piątek, 19 stycznia 2024

Maria Nurowska „Sergiusz, Czesław, Jadwiga”

 

    Nurowska potrafi pisać tak, że trudno jest się oderwać od tekstu. Ta książka to głównie opowieść o Sergiuszu Piaseckim, kobiecie, która kochał, Jadwidze i o Czesławie Miłoszu, który miał wcześniej z ową Jadwigą romans, zakończony ciążą. Jest to mniej znany epizod z życia naszego noblisty.

   Wielkim atutem powieści są liczne nawiązania do twórczości zarówno Piaseckiego, jak i Miłosza. Jest wiele cytatów. O książkach Piaseckiego pisałam już wcześniej. Nurowska zamieściła sporo cytatów obu twórców, w przypadku Miłosza głównie z listów z wierszy, ale głównie pod kątem nawiązań do Jadwigi, poeta opisywał ją kilkakrotnie, będąc w różnym wieku, w tym również pod sam koniec życia. Pomimo tego, że ją porzucił i nie wykazywał jakiegokolwiek zainteresowania dzieckiem, najprawdopodobniej to ona była największą miłością jego życia. Nurowska zamieściła również jeden z moich ulubionych wierszy Miłosza, „Krzyś”, który jest o śmierci, ale takiej której nie trzeba się bać, która jest przyjacielska, pochodzi ze zbioru „Piasek przydrożny”.     

    Nurowska pisząc o tych konkretnych osobach podjęła też na ich przykładach tematy uniwersalne. Na przykładzie Piaseckiego przedstawiła życie człowieka bezkompromisowego, który łatwo się zniechęca do ludzi, ocenia ich kategorycznie i bezwzględnie, nie dotyczy to oczywiście tylko Miłosza. Nienawiść do Miłosza nie wynikała tylko ze stosunku do Jadwigi, ale i podejścia do minionego ustroju w PRL. Piasecki mimo, że był człowiekiem, uczciwym, odważnym, a do tego świetnym pisarzem, zmarł w samotności, na obczyźnie. Z kolei na przykładzie Miłosza obserwować można życie ze świadomością dokonania w przeszłości złych wyborów, przy jednoczesnej niezrozumiałej niemożności podjęcia próby naprawienia tej sytuacji. Jego dwa małżeństwa nie należały do szczególnie udanych, obie żony kompletnie nie rozumiały jego zamiłowania do polskości i do języka polskiego. Jego dzieci stały się Amerykanami, a nie Polakami, co było dla niego bolesnym ciosem. 

8/10 


wtorek, 16 stycznia 2024

Karmele Jaio "To nie ja"

 

      Z każdym przeczytanym opowiadaniem moje rozczarowanie rosło. Teoretycznie  miały to być opowiadania o kobietach około czterdziestki z różnymi problemami i w różnych sytuacjach życiowych. Faktycznie jednak opisywane kobiety są w bardzo zbliżonych sytuacjach, o niezłym statusie finansowym, wszystkie są niespełnionymi frustratkami, żadna z nich nie prezentuje sobą nawet cienia oryginalności. 

     Każde opowiadanie dotyczy męża, partnera, albo dzieci, w jednym tylko jest spotkanie z przyjaciółką, ale nieobecny mąż odgrywa tu zasadniczą rolę. Wygląda to tak, jakby zdaniem autorki, kobiety w tym wieku nie mogły mieć takiej chociażby cząstki życia, która nie byłaby uzależniona lub niezwiązana z mężczyzną czy dziećmi. Kobieta w ogóle bez dziecka czy bez mężczyzny dla Karmele Jaio albo nie istnieje, albo nie jest warta opisania, a jedyny wyjątek jest wtedy, gdy cały czas myśli o adopcji. Ani jedna z opisywanych kobiet nie miała pracy, która by ją pochłaniała, lub którą najnormalniej w świecie lubiłaby i którą mogłaby wykonywać chociażby przez chwilę bez myślenia o mężczyźnie i dzieciach. Żadna nie miała pasji, którą mogłaby zajmować się dla samej siebie. Żadna nie miała potrzeby, żeby mieć naprawdę bliskie relacje z kimkolwiek innym, niż mąż, partner czy dzieci. I żadna, ale to naprawdę żadna nie miała jakichkolwiek marzeń czy problemów, które nie byłyby związane z mężczyzną lub dzieckiem. W żadnym z opowiadań nie ma większej głębi. No i te opowiadania są jeszcze do tego wszystkiego nudne.

2/10


czwartek, 11 stycznia 2024

J.K. Rowling „Harry Potter i więzień Azkabanu” – audiobook, czyta Piotr Fronczewski

 

       Poza świetną zabawą nawet dla osób znających już książkę czy film,  jest tu też sporo do myślenia również dla osoby dorosłej. Dementorzy wywołują w człowieku wspomnienia najbardziej koszmarnych wydarzeń życiowych, u Harrego była to oczywiście śmierć rodziców. Zmierzenie się ze swoimi najskrytszymi lękami jest szalenie trudne, niektórzy w ogóle nie dopuszczają do siebie myśli, że mają za sobą traumy. Inni starają się nigdy nie myśleć o koszmarnych wydarzeniach ze swojego życia. Spokojne przepracowanie tego jest zadaniem karkołomnym.

      A z pogodniejszych kwestii, to godne uwagi są zaklęcia, przy pomocy których można dementorów niejako zneutralizować. Tutaj trzeba sobie przypomnieć cos odwrotnego, a więc najwspanialsze osoby, jakie spotkaliśmy, czy najlepsze chwile życia, które mogą nam pomóc. 

     Podczas słuchania przypomniał mi się wywiad z psychologiem amerykańskim, prof. Zimbardo, poza pracą naukową na uczelni i pisaniem książek, prowadzi on również psychoterapię. Powiedział, że jest zwolennikiem tego, aby terapia przebiegała krótko, kilka spotkań, do 10 max, nie widzi sensu w wiecznym  rozdrapywaniu starych ran. W pracy z pacjentem skupia się właśnie na tym, aby wydobyć z człowieka wspomnienia najwspanialszych chwil, jakie ten ktoś kiedykolwiek przeżył. Ale pacjent ma nie tylko sobie te chwile tylko przypomnieć, ma opowiedzieć o nich tak szczegółowo, aż zacznie przeżywać te emocje, które tym chwilom towarzyszyły, czyli radość, zadowolenie itp. Prof. Zimbardo mówił, że ludziom wtedy pojawia się błysk w oku, prostują się plecy i sami z siebie nabierają wiary we własne siły i są już w stanie zmierzyć się z przeciwnościami losu. I w pewnym stopniu o tym też jest „Harry Potter i więzień Azkabanu”.  

8/10     


wtorek, 9 stycznia 2024

Stanisław Wyspiański „Wesele”

 

Odświeżenie po długim czasie szkolnej lektury było świetnym pomysłem. Ostatnio coraz częściej się zdarza, że ludzie, którzy  nie są politykami, zastanawiają się nad tym, jak wygląda sytuacja w kraju, w którym mieszkają. I myślą, co można zrobić, aby było lepiej i  widzą w tym swoją rolę. Wyspiański postawił swoją diagnozę w „Weselu” w nieco innych realiach, a czy były tak mocno odmienne, to kwestia dyskusyjna. 

      Sięgnęłam po „Wesele” głównie po to, aby wysłuchać głosu duchów osób zmarłych, ważnych dla naszej przeszłości,  które pojawiły się na weselu. Po 100 latach nasza wiedza historyczna jest większa niż za czasów Wyspiańskiego, teraz nie każda z tych postaci jest oceniana tak jednoznacznie, są stale jednak symbolami. Mówią nie tylko kwestie dotyczące państwa, ale i po prostu zwyczajnych ludzi. Rycerz przykładowo mówi:

 „A czy wiesz, czym ty masz być, 

o czym tobie marzyć, śnić?” 


  Albo zdanie Chochoła najbardziej chyba znane i dające najwięcej do myślenia: 

„Miałeś chamie Złoty Róg, 

miałeś chamie czapkę z piór…

Ostał ci się jeno sznur”.

    Oczywiście te stwierdzenia i pytania  padają w kontekście naszego kraju, „Wesele” jest tak bogate w symbolikę i w możliwości interpretacji, że każdy może pomyśleć o sobie, swoich marzeniach, swoich niewykorzystanych szansach, a głównie o tym, czy może jednak dałoby się coś zmienić. 

10/10


niedziela, 7 stycznia 2024

Tove Jansson „Zima muminków” – audiobook, czyta Krzysztof Kowalewski

 

       Zastanawiające i godne podziwu jest to, że w takim krótkim utworze autorka zawarła olbrzymią głębię. To utwór o nostalgii i życiu przeszłością, o zadumie, lękach, samotności, ryzyku, mierzeniu się z nowymi sytuacjami, indywidualizmie, o zmianach w życiu, o pokonywaniu trudności zamiast uciekania od nich, o zaprzyjaźnianiu się i o przyjaźni, o byciu sobą a jednocześnie o dostosowywaniu się do tego, co nieuniknione. Krzysztof Kowalewski czyta wyśmienicie, mogą go słuchać i dorośli i młodsi słuchacze.  

       Pozornie wszystko jest bardzo proste. Muminek obudził się na początku zimy z zimowego snu, cała jego rodzina jeszcze spała i zdecydował się na opuszczenie domu.  Nigdy wcześniej nie widział, jak wygląda zima. Wszystko było nieznane, było zimno, nieprzyjemnie, wszędzie leżał śnieg, a Muminek bał się, że nie widzi nikogo znajomego. Musiał oswoić tą sytuację i się w niej odnaleźć. Świat zimą był inny i zauważył różne dziwne postacie, latem zupełnie niewidoczne. 

        Przypomina to z pewnością różne nowe sytuacje, w których każdy się znajduje, a sporo osób ich nie lubi, rzeczywiście wszystko jest wówczas obce i wydaje się nieprzyjazne, ma się ochotę wrócić do ciepłego, znanego domku. Ale się nie da, trzeba się z tym zmierzyć, a najlepiej potem się w tym odnaleźć, zobaczyć plusy, polubienie przychodzi samo.  Muminek jest też załamany, że nie ma teraz lata, a on chciałby lato, a nie zimę. 

        Przychodzą jednak głębsze refleksje. Zima to symbol inności i indywidualizmu, to symbol osób, które z różnych przyczyn żyją inaczej, niż wynika ze statystyki, które „nigdzie nie pasują”. Ta inność może być bardzo mocna, ale też i lżejsza. Okazuje się, że jest miejsce i czas, gdzie każdy indywidualista się odnajdzie. Zima Muminków to również przeciwieństwo wszelkich aktywności, symbol wyciszenia, refleksji, na którą nie zawsze ma się tyle czasu, ile by się chciało. Utwór jest swoistego rodzaju zachętą na danie szansy na poznanie tych osób, których uważało się za dziwaków, niegodnych poznania.  A jednocześnie głos za tym, aby ten indywidualizm u siebie chronić.   

     Utwór jest też o samotności, przebudzony Muminek przez jakiś czas jest zdany tylko na siebie, musi sam podejmować decyzje, jest mu trudno. Martwi się. Niekiedy są właśnie takie sytuacje, z którymi każdy musi się zmierzyć sam, o tym też jest ten utwór. Ale powoli Muminek  zbliża się do innych osób, a to co wydawało się obce i nieprzyjazne, zaczyna robić się oswojone. Muminek wyciąga rękę do nowo poznanych osób,  proponuje im gościnę i jedzenie, nie pyta o zgodę rodziców, przecież śpią zimowym snem. Muminek ryzykuje, ale jest pewny, że nie może postąpić inaczej. Jego goście nie mają przecież co jeść.  

   Na uwagę zasługują też różne drobne sceny, żadna z nich nie jest zbędna czy przypadkowa. Przykładowo Pies marzy o tym, aby przyłączyć się do wilków, których wycie często słyszy, boi się jednak, czy one go przyjmą, nie wie, jak doprowadzić do spotkania. Chciałby się z nimi pobawić. Do spotkania jednak dochodzi, ale jego przebieg wygląda zupełnie inaczej, niż można było sobie wyobrazić.   

9/10

   

          


piątek, 5 stycznia 2024

Książki roku 2023

 



   Jak zwykle wykaz obejmuje tylko książki przeczytane w danym roku i nie ma to związku z datą wydania, książką roku może być więc książka z ubiegłego stulecia. Nie ma żadnych kategorii, typu literatura polska czy zagraniczna. W zestawieniu z reguły znajdują się i pozycje z literatury pięknej i mało znane, niejednokrotnie takie, które nie miały powszechnego uznania krytyki, ale dla mnie z różnych powodów stały się bardzo ważne. Z racji tego, że ubiegły rok był trudny, głównie z uwagi na wojnę na Ukrainie, w zestawieniu dominują pozycje lekkie, pozwalające oderwać się od rzeczywistości.   

1. Olga Tokarczuk „Czuły narrator” - to najwspanialsza rzecz o literaturze, jaką kiedykolwiek czytałam. Z powieściami  Tokarczuk mam problem, nie wszystkie mi się podobają, „Biegunów” zaczęłam, nie skończyłam i nie wróciłam do nich. A krótkie teksty, typu eseje, czy wykłady to już jest absolutna rewelacja, 

2. Elżbieta Cherezińska „Odrodzone królestwo” ex aequo „Wojenna korona” – jedne z najlepszych powieści historycznych, jakie czytałam, do tego jeszcze o mało znanym okresie w historii, bo o czasach Wł. Łokietka, to powieści historyczne, szpiegowskie, kryminały, romanse, z drobną domieszką fantasy 

3. John le Carre „Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg” – to dla mnie najlepsza powieść szpiegowsko – psychologiczna mistrza gatunku, niesamowicie wciąga i daje strasznie dużo do myślenia.

4. Wojciech Orliński – „Kopernik. Rewolucje” – to z kolei jedna z najlepszych biografii, jaką kiedykolwiek czytałam z szalenie wnikliwym portretem epoki, napisanym z nieco innego punktu widzenia, niż jest to powszechnie robione 

5. Fridrich Schiller „Maria Stuart” – po raz pierwszy w zestawieniu wpisuję sztukę, którą tylko oglądałam. Dramat napisany w 1800r. jest aktualny do dziś. Spektakl w Teatrze Narodowym w Warszawie jest wyśmienity. 

6.Kamil Janicki „Damy srebrnego wieku” – autor sukcesywnie wypełnia luki w informacjach o dawnych epokach, naświetlając sylwetki ówczesnych kobiet, tutaj wydobył prawie z zapomnienia Ludwikę Marię Gonzagę, a jej charakter jest godny podziwu również dzisiaj,

7. Lilian Jackson Braun „Kot, który się publiczności nie kłaniał” ex aequo „Kot, którego nurtował strumień” – moja ulubiona seria i jedne z lepszych jej tomów, dla miłośników książek, literatury i zwyczajnej codzienności

8. Zbigniew Rokita „Odrzania” – lektura wzbudziła we mnie nie tylko zainteresowanie mniej znaną częścią kraju, ale także potrzebę obejrzenia wielu opisywanych miejsc i zgłębienia ich historii 

9. John le Carre ”Silverview”  przedostatnia powieść mistrza jak zwykle z wielką przenikliwością psychologiczną

10. Sławek Gortych "Schronisko, które przestało istnieć” za wspaniale opisane Karkonosze, również za wzbudzenie nostalgii za nimi i chęci ponownego ich zobaczenia. 



sobota, 30 grudnia 2023

Lyman Frank Baum "Czarnoksiężnik z krainy Oz" - audiobook, czyta Irena Kwiatkowska

 

         Bajka dla dzieci jest powszechnie znana wśród dorosłych z racji wielu ekranizacji, w tym z musicalu. Odczytanie tej bajki w wykonaniu Ireny Kwiatkowskiej jest rewelacyjne, pod tym względem to jeden z najlepszych audiobooków, jakich kiedykolwiek słuchałam. Aktorka odczytała treść tak, jakby faktycznie opowiadała o czymś, co właśnie widzi i słyszy. Odświeżenie w pamięci bajki o zaradnej, odważnej dziewczynce, która mimo odczuwanego niekiedy lęku czy zwątpienia, finalnie jednak nigdy się nie poddawała,  przyda się nawet dorosłym. Treść jest lekka i przyjemna, a akcja wbrew pozorom mocno wciąga, od czasu dzieciństwa wielu szczegółów już nie pamiętałam. Nie ma tu, tak jak u Andersena, czy u braci Grimm, okrucieństwa i różnych koszmarnych scen. 

      Dorotka za sprawą trąby powietrznej i niewytłumaczalnego zjawiska znalazła się wraz ze swoim pieskiem w nieznanej sobie krainie, była to nierzeczywista kraina, która nie miała nic wspólnego z rzeczywistością. Nikogo tam nie znała, nie miała pojęcia, jak wrócić do domu. Zaprzyjaźniała się ze spotkanymi osobami, pomagała im i zrobiła dosłownie wszystko, aby wrócić. Były momenty, że już wątpiła, czy jej się uda, wszystko układało się czasami bardzo źle, a perspektywy na polepszenie sytuacji wydawały się żadne. Gdy nie dawała sobie rady, pomagał ktoś z przyjaciół. 

      Lektura z pewnością wpędzi czytelnika w dobry nastrój. W przypadku dzieci dodatkowo może pomóc w stawaniu się samodzielnym i odważnym. 

7/10   

   


poniedziałek, 18 grudnia 2023

Charles Dickens „Opowieść wigilijna czyli kolęda prozą”, tłumaczył Jacek Dehnel, ilustracje Lisa Aisato

 

   Książeczka w przepięknej szacie graficznej, z nowym tłumaczeniem, słowniczkiem i ze wspaniałymi ilustracjami jest absolutnie rewelacyjna. „Opowieść wigilijną” Dickensa zna chyba każdy, chociażby z wielu adaptacji filmowych. Wydawało mi się, że znam ją niemal na pamięć, ale i tak jeszcze coś znalazłam, na co wcześniej nie zwróciłam większej uwagi. Scrooge kojarzył mi się z patologicznym skąpstwem, ale był też koszmarny dla ludzi, dla każdego bez wyjątku czy to prywatnie czy zawodowo. Był odrażający pod każdym względem. 

     W książce jest słowniczek z objaśnieniami niektórych słów czy wyrażeń, typowych dla wiktoriańskich czasów, np. gotować w duchówce. Jest też nawiązanie do eseju na temat tego, czym tak naprawdę zajmowali się Marley i Scrooge, wynika z niego, że z lichwy i windykacji. Wyjaśniona jest pod względem prawnym sytuacja prawna ówczesnych biedaków, było to nie do pozazdroszczenia, koszmar. Słowniczek zdecydowane lepiej pozwala zrozumieć tamte czasy. 

     Do tej pory jako osoba dorosła nigdy na natrafiłam na wydanie z tak wspaniałymi ilustracjami. Są one wręcz dopełnieniem tekstu. Przykładowo gdy Duch Minionych Świąt zaprowadził Scrooga do dawnego sklepu, gdzie pracował jako młody chłopak, pokazał mu tamte święta. Pracodawca zafundował całej rodzinie i wszystkim pracownikom ucztę świąteczną, połączoną z tańcami. Opis tej zabawy nie jest długi, to tylko jeden z kilku epizodów, przypomnianych przez pierwszego ducha. Z tekstu ewidentnie wynika, że wszyscy wspaniale się bawili. Obrazują to 2 ilustracje. Na jednej jest gospodarz uśmiechnięty od ucha do ucha, a na drugim wszyscy bawiący się ludzie. Ilustracja pokazuje, jak bardzo są szczęśliwi, weseli, nie ma wątpliwości, że zapomnieli w tym czasie o wszystkich kłopotach. Te ilustracje to kwintesencja radości, a podczas czytania wcześniejszych wydań nie zwróciłam na tą zabawę większej uwagi. Po przeczytaniu tego wydania nie da się o niej zapomnieć. A pokazanie, jak niewiele trzeba, aby ludzi uszczęśliwić, czy unieszczęśliwić, to przecież istota tekstu Dickensa. 

     Trudno jest mi odnieść się do nowego tłumaczenia, nie mam w domu poprzednich wydań. Z pewnością tekst nie jest uwspółcześniony, i z tekstu i z ilustracji wynika ewidentnie, że wydarzenia rozgrywają się w XIX wieku. Odnosiłam wrażenie jednak, że czyta się go bardzo lekko, lżej niż w poprzednim tłumaczeniu. 

10/10   


sobota, 16 grudnia 2023

Zbigniew Rokita „Kajś”

 


       Przed przeczytaniem książki nawet nie miałam świadomości, jak nikłą wiedzę miałam na temat tak dużej i znaczącej części kraju, jak Śląsk. Kojarzyłam zatrute powietrze i mniejszość niemiecką w sejmie. Wiedziałam o Wehrmachtcie i obowiązkowych wcieleniach. „Kajś” daje dużo, dużo więcej, a rozumiejąc bardziej Śląsk, rozumiemy także historię i obecną sytuację całego kraju. Przed lekturą trudno byłoby mi sobie wyobrazić kobietę, polską obywatelkę, która opłakuje śmierć swojego męża, który zginął w czasie II wojny na froncie wschodnim, walcząc w niemieckiej armii i który został rozjechany przez rosyjskie czołgi. Tak samo nie za bardzo wcześniej nie do końca rozumiałam, dlaczego niektórzy Ślązacy chcą autonomii Śląska. Oczywiście rozumieć to nie znaczy popierać. Książkę czyta się bardzo dobrze, nie ma ona charakteru pracy historycznej, jest historią rodziny autora, ale pisaną pod kątem tego,  co działo się wokół, czyli na Śląsku, to jakby historia Śląska przez pryzmat historii jednej ze śląskich rodzin. 

        Historia Ślązaków rzeczywiście przypomina historię obcego kraju, którego interesy nie zawsze były zbieżne z interesami polskimi. Górny Śląsk przez bardzo długi czas należał do Niemiec, gwara śląska bardziej przypominała język niemiecki niż polski. Autor opisał np. jak oglądając film o Stalingradzie, kibicował Rosjanom i cieszył się z niemieckich porażek. Obecne przy tym matka i ciotka zakomunikowały mu, żeby się tak nie cieszył, bo w szeregach armii niemieckiej byli członkowie jego rodziny. Po przyłączeniu Śląska do Polski dzieci z reguły nie znały j. polskiego, miały problemy w szkole, traktowane były jako Niemcy i budziły niechęć wśród dzieci z polskich z rodzin napływowych. Po wojnie Ślązacy byli wywożeni na teren ZSRR i przymuszani do robót przy odbudowie kraju, tam postrzegani byli jak niemieccy jeńcy. Warunki mieli koszmarne pod każdym względem i wielu z nich nie przeżywało, było to coś w rodzaju zesłania. Wśród tych, którzy powrócili, było wiele  kalek, część postradała  zmysły.  Ci którzy nie zostali wywiezieni, też mieli fatalnie, bo sporo z nich trafiało do polskich obozów, przypominających obozy koncentracyjne, jak w Jaworznie, gdzie traktowani byli jak element niepolski, mocno podejrzany. Przeżywalność w takich obozach taż nie była duża. O ile o Wehrmachtcie i Polakach w jego szeregach, mówi się już otwarcie, o tyle te obozy nadal są tematem tabu, głównie z tego względu, że obok siebie żyją rodziny ofiar i rodziny katów, a niekiedy i sami więźniowie i ich kaci. 

      Sympatia Ślązaków do Niemiec, niekiedy większa niż do Polski, wynikała głównie z tego, że Śląsk znacznie dłużej był niemiecki, niż polski, trwało to kilka pokoleń, dla tych ludzi niemiecka kultura i obyczajowość były bliższe, niż polskie. Co znamienne, poziom życia przeciętnego obywatela Niemiec był wyższy, niż obywatela Polski. Stąd też od czasu II wojny około 800 000 Ślązaków wyemigrowało z Polski do Niemiec. Z kolei opisana skala zatrucia środowiska naturalnego była wielokroć większa, niż przypuszczałam. Najbardziej koszmarnym przykładem była huta z Katowic Szopienic, gdzie wytapiano cynk.  Została ona określona przez lekarkę, zajmującą się tym tematem jako śląski Czarnobyl. Powodowała wcześniejszą umieralność, wszystkie możliwe choroby, łącznie z upośledzeniem umysłowym u dzieci.  

     Tego rodzaju informacji i ciekawostek jest naprawdę sporo. „Kajś” jest porównywalne do późniejszej „Odrzanii”, która opowiada o losach pozostałych Ziem Odzyskanych. „Odrzania”  jest o okresie od czasu zakończenia wojny aż do chwili obecnej i nie koncentruje się na żadnej rodzinie, jest to opowieść ogólna,  autor nie jest w nią zaangażowany emocjonalnie. Może przez szerszy zakres „Odrzanię” czytało mi się troszeczkę lepiej, niż „Kajś”.

8/10    

          


wtorek, 12 grudnia 2023

Clive Staples Lewis „Opowieści z Narnii. Podróż Wędrowca do Świtu” – audiobook, czytają Agnieszka Greinert i Jerzy Zelnik

 

      „Podróż” jest trzecią częścią „Opowieści z Narnii” i chociaż jest naprawdę bardzo dobrą opowieścią dla dzieci i dorosłych, nie wytrzymuje porównania z tomem pierwszym pt. „Lew, czarownica i stara szafa”. Tom pierwszy mówiąc bez żadnej przesady, jest genialny. 

      Tak jak i wszystkie „Opowieści z Narnii” to pozornie tylko bajka, jest jednak pełna symboliki, w większości możliwej do odczytania właściwie tylko dla dorosłego. C.S. Lewis był osobą głęboko wierzącą, jego twórczość ma bardzo głęboki związek z chrześcijaństwem i symbole, zawarte w tych tomach, odnoszą się do tej religii, a tym samym też do wartości ponadczasowych i uniwersalnych. Czytając można się doskonale bawić, odgadując co który symbol oznacza, a nie jest to do końca takie proste. Aslan jest Chrystusem. Podróż okrętem w tym przypadku jest niewątpliwie metaforą życia, jak płynięcie do celu. Miałam problem z księgą czarów, którą można czytać tylko do przodu, nie można się cofnąć. Może jest to metafora ludzkiego życia. Ale nie tylko, bo na niektórych stronach tej księgi można zobaczyć, co w danym momencie robią inne osoby. Łucja zobaczyła w ten sposób swoją koleżankę, która właśnie negatywnie się wypowiadała o Łucji. Zrobiło jej się bardzo przykro, dopiero Aslan musiał  jej wytłumaczyć, że ocenia koleżankę za ostro. Albo jest np. miejsce, w którym każdego dręczą koszmary senne i każdy spotyka w tych koszmarach to, czego najbardziej się boi.  

     Po odsłuchaniu audiobooka obejrzałam film w reżyserii Michaela Apteda z 2010r., pozbawiony jest on głębi, nacisk jest w nim położony na kwestie przygodowe i widowiskowe, widać efekty komputerowe, w szczególności przy osobach i elementach baśniowych. Symbole są bardzo mocno ograniczone. Tekst jest dużo lepszy od filmu.  

7/10 


niedziela, 10 grudnia 2023

Ewzen Bocek „Arystokratka pod ostrzałem miłości”

 

     Książka momentami przypomina harlekina. Nie ulega wątpliwości, że pierwsze tomy były najlepsze, potem temat rodziny Kostków, która odzyskała swój rodowy zamek, robi się mocno wyeksploatowany. W naszej głównej bohaterce, Marii, zakochał się szaleńczo i nagle milioner, na dodatek bajecznie przystojny, mądry, inteligentny, dowcipny, hojny itp., itd. i nie ma tu żadnego haczyka i brzmi to jak bajka dla dzieci. Teraz dziewczyna ma problem, bo zakochany jest w niej również poprzedni adorator, stara się więc tak manewrować, aby jeden o drugim nie wiedział. Sceny z owym milionerem z racji tego absurdu są bardziej żałosne, niż śmieszne. Najbardziej komiczne zaś sceny w całym cyklu to dla mnie sceny z turystami, tutaj jest ich najmniej, aczkolwiek nadal całość jest i tak zabawna.      

         W książce i w całym cyklu mimo tych wad jest jednak coś, co sprawia, że i tak będę sięgać po kolejne tomy. Jest to czeskie podejście do życia, które tutaj prezentuje nawet i Maria, Amerykanka, ale „czeskie geny” ma po ojcu.  Mimo wielu problemów, które ma chyba każdy, podchodzi do nich z dystansem i humorem. Ma tolerancję dla cudzych wad, jest wyrozumiała i bardziej ją one śmieszą, niż denerwują. Własnych problemów też nie wyolbrzymia, podchodzi do nich na luzie, nadmiar adoratorów nie jest oczywiście jej jedynym problemem, są też poważniejsze. Książka może być odskocznią od codzienności i jednocześnie może pomóc w zdystansowaniu się do własnych spraw. U nas cały czas bardzo silny nurt martyrologiczny, koncentrowanie się na przegranych bitwach i powstaniach, wspominanie krzywd, jakie kiedyś ktoś nam zrobił itp.  A u Czechów i u Ewzena Bocka jest więcej luzu. I warto się temu przyjrzeć. 

6/10