środa, 22 stycznia 2014

Zbigniew Nienacki „Pan Samochodzik i księga strachów” audiobook , czyta Wojciech Malajkat

Pan Samochodzik i Księga strachów - Zbigniew Nienacki
      
       Uwielbiam  raz na jakiś czas wracać do książek dzieciństwa. Chyba jest to pewna forma sentymentalizmu, ale podoba mi się to.  „Pana Samochodzika i księgi strachów” jako dziecko nie czytałam , ale klimat  opowieści o panu Smochodziku znam dobrze, czytałam inne książki Nienackiego, a poza tym kojarzę też filmy, np. Pan Samochodzik  i  templariusze  . Pamiętam dobrze klimat podekscytowania i przygody, gdy za te książki się brałam i gdy oglądałam filmy. Była to prawdziwa przygoda.
       Z tym większą więc ciekawością sięgnęłam po audiobooka. Efekt był również ciekawy. Książka spodobała mi się, a poza tym nawet mnie zaskoczyła. Pan Samochodzik tym razem wraz z podopiecznymi poszukuje pamiętnika niemieckiego oficera z czasów wojny. Historia zaczyna się blisko granicy niemieckiej, w Jasieniu.  Tak bardzo pamiętałam o tym, że słucham książki dla dzieci, że nawet nie przyszło mi do głowy, iż coś może mnie zaskoczyć. Co do zasady, zakończenie było przewidywalne tylko w dość małym stopniu. Wydarzenia okazały się bardziej skomplikowane , niż się spodziewałam. Zaskoczyli mnie główni bohaterowie, bo również nie rozszyfrowałam, kto jest kim. Ta książka może być dobra zabawą  również dla dorosłych, jako luźniejsza rozrywka. Dla mnie szczególnie interesujące były elementy historii Polski, a konkretnie historii, związanej z ziemiami zachodnimi, o których opowiada harcerzom  pan Tomasz, np. o bitwie pod Cedynią .

        Atutem okazał się dla mnie  świetnie odtworzony klimat lat PRL-u, szczególnie dla tych, którzy pamiętają tamten czas. Dla tych co nie pamiętają, pod tym względem może to być lekcja historii pozbawiona dydaktyzmu. Możemy obserwować tamten czas przez pryzmat wakacyjnych wczasowiczów. Nad jeziorem w szczycie sezonu brakuje kajaków, granicy z Niemcami przekroczyć nie można, potrzebny jest paszport i nie tylko. Jeżeli już ktoś ten paszport uzyska, musi ustawić się do kolejki samochodów . Ludzie wypoczywają śpiąc w namiotach,  myją się w jeziorze, a czas spędzają przy ognisku  . Z racji tego, że nie było wówczas głośnych historii z pedofilami w roli głównej, rodzice nie boją się zostawiać dzieci pod opieką pana Tomasza, lub nawet i bez opieki . Nie ma komputerów, ani telefonów komórkowych, telewizji nikt nie ogląda. Żywe są za to różne historie z czasów wojny, a antagonizmy polsko-niemieckie są tak ostre, jak wieki wcześniej, jakiekolwiek zbliżenie z Niemcami wydaje się nie wchodzić w ogóle w rachubę i nikt  nawet   o czymś takim nie myśli i tego nie przewiduje . Za to jest tradycyjny podział ról damsko-męskich, gdy towarzystwo jest z daleka od stołówki , kobiety zajmują się  posiłkami, a mężczyźni wznieceniem ogniska. Nikt również nie przypuszcza, że za 47 lat ( pierwsze wydanie to 1967r. ) nie będzie takie oczywiste to, czy to mężczyźni mają zajmować się posiłkami, czy kobiety. Samochody prowadza tylko mężczyźni, ale jest pewna jaskółka postępującego feminizmu : ciotka Hilda jeździ na motorze. Pan Samochodzik musi ją co prawda pouczać, że motor ma popsuty tłumik itp., ale Hilda nie jest kobietą posłuszną.  Pan  Samochodzik jako bohater pozytywny ma związki z milicją, ale jest to tylko zasygnalizowane,  mi jakoś nie rzucało się w oczy.

    Malajkat jako pan Tomasz wypada całkiem dobrze. Nie jest to może rewelacja, ale nie czułam , słuchając go, żadnego dyskomfortu.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Mikołaj Gogol „Martwe dusze” audiobook , czyta Andrzej Szczepkowski i Piotr Olędzki


                                          Martwe dusze. (Audiobook) - 0


     „Martwe dusze” zawsze był dla mnie  jednym  z najbardziej fascynujących tytułów, mam na myśli sam tytuł sensu stricto, bo treść książki poznałam dopiero teraz . Gdy tylko ten tytuł słyszałam , zastanawiało mnie, co to dokładnie oznacza, czym są te martwe dusze. Potem gdzieś usłyszałam, że bohater książki skupuje martwych chłopów, tzn. staje się ich właścicielem, z papierów zaś wynika, że oni żyją i że wchodzą oni w skład jego majątku.

    Książka mimo tego, że napisano ją 200 lat temu, jest wyjątkowo zabawna i chyba określiłabym ją trochę jako satyrę , a trochę jako powieść psychologiczną. Cziczikow, skupujący tych chłopów,  to oszust  i krętacz. Wyłania się na rosyjskiej prowincji , podlizuje do co bardziej zacnych obywateli i skupuje tych nieżyjących chłopów. I cały czas mamy zagadkę, do czego są mu oni potrzebni. Obraz społeczności  małego miasteczka pokazany jest rewelacyjnie , do tego stopnia, że mogłam spokojnie robić  analogie, że np. wszystko dzieje się w miejscach, gdzie pracujemy, wszędzie są przypadki lizusostwa, próby wejścia do towarzystwa osób, sprawujących funkcje kierownicze, nawet gdyby wśród tych osób były totalne kanalie i idioci. Tak samo było 200 lat temu i pewnie będzie i za 200 lat  a Gogol to opisuje i kpi . Nie trzeba się specjalnie wysilać, aby sobie przypomnieć różne postacie, znane  z mediów, też większych i mniejszych oszustów, które  też w podobny sposób zaskarbiały sobie względy pseudoelit, pokazywani byli w różnych brukowcach jako celebryci, a potem  okazywało się, że są to tylko zwykli przestępcy, którzy byli skazywani przez sądy.

     Gdy przybywa nieznany nikomu Cziczikow wszyscy najpierw są ostrożni, zastanawiają się, kto to, czy jest bogaty, czy nie, czy ma może znajomości gdzieś wyżej. Kiedy okazuje się, że kupuje on chłopów, roznosi się wieść, że jest zamożny, prawdopodobnie z różnymi koneksjami, wszyscy uznają , że warto więc mieć z nim dobre kontakty. Cziczikow do tego bardzo się „szanuje”, zabiega o kontakty tylko z „elitą” miasteczka. Ta „elita” to oczywiście wysoko urodzone osoby, sprawujące różne urzędy i majętne. Wobec  innych Cziczikow przyjmuje ton protekcjonalny, a gdy trzeba,  potrafi nawet krzyknąć i być opryskliwy. A jeżeli nie ma do kogoś interesu, to go w ogóle nie zauważa. Spoufala się więc z tą „elitą”, a „elita” z nim, mało kto z tej „śmietanki towarzyskiej” do pewnego momentu zastanawia się, czy nie jest to aby oszust, który robi ich w balona.  Gdyby trochę wnikliwiej się mu przyjrzeć, oczywiste byłoby, że nie jest to ani człowiek błyskotliwy, ani dobrego charakteru i właściwie nic sobą nie reprezentuje. No ale skoro ma różnego rodzaju koneksje, nikt się nie wgłębia w takie szczegóły, no bo po co. Nie wspomnę już o tym, jak traktuje on ludzi całkowicie zależnych od siebie, np. swojego woźnicę. Szczególnie zabawne jest, gdy w towarzystwie Cziczikow uznany jest za dobrą partię na wydaniu, głównie ze względu „zamożność” i różne panie zaczynają być dla niego szczególnie miłe.

       Momentami Cziczikow przypominał mi trochę naszego Nikodema Dyzmę, szczególnie w ostatnim rozdziale, w którym pokazana jest historia Cziczikowa .  W „Martwych duszach” akcja jest jednak znacznie bardziej ograniczona czasowo, nasz bohater przybywa na prowincję na 2 tygodnie i nie ma ambicji, aby się tam osiedlić i robić karierę. Ma inne plany.  Cziczikow nie zachodzi jednak tak wysoko, jak Dyzma.  Wydarzenie nie są jednak monotonne i w pewnym momencie sytuacja się komplikuje. Wśród miejscowych zaczynają się obawy, czy rzeczywiście nie jest to oszust i Cziczikow podejmuje decyzję, że musi jak najszybciej opuścić miasteczko.  Sytuacje, gdy ta pseudoelita w mgnieniu oka odwraca się od Cziczikowa, są szczególnie komiczne, tym bardziej, że właściwie nic się nie zmieniło , od początku mieli do czynienia z oszustem i gdyby tylko chcieli, mogliby go błyskawicznie przejrzeć.  Wszystko wyjaśnia się w ostatnim rozdziale, czyli kim właściwie jest Cziczikow, po co kupował martwe dusze, dlaczego itp.

    „Martwe dusze” są idealną książką jako audiobook. Słuchanie nie jest meczące, nie trzeba się wysilać, aby się nie pogubić  w wydarzeniach. Wykonanie jest super, nic dodać, nic ująć.

      Jakiś czas temu oglądałam w teatrze „Rewizora” Gogola i byłam i zachwycona i totalnie rozbawiona. Gogol jest naprawdę świetny, w obecnych czasach byłby świetnym satyrykiem, mógłby pewnie z powodzeniem stworzyć  kabaret.
      Najciekawszy rozdział, który szczególnie zasługuje na uwagę, to rozdział ostatni. Narrator podejmuje tutaj bezpośredni dialog z widzem i tłumaczy mu , lekko mrużąc oko, że każdy oburza się patrząc  na zachowanie Cziczikowa, ale warto byłoby trochę zastanowić się nad sobą samym  

środa, 8 stycznia 2014

Marek Hłasko „Piękni, dwudziestoletni”, audiobook , czyta Borys Szyc

Piękni dwudziestoletni - Audiobook (Książka audio MP3) do pobrania w całości w archiwum ZIP


      „Piękni  dwudziestoletni” to książka kultowa, którą , jak to się mówi, „powinno się znać” . Zgadzam się z tym, że powinno się, bo jest dzieło jest fascynujące, tylko,  ja „Pięknych” nie znałam . Owszem, słyszałam o nich  wiele, ale nic poza tym.  Audiobooka odsłuchałam  pod koniec  grudnia podczas wyjazdów świątecznych , ale nie miałam kiedy go opisać, niech  więc będzie tak, że jest to pierwszy mój audiobook Nowego Roku.   Będąc jeszcze w liceum, a może na początku studiów przeczytałam sporo tego, co napisał Hłasko, „Pięknych dwudziestoletnich” z pewnością musiałam ominąć,  niczego podczas słuchania sobie nie przypominałam. Kiedy się przymierzałam do jej słuchania, miałam wrażenie, że spotkam się z legendą, wiele się spodziewałam, na szczęście się nie zawiodłam.

          Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, „Piękni” niesamowicie wciągają. Słuchałam już różnych audiobooków, część z nich odsłuchałam  zanim jeszcze zaczęłam   pisać  tego bloga. Zauważyłam, że  do słuchania w samochodzie najlepsze są powieści, nic innego się do tej pory nie sprawdzało.  Wszystkich innych  pozycji słuchało mi się ciężko,  trudniej było mi się skupić, miałam  też problemy, gdy chciałam czegoś odsłuchać ponownie. Miałam wątpliwość, czy „Piękni dwudziestoletni” jako audiobook do samochodu , są to przecież wspomnienia,  to dobry pomysł, okazuje się, że owszem, jest to wyjątek od zasady – do samochodu tylko powieści. Słuchałam tej książki z większym chyba zainteresowaniem, niż niejednego kryminału, co było  tym bardziej zaskakujące, że w obecnych czasach o wszystkim można mówić, nie ma tzw. białych plam i „Piękni” nie noszą posmaku owocu zakazanego. Tak wiec nie tylko słuchałam tej książki z szalonym zainteresowaniem, ale i nie mogę o niej zapomnieć, plącze mi się po głowie. A na dodatek zmieniła chyba trochę moje podejście do pewnych spraw. I to właśnie chyba nazywa się talent pisarski. 

       łasko pisze tak, jakby opowiadał coś komuś w knajpie, no i jest to fascynujące. Nie ma tam niczego wydumanego,  pisze o tym, co zna , co widział , słyszał i co go interesuje. A widział i słyszał niejedno, wykonywał kilkanaście zawodów, był i pracownikiem fizycznym i dziennikarzem, mieszkał i w lesie i we Wrocławiu i  Warszawie i na emigracji. Był szalenie oczytany. Byłby wyjątkowo ciekawym rozmówcą. „Piękni” nie są  reportażem, nie można więc wymagać  od nich drobiazgowości czy obiektywizmu . Przekaz jest szalenie subiektywny, co trzeba mieć na względzie szczególnie wówczas, gdy Hłasko pisze o różnych ludziach.   Opowieść ułożona jest chronologicznie, zaczyna się od czasu, gdy nasz narrator pracował jako kierowca, potem zaś są wspomnienia z czasów, gdy został korespondentem  „Po prostu”  no i wszystko kończy się na emigracji. Hłasko pisze o sobie i swoich znajomych, w tym o postaciach, które przeszły już do historii, np. o pisarzach tamtego okresu, wtrąca często różne anegdoty. Nie wybiela się przy tym, wspomina o incydencie współpracy z bezpieką, o alkoholizmie. Wszystko to robi na luzie i z poczuciem humoru. Wspomina oczywiście i swoją twórczość. To , o czym dawniej  pisać nie było można, o warunkach życia, o polityce , teraz jest już na tyle znane, że wrażenia już nie robi , a przynajmniej na mnie nie zrobiło . Nie interesowałam się szczególnie Hłaską, nie czytałam jego życiorysu, nie wiem więc, na ile prawda miesza się tu z konfabulacją czy zmyśleniem. Wiem, że efekt robi wrażenie.    

      Każdy oczywiście inaczej odbiera tego typu lekturę i z pewnością każdy na coś innego zwraca uwagę, każdy co innego zapamięta. Mnie utkwiło w pamięci szczególnie zdanie o twórczości Hłaski. Stwierdził on, że nic nie poradzi na to, że  interesował go jeden temat : kobieta, mężczyzna, miłość  i ich klęska. Niby proste, ale cały czas można o tym pisać. Spojrzenie na te sprawy zaprawione jest sporą dawką goryczy, no ale on tak to widział. I chyba miał sporo racji.

    Ciekawe były też jego spostrzeżenia na temat literatury, jego zdaniem jedną z cech, po której można rozróżnić dobra literaturę od złej, jest to, czy w książce jest mowa o pieniądzach. U Dostojewskiego np. bohaterowie cały czas liczą kopiejki, a w literaturze debilnej tylko płacą, a pieniądze biorą nie wiadomo skąd.  Do Dostojewskiego jest znacznie więcej nawiązań, sporo jest mowy o filmach.  Ciekawe są też rozważania o życiu w tamtej Polsce i na Zachodzie. Hłasko zastanawiał się, dlaczego ludzie z  Zachodu  nie interesowali się tym, jak tu jest, a jeżeli już wiedzieli, to  się tym nie przejmowali . Stwierdził, że „doświadczenie jest nieprzekazywalne” .     Z zainteresowaniem słuchałam też fragmentów, gdzie mowa była o „Po prostu”, tez legendzie tamtych czasów. Nie mam pojęcia, jak to pismo wyglądało . Hłasko strasznie zjechał naczelnego tego pisma, niejakiego Lasotę. Podkreślał dobitnie, że naczelny był niesamowitym tchórzem , ćwierćinteligentem i że pismo było tak dobre wyłącznie za sprawą z-cy redaktora naczelnego, redaktor Bratkowskiej.    W internecie znalazłam publikację , w której Lasota ustosunkował się do tych spostrzeżeń Hłaski, chyba dosyć starą, na pewno nie z obecnego okresu. Zrobił to z klasą, stwierdził, że przykro mu z tego powodu, ale że to jest zdanie Hłaski, z którym on się zgadza, a następnie zachwycał się talentem literackim  Hłaski. Jak było naprawdę? Nie mam pojęcia.

     Tym razem nie mogę narzekać na wykonanie audiobooka. Borys Szyc , za którym nie przepadam, jako czytający tą książkę  jest idealny. Czyta z lekką ironią, ale i z dystansem, jak ktoś, kto mówi o czymś, co było dawno, ale co było mu bliskie, nie wpada na szczęście w martyrologiczny ton. Jest oczywiście i mieszanka dystansu i zaangażowania. Wszystko zależy od fragmentu.

 

sobota, 4 stycznia 2014

J.R.R. Tolkien „Listy”


Prószyński i Media   2010
Listy - John Ronald Reuel Tolkien
 

 „Opowieść ma  jak najwyraźniej ilustrować powracający temat : miejsce, jakie w światowej polityce zajmują nieprzewidziane i nieprzewidywalne akty woli oraz piękne czyny osób pozornie małych, wcale nie wielkich, zapomnianych w przedsięwzięciach  Mądrych i Wielkich (tak dobrych , jak i złych). Morał całości (oprócz zasadniczej symboliki Pierścienia jako żądzy czystej władzy  , pragnącej zrealizować się przez siłę fizyczną  i mechanizm, a zatem w sposób nieunikniony przez kłamstwa) jest oczywisty : bez tego, co wysokie i szlachetne , to, co proste  i pospolite, jest całkowicie nędzne; a bez tego, co  proste i zwykł, to, co szlachetne  i heroiczne , nie ma znaczenia.

 
  „Listy” są lektura trudną. Nie czyta się ich łatwo. Zajęło mi to kilka tygodni, łącznie ze świętami.  Niektóre są wręcz nużące, szczególnie  te dotyczące  drobiazgowych  kwestii językowych ,  inne są powtarzalne, np. regularnie pojawiają się fragmenty – narzekania na brak czasu i nadmiar pracy. Bałam się opuścić którykolwiek z listów, zdarzało się nieraz tak, że w liście na kilkanaście stron było jedno szalenie ważne zdanie. Brnęłam wiec przez wszystko. Ale było warto.  Zdecydowanie. Do czasu przeczytania „Listów” o Tolkienie wiedziałam bardzo mało.

„Nie uważam, aby najważniejszym ośrodkiem mojej opowieści  były Władza czy Dominacja.Prawdziwy temat to coś , to coś o wiele trwalszego i trudnego : Śmierć i Nieśmiertelność. 

  Listy obejmują okres niemal całego życia pisarza , a ich wybór polegał na tym, że wybrano głównie te,  które w większym lub mniejszym stopniu dotyczą twórczości literackiej Tolkiena , głównie „Władcy pierścieni”.  Co do samego autora to prowadził dość uregulowane życie, bez szaleństw, żył z żoną i dziećmi, potem z samą żoną, zajmował się pracą dydaktyczną i literacką. Namiętnie palił fajkę, nie przepadał za podróżami i podróżował bardzo  mało, był gorliwym, wierzącym i praktykującym katolikiem. Miał sporo znajomych, ale mało przyjaciół, za to ci wybrani przyjaciele byli niemal na całe życie, szczególnie Clive Staples Lewis, autor arcyciekawych pozycji „Listy starego diabła do młodego”, „Chrześcijaństwo po prostu” , „Opowieści z Narnii” i in.  Tolkien był pedantem, walczył jak lew o swoje książki, o to, aby nie zmieniać ani w wydaniach brytyjskich, ani zagranicznych,  imion , nazw , terminów . W ”Listach” pokazany jest cały warsztat Tolkiena jako pisarza, na początku zaczynał od ogólnej koncepcji, rysował mapy , wymyślał imiona. Potem zaś działo się coś dziwnego. Zdziwił się przykładowo, gdy przeczytał ,skończywszy fragment, że w gospodzie „Pod Rozbrykanym Kucykiem” znalazł się jakiś Obieżyświat.

„Opowieść jakby wyrwała mi się spod kontroli    , sprawiając (na mnie) wrażenie, że jej fragmenty są raczej wyjawiane „poprzez mnie”, niż przeze  mnie. ”

 „Przecież wierzę, ze legendy i mity w dużym stopniu składają się, z prawdy.

 „Uważam, że opowieści służy pozostawienie wielu spraw niewyjaśnionych.

 „Gdy sam przeczytałem książkę..uświadomiłem sobie dominację tematu  Śmierci …… Z pewnością jednak Śmierć nie jest nieprzyjacielem . Powiedziałem lub chciałem powiedzieć, że przesłaniem było straszliwe niebezpieczeństwo  pomylenia prawdziwej  nieśmiertelności  z nieograniczoną długowiecznością. Wolność od Czasu i kurczowe trzymanie się Czasu. To właśnie ów brak rozróżnienia jest dziełem Nieprzyjaciela  i jedną z głównych przyczyn ludzkiej klęski.

„ Opowieść głównie dotyczy Śmierci i Nieśmiertelności  oraz ucieczek od nich :długowieczności i gromadzenia wspomnień.

Długowieczność czy też fałszywa nieśmiertelność  stanowi główną przynętę  Saurona z małych czyni Gollumów, a z wielkich upiory Pierścienia”.

„Większość ludzi w każdej sytuacji czy nagłym wypadku jest nieobliczalna……..Niektóre osoby są lub wydają się bardziej przewidywalne od innych. To zależy jednak bardziej od ich szczęścia, niż charakteru (jako jednostek). Obliczalni ludzie przebywają w stosunkowo stałych warunkach  i trudno jest ich uchwycić  i obserwować w sytuacjach, które są  (dla nich) obce.     

poniedziałek, 16 grudnia 2013

E.T.A. Hoffman „Dziadek do orzechów” - audiobook, czyta Elżbieta Kijowska


Dziadek do orzechów


   Zrobiłam  „eksperyment” ,  tzn. odsłuchałam pełną wersję „Dziadka do orzechów”, mam na myśli bajkę dla dzieci z 1816r. Oglądałam różne wersje baletu „Dziadka do orzechów”, muzykę Czajkowskiego uważam za fascynującą, ale z tego co pamiętam, pierwotnego  tekstu , bajki, nie znałam.   Eksperyment nie za bardzo się powiódł, tekst mnie znudził, może po części to wina wykonania. Wyrosłam już dawno temu z poziomu bajek dla tak małych dzieci, chociaż zdarza mi się czasem , bardzo, ale to bardzo rzadko , czytać książki dla dzieci i nie nudzą mnie. Żałować nie żałuję, bo odsłuchanie zajęło mi zaledwie kilka jazd samochodem do pracy i z powrotem. I teraz już wiem, jak wyglądał tekst sprzed 200 lat i nawet podczas oglądania baletu będę mogła porównać.

   Audiobook jest czytany przez Elżbietę Kijowską dziecinnym , zmanierowanym i nienaturalnym głosem,  zawsze z akcentem na słowa „grzeczne dzieci” czy „grzeczne dziecko”. Nie wydaje mi się, aby dla Hoffmana najważniejszą rzeczą  i ideą napisania tej bajki było nawoływanie, aby dzieci  były grzeczne. Im bardziej fragment tekstu jest dziecinny, tym Kijowska bardziej sztucznie go czyta.  Przez tą manierę dla dorosłego ten audiobook jest mało strawny, a wątpię też, czy dzieciom się podoba. Szkoda, że  brakło  muzyki Czajkowskiego, chociażby w tle.   

sobota, 14 grudnia 2013

Karol Dickens „Opowieść wigilijna” audiobook


 
      „Opowieść”  ma w sobie coś z magii.  Podobała mi się, gdy była dzieckiem i gdy jestem osobą dorosłą. Ona smakuje wigilią i wigilią pachnie,  no i niemal słychać kolędy , gdy się ją czyta. Ma w sobie moc przenoszenia w dawne wigilie.  Jak już pisałam, raz na jakiś czas, czasem co roku, albo raz na kilka lat , w okolicach Bożego Narodzenia do „Opowieści” wracam. Oglądałam kilka jej adaptacji, tym razem pierwszy raz wysłuchałam jej jako audiobooka. I zastanawiam się, co takiego w „Opowieści” jest, że nadal przyciąga. Wiem przecież, co się stanie i mimo to chcę to wiedzieć po raz kolejny.
      Wywoływanie wspomnieć, to na pewno, trudno nie myśleć o swoich dawnych wigiliach, gdy Duch Minionych Wigilii prowadzi Scrooga w świat jego dzieciństwa. Ale z pewnością nie jest to tylko kwestia sentymentów i wspomnień. Próba spojrzenia z Duchem Przyszłych Wigilii na siebie w wigilijną noc za kilka, kilkanaście  czy kilkadziesiąt lat, też wymaga pewnej odwagi. Najpiękniejsze i najbardziej magiczne jest przeistoczenie Scrooga, kiedy to samolubny i egocentryczny skąpiec staje się życzliwym, szczodrym człowiekiem.   Ta przemiana jest wyjątkowo spektakularna. Może właśnie przez to tak tą „Opowieść” lubię?  Może dlatego, że przypomina ona właśnie o tym, że zawsze coś możemy w sobie zmienić? Może to przypomnienie,  wtedy gdy Święta są tuż tuż, w scenerii grudniowej, gdy jest ciemno, lada chwila nastanie Nowy Rok , gdy tak szczególnie widać, ze minął kolejny rok,   ma szczególną moc? Nie wiem, czy to tylko to. Jestem w tej opowieści zakochana od dawna.  Wiem, że „Opowieść” to swoistego rodzaju bajka, uroczo naiwna, ale dla mnie jest bardzo przekonująca. Zerknęłam na strony filmwebu i ku pewnemu zaskoczeniu zobaczyłam, że adaptacji filmowych „Opowieści” była cała masa.  
    Słuchałam audiobooka  Audioteki, tzn. wydanego przez  Audiotekę, aczkolwiek nie jestem pewna, czy „wydanie” to dobre słowo. „Opowieść”, tak jak i wszystkie audiobooki Audioteki , kupuje się przecież jako plik mp3. Czyta go Michał Kula, dla mnie aktor do tej pory nieznany, co było sporym atutem, bo jego głos nie kojarzył mi się z innymi rolami. Czytał porządnie, ale Globiszowi w „Paragrafie 22” nie dorównał. Tak na marginesie, może Globiszowi w czytaniu książek  nie można dorównać?  W „Opowieści” dodane były nawet pewne, minimalne efekty dźwiękowe. Efektów mogłoby być trochę więcej, nie jest to przecież wielki problem, aby nakręcić wiatr czy ogień w kominku, ale i tak dobrze, że te minimalne efekty były.  Nie słyszałam innych wydań „Opowieści” jako audiobooka, nie mogę więc porównać.
     Jest to urocze dzieło, ale dla przeciwwagi polecam też „Morderstwo w Boże Narodzenie” Agaty Christie. W jej wykonaniu Boże Narodzenie jest bardziej realne. Ludzie , którzy się nie zawsze lubią i często się nie widują, zmuszeni są do wspólnego świętowania. Musza udawać, że jest świetnie, kłócić się w święta nie wypada. Napięcie więc rośnie, wzajemne , zaległe od lat pretensje też rosną, nikt nie przechodzi przemiany i zamiast duchów mamy zwykłą rzeczywistość, a konkretnie trupa.  

wtorek, 10 grudnia 2013

Bernard Minier „Krąg”


Krąg - Bernard Minier


Pierwszy raz  przeczytałam francuski kryminał. I bardzo dobrze, że tak się stało. Jest szalenie zaskakujący, zakończenia absolutnie nie byłam w stanie przewidzieć. 

          Martin Servaz, komisarz policji, wyjaśnia zagadkę zabójstwa młodej nauczycielki akademickiej. Zabita została  w okrutny sposób. Wszystko wskazuje na to, że policja ma sprawcę, studenta, Hugona, który został znaleziony na miejscu zbrodni. Komisarzowi przypomina się jednak , że nie tak dawno prowadził sprawę, związaną z zabójstwami , dokonywanymi przez seryjnego zabójcę, Hirtmanna       i zaczyna podejrzewać, że może jednak sprawcą nie jest Hugo, tylko Hirtamann. Do tego momentu jeszcze się tą książką nie zachwyciłam,  myślałam, że zapowiada się na wyjątkowo schematyczną. Ale  zaraz, jak tylko doszłam do takiego wniosku ,wszystko się szalenie zaczęło komplikować i przestało już być takie proste. Okazało się, że prawdopodobnie trzeba brać pod uwagę jeszcze inne osoby. W trakcie mnożących się wątków pojawia się kolejny trup, nie wiadomo za bardzo, kim on jest , kim są sprawcy i jaki jest związek pomiędzy oboma zabójstwami.  

        Na uwagę zasługuje panorama życia francuskiego miasteczka. Wydarzenia  rozgrywają się w dużym stopniu wśród intelektualistów, profesorów, a także  studentów, a właściwie uczniów kursów przygotowawczych. I policjant i seryjny morderca są melomanami, fascynującymi się muzyką Mahlera.  Z racji zawodu osób, podejrzewanych o zabójstwo, mamy sporo intelektualnej zabawy, np. Servaz oczekuje na koniec wykładu jednego z profesorów i słyszy, jak ten zadaje studentom pytanie. Konkretnie profesor  wymienia 3 postacie kobiece z literatury a potem pyta  , co łączy te kobiety.  Poza rdzennymi Francuzami napotykamy także na emigrantów, z Afryki, po traumatycznych przeżyciach z rejsu – ucieczki,  łódką po morzu i możemy zobaczyć, że ich los w Europie wesoły nie jest. Emigranci są jednak małym marginesem powieści.  Jest też trochę francuskiej obyczajowości, typu romans młodej wykładowczyni akademickiej z młodziutkim, dużo młodszym od niej  studentem, polityk, zdradzający śmiertelnie chorą żonę, romans lesbijski jednej z policjantek  , wątki te jednak też nie są głównymi w powieści , odbierałam je jako tworzące klimat.  Wszyscy – starzy i młodzi, są ateistami, Boga wśród naszych bohaterów nie ma. Nie ma nawet wierzących, niepraktykujących. Elementem charakterystycznym, kulinarnym,  jest też wino, pijane przez naszych bohaterów.
   Poza zagadka zabójstwa jest wiele innych pytań. Np. co łączy policjanta i seryjnego zabójcę? nie ulega wątpliwości, że istnieje pewna wieź pomiędzy nimi. Czy Hirtmann to mroczne alter ego bohatera?

     A o czym tak właściwie jest ta książka? Poza oczywiście wątkiem kryminalnym? Według mnie w dużym stopniu o wyobcowaniu , samotności . Młodzi bohaterowie wywodzą w dużym stopniu z rozbitych rodzin, w których nie mają oparcia.  Są ponadprzeciętnie inteligentni, ale wyobcowani ze społeczeństwa .  Tworzą więc między sobą dziwne, patologiczne więzi, a ich charaktery ewoluują w niebezpiecznym kierunku psychopatii . Ze starszym pokoleniem wcale nie jest lepiej.  Złudzenia już się porozwiewały, małżeństwa pięknych, błyskotliwych kobiet rozpadły się i wcale nie były tak udane, na jaki się zapowiadały. Przyjaciele zawiedli, albo lepiej, okazało się , że przyjaciółmi nigdy nie byli. Nie wszystko jest oczywiście stracone i nie na wszystko jest za późno. Okazuję się, że jedynym , cementującym chwilowo więzi międzyludzkie wydarzeniem są mistrzostwa świata w piłce nożnej . Akcja książki rozgrywa się właśnie podczas mistrzostw z 2010r. w RPA. Podczas rozmów o piłce i podczas kibicowania rzeczywiście tworzy się pseudo wieź, a poza tym właściwie jej nie ma.     

   „Krąg” jest kontynuacją innej książki pt. „Bielszy odcień bieli”, której nie znam, ale nie przeszkadzało to absolutnie w lekturze .   

niedziela, 8 grudnia 2013

Najlepsze książki 2013r.

     Grudzień to także czas podsumowań,  a wyjątkowo podsumowania lubię. Może się to wydawać przedwczesne, nie kończę przecież z dniem 8 grudnia czytania książek w tym roku, ale w styczniu wolę snuć plany na Nowy Rok, to dla mnie miesiąc czegoś nowego . Może się oczywiście zdarzyć tak, że teraz już cos posumuję, a parę dni później przeczytam coś genialnego, ale  w takim wypadku te podsumowania można przecież skorygować. Zmiany nie będą wielkie, zbyt wielu arcydzieł przez dwadzieścia kilka dni nie przeczytam.

    Zastanawiałam  się więc nad najważniejszymi książkami, jakie w tym roku przeczytałam, nad takim moim rankingiem. Zrobienie takiego zestawienia jest trudne, zastanawiałam się, czy zrobić jedną listę, czy np. 2, jedną z klasyką , a drugą z nowościami, ale zdecydowałam się na  jedną.  I po namyśle lista ta wygląda tak:

 1.       Wł. Szlengel -  Poeta nieznany Wybór wierszy
 

  Przeczytałam je bardzo krótko po założeniu tego bloga i nawet je tutaj opisałam. Po upływie kilku miesięcy mogę powiedzieć, że wrażenia po lekturze się  nie zatarły i nie zmieniły. Chyba nawet przeciwnie, coraz bardziej jestem zachwycona . Ta książka nie tylko mi się podobała, ale ona w pewien sposób mnie zmieniła. Postawiła pytania o granice mojej empatii , tolerancji czy zaangażowania na rzecz innych.

 2.       E.M. Remarque  - „Droga powrotna”

 

    Też tą z kolei pozycję przeczytałam już po utworzeniu bloga. Utwierdziłam się w przekonaniu, że   Remarque jest  jednym z moich ulubionych pisarzy i też mogę powiedzieć, że ta książka w pewnym stopniu mnie zmieniła. Trauma powojenna żołnierzy, odbijająca się na ich losach i losach ich bliskich , a także  całej społeczności jest  ponadczasowa.  

 3.       J. Bator – „Ciemno, prawie noc”

 

      Tą książkę przeczytałam na początku roku, a potem dzielnie jej kibicowałam , gdy kandydowała do NIKE. Zauroczyła mnie totalnie. Do czasu przeczytania tej książki sporadycznie sięgałam po polską literaturę współczesną, wszystkie nowości w tym zakresie traktowałam już po samym opisie jako szmiry. W tym przypadku moje zaskoczenie było totalne. Od czasu tej właśnie pozycji zmieniłam nastawienie do literatury współczesnej.

 4.       B. Akunin „Świat jest teatrem”


   Niby to „tylko” kryminał retro, ale uroczy. Jeden z najlepszych kryminałów, jakie czytałam , ciekawy, zabawny, ze sporą dawką psychologii, ale  w lekkiej postaci, bez drastyczności i rywalizacji w anomaliach psychicznych bohaterów . Jest to coś absolutnie innego, niż mroczne kryminały skandynawskie. Te kryminały, które przeczytałam później,  porównywałam właśnie do „Świat jest teatrem”. To kryminał idealny.

 5.       I. McEwan „Na plaży Chesil”

   Mam świadomość wszystkich wad tej książki, na początku było trochę nudnawo. Ale nie mogę zapomnieć historii dwojga młodych ludzi, zakochanych w sobie, którzy nie byli w stanie po pierwszym nieporozumieniu się porozumieć i pogodzić. Chora duma doprowadziła do tego, że zmarnowali szansę na szczęśliwe życie.  Podczas czytania i później już przypominały mi się różne znajome pary, zmarnowane miłości,  przyjaźnie z powodu właśnie braku normalnej, szczerej rozmowy. Wiem, ze nie jest to szczególnie odkrywcze, ale właśnie „Na plaży Chesil” szczególnie do mnie przemówiło .

6.       A. Libera „Niech się panu darzy”

 
     Najpiękniejsze opowiadania, jakie czytałam w tym roku, głębokie, dojrzałe z odrobiną metafizyki, dużo lepsze, niż opowiadania Alice Munro.

 7.       J. Haller „Paragraf 22”

Chociaż ta absolutny już klasyk, przeczytałam go dopiero teraz i zachwyciłam się tą książką. Wojna wszystkim kojarzy się m. in. z bohaterstwem. Haller pokazał inne, prześmiewcze oblicze ludzkich postaw w takich sytuacjach, ukazał odwagę  i tchórzostwo , kombinatorstwo , brak logiki w działaniach wojska, tępotę dowódców . Pokazał to , co z pewnością ma miejsce, ale nie zawsze się o tym mówi.

 8.       J. Austen „Emma”
Emma - Jane Austen

To wspaniałe, psychologiczne obserwacje ludzkich charakterów w zwykłych czasach, co prawda sprzed 200 lat, ale stale aktualne.

 9.       E. Cherezińska „Korona śniegu i krwi”

 Korona śniegu i krwi - Elżbieta Cherezińska

Ktoś w końcu sięgnął do naszej historii , tej mniej znanej i opisał ją tak bardzo zajmująco.

 10.   W. Radziwinowicz „Gogol w czasach googla”

 Gogol w czasach Google'a - Wacław Radziwinowicz

Rosja i Rosjanie po tej książce stali się dla mnie bardziej zrozumiali. 

      Generalnie to był dobry rok dla książek. Sporo dało mi, że zaczęłam pisać tego bloga. Czytam wnikliwiej i co najważniejsze, nie zapominam swoich refleksji.  Poza tym odkryłam kilku pisarzy. Jane Austen znałam już dawno, kilkanaście lat temu przeczytałam  jedną z jej książek i byłam wtedy  zdegustowana. Skojarzyło mi się to wtedy ze zwykłym romansidłem, dopiero teraz odkryłam tą ponadczasową  głębię. W tym roku odsłuchałam 2  audiobooki  Jane Austen, ale w 2014r. przeczytam więcej , zakupiłam nawet „Rozważną i romantyczną”. W tym roku po raz pierwszy sięgnęłam po Mc Ewana , widziałam nawet kilka lat temu w kinie „Pokutę”, ale tak jakoś wyszło, że autorem się nie zainteresowałam. Dopiero po lekturze „Na plaży Chesil ” moje zainteresowanie autorem wzrosło, kupiłam już audioboka z „Pokutą” i nie wykluczam, że zgłębię jego twórczość.  A z kolei po zapoznaniu się ze „Świat jest teatrem” powracam do Borysa Akunina. Też kilkanaście lat przeczytałam jedną z jego książek   i potem o nim zapomniałam. Po tej lekturze z mniejszą chęcią sięgam po kryminały skandynawskie, zaczęłam bardziej interesować się innymi autorami, niż dotąd. Chyba trochę za bardzo uległam modzie na kryminały skandynawskie,  tracąc na tym to, że  nie czytywałam wiele innych, ciekawszych.

     Jestem trochę zaskoczona, że czołowe miejsca zajęły przygnębiające. Już kiedyś zwróciłam uwagę na to, że sporo takich czytam. Chciałabym, aby powstała dobra , optymistyczna książka, ale takich nie jest dużo.  

czwartek, 5 grudnia 2013

„Narrenturn” Andrzej Sapkowski - audiobook



      Ciekawy temat, super realizacja, tyle tylko , że książka jest napisana tak dziecinnie, że  nadaje się dla dzieci lub młodszej młodzieży.  Po audiobooku „Niezwyciężony” Lema tak bardzo napaliłam się na audiobooki  starannie nagrane, z dużą ilością aktorów , z muzyką, że bez szczególnego namysłu, zakupiłam „Narrenturn”, ostatecznie przecież audiobooków zrealizowanych w ten sposób cały czas jest bardzo mało.

   Mam wyjątkowo mieszane uczucia. Niestety, najbardziej męczyła mnie  dziecinność. Przypomniałam sobie „Królów przeklętych” M. Druona, których pochłaniałam i którzy pisani byli z różnego punktu widzenia, króla, możnowładcy, lichwiarza, biednego szlachcica itp.

     „Narrenturn” ma niestety jednego głównego bohatera Reinmara z Bielawy. Historia zaczyna się w 1425r.  na Śląsku , od tego, że Reinamar  ma romans z Adelą, żoną jednego z bogatych szlachciców – von Stercza. Historia rozpoczyna się i biegnie dalej wyjątkowo schematycznie, Reinmar został przyłapany in flagranti z Adelą  przez braci Adeli, poprzysięgli mu oni zemstę i zaczęli go ścigać. Jeden ze ścigających podczas pościgu, na skutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, zginął. Ten moment to tylko początek kłopotów Rainmara. W miarę postępowania akcji pakuje się on w coraz większe kłopoty.   Z jednej strony Reinmar jest wykształconym człowiekiem, lekarzem, bardzo światłym , ale z drugiej zachowuje się tak przeraźliwie głupio, że trudno uwierzyć. Przez znaczną część książki Reinmar dąży do spotkania z Adelą, wiedząc że może zostać złapany przez jej  braci, ale „bardzo ją kocha”. Jedzie więc do Adeli w towarzystwie różnych kompanów i przeżywa stale różne przygody, głównie polega na tym, że ściga co cała masa ludzi i to nie tylko za wydarzenia, związane z rodziną von Stercza. Reinmarowi zostało np. przypisane zabójstwo, którego nie popełnił. Zainteresowała się nim inkwizycja itd. itp.

     Trochę przypominało mi to wszystko filmy z pościgami, tylko tutaj  wydarzenia  rozgrywają się w średniowiecznej scenerii.   Dla mnie było to przeraźliwie nudne, nie mogłam wprost doczekać się końca, a audiobook ma ok. 20 godzin.  Reinmar stale ucieka, lekceważy różne dobre rady życzliwych mu ludzi , co jakiś czas dochodzi mu nowy kłopot  i  tak w kółko.  Stałym elementem książki są bójki, biją się wszyscy ze wszystkimi , nie zawsze wiadomo, z jakiego powodu.  Myślę,  że jest to idealna książka dla gimnazjalistów, ale nie wyżej.

     Nieliczne plusy tego dzieła to odzwierciedlony klimat tamtych czasów , np. wszechobecny strach przed inkwizycją, każdy się jej boi, sporo osób za to jej donosi. Inkwizycja przedstawiona jest mniej więcej na wzór Służby Bezpieczeństwa , z rozległą siatką agentów . Powszechna jest oczywiście wiara w czary i lęk przed czarownikami. W trakcie jazdy po wsiach i miasteczkach napotkać można na turnieje rycerskie.  Wszystko to nie jest zbyt odkrywcze niestety. Najciekawsze jest chyba jednak to , że możemy przyjrzeć się z bliska wojnom husyckim, nazywanym w średniowieczu krucjatami p-ko niewiernym. O krucjatach słyszał chyba każdy, ale o krucjatach na terenie Czech nie słyszałam . I jest to rzeczywiście coś nowego, czego się dowiedziałam.

        Realizacja audiobooka jest świetna, masa aktorów, efekty dźwiękowe, ale to trochę za mało, skoro sama treść nie była w stanie mnie wciągnąć.  

   Kolejny raz już przekonałam się, że za mało starannie dobieram lektury. Ten blog uzmysławia mi to szczególnie wyraźnie. Tych nietrafionych książek jest za dużo. Nie mam nawet serca, aby o nich dłużej pisać. Nie mogę powiedzieć, że „Narrenturn” to zła książka , to książka dla innego , młodziutkiego czytelnika.   

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Grudzień


        Grudzień jest wyjątkowym miesiącem. Długie wieczory ,  zbliżające się Święta i Nowy Rok  mają w sobie coś magicznego i nastrajającego do czytania .  Ale jest to w moim przypadku czytanie  inne niż zazwyczaj, z domieszką czegoś magicznego.  

      Zaczęło się od rozmowy z moim kolegą, ojcem trójki dzieci, który powiedział mi, że sam  jako dziecko uwielbiał „Dzieci z Bulerbyn”.  Tak bardzo książka ta mu się podobała, że od dobrych kilku lat, czyta ją sobie co roku i to przed Bożym Narodzeniem. Najpierw czytał ją dzieciom, a gdy one nauczyły się czytać, czyta ją właśnie sobie. Ja już tego nie pamiętam, ale Marek mówił mi, że cały czas uważa za szczególnie urocze opisy przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia i że to głównie z tego względu stale do tej książki wraca.  Wydało mi się to w pierwszym momencie trochę zabawne, ale bardzo krótko, bo szybko uświadomiłam sobie, że też mam swoje ulubione lektury właśnie w tym okresie czasu .

      Jestem maniaczką „Opowieści wigilijnej”   Dickensa, jest to miłość od pierwszego wejrzenia, od kiedy tylko pierwszy raz przeczytałam tą książkę, czasem co roku, czasem co 2, 3 lata w okolicach Bożego Narodzenia albo ją czytam, albo oglądam film. Określenie powieść jest w tym przypadku trochę na wyrost, to przecież takie długie opowiadanie.  W tym roku zakupiłam „Opowieść wigilijną” jako plik mp3 i w najbliższym czasie zamierzam ją odsłuchać . Ale „Opowieść” i to, dlaczego tak bardzo mi się podoba, zasługuje na odrębnego posta.
Opowieść wigilijna - Charles Dickens

  Inną moją miłością świąteczno – grudniową jest    „Dziadek do orzechów”, kocham tą muzykę i kocham ten balet, bez względu na wykonawców. Mam kilka spektakli „Dziadka” – baletu na dvd. W tym przypadku również ostatnio zobaczyłam, że na stronach audioteki dostępny jest „Dziadek” tzn. tekst E. Hoffmanna jako plik mp3 i też go zakupiłam. Też napiszę o nim oddzielnie.
http://www.youtube.com/watch?v=DCL5uCuHKBU
     Poza tymi pozycjami czytam oczywiście   i inne rzeczy, długie wieczory szczególnie nastrajają mnie do czytania, ale „Opowieść” i „Dziadek” są wyjątkowe i nie za bardzo wyobrażam sobie, abym zajmowała się nimi kiedy indziej, niż właśnie w grudniu.   Może z biegiem czasu napotkam na   jeszcze coś innego i włączę kolejną pozycję do grudniowego czytania  , ale na razie niczego takiego nie widzę. Po opowieści Marka pomyślałam nawet, aby kiedyś sięgnąć po „Dzieci z Bulerbyn”  i być może kiedyś tak zrobię, teraz jestem zafascynowana nowymi plikami mp3 z „Opowieścią” i z „Dziadkiem”. Dziadek do orzechów i Król Myszy - Ernst Theodor Amadeus Hoffmann

    Z Bożym Narodzeniem kojarzą mi się też nieodmiennie filmy, a  w jednym z nich obłędny widok księgarni na Manhattanie , przepięknie  udekorowanej na Boże Narodzenie. Piszę oczywiście o „Masz wiadomość”, w tym filmie Kathleen odziedziczyła piękną, mała księgarnię, której byt został zagrożony przez sąsiedztwo księgarni – giganta . Cała historia z filmu jest oczywiście szalenie ciekawa, mamy romans z internetu z happy endem   , a w tle duża i mała księgarnia. Pomimo, że kupuję książki głównie przez internet, jeżeli zobaczyłabym właśnie taką księgarnię, z pewnością kupowałabym właśnie tam, nawet dopłacając. I tam kupowałabym prezenty na Boże Narodzenie. Czytałam , że wnętrza księgarni z filmu wzorowane były na autentycznej księgarni.

   I kolejna książka i film , „Rebeka”, która też nieodmiennie kojarzy mi się z atmosferą Świąt. Dawno temu, gdy byłam dzieckiem,  wszyscy w domu w jedną w wigilii oglądaliśmy „Rebekę” .  O tym, że była to „Rebeka” Hitchcocka dowiedziałam Judith Anderson i Joan Fontaine w scenie z filmusię znacznie później.
    Wywarła na mnie tak wielkie wrażenie, że kilka scen pamiętam z perspektywy dziecka do dziś. Jest to historia młodej, biednej  dziewczyny, która wyszła za mąż za szalenie bogatego wdowca. Gdy z nim zamieszkała dowiedziała się, że jest on najprawdopodobniej cały czas zakochany w swojej pierwszej żonie, Rebece, która zmarła w niejasnych okolicznościach . Brzmi to banalnie, wiem, ale jest   to niesamowita historia, pełna różnych zwrotów akcji. Rebeka nie pojawia się w filmie ani razu, ale i tak jest niemal główną bohaterką. Oglądałam potem film kilka razy i za każdym razem, gdy go oglądam ,  uważam go za arcydzieło. Niektóre ze scen były obłędne, np. ostatnia z pożarem domu, albo gdy główna bohaterka nieświadomie przebrała się na  bal maskowy w strój Rebeki. Oczywiste jest, że sięgnęłam po książkę.
Rebeka - Daphne du Maurier
Pierwszego zdania nie da się zapomnieć : „Śniło mi się tej nocy, że znowu byłam w Manderley”. Książka Daphne de Maurier arcydziełem nie jest, ale czyta się ją lekko i ni jest zła , chociaż porównania z filmem nie wytrzymuje . W literaturze fascynujące jest właśnie to, że nawet na podstawie średnich książek można nakręcić coś wielkiego. I wystarczy, że w książce jest chociaż jedna rozmowa, czy opis, który potrafi zainspirować i właśnie dla nich niekiedy warto tą pozycję przeczytać.  Dobrze, że Hitchcock czytywał nie tylko wielkie dzieła… A „Rebeki” nie potrafię oglądać, nie wracając pamięcią do tamtej wigilii, gdy widziałam ją po raz pierwszy.

środa, 27 listopada 2013

Isabelle Smadja „Władca pierścieni albo kuszenie zła”


Tolkien in the 1940s
         Jako fanka „Władcy pierścieni” kupiłam kiedyś  „Władcę  pierścieni albo kuszenie zła”, swoim zwyczajem położyłam książkę na półce. No i nadszedł właśnie na nią czas.  Kupując ja spodziewałam się ciekawego spojrzenia na „Władcę pierścieni” i liczyłam na to, że może dowiem się o czymś, na co do tej pory nie zwróciłam uwagi . Niestety, książka jest kolejnym rozczarowaniem i to totalnym.  Miałam wrażenie, że autorka, mimo bogatej bibliografii i licznych przypisów,  nie ma zielonego pojęcia o czym pisze. 
    Smadja sporo pisze o symbolach, mitach, odwołuje się do różnych innych dzieł literackich i do różnych prądów filozoficznych. Ale konkluzje, do jakich dochodzi w wyniku tych analiz, są porażająco idiotyczne.  Nie będę ich porządkować, napiszę w kolejności takiej, jaka zapamiętałam, czyli od najbardziej  idiotycznych pomysłów. „Tolkien zafascynowany jest destrukcją  , śmiercią i podbojem”, a jego dzieło „uprawomacnia to zafascynowanie” . „Władca” jest pochwałą nierówności społecznych, rasizmu i homoseksualizmu. Autor zaś występuje przeciwko równouprawnieniu płci i przeciwko postępowi.    Golum to nie morderca, który zabił z chciwości, tylko symbol człowieka ludu, który jest ciemiężony przez inne warstwy społeczne itd. itp.  Autorka porównuje przy tym „Władcę” z innymi wielkimi dziełami  , np. „Odyseją”, z mitami in. Wszystkie porównania wypadają oczywiście na niekorzyść „Władcy” .  Autorka nie ma pojęcia o podstawach chrześcijaństwa, nie widzi żadnych analogii.

      Nie podobało mi się w tej książce nic i nawet szkoda mi czasu na to, aby polemizować z jej tezami. Usiłowałam znaleźć autorkę w googlach i zorientować się, kto to jest. W wydaniu Bellony z 2004r. nie ma o niej zbyt wiele , tyle tylko, że to "francuska autorka młodego pokolenia" , "doktor estetyki i filozofii".  Znalazłam w goglach co nieco , ale trudno było ustalić, czy informacje dotyczą właśnie tej autorki.  Z pewnością książka po raz pierwszy została wydana w j. francuskim. Może to zazdrość Francuzów , że Tolkien był Anglikiem?

      Ostatnimi czasy modne zrobiły się różne idiotyczne interpretacje różnych dzieł. Są one pisane w podobny deseń. Czytałam jakiś czas temu o interpretacji „Kamieni na szaniec” w wykonaniu nieznanej mi kobiety.  Z tego co zapamiętałam, to chyba miała jakiś tytuł naukowy. Doszła do wniosku , że „Kamienie na szaniec” to książka o homoseksualistach .  Coś takiego jak przyjaźń pomiędzy osobami tej samej płci nie istnieje, a jeżeli ktoś robi wobec innej osoby coś szlachetnego, to może wynikać wyłącznie z faktu, że chce się z tym kimś przespać.  To są już opary absurdu.

   Gdy odnalazłam tą książkę na półce, nie byłam pewna, dlaczego nie zaczęłam jej czytać od razu. Teraz zaś w trakcie lektury zauważyłam oznaki, że te parę lat temu, zaczęłam jednak ją czytać, na początkowych stronach postawiałam pytajniki i podkreślałam różne dziwne rzeczy. I najwyraźniej nie miałam ochoty na  czytanie do końca. Teraz się zawzięłam i dotrwałam do końca, książka gruba nie jest, tyle tylko, że czytać jej nie było warto.

   Zabiorę się w najbliższym czasie za „Listy Tolkiena”, które czekają na swoją kolejkę. Chciałam być bliżej bohaterów „Władcy” , ale się nie udało. Dzięki „Listom” na pewno się uda.