sobota, 10 czerwca 2017

Mariusz Czubaj „Martwe popołudnie”




        




     Nazwisko Mariusza Czubaja brzmi niemal jak legenda, a to, że autor żyje, miewa się dobrze i jest zaledwie w średnim wieku, nie ma żadnego znaczenia. Czubaj jest współautorem „Krwawej setki. 100  najważniejszych powieści kryminalnych”, która to pozycja jest w stanie zainteresować każdego chyba miłośnika kryminałów, a mnie spodobała się wyjątkowo. Poza tym dwukrotnie już został laureatem Nagrody Wielkiego Kalibru, czyli nagrody dla najlepszej powieści kryminalnej roku, w 2008r. za „21.37”, a w tym za „R.I.P.”. Aż sama się zdziwiłam, że nie czytałam dotąd żadnego jego kryminału. Czas już był najwyższy.

sobota, 3 czerwca 2017

Piotr Zychowicz „Sowieci”

Sowieci - Piotr Zychowicz                                                

Czytelnik dostaje do ręki zbiór tekstów, które powstały jeszcze przed powstaniem książki, część z nich była już drukowana w prasie, część nie, a są to głównie wywiady, ale niejednokrotnie też i artykuły na temat ZSRR czy Rosji. Zychowicz nigdy nie ukrywał swoich poglądów, można je nazwać radykalnymi, ale też zarazem i wyrazistymi, bez jakiejkolwiek domieszki politycznej poprawności. Pisząc, nie boi się narażać historykom i innym znawcom tematu, łamie wszelkie możliwe tabu. Co szalenie ważne, pisze bardzo przystępnym językiem. Mimo, że interesuję się historią, to i tak w pewnych przypadkach mnie w tej książce zaskoczył.

       Od wielu już lat Zychowicz głosi tezę, że od powstania naszego państwa, Rosja była naszym największym wrogiem, tak również jest teraz i będzie jeszcze bardzo długo. Komunizm był najbardziej zbrodniczą ideologią w dziejach świata, ludobójstwo i inne zbrodnie, dokonane przez komunistyczny ZSRR, są jednymi z potworniejszych w historii ludzkości. Nasz wschodni sąsiad nigdy nie wyrzeknie się imperialnych ambicji. Komunizm był gorszy od nazizmu. Zychowicz stara się naświetlić wszystkie kwestie, związane z komunistycznymi zbrodniami na całym świecie, ale szczególnie pochyla się nad zagadnieniami mniej nagłośnionymi, bądź też znanymi od niedawna. Pochyla się np. nad losami Polaków, którzy przed zaborami mieszkali na terytorium Polski, a po odzyskaniu niepodległości, na skutek zmiany granic, właściwie po zawarciu pokoju ryskiego  raptem znaleźli się, nie przenosząc się nigdzie, na obcym terytorium. 

      Opisane jest ludobójstwo, jakie dokonywane było na tej właśnie ludności polskiej, zwane „operacją polską NKWD” z 1937-1938r., kiedy to za to, że ktoś był Polakiem, zabito co najmniej 110 000 naszych pobratymców, a drugie tyle wywieziono do łagrów.  Zychowicz pyta, dlaczego tego się nie nagłaśnia? Dlaczego ludzie o tym nie wiedzą?  Tak samo, autor pochyla się nad losem Polaków, w tym również żołnierzy, którzy znaleźli się w takiej samej sytuacji po 17 września 1939r. Ich los był w dużej mierze równie straszny.

czwartek, 1 czerwca 2017

Mark Twain „Królewicz i żebrak” – audiobook, czyta Daniel Śmiłek

 
     „Królewicz i żebrak” czytany, bądź słuchany przez dorosłego człowieka, jest niemal zupełnie inną książką, niż „Królewicz i żebrak”, czytany przez dziecko. Gdy sięga po tą pozycję osoba dorosła, odkrywa drugie i trzecie „dno” książki, niezauważalne dla kogoś młodszego.   Co do zasady, historia jest znana niemal każdemu. Na skutek zbiegu okoliczności prawdziwy królewicz, następca tronu, zamienił się miejscem z żebrakiem. Królewicz stał się żebrakiem, a żebrak księciem, na pewien okres czasu, oczywiście. Czytelnik może śledzić losy i żebraka i księcia, naprzemiennie. Całość przepełniona jest duchem humanitaryzmu, autorowi obojętne były bowiem losy żon Henryka VIII, interesował się zaś losem zwykłych ludzi. Jest to dość niespotykany punkt widzenia. Współcześnie zapanowało wariactwo na punkcie żon Henryka VIII, książki i filmy na ten temat się mnożą. Wygląda zaś na to, że losy zwykłych ludzi z tamtych czasów, nikogo już nie obchodzą.   

czwartek, 25 maja 2017

Lee Child „Echo w płomieniach”


Okładka książki Echo w płomieniach



Lee Child to wyjątkowo solidna firma i raczej nie można się na nim zawieść. Pisałam o nim już parokrotnie, zastanawiałam się nawet nad jego fenomenem i nad tym, co takiego jest w jego książkach, że ludzie się nimi tak zachwycają, łącznie ze mną oczywiście.  Jak zawsze podczas słuchania czy czytania Lee Childa, naładowałam się pozytywną energią i poczułam wolę działania, załatwiania odkładanych od dawna spraw czy  rozwiązywania problemów.  
    Gdy bierze się do ręki ”Echo w płomieniach”, bieg wydarzeń momentalnie zasysa czytelnika. Jest to połączenie wielkiej dynamiki wydarzeń, opisu błyskotliwej inteligencji Reachera, jego umiejętności logicznego myślenia, błyskawicznego podejmowania decyzji, siły fizycznej itp.

niedziela, 21 maja 2017

Marcin Wroński „Czas Herkulesów”

 


Aż nie mogę w to uwierzyć, ale jest to ostatni tom z Zygą. Informacje takie podaje samo wydawnictwo na okładce książki, ale mówi o tym i sam autor. Wroński stwierdził, że jest już zmęczony 10 – letnią przygodą z Zygą i chce zabrać się za coś nowego. Oby zmienił zdanie. Prawdopodobnie sięgnę po to coś nowego, gdy już powstanie, ale wolałabym, aby moja ulubiona seria była kontynuowana.

      Tym razem wydarzenia rozgrywają się wiosną 1938r. w Chełmie, gdzie Zyga został służbowo wysłany jako ktoś w rodzaju kontrolera z zadaniem skontrolowania miejscowej policji.  W Chełmie doszło właśnie w tym czasie do zabójstwa, potem do kolejnego, a że „ciągnie wilka do lasu”, to Zyga jako rasowy policjant zaczął zamiast kontrolować miejscowych, wciągać się w osobiste prowadzenie nowej sprawy.

    Tło historyczne w tym przypadku jest jeszcze inne, niż w tomach poprzednich, nie ma wielkich nawiązań do Niemców czy do Rosji, ani do zbliżającej się wojny.  Z racji usytuowania Chełma, w centrum zainteresowania Wrońskiego znaleźli się tym razem Ukraińcy i to właśnie w tej książce najwyraziściej pokazane jest, jak fatalnie w tamtych czasach wyglądało koegzystowanie Polaków i Ukraińców. Każdy czytelnik ma świadomość tego, co stało się na Wołyniu. „Czas Herkulesów” idealnie naświetla tło wydarzeń. Zyga dostał do pomocy młodego policjanta, Horejuka, właśnie narodowości ukraińskiej. Horejuk do katolików miał uraz, bo pamiętał, jak w 1918r. po odzyskaniu przez Polskę niepodległości właśnie w Chełmie z katedry wyrzucano na bruk  trumny prawosławnych biskupów.  W czasie opisywanych wydarzeń Stepan Bandera odsiadywał wyrok dożywocia zamach na Ministra Spraw Wewnętrznych, Pierackiego, a wizerunek Bandery, z racji publicznych nawoływań za samoistną Ukrainą, był doskonale znany. Był on, jak to określił Wroński, „bożyszczem” Rusinów. Standardem w tamtych czas był polski pan i ukraiński służący. Wymowny jest też bardzo opis zniszczenia prawosławnej cerkwi w Szkodyniu. Została ona zburzona w majestacie prawa przez polskich strażaków i policjantów, w asyście wojska. W tamtym czasie obowiązywały przepisy, w myśl których można było zlikwidować zbędne świątynie prawosławne, ale pod warunkiem, że w pobliżu były inne. W tym przypadku prawo było ewidentnie naciągnięte, bo z świątyni ludność korzystała, wierni stanęli wraz z popem w jej obronie cerkwi, obronie bezskutecznej oczywiście. Najbliższa cerkiew była odległości 20 km. Całemu wydarzeniu przyglądali się uradowani miejscowi katolicy wraz z księdzem, który błogosławił  burzących świątynię. Jak wynika z innych już źródeł, takie przypadki nie były bynajmniej wyjątkiem. Ta książka w kontekście opisu podłoża wydarzeń na Wołyniu, jest idealnym dopełnieniem i filmu Smarzowskiego i „Sprawiedliwych zdrajców” Szabłowskiego i książek prof. Motyki.

poniedziałek, 15 maja 2017

Denis Diderot „Kubuś Fatalista i jego pan” – audiobook, czyta Cezary Pazura

Cezary Pazura czyta Kubusia Fatalistę - Denis Diderot             
  Nie znałam wcześniej „Kubusia Fatalisty”, słyszałam tylko sporo o tym dziele. Okazało się, niestety, mało strawną, nudną opowieścią o podróży Kubusia i jego pana w nie do końca określonym celu. W czasie tej podróży narrator opisywał bieżące przygody swoich bohaterów, Kubuś zaś z kolei opowiadał panu, któremu służył, swoje wcześniejsze przygody.  Pojęcie „przygoda” traktować należy dość względnie, bardziej adekwatne byłoby chyba wyrażenie – wydarzenia, w jakich biorą udział. Nic nadzwyczajnego się nie dzieje. Opowieść Kubusia skoncentrowana jest głównie na jego podbojach miłosnych. Bieżąco zaś to np. szukanie noclegu z opieką, gdyż jeden z bohaterów doznał urazu kolana, posądzenie Kubusia o kradzież, opisy ludzkiego skąpstwa, obłudy czy chciwości i masa innych. Dygresje dotyczą całego wachlarza problemów, zarówno poważnych, jak i zabawnych, np. spełnianie wszystkich zachcianek  dzieci i co potem z tego może wyniknąć, czy warto płacić z góry za usługi itp. Najwięcej miejsca zajmują kwestie erotyczne i mocno antyklerykalne.

     Całości słucha się bardzo źle. Nie porwały mnie ani opisy bieżące, ani wspomnienia Kubusia. Co gorsze, to często niechcący wyłączałam się podczas słuchania, a zorientowanie się w tym, co wówczas się działo, czy wydarzenia sprzed lat opowiada Kubuś, czy jest to już opis bieżącej wędrówki, było bardzo trudne. Robiło to bełkotliwe wrażenie. Cezary Pazura starał się, aby brzmiało to interesująco, ale obawiam się, że z takim tekstem trudno było cokolwiek zrobić. Diderot nie był w stanie zainteresować mnie swoją opowieścią. Rzadko kiedy aż tak źle słuchało mi się audiobooka, z reguły nawet gdy tekst za bardzo mi nie leżał, słucha się jakby samo. Dojazd do pracy jest wówczas  ciekawszy. Tym razem było inaczej. Można to porównać jedynie do jazdy z kimś, kto cały czas mówi o czymś, czego nie da się słuchać.  

sobota, 13 maja 2017

Lilian Jackson Braun „Kot, który wąchał klej”

            Kot, który wąchał klej. Tom 8 - okładka książki
 
      Bez „Kota, który..” w tym blogu obyć się nie może. Pisałam ostatnio o nim tutaj. „Kot, który wąchał klej” to tom ósmy serii. Qwill osiedlił się już na dobre w Pickax, zintegrował się już z mieszkańcami tej miejscowości, ma nawet swoje sympatie. W tym tomie zostaje jakby postawiona kropka nad przysłowiowym ”i”, bowiem od czasu zamieszkania we wspomnianym miasteczku, nasz bohater żył jakby jako darmozjad, tzn. ze spadku po przyszywanej ciotce. Nie czuł się z tym najlepiej. Wmówił sobie, że chce napisać książkę i przez to też nie angażował się w inną pracę. W poprzednim tomie zasygnalizowane było, jak bardzo zaangażował się w powstanie lokalnej gazety. Sprowadził swojego przyjaciela Archa Rickera  z drugiego końca kraju, aby mógł on zostać wydawcą. W tym właśnie tomie Qwill uzmysłowił sobie, że brakuje mu dziennikarstwa, które kochał i porzucił. Dołączył więc do zespołu redakcji i podjął się pisania felietonów, których tematyka miała zależeć tylko od niego. Zdecydował, że chce pisać o ciekawych ludziach, którzy robią ciekawe rzeczy. Wyszukiwać miał ich koło siebie. Począwszy od tego właśnie tomu, będzie realizował się właśnie jako felietonista, czy nawet i reportażysta.

środa, 3 maja 2017

Andrzej Sapkowski „Wiedźmin. Ostatnie życzenie” tom 1 - audiobook, czyta zespół aktorów

                                                                                                                                                                                                     6)                                                                                                                                                                             

Wiedźmin Ostatnie życzenie
 

        Jestem zapewne sporym wyjątkiem wśród czytelników, bo do tej pory nie zetknęłam się jeszcze z Sapkowskim, ani z jego książkami, ani z filmem, ani z grami. Będzie to więc spojrzenie zupełnie nowe, kogoś, kto nie fascynuje się literaturą fantasy.  Zaczynałam słuchanie bez żadnego oczekiwania w stosunku do tej książki, ani na „tak”, ani na „nie.” Zadecydowała tylko osobista chęć sprawdzenia, czy coś, czym fascynuje się tak wielka grupa osób, jest tego warte.

      Świat Wiedźmina zafascynował mnie niemal natychmiast, mam wrażenie że już po kilku minutach słuchania zaczął szalenie wciągać. Jazda samochodem mijała niepostrzeżenie. Audiobooków słucham już od dobrych kilku lat i mogę stwierdzić, że ten tom to naprawdę jest „najwyższa półka”, zarówno pod względem treści, jak też i wykonania.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Henryk Sienkiewicz „Rodzina Połanieckich”

Okładka książki Rodzina Połanieckich          


Książka jest  historią miłości jednej z bardziej znanej polskiej pary bohaterów literackich - Maryni Pławickiej i Stanisława Połanieckiego, zawiera też oczywiście sporą liczbę innych wątków. Całość rozgrywa się pod koniec XIX wielu w stosunkowo krótkim czasie, około dwóch lat, głównie w Warszawie i podwarszawskich wioskach letniskowych oraz częściowo we Włoszech. Zaczyna się z chwilą poznania Maryni i Stacha, a kończy wraz z urodzeniem się ich dziecka. Znajomość tych dwojga przechodziła różne fazy, najpierw wzajemne oczarowanie, potem straszne nieporozumienie i niechęć Maryni przy jednoczesnym szaleńczym niemal zakochaniu Stacha. W późniejszym czasie role się odwróciły, Marynia pokochała ponownie, a Stach gdy już miał ”zdobycz” w garści, zaczął obojętnieć. Stan taki utrzymywał się i po ślubie, a gdy Marynia zaszła w ciążę, Stachowi zaczęła podobać się inna kobieta, pani Maszkowa. Świetny jest serial pod tym samym tytułem z 1979r. z Anną Nehrebecką jako Marynią, z J. Englertem, A. Sewerynem, L. Pieraszakiem, J. Machalicą i in. 

    Najciekawsze chyba wątki to właśnie te związane z Marynią i Stachem. Autor opisał z męskiego punktu widzenia pewne znudzenie kobietą, którą się jednocześnie kochało. Gdy Marynia była w ciąży, strasznie wówczas zbrzydła i zaczęła budzić coś w rodzaju wstrętu fizycznego męża. Zainteresowanie jego innymi kobietami stało się wówczas kwestią czasu. Maszkowa początkowo mu się bardzo nie podobała, uważał ją za głupią, pustą  i brzydką, szczególnie raziły go jej oczy, wiecznie czerwone i sztywność ruchów. Dość szybko niejako bezwiednie, z pewnością wbrew woli Stacha, zaczęła go jednak ona coraz bardziej pociągać. Aż doszło do sytuacji, że poczuł w sobie zwierzę, jak to określił autor, któremu zaczynał nie mieć siły, aby się oprzeć. Jednocześnie mimo wszystko kochał Marynię i miał świadomość, że jest to wartościowa kobieta, oddana mu całkowicie i z którą chce spędzić całe życie. Gdy bronił się wewnętrznie przed pociągiem do Maszkowej, jego intelekt podpowiadał mu wszystkie rzeczowe argumenty p-ko takiemu posunięciu. Jak ta walka się skończyła, ktoś kto nie zna powieści, może się sam przekonać. 

niedziela, 23 kwietnia 2017

Bolesław Prus „Emancypantki” – audiobook, czyta Anna Seniuk

Audiobook Emancypantki  - autor Bolesław Prus   - czyta Anna Seniuk


       „Emancypantki” bardziej znane jako film pt. „Pensja pani Latter” opowiadają o młodej Madzi Brzeskiej, szalenie uczciwej i niewyobrażalnie naiwnej nauczycielce, zatrudnionej początkowo właśnie u pani Latter na pensji w Warszawie.  Prus skupił się na losach Madzi, ale opisał oczywiście życie całego społeczeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem rodzącego się ruchu emancypacyjnego. W powieści występuje jedna zagorzała emancypantka, ale inne kobiety, nie są w większości gospodyniami domowymi. Pani Latter to pierwowzór kobiety przedsiębiorcy, ale mającego spore problemy finansowe. Wynikały one głównie z tego, że  część klienteli, bogatych rodziców, obawiając się szerzenia na pensji nowych idei, zrezygnowała z kształcenia córek u pani Latter. Nawet wykształcone osoby hasło o prawach dla kobiet, kształceniu ich na wyższym szczeblu,  traktowały jako coś nienormalnego. Kobieta winna przecież siedzieć w domu i zajmować się dziećmi oraz mężem. Problemem pani Latter był też syn darmozjad, Kazimierz, hazardzista, ciągnący od matki pieniądze. Madzia po zakończeniu pracy u pani Latter wróciła na krótko do swojej rodzinnej miejscowości, gdzie miała zamiar założyć własną pensję, potem ponownie znalazła się w Warszawie. Są też oczywiście perypetie uczuciowe, zakochał się w niej arystokrata Stefan Solski.

      To właśnie na przykładzie tej powieści można doskonale zaobserwować społeczeństwo w sytuacji, gdy pojawiają się nowe prądy. Z jednej strony widać zaangażowanie części tego społeczeństwa i otwartość na coś nowego. Z drugiej w innych już kręgach widać z kolei nieufność, zachowawczość, a nawet wrogość, lęk przed czymś nowym, wyśmiewanie nowych trendów na salonach  i uciekanie do tradycjonalizmu i religii.

środa, 12 kwietnia 2017

Agata Christie „Tajemnica Siedmiu Zegarów”

Tajemnica siedmiu zegarów - Christie Agatha
 
                 
„Tajemnica Siedmiu Zegarów” jest kryminałem bez panny Marple i bez Herkulesa Poirot. Tego rodzaju powieści jest w twórczości Królowej Kryminału sporo, bowiem aż kilkadziesiąt. W tym przypadku wydarzenia rozpoczynają się  w rezydencji Chimneys, w czasie kiedy była ona wynajmowana i kiedy gościła w niej grupa młodych osób. Ponieważ jeden z nich – Gerald Wade był śpiochem i przez to wiecznie się spóźniał,  koledzy i koleżanki zrobili mu kawał i  wstawili do pokoju 8 budzików, nastawionych na poranna godzinę. Gerry jednak mimo tego się nie obudził, jak się okazało, został otruty. Rano okazało się, że jeden zegar zniknął. W pokoju znaleziono tylko 7 zegarów. Zaraz potem pojawił się i drugi trup. Córka właścicieli rezydencji – Bundle, zaintrygowana dziwnym zgonem, jechała samochodem, a przed maską wyłonił się nieznany jej mężczyzna, który padł nieżywy. Był to Ronald Devereux, znajomy Gerry`ego. Jak się okazało, został chwilę wcześniej śmiertelnie postrzelony. Śledztwo w sprawie zabójstw prowadził inspektor policji Battle. Wydarzenia są jednak opowiadane nie z punktu widzenia inspektora, on jest traktowany jako postać drugo czy nawet i trzecioplanowa. Zagadkę próbowała rozwiązać właśnie przebojowa Bundle przy pomocy swoich kolegów, Billa i Jimmy`ego. Wkrótce trop padł na dziwne , tajne stowarzyszenie, zwane  Bractwem Siedmiu Zegarów.
      Książka ta mocno różni się od  innych powieści Agaty Christie. Zasadnicza różnica, poza brakiem panny Marple i Herkulesa Poirot`a,  to sensacyjna akcja. Z reguły Christie nacisk poza intrygą i zagadką kładła na psychologię, w tym przypadku najważniejsze jest tempo akcji. Wydarzenia mają sensacyjny charakter, a wszelkie tropy wskazują na to, że zabójstwa nie miały związku z życiem prywatnym ofiar. Psychologii  jest bardzo mało. W zdecydowanej większości powieści Christie krąg potencjalnych podejrzanych jest zamknięty, a każdego z nich czytelnik sukcesywnie poznaje w miarę czytania. Tutaj też jest inaczej.  Bundle mimo jej inteligencji i przenikliwości nie ma możliwości poznania wszystkich członków Bractwa, które jest wysoce podejrzane, nie wiadomo więc, czy czytelnik zna sprawcę, czy nie. Charaktery postaci są ledwie zarysowane. Nie są również znane wcześniejsze ich losy, a z racji tego że ofiary były ludźmi młodymi, raczej mało realne jest, aby zabójstwa miały związek z ich wcześniejszą historią. Trudno jest też obserwować postępy w śledztwie,  prowadzi je przecież inspektor,  a nie wszystkie jego działania są opisane.  O ile panna Marple i Herkules Poirot nie mieli właściwie życia prywatnego, a w każdym razie było ono dosyć ubogie w wydarzenia, tutaj jest dokładnie odwrotnie. Bundle  szukając zabójcy nie tylko przeżywa przygody, ale jeszcze przy okazji zdobywa mężczyzn. W tym tomie dwóch z nich się jej oświadczyło.