niedziela, 21 maja 2017

Marcin Wroński „Czas Herkulesów”

 


Aż nie mogę w to uwierzyć, ale jest to ostatni tom z Zygą. Informacje takie podaje samo wydawnictwo na okładce książki, ale mówi o tym i sam autor. Wroński stwierdził, że jest już zmęczony 10 – letnią przygodą z Zygą i chce zabrać się za coś nowego. Oby zmienił zdanie. Prawdopodobnie sięgnę po to coś nowego, gdy już powstanie, ale wolałabym, aby moja ulubiona seria była kontynuowana.

      Tym razem wydarzenia rozgrywają się wiosną 1938r. w Chełmie, gdzie Zyga został służbowo wysłany jako ktoś w rodzaju kontrolera z zadaniem skontrolowania miejscowej policji.  W Chełmie doszło właśnie w tym czasie do zabójstwa, potem do kolejnego, a że „ciągnie wilka do lasu”, to Zyga jako rasowy policjant zaczął zamiast kontrolować miejscowych, wciągać się w osobiste prowadzenie nowej sprawy.

    Tło historyczne w tym przypadku jest jeszcze inne, niż w tomach poprzednich, nie ma wielkich nawiązań do Niemców czy do Rosji, ani do zbliżającej się wojny.  Z racji usytuowania Chełma, w centrum zainteresowania Wrońskiego znaleźli się tym razem Ukraińcy i to właśnie w tej książce najwyraziściej pokazane jest, jak fatalnie w tamtych czasach wyglądało koegzystowanie Polaków i Ukraińców. Każdy czytelnik ma świadomość tego, co stało się na Wołyniu. „Czas Herkulesów” idealnie naświetla tło wydarzeń. Zyga dostał do pomocy młodego policjanta, Horejuka, właśnie narodowości ukraińskiej. Horejuk do katolików miał uraz, bo pamiętał, jak w 1918r. po odzyskaniu przez Polskę niepodległości właśnie w Chełmie z katedry wyrzucano na bruk  trumny prawosławnych biskupów.  W czasie opisywanych wydarzeń Stepan Bandera odsiadywał wyrok dożywocia zamach na Ministra Spraw Wewnętrznych, Pierackiego, a wizerunek Bandery, z racji publicznych nawoływań za samoistną Ukrainą, był doskonale znany. Był on, jak to określił Wroński, „bożyszczem” Rusinów. Standardem w tamtych czas był polski pan i ukraiński służący. Wymowny jest też bardzo opis zniszczenia prawosławnej cerkwi w Szkodyniu. Została ona zburzona w majestacie prawa przez polskich strażaków i policjantów, w asyście wojska. W tamtym czasie obowiązywały przepisy, w myśl których można było zlikwidować zbędne świątynie prawosławne, ale pod warunkiem, że w pobliżu były inne. W tym przypadku prawo było ewidentnie naciągnięte, bo z świątyni ludność korzystała, wierni stanęli wraz z popem w jej obronie cerkwi, obronie bezskutecznej oczywiście. Najbliższa cerkiew była odległości 20 km. Całemu wydarzeniu przyglądali się uradowani miejscowi katolicy wraz z księdzem, który błogosławił  burzących świątynię. Jak wynika z innych już źródeł, takie przypadki nie były bynajmniej wyjątkiem. Ta książka w kontekście opisu podłoża wydarzeń na Wołyniu, jest idealnym dopełnieniem i filmu Smarzowskiego i „Sprawiedliwych zdrajców” Szabłowskiego i książek prof. Motyki.

poniedziałek, 15 maja 2017

Denis Diderot „Kubuś Fatalista i jego pan” – audiobook, czyta Cezary Pazura

Cezary Pazura czyta Kubusia Fatalistę - Denis Diderot             
  Nie znałam wcześniej „Kubusia Fatalisty”, słyszałam tylko sporo o tym dziele. Okazało się, niestety, mało strawną, nudną opowieścią o podróży Kubusia i jego pana w nie do końca określonym celu. W czasie tej podróży narrator opisywał bieżące przygody swoich bohaterów, Kubuś zaś z kolei opowiadał panu, któremu służył, swoje wcześniejsze przygody.  Pojęcie „przygoda” traktować należy dość względnie, bardziej adekwatne byłoby chyba wyrażenie – wydarzenia, w jakich biorą udział. Nic nadzwyczajnego się nie dzieje. Opowieść Kubusia skoncentrowana jest głównie na jego podbojach miłosnych. Bieżąco zaś to np. szukanie noclegu z opieką, gdyż jeden z bohaterów doznał urazu kolana, posądzenie Kubusia o kradzież, opisy ludzkiego skąpstwa, obłudy czy chciwości i masa innych. Dygresje dotyczą całego wachlarza problemów, zarówno poważnych, jak i zabawnych, np. spełnianie wszystkich zachcianek  dzieci i co potem z tego może wyniknąć, czy warto płacić z góry za usługi itp. Najwięcej miejsca zajmują kwestie erotyczne i mocno antyklerykalne.

     Całości słucha się bardzo źle. Nie porwały mnie ani opisy bieżące, ani wspomnienia Kubusia. Co gorsze, to często niechcący wyłączałam się podczas słuchania, a zorientowanie się w tym, co wówczas się działo, czy wydarzenia sprzed lat opowiada Kubuś, czy jest to już opis bieżącej wędrówki, było bardzo trudne. Robiło to bełkotliwe wrażenie. Cezary Pazura starał się, aby brzmiało to interesująco, ale obawiam się, że z takim tekstem trudno było cokolwiek zrobić. Diderot nie był w stanie zainteresować mnie swoją opowieścią. Rzadko kiedy aż tak źle słuchało mi się audiobooka, z reguły nawet gdy tekst za bardzo mi nie leżał, słucha się jakby samo. Dojazd do pracy jest wówczas  ciekawszy. Tym razem było inaczej. Można to porównać jedynie do jazdy z kimś, kto cały czas mówi o czymś, czego nie da się słuchać.  

sobota, 13 maja 2017

Lilian Jackson Braun „Kot, który wąchał klej”

            Kot, który wąchał klej. Tom 8 - okładka książki
 
      Bez „Kota, który..” w tym blogu obyć się nie może. Pisałam ostatnio o nim tutaj. „Kot, który wąchał klej” to tom ósmy serii. Qwill osiedlił się już na dobre w Pickax, zintegrował się już z mieszkańcami tej miejscowości, ma nawet swoje sympatie. W tym tomie zostaje jakby postawiona kropka nad przysłowiowym ”i”, bowiem od czasu zamieszkania we wspomnianym miasteczku, nasz bohater żył jakby jako darmozjad, tzn. ze spadku po przyszywanej ciotce. Nie czuł się z tym najlepiej. Wmówił sobie, że chce napisać książkę i przez to też nie angażował się w inną pracę. W poprzednim tomie zasygnalizowane było, jak bardzo zaangażował się w powstanie lokalnej gazety. Sprowadził swojego przyjaciela Archa Rickera  z drugiego końca kraju, aby mógł on zostać wydawcą. W tym właśnie tomie Qwill uzmysłowił sobie, że brakuje mu dziennikarstwa, które kochał i porzucił. Dołączył więc do zespołu redakcji i podjął się pisania felietonów, których tematyka miała zależeć tylko od niego. Zdecydował, że chce pisać o ciekawych ludziach, którzy robią ciekawe rzeczy. Wyszukiwać miał ich koło siebie. Począwszy od tego właśnie tomu, będzie realizował się właśnie jako felietonista, czy nawet i reportażysta.

środa, 3 maja 2017

Andrzej Sapkowski „Wiedźmin. Ostatnie życzenie” tom 1 - audiobook, czyta zespół aktorów

                                                                                                                                                                                                     6)                                                                                                                                                                             

Wiedźmin Ostatnie życzenie
 

        Jestem zapewne sporym wyjątkiem wśród czytelników, bo do tej pory nie zetknęłam się jeszcze z Sapkowskim, ani z jego książkami, ani z filmem, ani z grami. Będzie to więc spojrzenie zupełnie nowe, kogoś, kto nie fascynuje się literaturą fantasy.  Zaczynałam słuchanie bez żadnego oczekiwania w stosunku do tej książki, ani na „tak”, ani na „nie.” Zadecydowała tylko osobista chęć sprawdzenia, czy coś, czym fascynuje się tak wielka grupa osób, jest tego warte.

      Świat Wiedźmina zafascynował mnie niemal natychmiast, mam wrażenie że już po kilku minutach słuchania zaczął szalenie wciągać. Jazda samochodem mijała niepostrzeżenie. Audiobooków słucham już od dobrych kilku lat i mogę stwierdzić, że ten tom to naprawdę jest „najwyższa półka”, zarówno pod względem treści, jak też i wykonania.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Henryk Sienkiewicz „Rodzina Połanieckich”

Okładka książki Rodzina Połanieckich          


Książka jest  historią miłości jednej z bardziej znanej polskiej pary bohaterów literackich - Maryni Pławickiej i Stanisława Połanieckiego, zawiera też oczywiście sporą liczbę innych wątków. Całość rozgrywa się pod koniec XIX wielu w stosunkowo krótkim czasie, około dwóch lat, głównie w Warszawie i podwarszawskich wioskach letniskowych oraz częściowo we Włoszech. Zaczyna się z chwilą poznania Maryni i Stacha, a kończy wraz z urodzeniem się ich dziecka. Znajomość tych dwojga przechodziła różne fazy, najpierw wzajemne oczarowanie, potem straszne nieporozumienie i niechęć Maryni przy jednoczesnym szaleńczym niemal zakochaniu Stacha. W późniejszym czasie role się odwróciły, Marynia pokochała ponownie, a Stach gdy już miał ”zdobycz” w garści, zaczął obojętnieć. Stan taki utrzymywał się i po ślubie, a gdy Marynia zaszła w ciążę, Stachowi zaczęła podobać się inna kobieta, pani Maszkowa. Świetny jest serial pod tym samym tytułem z 1979r. z Anną Nehrebecką jako Marynią, z J. Englertem, A. Sewerynem, L. Pieraszakiem, J. Machalicą i in. 

    Najciekawsze chyba wątki to właśnie te związane z Marynią i Stachem. Autor opisał z męskiego punktu widzenia pewne znudzenie kobietą, którą się jednocześnie kochało. Gdy Marynia była w ciąży, strasznie wówczas zbrzydła i zaczęła budzić coś w rodzaju wstrętu fizycznego męża. Zainteresowanie jego innymi kobietami stało się wówczas kwestią czasu. Maszkowa początkowo mu się bardzo nie podobała, uważał ją za głupią, pustą  i brzydką, szczególnie raziły go jej oczy, wiecznie czerwone i sztywność ruchów. Dość szybko niejako bezwiednie, z pewnością wbrew woli Stacha, zaczęła go jednak ona coraz bardziej pociągać. Aż doszło do sytuacji, że poczuł w sobie zwierzę, jak to określił autor, któremu zaczynał nie mieć siły, aby się oprzeć. Jednocześnie mimo wszystko kochał Marynię i miał świadomość, że jest to wartościowa kobieta, oddana mu całkowicie i z którą chce spędzić całe życie. Gdy bronił się wewnętrznie przed pociągiem do Maszkowej, jego intelekt podpowiadał mu wszystkie rzeczowe argumenty p-ko takiemu posunięciu. Jak ta walka się skończyła, ktoś kto nie zna powieści, może się sam przekonać. 

niedziela, 23 kwietnia 2017

Bolesław Prus „Emancypantki” – audiobook, czyta Anna Seniuk

Audiobook Emancypantki  - autor Bolesław Prus   - czyta Anna Seniuk


       „Emancypantki” bardziej znane jako film pt. „Pensja pani Latter” opowiadają o młodej Madzi Brzeskiej, szalenie uczciwej i niewyobrażalnie naiwnej nauczycielce, zatrudnionej początkowo właśnie u pani Latter na pensji w Warszawie.  Prus skupił się na losach Madzi, ale opisał oczywiście życie całego społeczeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem rodzącego się ruchu emancypacyjnego. W powieści występuje jedna zagorzała emancypantka, ale inne kobiety, nie są w większości gospodyniami domowymi. Pani Latter to pierwowzór kobiety przedsiębiorcy, ale mającego spore problemy finansowe. Wynikały one głównie z tego, że  część klienteli, bogatych rodziców, obawiając się szerzenia na pensji nowych idei, zrezygnowała z kształcenia córek u pani Latter. Nawet wykształcone osoby hasło o prawach dla kobiet, kształceniu ich na wyższym szczeblu,  traktowały jako coś nienormalnego. Kobieta winna przecież siedzieć w domu i zajmować się dziećmi oraz mężem. Problemem pani Latter był też syn darmozjad, Kazimierz, hazardzista, ciągnący od matki pieniądze. Madzia po zakończeniu pracy u pani Latter wróciła na krótko do swojej rodzinnej miejscowości, gdzie miała zamiar założyć własną pensję, potem ponownie znalazła się w Warszawie. Są też oczywiście perypetie uczuciowe, zakochał się w niej arystokrata Stefan Solski.

      To właśnie na przykładzie tej powieści można doskonale zaobserwować społeczeństwo w sytuacji, gdy pojawiają się nowe prądy. Z jednej strony widać zaangażowanie części tego społeczeństwa i otwartość na coś nowego. Z drugiej w innych już kręgach widać z kolei nieufność, zachowawczość, a nawet wrogość, lęk przed czymś nowym, wyśmiewanie nowych trendów na salonach  i uciekanie do tradycjonalizmu i religii.

środa, 12 kwietnia 2017

Agata Christie „Tajemnica Siedmiu Zegarów”

Tajemnica siedmiu zegarów - Christie Agatha
 
                 
„Tajemnica Siedmiu Zegarów” jest kryminałem bez panny Marple i bez Herkulesa Poirot. Tego rodzaju powieści jest w twórczości Królowej Kryminału sporo, bowiem aż kilkadziesiąt. W tym przypadku wydarzenia rozpoczynają się  w rezydencji Chimneys, w czasie kiedy była ona wynajmowana i kiedy gościła w niej grupa młodych osób. Ponieważ jeden z nich – Gerald Wade był śpiochem i przez to wiecznie się spóźniał,  koledzy i koleżanki zrobili mu kawał i  wstawili do pokoju 8 budzików, nastawionych na poranna godzinę. Gerry jednak mimo tego się nie obudził, jak się okazało, został otruty. Rano okazało się, że jeden zegar zniknął. W pokoju znaleziono tylko 7 zegarów. Zaraz potem pojawił się i drugi trup. Córka właścicieli rezydencji – Bundle, zaintrygowana dziwnym zgonem, jechała samochodem, a przed maską wyłonił się nieznany jej mężczyzna, który padł nieżywy. Był to Ronald Devereux, znajomy Gerry`ego. Jak się okazało, został chwilę wcześniej śmiertelnie postrzelony. Śledztwo w sprawie zabójstw prowadził inspektor policji Battle. Wydarzenia są jednak opowiadane nie z punktu widzenia inspektora, on jest traktowany jako postać drugo czy nawet i trzecioplanowa. Zagadkę próbowała rozwiązać właśnie przebojowa Bundle przy pomocy swoich kolegów, Billa i Jimmy`ego. Wkrótce trop padł na dziwne , tajne stowarzyszenie, zwane  Bractwem Siedmiu Zegarów.
      Książka ta mocno różni się od  innych powieści Agaty Christie. Zasadnicza różnica, poza brakiem panny Marple i Herkulesa Poirot`a,  to sensacyjna akcja. Z reguły Christie nacisk poza intrygą i zagadką kładła na psychologię, w tym przypadku najważniejsze jest tempo akcji. Wydarzenia mają sensacyjny charakter, a wszelkie tropy wskazują na to, że zabójstwa nie miały związku z życiem prywatnym ofiar. Psychologii  jest bardzo mało. W zdecydowanej większości powieści Christie krąg potencjalnych podejrzanych jest zamknięty, a każdego z nich czytelnik sukcesywnie poznaje w miarę czytania. Tutaj też jest inaczej.  Bundle mimo jej inteligencji i przenikliwości nie ma możliwości poznania wszystkich członków Bractwa, które jest wysoce podejrzane, nie wiadomo więc, czy czytelnik zna sprawcę, czy nie. Charaktery postaci są ledwie zarysowane. Nie są również znane wcześniejsze ich losy, a z racji tego że ofiary były ludźmi młodymi, raczej mało realne jest, aby zabójstwa miały związek z ich wcześniejszą historią. Trudno jest też obserwować postępy w śledztwie,  prowadzi je przecież inspektor,  a nie wszystkie jego działania są opisane.  O ile panna Marple i Herkules Poirot nie mieli właściwie życia prywatnego, a w każdym razie było ono dosyć ubogie w wydarzenia, tutaj jest dokładnie odwrotnie. Bundle  szukając zabójcy nie tylko przeżywa przygody, ale jeszcze przy okazji zdobywa mężczyzn. W tym tomie dwóch z nich się jej oświadczyło.

niedziela, 9 kwietnia 2017

Borys Akunin „Dekorator”

Okładka książki Dekorator           

„Dekorator” jest jednym z oryginalniejszych i ciekawszych tomów cyklu Akunina z detektywem Fandorinem. Są to kryminały retro, rozgrywające się pod koniec XIX i na początku XX wieku, pisałam o nich przy okazji powieści  „Świat jest teatrem” –   tutaj „Kochanka śmierci”- tutaj i „Czarnego miasta” - tutaj.  

   „ Dekorator” nawiązuje do autentycznych, słynnych londyńskich zabójstw Kuby Rozpruwacza, który mordował w sposób bestialski prostytutki i którego nigdy nie ujęto. Sposób zabijania wskazywał na doskonałą znajomość anatomii ludzkiej, stąd też przypuszczano, że Kubą Rozpruwaczem mógł być ktoś z wyższych sfer z medycznym wykształceniem. Otóż w tomie tym jest opowiedziane, jak to właśnie w Rosji zaczęła się powtarzać taka sama sytuacja, jak w Londynie. Prostytutki ginęły w dokładnie taki sam sposób. Te rosyjskie zabójstwa są oczywiście fikcją literacką. Fandorin skłaniał się ku tezie, że w Londynie i w Rosji zabija ta sama osoba. Tym razem więc wydarzenia rozgrywają się wśród kobiet lekkich obyczajów, a Fandorin wytypował określoną grupę osób, z której jedna musiała być mordercą. Całość jest napisana zwięźle, powieść długa nie jest, czyta się ją za to wyjątkowo lekko, nie ma ani dłużyzn, ani nudy, wręcz przeciwnie. Co ciekawe, Fandorin, stary kawaler z wyboru w tym tomie związany był z kobietą, była nią jego gospodyni Angelina. No i jest oczywiście słynny Japończyk Masa, służący i przyjaciel Fandorina. Rzecz rozgrywa się tuż przed Świętami Wielkanocnymi.   

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Justyna Dąbrowska „Nie ma się czego bać. Rozmowy z mistrzami”

Okładka książki Nie ma się czego bać. Rozmowy z mistrzami           

   
Książka to zbiór wywiadów, jakie przeprowadziła autorka z 15 osobami, których określiła jako „mistrzów.” Aby zostać zakwalifikowanym jako „mistrz” należało osiągnąć określony, zaawansowany wiek biologiczny, najmłodszy z rozmówców miał 74 lata, było to więc takie minimum. Drugim kryterium była kwestia posiadania już pewnej sławy, żaden z rozmówców nie jest osobą nieznaną. No i trzecie kryterium to określony dorobek naukowy lub artystyczny. Książka jest standardowego formatu, wydrukowana standardową czcionką, liczy 260 strony, z czego część zajmują fotografie, część jest pusta, bo jest koniec rozmowy. Tekst zawarty jest  może  na  około 200 stronach. Wszystkie więc prawdy, jakie rozmówcy posiedli o życiu, musiały się zmieścić na określonej, niezbyt obszernej objętości. Autorka odnosi się do nich, jakby wszyscy oni byli alfą i omegą i posiedli wiedzę na wszelkie możliwe pytanie, jakie nurtują ludzkość od zarania dziejów.

    W efekcie takiego zabiegu mamy więc przykładowo „mistrza”, który przez cały okres życia zawodowego nie czytał książek, bo nie miał czasu. Część „mistrzów” z kolei nie ma żadnych  zainteresowań, poza zawodowymi. Mamy też „mistrzów”, którzy przekazali garść mało odkrywczych i niekontrowersyjnych sloganów, typu: najważniejsza jest miłość, trzeba być dobrym dla ludzi, nie wolno ich ranić, warto mieć przyjaciół. Obawiam się, że część wywiadów nie jest w stanie w jakikolwiek sposób wzbogacić czytelnika. Sama formuła książki jest w moim odczuciu błędna. Kryterium wieku jako element niezbędny do uzyskania miana „mistrza” jest chybiony. Sam zaawansowany wiek nie gwarantuje mądrości. Ograniczona objętość każdej rozmowy spowodowała z kolei, że nie mogło być większego pogłębienia tematu w tych przypadkach, gdy rozmówcy rzeczywiście mieli coś do powiedzenia.  Dużo sensowniejsze byłoby przeprowadzenie wywiadu – rzeki z jedną osobą, gdzie można na byłoby dogłębniej omówić różne zagadnienia, niż  decydować się taką formułę książki.

      Generalnie dla mnie książka była sporym rozczarowaniem i gdyby nie kilka dających sporo do myślenia rozmów z naprawdę mądrymi ludźmi, nie byłabym w stanie o niej niczego dobrego napisać.

czwartek, 30 marca 2017

Nikos Kazantakis „Grek Zorba” – audiobook, czyta Jerzy Zelnik

Grek zorba. Mistrzowie słowa. (Audiobook) - zdjęcie 1

  
„Grek Zorba” to jedna z książek, klasyków, znanych i cenionych na świecie, co do którego nie jestem w stanie pojąć, cóż takiego w tym dziele ludzi tak zachwyca. Kazantakis opowiada historię dwóch mężczyzn: młodego, 30- to kilku latka, zwanego szefem  i starszego 60- latka, Zorby. Szef i zarazem narrator to człowiek wykształcony, który przybył na Kretę, aby zainwestować w kopalnię węgla i trochę oderwać się od codzienności. Zorba to prosty, często moim zdaniem wręcz prostaczy autochton, który  lubił kobiety, muzykę, no i dobrze zjeść i napić się. W przeciwieństwie do szefa, ani nie był wykształcony, ani nie czytał książek. Obaj razem zajęli się kopalnią, Zorba nadzorował robotników i sam też pracował,  a młodszy mężczyzna finansował całe przedsięwzięcie i przyglądał się pracom, w wolnych chwilach rozmyślali i rozmawiał z Zorbą  o życiu.

       Zorba nazywany jest niekiedy przez miłośników tej książki mędrcem. Jest to dosyć żałosne.  Głównym punktem jego zainteresowania były kobiety i gdy któraś była w jego zasięgu, przystępował do uwodzenia.  Doradzał też swojemu kompanowi w tym zakresie. Jego rozmyślania życiowe skupiały się właśnie na tym, rozważał np. czy kobieta pochodzi od Boga i skłaniał się ku tezie, że raczej nie, że nie tylko stoi ona niżej od mężczyzny, ale że w ogóle jest przedstawicielką jakiejś innej kasty. Nie ograniczał się oczywiście tylko do rozmyślań, nie żył w abstynencji płciowej. Jego szef, dotychczas siedzący w książkach i bez większego doświadczenia życiowego, zafascynował się tymi „mądrościami” i słuchał ich z zapartym tchem. Literatura zaczęła wydawać mu się miałka i niewarta uwagi. Pod wpływem Zorby jego dotychczasowy światopogląd runął jak domek z kart. Godny uwagi i słuchania był tylko Zorba.  A Zorba usiłował znaleźć dla swojego szefa kobietę, bez niej bowiem szczęście nie jest możliwe. Najlepiej według niego było zmieniać te kobiety możliwie jak najczęściej. Bzdury, które opowiadał Zorba na temat kobiet tak mocno wpływały na całość jego wypowiedzi, że nie byłam w stanie spokojnie i bez irytacji słuchać całego tekstu. W tle opowieści widać tubylców, niewiarygodnych prostaków, a do tego przepełnionych okrucieństwem.     

       Zelnik czytał powieść, wcielając się mocno w rolę młodego mężczyzny, w jego głosie czuć fascynację Zorbą i zero dystansu do czytanego tekstu. Interpretacja jest nieco fanatyczna. Audiobooka słucha się ciężko, trzeba się mocno skupiać. Ani tekst, ani sposób jego odczytywania  nie były w stanie mnie zainteresować . Zdecydowanie lepszy jest film, gdzie miło się patrzy na Anthonego Quinna jako Zorbę i słucha się pięknej, greckiej muzyki.

2/6

      

   

sobota, 25 marca 2017

ks. Roman E. Rogowski „Mistyka gór”

Okładka książki Mistyka gór           


„Mistyka gór” to urzekająca książka – zbiór esejów – o Ewangelii i o górach, napisana przez księdza, a zarazem wielkiego miłośnika gór, taternika i alpinistę. Jest to książka, w której religia i wiara ukazane są jako coś pięknego, coś co łączy, a nie dzieli. Nie ma w niej żadnych politycznych podtekstów ani wykorzystywania religii do różnych gierek czy rozważań politycznych, ani tłumaczenia takiego zachowania. Jest ponadczasowa i ponad podziałami. Nie ma fanatyzmu ani zacietrzewienia, a osoby niewierzące nie znajdą w niej niczego obraźliwego dla siebie.

       Punktem wyjścia do rozważań są właśnie góry, gdyż autor zwrócił uwagę na to, że olbrzymia część wydarzeń, kluczowych dla ludzkości, opisanych w Piśmie Świętym,  rozegrała się właśnie na szczytach gór. Gdy biblijny potop zbliżał się do końca, Arka Noego osiadła górze Ararat, przemienienie Chrystusa odbyło się na górze Tabor, Arka Przymierza znajdowała się na Syjonie i dalej można jeszcze sporo wymieniać. Zdaniem autora nie jest to kwestią przypadku, bowiem to właśnie na łonie przyrody, a w górach już szczególnie można doświadczać bliskości Boga.

       Książka podzielona jest na rozdziały, które są jednocześnie nazwami szczytów, znanych z Ewangelii. Autor pisze w każdym rozdziale i o tych wydarzeniach biblijnych, które łączą się z daną górą i o tym, jakie płyną z tych wydarzeń przesłania dla nas, a także i o swoich i cudzych doświadczeniach wspinaczkowych , a także i o tym, jaki to ma związek właśnie z Ewangelią.  W każdym z rozdziałów jest duża ilość cytatów i z Ewangelii i z szeregu książek, napisanych przez ludzi gór o ich wyprawach a także z innych dzieł.  Autor cytuje raczej mało znane wersy z Pisma Świętego , aczkolwiek zdecydowanie ciekawsze i bardziej intrygujące niż te, o których permanentnie się wspomina przy różnych okazjach. Przykładowo tytuły rozdziałów brzmią:

Ararat – góra nadziei i ocalenia zrodzonego z klęski,

Hermon – góra piękna i ekstazy,

Karmel – „Ogród Boży” – góra konsekwencji i idealizmu,

Hattin – góra medytacji i kontemplacji – góra powołania,

Masada – góra nieujarzmionego ducha i bohaterstwa.