czwartek, 28 września 2023
Agatha Christie „Samotny dom”
sobota, 23 września 2023
Ian Rankin "Pieśń na mroczne czasy" - audiobook, czyta Przemysław Bluszcz
wtorek, 19 września 2023
Andrea Camilleri "Kształt wody"
W końcu jest możliwość kupienia początkowych tomów cyklu z komisarzem Montalbano. Wydawnictwo NOIR SUR BLANC wdaje cykl już kolejny raz, w nowej szacie graficznej. Jeśli ktoś nie czytał jeszcze żadnego tomu, a ten jest dość reprezentatywny dla całości, może spróbować i po lekturze będzie wiedział, czy sięgać po kolejne, czy jest to dla niego, czy też nie. Ja czytam serię w kolejności przypadkowej, tak też można, ale zdecydowanie bardziej komfortowe byłoby czytanie najprostsze, od tomu pierwszego do ostatniego.
Montalbano można szybko polubić, widać jego wrażliwość, zamiłowanie do książek, do sztuki, dociekliwość, wytrwałość, ma też oczywiście i przywary. W tym tomie poznaje kobietę, która została jego przyjaciółką na całe życie, a w przyjaźni komisarz jest bardzo lojalny. Początkowo trudno zyskać jego zaufanie, ale gdy to już nastąpi, to jest wierny.
Już w tym tomie widać taką zmysłowość serii, komisarz nie jest ascetą, lubi np. dobrze zjeść. Jedzenie u A. Camilleri bywa sposobem na doła psychicznego, nasz bohater ma bowiem gospodynię, która świetnie gotuje, ale on również często chodzi do różnych restauracji. Czasem ma zakusy, aby przygotować coś samemu, mogłoby to być jedynie bardzo proste danie, w tym właśnie tomie rozważał zrobienie makaronu z oliwą i czosnkiem. W restauracji z kolei zamówił ośmiorniczki, a po ich zjedzeniu i popiciu winem zorientował się, że ośmiorniczki sprawiły coś w rodzaju cudu, życie znowu wydało mu się piękne.
W tym tomie Montalbano wykazał się charakterystycznym dla niego non konformizmem. Został znaleziony martwy miejscowy VIP, a okoliczności śmierci były dla niego dość kompromitujące. Z każdej strony Montalbano spotykał się z naciskami, aby zakończyć śledztwo w tej sprawie. On z kolei w imię zwykłej, ludzkiej uczciwości kontynuował je.
8/10
poniedziałek, 18 września 2023
Wojciech Orliński "Kopernik. Rewolucje"
niedziela, 27 sierpnia 2023
Ander Izagirre "Potosi, góra, która zjada ludzi" - audiobook, czyta Grzegorz Kwiecień
Ander Izagirre odważył się podjąć temat trudny i niewdzięczny, pokazał go z każdej strony. Zrobił to tak, że zapewne mało kto z opisywanych osób jest zadowolony z książki. Wyzysk boliwijskich górników, nędza, w jakiej żyją, brak perspektyw, totalne zatrucie środowiska to bowiem tylko jeden z aspektów rzeczywistości. Innym jest alkoholizm wśród tych samych górników, narkomania, przemoc fizyczna i seksualna, wykorzystywanie do pracy własnych dzieci. Górnicy nie zdobyli mojej sympatii po lekturze. Izagirre mógł opisać ich tylko jako ofiary, z pewnością bardzo by się to im spodobało i nie byłoby kontrowersji. Chwała więc, że podszedł do tematu wszechstronnie, a mało kogo na to stać. Skojarzyło mi się to chociażby z książką Cezarego Łazarewicza "Na Szewskiej. Sprawa Grzegorza Pyjasa". Wynika z niej, że Pyjas niekoniecznie musiał zostać zamordowany. Z pewnością napisanie takiej książki wymagało również gigantycznej odwagi, Łazarewicz pisał przecież o ikonie z czasów opozycji z PRL.
Izagirre ukazał problem górników z każdej strony, rozmawiał z nimi, ich rodzinami, z ludźmi, którzy wzbogacili się na ich pracy, z duchowieństwem. Jest tu bogaty rys historyczny i nakreślenie sytuacji międzynarodowej. Opisany jest mechanizm, jak Boliwię wyzyskuje USA. Inny aspekt "Potosi" to ukazanie kręgu przemocy. Górnicy pracują w nieludzkich warunkach, ich perspektywy na polepszenie życia są żadne. Ich życie to piekło. I co robią? Wpadają we wszelkie możliwe nałogi, znęcają się nad żoną, nad dziećmi, niekiedy jeszcze gwałcą czy kradną. Jest to zaklęty krąg przemocy. Jest tu opisany mechanizm, jak to w skrajnych warunkach z ludzi wychodzą najgorsze instynkty. Tak jak np. było to w gettach żydowskich ze Służbą Porządkową w czasie wojny. Normalni, uczciwi ludzie zaczęli się przeobrażać w ekstremalnych warunkach w potwory.
Jak zapewne wielu czytelnikom nasunęło mi się pytanie, czy coś można w tej sprawie zrobić, może wpłacić jakieś pieniadze. W książce nie ma mowy o pomocy humanitarnej, chyba organizacje tego typu tam nie docierają, ostatecznie nie ma tam przecież wojny. Są miejsca, gdzie obiektywnie pomoc jest potrzebniejsza. Uczestniczący w ewentualnych zbiórkach mieliby świadomość, że znaczna część pieniędzy zostanie przepita czy przećpana, albo przeznaczona na inne wątpliwe rozrywki. Raczej więc zbiórki nie będą organizowane. Może warto więc prowadzić mniej konsumpcyjny tryb życia. Gdyby ludzie kupowali mniej, nie byłoby takiego popytu na produkty, zawierające w składnikach minerały, wydobywane w Potosi.
8/10
piątek, 18 sierpnia 2023
John le Carre „Silverview”
Jak zwykle u le Carre główne atuty powieści to wciągająca coraz bardziej w miarę czytania akcja, no i psychologia. Wydarzenia tutaj ułożone są chronologicznie, ale z bieżącego życia niewiele wynika i konieczne okazało się cofanie się wstecz. Czytelnicy wraz z narratorem są więc niejako detektywami, próbującymi rozgryźć jednego z bohaterów.
Edward to szpieg na emeryturze, żyjący pozornie beztrosko w małym, nadmorskim miasteczku. Zaszło coś, co spowodowało, że służby musiały mu się przyjrzeć. W trakcie tego przyglądania się dokonano retrospekcji całego jego życia. Zajmujący się tymi działaniami agent Proctor rozmyślał : „Kim jesteś, Edwardzie ty, który byłeś tyloma ludźmi naraz i udawałeś jeszcze innych ludzi? Kogo znajdziemy pod tymi warstwami różnych przebrań? A może ty jesteś właśnie tym, na kogo składają się te wszystkie przebrania?” Proctor wiedział, że te pytania mógł zadać każdy nowicjusz, ale uzmysłowił sobie jeszcze, że „zadając je, mógł niechcący bardziej się sam przed nim odsłonić, niżby chciał – choćby przez to, jak bardzo ciekawiły go odpowiedzi.” „Najbardziej niezrozumiała była dla niego myśl o takiej wszechogarniającej pasji, dla której ktoś mógł poświęcić całe życie pozwolić jej tym życiem kierować”. Przez dłuższy czas czytelnik nie wie, co to za pasja.
Co Proctor brał pod uwagę przy analizie życiorysu Edwarda? Ustalał, co Edward robił w trakcie poszczególnych misji, zastanawiał się, dlaczego w określonych okolicznościach zachowywał się tak, a nie inaczej, co nim kierowało. Myślał także, co Edward mógł zrobić bez wiedzy służb i dlaczego. Jako szalenie ważną rzecz, niezbędną dla powiedzenia czegoś o człowieku, uważał czynniki, które kogoś ukształtowały. Często nie są to fakty, które są powszechnie znane. Poznając je można już domyślać się motywów ludzkiego postępowania, a nawet częściowo przewidzieć działania przyszłe. Tutaj wszystko co dotyczy Edwarda, jest oczywiście mocno skomplikowane, a jego siłą napędową był coś, co dotyczyło jego rodziny, o czym prawie nikt nie wiedział.
Trzeba mieć jeszcze na względzie, że człowiek może znaleźć się w takich okolicznościach, kiedy wszystko, cały system wartości, może się zmienić w bardzo krótkim czasie. Edward był w Bośni w trakcie wojny na Bałkanach, a tam, jak stwierdził le Carre, w jednej chwili działo się coś, co mogło przewartościować całe życie. Bez informacji o tych faktach wiedza o danej osobie nie będzie pełna, może nawet być fałszywa.
Są jeszcze ciekawe spostrzeżenia, ironiczne, humorystyczne, ale podszyte nutą żalu o wpływie czasu na człowieka. Proctor spotkał się z małżeństwem szpiegów na emeryturze. Zauważył i piętno przebytych chorób, ale i zwykłe, ludzkie zaniedbanie, efekt był koszmarny. Zadbana kiedyś, elegancka koleżanka, będąca super mózgiem, przeistoczyła się kobietę ubraną w spodnie na gumce. Dla wyższych sfer angielskich jest to chyba symbol upadku. Ten motyw, jak destrukcyjny bywa czas dla ludzi, przewija się w wielu książkach, filmach i serialach, można też obserwować go w rzeczywistości. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu, ale na wiele tak, to zaniedbanie wielu starszych ludzi jest charakterystyczne. W przypadku małżeństwa angielskich szpiegów powodem z pewnością nie były względy materialne.
Jak dla mnie to jedna z lepszych książek le Carre. Czyta się bardzo dobrze. Są jeszcze wątki poboczne.
9/10
czwartek, 10 sierpnia 2023
Carlos Luis Zafon „Cień wiatru” – audiobook, czyta Wojciech Żołądkowicz
Świetnie jest pokazana przyjaźń. Daniel ma tylko ojca, inny bohater Fermin, nikogo, nie ma tam ukazanej żadnej normalnej rodziny. A ludzi tworzą bardzo bliskie więzy, które nie są więzami krwi i są w stanie zrobić dla siebie wszystko, nawet zaryzykować życie.
Kolejnym bohaterem jest Barcelona, miasto o którym jeden z bohaterów powiedział, że wdziera się człowiekowi pod skórę i kradnie serce. Daniel i jego przyjaciele nie zwiedzają muzeów, ale czytelnik poznaje masę zakamarków miasta i jego mroczny klimat głównie w latach pięćdziesiątych. To Barcelona z czasów generała Franco, państwo policyjne. Rzeczywiście policja ma władzę niemal nieograniczoną i jest bezkarna. Zabójstwa dokonywane przez policjantów nie są czymś wyjątkowym. Wspaniała jest retrospekcja z Ferminem, który uchodził za wroga ustroju i który przeżył koszmar, łącznie z torturami. Mimo tego że przeżył piekło, był w stanie potem rozpocząć normalne życie. Tak jak u nas był w czasie wojny Pawiak, po wojnie np. w Lublinie katownią był zamek, przejęty przez ubeków, tak Barcelona ma też ma swój zamek Catell de Montjuic, w którym w czasach Franco zabijano i torturowano ludzi. Daniel jako dziecko pamiętał, że mówiono, iż nie każdy, kto wchodzi do zamku, z niego wychodzi.
Warte wielkiej uwagi są fragmenty, kiedy to można się zastanawiać nad rolą przypadku, czy może raczej przeznaczenia w życiu człowieka. Przykładowo Daniel przeżył kiedy koszmarną noc, wydawałby się, że jedną z najgorszych w życiu, został m. in. pobity, spotkały go też w ciągu kilku godzin inne wielkie przykrości. Ale to wszystko było po coś. Tej samej nocy wyszedł pochodzić i się uspokoić. I poznał tak swojego późniejszego największego przyjaciela, Fermina.
„Cieć wiatru” ma swoje wady. Tragiczne miłości i przeżywanie ich całymi latami, przypominają romantyzm. Wzdychanie i rozpaczanie trwa u niektórych bohaterów całe życie. Jak dla mnie brzmą już trochę niedorzecznie i anachronicznie, ale są osoby które tak właśnie żyją. Tutaj jest ich spore nagromadzenia. Do tego dochodzą hasła typu – „prawdziwie kocha się tylko raz” itp. „Cień wiatru” momentami bywa bardzo bliski kiczu, szczególnie przy patetycznych opisach, jak to ktoś kolejny rok jest nieszczęśliwie zakochany w kimś nieosiągalnym. Ale pozostałe zalety rekompensują to w dwójnasób. Świetny jest też czytający Wojciech Żoładkowicz. Z pewnością przed nagraniem znał doskonale tekst, nie popsuł ani jednego fragmentu, wręcz przeciwnie, tam gdzie trzeba wzmagał grozę czy napięcie.
9/10
niedziela, 6 sierpnia 2023
Lilian Jackson Braun "Kot, który się publiczności nie kłaniał"
W miasteczku odbyła się uroczystość dobroczynna na rzecz bezdomnych kotów, połączona z akcją, zachęcającą do adopcji. Przy okazji można poznać imiona kotów, których opiekunowie zamieszkują miasteczko. Te imiona to wyraz pasji tych ludzi: Sokrates, Winston, Churchil, Brutus, Touluse (ten ostatni od wielkiego malarza Toulusa Latreca).
Wisienką na torcie są książki, czytane przez Qwilla. Tym razem czyta m. in. Wiersze o kotach T.S. Eliota. Teksty tych wierszy zostały wykorzystane w musicalu „Koty”. Można sobie porównać, do którego z opisywanych przez Eliota kotów, nasze koty są podobne. Koko najbardziej podobny był do Kota Naprzekóra, „Nic nie wskórasz u kocura Naprzekura, taka bowiem tego gbura jest natura”.
9/10
piątek, 28 lipca 2023
Julia Łapińska „Czerwone jezioro”
Pozycja warta jest uwagi. Najciekawsze jest tu tło historyczne, czyli wojska radzieckie w Bornem Sulimowie, ich relacje z miejscową ludnością, a także przeobrażenia ustrojowe z lat 90 –tych, ale opisywane z punktu widzenia zwykłych ludzi. Kilku z tych radzieckich żołnierzy, mających za sobą wojnę w Afganistanie, to bohaterowie książki. Ku mojemu zaskoczeniu to nie jest tak, że żołnierze radzieccy w Polsce to jest już całkowicie zamknięta karta. Jest zamknięta w tym sensie, że wojska radzieckie już na szczęście nie stacjonują w naszym państwie. Ale niektórzy z tych żołnierzy i innego personelu ich obsługującego, powrócili, żyli tu wcześniej długo, mieli kontakty i pomysły na siebie. Były przypadki związków z miejscowymi kobietami, są dzieci. Całość czyta się całkiem dobrze, aczkolwiek książka mogłaby być nieco krótsza.
Autorka, dziennikarka z zawodu, najlepiej opisała to, na czym się najbardziej zna, w czym siedzi od lat, czyli osobę wykonująca ten sam zawód. Kuba był cenionym fotoreporterem wojennym, który pod wpływem traumatycznych zawodowych przeżyć stał się alkoholikiem. Współcześnie talent Kuby nie jest za bardzo nikomu potrzebny, gazety nie mają pieniędzy, bo każdy ma telefon i robi zdjęcia. Kuba zadłużony po uszy zgodził się więc na chałturę, czyli na zostanie weselnym fotografem u znajomego ze szkoły, z pochodzenia Rosjanina, nowobogackiego prostaka i chama. Jego perspektywy jako fotoreportera wyglądają właśnie tak.
Nie zauważyłam jednak w powieści tego nieuchwytnego czegoś, co wywołuje emocje, co powoduje, że o książce nie można zapomnieć. To coś było chociażby w opisywanych przeze mnie nie tak dawno kryminałach debiutanta Sławka Gortycha z Karkonoszami w tle: „Schronisko, które przestało istnieć” i „Schronisko, które przetrwało”, po przeczytaniu których odżyła moja miłość do turystyki i do gór. W cyklu Andrea Camilleri z komisarzem Bontalbano fascynuje mnie z kolei komisarz, jego zamiłowanie do rozmyślania i do książek, każdy niemal kontakt z nim to przeżycie. Tak samo fascynuje dziennikarz Qwill z powieści Lilian Jackson Braun, również miłośnik literatury, kotów, roweru i meloman. W powieściach Krajewskiego zauroczył mnie Wrocław. Tutaj tej wartości dodanej nie ma.
7/10
środa, 19 lipca 2023
N.H. Kleinbaum „Stowarzyszenie umarłych poetów” – audiobook, czyta Jacek Rozenek
Bez cienia wątpliwości film P. Weira jest lepszy od książki, która jest wtórna, postała na podstawie scenariusza do tego filmu. O ile film jest niemal genialny, to audiobook trochę rozczarowuje. Wartość literacka tekstu jest znikoma, a czytający wypada średnio, niezbyt naturalnie.
Sięgnąć po książkę czy audiobooka jednak warto. Bez względu na to, ile ma się lat, warto przypomnieć sobie o młodzieńczych marzeniach. No i wypadałoby się zastanowić, co z tych marzeń pozostało. Warto też sobie przypomnieć, czy może nawet uzmysłowić, że nie powinno się odkładać życia na później. Trzeba żyć tu i teraz, łapać chwilę. Tak jak jeden z bohaterów, zakochał się, a dziewczyna nie była wolna, chodziła z innym chłopakiem. Nasz bohater uznał, że właśnie teraz zadziała w myśl maksymy Carpe diem i zawalczy o nią, tym bardziej że odnosił wrażenie, że nie jest ona w swoim chłopaku zakochana. Warto też przypomnieć sobie, że konformizm nie jest czymś dobrym i że warto niekiedy iść pod prąd, mimo wszelkich trudności jakie z tego wynikają. Wszystkie opisy spotkań uczniów z nauczycielem Keatingiem są mocno dające do myślenia. Wszystkie te hasła – Carpe diem, spełniaj marzenia itp. powszechnie są przecież znane, ale tutaj padają z taką siłą, że zapadają gdzieś w podświadomość. I głównie z tego względu warto po książkę sięgnąć.
Można oczywiście przypomnieć sobie o tym wszystkim jakby hasłowo i poświecić na to parę minut, ale rezultat zapewne będzie żaden, siła sugestii jest wówczas żadna. Najlepiej byłoby wrócić do filmu, który w tym przypadku przemawia najbardziej. Chociaż oglądałam go dawno, pamiętam doskonale scenę, gdy Keating stał z uczniami przed starymi zdjęciami uczniów z dawnych lat. I mówił o chwytaniu chwili, póki nie jest za późno. Ci dawni uczniowie w staroświeckich strojach wyglądali tak, takie mieli miny, jakby rzeczywiście chcieli zawojować świat, a co z tego wyszło? Zapewne niewiele.
7/10
poniedziałek, 17 lipca 2023
Jason Matthews „Czerwona jaskółka”
Książka jest bardzo ciekawa jedynie pod względem kuchni szpiegowskiej, akcja opisana jest nierówno, miejscami mocno wciąga, gdzie indziej lekko przynudza. Autor, były pracownik CIA, ma wiedzę o szpiegowaniu, ale umiejętności pisania już nie za bardzo. Część szczegółów pracy szpiegów i służb, usiłujących ich wykryć, jest mało znana i niewątpliwie budzi to zainteresowanie. Przykładowo Orioni – emerytowani już pracownicy służb wywiadowczych, wykorzystywani są dorywczo np. do śledzenia. Nikt nie zwraca przecież uwagi na 70 czy 80 latka z psem na spacerze, albo na babcię z wózkiem. Albo np. rosyjska, szpiegowska szkoła jaskółek, czyli szkoła uwodzenia i seksu. Ten aspekt książki jest zdecydowanie najlepszy.
W porównaniu do mistrzów powieści szpiegowskiej Le Carre, czy Roberta Littela, Jason Matthews wypada zdecydowanie słabiej. Ma słabsze pióro. Niektóre fragmenty są kiczowate, a najgorzej wypadają wątki romansowe. W pewnym stopniu, oczywiście nie całościowo, bieg akcji jest przewidywalny, jak w prymitywnym harlekinie. Nie ma tu też rozbudowanej psychologii. Charaktery są niemal czarno – białe, zupełnie inaczej niż w życiu, a już szczególnie w służbach specjalnych. U le Carre wszyscy bohaterowie mieli masę grzeszków na sumieniu i „pobrudzone ręce”, niekoniecznie przez łapówki.
Nie wiem, na ile J. Matthews postrzega świat w taki właśnie sposób, na ile jest to zabieg, mający na celu zdobycie czytelników. Pracując w CIA musiał mieć świadomość złożoności ludzkich charakterów i niepotrzebnie wszystko spłycił.
6/10