„Przejecie” niespodziewanie okazało się i
intrygującym i wciągającym kryminałem, ze zgrabnie napisana akcją. Nagroda
Wielkiego Kalibru dla „Przejęcia” w 2015r. była całkowicie zasłużona. W czasie jego
słuchania czy czytania można oderwać się od wszystkich swoich spraw. Główny
bohater, komisarz Mortka, pracuje współcześnie w warszawskim Wydziale
ds. Zabójstw . Sporo dzieje się w jego życiu prywatnym. Warszawa również
pokazana jest jako intrygujące miasto. I czego chcieć więcej?. Nie tak dawno
dowiedziałam się, że M. Wroński rezygnuje z Zygi, myślałam, że poszukując
nowego cyklu kryminalnego, będę musiała sporo poczekać, a tu już widzę coś
ciekawego na horyzoncie. Z pewnością sięgnę po pozostałe powieści z Mortką. Zyga
będzie oczywiście nieodżałowany, ale trudno być w rozpaczy w nieskończoność. To
właśnie rozglądając się za czymś nowym za zamkniętym już cyklem z Zygą,
zerknęłam na laureatów Nagrody Wielkiego Kalibru.
wtorek, 4 lipca 2017
środa, 28 czerwca 2017
Andrzej Sapkowski „Miecz przeznaczenia” ( tom II „Wiedźmina”) – audiobook, czyta zespół aktorów

Po
wysłuchaniu pierwszego tomu z Wiedźminem, stałam się fanką całej sagi, pisałam
o tamtym tomie tutaj. To było odkrycie czegoś naprawdę wyjątkowego,
takie, które zdarza się raz na kilka lat.
Tom drugi to również są opowiadania.
Pisanie o nich nie jest proste, bo z jednej strony wnikając w szczegóły,
można strzelić spoilera i pozbawić kogoś przyjemności czytania. Ma to o tyle
znaczenie, że z tego co słyszałam, znaczna cześć postaci pojawia się w dalszych
tomach. Z drugiej zaś strony, starając się tego uniknąć, można z kolei poprzestać na samych ogólnikach i sloganach,
co doprowadzi z kolei do tego, że ktoś, kto nie zna tematu, w ogóle nie będzie
wiedział, o co chodzi.
Opowiadania mają oczywiście charakter
fantasy, dzieci mogą poprzestać na dosłownej wymowie tekstu, czyli na ciekawych
przygodach Wiedźmina. Ale osoby troszkę dojrzalsze bez wysiłku zdadzą sobie
sprawę z symboliki i podtekstów. Pisząc chociażby na blogu o tych symbolach czy
podtekstach można niepostrzeżenie wejść na tereny bardzo osobiste, każdy ma
przecie swoje własne wspomnienia i skojarzenia. Szczegółowe wnikanie w treść
może więc poza spoilerem narażać piszącego na zbytnie odsłanianie się. Jeżeli
ktoś to lubi, to oczywiście nie ma problemu, ja niekoniecznie.
W opowiadaniach są motywy przeznaczenia,
walki z losem, miłości, przyjaźni, konsekwencji, odwagi, poświecenia, śmierci i
masy innych rzeczy. Są nawiązania do różnych legend i baśni, do postaci z baśni
i z legend, np. Złoty Smok, Syrena, driady, różne potwory i inne. Nie każda postać, znana
z bajek, jest taka jak i w bajce. Każdy niemal okazuje się kimś innym, niż
stereotypowo się go postrzega. Nie każdy kojarzący się z kimś biednym czy
uciśnionym, jest taki w rzeczywistości itp. itd. Postacie z opowiadań
powtarzają, że nie zawsze to, co ludzie mówią, jest prawdą. Opisy mogą brzmieć
trywialnie, ale mimo to spróbuję, tak niemal na chybił trafił wspomnieć o tym,
co najbardziej utkwiło mi w pamięci. Będzie
to taka garść luźnych bardzo refleksji.
sobota, 17 czerwca 2017
Jared Cade „Agatha Christie i jedenaście zagubionych dni”
Czekająca
już dość długo na swoją kolej książka okazała się rzetelną i bardzo ciekawie
napisaną biografią Agaty Christie. Tytuł może wprowadzać potencjalnych
czytelników w błąd, sugeruje przecież, że autor skupi się wyłącznie na owych 11
dniach. Wydawało mi się, jeszcze przed
lekturą, że skoro czytałam „Autobiografię” Christie i znam trochę jej
twórczość, to autor nie będzie w stanie mnie niczym specjalnym zaskoczyć. Nic
bardziej mylnego. „Autobiografia” w świetle informacji z książki Jared`a Cade okazała się szalenie
wybiórczą, pozycją, na dodatek pomijającą bardzo ważne fakty z życia.Książkę
czyta się wręcz świetnie, bo Agata miała życie bardzo interesujące, mam na
myśli nie tylko wydarzenia z życiorysu, ale też głębokie życie wewnętrzne.
Jared Cade z kolei opowiada praktycznie o całym
życiu pisarki, a owe 11 dni są wyeksponowane w tytule z tego względu, że uznał
je za bardzo ważne i dla późniejszego życia i dla twórczości. Mowa jest o 11
dniach, kiedy to w 1926r. pisarka zniknęła bez śladu, a w kraju trwały
zakrojone na szeroką skalę i barwnie opisywane w mediach poszukiwania. Agata w
okresie poprzedzającym owe „zaginięcie” przeżywała najgorsze dni swojego życia,
zmarła jej matka, z którą była bardzo głęboko związana, a mąż, w którym była
zakochana do szaleństwa i z którym miała dziecko, Archibald Christie, zdradzał
ją, a potem porzucił. Agata chcąc się na nim odegrać, zaszyła się w luksusowym
hotelu w jednym z kurortów wypoczynkowych i nie dawała znaku życia, całą
sytuację zaaranżowała zaś tak, żeby pojawiły się przypuszczenia, iż to właśnie Archie ją zamordował. Prasa
angielska huczała o tych wydarzeniach, a gdy Agata się znalazła, wybuchła
jeszcze większa sensacja. Dla ceniącej prywatność pisarki cała sytuacja była
koszmarem, a jej wspomnienie w połączeniu z wspomnieniem śmierci matki i
porzucenia przez męża, stały się do końca życia traumą. Z biegiem lat te 11 dni
stały się dla niej wręcz obsesją, do tego stopnia, że był przypadek, że gdy
ktoś o tym wspomniał, to nie chciała utrzymywać z nim kontaktu . Tą swoistą obsesję podzieliła też już po
śmierci pisarki jej rodzina, która utrudnia
nawet współcześnie każdemu zainteresowanemu badanie tego wątku i publikowanie o
nim informacji. Spotkało to też i J. Cade, co zresztą opisał.
sobota, 10 czerwca 2017
Mariusz Czubaj „Martwe popołudnie”
Nazwisko Mariusza Czubaja brzmi
niemal jak legenda, a to, że autor żyje, miewa się dobrze i jest zaledwie w
średnim wieku, nie ma żadnego znaczenia. Czubaj jest współautorem „Krwawej
setki. 100 najważniejszych powieści
kryminalnych”, która to pozycja jest w stanie zainteresować każdego chyba miłośnika
kryminałów, a mnie spodobała się wyjątkowo. Poza tym dwukrotnie już został
laureatem Nagrody Wielkiego Kalibru, czyli nagrody dla najlepszej powieści
kryminalnej roku, w 2008r. za „21.37”, a w tym za „R.I.P.”. Aż sama się zdziwiłam,
że nie czytałam dotąd żadnego jego kryminału. Czas już był najwyższy.
sobota, 3 czerwca 2017
Piotr Zychowicz „Sowieci”
Czytelnik
dostaje do ręki zbiór tekstów, które powstały jeszcze przed powstaniem książki,
część z nich była już drukowana w prasie, część nie, a są to głównie wywiady,
ale niejednokrotnie też i artykuły na temat ZSRR czy Rosji. Zychowicz nigdy nie
ukrywał swoich poglądów, można je nazwać radykalnymi, ale też zarazem i
wyrazistymi, bez jakiejkolwiek domieszki politycznej poprawności. Pisząc, nie
boi się narażać historykom i innym znawcom tematu, łamie wszelkie możliwe tabu.
Co szalenie ważne, pisze bardzo przystępnym językiem. Mimo, że interesuję się
historią, to i tak w pewnych przypadkach mnie w tej książce zaskoczył.
Od
wielu już lat Zychowicz głosi tezę, że od powstania naszego państwa, Rosja była
naszym największym wrogiem, tak również jest teraz i będzie jeszcze bardzo
długo. Komunizm był najbardziej zbrodniczą ideologią w dziejach świata,
ludobójstwo i inne zbrodnie, dokonane przez komunistyczny ZSRR, są jednymi z
potworniejszych w historii ludzkości. Nasz wschodni sąsiad nigdy nie wyrzeknie
się imperialnych ambicji. Komunizm był gorszy od nazizmu. Zychowicz stara się
naświetlić wszystkie kwestie, związane z komunistycznymi zbrodniami na całym
świecie, ale szczególnie pochyla się nad zagadnieniami mniej nagłośnionymi,
bądź też znanymi od niedawna. Pochyla się np. nad losami Polaków, którzy przed
zaborami mieszkali na terytorium Polski, a po odzyskaniu niepodległości, na
skutek zmiany granic, właściwie po zawarciu pokoju ryskiego raptem znaleźli się, nie przenosząc się
nigdzie, na obcym terytorium.
Opisane jest ludobójstwo, jakie
dokonywane było na tej właśnie ludności polskiej, zwane „operacją polską NKWD”
z 1937-1938r., kiedy to za to, że ktoś był Polakiem, zabito co najmniej 110 000
naszych pobratymców, a drugie tyle wywieziono do łagrów. Zychowicz pyta, dlaczego tego się nie
nagłaśnia? Dlaczego ludzie o tym nie wiedzą? Tak samo, autor pochyla się nad losem Polaków,
w tym również żołnierzy, którzy znaleźli się w takiej samej sytuacji po 17
września 1939r. Ich los był w dużej mierze równie straszny.
czwartek, 1 czerwca 2017
Mark Twain „Królewicz i żebrak” – audiobook, czyta Daniel Śmiłek
„Królewicz i żebrak” czytany, bądź
słuchany przez dorosłego człowieka, jest niemal zupełnie inną książką, niż
„Królewicz i żebrak”, czytany przez dziecko. Gdy sięga po tą pozycję osoba
dorosła, odkrywa drugie i trzecie „dno” książki, niezauważalne dla kogoś
młodszego. Co do zasady, historia jest
znana niemal każdemu. Na skutek zbiegu okoliczności prawdziwy królewicz,
następca tronu, zamienił się miejscem z żebrakiem. Królewicz stał się
żebrakiem, a żebrak księciem, na pewien okres czasu, oczywiście. Czytelnik może
śledzić losy i żebraka i księcia, naprzemiennie. Całość przepełniona jest
duchem humanitaryzmu, autorowi obojętne były bowiem losy żon Henryka VIII,
interesował się zaś losem zwykłych ludzi. Jest to dość niespotykany punkt
widzenia. Współcześnie zapanowało wariactwo na punkcie żon Henryka VIII,
książki i filmy na ten temat się mnożą. Wygląda zaś na to, że losy zwykłych
ludzi z tamtych czasów, nikogo już nie obchodzą.
czwartek, 25 maja 2017
Lee Child „Echo w płomieniach”
Lee
Child to wyjątkowo solidna firma i raczej nie można się na nim zawieść. Pisałam
o nim już parokrotnie, zastanawiałam się nawet nad jego fenomenem i nad tym, co
takiego jest w jego książkach, że ludzie się nimi tak zachwycają, łącznie ze
mną oczywiście. Jak zawsze podczas słuchania
czy czytania Lee Childa, naładowałam się pozytywną energią i poczułam wolę
działania, załatwiania odkładanych od dawna spraw czy rozwiązywania problemów.
Gdy bierze się do ręki ”Echo w
płomieniach”, bieg wydarzeń momentalnie zasysa czytelnika. Jest to połączenie
wielkiej dynamiki wydarzeń, opisu błyskotliwej inteligencji Reachera, jego
umiejętności logicznego myślenia, błyskawicznego podejmowania decyzji, siły
fizycznej itp.
niedziela, 21 maja 2017
Marcin Wroński „Czas Herkulesów”
Aż
nie mogę w to uwierzyć, ale jest to ostatni tom z Zygą. Informacje takie podaje
samo wydawnictwo na okładce książki, ale mówi o tym i sam autor. Wroński
stwierdził, że jest już zmęczony 10 – letnią przygodą z Zygą i chce zabrać się
za coś nowego. Oby zmienił zdanie. Prawdopodobnie sięgnę po to coś nowego, gdy
już powstanie, ale wolałabym, aby moja ulubiona seria była kontynuowana.
Tym razem wydarzenia rozgrywają się wiosną
1938r. w Chełmie, gdzie Zyga został służbowo wysłany jako ktoś w rodzaju
kontrolera z zadaniem skontrolowania miejscowej policji. W Chełmie doszło właśnie w tym czasie do
zabójstwa, potem do kolejnego, a że „ciągnie wilka do lasu”, to Zyga jako
rasowy policjant zaczął zamiast kontrolować miejscowych, wciągać się w osobiste
prowadzenie nowej sprawy.
Tło historyczne w tym przypadku jest
jeszcze inne, niż w tomach poprzednich, nie ma wielkich nawiązań do Niemców czy
do Rosji, ani do zbliżającej się wojny. Z racji usytuowania Chełma, w centrum
zainteresowania Wrońskiego znaleźli się tym razem Ukraińcy i to właśnie w tej
książce najwyraziściej pokazane jest, jak fatalnie w tamtych czasach wyglądało
koegzystowanie Polaków i Ukraińców. Każdy czytelnik ma świadomość tego, co
stało się na Wołyniu. „Czas Herkulesów” idealnie naświetla tło wydarzeń. Zyga
dostał do pomocy młodego policjanta, Horejuka, właśnie narodowości ukraińskiej.
Horejuk do katolików miał uraz, bo pamiętał, jak w 1918r. po odzyskaniu przez
Polskę niepodległości właśnie w Chełmie z katedry wyrzucano na bruk trumny prawosławnych biskupów. W czasie opisywanych wydarzeń Stepan Bandera
odsiadywał wyrok dożywocia zamach na Ministra Spraw Wewnętrznych, Pierackiego,
a wizerunek Bandery, z racji publicznych nawoływań za samoistną Ukrainą, był
doskonale znany. Był on, jak to określił Wroński, „bożyszczem” Rusinów.
Standardem w tamtych czas był polski pan i ukraiński służący. Wymowny jest też
bardzo opis zniszczenia prawosławnej cerkwi w Szkodyniu. Została ona zburzona w
majestacie prawa przez polskich strażaków i policjantów, w asyście wojska. W
tamtym czasie obowiązywały przepisy, w myśl których można było zlikwidować
zbędne świątynie prawosławne, ale pod warunkiem, że w pobliżu były inne. W tym
przypadku prawo było ewidentnie naciągnięte, bo z świątyni ludność korzystała,
wierni stanęli wraz z popem w jej obronie cerkwi, obronie bezskutecznej
oczywiście. Najbliższa cerkiew była odległości 20 km. Całemu wydarzeniu
przyglądali się uradowani miejscowi katolicy wraz z księdzem, który
błogosławił burzących świątynię. Jak wynika
z innych już źródeł, takie przypadki nie były bynajmniej wyjątkiem. Ta książka
w kontekście opisu podłoża wydarzeń na Wołyniu, jest idealnym dopełnieniem i
filmu Smarzowskiego i „Sprawiedliwych zdrajców” Szabłowskiego i książek prof.
Motyki.
poniedziałek, 15 maja 2017
Denis Diderot „Kubuś Fatalista i jego pan” – audiobook, czyta Cezary Pazura
Nie znałam wcześniej „Kubusia Fatalisty”,
słyszałam tylko sporo o tym dziele. Okazało się, niestety, mało strawną, nudną
opowieścią o podróży Kubusia i jego pana w nie do końca określonym celu. W
czasie tej podróży narrator opisywał bieżące przygody swoich bohaterów, Kubuś
zaś z kolei opowiadał panu, któremu służył, swoje wcześniejsze przygody. Pojęcie „przygoda” traktować należy dość
względnie, bardziej adekwatne byłoby chyba wyrażenie – wydarzenia, w jakich
biorą udział. Nic nadzwyczajnego się nie dzieje. Opowieść Kubusia
skoncentrowana jest głównie na jego podbojach miłosnych. Bieżąco zaś to np.
szukanie noclegu z opieką, gdyż jeden z bohaterów doznał urazu kolana,
posądzenie Kubusia o kradzież, opisy ludzkiego skąpstwa, obłudy czy chciwości i
masa innych. Dygresje dotyczą całego wachlarza problemów, zarówno poważnych,
jak i zabawnych, np. spełnianie wszystkich zachcianek dzieci i co potem z tego może wyniknąć, czy
warto płacić z góry za usługi itp. Najwięcej miejsca zajmują kwestie erotyczne
i mocno antyklerykalne.
Całości słucha się bardzo źle. Nie porwały
mnie ani opisy bieżące, ani wspomnienia Kubusia. Co gorsze, to często niechcący
wyłączałam się podczas słuchania, a zorientowanie się w tym, co wówczas się
działo, czy wydarzenia sprzed lat opowiada Kubuś, czy jest to już opis bieżącej
wędrówki, było bardzo trudne. Robiło to bełkotliwe wrażenie. Cezary Pazura
starał się, aby brzmiało to interesująco, ale obawiam się, że z takim tekstem
trudno było cokolwiek zrobić. Diderot nie był w stanie zainteresować mnie swoją
opowieścią. Rzadko kiedy aż tak źle słuchało mi się audiobooka, z reguły nawet
gdy tekst za bardzo mi nie leżał, słucha się jakby samo. Dojazd do pracy jest
wówczas ciekawszy. Tym razem było
inaczej. Można to porównać jedynie do jazdy z kimś, kto cały czas mówi o czymś,
czego nie da się słuchać.
sobota, 13 maja 2017
Lilian Jackson Braun „Kot, który wąchał klej”
Bez
„Kota, który..” w tym blogu obyć się nie może. Pisałam ostatnio o nim tutaj. „Kot,
który wąchał klej” to tom ósmy serii. Qwill osiedlił się już na dobre w Pickax,
zintegrował się już z mieszkańcami tej miejscowości, ma nawet swoje sympatie. W
tym tomie zostaje jakby postawiona kropka nad przysłowiowym ”i”, bowiem od
czasu zamieszkania we wspomnianym miasteczku, nasz bohater żył jakby jako
darmozjad, tzn. ze spadku po przyszywanej ciotce. Nie czuł się z tym najlepiej.
Wmówił sobie, że chce napisać książkę i przez to też nie angażował się w inną
pracę. W poprzednim tomie zasygnalizowane było, jak bardzo zaangażował się w
powstanie lokalnej gazety. Sprowadził swojego przyjaciela Archa Rickera z drugiego końca kraju, aby mógł on zostać
wydawcą. W tym właśnie tomie Qwill uzmysłowił sobie, że brakuje mu
dziennikarstwa, które kochał i porzucił. Dołączył więc do zespołu redakcji i
podjął się pisania felietonów, których tematyka miała zależeć tylko od niego. Zdecydował,
że chce pisać o ciekawych ludziach, którzy robią ciekawe rzeczy. Wyszukiwać miał
ich koło siebie. Począwszy od tego właśnie tomu, będzie realizował się właśnie
jako felietonista, czy nawet i reportażysta.
środa, 3 maja 2017
Andrzej Sapkowski „Wiedźmin. Ostatnie życzenie” tom 1 - audiobook, czyta zespół aktorów
6)
Jestem zapewne sporym wyjątkiem wśród
czytelników, bo do tej pory nie zetknęłam się jeszcze z Sapkowskim, ani z jego książkami,
ani z filmem, ani z grami. Będzie to więc spojrzenie zupełnie nowe, kogoś, kto
nie fascynuje się literaturą fantasy. Zaczynałam
słuchanie bez żadnego oczekiwania w stosunku do tej książki, ani na „tak”, ani
na „nie.” Zadecydowała tylko osobista chęć sprawdzenia, czy coś, czym fascynuje
się tak wielka grupa osób, jest tego warte.
Świat Wiedźmina zafascynował mnie niemal natychmiast,
mam wrażenie że już po kilku minutach słuchania zaczął szalenie wciągać. Jazda samochodem
mijała niepostrzeżenie. Audiobooków słucham już od dobrych kilku lat i mogę
stwierdzić, że ten tom to naprawdę jest „najwyższa półka”, zarówno pod względem
treści, jak też i wykonania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



