niedziela, 4 października 2020

Lilian Jackson Braun "Kot, który pchnął śledztwo na właściwe tory"

 

wtorek, 29 września 2020

Jonathan Black "Dante. Sekretna historia. Odkopując tajemnice piekła"

 Dante Sekretna historia Odkopując tajemnice Piekła - Jonathan Black | okładka

  Książkę wydało wydawnictwo Astra, specjalizujące się w literaturze historycznej. Czytałam parę książek Astry, były bardzo dobre, ta zaś pozycja zdecydowanie odbiega negatywnie poziomem od tego, co znam. Jest tu trochę życiorysu Dantego, trochę o jego dziele, a wszystko na tle epoki, ale widzianej głównie przez pryzmat wszystkiego, co jest tajne, dziwne, sensacyjne. Szczególnie autor upodobał sobie teorie spiskowe. Przypomina to nieco Dana Browna, ale bez wartkiej akcji. Zawartość merytoryczna budzi bardzo, ale to bardzo poważne wątpliwości. Fakty historyczne przemieszane są z różnymi domniemaniami, przedstawianymi jako "wydaje się", ale są też i ewidentne bzdury, np. cytaty z pozycji opisujących jak ktoś widział idącego chłopczyka, bardzo pięknego, od którego wyodrębniła się dusza. Jest nawiązanie do Prousta i "W poszukiwaniu straconego czasu", konkretnie do Swanna, który rzekomo czekał jako dziecko wieczorami, aż matka go pocałuje na dobranoc. Na pocałunek matki czekał sam narrator, Proust, a nie Swann. Budzi to oczywiście wątpliwości co do prawdziwości innych danych.   

     Co do życiorysu Dantego, to zwrócona jest uwaga na jego związki z templariuszami, jego bliski znajomy, mentor, był templariuszem i dzięki niemu poeta mógł wiele dowiedzieć się o Ziemi Świętej i o kulturze arabskiej, w tym również chociażby o sufizmie. Dante miał różne dziwne sny, różne wizje, interesował się mistycyzmem. Był człowiekiem szalenie otwartym na wszystko co nieznane i nowe. Nie zamykał się w swoim światku i nie uznawał, że wszystko już widział i słyszał, poszerzał swoje horyzonty, chociaż z uwagi na działającą Inkwizycję , musiał być ostrożny w głoszeniu różnych poglądów. Do papiestwa i kościoła podchodził krytycznie, co najprawdopodobniej przyczyniło się do jego wygnania z Florencji. Właśnie z uwagi na Inkwizycję "Boska Komedia" pełna jest ukrytych symboli, na co jest zwrócona jest uwaga szczególna.  

     Co do samej już "Boskiej Komedii", to autor zwrócił uwagę, w jaki sposób doświadczenia osobiste Dantego wpłynęły na to, co uważał za najcięższe przewinienia, zasługujące na potępienie w piekle, a co z kolei cenił. Na szczególne potępienie zasługują "dusze bierne", co "bez hańby żyły i bez części", wmieszane są w piekle między aniołów, które były "ni wrogie Bogu, ni też wierne". 

   Czytając trzeba mocno wybierać pomiędzy treściami bzdurnymi lub wątpliwej wiarygodności, a fragmentami wartościowymi. Co nieco ciekawego da się wybrać i z pewnością przyda się przed lekturą "Boskiej komedii". 

3/6

   

piątek, 25 września 2020

Zofia Kossak - Szczucka "Król Trędowaty"

 Okładka książki - Król trędowaty

    Pisałam już tutaj o pierwszej części trylogii Zofii Kossak pt. "Krzyżowcy", książka ta była dla mnie czymś wyjątkowym. "Król Trędowaty" jest równie wyśmienitą lekturą, ale nie ma już takiego rozmachu. "Krzyżowcy" opowiadali o dziejach całej pierwszej krucjaty, począwszy od zwołania synodu w Clermont w 1095r., aż do zdobycia Jerozolimy w 1099. Występowała mnogość postaci godnych uwagi. Tutaj opowiedziany jest jedynie wycinek dziejów, tzn. utrata Jerozolimy i zdobycie jej  przez Saladyna w 1187r. Niestety, postaci godnych uwagi nie było już wiele, wcześniej nastąpiła bowiem degrengolada charakterów wnuków krzyżowców. Jest to powieść nie tylko o odbiciu Jerozolimy przez muzułmanów, ale też o zaprzepaszczeniu i upadku idei. Kossak - Szczucka bardzo sugestywnie opisała, że Jerozolimę dałoby się utrzymać znacznie dłużej, gdyby Królestwem Jerozolimskim rządziły inne osoby i gdyby robiły to w inny sposób, gdyby także mieszkańcy królestwa zdolni byli myśleć o czymkolwiek innym, niż tylko o własnym interesie.  Pierwsi krzyżowcy bez cienia wątpliwości byli w pewnym stopniu ideowcami, zdolnymi do poświęcenia się w imię wyższych celów. Wnukom było aż za dobrze i wszystko zaprzepaścili. Jest to więc powieść, która pod pretekstem ukazania wycinka historii Jerozolimy mówi o ludzkim upadku, o tym do czego może doprowadzić skrajny egoizm, pycha, chciwość, małostkowość i głupota połączone z niezachwianą wiarą w to, że nie ma żadnych wyższych wartości i celów poza  zaspokajaniem wszelkich zachcianek jednostki i że jednostka nie powinna w niczym się nigdy ograniczać. Jak napisała autorka "Ogół Franków mógł tylko obrzydzić wyznawaną przez nich wiarę." 


      Jednym z nielicznych pozytywnych bohaterów jest tytułowy Król Trędowaty, czyli Baldwin IV, człowiek światły, który jednak był wykończony przez makabryczną chorobę, gnił za życia, nie miał siły, w pewnym czasie nie wstawał już z łóżka. Jest on jednak przykładem tego, jak wielki i wspaniały duch może przezwyciężyć ciało. To on w trakcie zaawansowanej choroby doprowadził, przywiązany do konia, swoją armię do wspaniałego zwycięstwa nad muzułmanami w bitwie pod Montgisard w 1177r. W przypadku zdecydowanej większości pozostałych mieszkańców Jerozolimy było dokładnie odwrotnie, we wspaniałych i zdrowych ciałach zamieszkiwał skarłowaciały, trwożliwy duch. Baldwin IV był człowiekiem nieszczęśliwym, miał świadomość, że umiera, cierpiał fizycznie i psychicznie, wszyscy prawie, łącznie z rodziną bali się zarażenia i odwrócili się od niego. Był wierzący. Na kilku kartkach jest opisana scena, jak rozmawia z Bogiem i skarży się na swój los, prosząc o uzdrowienie. Autorka też była osobą głęboko i mądrze wierzącą, należała nawet do  zakonu dla świeckich. Rozmowa Króla Trędowatego z Bogiem  jest naprawdę godna uwagi. 

    Kossak - Szczucka prezentowała ten typ wiary, który nikim nie gardzi, sprzeciwia się wszelkim uprzedzeniom. Wśród opisów muzułmanów brak jest jakiejkolwiek wzmianki, wskazującej na to, że uważała ich za kogoś gorszego, sporo jest za to fragmentów, gdzie podziwiany jest ich nauka,  kultura i dorobek. Na szczególną uwagę zasługują opisy Saladyna, który przedstawiony jest jako niezwykle światły, dalekowzroczny mędrzec. Są opisane sytuacje, mówiące o niemal przyjaźniach pomiędzy muzułmanami i chrześcijanami. Całe dzieło jest wołaniem o tolerancję religijną . Ponieważ autorka była realistką z olbrzymią wiedzą miała jednocześnie świadomość, jak trudne a nawet i niemożliwe dla wielu osób z obu stron przysłowiowej barykady może być to niepisane wezwanie. Jest to zupełnie inne spojrzenie na innowierców, niż chociażby u Sienkiewicza w trylogii. 

   Innym fenomenalnym atutem działa jest też opis i znajomość charakterów ludzkich. Autorka nie stosowała długich opisów, ale nawet w przypadku postaci mocno negatywnych wskazywała na przeszłość, na to skąd dana postawa się wzięła. Przykładowo król Gwidon de Lusignan był tępy, pozbawiony podstawowej wiedzy o zarządzaniu państwem, a jego jedynym atutem była uroda. Ale uzyskał tron tylko na skutek tego, że spodobał się Sybilli, córce króla Amalryka I, która uparła się, że go poślubi. On sam nie nie knuł intryg, był tylko lub aż mocno bierny i niezdecydowany, czego chce. A to, że w ogóle doszło do takiego ślubu, też świadczy o wspomnianej degrengoladzie. 

   Całość czyta się bardzo dobrze. Mimo tego, że napisana została jeszcze przed wojną i opowiada o średniowieczu, trudno jest się od niej oderwać.  
5/6

poniedziałek, 21 września 2020

Andrea Camilleri "Pole garncarza" cykl z komisarzem Montalbano tom 13

 

    W "Polu garncarza" jest wszystko to, co najlepsze może być u Andrea Camilleri. Jest intrygująca akcja, czyli szukanie mordercy nieustalonej ofiary, której poćwiartowane zwłoki znaleziono na tytułowym polu garncarza. Jak to na Sycylii, musi być chociaż w minimalnym zakresie mafia. Otóż zabójstwo zostało dokonane w taki sposób, że sugeruje to właśnie robotę mafii, a konkretnie wewnętrzne porachunki. Pojawia się też femme fatale, na widok której policjanci zaczynają zachowywać się irracjonalnie. Sporo jest mowy o przyjaźni, głównie z innym policjantem z komisariatu, z Mimi. W tym zakresie coś się zaczyna psuć, co dla Montalbano jest straszliwie przykre. Są też jego standardowe problemy związane ze starzeniem się, ale jest też oczywiście delektowanie się życiem, czyli dobre jedzenie, książka, spacery, rozmyślania, pływanie w morzu.    

    Najciekawszy aspekt książki to przyjaźń. Montalbano nie ma rodziny, ma jedynie narzeczoną, czy może raczej partnerkę życiową, ale też jest to  nietypowy związek, bo na odległość, Livia mieszka kilkaset kilometrów dalej. Przyjaciele są więc dla niego czymś takim, jak rodzina. A przyjaciół tych też wielu nie ma, są nimi trzej policjanci z komisariatu i jedna kobieta już spoza branży, Ingrid. Gdy relacja z Mimi zaczęła się wyraźnie zmieniać i to bez żadnego powodu, było to dla komisarza wstrząsem. Oczywiście spędził trochę czasu na przeanalizowaniu sytuacji, rozważeniu, co dalej robić. Najgorsze było to, że zorientował się, że Mimi go zdradził. Montalbano "był człowiekiem zdolnym do zrozumienia wielu rzeczy, których inni nie chcieli lub nie umieli zrozumieć, słabości bardziej i mniej przelotnych, chwil tchórzostwa, braku uprzejmości, kłamstw, niskich pobudek i podłych postępków, działań podyktowanych lenistwem, nudą czy egoizmem, i tak dalej. Jednak nie był w stanie ani zrozumieć, ani przebaczyć zdrady czy złej wiary". W związku z zaistniałą sytuacją zwrócił się do innego prawdziwego przyjaciela, do Ingrid. Nie napiszę, jak sytuacja z Mimi się zakończyła, ale intrygowała mnie nawet bardziej, niż kwestia zabójcy. A rozwiązanie problemu z Mimi naprawdę daje sporo do myślenia. 

       No i Montalbano jak zwykle nie może pogodzić się z upływającym czasem. Ponieważ zbliżało się Boże Narodzenie i święta, po raz kolejny uzmysłowił sobie, że nie znosi tych świąt i przesyłanych kartek z życzeniami szczęśliwego Nowego Roku. Dla niego każdy kolejny rok okazywał się trochę gorszy od poprzedniego. Ale były to odczucia subiektywne, niechęć do upływającego czasu i lęk przed tym, siedziały w jego głowie. Obiektywnie nie działo się nic, co mogło wskazywać na to, że zawsze kolejny rok był gorszy od poprzedniego. Gdy pojawił się w miejscu, gdzie spędził młodość, sam się zganił: "Czy myślałeś, że te dalekie góry, haust powietrza z dawnych lat mogą ci przywrócić naiwność, niewinność, entuzjazm pierwszych lat pracy w policji? Weź się w garść, spróbuj być poważny, zaakceptować, że to, co straciłeś, straciłeś na zawsze". Ciekawe, czy to nastawienie do upływającego czasu się kiedyś u Montalbano zmieni.  

         Z potraw, które jada tym razem komisarz, smakowite wydało mi się danie, które nie wymaga wiele przygotowania, a mianowicie talerz czarnych i zielonych oliwek, drugi talerz z serami, których nazwy nic mi nie mówią i wino. Montalbano tak był przejęty sytuacją z Mimi, że nie czytał wiele, ale gdy wyjechał zaledwie na jeden dzień, wiadomo, że spakował do bagażu książkę. Tym razem Camilleri nie wspomniał, jaką. 

5/6

    

sobota, 19 września 2020

Dale Carnegie "Jak przestać się martwić i zacząć żyć"

       
  Nigdy wcześniej nie pisałam o poradnikach, poradników nie czytam i w zasadzie uważałam je za coś, co nie jest literaturą. Ale ten konkretny poradnik naprawdę jest inny. To coś, co naprawdę warto przeczytać. 

   Główna część książki to porady, dotyczące podejścia do problemów. Zawsze snuta jest opowieść o określonej osobie, niekiedy nieznanej, niekiedy odwrotnie, osoby te opisują swoją sytuację i to, jak z niej wyszły. Autor to oczywiście komentuje i wyciąga wnioski, niekiedy nawiązuje do postaci historycznych. Ta część zajmuje około 90% całości, może nawet więcej. Na końcu jest z kolei kilkadziesiąt mini opowieści różnych osób, które opisały,  jak sobie poradziły z problemami. Wszystko napisane jest prosto i jasno, a czyta się świetnie. 

    Mój opis będzie oczywiście wybiórczy, być może kogoś określone argumenty nie przekonają, może przekonałyby inne rozdziały i porady, które z kolei dla mnie były mało przekonujące. Najbardziej chyba zapamiętałam rozdział mówiący o tym, że trudności są potrzebne, że nie da się iść przez życie bezproblemowo, bez wyzwań. Pokonywanie kłopotów, zamiast uciekania od nich, daje niesamowitą siłę. Autor streścił tą myśl słowami powiedzenia skandynawskiego - "Wikingów stworzył północny wiatr".  Gdyby nie trudne warunki, w jakich musieli żyć, nie staliby się nigdy takimi fenomenalnymi żeglarzami i wojownikami. 

   Autor delikatnie też wskazuje, że zbytnie analizowanie swoich problemów i zgłębianie ich nie daje najlepszych rezultatów. Sugeruje, że problem należy rozważyć, podjąć decyzję, co robić i lepiej nie wracać już do tego, czy aby na pewno ta decyzja była dobra. Trzeba żyć odgrodzonym od przeszłości i przyszłości, tzn. nie zamartwiać się tym, co było i tym, co będzie. Zacytowany jest Churchill, zapytany w czasie wojny, czy nie boi się o los okrętów angielskich, które mogą zaatakować i zatopić Niemcy. Odparł, że wyprodukowano najlepsze okręty, jakie można było wyprodukować w tamtych warunkach; dano im najlepsze możliwe dowództwo; zrobiono najlepsze rozpoznanie i martwienie się już nic nie da. Zresztą on nie ma na nie czasu. 

     Właśnie nadmierna ilość wolnego czasu też sprzyja bezustannemu rozważaniu różnorakich problemów. Wspomniane jest małżeństwo, których syn w czasie wojny służył w wojsku. Prowadzili oni dom towarowy i pracowali prawie non stop. Niektórzy ludzie byli zdziwieni, jak mogą zajmować się czymś takim, skoro ich dziecko w każdej chwili może zginąć. Oni z kolei odpowiadali, że gdyby cały czas myśleli, co może się stać, zwariowaliby. Właśnie praca powodowała, że nie zadręczali się myślą o możliwej tragedii, na zaistnienie której nie mieli żadnego wpływu.

     Wspomniana jest historia kobiety z okresu II wojny, której mąż był marynarzem, komandorem, a która uważała się za bardzo chorą i leżała w łóżku prawie całą dobę. Gdy nastąpił atak Japończyków na Pearl Harbor, PCK poprosiło ją, aby z racji tego że ma telefon, prowadziła u siebie punkt informacyjny, dzięki któremu rodziny mogłyby dowiadywać się, co stało się z ich mężami, czy synami, albo ojcami. Gdy zaangażowała się w ten punkt i przestała myśleć tylko o sobie, zapomniała o domniemanej chorobie. Jeden z rozdziałów zatytułowany jest "Jak przez 2 tygodnie wyjść z depresji". Autor powołuje się na psychiatrę Alfreda Adlera który mówił swoim pacjentom "Wyzdrowiejesz w ciągu 14 dni, jeżeli będziesz się stosował do mojego zalecenia: codziennie spróbuj zastanowić się, komu możesz sprawić przyjemność". Adler mówił też, że człowiek ma moc zamiany minusów w plusy, co oznacza, że trzeba czerpać korzyści z porażek. D. Carnegie nazwał to robieniem z sęków sękacza. 
6/6




poniedziałek, 7 września 2020

Krzysztof Domaradzki "Sprzedawca" - audiobook, czyta Adam Woronowicz

             

      Mam bardzo mieszane uczucia po odsłuchaniu tego audiobooka. To jakby wspomnienia psychopatycznego mordercy, menagera z wyższej półki, Kacpra Bergera. Niby jest to kryminał, ale konwencja jest taka, że już z okładki wynika jednoznacznie, kim jest Kacper. Czytelnik poznaje szczegóły jego życia, motywy działania itp. Książka jest długa, za długa, momentami staje się nawet i nużąca. Ciężko jest też "przebywać" tak długo w towarzystwie psychopaty, pozbawionego jakichkolwiek ludzkich uczuć, traktującego wszystkich dookoła jak motłoch, a siebie uważającego za boga. Środowisko biznesu pokazane jest jako skrajnie negatywne, czytając czy słuchając książki obcuje się z niemal samymi koszmarnymi ludźmi, dla mnie było to mocno męczące. Obraz świata złożonego prawie wyłącznie z karierowiczów, ćpunów, alkoholików itp., jest dla mnie nieprzekonujący.  

    Audiobook ma jednak niezaprzeczalnie kilka atutów. Adam Woronowicz czyta fenomenalnie, gdy słyszałam, jak jego ustami Kacper się wymądrza, drwi z wszystkich dookoła, czułam do niego autentyczną odrazę. 

  Autor książki od kilku lat pracuje, czy może już tylko pracował, w magazynie Forbes, adresowanym do świata biznesu, świat ten więc poznał. We wstępie zaznaczył, że Kacper nie ma pierwowzoru w konkretnej realnej postaci, ale wszystkie jego zachowania i zachowania innych osób, związanych z biznesem, opisane w książce, nie wzięły się z powietrza. Zostały wzięte z życia, zaobserwowane przez autora podczas kontaktów z ludźmi biznesu. Te aspekty książki należą do ciekawszych. Jest wiele opisów niewyobrażalnej buty, arogancji, chamstwa i prostactwa. Przykłady są porażające. Autor podkreślił, że nie jest to opis całego świata biznesu, że przecież nie wszyscy tacy są. Ale jakoś tak się składa, że w książce właściwie wszyscy przedsiębiorcy są koszmarni. Przykładowo jeden z ludzi ze 100 najbogatszych z listy Forbes`a gdy zobaczył, że nie podoba mu się zachowanie zatrudnionej przez siebie recepcjonistki, warknął do niej: sp., już tu nie pracujesz. Albo stosowanie szantażu, że zrobi się coś złego komuś lub jego rodzinie, gdy nie zgodzi się na sprzedaż firmy. Albo szantażowanie, że gdy ktoś się na coś nie zgodzi, to ujawni się za pośrednictwem mediów informacje, że ktoś jest gejem. Dla tych aspektów warto książkę przeczytać.

    No i unikalny jest portret psychologiczny Kacpra, totalnego psychopaty, inteligentnego i bogatego. Uważa, że każdego można kupić, to tylko kwestia ceny. Przykładowo gdy kogoś widzi, od razu zauważa tanie ubranie, uświadamia sobie czyjeś niskie, czy raczej względnie niskie zarobki. Gdy ktoś mało zarabia i nie robi kariery, to uważa to za skrajnie żałosne i godne politowania. 

      Myślę, że takich Kacprów jest bardzo wielu i w różnych dziedzinach życia. Niekoniecznie muszą pracować w korporacji, mogą być nawet w zwykłym urzędzie. Ogarnięci wyłącznie żądzą coraz większych pieniędzy i kariery, są wszędzie. Gdyby może nie widzieli, że wielu innym osobom to imponuje, że inni chcą być tacy sami, to może nie odbiłoby im tak bardzo.      
   4/6
    
    

sobota, 29 sierpnia 2020

Jacek Moskwa, Jan Zieja "Życie Ewangelią"

niedziela, 23 sierpnia 2020

Krzysztof Bochus "Martwy błękit"

                  Drugi tom z Christianem Abellem jest nieco rozczarowujący, może przez to, że spodziewałam się czegoś naprawdę wyjątkowego. Tym razem Abell prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa w Sopocie bogatego kolekcjonera dzieł sztuki, Żyda. Rzecz dzieje się w latach 30-tych ubiegłego wieku. 

    Rozczarowuje mocno psychologia, postacie są jakby papierowe, płaskie. Odczucia każdego są przewidywalne aż do bólu. Bohaterowie przypominają mi manekiny. Właściwie to psychologii prawie wcale tutaj nie ma. Zauważalna jest natomiast jakaś obsesja autora na tle religijnym, czy raczej antyreligijnym. I w tym i w poprzednim tomie osoby, które albo są duchownymi, albo są wierzące i praktykujące, przedstawiane są jako czarne charaktery, aczkolwiek niekoniecznie mordercy. Z ciekawości zerknęłam w opis wydawcy trzeciego tomu, tam zwłoki są odnalezione w "elbląskim domu modlitwy". Kolejny znak rozpoznawczy to opisy okrucieństwa i przemocy, tak samo było i w pierwszym tomie. Książki nie czyta się wcale lekko, raczej ją przemęczyłam, niż przeczytałam. Nie byłam w stanie się wciągnąć. Skoro jest kolekcjoner dzieł sztuki, można byłoby się spodziewać czegoś  ciekawego o malarstwie, chociażby w tle. Co nieco jest, ale też szalenie powierzchownie. Na końcu książki są przypisy, a o "wnikliwości" tekstu z powieści świadczy to, że część tych przypisów powołuje się po prostu na wikipedię.  

      Obronną ręką natomiast wychodzą właśnie opisy faszyzmu, rodzącej się grozy. Każdy czytelnik zapewne ma w bliższym czy dalszym otoczeniu różne kreatury, np. bezwzględnego karierowicza, agresywnego cwaniaka, leniwego tępaka itp. Można sobie wyobrazić, że wszelkie takie  postacie  wiążą się z NSDAP i coraz bardziej zyskują na znaczeniu, mają coraz większy wpływ na różne instytucje, propagują też m.in. czy rasizm. W Wolnym Mieście Gdańsku konsekwencją tego były coraz bardziej narastające nastroje antypolskie. Wbrew stereotypom, Polacy stanowili tam wówczas zdecydowaną mniejszość. Aspekt historyczny zdecydowanie ratuje tą książkę. 
4/6

czwartek, 20 sierpnia 2020

Rafał Ziemkiewicz "Cham niezbuntowany" - audiobook, czyta Bartosz Głogowski



        Długo się zastanawiałam, czy w ogóle sięgać po tą książkę. Ale uważam, że hermetyczne zamknięcie się w bańce wyłącznie własnych poglądów i poglądów tych osób, które myślą tak samo lub bardzo podobnie, nie jest dobre. Skonfrontowanie własnych ocen z innymi z pewnością nie zaszkodzi, pod warunkiem oczywiście, że druga strona wypowiada się merytorycznie. Rafał Ziemkiewicz wypowiada się merytorycznie i nie ulega to żadnych wątpliwości, a książki słucha się naprawdę dobrze. Co bardzo ważne, większość tekstu wcale nie dotyczy bieżących zagadnień politycznych.

       Całość to zbiór rozważań na różne tematy, przykładowo historia nasza i innych krajów, czy mamy za co przepraszać; rola i ocena Żydów w naszej historii; ocena współczesnej inteligencji polskiej, kwestia tolerancji  Polaków, czy rzeczywiście jesteśmy tacy koszmarni pod tym względem. To tylko przykłady, ale chyba właśnie tym tematom poświęcone jest najwięcej miejsca. Muszę przyznać, że w bardzo wielu aspektach autorowi nie można odmówić racji.   No i pamiętać też trzeba, że książka ma charakter publicystyczny, nie jest pracą naukową, trudno wiec mówić o kompletności tego, o czym jest mowa. Skłaniałabym się raczej ku określeniu, że jest to raczej sygnalizacja pewnych zjawisk i ich ocena, niż gruntowna analiza, aby zrobić gruntowną analizę ze wszystkimi „za” i „przeciw”, konieczne byłoby napisanie co najmniej kilku książek.   
   
       Najbardziej kontrowersyjne kwestie dotyczą kwestii Żydów. Ziemkiewicz rzeczywiście podjął próbę oceny tego tematu, mając świadomość, że jak twierdzi, powiedzenie czegokolwiek negatywnego o jakimkolwiek Żydzie, naraża mówiącego na zarzut antysemityzmu. Wykazał się tu sporą odwagą.  Przede wszystkim przypomniał, że przez wieki Polska na tle wydarzeń w innych częściach świata była wyjątkowo tolerancyjna i stąd też przed wojną liczba Żydów, mieszkających w naszym kraju była tak duża. Przypomniał, że właśnie przed wojną, a nawet i w jeszcze wcześniejszych czasach, Żydzi zajmowali się poza handlem m. in. prowadzeniem karczm, czy bankowością, albo lichwiarstwem. Są źródła wpisane, z których wynika, że we wsiach Żydzi byli znienawidzeni, wynikało to jego zdaniem m. in. z tego Żydzi bezwzględnie egzekwowali wszelkie należności, łącznie z licytacjami majtku dłużnika, z wykorzystywaniem trudnej sytuacji biedoty, zacytowany jest tu opis dość drastycznej sytuacji. W tym zakresie mam jednak wątpliwość, co do tego, czy ta niechęć czy nienawiść wynikała z tego, że ktoś był Żydem, czy z tego, że miał taki a nie innej zajęcie. Oczywiste jest przecież to, że żaden zawód, który wiąże się np. z odzyskiwaniem długów nigdy nie cieszył się sympatią, bez względu na narodowość tego, kto zawód ten wykonuje. Nie słyszałam o tym, aby np. komornicy kiedykolwiek cieszyli się społeczną sympatią. Brakło mi też zaakcentowania, że nie wszyscy Żydzi byli bogaczami, była przecież masa żydowskiej biedoty, a z tych z kolei, którzy rzeczywiście mieli majątek, nie wszyscy byli bezwzględnymi oszustami. Rację ma jednak Ziemkiewicz ci do tego, że nie toczy się i raczej nie zaistnieje w przyszłości dialog, czy nawet rzetelne badania naukowe na temat roli Żydów w społeczeństwie w kontekście chociażby lichwiarstwa, liczby procesów, jakie zostały wytoczone im lub przeciwko nim o ewentualne oszustwa, wyników tych procesów itp. Tematów takich się w przestrzeni publicznej nie porusza.  A taki niepisany zakaz nie istnieje, gdy mowa jest o wszelkich innych narodowościach.

       Autor w kontekście Żydów nawiązuje też do Jedwabnego i zwraca uwagę na to, że Polska stanowczo przedwcześnie wzięła na siebie odpowiedzialność za tą zbrodnię. Powołuje się na źródła, z których wynika, że w pobliżu miejsca zbrodni znaleziono sporo łusek, co wskazywać może na to, że jednak Niemcy nie byli tylko biernymi widzami i że może jednak Żydzi,  może nie wszyscy, ale jakaś ich część, została wcześniej zastrzelona. Zwraca też uwagę na chociażby to, że z Jedwabnego prawie nikt nie ocalał, ocalało mniej niż bodajże 0,5 % żydowskich mieszkańców. Przy napaściach chłopstwa, niezorganizowanych lub zorganizowanych słabo, zawsze liczba ocalonych była dużo wyższa, wielu osobom udawało się uciec. Zupełnie inna sytuacja w Jedwabnem wskazuje na to, że akcja była w wysokim stopniu zorganizowana, że nie tylko przeszukano domostwa, ale że wcześniej w tym samym czasie odcięto i zablokowano wszystkie drogie, umożliwiające ucieczkę z wioski. Wskazuje to na to, że zbrodnia nie była spontanicznym zrywem niewykształconego chłopstwa, ale że była wcześniej zaplanowana i dobrze zorganizowana przez osoby z doświadczeniem w podobnych działaniach. Wywód w tym zakresie nie zmierza ku temu, aby twierdzić, że Polacy nie mają z tą zbrodnią nic wspólnego, ale że nie wyczerpano wszelkich możliwości ustalenia prawdy i że przedwcześnie wyeliminowano i nie zbadano wariantu kierowniczej roli Niemców. Autor podkreśla, że skoro na prośbę Żydów przerwano ekshumacje, które mogły  sporo wyjaśnić i byłyby kluczowym dowodem, nie powinno się brać na siebie odpowiedzialności za zbrodnię. Tutaj właśnie Ziemkiewicz też zwraca uwagę na uleganie presji żydowskiej w takim stopniu, w jakim nie odbywa się to w stosunku do żadnego innego państwa i narodu.        

       Trafny, niestety, w dużej mierze, jest opis inteligencji polskiej. Ziemkiewicz zwrócił uwagę na fakt, że każdy kraj ze względu na to, kto w nim rządzi zyskuje pewną specyfikę, przykładowo, upraszczając mocno, kraje, gdzie rządzą wojskowi, dążą do konfliktów zbrojnych; tam gdzie rządzą przedsiębiorcy, liczy się zysk, co widać chociażby na przykładzie Trumpa. U nas rządzi inteligencja, która dzieli ciągle włos na czworo, gdy zajmuje stanowisko, analizuje kto ma rację i staje po stronie tego podmiotu. Często dzieje się to kosztem naszego interesu, a inne państwa w polityce międzynarodowej patrzą się właśnie na to, tzn. na własny interes, często będący jednocześnie zyskiem materialnym, a nie na rację. Autor szalenie trafnie zaznacza, że ta inteligencja od dziesięcioleci ma w pogardzie wszelkie inne zajęcia, w tym szczególnie takie, które dają zysk, jak np. handel  i do przedstawicieli takich zawodów odnosi się z pogardą, co widoczne jest w wielu dziełach literackich czy w publicystyce. Rozmawianie o dochodach kojarzy się bardzo źle i na salonach nie jest praktykowane, no chyba że narzeka się na swoją fatalną sytuację materialną. A bez sprawnej przedsiębiorczości funkcjonowanie państwa na takim poziomie, aby obywatele żyli na względnym poziomie materialnym, jest niemożliwe. Inteligencja odnosi się również z pogardą i wyższością w stosunku do wszystkich tych, którzy maja inne poglądy. Wady inteligencji są na tyle trafnie ukazane, że nie za bardzo można z nimi polemizować, ale innej inteligencji u nas nie ma.  A rola tej warstwy w dziejach Polski była generalnie była szalenie pozytywna, bez niej nie istnielibyśmy jako naród, wystarczy wspomnieć chociażby np. zabory, odzyskanie niepodległości, okupację. Mimo tych wad sprawdza się więc.   

    Innych zagadnień też w książce jest sporo, naprawdę warto więc po nią sięgnąć. Jako audiobook też się sprawdza. Autor czyta tylko wstęp, ale dalszych częściach Bartosz Głogowski bardzo dobrze radzi sobie w roli lektora.   

5/6

czwartek, 13 sierpnia 2020

Ida Żmiejewska „Warszawianka” – audiobook, czyta Miłogost Reczek

Warszawianka

   Nasi autorzy kryminałów retro mają poważną konkurentkę, ku mojemu zaskoczeniu nieznana mi w ogóle Ida Żmiejewska napisała naprawdę bardzo dobrą książkę. Mało znane Wydawnictwo Skarpa Warszawska zaryzykowało wydanie książki, a ta dostała się do finału Nagrody Wielkiego Kalibru. Powieść sprawdza się na wszystkich polach. Jest szalenie wciągająca. Realia Warszawy ze schyłku XIX wieku oddane są znakomicie. Pierwszym trupem jest znany warszawski adwokat, mąż i ojciec trojga dzieci. Został zastrzelony z nikomu nieznanego powodu. Do tego dołożony jest bardzo delikatnie, nawet bardzo delikatnie  wątek  damsko – męski. Trudno mi powiedzieć, który z tych aspektów jest najlepszy, wszystkie są wyśmienite.  Miłogost Reczek czytał też świetnie, aż dziwne, że do tej pory nie był jakoś specjalnie eksploatowany jako czytający książki.

        Na szczególną uwagę zasługuje właśnie Warszawa i tzw. Kraj Nadwiślański widziane w dużej mierze oczami rosyjskiego policjanta, który dopiero tutaj przybył. Aleksander prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa adwokata. Nie interesował się nigdy historią Polski, został skierowany tutaj do pracy i nie za bardzo może zrozumieć, co się dzieje. Nie wie, dlaczego w teatrze aktorzy nie grają po rosyjsku, nie rozumie, dlaczego w mieście i okolicy jest tak dużo rosyjskiego wojska. Przede wszystkim nie może pojąć, dlaczego miejscowa ludność nienawidzi Rosjan. Gdy poznał starszą córkę zabitego prawnika, Leontynę, zauroczył się nią i z każdym dniem czuł, że pogrąża się coraz bardziej. Dość szybko dowiedział się od znajomej kolegi, Polki, że związek taki nie ma żadnych szans na powodzenie, że Moskale są najgorszymi kandydatami na mężów, a gdyby jakimś cudem doszło do małżeństwa, dziewczyna jest poddana bezwzględnemu ostracyzmowi ze strony całej rodziny i wszystkich znajomych.   

     Warszawa w „Warszawiance” wygląda zupełnie inaczej, niż u Bolesława Prusa. Tutaj akcent został postawiony właśnie na kwestie, związane z sytuacją polityczną i zaborami. Leontyna ma narzeczonego, którzy wraz z kilkunastoma innymi kolegami, nazywanymi towarzyszami, jest aresztowany za działalność socjalistyczną, siedzi w warszawskiej cytadeli  i czeka na proces. A grozi mu albo powieszenie na stokach cytadeli, albo wieloletnie zesłanie na Sybir. Sprawę prowadzą oczywiście Rosjanie i sądzić ją będzie rosyjski sędzia. Większość wydarzeń rozgrywa się w centrum miasta, ale jest pokazana też właśnie cytadela, a nawet i ówczesny dom publiczny. 

     Książkę czyta się, a właściwie słucha, wyjątkowo lekko, ale pod pozorem tej lekkości autorka ukryła naprawdę poważne problemy. Leontyna gdy uzmysłowiła sobie, że też coś czuje do Aleksandra, przeraziła się. Zaczęła też zastanawiać się nad różnymi wariantami sytuacji. Rozważała np., czy można Aleksandrowi przypisywać odpowiedzialność za zło, którego doświadczali Polacy ze strony Rosji. Pozornie sprawa była jasna, o żadnych jego zbrodniach dziewczyna nic nie wiedziała. Ale był jednak częścią systemu. Nasunęły mi się skojarzenia z naszą ustawą tzw. dezubekizacyjną, obniżała ona świadczenia emerytalne każdemu pracownikowi Służby Bezpieczeństwa, bez względu na to, co ten ktoś tam robił. Nie były to jedyne dylematy. Problemem była kwestia wierności pewnym zasadom. Leontyna ewentualny związek z Moskalem, inaczej nikt Rosjan wówczas nie nazywał,  postrzegała w kategoriach zdrady rodziny, przyjaciół, wiary i ojczyzny. Byłaby to też zdrada samej siebie i narzeczonego, Polaka, któremu wcześniej dała słowo. Automatycznie przypominają się antyczne dramaty: jak daleko sięga odpowiedzialność jednostki, czy jednostka może odpowiadać za czyny ogółu;  co jest ważniejsze, uczucie czy wierność wartościom itp. Zasługą autorki jest to, że rozważania te są bardzo umiejętnie wplecione w akcję i absolutnie nie przytłaczają. 

    We wrześniu ma się ukazać druga część "Warszawianki", już na nią czekam. 
5/6 

   

niedziela, 9 sierpnia 2020

Ewa Winnicka, Cezary Łazarewicz "1968. Czasy nadchodzą nowe"



„1968. Czasy nadchodzą nowe” Ewa Winnicka, Cezary Łazarewicz – recenzja




      Książka ciekawa jest z kilku względów, pomimo tego że opisane wydarzenia są w większości i to przeważającej większości, znane z historii, filmów czy książek.  I tak można dowiedzieć się wielu rzeczy, część można sobie przypomnieć czy uszczegółowić. Ale walorem niezaprzeczalnym jest co innego, otóż wszystkie te wydarzenia są jakby uczłowieczone, dziennikarze rozmawiają bowiem z ludźmi, którzy brali w nich bezpośredni udział. Często w codziennym życiu zastanawiamy się, jak potoczą się określone wypadki, jak będzie wyglądać rzeczywistość za kilka czy kilkadziesiąt lat. A tutaj uczestnicy patrząc wstecz już opowiadają, jak oni widzieli to wszystko te 50 lat wcześniej, a jak to widzą dzisiaj, czy np. są zadowoleni z tego, co się stało, co im dał udział w określonych wypadkach. Wbrew pozorom, jest tu sporo niespodzianek.

     Każdy rozdział opowiada o innym wydarzeniu, są to zarówno wydarzenia głośne na skalę światową, np. protesty studentów u nas i za granicą, kampania antysemicka i masowa emigracja Żydów z Polski, jak i lokalne, np. ucieczka z Polski rodziny z dziećmi na kutrze rybackim do Danii. Są wydarzenia polityczne, ale i kulturalne, np. praca nad filmem „Dziecko Rosemary” R. Polańskiego. Są wydarzenia znaczące, o których pamięta się do dziś, ale i mało ważne, ale obrazujące minione czasy, np. konkurs na polską gminę roku. Z racji objętości przekazywane informacje są mocno skondensowane, ale i tak z wielu tekstów sporo się dowiedziałam. Przykładowo do tej pory nie za bardzo rozumiałam, dlaczego Żydzi zgodzili się w 1968r. na wyjazd z Polski, uważałam, że mogli przeczekać nagonkę. W tekście zaś były właśnie głosy Żydów, była mowa o tym, że większość z nich pamiętała wojnę i wyrzucali sobie, dlaczego przed wojną, gdy był jeszcze czas, nie wyjechali z Polski. Tym razem woleli być ostrożniejsi.

    Kwestie psychologiczne zasługują na szczególną uwagę. Wspomniane jest, jak chociażby potoczyły się losy rodziny, która uciekła z Polski kutrem rybackim. Dania ich przygarnęła i wielu naszych rodaków im zazdrościło i uważało, że trafili oni do raju. Większość tych, co była na tym kutrze, łącznie z dziećmi, okazała się  zadowolona, dzieci jakoś  się potem tam urządziły. Ale nie dla wszystkich wydarzenie to okazało się pozytywne. Z kolei inny rozmówca, który był statystą na planie "Dziecka Rosemary", opowiedział, że do dziś pamięta m. in. jak Mia Farrow dała mu w prezencie mały drobiazg, figurkę słonika. Ona już wtedy była znaną aktorką, a on wręcz odwrotnie, nic ich nie łączyło. To idealny przykład, jak naprawdę drobnym gestem można komuś zrobić wielką przyjemność. 

    Świetnym pomysłem było dołączenie sporej ilości dużych zdjęć, w tym przypadku chociażby dzięki tym zdjęciom lepiej chyba jest przeczytać książkę, niż słuchać audiobooka.
 4/6