sobota, 11 października 2025

Gabor Mate „Kiedy ciało mówi nie. Koszty ukrytego stresu”

 

        Najważniejsza myśl, jak płynie z książki Gabora Mate, lekarza, jest taka, że istnieje niezaprzeczalny związek pomiędzy psychiką człowieka, stopniem zadowolenia z życia i spełnienia, poczuciem sensu w życiu, a zachorowalnością na nowotwory. Jeżeli człowiek ma problemy, z którymi sobie nie radzi, niekiedy nawet sobie ich nie uświadamia, to jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że zachoruje. Przykładem kogoś, kto nie zdaje sobie sprawy z tego, że ma problem, jest np. osoba, poświęcająca się nadmiernie dla innych, myśląca tylko o dzieciach i wnukach i ignorująca jednocześnie swoje potrzeby. Ukrytym problemem jest życie pod dyktando innych osób. Nawet gdy komuś wydaje się, że ta sytuacja jest normalna, ciało prędzej czy później zaczyna się buntować i chorować.

     Zdaniem autora, powinniśmy zadawać sobie pytania, np. czy żyję w zgodzie z własnymi, najgłębszymi prawdami, czy raczej po to, by spełniać cudze oczekiwania. Nie powinno się tłumić gniewu, nadmiernie zwracać uwagi na opinie innych osób, być tylko potulnymi, posłusznymi itp. Warto uświadomić sobie własne lęki i cierpienia, żal, zgryzotę, smutek, złość, poczucie beznadziei, odrzucenie, zastanowić się, dlaczego tak właśnie odczuwamy, próbować potem temu zaradzić, niż udawać, że takich odczuć nie ma. Takie udawanie to prosta droga do choroby. Tych sugestii jest oczywiście więcej.

     Te spostrzeżenia nie są obecnie już odkrywcze, ale warte przypomnienia. Autor twierdzi też, że określone cechy psychiczne generują taką a nie inną chorobę. Podobną tezą postawiła też lekarka Preeti Agrawal w książce „Holistyczna droga do zdrowia. Jak uruchomić potencjał samoleczenia”, o której pisałam tutaj. Książka Preeti Agrwal jest jednak głębsza. Jej porady dotyczące zdrowia obejmują m.in. też kwestie duchowości, ćwiczenia relaksacyjne, są u niej wskazówki żywieniowe

     U Gabora Mate poszczególne rozdziały są do siebie bliźniaczo podobne. Jest wskazana konkretna choroba i są opisy pacjentów, którzy na nią zachorowali i mieli bardzo zbliżone cechy psychiczne. Jeden rozdział to jedna choroba. W trakcie czytania jest to mocno nużące. Jest to spojrzenie albo bardzo nowatorskie, albo raczej wyjątkowo uproszczone. Nie ma tu mowy o genetyce, o uwarunkowaniach środowiskowych itp. kwestiach. Sugestie grzebania w przeszłości i wynajdowania tam dla swojego dobra traumatycznych, zapomnianych przeżyć, też budzą mój opór. Zdaniem autora te zapomniane wydarzenia stanowią „wyparcia”, które generują choroby.

      Całość jak na mój gust jest warta uwagi co do zasady, ale przy szczegółach jest mocno dyskusyjna.

7/10



środa, 8 października 2025

Joe Alex (Maciej Słomczyński) „Gdzie przykazań brak dziesięciu” – audiobook, czyta Tomasz Bielawiec

 

    Słomczyński opisuje wspaniałą, arystokratyczną, angielską rezydencję, należącą do emerytowanego generała, któremu ktoś grozi zabójstwem. Konwencja powieści nawiązuje do Agaty Christie, gdy dochodzi do zabójstwa, liczba podejrzanych jest ograniczona, nie ma przemocy.

    Jak na kryminał brakuje tu trochę dynamiki, powieści Christie były nieco krótsze, tutaj są pewne sceny są nieco zbyt długie i nużące, takie kontemplacyjne. Kwestia kto zabił, nie jest jakoś szczególnie frapująca. Rekompensatą są nawiązania do sztuki, w tym Dalekiego Wschodu. Ponadto jeden z bohaterów pracował nad pomnikiem lotników, poległych w czasie wojny. Są rozmowy na temat tego, co mogli myśleć lotnicy, którzy wiedzieli, że ich samolot jest już zestrzelony, czy się załamywali, czy walczyli do końca, nie poddawali się, licząc na to, że może jednak uda im się przeżyć. Bez względu na to, czy ktoś jest lotnikiem, czy nie, jedni ludzie zawsze walczą, inni się załamują pod wpływem byle czego, o tym też jest mowa. No i brana jest pod uwagę kwestia wartości, którym lotnicy byli wierni, narażając życie. Pozostaje pytanie, nad którym opisywane postacie się zastanawiają, jak to jest z tymi wartościami w ich gronie.

    Pod względem psychologicznym bohaterowie są dosyć ciekawi, warta obserwacji jest dziwna para: ojciec z dorosłą córką, traktowaną jak dziecko, wymagające stałej opieki i rozkazywania. Autor rozważa też w kontekście przyczyn zabójstwa, co takiego dla kogoś może być ważniejsze, niż ludzkie życie. W tym przypadku nie wszystkie standardowe i częste przyczyny zabójstwa, wchodzą w rachubę. Z racji wieku ofiary zawiedziona miłość odpada.

    Czytelnicy którzy nie potrzebują wyjątkowo wartkiej akcji, powinni być zadowoleni. Mnie Joe Alex się podoba.

7/10


poniedziałek, 29 września 2025

Carlos Riuz Zafon „Labirynt duchów” – tom IV cyklu „Cmentarz Zapomnianych Książek”

 

         Opowieść to nieskończony labirynt słów, obrazów i duchów, przywołanych po to, aby wyjawić nam ukrytą prawdę o nas samych. Opowieść to w ostatecznym rozrachunku rozmowa tego, kto ją pisze, z tym, kto ją czyta, ale narrator może powiedzieć tylko tyle, na ile pozwoli mu jego warsztat, czytelnik zaś wykorzystać tylko tyle, ile sam ma zapisane w duszy.” - „Labirynt duchów”. Za takie zdania można Zafona nie tylko polubić, ale chyba nawet i pokochać. Ale z „Labiryntem duchów” jest mniej więcej tak, jak z człowiekiem, który ma olbrzymią liczbę i wad i zalet, zalety oczywiście przeważają, ale o wadach też jest ciężko zapomnieć.

        Cały cykl „Cmentarz zapomnianych książek” jest nie tylko o określonych postaciach, ale głównie jest o książkach, o czym pisałam przy okazji wcześniejszych tomów. W „Labiryncie duchów” sporo wydarzeń rozgrywa się na wymyślonym przez Zafona Cmentarzu Zapomnianych Książek. A cmentarz ten „to miejsce święte. Każda znajdująca się tu książka, każdy tom ma własną duszę. I to zarówno duszę tego, kto ją napisał, jak i duszę każdego, kto ją przeczytał i tak mocno ją przeżył, że zawładnęła jego wyobraźnią. Za każdym razem, gdy książka trafia w kolejne ręce, za każdym razem gdy ktoś wodzi po jej stronach wzrokiem, z każdym nowym czytelnikiem jej duch odradza się i staje się silniejszy”.

        Symbolicznie każdy z nas ma kontakt z Cmentarzem Zapomnianych Książek, gdy natrafiamy na książkę, która w jakiś szczególny sposób do nas przemawia, której nie zapomnimy i do której będziemy wracać, tak jakby była napisana specjalnie dla nas. W zetknięciu z taką książką faktycznie jest coś z magii, co Zafon doskonale uchwycił.

      Świetnym pomysłem było też pokazanie, co czytają bohaterowie powieści. Doskonale widać, że w każdym momencie ich życia znajdują książki, które do tego momentu idealnie pasują, jakby na nich czekały. Przykładowo Daniel Sempre żyjący żądzą zemsty, sięga po „Hrabiego Monte Christo”. Chcący odseparować się od świata zewnętrznego i wytchnąć od koszmaru wojny domowej i innych problemów, bierze z kolei „20 000 mil podmorskiej żeglugi”. Można powiedzieć, że u Daniela, członkami rodziny są nie tylko osoby, które łączy pokrewieństwo, ale także przyjaciele i książki. Książka u Zafona jest czymś pośrednim pomiędzy przedmiotem a żyjącą istotą.

Główną bohaterką jest Alicja, singielka, femme fatale, postać bardzo niejednoznaczna, sprawiająca wrażenie, jakby była osobą nie z tego świata. Współpracowała z reżimową policją przy rozwiązywaniu zagadek kryminalnych, nie miała jednak żadnego udziału w zbrodniach, wręcz przeciwnie. Gdy kiedyś zastanawiała się, czy mogłaby kiedyś wieść takie życie, jak Daniel, czyli pełna stabilizacja, żona, dziecko, stała praca itp., miała spore wątpliwości, czy się do tego nadaje, czy jej przeznaczenie nie jest jednak inne. Jej ukochane książki to „Alicja w Krainie Czarów” i „Alicja po drugiej stronie lustra”.

        „Labirynt duchów” jest jednak książką cegłą. Ma prawie 900 stron. Nie wszystko czyta się lekko, były takie fragmenty, że czytało mi się tak ciężko, że zastanawiałam się nad odłożeniem jej. Podobnie jak i w poprzednich tomach przeszkadzał mi jednostronny obraz Wojny Domowej w Hiszpanii. Psychologia jest płyciutka. Ale jest coś za coś. Są właśnie książki.

8/10








piątek, 26 września 2025

Adam Mickiewicz „Pan Tadeusz” – audiobook, czyta Krzysztof Gosztyła

 

            W ramach powrotu do klasyki sięgnęłam po „Pana Tadeusza”, licząc na to, że może spodoba mi się bardziej niż w czasach szkolnych. Ale nic się nie zmieniło.

        Najbardziej przeszkadzały mi w słuchaniu opisy polowań i zadręczania zwierząt. Nie ulega wątpliwości, że w czasach Mickiewicza dla przeważającej większości ludzi, łącznie z niby to wrażliwymi poetami i artystami, zwierzę, w szczególności dzikie, było po prostu rzeczą. Mickiewicz nie ograniczał się do stwierdzenia, że upolowano np. słynnego z tej epopei niedźwiedzia, ale opisywał szczegółowo, jak to psy go rozszarpywały itp.

        Maniera spędzania czasu na wspominaniu, jak to kiedyś było niby świetnie, a obecnie jest beznadziejnie, też mnie nie przekonuje. W czasach Mickiewicza sytuacja geopolityczna była oczywiście inna. Dla patriotów zabory były z pewnością trudną sytuacją, ale mimo wszystko bezustanne wspominanie i idealizowanie przeszłości, zamiast produktywnego, sensownego działania, czy nauki, jest dla mnie pozbawione sensu.

        Nie mogłam się przekonać do Tadeusza, który mówić wprost, był prostakiem, nauka go nie pociągała, najlepiej się czuł, uwodząc, lub będąc uwodzonym, bądź też będąc żołnierzem, co w tamtych czasach nie wymagało szczególnych zdolności intelektualnych. Duch walki zbrojnej, skazanej na klęskę, nigdy mnie przekonywał. A tu jest tego sporo, jest opis fascynacji Napoleonem i nie jest powiedziane wprost, jak naiwne to były nadzieje.

        Czy było w „Panu Tadeuszu” coś ciekawego? Sporo wątków napisanych było wyjątkowo lekko i zabawnie, w szczególności dotyczy to spraw romansowych. Mimo że wiadomo jest, jak całość się skończy, było to zabawne, słuchać jak np. Telimena uwodzi Tadeusza, jak on potem odkrywa, że uwodzicielka jest jego ciotką itp. Olbrzymim plusem jest też oczywiście Krzysztof Gosztyła, ale przy otworze, którego ktoś zupełnie nie czuje, nawet on nie jest w stanie nic zrobić.

6/10

piątek, 19 września 2025

Preeti Agrawal „Holistyczna droga do zdrowia. Jak uruchomić potencjał samoleczenia”

 

        Preeti Agrawal jest hinduską lekarką, która ukończyła w Indiach medycynę, potem nostryfikowała dyplom w Polsce, odbywała staże na uczelniach europejskich i amerykańskich. W swojej książce stara się udowodnić, że najlepiej dla naszego zdrowia byłoby, gdybyśmy mogli czerpać zarówno z dorobku medycyny konwencjonalnej jak też i z medycyny Dalekiego Wschodu, tj. medycyny chińskiej i z ajurwedy, czyli starożytnej medycyny indyjskiej.

        Najbardziej charakterystyczne dla medycyny Dalekiego Wschodu jest przyjęcie, że istnieje bardzo, niesamowicie wręcz ścisły związek pomiędzy tym, co dzieje się w naszym ciele, a tym co dzieje się w głowie. Kluczowe dla zdrowia jest to, czy jesteśmy szczęśliwi, czy mamy sens w życiu, czy nie żywimy negatywnych emocji, jak np. nienawiść, żal, czy nie pragniemy zemsty itp. itd. Co ciekawe, konkretne negatywne emocje wpływają negatywnie na konkretne organy w ciele, tak jakby było pomiędzy nimi powiązanie, tzn. wg medycyny chińskiej i indyjskiej takie powiązanie istnieje. Do pełnego i trwałego wyzdrowienia nie dojdzie, gdy chory nie uzmysłowi sobie prawdziwej przyczyny choroby, np. nie uświadomi sobie, że np. przepełniony jest pragnieniem zemsty i non stop o niej myśli. W książce wskazane jest, który organ w ciele jakie negatywne emocje dewastują. Mam świadomość, że brzmi to dziwnie, ale gdy przypomniałam sobie, jakie problemy zdrowotne mają znajome mi osoby i porównałam sobie te dane do informacji z książki, to stwierdzam, że coś jest na rzeczy.

        Preeti Agrawal opisuje też porady dot. utrzymania zdrowia i zdrowienia, które budzą moje wątpliwości, np. powtarzanie mantr, różne rytuały np. na powitanie słońca, pocieranie konkretnych palców, co ma dać np. oczyszczenie organizmu. Przekonująco z kolei brzmią np. opisy ćwiczeń oddechowych, mających dać relaks i uspokojenie, czy wizualizacje zdrowotne.

        Autorka zamieściła także piramidę zdrowego odżywiania (nie pomyliłam nazwy), nie do końca zgodną z tym, co obecnie uważa się za najlepsze. Za najważniejsze w tej piramidzie wskazała „świadomość”, czyli „praktyki, które uspokajają umysł i wzmacniają ducha”, jak np. „ćwiczenia odprężające i skupiające, które wspomagają proces autorefleksji”, medytacje, kontemplacje, modlitwy”. Kolejnym elementem piramidy jest „aktywność”, czyli co najmniej godzina dziennie na ćwiczenia fizyczne, prace na zewnątrz. Następnie dopiero są konkretne produkty żywieniowe, czyli węglowodany ze zbóż, chleby i kasze z nierafinowanych pełnych zbóż. Dalej są warzywa i wszelkie owoce. Kolejno są białka, ale preferowane są z roślin strączkowych, orzechy, nasiona, jajka , ryby, drób , mięso – oszczędnie. Przyprawy, zioła zamykają piramidę.

         Książka pełna jest porad, nawet gdy ktoś podejdzie do nich z dystansem, sporo może zaczerpnąć.

8/10 

wtorek, 16 września 2025

Agata Christie "Kot wśród gołębi"

 

        Jedna z mniej znanych powieści Królowej Kryminału niespodziewanie okazała się jedną z najlepszych. Znaczna część wydarzeń rozgrywa się na terenie ekskluzywnej szkoły z internatem dla dziewcząt. Jeśli ktoś lubi klimaty jak z powieści „Tajemnica Abigel” Magdy Szabo czy z filmu „Piknik pod Wiszącą Skałą”, powinien być zadowolony. Nie brakuje też lekkości i humoru.

        Jako pierwsza zostaje zamordowana młoda nauczycielka, trupów jest oczywiście więcej. Poza kwestiami morderstw Christie kreśli fascynujące opisy ludzkich charakterów i postaw. Jak zawsze pojawiają się osoby nietuzinkowe. Tutaj na przykładzie dwóch bohaterek pisarka opisuje prawdziwe powołanie, pasję. W tym przypadku jest to pasja do nauczania, to powołanie silniejsze od chęci założenia rodziny, właściwie nie pozostawia na nic innego miejsca. Kobiety te są jednocześnie typem odważnego, lubiącego ryzyko i niezwykle skutecznego wojownika, jedna to dyrektorka i zarazem właścicielka szkoły, powodów do walki jest więc sporo. Dyrektorka mimo wieku przedemerytalnego lubi walkę z przeciwnościami losu do tego stopnia, że gdy wszystko idzie łatwo, czuje się nie tylko zadowolona, ale i znudzona. Dyrektorka opisała też swoją wizję szkoły po przekazaniu jej następcy. Otóż chciałaby, aby jej następca nie tkwił mentalnie tylko w przeszłości, szkoła nie powinna zmienić się w skansen i funkcjonować w myśl zasady, ze dawniej wszystko było lepsze. Życie samymi wizjami przyszłości też nie jest dobre. Z przeszłości należy przyjąć to, co mądre i należy oczywiście patrzeć w przyszłość, ale najważniejsza jest teraźniejszość i idee dnia dzisiejszego. Królowa Kryminału napisała te słowa w 1959r., mając 69 lat, co można podziwiać, bo zdecydowana większość osób w tym wieku żyje tylko przeszłością.

        Są nawiązania do klasyki literatury, uczennice pisały wypracowanie o postawach wobec popełnionych zbrodni na przykładzie „Makbeta”. Większości osób za prawdziwą i chyba najbardziej koszmarną zbrodniarkę uważa lady Makbet. Uczennica tymczasem zwróciła uwagę na to, że lady Makbet nie miała problemu, by zbrodnię popełnić, ale potem przyszły wyrzuty sumienia, krew na rękach, która nie chciała się zmyć. Z Makbetem było odwrotnie, ciężko było mu popełnić zbrodnię, ale później nie miał już żadnych problemów. Jak to jest u bohaterów Christie, każdy może się przekonać.

        Christie na przykładzie charakterów dwóch uczennic wyraźnie wskazuje, że nie ma czegoś takiego, jak tylko dobre lub tylko złe cechy charakteru. Jedna z dziewczyn miała szaloną wyobraźnię, druga zaś odwrotnie, twardo stąpała po ziemi. Każda z nich odegrała dzięki swoim przymiotom, odrębną rolę rolę.

9/10

niedziela, 14 września 2025

Lee Child, Andrew Child „Sekret” – audiobook, czyta Jan Kraśko

 

        Dość ryzykowny pomysł, aby Andrew, brat Lee Childa, powoli przejmował cykl o Reacherze, jednak wypalił. Wcześniejsza książka napisana w duecie Lee i Andrew, „Bez planu B”, nie za bardzo mi się spodobała i obawiałam się, że może cykl upadnie. W tym przypadku wszystko jest ok.

        Jest tu Jack Reacher, jak zwykle błyskotliwy, świetnie wysportowany, podejmujący wyzwania, kochający ryzyko, nigdy się nie poddający. Wydarzenia wciągają i gwarantują oderwanie się od rzeczywistości. Atmosfera typu, problemy trzeba rozwiązywać, a nie od nich uciekać, również udziela się czytelnikowi. Tym razem autorzy cofnęli serię do 1992r., kiedy to Reacher był wojskowym żandarmem.

        Reacher tym razem zajmuje się sprawą, sięgającą korzeniami do czasu Zimnej Wojny, gdy istniało zagrożenie użyciem broni chemicznej. W amerykańskiej fabryce, zajmującej się tego rodzaju produkcją, usytuowanej oczywiście poza terenem USA, w jednym z krajów Trzeciego Świata, doszło do bardzo poważnego poważnego wypadku, w którym zginęło wiele osób. Czytelnik powoli dowiaduje się, jaka była reakcja władz na tą sytuację, czy rozliczono winnych, a także co dzieje się po wielu latach z Amerykanami, odpowiedzialnymi za tą sytuację. Równolegle oczywiście rozgrywa się wątek współczesny, kiedy to działa seryjny zabójca.

        Z racji tego że Reacher w tym tomie jest żołnierzem żandarmerii, autorzy pokazują na przykładzie tej konkretnej sprawy, jak ciężko jest, będąc usytuowanym w jakiejś instytucji z określoną hierarchią, zachować niezależność myślenia, nie ulec naciskom i nie stać się oportunistą. Reacherowi mimo olbrzymiej presji udało zachować niezależność i działać zgodnie z sumieniem, ale w wojsku kariery nie zrobił i ostatecznie stamtąd odszedł.

7/10

niedziela, 31 sierpnia 2025

Mari Jungstedt „Ostatni akt”

 

Pisałam już wielokrotnie o cyklu gotlandzkim, ostatnio nie najlepiej go oceniałam i myślałam, że już upada. Ten tom nie jest jednak zły, jest idealny na zmęczenie, nie trzeba wiele myśleć, czyta się jakby samo i wciąga. Jest też spore zaskoczenie na finiszu, prawdziwy majstersztyk. Jest trochę Gotlandii, są ruiny starego zamku, w którym latem pokazywane są spektakle teatralne.

    Jungstedt stworzyła świetny portret psychologiczny osoby, która zaczęła niemal wariować z powodu zakochania. Od początku wiadomo, że osoba ta nie jest w wieku nastoletnim, tylko średnim, żyje w stadle małżeńskim, czyli nietypowo, bo osoba „tracąca głowę” z miłości kojarzy się raczej z kimś w wieku kilkunastu lat albo niewiele starszym. Zabicie kogoś z miłości jest już totalnym wynaturzeniem i mało kto zna takiego zabójcę. Ale każdy chyba zna kogoś, kto pod wpływem uczucia zachowywał się irracjonalnie i ze szkodą dla siebie. Tutaj można obserwować proces zatracania się w uczuciu i stopniowej utraty kontroli nad tym, co się dzieje. Opisane jest to przekonująco, można zaobserwować wszystkie czynniki, które doprowadziły tą osobę do takiego stanu. Widać wyraźnie, że granica pomiędzy zachowaniem względnie normalnym a wyraźnie zaburzonym, jest płynna.

     W tym tomie Jungstedt odmitologizowuje Gotlandię, która kojarzy się z reguły trochę z dawną historią, z czymś dalekim, fascynującym i pięknym. Dla turystów Gotlandia taka jest, ale życie codzienne w małej gotlandzkiej miejscowości pod pewnymi względami nie różni się od życia w małych miejscowościach w Polsce czy innych krajach. Z pewnością nie jest to dla każdego, wszyscy wszystkich znają, nic się przed ludźmi nie ukryje, plotkarstwo kwitnie. Tu właśnie pokazane jest, jak jedna z opisywanych osób rozważa opcję przeprowadzki do Sztokholmu.

    Jeśli ktoś nie oczekuje czegoś głębszego, to powinien być zadowolony.

7/10









środa, 20 sierpnia 2025

Zofia Kossak „Z otchłani”

 

Raz na jakiś czas wiele osób ma potrzebę lektury poważnej, realistycznej, a nawet dotykającej spraw naprawdę potwornych, jak łagry, obozy koncentracyjne, wojny itp. itd. Tego rodzaju lektura uzmysławia, że zawsze ludzie spotykali się z różnymi trudnymi i koszmarnymi sytuacjami, że takie jest po prostu życie. Co więcej, to co przeżywali inni ludzie w ekstremalnych czasach, było z reguły dużo gorsze i trudniejsze niż teraz w czasach pokoju.

Z otchłani” to wspomnienia Zofii Kossak z pobytu w obozie koncentracyjnym w Birkenau, napisała je tuż po wojnie. Z racji tego że autorka była osobą głęboko religijną, spora część tych refleksji dotyczy właśnie spraw religijnych. W obozach wiele osób traciło wiarę, Zofia Kossak wręcz przeciwnie. To wiara dawała jej sił do przetrwania, a zaraz po niej więzi międzyludzkie, prawdziwa przyjaźń, jaką nawet w tak ekstremalnych warunkach można było nawiązać. Przyjaciółka w tamtych warunkach niewiele mogła dla drugiej osoby zrobić, dawała jednak wsparcie psychiczne i dobre słowo. A to zdaniem pisarki było nawet ważniejsze od wyżywienia.

Odnośnie kwestii religijnych, to Kossak podnosi również bardzo trudne do zrozumienia, nawet dla osoby wierzącej, tematy. Przykładowo jednak z kobiet trafiła do obozu za to, że działała w konspiracji. Postanowiła, że nada sens swojemu cierpieniu i ofiaruje je Panu Bogu za te osoby, z którymi w tej konspiracji współpracowała, że dzięki temu one nie zostaną złapane. Inna z kolei więźniarka miał popełnić samobójstwo, przed którym się chciała pomodlić, podczas odmawiania „Pod twoją obronę” chęć samobójstwa bezpowrotnie jej minęła.

Setki tysięcy ludzi ginęły w takim piekle, jak opisała to Z. Kossak. Okazuje się jednak, że niektórzy z tych co przeżyli, nawet z takiego niewyobrażalnego koszmaru potrafili zyskać coś pozytywnego, w przypadku autorki trwałe, prawdziwe przyjaźnie, wzmocnioną wiarę, no i misję pokazania światu prawdy o tym, co się działo.

8/10

czwartek, 14 sierpnia 2025

Anna Przedpełska - Trzeciakowska „Jane Austen i jej racjonalne romanse”

 

    Tłumaczka Jane Austen napisała jej biografię. Czyta się ją świetnie, gigantycznym atutem jest dogłębna znajomość twórczości. Książka napisana jest w taki sposób, że chronologicznie przedstawiane są wydarzenia z życia, są one komentowane, nie jest więc nudno, a gdy na danym etapie życia Jane Austen, napisała ona powieść, to jest odrębny rozdział o tej konkretnej powieści.

    Przedpełska – Trzeciakowska ma szalenie interesujące spostrzeżenia, nie opisuje tylko suchych faktów z życiorysu. Odnośnie twórczości, zwróciła np. uwagę na to, że powieściowe happy endy, z których słynie Jane Austen, są tylko pozorne. Owszem, jest zakochana para, jest ślub, ale na tym każda powieść Jane Austen się kończy, nie wiadomo, jak układa się młodej parze przyszłość. A gdy przyjrzymy się małżeństwom opisywanym w każdej powieści, wśród bohaterów drugoplanowych czy trzecioplanowych, to okazuje się, że na 6 powieści i łącznie pewnie kilkuset bohaterów, są tylko 2 udane małżeństwa. Poza tym biografka zastanawia się np., który z bohaterów Jan Austen jest najinteligentniejszy, najlepiej wykształcony i najbardziej oczytany, według niej to sławetny Darcy. Rozważa, która bohaterka jest ulubioną bohaterką miłośników twórczości itp. itd.

Przedpełska – Trzeciakowska opisuje też na podstawie analizy twórczości Austen i lektury jej listów, jak wyglądało tworzenie powieści. Zwraca uwagę na coś, o czym pisała Olga Tokarczuk w jednym z esejów ze zbioru „Czuły narrator”, pisałam o nim tutaj pisał o tym też Tolkien w listach. Otóż „Na ogół twórca ma świadomość niejasnej współodpowiedzialności za napisany tekst czegoś jeszcze oprócz własnej ręki i głowy i różnie jest to nazywane, bo pewno różne ma źródła”. „Bohater buntuje się przeciwko swojemu twórcy, a w powstającym tekście zaczyna przebrzmiewać niezamierzona nuta”. Tokarczuk opisywała to tak, że w pewnych momentach to jakby Coś lub Ktoś przejmował pisanie, . Przedpełska – Trzeciakowska tłumaczy to na tekście Austen, kiedy to się stało i z czego to wynika.

    Inspirujące jest też spojrzenie na życie powieściopisarki. Spędziła je całe w kilku wioskach, a o życiu i naturze ludzkiej wie więcej niż ludzie, którzy zjeździli cały świat. Austen swoimi życiowymi decyzjami może inspirować również dzisiaj. Przykładowo dość wcześnie zorientowała się, że będzie pisać. W tamtych czasach wydawało się to absurdalne, kobiety wychodziły za maż, rodziły dzieci i były na utrzymaniu męża. Gdy pojawił się poważny kandydat na męża, mający i majątek i pozycję towarzyską, odrzuciła jego propozycję, wiedziała, że jako mężatka uzależniona od męża, nie będzie miała możliwości, aby realizować swoją pasję pisania. Miała wówczas wizję, iż będzie żyła z dochodów z pisania, co obiektywnie wydawało się nieprawdopodobne. No i wybierając status starej panny, narażała się na politowanie, kobiety niezamężne postrzegane były wówczas jako gorszej kategorii. Współcześnie można oczywiście pogodzić te dwie role, matki, żony i pisarki, 200 lat temu w angielskiej wiosce nie było to możliwe, co opisała Przedpełska – Trzeciakowska. Austen poszła więc totalnie pod prąd społecznym oczekiwaniom, a mało kogo na to stać i wówczas i dzisiaj.

9/10



środa, 6 sierpnia 2025

Ryszard Ćwirlej „Ofiara twoim przeznaczeniem” – audiobook, czyta Bartosz Głogowski

 

    Ćwirlejowi najlepiej wychodzi odtworzenie realiów Dwudziestolecia Międzywojennego. Psychologii nie ma tu dużo, opisywane postacie w większości nie są zbyt skomplikowane. Opisy życia, dotyczące raczej ludzi na dole drabiny społecznej, są rewelacyjne. Bartosz Głogowski świetnie oczytał tekst.

            W tym zagadki kryminalne przeplatają się z wątkami szpiegowskimi. Gdy mówi się o szpiegach, to z reguły kojarzy się to z CIA, Mosadem czy KGB, czyli tą górną półką światowych rozgrywek. Ćwirlej natomiast pokazał takie historie szpiegowskie, jakie działy się u nas, prozaiczne, pozbawione spektakularności, ale z racji tego frapujące. Pojawia się tu autentyczna postać, mjr Żychoń z polskiego wywiadu. Niemcy w pobliżu granicy polsko – niemieckiej zaczęli budować stacje nasłuchowe, umożliwiające podsłuchiwanie polskich służb specjalnych. Polacy zorientowali się, co się dzieje, żeby uzyskać zdjęcia tych stacji i inne informacje, potrzebowali współpracowników. Ci współpracownicy w niczym nie przypominali kogoś takiego z filmów, to byli drobni złodziejaszkowie, oszuści robiący lewe interesy, trzeba ich było trochę przekupić, trochę zaszantażować. Ci ludzie z nizin społecznych naprawdę mieli swój rozum i spryt, tzw. mądrość życiową, dużo w życiu przeszli i mimo braku wykształcenia, w niektórych sprawach bywali mądrzejsi od inteligentów.

        Nie brakło tutaj perełki na torcie, którymi są dla mnie refleksje na temat różnic w mentalności Polaków, zamieszkujących scalone części Polski. Na ziemiach z byłego zaboru pruskiego, w tym właśnie w Poznaniu, gdzie toczy się akcja cyklu, po 1918r. nie było manii burzenia różnych budowli czy pomników, na wschodzie wręcz odwrotnie.

Trochę rozczarowuje, że tak mało jest o komisarzu Fischerze, w tym tomie za wiele się u niego w życiu prywatnym nie dzieje. Ale nie tak dawno się ożenił, ma dzieci, raczej to ze wcześnie na zdrady, w tamtych czasach rozwody nie były takie częste. Słuchając jednak, czeka się, aż Fischer się pojawi, a gdy się pojawia, to właściwie tylko w kontekście spraw zawodowych. Ja dla mnie też jest trochę za mało refleksji, przykładowo mój ulubiony komisarz Montalbano z cyklu A. Camillerego dużo czyta, rozmyśla, poznajemy jego znajomych, partnerkę itp.

7/10