sobota, 4 grudnia 2021

Mitchell Zuckoff "11 Września. Dzień, w którym zatrzymał się świat" - audiobook, czyta Bartosz Głogowski

 


11 września. Dzień, w którym zatrzymał się świat
 - Mitchell Zuckoff | okładka

    Audiobook szalenie wciąga, tak jakby opowiadał o czymś zupełnie nieznanym. Wszystkie opisywane postacie są autentyczne. Autor opowiada zarówno o tym, co działo się na pokładach porwanych samolotów, jak i w budynkach, w które one uderzyły. Opowieść o ludziach z wież, czy z Pentagonu, obejmuje zarówno czas przed uderzeniem, w trakcie i po, w przypadku World Trade Center nawet po  zawaleniu się wież. 

   Szalenie ciekawy jest tutaj aspekt ludzki. Zuckoff opisuje przeróżne ludzkie zachowania. Przykładowo już po uderzeniu w pierwszą wieżę,  szef jednej z firm, która miała siedzibę w drugiej wieży, podzielił swoich pracowników w pary i systematycznie, po kolei, ich ewakuował, wskazując kto w danej chwili ma jechać windą. Narażał się oczywiście na to, że sam ewakuować się nie zdąży. Jest opis starszej, chorej kobiety, która schodziła po uderzeniu w wieżę schodami, szło jej to bardzo wolno, bo przejściu jednego schodu, musiała na chwilę stanąć. Gdy spotkali ją strażacy, postanowili pomóc, opóźniając tym samym swój marsz i zmniejszając drastycznie szansę na swoje przeżycie. 

    Są opisy, jak ludzie reagowali na atak, będąc w wieżach. Jedni od razu zaczęli uciekać, inni zastanawiali się, jeszcze inni czekali, aż ktoś, nie wiadomo kto, coś im powie, np. policja czy straż pożarna. Byli tacy, że gdy wieża płonęła, trzeszczała, dalej siedzieli w swoich pokojach w tej wieży i dzwonili na policję i prosili o wskazówki, co mają robić. Straż pożarna, nie mając wiedzy o skali zdarzenia, początkowo podawała komunikaty, aby ludzie nie uciekali i czekali, na szczęście sporo osób tego nie posłuchało. Ci, którzy dostosowali się do tych poleceń, nie przeżyli.   

   Szokujące są opisy niesamowitego chaosu, jaki nastąpił w szeregach różnorakich służb po porwaniach samolotów. Nie ma się oczywiście czemu dziwić, ale byli tacy, którzy nawet w takiej sytuacji "nie stracili" głowy. Jeden człowiek, zajmujący się kontrolą lotów, po uzyskaniu informacji, że terroryści wchodzą do kokpitów samolotów, sam z własnej inicjatywny, beż żadnych instrukcji i bez konsultacji z innymi osobami, zaczął pisać do załóg wszystkich samolotów na kontrolowanym przez siebie obszarze, komunikaty z ostrzeżeniem. Wysyłał je faxem, była to wówczas najszybsza droga. W tym czasie nie było jeszcze wiadomo, czy inne samoloty zostały porwane i w jakiej ilości. Nic to nie dało, bo gdy fax trafił do porwanego samolotu, porywacze już byli w kokpicie, ale brakło kilku minut, aby fax dotarł wcześniej. Gdyby ktoś, kto przekazał informacje temu człowiekowi zrobił to wcześniej, gdyby tego drugiego w "łańcuszku" też poinformowano wcześniej, być może wypadki potoczyłyby się inaczej.  

    W jednym z samolotów zabrakło jednego terrorysty. Okazało się, że nie wszedł na pokład, że nie dojechał, jego osoba wzbudziła bowiem wcześniej zainteresowanie kogoś z Urzędu ds. Cudzoziemców lub podobnego podmiotu, albo ze służb specjalnych, podczas słuchania   umknęło mojej uwadze, gdzie on pracował. Człowiek ten doprowadził do tego, że terrrorysta ten nie został wpuszczony na teren Stanów. Gdyby inni urzędnicy wykonywali równie dobrze swoją pracę, do zamachów nie doszłoby. Nikt nie musiałby dokonywać wielkich czynów, wystarczyłoby tylko wypełniać swoje obowiązki. 

   Książka nie jest jednak bez wad, brak jest chociażby opisów postaw niezasługujących na uznanie, np. gdy ktoś nie udzielił innym pomocy, kojarzę tylko małe wzmianki na ten temat. No i wszyscy opisywani mieli "wspaniałe" rodziny, każdy miał albo "wspaniałego" męża, albo taką żonę, "wspaniałe" rodzeństwo itp. Szczególnie nasilone jest to w ostatnim rozdziale, który opisuje sytuację już po latach od ataku. Jest to przelukrowane.  
5/6

środa, 24 listopada 2021

George Saunders "Lincoln w Bardo"

 


Lincoln w Bardo - George Saunders  | okładka

     Tak znana i nagrodzona Bookerem książka okazała się dla mnie rozczarowaniem. Nie znalazłam w jej treści niczego odkrywczego, oryginalna jest jedynie forma. Podjętych jest natomiast kilka wyjątkowo nośnych tematów, jak geje (określenie LGBT w czasach Lincolna brzmiałoby dziwnie), dyskryminacja rasowa, w tym przypadku niewolnictwo w USA, molestowanie kobiet. Odnoszę wrażenie, że w niektórych kręgach  wystarczy zająć się tą tematyką i już można liczyć na nagrodę literacką czy filmową, a jeżeli nie to na zauważenie i wyróżnienie co najmniej. 

    Co do treści to Lincolnowi zmarł synek, dziecko jeszcze i gdy odbywał się pogrzeb, okazało się, że na cmentarzu funkcjonują w jakiś dziwny sposób dusze zmarłych. Rozmawiają ze sobą, obserwują ludzi, którzy nie mają o nich pojęcia, nie widzą ich i nie słyszą. Bardo to w buddyzmie stan pośredni pomiędzy życiem a śmiercią. 

    Kilka elementów mimo rozczarowania zasługuje tu na uwagę, głównie są to myśli tych duchów. Z racji tego, że już nie żyją, chociaż nie do końca mają tego świadomość, mają szersze spojrzenie, zauważają pewne ciekawe aspekty życia i zachowań ludzkich. Autor powołał się też na źródła z epoki Lincolna, mówiące o wojnie secesyjnej i o Lincolnie, nie wiem, czy faktycznie są to źródła, czy to zabieg literacki, ale fragmenty te są niewątpliwie warte uwagi. Przykładowo Lincoln postrzegany był jako człowiek wyjątkowo myślący, inteligentny, ale jednocześnie pełen współczucia i dobroci dla innych. Jest też portret Lincolna jako człowieka w porażającej żałobie i tego, jak sobie z tym radzi. Otóż mimo koszmarnego bólu uznał on, że musi żyć i być użyteczny dla innych. Dość ciekawy był wątek ducha duchownego, który uciekł z czegoś, co można nazwać sądem nad jego duszą, coś w rodzaju sądu ostatecznego, ale też nie do końca. Ku swojemu wielkiemu zaskoczeniu, został skazany na piekło, nie mógł pojąć, dlaczego. I faktycznie życie jakie wiódł, wiedzie cała masa ludzi. Zdaniem Sędziego, czegoś jednak brakowało, coś było nie tak. I ten wątek zasługuje na głębsze zastanowienie.   
3/6 

sobota, 20 listopada 2021

Agnieszka Maciąg ,,Smak wiecznej młodości"


Smak wiecznej młodości. Jak zachować młodość i witalność - Agnieszka Maciąg | okładka


    Obecnie w księgarniach na półkach "kulinaria" jest olbrzymia liczba różnorakich pozycji. Ta z pewnością jest warta polecenia, aczkolwiek idealna oczywiście nie jest. Co więc odróżnia ją od innych? 

   "Smak wiecznej młodości" to częściowo przepisy, częściowo zaś informacje o zdrowiu, w tym o konkretnych produktach żywnościowych pod kątem wpływu na zdrowie. Najważniejszą kwestią jest tutaj to, aby proponowane potrawy były dobre dla zdrowia, smaczne też. Sporo miejsca poświęcone jest budowaniu odporności organizmu, dzięki właśnie odpowiedniej diecie. Ta odporność nie polega jedynie na tym, że ktoś się nie przeziębia, ale na tym że w ogóle nie choruje. Filozofia życiowa autorki książki w odniesieniu do zdrowia sprowadza się, upraszczając oczywiście do tego, że dzięki odpowiedniemu żywieniu i stylowi życia, można uniknąć chorób. A samo zażywanie leków przypisywanych przez lekarza, bez podjęcia pracy nad żywieniem i zmianą trybu życia i bez zadowolenia z życia, jest ślepą uliczką. Leczone będą tyko skutki, a nie przyczyna. Spory nacisk jest też położony na aspekt z reguły pomijany przez innych autorów, a mianowicie na różnicę w odżywianiu się w różnych okresach życia, inne potrzeby ma organizm młody, inne dojrzały. 

     Autorka preferuje kuchnię bez mięsa, pisze zresztą obszernie, dlaczego. Jej potrawy składają się głównie z warzyw, w mniejszym stopniu z owoców, są łatwe do przyrządzenia. Warzywa czy owoce w większości są nasze, rodzime, a do tego sezonowe. Jest sporo nawiązań do ajurwedy. A. Maciąg namawia chociażby do jedzenia kasz, roślin strączkowych, zdrowych olejów. Poza przepisami jest dużo innych wskazówek żywieniowych, a wprowadzenie ich w życie nie wymaga wielkiego wysiłku. Gotowe potrawy na zdjęciach wyglądają pięknie, podczas oglądania wzrasta coraz bardziej chęć samodzielnego ich ugotowania.

   "Smaku zdrowia" tej samej autorki, który czytałam wcześniej i właśnie ta pozycja wzajemnie się uzupełniają.   

5/6

niedziela, 14 listopada 2021

Ida Żmiejewska "Warszawianka. Od zmierzchu do świtu" ( tom 3)


Obraz znaleziony dla: Warszawa XIX wiek. Rozmiar: 176 x 170. Źródło: little-lilu.blogspot.com

   Wyśmienita książka, najlepsza z całej trylogii i w ogóle jeden z lepszych kryminałów, jakie ostatnio czytałam. Miałam nadzieję, że będzie to dłuższy cykl, ale może Ida Żmiejewska napisze kolejny kryminał retro, mam taką nadzieję. Książka wciąga, czytając, można oderwać się od rzeczywistości, nie ma w niej brutalności. Jest to nie tylko kryminał, ale i romans, ale naprawdę w dobrym stylu. Są wyśmienicie odzwierciedlone realia epoki, w której żyli bohaterowie - końcówka XIX wieku w Warszawie. To idealna pozycja dla miłośników historii, a dla miłośników Warszawy w szczególności. Jeśli ktoś nie zna dwóch pierwszych tomów, może sięgnąć od razu po trzeci, ale najlepiej zacząć od początku. 

   Autorka kontynuuje opowieść o losach Leontyny i rosyjskiego policjanta, Aleksandra, dodając zagadki kryminalne, dotyczące kolejnych morderstw. 

    Na szczególną uwagę zasługuje tu niestereotypowe spojrzenie na rzeczywistość. Obecnie np. polaryzacja w społeczeństwie jest olbrzymia i w niektórych kręgach świat rzeczywiście postrzegany jest jako czarno - biały, a uproszczając linia podziału rozgranicza sympatie polityczne wobec dwóch głównych partii. W tej powieści autorka ukazuje świat nie w odcieniach czerni i bieli, tylko raczej w szarości. Nic nie jest jednoznaczne. Dziewczyna z dobrego domu "nie powinna"  zakochać się w Moskalu, który z kolei "powinien" uosabiać samo zło. Leontyna ponownie będzie zmagać się z dylematem, czy dać się ponieść uczuciu i postawić wszystko na jedną kartę, właśnie na związek z kochanym mężczyzną i zgodzić się wówczas na społeczny ostracyzm i nawet na odcięcie się od niej rodziny. W tym tomie okaże się już definitywnie, czy  przełamie wszystkie bariery mentalne i inne, częściowo stworzone przez społeczeństwo, częściowo przez nią samą i czy zdecyduje się postawić na uczucie. 

   W książce jest więcej przykładów niestereotypowego postrzegania świata. Jest pokazany np. młody chłopak, pochodzący z rodziny polskiej, o korzeniach żydowskich, a który wychowywał się w prawosławnym domu u krewnej. Został sędzią śledczym, marzył o tym od dawna, czyli wszedł w skład rosyjskiego wymiaru sprawiedliwości, wobec Polaków raczej wymiaru niesprawiedliwości. Ukazany jest jako przyzwoity człowiek, na razie prowadzi tylko kryminalne śledztwa, ale ciekawe, co zrobiłby dostając sprawę polityczną, np. dot. polskich dążeń niepodległościowych, czy dalej chciałby wykonywać zawód. To samo pytanie dotyczy zresztą i Aleksandra. Nic nie jest tu proste, rzeczywistość pokazana jest jako bardzo złożona i to jest największy atut tej książki.   

     Są też i  inne przykłady tego niestandardowego postrzegania świata. Matka Leontyny była patriotką i w tym zakresie nie można było jej niczego zarzucić. Czciła pamięć poległych w powstaniu styczniowym, a tych powstańców co przeżyli, darzyła wielkim szacunkiem. Ale matką była koszmarną. To też stoi w sprzeczności ze stereotypowym obrazem idealnej i bez skazy matki - Polki. 

       Kolejny przykład to kobieta, której mąż został zesłany na Sybir za udział w powstaniu styczniowym. Ona nie pojechała z nim, co spotkało się ze skrajnie negatywną reakcją otoczenia. Gdy jej mąż zmarł na zesłaniu, ją obwiniano o tą śmierć. I rzeczywiście w pierwszym odruchu czytelnik może mieć reakcję podobną jak to otoczenie, typu że jak tak można było postąpić. Ale nikt poza zainteresowanymi nie znał powodów tej decyzji. Też są wyjaśnione i ocena tego zachowania jest już zupełnie inna.    

   Jedyne czego mi tu brakowało, to nieco pogłębionej psychologii. jest za to sporo innych atutów. Styl pisania jest bardzo lekki, książkę się wręcz chłonie. 

5/6




czwartek, 11 listopada 2021

Lee Child "Podejrzany" - audiobook, czyta Andrzej Hausner (tom IV cyklu)

 


    W "Podejrzanym" na pierwszy plan wysuwają się takie umiejętności Reachera jak logiczne, niestereotypowe, niezależne myślenie. To cecha charakterystyczna całego cyklu, ale w tym tomie jest ona wyeksponowana w sposób szczególny. W innych tomach niekiedy na pierwszy plan wysuwają się np. inni bohaterowie, albo i inne umiejętności, np. wytrwałość, odporność na stres, siła fizyczna, wiedza itp. Tutaj Reacher pomaga w ustaleniu tożsamości seryjnego zabójcy. Już na początku zamiast iść tropem, którym idzie FBI, zastanawia się, czy rzeczywiście sprawca jest psychopatą, czy może jednak ktoś chcąc zmylić trop, kreuje się na psychopatę. Czy użycie wojskowej farby faktycznie oznacza, że sprawcą jest wojskowy, czy może jednak zabójca umyślnie chce skierować podejrzenia na wojsko, które nie ma z tym nic wspólnego, a od siebie odwrócić uwagę? Czy faktycznie sprawca chciał zabić konkretne kilka kobiet i miał w planie dalsze ofiary, czy też ze ściśle określonych powodów zależało mu tylko na zabiciu jednej kobiety, a reszta straciła życie tylko po to, aby zmylić tropy i uniemożliwić znalezienie motywu, itp. itd.

    Reacher obserwuje też przemiany obyczajowości w wojsku i w ogóle w świecie na przestrzeni lat. Otóż zamordowane kobiety gdy były żołnierzami,  złożyły skargi na molestowanie ich przełożonych. Było to bardzo źle widziane i finalnie wcale nie skończyło się to dla nich, dla ofiar, dobrze, mimo potwierdzenia tych zarzutów przez sądy. Reacher zauważa, że przepisy przepisami, ale zmiany w mentalności postępują wolniej. W czasie pisania powieści, (książka wydana w USA w 2000r.), molestowanie nie było traktowane zbyt poważnie, ale on wiedział, że to się zmieni. Tak samo jak wcześniej żołnierzami mogli być tylko biali mężczyźni, tak właśnie w 2000r. ani kolorowi, ani kobiety w armii nie byli już postrzegani jako coś wyjątkowego, tylko jako norma. To obserwowanie tych przemian w obyczajowości i w mentalności jest fascynujące. Oczywiście te mini rozważania wcale nie muszą się ograniczać do wojska, dotyczą one właściwie wszystkiego.  

     Każdy, kto czytał Lee Childa wie, że jego bohater jest samotnikiem z wyboru. No i w tym tomie, czwartym z kolei, Reacher stoi przed dylematem, co zrobić ze swoim uczuciem do Judie. Nie miał wątpliwości, że zaangażował się uczuciowo, ale jednocześnie nie odnajdywał się w tzw. standardowym mieszczańskim życiu, stabilizacja nie była dla niego. Decydując sie na tą stabilizację Reacher musiałby zrezygnować z wszystkich innych aspektów życia, które kochał. Każde wyjście wydawało się złe, ale wątek zostanie jednak zamknięty. To również jeden z ciekawszych aspektów powieści.  

   Jak wszystkie tomy z tej serii,  ten również wciąga, oderwanie się od rzeczywistości jest gwarantowane. Osoba seryjnego zabójcy okazała się dla mnie wielkim zaskoczeniem.  

4/4

niedziela, 7 listopada 2021

Andrzej Pilipiuk. "Pan wilków" cykl - "Oko jelenia" - audiobook, czyta Maciej Kowalik

 



   Czwarty tom cyklu "Oko jelenia" stał się moim pierwszym spotkaniem z Pilipiukiem. Lubię wątki podróży w czasie i chociażby z tego względu musiałam po tą pozycję sięgnąć. Styl pisania jest bardzo prosty, psychologii nie ma żadnej, refleksji na jakieś głębsze tematy też nie ma. Ale ma też i zalety. 

    O ile wątek Chińczyków przeniesionych do XVI wieku jest  absurdalny, o tyle pozostałe wątki wciągnęły mnie w akcję. Nudzić się nie można, to pewne. Główni bohaterowie przeniesieni z innej epoki do XVI wieku płyną statkiem po Bałtyku, potem po dłuższych przygodach zatrzymują się w Gdańsku. 

    Realia życia w tamtej epoce ukazane są dosyć i wiernie i intrygująco. I to jest największy atut tej książki. Sporo jest o Hanzie, o tym jak wielką była potęgą, miała nawet swoich szpiegów. Zaskoczeniem był dla mnie epizod z Przylądku Rozewie, gdzie ówcześni Kaszubi pokazani zostali jako lud, którego niektórzy przedstawiciele zajmowali się m. in. zwabianiem statków na ląd, poprzez palenie ognia w pobliżu mielizny, a potem rabowaniem ładunku i mordowaniem załogi. Fascynujący był opis pieszej przeprawy przez zamarznięty Bałtyk, ze Szwecji do Polski. Obraz ówczesnej Europy, z odgrywającymi ogromną rolę w handlu miastami Bergen czy Visby na Gotlandii, dzisiaj tylko atrakcjami turystycznymi, też przykuwa uwagę. 

   Maciej Kowalik jako czytający radzi sobie świetnie. 
3/6

piątek, 29 października 2021

Erich Maria Remarque "Łuk Triumfalny"

 

Łuk Triumfalny - Remarque Erich Maria

Wojciech Młynarski „Bohaterowie Remarque`a

„Kiedy kłopotów, zmartwień, trosk

zwykła przebierze się miarka,

przychodzą dzielić ze mną swój los

bohaterowie Remarque`a.

Szlifuję z nimi paryski bruk

w jakiś poranek ponury,

na triumfalny, świetlisty łuk

zamieniam Pałac Kultury.

I czynię, czynię na ich rachunek ważne odkrycia:

calvados to więcej niż trunek, to sposób bycia”

„Niestety, trochę przesadził pan,

panie autorze kochany,

być może na Zachodzie bez zmian,

u nas ostatnio są zmiany. Znikli mężczyźni, co mieli gest,

znikły kobiety kobiece,

dzisiaj zaletą przeciętność jest,

a reszta w bibliotece

...............................” 

   To jedna z mich ulubionych książek, do których raz na jakiś czas sięgam, teraz czytam ją chyba po raz czwarty. Jest niesamowita, w niektórych momentach dostaje się nawet dreszczy. Mimo że pisana w czasie wojny i opowiada o ludziach,  którzy nie wiodą szczęśliwego życia, nie przytłacza i nie odczuwa się żadnej ciężkości stylu. Napisana jest lekko i czyta się ją świetnie. Chirurga Ravica wyobrażam sobie dokładnie tak, jak wyglądał Remarque.

    To książka o kilku miesiącach z życia Ravica w 1939r., wydarzenia rozgrywają się głównie w Paryżu. Ravic jest niemieckim uchodźcą i pracuje na czarno, operuje za francuskich lekarzy, mających dużo mniejsze umiejętności, niż on. Mieszka w hotelu, gdzie można spotkać wielu innych nielegalnych uchodźców i na początku książki spotyka miłość swojego życia, Joannę. Miłość ich nie jest prosta, on nie chce się angażować, bojąc się kolejnej utraty.

     To z pewnością jest książka psychologiczna. W 1945r, gry po raz pierwszy wydano powieść, Remarque skończył 47 lat, miał za sobą doświadczenie i żołnierza I wojny i uchodźcy sprzed II wojny, naprawdę znał życie z każdej strony. Nie wymyślał, siedząc za biurkiem, przeżyć ludzi, którzy często nie mieli rodzin, ani majątku, a w każdej chwili mogli być aresztowani i odesłani potem do obozu koncentracyjnego. Wiedział i opisał, jak można w totalnej beznadziei cieszyć się chwilą i wykorzystywać ją tak, jakby była wiecznością. Spotkał i opisał ludzi bezwzględnych, nikczemnych, donosicieli, hipokrytów, pozbawionych jakichkolwiek zasad moralnych. Ale spotkał też i osoby, które potrafiły być bezinteresowne. Pokazał i głupców i bezmyślnych biurokratów. Cała gama takich charakterów pokazana jest w „Łuku Triumfalnym”. Są opisane osoby bez masek, w sytuacjach krytycznych. Sporo jest nawiązań do postaw ludzi biernych, których nie obchodzi nic, poza nimi i ich rodziną, żadna krzywda i niesprawiedliwość, wymierzona przeciwko osobom spoza rodziny, nie jest w stanie zmusić ich do jakiegokolwiek działania.

   To jest też książka o dziwnej miłości. Ravic i Joanna mają problem z tym, aby być razem i spróbować wieść wspólne życie. Można się zastanawiać, dlaczego tak jest, częściowo wynika to z sytuacji na świecie, bezustannego zagrożenia życia, traumatycznych przeżyć, lęku, że skomplikowałoby to życie. Ale przyczyna tkwi też w charakterach bohaterów, szczególnie dotyczy to Ravica. Zarówno on jak i wielu bohaterów innych powieści Remarque`a mają skomplikowane charaktery, są takimi indywidualistami, że nie są w stanie funkcjonować na stałe z kimś. Z życia samotnego nie są szczególnie zadowoleni, ale z drugiej strony nie dążą do tego, by to zmienić, a  gdy pojawia się ku temu okazja, niekoniecznie ja wykorzystują. 

   Piękna książka.   

6/6


środa, 27 października 2021

Joseph Conrad „Tajny agent” – audiobook, czyta Robert Michalak

 Tajny Agent - Audiobook (Książka audio MP3) do pobrania w całości w archiwum ZIP

    Z racji tego, że trwa Conrad Festiwal postanowiłam posłuchać czegoś właśnie Conrada, „Lorda Jima” ze szkoły pamiętam niewiele, ale postawiłam na coś nieznanego, licząc na to, że może pojawi się  do odkrycia stary klasyk.  Książka napisana jest ciężkim stylem, odczuwa się, że minęło grubo ponad 100 lat od daty pierwszego wydania, może lepszym pomysłem byłoby przeczytanie książki w najnowszym tłumaczeniu Macieja Świerkockiego. Lektor czyta monotonnie, co jeszcze pogarsza odbiór. O wciągnięciu się w bieg wydarzeń i zapomnieniu o całym świecie nie ma mowy. Przez cały czas nastrój jest wyjątkowo ponury, a opisywane wydarzenia są tragiczne. Nie odnalazłam tu niestety niczego szczególnie odkrywczego.  

    Conrad przedstawił sylwetki kilku osób w stosunkowo krótkim czasie, jedna z tych osób to organizator zamachu bombowego w Greenwich w 1894r. Aspekt psychologiczny jest najciekawszy. Najpierw poznajemy bohaterów w ich codziennym życiu, potem jednak ma miejsce kilka wydarzeń, które wytrącają wszystkich z rutyny, dochodzi do tragedii, a powrotu do poprzedniego życia nie ma. Można obserwować, jak odnajduje się w takiej sytuacji cynik, pozbawiony jakichkolwiek skrupułów, który dla pieniędzy zrobi wszystko. Czy w nowych warunkach będzie chciał i mógł dalej funkcjonować na swoich zasadach? Czy zmiany w polityce maja dla takich osób znaczenie, czy im w czymś przeszkadzają?  Inny bohater powieści skupia się na pomocy bliskiej osobie i to uznaje za powinność życiową, gdy może realizować sens życia i oddawać się swojej powinności, funkcjonuje bez zarzutu. Sensowny cel pozwalał na czerpanie satysfakcji z życia, ale gdy z kolei okazało się, że ta mini misja nie będzie mogła być realizowana, ta osoba nie była w stanie funkcjonować. Jest też obraz rodziny zamachowca, dalekiej od ideału.

   Oprócz tego opisany jest też ruch rewolucyjny w ówczesnym Londynie, taka mieszanina cynków, którzy chcą na tym cos ugrać, no i ideowców. Oczywiście ideowcy są rozgrywani przez cyników.

    Ponoć „Tajny agent” nie jest reprezentatywny dla całej twórczości Conrada, sięgnięcie po inne powieści pozostaje więc kwestią otwartą.

4/6

   

poniedziałek, 25 października 2021

Elisabeth Revol "Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat"

 

Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat - élisabeth Revol

    Książka Elisabeth Revol nie wciągnęła mnie w opisywane wydarzenia, na tle innych pozycji literatury górskiej wypada słabo. Pozostawiła po sobie niedosyt. Napisana została bezpośrednio po dramacie na Nanga Parbat z 2018r., wydano ją już w 2019r. Historia wyprawy opowiedziana jest z bardzo subiektywnego punktu widzenia, niezwykle emocjonalnie, odnoszę wrażenie, że książka powstała w odpowiedzi na zarzuty osób, który obwiniały himalaistkę o to, że nie pomogła Tomkowi Mackiewiczowi, będącemu w stanie krytycznym, zejść na dół. Obwiniający Revol pomijali oczywiście fakt, że ona sama była w fatalnym stanie. Główną myślą, przewijającą się przez treść książki jest właśnie tłumaczenie, dlaczego Revol nie mogła pomóc.  

    W książkach o wyprawach na górskie szczyty z reguły są informacje o górach, o wcześniejszych ekspedycjach, dzięki czemu czytelnik ma  szersze spojrzenie. Tutaj tego rodzaju informacje ograniczone są do absolutnego minimum, prawie ich nie ma. Nie ma wzmianek o innych takich wyprawach, jak opisywana, czyli z udziałem paru osób, bez tragarzy, bez jakiegokolwiek wsparcia. Nie wiem, czy jest to częste, czy tego rodzaju wyprawy odnoszą sukcesy. 

  Nie ma też zbyt wielu refleksji na inne tematy, np. o życiu, czy przyjaźni, czy o innych kwestiach, o których himalaiści przecież muszą myśleć. Te skąpe refleksje, które są, do zbyt głębokich nie należą, generalnie książka to emocjonalny opis faktów. Zaskoczyło mnie nieco, jak mało miejsca autorka poświęciła osobom z zupełnie innej wyprawy, które ją uratowały, czyli Adamowi Bieleckiemu i Denisowi Urubko. Oczywiście jest opisane, jak do niej dotarli, jak jej pomagali zejść, ale zdecydowanie więcej miejsca jest poświęcone temu, jak to ona sama jeszcze przed tym ratunkiem schodziła w dół, jak wiele zawdzięcza zostawionej na zboczu przez inną wyprawę linie poręczowej. Nie podobało mi się też, jak autorka w niektórych miejscach krytycznie opisywała Tomka, stwierdzając m. in., że to przez niego ona znalazła się na Nandze. W ogóle wszystkie krytyczne uwagi o zmarłym przyjacielu były według mnie nie na miejscu.  

    Niewiele jest kwestii takich, które można zapamiętać. Najciekawsze wydały mi się te fragmenty, gdzie autorka rozprawia się z mitem tego, jak to Tomek był zafiksowany na punkcie Nanga Parbat i jak z idei zdobycia tej góry uczynił sobie cel życia. Otóż w rzeczywistości Tomek faktycznie opowiadał o tym, że ma kontakt z boginią Nangi Parbat, ale chciał zdobywać również i inne szczyty, a nawet wolał zdobywać inne szczyty, tyle tylko że nie miał jak. Na wyprawy pieniądze zbierał w internecie, a gdy jako cel zbiórki wskazywał wyprawę na jakikolwiek inny szczyt niż Nanga Parbat, wpłat nie było. Ludzie wpłacali tylko na jego wyprawy na  Nangę. Nie było więc żadnej mistycznej potrzeby zdobycia tego właśnie szczytu, tylko działanie takie wymusiła niejako szara rzeczywistość. Przykuwają też uwagę fragmenty o straszliwym hejcie, jaki spadł na himalaistkę, o totalnej bezwzględności hejtujących i o tym, jak szalenie sytuacja ta była destrukcyjny dla jej psychiki. 

3/6  

sobota, 23 października 2021

Maryla Szymiczkowa "Złoty Róg"

 

Złoty róg - Jacek Dehnel, Maryla Szymiczkowa, Piotr Tarczyńsk

    Czwarty tom cyklu z profesorową Szczupaczyńską spokojnie można przeczytać bez znajomości tomów poprzednich. Zagadka kryminalna do szczególnie frapujących nie należy, akcja też nieszczególnie wciąga. Jako kryminał powieść do wybitnych z pewnością nie należy. Ale ma świetnie opisane tło historyczne. Realia życia w 1900r. w Krakowie i w wioskach pod miastem opisane są tak, że podczas czytania odnosi się wrażenie, jakby to pisał ktoś, kto żył w tamtych czasach. Liczne nawiązania do Wyspiańskiego i opisanego przez niego wesela w Bronowicach będą wielkim smaczkiem dla osób, które lubią Wyspiańskiego. W powieści jest sporo postaci historycznych, jest  mowa o tym, jak wyglądała podziemna działalność niepodległościowa na samym początku XX wieku.  

   O profesorowej Szczupaczyńskiej pisze się często jako o naszej pannie Marple (detektyw z powieści Agaty Christie). Z tym porównaniem byłabym ostrożna. Szczupaczyńska jest bystra, wścibska, ma niebywały tupet i jest mocno konsekwentna w swoich dociekaniach. Jest też snobką, a swoją pozycję zawdzięcza pozycji męża. Swoje poczynania też może uskuteczniać m. in. dlatego, że jest żoną profesora. Panna Marple wszystko zawdzięcza sobie, jest też zdecydowanie bardziej myśląca i nie ma w sobie nic ze snobstwa. Panna Marple budzi zdecydowanie większą moją sympatię. 

     W "Złotym rogu " jest jednak coś, co wzbudziło moją szczególną uwagę. Maryla Szymiczkowa to artystyczny pseudonim pary: Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego. Ludzie, którzy idą pod prąd utartym schematom, inaczej patrzą na życie. Ten oryginalny, unikatowy punkt widzenia na całą rzeczywistość jest szalenie widoczny w tej powieści. Są oczywiście również i inni, oryginalni pisarze, ale w tym przypadku jest to szalenie mocno widoczne. Przewija się to zarówno w drobiazgach, jak też i w głównych wątkach. Przykładowo akcja dzieje się w listopadzie, wszyscy bohaterowie narzekają na pogodę, ale listopadowy klimat, mgiełki, czy nawet deszcze opisane są w taki sposób, że czuje się sympatię do tego miesiąca. Ja listopad bardzo lubię i za te jesienne plenery autorzy u mnie zyskali. Inny przykład: profesorowa obserwując zachowania niektórych osób względem rodziców, doszła do refleksji, że bezdzietność to rodzaj błogosławieństwa. Innego dnia, gdy mąż był u krewnych, długo cieszyła się na myśl, że wieczorem, gdy na zewnątrz zimno, ciemno i plucha, ona będzie mogła, zajadając się czekoladkami, cały wieczór czytać książkę. Szczupaczyńska  wyłapuje z otoczenia to, co nie jest przeciętnością. Pewnego dnia zobaczyła, jak z dorożki wysiada "mężczyzna niezwykły, jedna z tych postaci, których wyjątkowość rozpoznaje się w mgnieniu oka, zanim jeszcze zdąży cokolwiek powiedzieć, osoba, którą się zapamiętuje i które pozostaje w pamięci zawsze, tak że jeszcze wiele lat po tym, jak znika nam z horyzontu, jesteśmy w stanie opisać ją ze szczegółami. Siedzimy w fotelu nad niezbyt ciekawą książką albo głaszcząc ociężałego, rudego kota, kiedy nagle - z niewiadomej przyczyny - w jednej chwili wraca do nas ciężki, piżmowy zapach tamtej osoby, jej powściągliwy sposób mówienia ..." Szczupaczyńska z bardzo dużą ostrożnością podchodzi do tego, co ludzie mówią, co się powszechnie uważa na czyjś temat i dzięki temu odgaduje rozwiązanie kryminalnej zagadki. 
4/6
 
   

wtorek, 28 września 2021

Andrea Camilleri "Skrzydła sfinksa"

 

Skrzydła sfinksa - Andrea Camilleri

    Przeczytałam ostatnio recenzję książki Tomasza Stawiszyńskiego  pt. "Ucieczka od bezradności". Autor recenzji udowadniał, że współczesna kultura, w tym literatura, unika trudnych tematów, jak np. smutek, czy żałoba. Książki Stawiszyńskiego nie czytałam, pewnie ją przeczytam, ale ze wspomnianą tezą już teraz w żaden sposób zgodzić się nie mogę, chociażby popularny cykl kryminalny autorstwa Andrea Camilleri z komisarzem Montalbano, o którym wielokrotnie pisałam, przeczy tej tezie.  

     Montalbano, o czym też już wspominałam, generalnie jest człowiekiem zadowolonym z życia, aczkolwiek nie jest to zadowolenie typu amerykańskiego, nie jest on szczęśliwy zawsze i wszędzie. Gdzieś pod tą powłoką spełnienia czai się smutek i raz na jakiś czas daje o sobie znać. W tym tomie znalezione zostały zwłoki młodej, pięknej dziewczyny, co doprowadziło komisarza do doła psychicznego. Jego wieloletni związek z Livią zawisł na włosku, komisarz wyobraziwszy sobie rozstanie, poczuł totalną samotność. W innym momencie uczuł żal na myśl, że dla niego i Livii jest już za późno na dzieci. Do tego wszystkiego jak zwykle nie może pogodzić się z przemijaniem i z tym, że robi się coraz starszy. Jest to idealny przykład człowieka, który jest wrażliwy, refleksyjny, smutek nie jest mu obcy, ale mimo to jednak potrafi tak naprawdę cieszyć się życiem i bez trudu odnajdywać jego uroki. Uważam, że dobra literatura popularna podejmuje nie tylko tematy błahe, ale i poważne i trudne i każdy, kto czyta taką literaturę ma tego świadomość. Często te trudne tematy podawane są w lekkiej formie, niekoniecznie w śmiertelnie poważnej i dzięki temu można to czytać. Gdy ktoś twierdzi, że jest inaczej, po prostu nie czyta tego rodzaju książek.  

      W tym tomie Montalbano jak zawsze realizuje swoją pasję w postaci czytania książek, tym razem sięgnął po "arcydzieło" zachwalane przez jedną z gazet. Dość szybko zdenerwowany zorientował się, że jest to zupełne przeciwieństwo arcydzieła i że gazety obecnie coraz częściej odkrywają coraz większe "arcydzieła", których nie da się czytać. 

     W tym tomie wpada na trop przekrętów finansowych, realizowanych  przez osoby, które pozornie zajmują się działalnością dobroczynną. Są to osoby znane i powszechnie szanowane, zaś próba prześwietlenia ich działalności niby to dobroczynnej budzi totalny sprzeciw przełożonych komisarza i innych osób wysoko postawionych. 

    Jak zwykle jest też morze i dobre jedzenie.
4/6