piątek, 24 stycznia 2020

Tadeusz Żeleński – Boy „Marysieńka Sobieska” – audiobook, czyta Ryszard Nardowski



 
         Pozycja ta to oryginalne spojrzenie na Marysieńkę, Jana III Sobieskiego  i na całą epokę przez pryzmat głównie listów Sobieskiego do Marysieńki. Boy - Żeleński przeczytał wszystkie te listy, zapoznał się z kontekstem społecznym, politycznym, rodzinnym itp. A listy mówią o wszystkim, co się wówczas działo, i na arenie międzynarodowej i w kraju. Wydarzenia bardzo poważne, np. wojny przeplatają się z mniej doniosłymi, a nawet ze skandalami obyczajowymi. Przykładowo gigantycznym skandalem obyczajowym był  romans Sobieskiego z Marysieńką za życia jej pierwszego męża, a potem 2 śluby Sobieskich, jeden miesiąc i tydzień po śmierci pierwszego męża Marysieńki, a potem oficjalny 2 miesiące później.  Boy – Żeleński musiał sporo poczytać również i w innych źródłach o osobach, które miały w tamtych czasach znaczenie, o rodzinie bohaterów, faktów i anegdot jest sporo. Książka jest rzeczywiście formą biografii, ze sporą ilością cytatów z korespondencji, o ile jednak biografie opowiadają o ludziach godnych z różnych względów poznania, to Marysieńka była tylko małostkową prostaczką i manipulatorką, a do perfekcji doprowadziła jedynie sztukę uwodzenia mężczyzn. 


      Autor opisując Sobieskiego z kolei pisze o tym, co było w nim wielkie i o tym, co było małe, uprzedził o tym na samym wstępie. Opisując różne zjawiska, nawet i wojny, starał się wniknąć w to, jakie rzeczywiście przyczyny stały za decyzjami politycznymi i sugeruje, że za niektórymi, w tym również bardzo poważnymi, stały względy zupełnie nieracjonalne. Przykładowo osobista niechęć Marysieńki do Ludwika XIV doprowadzić miała do sojuszu Polski z Habsburgami i do naszego udziału w bitwie pod Wiedniem. Generalnie  z książki wynika, że znaczna część wydarzeń międzynarodowych źródło miała w fanaberiach królowej. Czy sugestie te są trafne, a wpływ kapryśnej królowej na małżonka i pośrednio na politykę nie został wyolbrzymiony, każdy musi zastanowić się sam. Na uwagę zasługuje to, że autor odnosi się często do wydarzeń z przeszłości. Przykładowo zastanawiając się nad tym, czy wydarzenia zmieniające bieg dziejów wynikają tylko z polityki międzynarodowej, gospodarki itp. racjonalnych czynników, czy tez może ze zbiegów okoliczności i kaprysów, wspomina Kleopatrę i jej wpływ na mężczyzn.  


        Autor spróbował też, co wydało mi się szczególnie ciekawe, opisać poziom intelektualny  Sobieskiego przez pryzmat czytanych przez niego książek. Nie kwestionował nigdy jego absolutnie wyjątkowego i wybitnego  talentu jako żołnierza i dowódcy, ale poza tymi umiejętnościami król wypada  w aspekcie intelektualnym blado. Czytał bardzo mało, a lektury przypominały prostacze romanse. Boy - Żeleński zastanawiał się nawet, czy Sobieski mógł czytywać dzieła poważne, głębokie. Doszedł do wniosku, że nie mógł, bo nie był wyrobionym czytelnikiem i nie byłby w stanie czegoś takiego nie tylko przeczytać, ale  i zrozumieć.  


       Marysieńka jawi się po lekturze tej książki jako osoba wyjątkowo nieciekawa, pozbawiona jakichkolwiek zainteresowań intelektualnych, skupiona tylko na sobie i swojej francuskiej rodzinie tj.  na ojcu i bracie. Nie wydaje się, aby poza nimi kochała jeszcze kogoś, może trochę dzieci, ale też bez przesady. A zarówno Sobieski, jak i pierwszy mąż potraktowani byli tylko przedmiotowo


        Poważną wadą audiobooka jest spora ilość wyrazów, a nawet i zwrotów francuskich, które czytane są wyłącznie po francusku i bez jakiegokolwiek tłumaczenia. Niekiedy przez to tekst jest niezrozumiały, np. ktoś nazwał królową określeniem – tu pada zwrot po francusku- a potem autor snuje refleksje, czy rzeczywiście wyrażenie to mogło stanowić powód do obrazy. Słuchacz, który nie zna francuskiego, nie ma pojęcia, o czym jest mowa.   

5/6

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Lucy Maud Montgomery "Emilka z Księżycowego Nowiu"



   W okolicach Bożego Narodzenia wracam do książek dzieciństwa. A Lucy Maud Montgomery była jedną z moich ulubionych autorek. Cykl o Ani  z Zielonego Wzgórza jest świetny, ale i tak najwyżej cenię "Błękitny Zamek" i właśnie trylogię o Emilce. Emilka też jest wyjątkową osobą, ale bardziej skomplikowaną niż Ania. Ma pasję i to ją wyróżnia od Ani i innych bohaterek tej pisarki. Tą pasją jest pisanie. Gdy wzięłam do ręki "Emilkę" zastanowiłam się chwilę, czy to ma sens, będąc osobą dorosłą można przecież na problemy wieku dziecięcego i nastoletniego patrzeć z dystansem i przymrużeniem oka. Ale sens jest, gdy się czyta o pasji Emilki i o jej marzeniach nieuchronnie nasuwa się pytanie, a co się stało z naszymi pasjami i marzeniami z dzieciństwa? Kiedyś czytałam wywiad z psycholog, zajmującą się pomocą w poszukiwaniu pracy. Ku mojemu zaskoczeniu, kobieta ta powiedziała, że zawsze pyta o to, o czym dana osoba marzyła, gdy była dzieckiem, co lubiła robić, co najlepiej jej wychodziło, czy było takie zajęcie, przy którym zapominała o całym świecie  itp.   

    Emilka po śmierci ojca trafiła pod opiekę swoich ciotek, do Księżycowego Nowiu. Pierwszy tom to okres chodzenia do szkoły, odpowiednika naszej szkoły podstawowej. Mowa jest o asymilowaniu się w całkiem nowym miejscu, o nawiązywaniu pierwszych przyjaźni, gdy Emilka przy drugiej osobie zaczynała się czuć swobodnie i miała ochotę opowiadać o wszystkich swoich sekretach, a nawet i przeczytać swoje utwory.

   Emilka, podobnie jak i Ania z Zielonego Wzgórza, jest marzycielką. Ale w przeciwieństwie do Ani potrafi być niemiła i to wcale nie rzadko. Zdecydowanie częściej niż Ania natrafia na osoby złe. Z koleżankami w szkole układało się jej różnie, na jednej się szalenie zawiodła. Życie Ani przypominało niekiedy bajkę, wszystko było świetne i wspaniałe, u Emilki wszystko jest bardziej realistyczne.  Jej relacje z ciotkami, szczególnie z Elżbietą, były trudne. Emilka bardziej przypomina życie, a Ania bajkę.
5/6



czwartek, 16 stycznia 2020

Izabela Broszkowska "Szczęśliwe życie. Opowieść o księdzu Tadeuszu Fedorowiczu"


sobota, 11 stycznia 2020

Lilian Jackson Braun "Kot, który myszkował w szafach"


 
 
     Kiedy ostatnio przeczytałam opowiadanie S. Chwina  o kocie w zbiorze "O kotach", a w którym również wspomniał L. J. Braun, uświadomiłam sobie, że chyba jeszcze tak naprawdę nie opisałam Koko. Ów tytułowy kot, to właśnie Koko, arystokrata, syjamczyk. Jest równie frapujący, jak i Behemot z "Mistrza i Małgorzaty" . Koty często kojarzą się ze zjawiskami nadprzyrodzonymi. Wiedźmy z różnych bajek nie miały przecież psów, tylko koty. Koty i kryształowe kule. Skojarzenie takie w przypadku Koko jest trafne. Koko ma nadprzyrodzone zdolności. Powieści pisane są w ten sposób, że pewne zachowania Koko można interpretować albo jako coś niezwykłego, paranormalnego, albo jako zwykły przypadek. Jak kto woli. Koko znajduje różne ciekawe rzeczy. Niekiedy wchodzi na półkę z książkami i zrzuca jakiś tytuł, a potem okazuje się, że to właśnie w tej książce jest podpowiedź dla Qwilla, jak rozwiązać zagadkę morderstwa.    

 
 Cały cykl, o czym już wspominałam, to opowieść o cieszeniu się życiem. Mowa jest o zwyczajnym życiu. W tym tomie mija właśnie 5 lat, odkąd Qwill mieszka w małym miasteczku. Zawsze znajduje radość w czytaniu, w muzyce, w spotkaniach z ludźmi. Poza tą rutyną lubi też sięgać po coś nowego, jak chociażby w tym właśnie tomie, udział w monodramie o wielkim pożarze, jaki nawiedził miasteczko w połowie XIX wieku. Obserwuje Halloween i śnieżno - mroźne Boże Narodzenie. Święta poprzedził śnieżny armagedon, śnieg padał bez przerwy przez 16 godzin
  
        Qwill jak zwykle cieszy się z poznawania nowych ludzi, a szczególnie gdy są to osoby wyróżniające się czymś na tle przeciętnej masy i są w stanie pozytywnie zainspirować innych. W tym tomie zainteresował się 88 letnia baką swojego redaktora naczelnego, Euphonią, która na Florydzie rzekomo popełniła samobójstwo. Jak ustalił, była ona "tancerką, snobką, miała obsesję na punkcie zdrowego odżywiania i fioletowego koloru. Była też hojna, skąpa, elegancka, wyniosła, dowcipna, nieprzewidywalna, uprzejma i zadzierała nosa". Z reguły osoby takie uchodzą za dziwaków i nie są odbierane zbyt pozytywnie, u Qwilla jest inaczej. I właśnie przez to i Qwill jest postacią bez cienia wątpliwości interesującą i książki o nim również. Nasz bohater nie poszukuje osób typu matka Teresa, bo takie zdarzają sie pewnie raz na milion, wynajduje oryginały w pobliżu siebie.

     A w przypadku wspomnianej kobiety przeczucie nie myliło Qwilla, została ona zamordowana. Nasz bohater rozwiązuje więc zagadkę zabójstwa, czyta wmiędzyczasie "Przypadki Robinsona Cruzoe" i "Opowieść wigilijną" Dickensa. Jest gościem na ślubie swjego przyjaciela Archa, a ślub jest o tyle zasługujący na uwagę, że państwo młodzi mają około 50 lat

5/6

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Książki roku 2019

    
Rodowody niepokornych - Bohdan Cywiński
Od czasu prowadzenia bloga uzmysławiam sobie ciągle, że wyłonienie jednej książki roku jest szalenie trudne. Gdy wracam po kilku latach do swoich poprzednich rozmyślań o książkach roku, to niejednokrotnie na pierwszym miejscu postawiłabym książkę z miejsca drugiego czy trzeciego. O ile jednak przyznanie konkretnego miejsca w dziesiątce bywa problematyczne, o tyle wyłonienie najlepszych z przeczytanych książek w danym roku, problemów już nie nastręcza.
    Jak zwykle podczas wyłaniania książki roku biorę pod uwagę nie tylko nowości, ale po prostu wszystkie książki, które w tym roku przeczytałam po raz pierwszy. A ponieważ czytuję nie tylko nowości, książką roku może zostać i ta, która wydana została nawet kilkaset czy kilkadziesiąt lat temu.
1. Bohdan Cywiński "Rodowody niepokornych " - to pozycja kultowa, nie tylko przypomina osoby, które patrzyły szerzej, niż tylko na dobro swoje i swojej rodziny. Uzmysławia też, że funkcjonowanie w oderwaniu od tego, co dzieje się dookoła, w polityce, w sposłeczeństwie i całkowity brak zainteresownia i rekacji na to, że są ludzie i grupy krzywdzone i dyskryminowane ( a są zawsze), jest ułomne.
2. Joseph Roth "Proza podróżna" i "Listy z Polski" . Obie książeczki są objętościowo malutkie, teksty powstały w podobnym czasie, obie składają się z małych form, będących trochę reportażem, trochę esejem, trochę wspomnieniami. Pierwotnie drukowane były w prasie. Z tego też względu potraktowałam je jako jedność. Genialny jest zmysł obserwacji autora, jego dalekowzroczność, głębia psychologii, brak złudzeń co do przyszłości i kolosalna empatia dla skrzywdzonych.
3. Marcel Proust "Czas odnaleziony" - ostatni tom "W poszukiwaniu straconego czasu" czyli refleksje o życiu człowieka dojrzałego. I tu również jest motyw rozmyślań nad sensem życia i jego bilnsem w konkretnych przypadkach. Proust opisuje osoby, które były z siebie bardzo zadowolone mimo braku ku temu obiektywnych podstaw.
4. Marcin Meller "Nietoperz i suszone cytryny" - rewelacyjny zbiór felietonów, będących pochwałą życia wraz z jego szarą codziennością. W każdym niemal tekście jest coś godnego przemyślenia i niestereotypowego.
5. Agata Christie "Kurtyna" - chociaż czytam sporo kryminałów, wygrał najstarszy z nich, klasyka. Tak się stało, z innym oczywiście tytułem, nie po raz pierwszy. Ta książka wesoła nie jest, ale poza intrygującą zagadką kryminalną, opowiada o ludziach u schyłku życia. Obiektywnie rzec biorąc mogliby być z niego bardzo zadowoleni, a są wielkimi frustratami.


6. Sebastian Pawlina "Wojna w kanałach" - ukazuje, że psychika ludzka naprawdę jest niezbadana. W ekstremalnych sytuacjach, w kanałach, zdarzały się sytuacje, że najtwardsi z najtwardszych, nawet cichociemni, niekiedy nie dawali rady, a świetnie radzili sobie inni, nieznani. Dlaczego? Nie wiadomo. No i jeszcze autor zainteresował mnie samym powstaniem.
7. Zofia Kossak Szczucka "Krzyżowcy" - wspaniała długa powieść, która pomaga zrozumieć całą epokę historyczną, z postaciami odmalowanymi tak, jakby żyły obok nas podczas czytania czy słuchania.
8. Aleksandra Domańska "Bohatyrowicze" - pozwala zrozumieć przyczyny, dla których nasze społeczeństwo jest obecnie tak mocno podzielone i próbuje zasypać nieco tą przepaść.


9. Christophe Andre "Medytacje dzień po dniu" - po raz pierwszy w zestawieniu książek roku pojawiła się tego typu pozycja, coś w rodzaju poradnika. Książka jest wyjątkowa, pozwala się wyciszyć, nabrać dystansu do rzeczywistości.
10. Paweł Jasienica "Rzeczpospolita Obojga Narodów. Dzieje agoni" - to rzecz o upadku państwa i także o tym, że nawet w takich najczarniejszych momentach znajdują się ludzie, którzy się nie poddają i robią, co mogą. I nigdy nie idzie to na marne. Przykładowo czy można powiedzieć, że uruchomienie szkolnictwa przez Pijarów zakończyło się klęską, bo państwo i tak upadło? Oczywiście, że nie, bo ukształtowano w ten sposób nową elitę, a przez to rozwinęła sie kultura, którą podziwiamy nawet i dziś.



niedziela, 29 grudnia 2019

Juliusz Verne "Podróż do wnętrza Ziemi" - audiobook, czyta Kuba Wątły

Audiobook Podróż do wnętrza Ziemi  - autor Juliusz Verne   - czyta Kuba Wątły

    W okolicach Bożego Narodzenia dopada mnie coś w rodzaju zdziecinnienia i sięgam wówczas często po książki z czasów dzieciństwa i okresu, kiedy chodziłam do szkoły. Juliusza Verne`a zawsze kochałam. I stwierdzam z całą stanowczością, że jego powieści mogą czytać również dorośli. W tym tomie profesor mineralogii wraz z bratankiem i służącym wybrali się właśnie do wnętrza Ziemi, śladami średniowiecznego badacza, który już tam był i zostawił tajemniczą mapę. Droga wiodła kraterem wygasłego islandzkiego wulkanu.

      W tej powieści, podobnie jak i w innych, bohaterami są ludzie nietuzinkowi, totalni ekscentrycy, inteligentni, wykształceni i światli, odbiegający znacznie od przeciętnej i to niemal pod każdym względem. Przeciętniactwa u Verne`a nigdy nie ma. I jeszcze w przeważającej większości są to ludzie szlachetni, mający oczywiście swoje wady, ale uczciwi i lojalni. Istnieje powiedzenie, że dobro jest nudne, a zło wręcz odwrotnie. U Verne`a jest inaczej. Profesor Lidenbrock gotów był zaryzykować życiem, aby do wnętrza Ziemi się dostać. Ale był też gotowy do przerwania wyprawy, gdy zagrożone zostało życie jego bratanka. Jednym z motywów do odbycia tej wyprawy była oczywiście chęć bycia docenionym i sławnym, ale podstawową pobudką pozostawała ciekawość naukowca i chęć przysłużenia się nauce. Na uwagę zasługuje postać epizodyczna, narzeczona bratanka. Gdy ten zakomunikował jej, gdzie się wybiera, zareagowała zupełnie inaczej, niż zrobiłaby to zdecydowana większość kobiet. Powiedziała chłopakowi, że go rozumie, że to naturalne, że powinien skorzystać z takiej szansy i się sprawdzić, a także zrobić coś dobrego i pożytecznego. Ona będzie tymczasem czekała na jego powrót.

     Verne oczami wyobraźni ujrzał we wnętrzu Ziemi m. in. olbrzymie jaskinie z fragmentami wymarłego już świata. Jest to świat, w którym żyją zwierzęta, przypominające dinozaury, świat którego nikt nigdy nie ujrzał, a wejdą do niego nasi bohaterowie. Podobny świat wskrzesił też Spielberg w "Parku Jurajskim".

     Z książek Verne`a nieustannie na moim pierwszym miejscu króluje "20 000 mil podmorskiej żeglugi", "Podróż do wnętrza Ziemi" przypomina nieco "Wokół Księżyca". Jest 3 bohaterów odizolowanych od świata. "20 000 mil" czy "Tajemnicza wyspa", a szczególnie już "W 80 dni dookoła świata" dawały większe możliwości bardziej urozmaiconych przygód. Ale i w tej książce nikt się nie nudzi. Jak zawsze, bohaterowie Verne`a są ciekawi świata. Zamiast na zdobywaniu dziesiątek czy setek znajomych skupiają się na pogłębianiu więzi w wąskim gronie. 
 
   A co do audiobooka, to nie rozumiem, dlaczego na okładce, wirtualnej oczywiście, widnieje informacja, że czyta Piotr Balazs. Odczytujący tekst informuje, że czyta  Kuba Wątły. Czyta w porządku, Gosztyłą nie jest, ale bez problemu da się słuchać.    
4/6

 

piątek, 27 grudnia 2019

Andrea Camilleri "Zapach nocy" - cykl z komisarzem Montalbano tom 6

         
Zapach nocy        
   Kupno pierwszych tomów z komisarzem Montalbano graniczy obecnie niemal z cudem. Mam na myśli wydania książkowe, do ebooków chyba nigdy się nie przekonam. Tych najstarszych tomów nie ma oczywiście ani w żadnej księgarni internetowej, ani w wydawnictwie, a na allegro pojedyncze egzemplarze albo pojawiają się na chwilę, albo są dostępne z ceną 4, 5 razy wyższą, niż proponowana przez wydawcę.

     Czytam ten cykl i dla zagadki kryminalnej i dla Montalbano. Kiedy Camilleri pisał ten tom, nie było jeszcze mowy o ruchu "slow life". Były oczywiście pojedyncze osoby, które żyły w tempie slow. I Montalbano nich właśnie należy. Ponieważ jest czynnym zawodowo policjantem, to "slow" praktykuje w ograniczonym zakresie. Już na początku powieści zastanawia się, dlaczego tak mało używa się obecnie słów typu: myśleć, zastanawiać się, słuchać, spacerować bez celu, drzemać... On i myśli i słucha, czyta książki i spaceruje, to ostatnie najlepiej robi samotnie. Mieszka nad samym brzegiem morza, spaceruje więc kontemplując cudowne widoki. Ma ulubione miejsca, jak np. drzewo oliwne, pod którym siadywał. Siadywał, bo drzewo zostało wyrwane z ziemi i skazane na zagładę, bo właśnie tam, gdzie rosło, na totalnym odludziu, ktoś wybudował ohydny, bezgustny dom. Montalbano będąc mocno nietrzeźwym, gdy zobaczył, co stało się z drzewem, zdemolował nieco wstrętne domiszcze. Jak można kogoś takiego nie lubić?
 
      W "Zapachu nocy" świat realny przeplata się z literaturą. Montalbano prowadząc śledztwo w sprawie oszusta, który zdefraudował wielkie pieniądze i oszukał masę ludzi, zaczyna odnosić wrażenie, jakby wiedział, co się zaraz stanie, co zobaczy. Był przerażony, nie wiedział, co się z nim dzieje. Uzmysłowił sobie wreszcie, że czuje się, jakby był w opowiadaniu Faulknera, bo Faulkner już opisał to, co się stało. Jest to niesamowite, ale nie ma w tym żadnych tanich sztuczek, każdy chyba czytając różne książki natrafiał na fragmenty, które są jakby o nim, o uczuciach, rozterkach, problemach właśnie współczesnego czytelnika. Nawet gdy dany tekst powstał kilkadziesiąt czy kilkaset lat temu. A tekst, nawet dawno przeczytany, potrafi siedzieć gdzieś w głowie...
 

   W życie Montalbano wnika też mocno film, konkretnie "Życie jest piękne" Benigniego. Film komisarzem wstrząsnął, pod jego wpływem podjął pewne działania, spojlerować nie będę.
     Książka jest piękna, życie przeplata się z literaturą i filmem. Gdy ktoś nie lubi kryminałów z aferami finansowymi w tle, niech się nie zraża. Mechanizm oszustwa był bardzo prosty. Oszust przyjął pieniądze od ludzi na procent, niby bank i je zgarnął. No i jest też zagadka stricte kryminalna, są 2 trupy. Czyta się świetnie, nie ma dłużyzn, zakończenie jest zaskakująceW tle wydarzeń jest ciepłe morze i pyszne potrawy, nie zawsze skomplikowane. Gospodyni przykładowo zostawiła komisarzowi do odgrzania "talerz przyprawionych kartofli". Wydaje się proste. Ale, jak stwierdził komisarz, danie to mogło być albo nic niewarte, albo znakomite, a zależało to od właściwego przyprawienia. Należy tylko dodać cebulę, kapary, oliwę, ocet z odrobina cukru, sól i pieprz...

5/6 



 

 
 
 
 
 

niedziela, 22 grudnia 2019

Andrzej Sapkowski "Chrzest ognia" (tom 5 Wiedźmina) - audiobook, czyta zespół aktorów

   Do tej pory byłam zafascynowana Wiedźminem. Wykonanie audiobooka, podobnie jak i poprzednich tomów, jest wspaniałe, czyta zespół aktorów, jest specjalnie skomponowana muzyka i efekty specjalne.  Mimo tego ten tom jakoś nie tylko nie był w stanie mnie wciągnąć. Przypomina trochę powieść drogi, trochę powieść przygodową, czy nawet szpiegowską. 

   Geralt po wyleczeniu przez driady, wyruszył na poszukiwanie Ciri. Dookoła szaleje wojna, nikomu nie jest lekko. Towarzystwo Geralta  w dużym stopniu, poza Jaskrem i Milvą, to osoby przypadkowe. Wiedźmin jest otwarty na nowe i na poznawanie nowych osób, aczkolwiek spora doza nieufności istnieje, szczególnie na początku. Jest to godne pozazdroszczenia, bo wiele osób zamyka się w swoich kręgach towarzyskich, marnując okazje poznania kogoś o innym światopoglądzie czy innych zainteresowaniach. Może m. in. dzięki temu Geralt jest taki mądry. Na poszczególnych etapach wędrówki podróżuje z nim prawdziwy szpieg, wampir, krasnolud. 

    W tym tomie Ciri właściwie nie ma. Pojawia się w snach Wiedźmina, gdy grozi jej niebezpieczeństwo. A niebezpieczeństwo grozi jej właściwie cały czas. Ona też na odległość telepatycznie wyczuła, że dzieje się coś złego, gdy spłoszone konie ruszyły na Wiedźmina.   

    Audiobook niestety mnie nudził. Nie zauważyłam też niczego szczególnie wnikliwego z obserwacji psychologicznych.  Może wbrew wszelkim pozorom, gdybym książkę czytała, a nie słuchała, mogłabym zwrócić uwagę na niektóre fragmenty czy zapamiętać różne myśli.
4/6

niedziela, 15 grudnia 2019

Mari Jungstedt "Niewypowiedziany" tom 2 z inspektorem Knutasem

Okładka książki Niewypowiedziany Mari Jungstedt

     Gdybym miała wymienić książkę idealną dla osoby przemęczonej, chcącej się oderwać od rzeczywistości, to byłaby to właśnie jedna z książek Jungstedt z inspektorem Knutasem. Czytam ten cykl nietypowo, bo nie zachowuję kolejności. Każdy z dotychczas przeczytanych tomów czytało mi się wyjątkowo lekko i każdy bardzo mocno wciągał, a w żadnym nie było dłużyzn. Mimo zalewu kryminałów skandynawskich, te pisane przez Jungstedt, wyróżniają się. Gotlandia czyli Wyspa Wikingów jako miejsce akcji jest mocno charakterystyczna, niemal zawsze w tle rozgrywających się wydarzeń jest morze, a niekiedy też i mury obronne Visby. A drugi charakterystyczny element to opisy dwóch równolegle prowadzonych w sprawie morderstw śledztw. Jedno prowadzi policja na czele z inspektorem Knutasem, a drugie dziennikarz telewizyjny ze Sztokholmu, Berg. Panowie ci w bardzo ograniczonym stopniu, ale jednak ze sobą współpracują, a każdy w ramach swoich czynności ma inne możliwości i wykonuje nieco inne działania. Z racji tego, że autorka była dziennikarką, to właśnie poczynania Berga zasługują na szczególną uwagę. No i książki Jungstedt są pogodne, ani Berg ani Knutas nie cierpią na depresję, nie mają nałogów, nie przeżywają traum. A jeszcze do tego wszystkiego autorka myśli niestereotypowo i potrafi zaskakiwać, szczególnie przy zakończeniach.

    W tym tomie rozwiązywane są 2 łączące się ze sobą zagadki kryminalne, każda mocno niestereotypowa. Jedna to zabójstwo miejscowego pijaczka. Wszyscy go kojarzyli, jak z grupą miejscowych pijaków wysiadywał na ławkach i pod różnymi murkami. Niestereotypowe i frapujące zaś było to, że pijaczek ten przed tym, jak się zdegenerował, był cenionym fotoreporterem. Nawet gdy już przestał nim być, nosił zawsze przy sobie aparat fotograficzny. Autorka przybliża kulisy tego upadku, tej porażającej degrengolady. Historii analogicznych do tej z powieści, jest w realnym świecie niestety sporo.

    A druga zagadka to zaginięcie nastolatki. Dość szybko okazuje się, że miała romans ze starszym, dobrze sytuowanym mężczyzną. Z reguły tego typu nastolatki kojarzą się jednoznacznie z niezłymi cwaniarami, tutaj sytuacja jest inna. Zaginiona dziewczyna miała tragiczne życie, wychowywała ją matka pijaczka, prowadzenie domu było na głowie dziewczyny, a jedyne wytchnienie znajdowała podczas pracy przy koniach w miejscowej stadninie.     
    Wydawać by się mogło, że historie z alkoholem w tle już są przegadane i że niczego ciekawego nie da się w tym zakresie opowiedzieć. Ale jednak można.

     Jungstedt pisze tak, że czytelnik obserwuje naprzemiennie kulisy obu śledztw, a oprócz tego patrzy na prywatne perypetie i Knutasa i Berga. W tym tomie problemy Berga są zdecydowanie ciekawsze. Jest on kawalerem i ma romans z mężatką, matką dwojga dzieci. Chciałby, aby porzuciła ona małżonka, a on sam, gdyby tak się stało, gotowy byłby nawet zamieszkać z nią i jej dziećmi, na Gotlandii.

5/6

 

piątek, 13 grudnia 2019

J.R.R. Tolkien "Władca pierścieni. Powrót króla" - tłumaczenie Maria Skibniewska

Powrót Króla


   W tomie zamykającym trylogię autor dosadnie już powtórzył przesłanie, jakie płynie z jego książki. Gandalf mówi do Denethora: "Myślisz, jak władcy Gondoru przystoi, o swoim tylko kraju. Ale są inne plemiona, inni ludzie, świat się nie kończy na dniu dzisiejszym". Otóż wszyscy pozytywni bohaterowie Tolkiena żyją, myśląc nie tylko o sobie i swojej rodzinie, ale szerzej. Pisarz pokazał, co może się stać, gdy ktoś zamyka się tylko w kręgu osób najbliższych, nie reagując na zło, które jest gdzieś dalej. Otóż to zło, wobec braku reakcji może w pewnym momencie zagrozić już i tej rodzinie i domowi. Gdy hobbici docierają do Shire po zakończonej misji, okazuje się, że nic już tam nie wygląda tak, jak przed złowrogimi wydarzeniami, jak przed wojną. W Shire jest koszmarnie, a o męstwie hobbitów i ich dokonaniach nikt nie wie, nikogo one specjalnie nie interesują. Tak z reguły właśnie bywa w rzeczywistości. Ale Tolkien nie lituje się nad nimi, hobbici wiedzą, że nikt za nich nie przywróci porządku. Muszą wziąć sprawy w swoje ręce. 

    Nietypowo w powieści ukazana jest kwestia zemsty, a właściwie jej braku. Tolkien jest tu kategoryczny. Nikt z obozu, stojącego po stronie dobra, nie mści się  na nikim i nikt nie zabija gdy nie ma walki i gdy nie grozi mu niebezpieczeństwo, że sam zostanie zabity. Jest to przesłanie godne refleksji, szczególnie gdy w życiu publicznym wygląda to dokładnie odwrotnie.  

   Czytając kolejny raz "Powrót króla" zwróciłam zdecydowanie większą uwagę na postać Denethora. Niczym pozytywnym się nie wyróżnił, ale dlaczego stał się taki beznadziejny: przerażony, zachowujący się irracjonalnie, myślący egoistycznie? Przecież był namiestnikiem, miał władzę i misję do spełnienia. Otóż upadł w nim duch. Zaglądał w kryształ, a Władca Ciemności podsuwał mu takie obrazy, jakie uznał za stosowne. I te obrazy "rozjątrzyły w jego sercu rozpacz, aż w końcu zaćmiły jego umysł". Jak twierdzi Tolkien ustami Gandalfa i hobbitów, poddawanie się rozpaczy i brak nadziei jest najgorszą rzeczą, jaką można zrobić .   
6/6

niedziela, 8 grudnia 2019

Michael Frayn "Czego nie widać" - spektakl teatralny - Teatr Kwadrat Warszawa



    
Obraz znaleziony dla: Michael Frayn




"Czego nie widać" to kolejna bardzo zabawna sztuka, godna polecenia. I znam ją tylko właśnie ze spektaklu teatralnego, wersji pisanej nie czytałam i nie wiem, czy jest dostępna w j. polskim. 
   To spektakl o przygotowywaniu się aktorów do premiery  sztuki, a potem już o grze w tej sztuce i o tym, co dzieje się w czasie spektaklu za kulisami. Ciekawa i śmieszna jest zarówno sama sztuka w sztuce, jak też i kulisy jej przygotowań. Po obejrzeniu można ze zdecydowanie większą wyrozumiałością i większym zrozumieniem patrzeć na jakikolwiek oglądany spektakl. Aż trudno sobie wyobrazić, jakie efekty może wywołać np. wcześniejsze wejście na scenę któregoś z aktorów, albo sytuacja, gdy jedna osoba coś zawala, efekt domina jest potem piorunujący. 

    Nie jest to rzecz do szczególnie głębokich rozmyślań, ale już po obejrzeniu pewne refleksje jednak mnie naszły. Funkcjonowanie wielu osób na  zewnątrz, w pracy, często nawet w domu, też jest w większym lub mniejszym stopniu odgrywaniem roli, udawaniem kogoś innego. Ważne sytuacje życiowe to też swoistego rodzaju premiera. Wyjście na scenę przez aktora i odegranie roli też przypomina wypełnianie innej życiowej misji  przez każdego człowieka. 

   Podczas oglądania z pewnością jednak nie ma możliwości snucia jakichkolwiek rozważań, jest to czas wyłącznie na zabawę. Nie da się myśleć o czymś innym.
5/6