
poniedziałek, 24 października 2022
Jerzy Jarniewicz „Mondo cane”
sobota, 22 października 2022
Szczepan Twardoch „Byk”
„Byk” jest dla mnie nieporozumieniem, w niczym nie przypomina tak świetnych powieści, jak „Król”, „Królestwo”, czy „Morfina”. Jest to mini dramat z jednym bohaterem, cwaniaczym biznesmenem i narkomanem zarazem, któremu nagle życie zawaliło się na każdym odcinku. Poza monologiem głównego bohatera są też przedstawione prowadzone przez niego rozmowy telefoniczne.
Utwór jest wyjątkowo krótki, ma około 90 stron z dużą czcionką i rysunkami. Są w nim fragmenty pisane gwarą śląską, co utrudnia czytanie i nie do końca jest zrozumiałe, a przypisów czy tłumaczenia nie ma. Nie zauważyłam tu żadnej głębi psychologicznej, tekst jest tak krótki, że na to nie pozwala. Wynurzenia tytułowego bohatera do szczególnie ciekawych też nie należą. Nie do końca wiadomo, dlaczego dopuścił do takiej sytuacji, że w opisywanym momencie przegrał prawie każdy aspekt życia. Surowe, śląskie wychowanie i brak umiejętności okazywania uczuć nie mogą być przecież jedynym wytłumaczeniem.
Całość jest dla mnie w ogóle nieprzekonująca. Z monologu bohatera wynika, że podziwia on swoich dziadków, którzy przeżyli razem 70 lat. Wie on jednocześnie, że dziadkowie nie byli szczęśliwi, właściwie jedynie wypełniali różnego rodzaju obowiązki. Cóż, w tamtym pokoleniu tak się żyło, ale jak dla mnie nie ma czego zazdrościć.
W stosunku do innych powieści Twardocha, „Byk” jest wtórny. Są tu motywy służby Ślązaków w niemieckim wojsku, co teraz już chyba dla nikogo nie może być zaskoczeniem, pogłębienia wątku nie ma, jest tylko sygnalizacja. Jest też mowa o dyskryminacji Ślązaków, a na ten temat nic mi nie jest wiadome i nie wiem, na czym ta dyskryminacja miałaby poleć. Gdyby nie nazwisko Twardocha, to wątpię, czy ktoś by się tym dziełem zainteresował.
3/6
środa, 19 października 2022
Wiliam Shakespeare „Wieczór Trzech Króli albo Co Chcecie” – spektakl, Teatr Narodowy

sobota, 15 października 2022
Javier Marias "Tomas Nevinson"

Javier Marias zmarł we wrześniu tego roku i chociaż osobiście go nie znałam, pogrążyłam się w autentycznym żalu. Przeczytałam prawie wszystkie jego książki, są dla mnie rewelacyjne. Liczyłam na to, że powstaną jeszcze dalsze, no ale niestety. Pozostanie on dla mnie jednym z najwspanialszych pisarzy, jakich kiedykolwiek czytałam i jednym z najgłębszych znawców ludzkiej duszy. Portrety psychologiczne jego bohaterów są porażająco wnikliwe, a przeczytanie jednej jego książki z pewnością daje więcej, niż studiowanie podręczników psychologii.
Tomas Nevinson to ciąg dalszych wydarzeń opisanych w powieści „Berta Isla”, ale znajomość „Berty” nie jest konieczna do tego, aby delektować się „Nevinsonem”. Z reguły w powieściach Mariasa akcja nie jest najważniejsza, najciekawsze są opisy ludzi i ich zachowania, motywów, celów, lęków i całej masy innych kwestii, związanych z psychiką człowieka. W tej książce wszystko to jest, ale jest także wciągająca czytelnika akcja. W obu wspomnianych powieściach występuje też ten sam bohater, genialny psycholog, który nigdy nie studiował psychologii, Tupra. Nevinson również jest fenomenalnym psychologiem. Trylogia „Twoja twarz jutro” i „Tomas Nevinson” to dla mnie najlepsze powieści Mariasa.
Tytułowy Nevinson zakończył już pracę w angielskich tajnych służbach, gdy skontaktował się z nim jego były szef, Tupra i zakomunikował mu, że ma dla niego kolejne zadanie. Podczas spotkania okazało się, że zadanie to jest mocno karkołomne. Otóż służby odkryły, że za dwoma bardzo krwawymi zamachami ETA w Hiszpanii sprzed 10 laty, stała nieustalona z imienia i nazwiska kobieta. Służby wytypowały 3 kobiety, które zamieszkiwały w jednym, małym, hiszpańskim mieście, a Nevinson dostał zadanie, aby zidentyfikować, która z nich jest terrorystką lub byłą terrorystką. Miał wyjechać do tego miasta, zamieszkać tam na co najmniej kilka miesięcy, nawiązać kontakt z wszystkimi trzema kobietami i przekazać ustalenia. Jak się można domyślić, na zwierzenie się przez którąkolwiek, że to ona miała związek z zamachami terrorystycznymi, nie mógł liczyć. Na to, że może coś jej się wymknie, jakieś półsłówko, też nie, w końcu przez 10 lat nikt nie domyślił się, że mogła brać udział w czymś takim. Pozostawało analizowanie zachowania, zwyczajów, upodobań, komentarzy na różne tematy, próbowanie rozgryzienia światopoglądu itp. kwestie. Czy można dzięki temu rozgryźć przeszłość danej osoby i ujawnić skrzętnie ukrywane tajemnice? Dzięki tej niewiadomej akcja jest fascynująca. Niewiadomych jest więcej, bo nasz bohater dostał zadanie, aby po zidentyfikowaniu terrorystki zebrał dowody, a jeżeli by się nie dało zebrać mocnych dowodów, ale wiedziałby, że to jest ona na podstawie poszlak, żeby ją po prostu zlikwidował i zapobiegł tym samym kolejnemu zamachowi. Powieść nie skupia się tylko na takich wątkach. Podczas obserwacji wychodzą na jaw różne inne ciekawostki.
Dla przykładu, w jaki sposób autor opisuje ludzi, na co zwraca uwagę, aby kogoś rozpracować. W jednym z momentów, gdy Nevinson opuścił na parę dni wspomniane miasto i pojechał na rozmowę z Tuprą, skarżył się mu, że ma problem z identyfikacją terrorystki. Tupra kazał mu opisać swoje spostrzeżenia i odpowiedział: „Wzrok masz zamglony, a może to bliskość nie pozwala ci złapać ostrości. A może mgła nieuświadomionych uczuć, czasem człowiek nawet nie wie, że je ma, takie są najgorsze i najbardziej paraliżujące, trudno się przed nimi bronić. Widzisz jednak więcej, niż przyznajesz, że widzisz”.
Nevinson snuje też rozważania na temat odpowiedzialności jednostki za swoje czyny, kary, moralności. Zastanawia się, czy człowiek może się zmienić na tyle, aby przez część życia być mordercą, terrorystą, pozbawionym skrupułów, a potem stać się normalnym obywatelem i odczuwać skruchę za to, co zrobiło się wcześniej. Rozmawia też na ten temat z Tuprą. Są też oczywiście rozważania na masę innych tematów. Przykładowo, czy służby państwowe powinny mieć skrupuły, aby zajmować się tzw. morką robotą i czy osoby, parające się czymś takim w imieniu państwa i obywateli, można uznać za moralne, czy nie. Przykładowo, czy można zabić – w aspekcie moralnym, nie prawnym, bez sądu terrorystę lub chociażby osobę, która przygotowuje się do zamachu. Autor obnaża hipokryzję większości obywateli, z jednej strony chcą być chronieni, mało kto przejąłby się zabiciem terrorysty, większość byłaby nawet zadowolona, ale z drugiej strony nigdy nie pochwalą takiego zachowania, jak zabicie tego terrorysty, a z zabójcą już nie chcieliby mieć nic wspólnego.
Dodatkowym smaczkiem powieści są nawiązania do literatury, muzyki, sztuki, historii. Wszyscy niemal bohaterowie są ludźmi wykształconymi, mającymi potrzebę obcowania z właśnie z takimi aspektami życia. Jest też wiele cytatów z klasyki literatury. Część cytatów nie wymaga żadnego odgadywania, skąd on jest, bo wynika to z treści rozmowy, np. Makbet powiedział. Do Szekspira nawiązań jest sporo. Są też na końcu wyjaśnienia, tak żeby wątpliwości nie było. Ale nie wszystko jest takie proste, bo są też cytaty, ale niedosłowne, takie, jak ktoś je zapamiętał. I nie zawsze jest wyjaśnienie, z jakiego utworu one pochodzą. Niekiedy zaś jest tylko powtórzona myśl z jakiegoś dzieła, nie ma wówczas wskazania ani autora, ani tytułu, czytelnik może ewentualnie sobie przypomnieć, że gdzieś coś takiego czytał. Javier Marias napisał coś w rodzaju wyjaśnienia, że np. w tekście jest myśl z le Carre`a, o ile dobrze pamięta. Jest to więc taka jakby łamigłówka, a częściowo przypomnienie klasyki, co zainspirowało mnie do sięgnięcia po Szekspira.
6/6
środa, 5 października 2022
Wiliam Shakespeare "Makbet"

czwartek, 29 września 2022
Jakub Bielikowski "Awans"
Mamy oryginalny kryminał z Warszawą z końca XIX wieku. Oryginalny jest z głównie uwagi na bohatera, Polaka, w szeregach rosyjskiej policji w Warszawie, ale nie tylko.
W literaturze z okresu zaborów, lub odnoszącej się do niego, z reguły pisarze przedstawiali polskich patriotów, albo osoby bierne, niezaangażowane w kwestie niepodległościowe. U J. Bielikowskiego jest inaczej, porucznik Andrzej Zalewski kwestię odzyskania niepodległości uważał za mrzonkę, w ogóle się tą sprawą nie interesował, a służba w rosyjskiej policji nie była dla niego żadnym problemem. Nie można go jednak uznać tylko za karierowicza, nie był bezideowcem, był zaangażowany też w coś jeszcze innego, co ze sprawą polskości nie miało nic wspólnego. Ludzi takich z pewnością było sporo, ale nie są oni często opisywani. A warto wiedzieć, że takie osoby były.
Opis Wolskiego jest absorbujący także z tego powodu, że pod koniec powieści stanął przed dylematem. Dostał propozycję awansu, ale pod warunkiem zmiany wiary, katolik w policji carskiej nie mógł na wiele liczyć. Ku mojemu zaskoczeniu, zakomunikowano mu, że nie musi stawać się prawosławnym, wystarczy że zostanie protestantem, dotyczyło to również małżonki. Wolski zorientował się, że liczba Polaków, która tak właśnie robiła, nie była mała. Fakt, że Polacy chcący zrobić karierę w rosyjskich instytucjach zmieniali właśnie w ten sposób wyznanie, nie jest powszechnie znany. W intrydze kryminalnej też jest drugie dno, bo dość szybko się okazuje, że sprawcy zbrodni lub przynajmniej jeden z nich ma powiazania z bardzo wysoko postawionymi osobami. Nie jest więc wiadomo, czy możliwe i „wskazane’ z uwagi na karierę będzie dociekliwe szukanie wszystkich sprawców.
Inaczej niż z reguły, przedstawione jest też polskie duchowieństwo. Nie ma tu wspaniałych, uczciwych patriotów z powołania, tylko księża, którzy z tym powołaniem się mocno rozminęli. Jest też ukazany rodzący się powoli ruch rewolucyjny i ówczesne warszawskie fabryki. Generalnie mamy do czynienia z obrazami świata i ludzi, które nie są zbyt popularne. Wydaje się nam, że coś wiemy o wielu rzeczach, w tym właśnie o tamtym okresie, o XIX wieku, stale okazuje się, że nie do końca tak jest. Cały czas widać, że ten znany obraz jest niepełny, że były takie ludzkie losy, o których się wiedziało mniej, dzięki takim książkom te luki można uzupełnić.
Ciekawym pomysłem wydawcy były też przypisy, które dotyczą głównie topografii Warszawy tamtych lat. Przykładowo gdy pada nazwa ulicy, która już nie istnieje, w przypisie jest taka właśnie informacja. Są też informacje, że określona ulica nazywa się obecnie inaczej, albo że np. opisywany budynek już nie istnieje, lub że obecnie znajduje się w nim coś innego, niż wówczas. Jeśli kogoś interesują tego typu kwestie, to z pewnością będzie zadowolony, a jeżeli nie, bo mieszka gdzieś indziej, to może bez problemu to pomijać. Klimat Warszawy z końca XIX wieku oddany jest perfekcyjnie.
4/6
czwartek, 22 września 2022
Vincent Severski "Plac Senacki 6 pm" audiobook, czyta Krzysztof Gosztyła

Kolejna książka, która mnie rozczarowała. Jeśli ktoś liczy, że jest to powieść, której akcja rozgrywa się w jakiejś części na okręcie podwodnym, bardzo się rozczaruje. Okręty te są tylko w tle. Jest to opowieść o angielskim szpiegu, który próbuje zwerbować byłego radzieckiego dowódcę podwodnego okrętu atomowego. Część akcji rozgrywa się z kolei wśród pracowników radzieckiej ambasady w Helsinkach. A jednym z bohaterów jest radziecki nielegał, ulokowany na bardzo wysokim stanowisku w jednej z finlandzkich instytucji. Brzmi to ciekawie, ale tylko w teorii.
Z książki wieje nudą. Poprzednie powieści Severskiego w większości bardzo mocno wciągały, ciężko było się od nich oderwać, akcja była zawsze wartka. Tym razem wydarzenia się w dużej mierze ślimaczą, a w zamian nie ma niczego innego. Gdy zna się poprzednie powieści tego autora widać powtarzalność wielu motywów. O nielegałach już była mowa na początku pierwszego cyklu, a w tej książce nic nowego w tym zakresie nie ma. Sylwetki szpiegów przedstawione są niemal w samych superlatywach, są niczym nadludzie, hiper inteligentni, bystrzy, z gigantyczną wiedzą, przedstawiciele jakiegokolwiek innego zawodu się do nich nawet nie umywają. Czynią właściwie tylko dobro, no poza oczywiście nielegałem. Prawie nie popełniają błędów. Teraz szczególnie, gdy trwa wojna Rosji z Ukrainą, dziwnie się czyta czy słucha o wspaniałym, szlachetnym, radzieckim dowódcy atomowego okrętu podwodnego.
Spotkałam się z porównaniem Severskiego do Johna le Carre. Poza tym, że tematyka książek obu autorów dotyczy szpiegów, nie widzę podobieństw. Le Carre był mistrzem psychologii, nikogo nie idealizował, ukazywał ludzkie wady i zalety, a dużej mierze też różnego rodzaju dylematy moralne. Le Carre zasłynął z tego, że powieść szpiegowską, uchodzącą wcześniej za coś gorszego, wprowadził do literatury pięknej. U Severskiego jest dokładnie odwrotnie, psychologii nie ma tu żadnej. U le Carre nie było patosu, u Severskiego jest go aż nadto.
Co zaś jest ciekawe? Mnie najbardziej zainteresowały opisy personelu radzieckiej ambasady, w tym dwóch ochroniarzy, byłych żołnierzy Specnazu. Intelektem żaden nie mógł się pochwalić, a jeden był jeszcze dodatkowo mocno niezrównoważony psychicznie.
3/6
wtorek, 20 września 2022
Lilian Jackson Braun "Kot który obrabował skarbonkę"
![]()
Kolejny, tym razem 22 tom serii z Koko i Yum Yu opiewa zwyczajną codzienność. W tej serii codzienność jest czymś wspaniałym, frapującym i nie mającym nic wspólnego z nudą czy nawet znużeniem. Z racji tego, że Qwill jest mocno zaangażowany w życie lokalnej społeczności, uczestniczy w wielu wydarzeniach, jak np. festiwale, zloty, koncerty. Tym razem odbywa sią aukcja biżuterii, zorganizowana przez przyjezdnego złotnika, o którym mało kto coś wie.
Najciekawszym elementem tego tomu jest jednak coś innego, Otóż tym razem autorka nieco więcej miejsca poświęciła mojej ulubionej bohaterce, Amandzie. Amanda jest totalną ekscentryczką, znana jest z tego, że mówi każdemu prawdę, nie dba ani o konwenanse, ani o dobre maniery, słynie z nieposkromionego indywidualizmu. Jest singielką i stosunkowo niedawno odrzuciła względy przyjaciela Qwilla. Ubiera się oryginalnie, ale nie oznacza to bynajmniej tego, że jest awangardowa, wręcz przeciwnie, ubiera się wygodnie, a na przyjęcie jest w stanie nałożyć niemodną sukienkę, którą ma już 30 lat i w której dobrze się czuje. Do nikogo się nie podlizuje, nikomu nie prawi komplementów. I ku zaskoczeniu wszystkich, wpadła na pomysł, że będzie ubiegać się o fotel burmistrza, który od kilku kadencji zajmuje przedstawiciel lokalnego estabilishmentu. Każdy mieszkaniec okręgu czuł się przez nią wiele razy obrażony, ale jak się okazało, wielu z mieszkańców miało mimo wszystko zamiar głosować właśnie na Amandę.
Jak zwykle nie może zabraknąć ciekawostek o kotach. Poznajemy wolontariuszkę w schronisku dla kotów, Maggie. We własnym domu ma ona aż 5 kotów, które mają bardzo ciekawe imiona, każde po znanej postaci świata kultury. Te imiona to przykładowo Charlotte (po Charlottcie Bronte), Sarah ( po Sarze Bernhard), pozostałe są nieco trudniejsze do zgadnięcia, postacie znane w czasach autorki i w miejscu, gdzie żyła, są obecnie już mniej rozpoznawalne.
Jest też sporo elementów humorystycznych. Jeden z nich to list do redakcji gazety, z którą współpracuje Qwill, a dot. powszechnie funkcjonujących "niewinnych kłamstewek", typu: "wyglądasz wspaniale", "wieczysta gwarancja", "lekarz za chwilę pana przyjmie".
5/6
sobota, 3 września 2022
„H.M.S. Ulisses” Alistar MacLean – audiobook, czyta Krzysztof Gosztyła
wtorek, 23 sierpnia 2022
Raymond Chandler „Żegnaj laleczko”, nowe tłumaczenie : Bartosz Czartoryski
Chociaż powieść po raz pierwszy została wydana w 1940r. dzięki nowemu tłumaczeniu Bartosza Czartoryskiego w ogóle się tego nie odczuwa. W tym tomie nie ma nieużywanego już słownictwa z poprzedniego wydania, są współczesne zwroty i słowa, np. facet, menel, ktoś dostał korby itp. Odmłodzenie Chandlera poprzez nowe tłumaczenie było strzałem w dziesiątkę.
Znak rozpoznawczy Chandlera to pozbawiony złudzeń obraz ludzi i Ameryki, rewelacyjny język i humor. Część postaci to ludzie z różnych względów przegrani, np. alkoholicy żyjący biedzie i bez perspektyw. Są też i to w większości ludzie zamożni, pozornie wiodący udane życie, ale w rzeczywistości są oni upadli moralnie, np. żyjący z nieuczciwych interesów, łapówkarze czy dyspozycyjni policjanci. Ci ostatni kierują się głównie poleceniami przełożonych, no i szukają okazji do jakiegokolwiek zarobku na boku, niekoniecznie legalnego. Nie ma tu udanych rodzin, czy prawdziwych przyjaźni. Nie ulega też wątpliwości, że nie każdy jest zdemoralizowany, nowa znajoma detektywa z pewnością jest osobą uczciwą no i do tego atrakcyjną. Degeneracji nie uległ też oczywiście detektyw Morlowe.
Co do prywatnego detektywa Marolowa, to budzi wielka sympatię. Jest sam, to typ twardziela, ale tam gdzie trzeba, potrafiącego okazać odruchy serca. Życia osobistego właściwie nie prowadzi, czym przypomina wielkich, powieściowych detektywów, jak Sherlock Holmes czy Herkules Poirot, albo panna Marple. Trochę brakuje mi tych prywatnych perypetii, no ale o ideał trudno. Szalenie dużo o naszym bohaterze mówi kalendarz ścienny z obrazami Rembrandta i to, co detektywowi w tych obrazach się podobało. Marlowe w jednej ze scen patrzy na „Autoportret” Rembrandta. „Artysta przytrzymywał umazaną farbami paletę brudnym palcem, na głowie miał charakterystyczny beret, również nie pierwszej czystości. Drugą ręką unosił pędzel, jakby zamierzał jeszcze coś namalować, tylko czekał na zaliczkę. Starzał się, skóra mu wiotczała, na twarzy zastygł grymas zdradzający wywołany długim życiem niesmak oraz zbytnie przywiązanie do alkoholu. Ale promieniował hardą pogodą ducha, którą tak ceniłem, oczy miał zaś jasne, niczym krople rosy.”
Książka napisana jest fenomenalnym językiem, nie ma tu żadnych długich opisów, zdania są krótkie, ale celne, a dialogi wręcz fenomenalne. No i przebija się wyjątkowe poczucie humoru. Przykładowo Marolwe wraz z kolegą rozmawiają z pewną kobietą, która zarzuca naszemu detektywowi brak umiejętności słuchania. Mówi do niego: „Jakoś kolega nie ma problemu z tym, żeby siedzieć cicho i słuchać. Jest żonaty – odparłem. – Ma doświadczenie”. Albo opis ludzkich przywar, gdy Marlow chcąc uzyskać informacje od obcej kobiety, postawił jej flaszkę. „Podejrzliwość walczyła z alkoholowym pragnieniem, które wyraźnie zwyciężało. Zawsze zwycięża”. Albo już zupełnie na luzie spostrzeżenie „rozdziawiła usta, prezentując lśniące zęby, którym połysk nadaje noc w szklance z roztworem do protez”.
Co zaś do samej akcji, to spośród tych wszystkich zalet dla mnie miała ona najmniejsze znaczenie. Otóż Marlowe w brudnej spelunie został niemal świadkiem zabójstwa, z braku detektywistycznych zleceń uznał, że trochę powęszy przy tej sprawie. A gdy już zlecenie dostał, szybko pojawił się kolejny trup. Oba te wątki oczywiście się połączyły. Podczas własnego śledztwa czytelnik właśnie poznaje zdegenerowanych bogaczy, skorumpowanych policjantów i inne nie niej ciekawe postacie.
5/6
niedziela, 21 sierpnia 2022
Elżbieta Cherezińska „Niewidzialna korona” – audiobook, czyta Filip Kosior
Objętość książki nie powinna mieć większego znaczenia, ale zawsze przed sięgnięciem po tego rodzaju pozycję zastanawiam się, czy rzeczywiście warto. Tutaj mamy aż 29 godzin, można w tym czasie przeczytać, czy odsłuchać co najmniej dwie książki. W tym przypadku powieść okazała się wyśmienita, na takim samym poziomie, na którym była pierwsza część cyklu, czyli „Korona śniegu i krwi”, którą czytałam kilka lat temu i o której pisałam tutaj. Przymierzam się już do tomu III, do audiobooka, który trwa 46 godzin. Na szczęście w domu podczas różnych prac domowych słucham czegoś innego niż w samochodzie, znużenia więc nie ma.
Cherezińska dokonała wielkiej sztuki. Wybrała bardzo mało znany, a jednocześnie szalenie ciekawy okres w naszych dziejach i napisała o nim wyjątkowo wciągającą powieść. To czas rozbicia dzielnicowego, kiedy to podejmowane były pierwsze próby zjednoczenia państwa i trwała jednocześnie walka o tron. Mało kto wie, że naszymi królami byli też władcy Czech, Przemyślidzi, Wacław II i Wacław III. Między innymi o ich rządach opowiada ten tom. O koronę ubiegał się też m. in. książę kujawski Władysław, później przybrawszy miano Łokietka, a także książę głogowski Henryk, zwany Głogowczykiem.
Książka to nie tylko opowieść o przeszłości. To również powieść ponadczasowa o mechanizmach władzy, o mechanizmach które rządzą zawsze i są aktualne również dzisiaj. Potęga Przemyślidów była porażająca i zastanawiałam się nad tym, jak to w ogóle się stało, że się od nich skutecznie uwolniliśmy. Ale Wacław II sięgający po kolejne korony, w tym polską i węgierską, naruszył istniejący w Europie układ sił. Zaniepokoił tym i zdenerwował nie tylko sąsiadów, ale i samego papieża. Zaniepokojeni postanowili zareagować i to na tyle szybko, aby ten zwycięski pochód zastopować. Papież zaczął wspierać wrogów Przemyślidów, a w tym samym czasie doszło do ataku na Czechy i to z różnych stron. Ale Czesi nie byli idiotami. Zaczęli się zastanawiać, jak wybrnąć z sytuacji osaczenia. Wiedzieli, że z czegoś, z pewnych zdobyczy, będą musieli zrezygnować. I że będą musieli jednak zjednać sobie któregoś z wrogów, dając mu coś w zamian za odstąpienie od działań wojennych, których wynik był nieprzewidywalny. Wiedzieli, że przeciwko wszystkim nie dadzą rady.
Książka nie jest na szczęście super poważną opowieścią o tego rodzaju kwestiach, to beletrystyka, która rządzi się swoimi prawami. Jest to lektura mimo wszystko lekka, bo w tekst wplecionych jest wiele innych wątków, w tym romansowe, kryminalne czy nawet lekko i bez większego wpływu na akcję wątki fantazy, są też nawiązania do średniowiecznych legend. Wątki kryminalne to nie są wymyślone opowieści o nieznanych, zamordowanych osobach. To po prostu rzeczywiste zabójstwa, w tym królobójstwa, bo Wacław III faktycznie został zamordowany. Elżbieta Cherezińska przedstawiła swoją wersję tego, jak do tego doszło, kto był zleceniodawcą, nie zapomniała też o wersji oficjalnej, czyli osobie niemieckiego płatnego zabójcy, który natychmiast po wykonaniu zadania sam został zabity, zleceniodawca zaś nigdy nie został ustalony.
Autorka opisała też chyba wszystkie grupy społeczne, jakie wówczas istniały, nie wyłączając nawet zgromadzeń zakonnych. Poza ludźmi z dworów królewskich jest szereg innych bohaterów, w tym duchowni, jak np. Jakub Świnka, czy sprzyjający Przemyślidom biskup krakowski Muskata. Są zakony rycerskie, jak Krzyżacy czy Joannici. Jednym z bohaterów jest Wielki Mistrz Krzyżacki. Są też poganie, uprawiający kult swoich bożków. Są nie tylko ziemie polskie, jest pokazany Rzym, do którego w 1300r. udał się Łokietek, jest Ruś, oczywiście Czechy, Węgry.
To także jest opowieść o tym, jak kształtuje się mąż stanu. Nie wszystkie posunięcia Łokietka z czasu młodości były trafne, jedna była wręcz fatalna dla kraju, musiał potem uciekać z ziem polskich. Póżniej „dorósł” do swojej pozycji księcia i zaczął powoli pokonywać konkurencję do tronu. Cherezińska świetnie to uchwyciła i rewelacyjnie opisała. Przykładowo gdy pojawiła się możliwość jego powrotu do Krakowa i wejścia nie tylko do zamku, ale i do grodu, Łokietek zaczął się zastanawiać, jak postąpić z osobami, które jawnie przeciwko niemu występowały, np. biskup Muskata. Wiedział, jak zakończył się dla Bolesława Śmiałego konflikt z biskupem Stanisławem i jakie poniósł konsekwencje zabójstwa. Łokietek zdecydował się więc na taktykę lisa, nie jątrzył konfliktu, zaczął obserwować biskupa, wiedział, że może się po nim wszystkiego spodziewać, a jednocześnie bardzo dbał o dobre stosunki z papieżem.
Niezależnie od tego wszystkiego powieść szalenie wciąga. Jest ona przecież również sagą, przypomina seriale w kilku sezonach. Niektórych bohaterów czytelnik zna od narodzin i obserwuje ich dzieciństwo, zauroczenia miłosne, małżeństwo, karierę itp. Taką osobą jest m. in. Rikissa, córka zamordowanego polskiego króla Przemysła II. Cherezińska opisuje swoich bohaterów tak, że chce pokazać, co oni myślą, co czują, czym się kierują w swoich decyzjach. Nie odczuwa się w ogóle, że żyli oni tak dawno w zupełnie innych czasach.
5/6