piątek, 16 stycznia 2026

Sławomir Gortych "Schronisko które zostało zapomniane"

 

        Rzadko kiedy podoba mi się to, co większości osób, w przypadku Gortycha jest odwrotnie, jest on swoistego rodzaju fenomenem. W konkursach na najlepsze książki, organizowane przez różne gremia, tak jakby nie istniał. Za to wygrywa te konkursy, w których głosują czytelnicy. Pisze, o czym już wspominałam przy okazji wcześniejszych jego książek, szalenie wciągająco. Cały czas trzyma poziom, a jego powieści są coraz lepsze. No i niezmiennie zaraża fascynacją Karkonoszami. Za każdym razem wynajduje jakieś frapujące wydarzenie historyczne, które rozegrało się w okolicach Karpacza czy Szklarskiej Poręby, opisuje je i jednocześnie konstruuje wątek współczesny, kryminalny, a wątki te przeplatają się. W tle musi być tytułowe schronisko.

        Owszem, są minusy, ale nie mają one większego znaczenia. Styl pisania Gortycha nie dorównuje oczywiście tuzom literatury, w ogóle nie można tego porównywać. Nie ma tutaj głębi psychologicznej. Ale jest to rozrywka na naprawdę świetnym poziomie + dawka nieznanej na ogół historii + dawka wiedzy o Karkonoszach.

        Tym razem Gortych opisuje nie tylko schronisko pod Łabskim Szczytem, które istniało zaledwie rok, ale i inny fascynujący budynek, ekskluzywny hotel Sanssouci, w PRL funkcjonował pod inną nazwą, teraz jest remontowany pod pierwotnym szyldem. Ponieważ przed wojną opisywane ziemie należały do Niemiec, w czasie wojny Niemcy urządzili w tym hotelu ambasadę Japonii. W Berlinie było niebezpiecznie, bo trwały naloty, a Japonia była strategicznym sojusznikiem Niemiec. Ambasador Japonii występuje w książce, są cytowane jego autentyczne depesze. W hotelu odbyła się też potężna, międzynarodowa konferencja na temat propagandy antyżydowskiej, co również jest opisane. Możemy też zobaczyć polskich robotników przymusowych, pracujących w hotelu. A co do zbrodni, będącej osnową powieści, to grubo po wojnie w hotelu znaleziono zwłoki.

9/10 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz