czwartek, 12 października 2023

Magdalena Knedler „Pani labiryntu”

 


Knedler zaprezentowała nowe spojrzenie na mit o Ariadnie, dzięki której Tezeusz wydostał się ze śmiertelnego labiryntu. Powroty do mitów i odnajdowanie w nich treści inspirujących i aktualnych bez względu na czas i miejsce, są świetnym pomysłem. Od zarania dziejów ludzie borykają się przecież tymi samymi problemami. W mitach są też archetypy wielu ludzkich charakterów.

      Najciekawsze w książce są opisy tego, co działo się z człowiekiem w labiryncie. U Knedler, tak jak i w micie, labirynt może być śmiertelną pułapką.  Ale tutaj trudność nie polega na stopniu skomplikowania labiryntu. Labirynt z powieści to miejsce, gdzie człowiek spotyka się ze swoimi najstraszniejszymi lękami. To miejsce, gdzie widzi wyraźnie zło, które kiedyś uczynił. To miejsce, gdzie spotyka to, co wyparł z pamięci i do czego nie chce wracać i to, co wydawało się, że już zapomniał. To miejsce, gdzie przypomina sobie najstraszniejsze obrazy ze swojego życia. Tam znowu widzi swoje zachowania, których się wstydzi sam przed sobą. Tam spotyka wszystkie swoje traumy i wszystkie lęki, widzi również różne możliwe, w tym najczarniejsze, scenariusze swojego przyszłego życia. Widzi koszmary, które  przeżywają i przeżywali inni ludzie, a wobec których był obojętny. I od tego wszystkiego można postradać zmysły i nie wyjść z labiryntu. 

        Knedler tchnęła nowe życie w mitologiczne postacie. Często można postrzegać kogoś przez pryzmat jednej „łatki”, np. że „x” to matka kilkorga dzieci, „y” to zdradzający żonę mąż, „z” to bogaty zmanierowany człowiek, itp. itd. Pisarka sięgnęła głębiej i pokazała, że np. Dedal to nie tylko genialny wynalazca i ojciec  który przeżył tragedię. Pokazała go jako mężczyznę z lękami i marzeniami. Podobnie i inne postacie, pisarka spojrzała na nie z zupełnie innej strony, stały się one dzięki temu ciekawsze i mające z nami wiele wspólnego. 

    Irytowała mnie natomiast pewna idealizacja Ariadny. Widać też zupełne niezrozumienie autorki dla takich ludzkich postaw, które nie są standardowe. Opisując np. Tezeusza, podkreślała z wyraźną przyganą, że nie chce i nie potrafi prowadzić osiadłego trybu życia, myśleć o domu i dzieciach itp. Nie potrafiła pojąć, że Tezeusz miał predyspozycje do czegoś innego i że nigdy nie byłby szczęśliwy, prowadząc inny tryb życia. Psychologia w jej wykonaniu bez cienia wątpliwości wychodzi poza prosty standard i powierzchowność, ale o większej głębi nie ma mowy.

7/10  


niedziela, 8 października 2023

Katarzyna Miller, Joanna Oleszyk "Kasia na kryzys. Jak wyjść na prostą z życiowych zakrętów"

 

Z wszystkich psychologów i psychoterapeutów, produkujących się w różnych mediach, Kasia Miller najbardziej do mnie przemawia. Jest szalenie pogodna, pisze jasno, zrozumiale, nie zajmuje się teoretyzowaniem, a co najważniejsze ma świadomość, że każdy człowiek jest inny, nie ma jednej recepty na szczęście i spełnienie. Zachęca do działania i do wiary w własne siły.  Jest mocno puszysta i nie zamierza się odchudzać, dobrze się czuje w swoim ciele. Inny przykład - nie ma dzieci i otwarcie głosi, że nie każdy ma powołanie do bycia rodzicem. Książka to rozmowa redaktor naczelnej Zwierciadła Joanny Oleszyk z terapeutką. 

    W tej książce każdy znajdzie coś dla siebie. Tytuł może błędnie sugerować, że to pozycja dla kogoś, kto przeżywa traumę lub ma jakieś bardzo poważne problemy. Niekoniecznie, każdy rozdział to inny temat, każdy dotyczy nieco innej sytuacji życiowej, jest tu mowa np. o wypaleniu zawodowym, o konieczności zmian,  umiejętności godzenia się z różnymi niezależnymi od nas zmianami, o ryzyku, o dojrzałości. Są liczne nawiązania do książek i filmów, jest rozdział poświęcony baśniom i temu, jak wiele wspólnego mają z rzeczywistością w każdych czasach. Spośród książek wartych uwagi wymieniona jest m. in. moja ulubiona seria Lee Childa z Reacherem w roli głównej, o której wiele razy pisałam. Zamiłowanie do Jacka Reachera nie wynika z walorów artystycznych serii, ale z pogody ducha, wytrwałości i odwagi bohatera. Kasia podaje wiele przykładów z psychoterapii. "Kasię na kryzys" czyta się bardzo dobrze. Wszystkie te wywody nie są jakoś szczególnie nowatorskie, ale są usystematyzowane, na niektóre konkluzje ktoś mógł nigdy nie wpaćć, ktoś inny sobie je tylko przypomni. 

      Z pewnością mało kto zgodzi się z każdym stanowiskiem psychoterapeutki, parę jej myśli odebrałam jako wręcz niedorzeczne. Raziło mnie też, gdy opowiadała ona, jak doradzała pacjentkom, jak powinny postąpić w konkretnej sytuacji. Powinna im pomóc zrozumieć sytuację, a nie mówić, co mają zrobić. Ogólnie jednak książkę mimo tych mankamentów, oceniam zdecydowanie pozytywnie. 

    Przykładowo omawiając wiele sytuacji życiowych, akcentowana jest potrzeba zmiany, nie dotyczy to jednak tylko zmian drastycznych, typu przeprowadzka do innego miasta, czy zmiana pracy. Chodzi o to, że wejście w wieloletnią rutynę prowadzi często do marazmu, a gdy się to przedłuża, do wypalenia, a nawet niekiedy i do depresji. Ludzie stają się coraz mniej elastyczni w swoich zachowaniach, nie biorą już pod uwagę jakichkolwiek odchyleń od schematu, np. chodzą czy jeżdżą do pracy tą samą drogą, tryb życia każdego dnia jest jednakowy, na wakacje jeżdżą w to samo miejsce, spotykają tylko z tymi samymi osobami. Nie mają nawet świadomości, jak wiele rzeczy im umyka, nie zaprzyjaźniają się z kimś nowym itp. Otwierając się na nawet drobne zmiany nie tylko poprawia się samopoczucie, ale oddala się widmo wypalenia. 

   Warto też mieć cele życiowe, a nie tylko egzystować. I powinny to być cele własne, a nie np. cele związane z  dziećmi czy innymi osobami. Tutaj można sobie przypomnieć film "Choć goni nas czas", gdzie zaawansowani wiekiem bohaterowie sporządzają listę rzeczy, które chcieliby zrobić przed śmiercią. Problemem jest też tchórzliwość, ludzie chcieliby zrobić wiele rzeczy, ale się boją. "Za mało ryzykujemy, a tylko ryzykując, trenuje się pewność siebie i ufność we własne siły". Kasia także nawołuje, aby doceniać zalety wieku dojrzałego, a nie tylko młodości. "Ktoś dojrzały jest bardziej samoświadomy, bardziej dla siebie dyspozycyjny, wie, czego chce i zwykle ma już na to fundusze". Zachęca do działania i do porzucenia lęku przed zrobieniem błędu w różnych sytuacjach. Oczywiście ma świadomość, że podejmując określone decyzje, możemy popełnić błąd. Ale nie powinno to nas powstrzymywać "Jeśli ci się to nie spodoba, zmienisz to". 

     Ciekawym rozdziałem jest ten o baśniach, Kasia jest nawet autorką książki na ten temat. Interpretacja jest mocno nowatorska. "Sinobrody" to baśń o mrocznych stronach każdego człowieka i prawie do tajemnic. W baśniach często postać ojca jest niewidoczna, a występuje zła macocha. To symbol oddania władzy nad domem matce, a macocha z kolei to postać, stawiająca rozkapryszonemu dziecku wymagania. "Calineczka" opowiada m. in. o tym, że nie powinno się szukać życiowego partnera z zupełnie innego świata, z uwagi na brak kompatybilności, raczej małe są szanse, że coś z tgo wyjdzie. 
8/10

wtorek, 3 października 2023

Alek Rogoziński „Po trupach do celu”


             Książka niesamowicie wciąga i czyta się ją niebywale lekko, trudno jest się od niej oderwać. Są też niespodziewane zwroty akcji i zaskakujące wydarzenia, końcówki nie przewidziałam poprawnie. Ale na tym atuty powieści się kończą. Nie ma tam żadnej głębi, o opisywanym środowisku filmowców i aktorów niczego nowego nie można się dowiedzieć, o psychologii w ogóle nie ma mowy. Warszawa jest jedynie w tle, o mieście też niczego frapującego nie da się znaleźć. Prawie wszyscy ludzie, występujący w powieści są zdegenerowani, nieuczciwi, chciwi, fałszywi itp., obcowanie z nimi jest mało przyjemne, nawet nieco obciążające. A. Rogoziński jest reklamowany jako twórca komedii kryminalnych, ale książka mnie jakoś nie rozśmieszyła. Język w jakim została napisana jest strasznie prosty. To jest po prostu lektura dla kogoś, kto jest strasznie zmęczony i nie ma siły na jakiekolwiek intelektualne wyzwania. Oderwanie od rzeczywistości i własnych spraw jest zagwarantowane. 

       Komedia kryminalna wielu osobom kojarzy się z Joanną Chmielewską, mnie też. W przypadku jej książek, główna bohaterka, alter ego pisarki, zawsze jest zabawna, wyluzowana, inteligentna, wytrwała itp. przyjemnie się o niej czyta. Większość postaci z książek Chmielewskiej to zwykli ludzie, jedni lepsi, drudzy gorsi. I Chmielewska mnie śmieszy, ale to już kwestia indywidualna. 

3/10    


sobota, 30 września 2023

Robert Harris „Pompeje”

 

              Przed lekturą liczyłam na akcję wciągającą tak, aby można było się oderwać od rzeczywistości, nadzieje okazały się płonne. Wydarzenia wciągają średnio, zdecydowanie ciekawiej jest, gdy wulkan już wybucha. Psychologii nie ma żadnej, charaktery bohaterów są czarno – białe. Wyraźny jest schematyzm, ciąg dalszy pewnych wątków jest dość prosty do przewidzenia. Od momentu gdy nasz główny bohater poznał piękną Korelię, przeznaczoną innemu mężczyźnie, w tym zakresie wszystko można było przewidzieć. 

         Oryginalnym natomiast elementem było uczynienie jako bohatera inżyniera, specjalisty od akweduktów i wody. Harris wyraźnie akcentował, że bez mocno rozwiniętej inżynierii rozwój Rzymu, w tym nawet i ekspansja terytorialna, nie byłyby możliwe. Nie przypominam sobie, aby u nas były jakieś znaczące książki  z bohaterami, inżynierami, w lekturach szkolnych chyba na zawsze pozostaną postacie, walczące o niepodległość z bronią w ręce. U Harrisa mamy człowieka czynu, który działa, zamiast wiecznie roztrząsać swój stan ducha. Na samym początku książki Atiliusz stanął przed zadaniem naprawy nieustalonej awarii akweduktu, gdyby nie poradził sobie z tym problemem, ludzie w wielu miejscowościach zostaliby bez wody. 

     Najciekawsze jest jednak wszystko, co ma związek z Wezuwiuszem. Akcja rozgrywa się w ciągu trzech kolejnych dni, ostatniego dnia następuje erupcja. W tym zakresie R. Harris zrobił research, bo przypominał mi się mini serial dokumentalny z kanału National Geographic właśnie o wybuchu Wezuwiusza i zagładzie Pompejów. W książce wszystko jest, wyraźne znaki ostrzegawcze, które pojawiły się już kilka dni przed wybuchem, ale których wówczas  nie potrafiono właściwie zinterpretować. Harris opisał lekkie drżenie ziemi, unoszącą się ze szczytu parę wodną, sypiący się popiół, nawet odgłosy spod ziemi. Opisał wielogodzinny wyrzut kamieni, pumeksu, co wyglądało jak bombardowanie. Tak jak i w serialu wskazał, że śmiercionośna nie była lawa ani popioły czy kamienie, bo przed tym istniała dla niektórych osób możliwość ucieczki. Najbardziej makabryczna i nieubłagalna  była masa sunącego raz na jakiś czas gorącego, niemal wrzącego powietrza, która zabijała, topiąc każdego, kto stał na jej drodze. To również w książce jest. Dla tych opisów suma summarum warto „Pompeje” przeczytać. Jest tu wprowadzona także postać rzymskiego uczonego Pliniusza, który  oglądał erupcję i ją opisał, są też cytaty z jego dzieła. 

        A co do ponadczasowych elementów to Harris nawiązał, oczywiście nie bezpośrednio, do obecnych problemów klimatycznych, do braku wody w wielu miejscach świata i do rabunkowej gospodarki wodą, a także do możliwych katastrofalnych scenariuszy w tym zakresie.  Opisy wielu miast pozbawionych wody w związku z awarią akweduktu są przerażające. Ludzie w każdych czasach w takich okolicznościach zachowują się tak samo, dochodzi do bijatyk, a nawet zamieszek, w walce o wodę wygrywa silniejszy. Myśl Harrisa, że mimo tak rozwiniętej cywilizacji i tak zależymy od natury, jest oczywiście ponadczasowa.

7/10



czwartek, 28 września 2023

Agatha Christie „Samotny dom”

 

    Powieść to typowa Agata Christie z wszystkim charakterystycznymi  atrybutami jej twórczości. Mała liczba osób, mogących być zabójcą, angielska prowincja, no i rozwiązanie zagadki dzięki umiejętności logicznego myślenia. Wydarzenia rozgrywają się w wyjątkowo malowniczej scenerii, w miasteczku nad morzem. Tym razem mamy do czynienia z Herkulesem Poirot, który będąc na wakacjach poznał piękną, młodą kobietę, właścicielkę tytułowego samotnego domu i zorientował się, że jest ona w niebezpieczeństwie, że ktoś chce ją zabić. Herkulesowi towarzyszy policjant, jego długoletni znajomy, nawet przyjaciel – kapitan Hastings.  Jak to u Agaty trup zawsze musi być. Czyta się wyśmienicie. 

        Zawsze pisząc o A, Christie, podkreślam jej niebywałą znajomość ludzkiej psychiki. Pod tym względem dla mnie najciekawsza była rozmowa Hastingsa z Herkulesem, w trakcie której Herkules powiedział Hastingsowi, że należy do tego typu ludzi, którym posiadana wiedza i wiele przeżyć nic nie dają, tak jakby nie potrafili ani spożytkować różnych życiowych doświadczeń, ani wyciągnąć z nich wniosków na przyszłość. Hastings zastanawiając się nad tym, czy pewien kapitan mógł być zabójcą, stwierdził, że jest to niemożliwe, bo to prawdziwy dżentelmen. Dla Herkulesa było to oczywiście zabawne i powiedział Hastingsowi, że należy do tych absolutnie uczciwych ludzi, którzy  zawsze są oszukiwani i że zawsze kieruje śledztwo na tak fałszywy trop, że Herkulesa kusi, aby iść w kierunku przeciwnym.  Hastings bardzo się oburzył „Gadasz straszliwe głupstwa. Człowiek taki jak, który obijał się przez lata całym świecie!”. Herkules odparł, że taki człowiek „nigdy niczego się nie uczy. To rzecz zastanawiająca… Ale cóż… tak już jest.”   To spostrzeżenie faktycznie jest  świetne, bo rzeczywiście znam osoby, które właśnie dokładnie tak się zachowują. Żadne doświadczenie niemal nic im nie daje. Też nie potrafię rozgryźć, jak to jest możliwe i dlaczego tak się dzieje.  

               Z innych ciekawych wątków jest też wątek damsko – męski. Jedna z bohaterek, pięknych, elokwentnych, miała problem z utrzymaniem związków damsko – męskich. Gdy spodobał się jej ktoś i wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, mężczyzna tracił zainteresowanie jej osobą i zajmował się kimś innym. Można obserwować, jak i dlaczego tak się działo. 
  8/10 

sobota, 23 września 2023

Ian Rankin "Pieśń na mroczne czasy" - audiobook, czyta Przemysław Bluszcz

 

     Inspektor Rebus to jeden z najbardziej charyzmatycznych bohaterów powieści kryminalnych. Ostatnio pisałam o Włochu - komisarzu Montalbano z powieści Andrey Camilleriego. Tak więc dla kontrastu. Rebus, Szkot,  jest postacią znacznie mroczniejszą, poza pracą kocha muzykę, nie jest szczególnie rodzinny, jego małżeństwo rozpadło się, to samotnik, który ma problemy nawet z budowaniem przyjaźni, kocha zwierzęta, ma psa. U Rebusa mało jest tej radosnej strony życia. Montalbano ma też sporo z samotnika, również mieszka sam, ale żyje w związku na odległość z Livią, nie ma dzieci, ma jednak kilkoro przyjaciół, kocha książki i różne radości życia, jak np. dobre jedzenie, pływanie, sztukę. Obaj są wrażliwi i empatyczni, Montalbano jest szczęśliwszy od Rebusa, potrafi z życia czerpać więcej radości. 

     Tytułowa pieśń na mroczne czasy to wybór kawałków muzycznych, odpowiednich do słuchania wówczas, gdy komuś wszystko się wali, gdy nastaje przysłowiowa zima. Nie ma oczywiście uniwersalnych pieśni na mroczne czasy, każdy ma swoje, takie które najbardziej do niego przemawiają. W tym tomie dla Rebusa nastały naprawdę straszne czasy. Jest już na emeryturze, a z pracą nie potrafił się rozstać, siadło mu zdrowie, ponieważ miał problemy nawet z wejściem po schodach, musiał zmienić mieszkanie. W tym tomie zadzwoniła do niego dorosła córka i zwierzyła się, że jej partner zaginął. Chociaż relacje pomiędzy Rebusem a córką nigdy nie były idealne, wyruszył on na północ, aby zorientować się, co się dzieje. 

         To co według mnie zasługuje na szczególną uwagę w tym tomie, to portret człowieka, który kończy pracę zawodową. Rebus utożsamiał się z pracą. Można zaobserwować, co dzieje się z człowiekiem, który  niemal wszystko postawił na jedną kartę, na pracę, wszystko inne zawsze było drugoplanowe. Jest to dramat, u dawnych kolegów Rebus budzi i współczucie i politowanie. Ale osobiście mam nadzieję, że się podźwignie, ma muzykę, ma też w miarę bliską przyjaciółkę, policjantkę. Ma też córkę i wnuczkę. 

         Dla mnie ekscytujące były opisy szkockiej prowincji, pojawia się miasto Inverness, znane chociażby z serialu "Outlander", tylko tutaj jest już współczesne. Jest też historia. Otóż zaginiony partner córki Rebusa fascynował się leżącym nieopodal jego miejsca zamieszkania dawnym obozem jenieckim z czasów II wojny światowej. Jak się okazuje w obozie tym przebywali nie tylko Niemcy, ale i przedstawiciele innych narodowości, właściwie wszyscy, którzy nie byli Anglikami zostali pod koniec wojny do niego załadowani. Byli tam również Polacy. Intrygujący wątek. 
7/10    

wtorek, 19 września 2023

Andrea Camilleri "Kształt wody"

 

        W końcu jest możliwość kupienia początkowych tomów cyklu z komisarzem Montalbano. Wydawnictwo NOIR SUR BLANC wdaje cykl już kolejny raz, w nowej szacie graficznej. Jeśli ktoś nie czytał jeszcze żadnego tomu, a ten jest dość reprezentatywny dla całości, może spróbować i po lekturze będzie wiedział, czy sięgać po kolejne, czy jest to dla niego, czy też nie. Ja czytam serię w kolejności przypadkowej, tak też można, ale zdecydowanie bardziej komfortowe byłoby czytanie najprostsze, od tomu pierwszego do ostatniego. 

    Montalbano można szybko polubić, widać jego wrażliwość, zamiłowanie do książek, do sztuki, dociekliwość, wytrwałość, ma też oczywiście i przywary. W tym tomie poznaje kobietę, która została jego przyjaciółką na całe życie, a w przyjaźni komisarz jest bardzo lojalny. Początkowo trudno zyskać jego zaufanie, ale gdy to już nastąpi, to jest wierny. 

    Już w tym tomie widać taką zmysłowość serii, komisarz nie jest ascetą, lubi np. dobrze zjeść. Jedzenie u A. Camilleri bywa sposobem na doła psychicznego, nasz bohater ma bowiem gospodynię, która świetnie gotuje, ale on również często chodzi do różnych restauracji. Czasem ma zakusy, aby przygotować coś samemu, mogłoby to być jedynie bardzo proste danie, w tym właśnie tomie rozważał zrobienie makaronu z oliwą i czosnkiem. W restauracji z kolei zamówił ośmiorniczki, a po ich zjedzeniu i popiciu  winem zorientował się, że ośmiorniczki sprawiły coś w rodzaju cudu, życie znowu wydało mu się piękne. 

    W tym tomie Montalbano wykazał się charakterystycznym dla niego non konformizmem. Został znaleziony martwy miejscowy VIP, a okoliczności śmierci były dla niego dość kompromitujące. Z każdej strony Montalbano spotykał się z naciskami, aby zakończyć śledztwo w tej sprawie. On z kolei w imię zwykłej, ludzkiej uczciwości kontynuował je. 

8/10        


poniedziałek, 18 września 2023

Wojciech Orliński "Kopernik. Rewolucje"

 

     Po raz pierwszy kupiłam "Kopernika" jako audiobooka, ale zorientowawszy się, że do wielu kwestii warto wrócić, zastanowić się, zapamiętać nazwiska, kupiłam również wersję papierową. Audiobooka  nie dosłuchałam więc do końca, ale książkę przeczytałam całą. To jedna z najlepszych biografii, jakie kiedykolwiek czytałam, a zarazem to przenikliwa opowieść o epoce, w której Kopernik żył.  

    Orliński ma niesamowitą wiedzę i zrozumienie procesów historycznych. Czytając jego książkę lepiej rozumie się to, co dzieje się dzisiaj i zdecydowanie lepiej rozumie się ludzi, którzy żyli dawno temu. Nam się wydaje, że tylko tu i teraz świat tak bardzo się zmienia, że dawniej wszystko odbywało się wolniej, że nie było tylu odkryć, nic bardziej mylnego.  Orliński wskazuje, co działo się w czasach, kiedy żył Kopernik, tworzył wówczas Erazm z Rotterdamu, Leonardo da Vinci, Michał Anioł, żyli Cesar Borgia i Lukrecja Borgia, Marcin Luter, pojawiła się reformacja, a potem kontrreformacja, żył Krzysztof Kolumb, Magellan, u nas rządził jeden z najmądrzejszych i najskuteczniejszych królów Polski - Kazimierz Jagiellończyk, a potem jego nieudolni synowie. Ta biografia to opowieść o błyskawicznie zmieniającym się świecie i o tym, jak ludzie odnajdywali się w takich warunkach. W dość krótkim czasie najpierw rozwijała się literatura, tworzyli wielcy twórcy, kwitła tolerancja religijna, potem zaś wszystko zmieniło się o 180 stopni. Dzieło Kopernika najpierw budziło zainteresowanie papieża i światłych umysłów epoki, w niedługim czasie trafiło na Indeks Ksiąg Zakazanych. 

    Orliński zastanawia się, co ówcześni ludzi myśleli, jakimi pobudkami się kierowali, w wielu miejscach rozmyśla nad historią alternatywną. Zauważa oczywiście podobieństwa psychologiczne w porównaniu do naszych czasów. Przykładowo gdy ktoś w XVI wieku chciał zrobić karierę polityczną, musiał się pod kogoś podczepić, tak jak teraz ludzie wstępują do partii. I gdy protektor był na szczycie wszystko było ok, ale gdy spadał, to jego świta również. Wszystko też tak jak i dzisiaj.  

        W książce mowa jest zarówno o postaciach bardzo znanych, ale też o zapomnianych, a wartych przypomnienia, jak np. wuj Kopernika, biskup warmiński Łukasz Watzenrode, wybitny umysł epoki. Można obserwować rozwój jego kariery i późniejszy upadek. A przyczyny upadku brzmią bardzo ponadczasowo, poza zmieniającymi się okolicznościami zewnętrznymi, jak chociażby nowy król, przyczyny po stronie zainteresowanego, to brak umiejętności pozyskiwania trwałych sojuszników. Postacie znane niekoniecznie przedstawione są w takim świetle, w jakim zostały powszechnie zapamiętane. Przykładowo Dantyszek ukazany jest jako postać o bardzo wąskich horyzontach intelektualnych, małostkowa, mściwa i pozbawiona jakichkolwiek skrupułów.  

       Mowa jest też o Warmii i jej niespotykanym statusie, była ona ziemią w pewnym czasie niemal eksterytorialną. Sporo tekstu poświęcone jest szpiegom, od których roiło się w tamtym czasie. Autor przypuszcza i wskazuje szereg argumentów, że ojciec Kopernika był szpiegiem, działającym na rzecz naszego króla, nie wyklucza również, iż Mikołaj również mógł parać się tym zajęciem, również na rzecz Rzeczpospolitej Polskiej. Opisuje, jak sprawnie działali w Europie szpiedzy krzyżaccy. Są rozważania o tym, jak to się stało, że w XVI wieku byliśmy potęgą. Jako jedną z kluczowych przyczyn Orliński wskazuje Uniwersytet w Krakowie, który był takim Harvardem tamtej epoki. Dzięki niemu mieliśmy m. in. wspaniałych dyplomatów. 

       O samym Koperniku oczywiście jest również wiele ciekawostek, aczkolwiek autor wielokrotnie podkreśla, że jest bardzo mało źródeł na jego temat. Poza domieszką geniuszu, ciężką pracą, ciekawością świata, odwagą, był polskim patriotą, non konformistą bez cienia pamiętliwości i mściwości. 
10/10

niedziela, 27 sierpnia 2023

Ander Izagirre "Potosi, góra, która zjada ludzi" - audiobook, czyta Grzegorz Kwiecień

 


    Ander Izagirre odważył się podjąć temat trudny i niewdzięczny, pokazał go z każdej strony. Zrobił to tak, że zapewne mało kto z opisywanych osób jest zadowolony z książki. Wyzysk boliwijskich górników, nędza, w jakiej żyją, brak perspektyw, totalne zatrucie środowiska to bowiem tylko jeden z aspektów rzeczywistości. Innym jest alkoholizm wśród tych samych górników, narkomania, przemoc fizyczna i seksualna, wykorzystywanie do pracy własnych dzieci. Górnicy nie zdobyli mojej sympatii po lekturze. Izagirre mógł opisać ich tylko jako ofiary, z pewnością bardzo by się to im spodobało i nie byłoby kontrowersji. Chwała więc, że podszedł do tematu wszechstronnie, a mało kogo na to stać. Skojarzyło mi się to chociażby z książką Cezarego Łazarewicza "Na Szewskiej. Sprawa Grzegorza Pyjasa". Wynika z niej, że Pyjas niekoniecznie musiał zostać zamordowany. Z pewnością napisanie takiej książki wymagało również gigantycznej odwagi, Łazarewicz pisał przecież o ikonie z czasów opozycji z PRL. 

     Izagirre ukazał problem górników z każdej strony, rozmawiał z nimi, ich rodzinami, z ludźmi, którzy wzbogacili się na ich pracy, z duchowieństwem. Jest tu bogaty rys historyczny i nakreślenie sytuacji międzynarodowej. Opisany jest mechanizm, jak Boliwię wyzyskuje USA. Inny aspekt "Potosi" to ukazanie kręgu przemocy. Górnicy pracują w nieludzkich warunkach, ich perspektywy na polepszenie życia są żadne. Ich życie to piekło. I co robią? Wpadają we wszelkie możliwe nałogi, znęcają się nad żoną, nad dziećmi, niekiedy jeszcze gwałcą czy kradną. Jest to zaklęty krąg przemocy. Jest tu opisany mechanizm, jak to w skrajnych warunkach z ludzi wychodzą najgorsze instynkty. Tak jak np. było to w gettach żydowskich ze Służbą Porządkową w czasie wojny. Normalni, uczciwi ludzie zaczęli się przeobrażać w ekstremalnych warunkach w potwory. 

    Jak zapewne wielu czytelnikom nasunęło mi się pytanie, czy coś można w tej sprawie zrobić, może wpłacić jakieś pieniadze. W książce nie ma mowy o pomocy humanitarnej, chyba organizacje tego typu tam nie docierają, ostatecznie nie ma tam przecież wojny. Są miejsca, gdzie obiektywnie pomoc jest potrzebniejsza. Uczestniczący w ewentualnych zbiórkach mieliby świadomość, że znaczna część pieniędzy zostanie przepita czy przećpana, albo przeznaczona na inne wątpliwe rozrywki. Raczej więc zbiórki nie będą organizowane. Może warto więc prowadzić mniej konsumpcyjny tryb życia. Gdyby ludzie kupowali mniej, nie byłoby takiego popytu na produkty, zawierające w składnikach minerały, wydobywane w Potosi. 

8/10


piątek, 18 sierpnia 2023

John le Carre „Silverview”


      Ostatnia książka le Carre, wydana pośmiertnie, jest wyśmienita. Syn pisarza w posłowiu stwierdził, że dokonał korekty materiałów po ojcu jedynie pod względem technicznym. Niektórzy sądzą, że może w jakiejś części to syn, napisał książkę. Według mnie musiałby być i genialnym pisarzem i genialnym psychologiem, aby napisać ją w całości. Wątpię więc w głębszą ingerencję. 

      Jak zwykle u le Carre główne atuty powieści to wciągająca coraz bardziej w miarę czytania akcja, no i psychologia. Wydarzenia tutaj ułożone są chronologicznie, ale z bieżącego życia niewiele wynika i konieczne okazało się cofanie się wstecz. Czytelnicy wraz z narratorem są więc niejako detektywami, próbującymi rozgryźć jednego z bohaterów. 

    Edward to szpieg na emeryturze, żyjący pozornie beztrosko w małym, nadmorskim miasteczku. Zaszło coś, co spowodowało, że służby musiały mu się przyjrzeć. W trakcie tego przyglądania się dokonano retrospekcji całego jego życia. Zajmujący się tymi działaniami agent Proctor rozmyślał : „Kim jesteś, Edwardzie ty, który byłeś tyloma ludźmi naraz i udawałeś jeszcze innych ludzi? Kogo znajdziemy pod tymi warstwami różnych przebrań? A może ty jesteś właśnie tym, na kogo składają się te wszystkie przebrania?” Proctor wiedział, że te pytania mógł zadać każdy nowicjusz, ale uzmysłowił sobie jeszcze, że „zadając je, mógł niechcący bardziej się sam przed nim odsłonić, niżby chciał – choćby przez to, jak bardzo ciekawiły go odpowiedzi.” „Najbardziej niezrozumiała była dla niego myśl o takiej wszechogarniającej pasji, dla której ktoś mógł poświęcić całe życie pozwolić jej tym życiem kierować”. Przez dłuższy czas czytelnik nie wie, co to za pasja.

     Co Proctor brał pod uwagę przy analizie życiorysu Edwarda? Ustalał, co Edward robił w trakcie poszczególnych misji, zastanawiał się, dlaczego w określonych okolicznościach zachowywał się tak, a nie inaczej, co nim kierowało. Myślał także, co Edward mógł zrobić bez wiedzy służb i dlaczego. Jako szalenie ważną rzecz, niezbędną dla powiedzenia czegoś o człowieku, uważał czynniki, które kogoś ukształtowały. Często nie są to fakty, które są powszechnie znane. Poznając je można już domyślać się motywów ludzkiego postępowania, a nawet częściowo przewidzieć działania przyszłe. Tutaj wszystko co dotyczy Edwarda, jest oczywiście mocno skomplikowane, a jego siłą napędową był coś, co dotyczyło jego rodziny, o czym prawie nikt nie wiedział.    

      Trzeba mieć jeszcze na względzie, że człowiek może znaleźć się w takich okolicznościach, kiedy wszystko, cały system wartości, może się zmienić w bardzo krótkim czasie. Edward był w Bośni w trakcie wojny na Bałkanach, a tam, jak stwierdził le Carre, w jednej chwili działo się coś, co mogło przewartościować całe życie. Bez informacji o tych faktach wiedza o danej osobie nie będzie pełna, może nawet być fałszywa.

   Są jeszcze ciekawe spostrzeżenia, ironiczne, humorystyczne, ale podszyte nutą żalu o wpływie czasu na człowieka. Proctor spotkał się z małżeństwem szpiegów na emeryturze. Zauważył i piętno przebytych chorób, ale i zwykłe, ludzkie zaniedbanie, efekt był koszmarny. Zadbana kiedyś, elegancka koleżanka, będąca super mózgiem, przeistoczyła się kobietę ubraną w spodnie na gumce. Dla wyższych sfer angielskich jest to chyba symbol upadku. Ten motyw, jak destrukcyjny bywa czas dla ludzi, przewija się w wielu książkach, filmach i serialach, można też obserwować go w rzeczywistości. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu, ale na wiele tak, to zaniedbanie wielu starszych ludzi jest charakterystyczne. W przypadku małżeństwa angielskich szpiegów powodem z pewnością nie były względy materialne. 

   Jak dla mnie to jedna z lepszych książek le Carre. Czyta się bardzo dobrze. Są jeszcze wątki poboczne.  

9/10   


czwartek, 10 sierpnia 2023

Carlos Luis Zafon „Cień wiatru” – audiobook, czyta Wojciech Żołądkowicz




       Ponoć miłość jest ślepa. A ja zakochałam się w tej książce mimo pełnej świadomości jej wad. Teraz Barcelona zawsze będzie już mi się kojarzyć z Cmentarzem Zapomnianych Książek. Najwspanialsze jest właśnie to, że powieść jest w bardzo dużej mierze o książkach. Sporo wydarzeń rozgrywa się w miejscach, związanych z książkami, jak księgarnia, wydawnictwa, nawet redakcje gazet. Motyw książki jest tam niemal wszędzie. O problemie zapomnianych i zapominanych książkach wspomniał, ale tylko w kontekście bardzo realistycznym, Mariusz Szczygieł w „Nie ma”. Wielu czytelników ma wśród swoich ulubionych  książek pozycje bardzo małe znane, albo nawet i niecieszące się powszechnym uznaniem. Dla mnie czymś takim jest cykl Lilian Jackson Braun o Qwillu i jego kotach. Dla Daniela z „Cienia wiatru” książka pod tym samym tytułem autorstwa nieznanego Juliana Caraxa stała się czymś, co zmieniło całe jego życie. 
       

             Świetnie jest pokazana przyjaźń. Daniel ma tylko ojca, inny bohater Fermin, nikogo, nie ma tam ukazanej żadnej normalnej rodziny. A ludzi tworzą bardzo bliskie więzy, które nie są więzami krwi i są w stanie zrobić dla siebie wszystko, nawet zaryzykować życie.   

     Kolejnym bohaterem jest Barcelona, miasto o którym jeden z bohaterów powiedział, że wdziera się człowiekowi pod skórę i kradnie serce. Daniel i jego przyjaciele nie zwiedzają muzeów, ale czytelnik poznaje masę zakamarków miasta i jego mroczny klimat głównie w latach pięćdziesiątych. To Barcelona z czasów generała Franco, państwo policyjne. Rzeczywiście policja ma władzę niemal nieograniczoną i jest bezkarna. Zabójstwa dokonywane przez policjantów nie są czymś wyjątkowym. Wspaniała jest retrospekcja z Ferminem, który uchodził za wroga ustroju i który przeżył koszmar, łącznie z torturami. Mimo tego że przeżył piekło, był w stanie potem rozpocząć normalne życie. Tak jak u nas był w czasie wojny Pawiak, po wojnie np. w Lublinie katownią był zamek, przejęty przez ubeków, tak Barcelona ma też ma swój zamek Catell de Montjuic, w którym w czasach Franco zabijano i torturowano ludzi. Daniel jako dziecko pamiętał, że mówiono, iż nie każdy, kto wchodzi do zamku, z niego wychodzi. 

    Warte wielkiej uwagi są fragmenty, kiedy to można się zastanawiać nad rolą przypadku, czy może raczej przeznaczenia w życiu człowieka. Przykładowo Daniel przeżył kiedy koszmarną noc, wydawałby się, że jedną z najgorszych w życiu, został m. in. pobity, spotkały go też w ciągu kilku godzin inne wielkie przykrości. Ale to wszystko było po coś. Tej samej nocy wyszedł pochodzić i się uspokoić. I poznał tak swojego późniejszego największego przyjaciela, Fermina.  

   „Cieć wiatru” ma swoje wady. Tragiczne miłości i przeżywanie ich całymi latami, przypominają romantyzm. Wzdychanie i rozpaczanie trwa u niektórych bohaterów całe życie. Jak dla mnie brzmą już trochę niedorzecznie i anachronicznie, ale są osoby które tak właśnie żyją. Tutaj jest ich spore nagromadzenia. Do tego dochodzą hasła typu – „prawdziwie kocha się tylko raz” itp. „Cień wiatru” momentami bywa bardzo bliski kiczu, szczególnie przy patetycznych opisach, jak to ktoś kolejny rok jest nieszczęśliwie zakochany w kimś nieosiągalnym. Ale pozostałe zalety rekompensują to w dwójnasób. Świetny jest też czytający Wojciech Żoładkowicz. Z pewnością przed nagraniem znał doskonale tekst, nie popsuł ani jednego fragmentu, wręcz przeciwnie, tam gdzie trzeba wzmagał grozę czy napięcie.  

9/10