i ostatnia wszystko spina.
Jak dla mnie książka to przerost formy nad treścią, mam wątpliwości, czy ogóle można ją nazywać powieścią, czy może raczej zbiorem łączących się opowiadań. Jest tu trochę psychologii, ale nie jest ona szczególnie głęboka, wszystkie opisywane postacie nie są zbyt skomplikowane.
A zakończenie od pewnego momentu było mocno przewidywalne. Amerykańska Nagroda Pulitzera jest ściśle związana z aktualną sytuacją społeczną w kraju i co za tym idzie tematami topowymi. U nas Nagroda Nike też jest umiejscowiona w określnym kontekście i też powiązana jest z określonym środowiskiem. W ubiegłym roku gdy był na topie temat sytuacji kobiet, głośne były strajki kobiet, Nagrodę Nike dostała książka o silnej kobiecie. W pewnym stopniu można przewidywać, co może być w książce, nagrodzonej tego rodzaju nagrodą, czy Nike czy Pulitzerem. Trzeba się zastanowić, który temat jest w danym roku najbardziej nośny, czy np. LGBT, czy molestowane seksualne, czy może ruch Me Too i wychodzenie kobiet z cienia, pokazywanie przez nie siły. Gdy weźmie się pod uwagę te kwestie, przewidzenie końcówki „Zaufania” nie jest trudne. Porównywanie do serialu „Sukcesja” też jest chybione, bo podobieństwa dotyczy tylko bogactwa opisywanych osób, bohaterowie „Sukcesji” są znacznie bardziej skomplikowani.
7/10
wtorek, 12 marca 2024
Tove Jansson „Małe trolle i duża powódź”
Pierwsza część Muminków nie jest tak głęboka, jak chociażby „Jesień w Dolinie Muminków”, czy „Zima w Dolinie Muminków”, ale daje lekki przedsmak całości. Daje przedsmak dzieła, dzięki któremu można wejść w inny świat, w którym nie ma idealnych postaci, każda ma swoje wady i zalety, ale chce się z nimi przebywać. I gdzie przy pomocy na pozór banalnej, bajkowej scenerii, przekazane są głębsze prawdy. Oczywiście nie jest to utwór tylko dla dzieci.
„Małe trolle i wielka powódź” sprowadza się pod względem akcji do tego, że Mama Muminka wraz Muminkiem, synkiem, wyruszyła na poszukiwanie domu, w którym można byłoby przetrwać powoli zbliżającą się zimę. Sama myśl o domu nasuwa już ciepłe skojarzenia. Zima kojarzy się większości osób z czymś złym i groźnym, dom więc staje się symbolem miejsca, gdzie można uchronić się przed wszelkim złem i niebezpieczeństwem. Sam początek jest więc dobrą zachętą do dalszej lektury. W trakcie owych poszukiwań wyszło na jaw, że mama liczyła także na znalezienie swojego małżonka, czyli Taty Muminka. Tata zawieruszył się gdzieś z dziwnymi stworami Hatifnatami, które mają wewnętrzny imperatyw, aby stale wędrować. Nie ma tu wiecznych pretensji i żalów, planów zemsty itp. działań, motywacja jest prosta, trzeba również znaleźć tatę.
W czasie podróży do głównej pary dołączyły inne postacie, które w kolejnych tomach będą już integralną częścią opowieści, a wiec nieco zachłanny Ryjek czy odważny i zrównoważony Obieżyświat. W czasie poszukiwań wszyscy sobie pomagali. Rodzina Muminków była bardzo otwarta na nowych znajomych. Mama Muminka po znalezieniu i domu i małżonka, a także niespodziewanego skarbu w postaci sznura pereł, wyraźnie oświadczyła, że żadne skarby jej nie interesują, że dom zbudowany przez jej męża jest najwspanialszy. Z racji tego, że nie jestem jakąś wielką miłośniczką podróży, szczególnie spodobało mi się zdanie, w którym autorka stwierdziła, że w domu tym muminki mieszkały całe życie, poza kilkoma wyjazdami dla odmiany.
7/10
piątek, 8 marca 2024
Lilian Jackson Braun „Kot, który wkradał banany”
Jest to jeden z ostatnich i zarazem jeden z najlepszych tomów serii. Jest oczywiście celebracja zwyczajnej codzienności, w tym otwarcie w miasteczku pierwszej księgarni, jest trup, ale są też i inne ciekawe kwestie.
Na plan pierwszy wysuwają problemy osobiste Qwilla, a mianowicie utrudniony kontakt z partnerką, Polly. Kobieta ta najzwyczajniej zauroczyła się innym mężczyzną, poświęcała mu sporo czasu, podobnie jak i mocno zaangażowała się w otwarcie księgarni, miała tam zostać dyrektorką. Dla Qwilla nie miała czasu. On zaś, inteligentny, dowcipny, uosobienie masy zalet, do tego najbogatszy w okolicy, cierpiał po cichu, brakowało mu spotkań, rozmów. Nawet poważnie zaczął już liczyć się z tym, że związek z Polly dobiegł końca.
Pokazany jest też ktoś w rodzaju czarnego charakteru, człowiek fałszywy, zdolny do wszystkiego, ale zarazem śliski i umiejący się podlizać komu trzeba. Pod koniec książki zrobił zaś coś niewiarygodnie dobrego i bezinteresownego. Lilian Jackson Braun opisując takie zachowanie z pewnością skorzystała tu ze swojego doświadczenia życiowego, a żyła prawie 100 lat i pisała do późnej starości. Właśnie w tej pozornie kryminalnej serii wplotła w akcję wiele takich głębszych, psychologicznych spostrzeżeń.
Z celebracji codzienności, dla wielu nudnej i szarej, mamy całą masę wydarzeń. Czołowe to otwarcie księgarni i odsłonięcie pomnika książek i kota Winstona, który wcześniej mieszkał w antykwariacie. W księgarni też musiał być kot, tak więc znalezienie odpowiedniego kota też frapowało ludzi. Działa Klub Literacki i Teatr Amatorski. Wspomniany jest domowy fotel Qwilla, służący mu do rozmyślań. Jest też pomysł motta dnia, każdy dzień może mieć motto z książki, wybór jest niczym nieograniczony. Jak w każdym tomie, jest też mowa o pogodzie, we wcześniejszych tomach autorka opisywała m. in. powódź stulecia, burzę śnieżną, teraz czytamy o straszliwej burzy z piorunami.
8/10
poniedziałek, 4 marca 2024
Charlotte Link „Samotna noc”
„Samotna noc” jest świetnym czytadłem, dzięki któremu można zapomnieć o całym świecie. Wciągnęłam się w czytanie tak bardzo, że zabierałam ja do metra i czytałam praktycznie w każdej wolnej chwili. Kilka lat temu wysłuchałam audiobooka tej samej autorki pt. „Dom sióstr” o zupełnie innej tematyce, słuchało się go świetnie. Charlotte Link jest teraz w mojej ścisłej czołówce rankingu autorów, którzy piszą tak bardzo wciągająco, z zapartym tchem śledzi się zarówno wydarzenia związane z zabójstwami, jak i życie osobiste bohaterów. Nie jest to z pewnością literatura wybitna, po prostu zwyczajna, ale nie głupia.
Wydarzenia rozgrywają się w małych miasteczkach, zimą, w okresie około świątecznym i w czasie świąt. Zabójstw jest kilka, nie ma żadnej pewności, czy dokonała ich ta sama osoba. Bohaterowie „Samotnej nocy” nie są ludźmi sukcesu, mają za sobą traumy, albo po prostu ciężko się im żyje i to pod każdym względem, mają stale pod górkę. W większości są młodzi, ale samotni, nie mają ani partnera życiowego, ani prawdziwych przyjaciół. Po niektórych widać, że są nieszczęśliwi bo nie są w stanie tego ukryć, np. postać trzeciego planu, policjant alkoholik, który odszedł z zawodu i podjął pracę w pubie jako kelner. Większość opisywanych osób jednak jest w stanie zamaskować swój stan, na zewnątrz wszystko wygląda u nich ok. Wbrew pozorom czytanie absolutnie nie jest dołujące, bo w przyszłości wszystko u tych ludzi może się zmienić, wiedzą, że nie wszystko jest stracone. Większości z nich nie spotkały tego rodzaju nieszczęścia, które uniemożliwiłyby stanięcie na nogi.
Czytając można obserwować, jak radzą sobie te zdołowane osoby z codziennością. Jedni się pogrążają w dole, inni wprowadzają drobne zmiany, jak np. nieco większa otwartość na kontakty z innymi, nieco większa inicjatywa w tym zakresie.
7/10
czwartek, 29 lutego 2024
Lothar Gunther Buchheim „Okręt” - audiobook, czyta Leszek Wojtaszak
Audiobook był dla mnie po części fascynującym opisem tego, co działo się z na niemieckim okręcie podwodnym podczas wojny, a z drugiej opowieścią o odporności psychicznej lub jej braku w ekstremalnych warunkach. Autor poza tym że był żołnierzem, był też korespondentem wojennym, ale opisany rejs był jego pierwszym na U-Boocie. Nie miał więc rutyny i zwracał uwagę na to, na co wiele osób też by zwróciło.
Opis przeżyć z U-Boota to chyba już totalna ekstrema, każde przeżycia frontowe są koszmarem, ale w tej formacji przeżywalność była jedną z najniższych. Śmierć natomiast była koszmarna. Autor opisuje, jak U-Boot atakował i zatapiał inne okręty i jak sam był atakowany, jak godzinami zrzucane były na niego bomby głębinowe, albo jak trafiony przez samolot, znalazł się uszkodzony na dnie morza, a szanse na przeżycie były znikome.
Najbardziej frapującym elementem były dla mnie opisy zachowania dowódcy. Nie był człowiekiem szczególnie miłym czy uprzejmym, ale w warunkach bojowych i jako dowódca sprawdzał się fenomenalnie. Potrafił ryzykować. Nie tracił nigdy zimnej krwi, nie panikował, spojrzeniem czy kilkom krótkimi zdaniami potrafił zapobiec fatalizmowi i katastrofizmowi wśród załogi. W trakcie bombardowania, gdy jego okręt był namierzany, wydawał rozkazy, wskazujące, jak i gdzie się poruszać, czy w dół, czy w bok, jak szybko itp., starał się przewidzieć ruchy nieprzyjaciela. Nawet gdy koło Gibraltaru okręt został trafiony i uszkodzony i szedł na dno, nadal starał się nim sterować tak, aby trochę skręcił, aby osiadł w tym miejscu, gdzie morze jest nieco płytsze. Gdyby poszedł na głębię, ciśnienie oceanu zmiażdżyłoby go. Nawet w tak beznadziejnej sytuacji, gdy szanse na ocalenie były minimalne, nie poddawał się i uznawał, że nawet gdy jest tylko cień szansy, albo raczej cień cienia szansy, trzeba próbować.
Gdy raz na jakiś czas czytam książki o okrętach podwodnych, zastanawiam się właśnie nad tą niebywała odpornością psychiczną. Jednym z podstawowych czynników było tutaj chyba doświadczenie. Każdy z załogi w tych koszmarnych sytuacjach był przerażony. Każdy jednak musiał wykonywać obowiązki. To skupienie na tych obowiązkach, wykonywanie rozkazów, zmęczenie, ratowało przed permanentnym rozmyślaniem nad sytuacją i chociaż częściowo ustrzegało przed zwariowaniem. Gdy ktoś już był weteranem, zaliczył wcześniej rejsy U-Bootem, wiedział, że dał radę, było mu trochę łatwiej. W przypadku dowódcy było najtrudniej, pewnie dochodziło tu dodatkowo poczucie odpowiedzialności, świetne wyszkolenie, determinacja.
Właściwie „Okręt” jest książką idealną. Przeszkadzała mi jedynie jedna rzecz, a mianowicie to, że opowiada ona o Niemcach, którzy cieszą się, gdy mogą zniszczyć okręt aliancki i gdy tylko mogą to zrobić, to robią. Nie ma tu żadnej refleksji nad sensem wojny i nad walką po stronie agresora. Ale książkę odbieram jako prawdziwą. Chyba tak po prostu było. Podczas opisów ataków na konwój jest to ciężkie w odbiorze właśnie z tych względów, ale to właśni dzięki literaturze może przekraczać bariery. Autor opisując wojnę z punktu widzenia zwyczajnych, niemieckich żołnierzy, złamał utarte stereotypy. Opisywani przez niego ludzie nie byli przecież zbrodniarzami, to nie byli gestapowcy, walczyli takimi metodami, jak i ich przeciwnicy. Niemiecka marynarka wojenna była z pewnością tą formacją zbrojną, która ma na koncie najmniej zbrodni wojennych.
10/10
środa, 21 lutego 2024
Margit Kossobudzka, Katarzyna Staszak „Broń się. Jak dbać o swoją odporność”
Książka jest o wszystkim i o niczym. Autorki wepchnęły tu chyba wszystkie kwestie, mające związek ze zdrowiem, jak: geny, wyżywienie, ruch, sen, stres, szczepienia, smog, relacje międzyludzkie itp. itd.
Każde zagadnienie poprzedzone jest wywiadem ze specjalistą, tymi specjalistami są głównie lekarze z tytułami naukowymi. Wygląda to mniej więcej tak, że lekarz z tytułem np. dr hab. czy profesora udziela wywiadu na temat np. smogu, dowiadujemy się z niego, że smog szkodzi zdrowiu i warto pojechać na urlop tam, gdzie nie ma smogu, czyli nad morze. Inny lekarz opowiada o ruchu fizycznym i dowiadujemy się, że ruch jest dobry dla zdrowia, nie należy jednak przesadzać, bo ekstremalny ruch już dobry nie jest. Gdy w jednej książce mowa jest o tak wielu zagadnieniach, każde z nich potraktowane jest niezwykle powierzchownie. Do tego aby powiedzieć, iż smog szkodzi zdrowiu, a ruch pomaga, nie jest potrzebny żaden profesor, to są fakty, które każdy zna. Ten smog i ruch to tylko oczywiście przykłady, całość książki wygląda w taki właśnie sposób. Angażowanie ludzi z tak wysokimi tytułami naukowymi do mini wywiadów, dotyczących podstawowych zdrowotnych kwestii, uniemożliwia wykorzystanie ich potencjału intelektualnego. To tak jakby ktoś ze zwykłym przeziębieniem szedł do lekarza profesora.
Można jeszcze zapoznać się z listą 10 najzdrowszych produktów. Takich list widziałam już sporo, w ogóle się nie pokrywają i według mnie potrzebny jest spory dystans do tego typu informacji. Tutaj na liście są np. pomarańcze, gdzie indziej z kolei specjaliści od żywienia apelują, aby bazować na produktach lokalnych, gdy te sprowadzane z innych krajów są tak spryskane chemią, że ich wartość odżywcza jest wątpliwa.
3/10
piątek, 16 lutego 2024
Joseph Roth „Białe miasta”

środa, 14 lutego 2024
Maryla Szymiczkowa „Śmierć na Wenecji”
Kolejny tom cyklu o amatorce detektywce – profesorowej Szczupaczyńskiej jest wyjątkowo oryginalny, temat wielkiej powodzi w Krakowie sprzed 100 lat nie był chyba jeszcze opisywany w literaturze popularnej. Podejście do tematu też jest nietypowe, bo uwaga czytelnika zwrócona jest nie tylko na dwa podejrzane zgony, ale na zachowania ludzie w trakcie ekstremalnej sytuacji. Można porównać do tego, jak to wygląda teraz, gdy zachodzi potrzeba, aby komuś pomóc, jedni się angażują maksymalnie, inni wcale, jeszcze inni robią na nieszczęściu interesy. Jak już pisałam przy okazji wcześniejszego tomu, przypuszczam, że unikalne spojrzenie na świat wynika z tego, że autorzy, kryjący się pod pseudonimem Szymiczkowa, są parą gejów.
Opisywane wydarzenia rozgrywają się w ciągu kilku dni, ale nie jest to z pewnością powieść akcji, momentami czytanie wciąga, częściej jednak można bez pośpiechu kontemplować widoki Krakowa sprzed 100 lat. W porównaniu do obecnych czasów, odnosi się wrażenie, jakby wszystko wówczas toczyło się wolniej. Zagadka, kto zabił, ciekawi umiarkowanie, ale pod koniec jest spora niespodzianka, zakończenie jest mocno zaskakujące.
Nie jest to powieść psychologiczna, ale są frapujące pod tym względem fragmenty. Przykładowo Szczupaczyńska czuje dyskomfort, gdy przypomina sobie, że jej ukochany mąż nic nie wie na temat jej największej pasji i nie przychodzi mu nawet na myśl, że ona zajmuje się jakimiś śledztwami i tropi morderców. Nie ulega wątpliwości, że małżeństwo jest udane i to nawet bardzo. Szczupaczyńscy nie mają dzieci, ale w swoim towarzystwie bardzo lubią przebywać. Otóż ona z jednej strony nie chce oszukiwać męża, ale z drugiej chce mieć kawałek życia tylko dla siebie, taki prywatny, dostępny tylko dla niej. Wie, że mąż gdyby się dowiedział, czułby do niej wielki żal, że go oszukiwała, ale szkoda jej rezygnować z tego jedynego fragmentu życia, dostępnego tylko dla niej.
7/10
wtorek, 6 lutego 2024
Agata Christie „Entliczek pentliczek”
„Entliczek pentliczek” to pozycja trochę nietypowa jak na Agatę Christie. Wydarzenia w dużej mierze rozgrywają się akademiku, jest dużo więcej bohaterów niż zazwyczaj. Z elementów typowych jest oczywiście Herkules Poirot, który jak zawsze daje popis logicznego myślenia, obserwuje ludzi i bezbłędnie potrafi odkryć ich tajemnice i motywy działania. Na terenie akademika najpierw pojawiła się seria dziwacznych zdarzeń, np. komuś zniszczono plecak, komuś ukradziono jeden but, a potem jest już seria morderstw.
Pozycja jest lekko napisana, ze sporym poczuciem humoru. Przykładowo Christie zauważa, że w medycynie istnieje moda na leczenie określonymi lekami, przez jakiś czas lekarze przepisują modny lek, potem zaś idzie on w odstawkę, przepisują inny itp. Autorka pracowała w aptece, tak więc wie, co mówi, tak zresztą jest i obecnie. Możemy te przeczytać opis jednych z najbardziej oryginalnych oświadczyn, oświadcza się kobieta, u Christie z reguły jedną z bohaterek jest mądra, energiczna kobieta z inicjatywą i to inicjatywą na wielu polach. W obecności jej ukochanego, który nie był nawet narzeczonym, tylko zaledwie znajomym, spytała innego kolegę, obcokrajowca, czy chciałby być świadkiem na ślubie, objaśniła mu, na czym to polega. Znajomy zaskoczony, zapytał, czy to oznacza, że ona wychodzi za mąż za – tu wymienił imię, stojącego przy nich chłopaka, powiedzmy Albert. Ona odparła, że o ile „Albert” nie ma nic przeciwko temu, to jak najbardziej.
Z racji tego, że bohaterów jest sporo, nie ma dłuższych opisów poszczególnych osób, o każdym są jedynie najważniejsze kwestie. Są też oczywiście ponadczasowe myśli Herkulesa. Przykładowo gdy zastanawiał się, kto mógłby być zabójcą, u wielu z analizowanych osób wskazywał cechę, która mogła spowodować, że ten ktoś mógł stał się zbrodniarzem. Gdy wziął pod uwagę młodą dziewczynę, doszedł do konkluzji, że jak najbardziej mogłaby być zabójcą, bo to „typ macierzyński”, a takie zawsze są bezlitosne.
8/10