



"Smaku zdrowia" tej samej autorki, który czytałam wcześniej i właśnie ta pozycja wzajemnie się uzupełniają.
5/6
Wyśmienita książka, najlepsza z całej trylogii i w ogóle jeden z lepszych kryminałów, jakie ostatnio czytałam. Miałam nadzieję, że będzie to dłuższy cykl, ale może Ida Żmiejewska napisze kolejny kryminał retro, mam taką nadzieję. Książka wciąga, czytając, można oderwać się od rzeczywistości, nie ma w niej brutalności. Jest to nie tylko kryminał, ale i romans, ale naprawdę w dobrym stylu. Są wyśmienicie odzwierciedlone realia epoki, w której żyli bohaterowie - końcówka XIX wieku w Warszawie. To idealna pozycja dla miłośników historii, a dla miłośników Warszawy w szczególności. Jeśli ktoś nie zna dwóch pierwszych tomów, może sięgnąć od razu po trzeci, ale najlepiej zacząć od początku.
Autorka kontynuuje opowieść o losach Leontyny i rosyjskiego policjanta, Aleksandra, dodając zagadki kryminalne, dotyczące kolejnych morderstw.
Na szczególną uwagę zasługuje tu niestereotypowe spojrzenie na rzeczywistość. Obecnie np. polaryzacja w społeczeństwie jest olbrzymia i w niektórych kręgach świat rzeczywiście postrzegany jest jako czarno - biały, a uproszczając linia podziału rozgranicza sympatie polityczne wobec dwóch głównych partii. W tej powieści autorka ukazuje świat nie w odcieniach czerni i bieli, tylko raczej w szarości. Nic nie jest jednoznaczne. Dziewczyna z dobrego domu "nie powinna" zakochać się w Moskalu, który z kolei "powinien" uosabiać samo zło. Leontyna ponownie będzie zmagać się z dylematem, czy dać się ponieść uczuciu i postawić wszystko na jedną kartę, właśnie na związek z kochanym mężczyzną i zgodzić się wówczas na społeczny ostracyzm i nawet na odcięcie się od niej rodziny. W tym tomie okaże się już definitywnie, czy przełamie wszystkie bariery mentalne i inne, częściowo stworzone przez społeczeństwo, częściowo przez nią samą i czy zdecyduje się postawić na uczucie.
W książce jest więcej przykładów niestereotypowego postrzegania świata. Jest pokazany np. młody chłopak, pochodzący z rodziny polskiej, o korzeniach żydowskich, a który wychowywał się w prawosławnym domu u krewnej. Został sędzią śledczym, marzył o tym od dawna, czyli wszedł w skład rosyjskiego wymiaru sprawiedliwości, wobec Polaków raczej wymiaru niesprawiedliwości. Ukazany jest jako przyzwoity człowiek, na razie prowadzi tylko kryminalne śledztwa, ale ciekawe, co zrobiłby dostając sprawę polityczną, np. dot. polskich dążeń niepodległościowych, czy dalej chciałby wykonywać zawód. To samo pytanie dotyczy zresztą i Aleksandra. Nic nie jest tu proste, rzeczywistość pokazana jest jako bardzo złożona i to jest największy atut tej książki.
Są też i inne przykłady tego niestandardowego postrzegania świata. Matka Leontyny była patriotką i w tym zakresie nie można było jej niczego zarzucić. Czciła pamięć poległych w powstaniu styczniowym, a tych powstańców co przeżyli, darzyła wielkim szacunkiem. Ale matką była koszmarną. To też stoi w sprzeczności ze stereotypowym obrazem idealnej i bez skazy matki - Polki.
Kolejny przykład to kobieta, której mąż został zesłany na Sybir za udział w powstaniu styczniowym. Ona nie pojechała z nim, co spotkało się ze skrajnie negatywną reakcją otoczenia. Gdy jej mąż zmarł na zesłaniu, ją obwiniano o tą śmierć. I rzeczywiście w pierwszym odruchu czytelnik może mieć reakcję podobną jak to otoczenie, typu że jak tak można było postąpić. Ale nikt poza zainteresowanymi nie znał powodów tej decyzji. Też są wyjaśnione i ocena tego zachowania jest już zupełnie inna.
Jedyne czego mi tu brakowało, to nieco pogłębionej psychologii. jest za to sporo innych atutów. Styl pisania jest bardzo lekki, książkę się wręcz chłonie.
5/6
W "Podejrzanym" na pierwszy plan wysuwają się takie umiejętności Reachera jak logiczne, niestereotypowe, niezależne myślenie. To cecha charakterystyczna całego cyklu, ale w tym tomie jest ona wyeksponowana w sposób szczególny. W innych tomach niekiedy na pierwszy plan wysuwają się np. inni bohaterowie, albo i inne umiejętności, np. wytrwałość, odporność na stres, siła fizyczna, wiedza itp. Tutaj Reacher pomaga w ustaleniu tożsamości seryjnego zabójcy. Już na początku zamiast iść tropem, którym idzie FBI, zastanawia się, czy rzeczywiście sprawca jest psychopatą, czy może jednak ktoś chcąc zmylić trop, kreuje się na psychopatę. Czy użycie wojskowej farby faktycznie oznacza, że sprawcą jest wojskowy, czy może jednak zabójca umyślnie chce skierować podejrzenia na wojsko, które nie ma z tym nic wspólnego, a od siebie odwrócić uwagę? Czy faktycznie sprawca chciał zabić konkretne kilka kobiet i miał w planie dalsze ofiary, czy też ze ściśle określonych powodów zależało mu tylko na zabiciu jednej kobiety, a reszta straciła życie tylko po to, aby zmylić tropy i uniemożliwić znalezienie motywu, itp. itd.
Reacher obserwuje też przemiany obyczajowości w wojsku i w ogóle w świecie na przestrzeni lat. Otóż zamordowane kobiety gdy były żołnierzami, złożyły skargi na molestowanie ich przełożonych. Było to bardzo źle widziane i finalnie wcale nie skończyło się to dla nich, dla ofiar, dobrze, mimo potwierdzenia tych zarzutów przez sądy. Reacher zauważa, że przepisy przepisami, ale zmiany w mentalności postępują wolniej. W czasie pisania powieści, (książka wydana w USA w 2000r.), molestowanie nie było traktowane zbyt poważnie, ale on wiedział, że to się zmieni. Tak samo jak wcześniej żołnierzami mogli być tylko biali mężczyźni, tak właśnie w 2000r. ani kolorowi, ani kobiety w armii nie byli już postrzegani jako coś wyjątkowego, tylko jako norma. To obserwowanie tych przemian w obyczajowości i w mentalności jest fascynujące. Oczywiście te mini rozważania wcale nie muszą się ograniczać do wojska, dotyczą one właściwie wszystkiego.
Każdy, kto czytał Lee Childa wie, że jego bohater jest samotnikiem z wyboru. No i w tym tomie, czwartym z kolei, Reacher stoi przed dylematem, co zrobić ze swoim uczuciem do Judie. Nie miał wątpliwości, że zaangażował się uczuciowo, ale jednocześnie nie odnajdywał się w tzw. standardowym mieszczańskim życiu, stabilizacja nie była dla niego. Decydując sie na tą stabilizację Reacher musiałby zrezygnować z wszystkich innych aspektów życia, które kochał. Każde wyjście wydawało się złe, ale wątek zostanie jednak zamknięty. To również jeden z ciekawszych aspektów powieści.
Jak wszystkie tomy z tej serii, ten również wciąga, oderwanie się od rzeczywistości jest gwarantowane. Osoba seryjnego zabójcy okazała się dla mnie wielkim zaskoczeniem.
4/4

Wojciech
Młynarski „Bohaterowie Remarque`a
„Kiedy
kłopotów, zmartwień, trosk
zwykła
przebierze się miarka,
przychodzą
dzielić ze mną swój los
bohaterowie
Remarque`a.
Szlifuję z nimi paryski bruk
w
jakiś poranek ponury,
na
triumfalny, świetlisty łuk
zamieniam
Pałac Kultury.
I
czynię, czynię na ich rachunek ważne odkrycia:
calvados
to więcej niż trunek, to sposób bycia”
„Niestety,
trochę przesadził pan,
panie
autorze kochany,
być
może na Zachodzie bez zmian,
u
nas ostatnio są zmiany. Znikli mężczyźni, co mieli gest,
znikły
kobiety kobiece,
dzisiaj
zaletą przeciętność jest,
a reszta w bibliotece
...............................”
To jedna z mich ulubionych książek, do
których raz na jakiś czas sięgam, teraz czytam ją chyba po raz czwarty. Jest
niesamowita, w niektórych momentach dostaje się nawet dreszczy. Mimo że pisana
w czasie wojny i opowiada o ludziach,
którzy nie wiodą szczęśliwego życia, nie przytłacza i nie odczuwa się
żadnej ciężkości stylu. Napisana jest lekko i czyta się ją świetnie. Chirurga
Ravica wyobrażam sobie dokładnie tak, jak wyglądał Remarque.
To książka o kilku miesiącach z życia
Ravica w 1939r., wydarzenia rozgrywają się głównie w Paryżu. Ravic jest
niemieckim uchodźcą i pracuje na czarno, operuje za francuskich lekarzy,
mających dużo mniejsze umiejętności, niż on. Mieszka w hotelu, gdzie można
spotkać wielu innych nielegalnych uchodźców i na początku książki spotyka
miłość swojego życia, Joannę. Miłość ich nie jest prosta, on nie chce się
angażować, bojąc się kolejnej utraty.
To z pewnością jest książka
psychologiczna. W 1945r, gry po raz pierwszy wydano powieść, Remarque skończył
47 lat, miał za sobą doświadczenie i żołnierza I wojny i uchodźcy sprzed II
wojny, naprawdę znał życie z każdej strony. Nie wymyślał, siedząc za biurkiem,
przeżyć ludzi, którzy często nie mieli rodzin, ani majątku, a w każdej chwili
mogli być aresztowani i odesłani potem do obozu koncentracyjnego. Wiedział i
opisał, jak można w totalnej beznadziei cieszyć się chwilą i wykorzystywać ją
tak, jakby była wiecznością. Spotkał i opisał ludzi bezwzględnych, nikczemnych,
donosicieli, hipokrytów, pozbawionych jakichkolwiek zasad moralnych. Ale spotkał też i osoby, które potrafiły być bezinteresowne. Pokazał i głupców i bezmyślnych biurokratów. Cała gama takich charakterów pokazana jest w
„Łuku Triumfalnym”. Są opisane osoby bez masek, w sytuacjach krytycznych. Sporo
jest nawiązań do postaw ludzi biernych, których nie obchodzi nic, poza nimi i
ich rodziną, żadna krzywda i niesprawiedliwość, wymierzona przeciwko osobom
spoza rodziny, nie jest w stanie zmusić ich do jakiegokolwiek działania.
To jest też książka o dziwnej miłości. Ravic
i Joanna mają problem z tym, aby być razem i spróbować wieść wspólne życie.
Można się zastanawiać, dlaczego tak jest, częściowo wynika to z sytuacji na
świecie, bezustannego zagrożenia życia, traumatycznych przeżyć, lęku, że
skomplikowałoby to życie. Ale
przyczyna tkwi też w charakterach bohaterów, szczególnie dotyczy to Ravica.
Zarówno on jak i wielu bohaterów innych powieści Remarque`a mają skomplikowane
charaktery, są takimi indywidualistami, że nie są w stanie funkcjonować na
stałe z kimś. Z życia samotnego nie są szczególnie zadowoleni, ale z drugiej
strony nie dążą do tego, by to zmienić, a
gdy pojawia się ku temu okazja, niekoniecznie ja wykorzystują.
Piękna książka.
6/6
Z
racji tego, że trwa Conrad Festiwal postanowiłam posłuchać czegoś właśnie
Conrada, „Lorda Jima” ze szkoły pamiętam niewiele, ale postawiłam na coś nieznanego,
licząc na to, że może pojawi się do
odkrycia stary klasyk. Książka napisana
jest ciężkim stylem, odczuwa się, że minęło grubo ponad 100 lat od daty
pierwszego wydania, może lepszym pomysłem byłoby przeczytanie książki w
najnowszym tłumaczeniu Macieja Świerkockiego. Lektor czyta monotonnie, co
jeszcze pogarsza odbiór. O wciągnięciu się w bieg wydarzeń i zapomnieniu o
całym świecie nie ma mowy. Przez cały czas nastrój jest wyjątkowo ponury, a
opisywane wydarzenia są tragiczne. Nie odnalazłam tu niestety niczego szczególnie
odkrywczego.
Conrad przedstawił sylwetki kilku osób w
stosunkowo krótkim czasie, jedna z tych osób to organizator zamachu bombowego w
Greenwich w 1894r. Aspekt psychologiczny jest najciekawszy. Najpierw poznajemy
bohaterów w ich codziennym życiu, potem jednak ma miejsce kilka wydarzeń, które
wytrącają wszystkich z rutyny, dochodzi do tragedii, a powrotu do poprzedniego
życia nie ma. Można obserwować, jak odnajduje się w takiej sytuacji cynik, pozbawiony
jakichkolwiek skrupułów, który dla pieniędzy zrobi wszystko. Czy w nowych
warunkach będzie chciał i mógł dalej funkcjonować na swoich zasadach? Czy
zmiany w polityce maja dla takich osób znaczenie, czy im w czymś przeszkadzają?
Inny bohater powieści skupia się na
pomocy bliskiej osobie i to uznaje za powinność życiową, gdy może realizować
sens życia i oddawać się swojej powinności, funkcjonuje bez zarzutu. Sensowny
cel pozwalał na czerpanie satysfakcji z życia, ale gdy z kolei okazało się, że
ta mini misja nie będzie mogła być realizowana, ta osoba nie była w stanie
funkcjonować. Jest też obraz rodziny zamachowca, dalekiej od ideału.
Oprócz tego opisany jest też ruch
rewolucyjny w ówczesnym Londynie, taka mieszanina cynków, którzy chcą na tym
cos ugrać, no i ideowców. Oczywiście ideowcy są rozgrywani przez cyników.
Ponoć „Tajny agent” nie jest
reprezentatywny dla całej twórczości Conrada, sięgnięcie po inne powieści
pozostaje więc kwestią otwartą.
4/6

Książka Elisabeth Revol nie wciągnęła mnie w opisywane wydarzenia, na tle innych pozycji literatury górskiej wypada słabo. Pozostawiła po sobie niedosyt. Napisana została bezpośrednio po dramacie na Nanga Parbat z 2018r., wydano ją już w 2019r. Historia wyprawy opowiedziana jest z bardzo subiektywnego punktu widzenia, niezwykle emocjonalnie, odnoszę wrażenie, że książka powstała w odpowiedzi na zarzuty osób, który obwiniały himalaistkę o to, że nie pomogła Tomkowi Mackiewiczowi, będącemu w stanie krytycznym, zejść na dół. Obwiniający Revol pomijali oczywiście fakt, że ona sama była w fatalnym stanie. Główną myślą, przewijającą się przez treść książki jest właśnie tłumaczenie, dlaczego Revol nie mogła pomóc.
W książkach o wyprawach na górskie szczyty z reguły są informacje o górach, o wcześniejszych ekspedycjach, dzięki czemu czytelnik ma szersze spojrzenie. Tutaj tego rodzaju informacje ograniczone są do absolutnego minimum, prawie ich nie ma. Nie ma wzmianek o innych takich wyprawach, jak opisywana, czyli z udziałem paru osób, bez tragarzy, bez jakiegokolwiek wsparcia. Nie wiem, czy jest to częste, czy tego rodzaju wyprawy odnoszą sukcesy.
Nie ma też zbyt wielu refleksji na inne tematy, np. o życiu, czy przyjaźni, czy o innych kwestiach, o których himalaiści przecież muszą myśleć. Te skąpe refleksje, które są, do zbyt głębokich nie należą, generalnie książka to emocjonalny opis faktów. Zaskoczyło mnie nieco, jak mało miejsca autorka poświęciła osobom z zupełnie innej wyprawy, które ją uratowały, czyli Adamowi Bieleckiemu i Denisowi Urubko. Oczywiście jest opisane, jak do niej dotarli, jak jej pomagali zejść, ale zdecydowanie więcej miejsca jest poświęcone temu, jak to ona sama jeszcze przed tym ratunkiem schodziła w dół, jak wiele zawdzięcza zostawionej na zboczu przez inną wyprawę linie poręczowej. Nie podobało mi się też, jak autorka w niektórych miejscach krytycznie opisywała Tomka, stwierdzając m. in., że to przez niego ona znalazła się na Nandze. W ogóle wszystkie krytyczne uwagi o zmarłym przyjacielu były według mnie nie na miejscu.
Niewiele jest kwestii takich, które można zapamiętać. Najciekawsze wydały mi się te fragmenty, gdzie autorka rozprawia się z mitem tego, jak to Tomek był zafiksowany na punkcie Nanga Parbat i jak z idei zdobycia tej góry uczynił sobie cel życia. Otóż w rzeczywistości Tomek faktycznie opowiadał o tym, że ma kontakt z boginią Nangi Parbat, ale chciał zdobywać również i inne szczyty, a nawet wolał zdobywać inne szczyty, tyle tylko że nie miał jak. Na wyprawy pieniądze zbierał w internecie, a gdy jako cel zbiórki wskazywał wyprawę na jakikolwiek inny szczyt niż Nanga Parbat, wpłat nie było. Ludzie wpłacali tylko na jego wyprawy na Nangę. Nie było więc żadnej mistycznej potrzeby zdobycia tego właśnie szczytu, tylko działanie takie wymusiła niejako szara rzeczywistość. Przykuwają też uwagę fragmenty o straszliwym hejcie, jaki spadł na himalaistkę, o totalnej bezwzględności hejtujących i o tym, jak szalenie sytuacja ta była destrukcyjny dla jej psychiki.
3/6

