piątek, 19 września 2025

Preeti Agrawal „Holistyczna droga do zdrowia. Jak uruchomić potencjał samoleczenia”

 

        Preeti Agrawal jest hinduską lekarką, która ukończyła w Indiach medycynę, potem nostryfikowała dyplom w Polsce, odbywała staże na uczelniach europejskich i amerykańskich. W swojej książce stara się udowodnić, że najlepiej dla naszego zdrowia byłoby, gdybyśmy mogli czerpać zarówno z dorobku medycyny konwencjonalnej jak też i z medycyny Dalekiego Wschodu, tj. medycyny chińskiej i z ajurwedy, czyli starożytnej medycyny indyjskiej.

        Najbardziej charakterystyczne dla medycyny Dalekiego Wschodu jest przyjęcie, że istnieje bardzo, niesamowicie wręcz ścisły związek pomiędzy tym, co dzieje się w naszym ciele, a tym co dzieje się w głowie. Kluczowe dla zdrowia jest to, czy jesteśmy szczęśliwi, czy mamy sens w życiu, czy nie żywimy negatywnych emocji, jak np. nienawiść, żal, czy nie pragniemy zemsty itp. itd. Co ciekawe, konkretne negatywne emocje wpływają negatywnie na konkretne organy w ciele, tak jakby było pomiędzy nimi powiązanie, tzn. wg medycyny chińskiej i indyjskiej takie powiązanie istnieje. Do pełnego i trwałego wyzdrowienia nie dojdzie, gdy chory nie uzmysłowi sobie prawdziwej przyczyny choroby, np. nie uświadomi sobie, że np. przepełniony jest pragnieniem zemsty i non stop o niej myśli. W książce wskazane jest, który organ w ciele jakie negatywne emocje dewastują. Mam świadomość, że brzmi to dziwnie, ale gdy przypomniałam sobie, jakie problemy zdrowotne mają znajome mi osoby i porównałam sobie te dane do informacji z książki, to stwierdzam, że coś jest na rzeczy.

        Preeti Agrawal opisuje też porady dot. utrzymania zdrowia i zdrowienia, które budzą moje wątpliwości, np. powtarzanie mantr, różne rytuały np. na powitanie słońca, pocieranie konkretnych palców, co ma dać np. oczyszczenie organizmu. Przekonująco z kolei brzmią np. opisy ćwiczeń oddechowych, mających dać relaks i uspokojenie, czy wizualizacje zdrowotne.

        Autorka zamieściła także piramidę zdrowego odżywiania (nie pomyliłam nazwy), nie do końca zgodną z tym, co obecnie uważa się za najlepsze. Za najważniejsze w tej piramidzie wskazała „świadomość”, czyli „praktyki, które uspokajają umysł i wzmacniają ducha”, jak np. „ćwiczenia odprężające i skupiające, które wspomagają proces autorefleksji”, medytacje, kontemplacje, modlitwy”. Kolejnym elementem piramidy jest „aktywność”, czyli co najmniej godzina dziennie na ćwiczenia fizyczne, prace na zewnątrz. Następnie dopiero są konkretne produkty żywieniowe, czyli węglowodany ze zbóż, chleby i kasze z nierafinowanych pełnych zbóż. Dalej są warzywa i wszelkie owoce. Kolejno są białka, ale preferowane są z roślin strączkowych, orzechy, nasiona, jajka , ryby, drób , mięso – oszczędnie. Przyprawy, zioła zamykają piramidę.

         Książka pełna jest porad, nawet gdy ktoś podejdzie do nich z dystansem, sporo może zaczerpnąć.

8/10 

wtorek, 16 września 2025

Agata Christie "Kot wśród gołębi"

 

        Jedna z mniej znanych powieści Królowej Kryminału niespodziewanie okazała się jedną z najlepszych. Znaczna część wydarzeń rozgrywa się na terenie ekskluzywnej szkoły z internatem dla dziewcząt. Jeśli ktoś lubi klimaty jak z powieści „Tajemnica Abigel” Magdy Szabo czy z filmu „Piknik pod Wiszącą Skałą”, powinien być zadowolony. Nie brakuje też lekkości i humoru.

        Jako pierwsza zostaje zamordowana młoda nauczycielka, trupów jest oczywiście więcej. Poza kwestiami morderstw Christie kreśli fascynujące opisy ludzkich charakterów i postaw. Jak zawsze pojawiają się osoby nietuzinkowe. Tutaj na przykładzie dwóch bohaterek pisarka opisuje prawdziwe powołanie, pasję. W tym przypadku jest to pasja do nauczania, to powołanie silniejsze od chęci założenia rodziny, właściwie nie pozostawia na nic innego miejsca. Kobiety te są jednocześnie typem odważnego, lubiącego ryzyko i niezwykle skutecznego wojownika, jedna to dyrektorka i zarazem właścicielka szkoły, powodów do walki jest więc sporo. Dyrektorka mimo wieku przedemerytalnego lubi walkę z przeciwnościami losu do tego stopnia, że gdy wszystko idzie łatwo, czuje się nie tylko zadowolona, ale i znudzona. Dyrektorka opisała też swoją wizję szkoły po przekazaniu jej następcy. Otóż chciałaby, aby jej następca nie tkwił mentalnie tylko w przeszłości, szkoła nie powinna zmienić się w skansen i funkcjonować w myśl zasady, ze dawniej wszystko było lepsze. Życie samymi wizjami przyszłości też nie jest dobre. Z przeszłości należy przyjąć to, co mądre i należy oczywiście patrzeć w przyszłość, ale najważniejsza jest teraźniejszość i idee dnia dzisiejszego. Królowa Kryminału napisała te słowa w 1959r., mając 69 lat, co można podziwiać, bo zdecydowana większość osób w tym wieku żyje tylko przeszłością.

        Są nawiązania do klasyki literatury, uczennice pisały wypracowanie o postawach wobec popełnionych zbrodni na przykładzie „Makbeta”. Większości osób za prawdziwą i chyba najbardziej koszmarną zbrodniarkę uważa lady Makbet. Uczennica tymczasem zwróciła uwagę na to, że lady Makbet nie miała problemu, by zbrodnię popełnić, ale potem przyszły wyrzuty sumienia, krew na rękach, która nie chciała się zmyć. Z Makbetem było odwrotnie, ciężko było mu popełnić zbrodnię, ale później nie miał już żadnych problemów. Jak to jest u bohaterów Christie, każdy może się przekonać.

        Christie na przykładzie charakterów dwóch uczennic wyraźnie wskazuje, że nie ma czegoś takiego, jak tylko dobre lub tylko złe cechy charakteru. Jedna z dziewczyn miała szaloną wyobraźnię, druga zaś odwrotnie, twardo stąpała po ziemi. Każda z nich odegrała dzięki swoim przymiotom, odrębną rolę rolę.

9/10

niedziela, 14 września 2025

Lee Child, Andrew Child „Sekret” – audiobook, czyta Jan Kraśko

 

        Dość ryzykowny pomysł, aby Andrew, brat Lee Childa, powoli przejmował cykl o Reacherze, jednak wypalił. Wcześniejsza książka napisana w duecie Lee i Andrew, „Bez planu B”, nie za bardzo mi się spodobała i obawiałam się, że może cykl upadnie. W tym przypadku wszystko jest ok.

        Jest tu Jack Reacher, jak zwykle błyskotliwy, świetnie wysportowany, podejmujący wyzwania, kochający ryzyko, nigdy się nie poddający. Wydarzenia wciągają i gwarantują oderwanie się od rzeczywistości. Atmosfera typu, problemy trzeba rozwiązywać, a nie od nich uciekać, również udziela się czytelnikowi. Tym razem autorzy cofnęli serię do 1992r., kiedy to Reacher był wojskowym żandarmem.

        Reacher tym razem zajmuje się sprawą, sięgającą korzeniami do czasu Zimnej Wojny, gdy istniało zagrożenie użyciem broni chemicznej. W amerykańskiej fabryce, zajmującej się tego rodzaju produkcją, usytuowanej oczywiście poza terenem USA, w jednym z krajów Trzeciego Świata, doszło do bardzo poważnego poważnego wypadku, w którym zginęło wiele osób. Czytelnik powoli dowiaduje się, jaka była reakcja władz na tą sytuację, czy rozliczono winnych, a także co dzieje się po wielu latach z Amerykanami, odpowiedzialnymi za tą sytuację. Równolegle oczywiście rozgrywa się wątek współczesny, kiedy to działa seryjny zabójca.

        Z racji tego że Reacher w tym tomie jest żołnierzem żandarmerii, autorzy pokazują na przykładzie tej konkretnej sprawy, jak ciężko jest, będąc usytuowanym w jakiejś instytucji z określoną hierarchią, zachować niezależność myślenia, nie ulec naciskom i nie stać się oportunistą. Reacherowi mimo olbrzymiej presji udało zachować niezależność i działać zgodnie z sumieniem, ale w wojsku kariery nie zrobił i ostatecznie stamtąd odszedł.

7/10

niedziela, 31 sierpnia 2025

Mari Jungstedt „Ostatni akt”

 

Pisałam już wielokrotnie o cyklu gotlandzkim, ostatnio nie najlepiej go oceniałam i myślałam, że już upada. Ten tom nie jest jednak zły, jest idealny na zmęczenie, nie trzeba wiele myśleć, czyta się jakby samo i wciąga. Jest też spore zaskoczenie na finiszu, prawdziwy majstersztyk. Jest trochę Gotlandii, są ruiny starego zamku, w którym latem pokazywane są spektakle teatralne.

    Jungstedt stworzyła świetny portret psychologiczny osoby, która zaczęła niemal wariować z powodu zakochania. Od początku wiadomo, że osoba ta nie jest w wieku nastoletnim, tylko średnim, żyje w stadle małżeńskim, czyli nietypowo, bo osoba „tracąca głowę” z miłości kojarzy się raczej z kimś w wieku kilkunastu lat albo niewiele starszym. Zabicie kogoś z miłości jest już totalnym wynaturzeniem i mało kto zna takiego zabójcę. Ale każdy chyba zna kogoś, kto pod wpływem uczucia zachowywał się irracjonalnie i ze szkodą dla siebie. Tutaj można obserwować proces zatracania się w uczuciu i stopniowej utraty kontroli nad tym, co się dzieje. Opisane jest to przekonująco, można zaobserwować wszystkie czynniki, które doprowadziły tą osobę do takiego stanu. Widać wyraźnie, że granica pomiędzy zachowaniem względnie normalnym a wyraźnie zaburzonym, jest płynna.

     W tym tomie Jungstedt odmitologizowuje Gotlandię, która kojarzy się z reguły trochę z dawną historią, z czymś dalekim, fascynującym i pięknym. Dla turystów Gotlandia taka jest, ale życie codzienne w małej gotlandzkiej miejscowości pod pewnymi względami nie różni się od życia w małych miejscowościach w Polsce czy innych krajach. Z pewnością nie jest to dla każdego, wszyscy wszystkich znają, nic się przed ludźmi nie ukryje, plotkarstwo kwitnie. Tu właśnie pokazane jest, jak jedna z opisywanych osób rozważa opcję przeprowadzki do Sztokholmu.

    Jeśli ktoś nie oczekuje czegoś głębszego, to powinien być zadowolony.

7/10









środa, 20 sierpnia 2025

Zofia Kossak „Z otchłani”

 

Raz na jakiś czas wiele osób ma potrzebę lektury poważnej, realistycznej, a nawet dotykającej spraw naprawdę potwornych, jak łagry, obozy koncentracyjne, wojny itp. itd. Tego rodzaju lektura uzmysławia, że zawsze ludzie spotykali się z różnymi trudnymi i koszmarnymi sytuacjami, że takie jest po prostu życie. Co więcej, to co przeżywali inni ludzie w ekstremalnych czasach, było z reguły dużo gorsze i trudniejsze niż teraz w czasach pokoju.

Z otchłani” to wspomnienia Zofii Kossak z pobytu w obozie koncentracyjnym w Birkenau, napisała je tuż po wojnie. Z racji tego że autorka była osobą głęboko religijną, spora część tych refleksji dotyczy właśnie spraw religijnych. W obozach wiele osób traciło wiarę, Zofia Kossak wręcz przeciwnie. To wiara dawała jej sił do przetrwania, a zaraz po niej więzi międzyludzkie, prawdziwa przyjaźń, jaką nawet w tak ekstremalnych warunkach można było nawiązać. Przyjaciółka w tamtych warunkach niewiele mogła dla drugiej osoby zrobić, dawała jednak wsparcie psychiczne i dobre słowo. A to zdaniem pisarki było nawet ważniejsze od wyżywienia.

Odnośnie kwestii religijnych, to Kossak podnosi również bardzo trudne do zrozumienia, nawet dla osoby wierzącej, tematy. Przykładowo jednak z kobiet trafiła do obozu za to, że działała w konspiracji. Postanowiła, że nada sens swojemu cierpieniu i ofiaruje je Panu Bogu za te osoby, z którymi w tej konspiracji współpracowała, że dzięki temu one nie zostaną złapane. Inna z kolei więźniarka miał popełnić samobójstwo, przed którym się chciała pomodlić, podczas odmawiania „Pod twoją obronę” chęć samobójstwa bezpowrotnie jej minęła.

Setki tysięcy ludzi ginęły w takim piekle, jak opisała to Z. Kossak. Okazuje się jednak, że niektórzy z tych co przeżyli, nawet z takiego niewyobrażalnego koszmaru potrafili zyskać coś pozytywnego, w przypadku autorki trwałe, prawdziwe przyjaźnie, wzmocnioną wiarę, no i misję pokazania światu prawdy o tym, co się działo.

8/10

czwartek, 14 sierpnia 2025

Anna Przedpełska - Trzeciakowska „Jane Austen i jej racjonalne romanse”

 

    Tłumaczka Jane Austen napisała jej biografię. Czyta się ją świetnie, gigantycznym atutem jest dogłębna znajomość twórczości. Książka napisana jest w taki sposób, że chronologicznie przedstawiane są wydarzenia z życia, są one komentowane, nie jest więc nudno, a gdy na danym etapie życia Jane Austen, napisała ona powieść, to jest odrębny rozdział o tej konkretnej powieści.

    Przedpełska – Trzeciakowska ma szalenie interesujące spostrzeżenia, nie opisuje tylko suchych faktów z życiorysu. Odnośnie twórczości, zwróciła np. uwagę na to, że powieściowe happy endy, z których słynie Jane Austen, są tylko pozorne. Owszem, jest zakochana para, jest ślub, ale na tym każda powieść Jane Austen się kończy, nie wiadomo, jak układa się młodej parze przyszłość. A gdy przyjrzymy się małżeństwom opisywanym w każdej powieści, wśród bohaterów drugoplanowych czy trzecioplanowych, to okazuje się, że na 6 powieści i łącznie pewnie kilkuset bohaterów, są tylko 2 udane małżeństwa. Poza tym biografka zastanawia się np., który z bohaterów Jan Austen jest najinteligentniejszy, najlepiej wykształcony i najbardziej oczytany, według niej to sławetny Darcy. Rozważa, która bohaterka jest ulubioną bohaterką miłośników twórczości itp. itd.

Przedpełska – Trzeciakowska opisuje też na podstawie analizy twórczości Austen i lektury jej listów, jak wyglądało tworzenie powieści. Zwraca uwagę na coś, o czym pisała Olga Tokarczuk w jednym z esejów ze zbioru „Czuły narrator”, pisałam o nim tutaj pisał o tym też Tolkien w listach. Otóż „Na ogół twórca ma świadomość niejasnej współodpowiedzialności za napisany tekst czegoś jeszcze oprócz własnej ręki i głowy i różnie jest to nazywane, bo pewno różne ma źródła”. „Bohater buntuje się przeciwko swojemu twórcy, a w powstającym tekście zaczyna przebrzmiewać niezamierzona nuta”. Tokarczuk opisywała to tak, że w pewnych momentach to jakby Coś lub Ktoś przejmował pisanie, . Przedpełska – Trzeciakowska tłumaczy to na tekście Austen, kiedy to się stało i z czego to wynika.

    Inspirujące jest też spojrzenie na życie powieściopisarki. Spędziła je całe w kilku wioskach, a o życiu i naturze ludzkiej wie więcej niż ludzie, którzy zjeździli cały świat. Austen swoimi życiowymi decyzjami może inspirować również dzisiaj. Przykładowo dość wcześnie zorientowała się, że będzie pisać. W tamtych czasach wydawało się to absurdalne, kobiety wychodziły za maż, rodziły dzieci i były na utrzymaniu męża. Gdy pojawił się poważny kandydat na męża, mający i majątek i pozycję towarzyską, odrzuciła jego propozycję, wiedziała, że jako mężatka uzależniona od męża, nie będzie miała możliwości, aby realizować swoją pasję pisania. Miała wówczas wizję, iż będzie żyła z dochodów z pisania, co obiektywnie wydawało się nieprawdopodobne. No i wybierając status starej panny, narażała się na politowanie, kobiety niezamężne postrzegane były wówczas jako gorszej kategorii. Współcześnie można oczywiście pogodzić te dwie role, matki, żony i pisarki, 200 lat temu w angielskiej wiosce nie było to możliwe, co opisała Przedpełska – Trzeciakowska. Austen poszła więc totalnie pod prąd społecznym oczekiwaniom, a mało kogo na to stać i wówczas i dzisiaj.

9/10



środa, 6 sierpnia 2025

Ryszard Ćwirlej „Ofiara twoim przeznaczeniem” – audiobook, czyta Bartosz Głogowski

 

    Ćwirlejowi najlepiej wychodzi odtworzenie realiów Dwudziestolecia Międzywojennego. Psychologii nie ma tu dużo, opisywane postacie w większości nie są zbyt skomplikowane. Opisy życia, dotyczące raczej ludzi na dole drabiny społecznej, są rewelacyjne. Bartosz Głogowski świetnie oczytał tekst.

            W tym zagadki kryminalne przeplatają się z wątkami szpiegowskimi. Gdy mówi się o szpiegach, to z reguły kojarzy się to z CIA, Mosadem czy KGB, czyli tą górną półką światowych rozgrywek. Ćwirlej natomiast pokazał takie historie szpiegowskie, jakie działy się u nas, prozaiczne, pozbawione spektakularności, ale z racji tego frapujące. Pojawia się tu autentyczna postać, mjr Żychoń z polskiego wywiadu. Niemcy w pobliżu granicy polsko – niemieckiej zaczęli budować stacje nasłuchowe, umożliwiające podsłuchiwanie polskich służb specjalnych. Polacy zorientowali się, co się dzieje, żeby uzyskać zdjęcia tych stacji i inne informacje, potrzebowali współpracowników. Ci współpracownicy w niczym nie przypominali kogoś takiego z filmów, to byli drobni złodziejaszkowie, oszuści robiący lewe interesy, trzeba ich było trochę przekupić, trochę zaszantażować. Ci ludzie z nizin społecznych naprawdę mieli swój rozum i spryt, tzw. mądrość życiową, dużo w życiu przeszli i mimo braku wykształcenia, w niektórych sprawach bywali mądrzejsi od inteligentów.

        Nie brakło tutaj perełki na torcie, którymi są dla mnie refleksje na temat różnic w mentalności Polaków, zamieszkujących scalone części Polski. Na ziemiach z byłego zaboru pruskiego, w tym właśnie w Poznaniu, gdzie toczy się akcja cyklu, po 1918r. nie było manii burzenia różnych budowli czy pomników, na wschodzie wręcz odwrotnie.

Trochę rozczarowuje, że tak mało jest o komisarzu Fischerze, w tym tomie za wiele się u niego w życiu prywatnym nie dzieje. Ale nie tak dawno się ożenił, ma dzieci, raczej to ze wcześnie na zdrady, w tamtych czasach rozwody nie były takie częste. Słuchając jednak, czeka się, aż Fischer się pojawi, a gdy się pojawia, to właściwie tylko w kontekście spraw zawodowych. Ja dla mnie też jest trochę za mało refleksji, przykładowo mój ulubiony komisarz Montalbano z cyklu A. Camillerego dużo czyta, rozmyśla, poznajemy jego znajomych, partnerkę itp.

7/10



wtorek, 29 lipca 2025

Kjersti Anfinnsen „Chwile wieczności”

 

To książka szalenie przygnębiająca, nie ma tu miejsca na radość i optymizm. Można ją potraktować jako swoistego rodzaju poradnik w stylu : jeśli chcesz na starość zostać samotny/a jak palec, rób dokładnie to, co bohaterka książki. Opowiada o antypatycznej emerytowanej lekarce, kardiolożce, kiedyś wybitnej w swoim fachu, obecnie w mocno zaawansowanym wieku, samotnej i coraz bardziej niedołężnej. Najbardziej porażająca jest ta samotność, bo poza dość krótkim okresem, kiedy miała partnera, znalezionego przez internet, to nie miała przy sobie żadnej naprawdę bliskiej osoby. Poza siostrą w innym kraju, z którą nie miała zbyt dobrych relacji, nie miała żadnej rodziny ani żadnych przyjaciół czy znajomych.

Z jednej strony można współczuć tej kobiecie. Jest jednak pewne ale. Na swój stan fizyczny ma się ograniczony wpływ, są kwestie genetyczne, środowiskowe itp. itd., w książce nie ma jednak żadnych informacji o tym, aby nasza bohaterka kiedykolwiek przejmowała się swoim stanem zdrowia, nie ma nic chociażby o wypoczynku czy ruchu fizycznym, gdy była czynna zawodowo. Być może byłaby w lepszym stanie, gdyby o to wcześniej zadbała.

Co zaś do relacji z innymi osobami, to nigdy jej na nich nie zależało. Sama wspomniała jednoznacznie, że nigdy nie lubiła ludzi. Dość porażający jest opis jej bezwzględnego zachowania, gdy umyślnie doprowadziła do śmierci pacjentki. Pacjentka ta bardzo się jej nie spodobała, była roszczeniowa. Po tej sytuacji nie miała żadnych wyrzutów sumienia. Nie ma ani jednego fragmentu, w którym powiedziałaby coś ciepło o pacjentach, traktowała ich mechanicznie, owszem, ratowała im życie i zdrowie, ale robi to takie wrażenie, jakby pacjenci byli dla niej jedyni wyzwaniem, trudnymi przypadkami, dzięki którym możliwe było robienie kariery.

Mimo pewnej głębi tak bardzo przygnębiające książki, pozbawione choćby promyka optymizmu, nie przekonują mnie.

4/10



środa, 23 lipca 2025

Stephen King „Misery” - audiobook, czyta Krzysztof Plewako – Szczerbiński

 

         Misery" ma sporą ilość wielbicieli, ja do nich z pewnością nie będę należeć. Książki wcześniej nie czytałam, ale oglądałam dawno temu film. Film zasadniczo nie odbiega od książki, była więc dla mnie i nudna i przewidywalna, a w odbiorze przeszkadzały mi drastyczne opisy przemocy. Znany pisarz po wypadku samochodowym został „uratowany” przez obcą mu kobietę, psychopatkę i sadystkę, która wzięła go do domu i mimo, że miał połamane nogi nie zapewniła mu pomocy medycznej. Położyła do łóżka i dozowała mu według swojego widzimisię leki przeciwbólowe, a gdy ją zdenerwował odrąbała mu siekierą stopę.

        Znaczna część książki to opisy koszmarnego bólu i strachu przed psychopatką, takiego wręcz upodlenia tego nieszczęsnego pisarza. Niektóre opisy, jak odrąbywanie stopy bez znieczulenia, są tak koszmarne, że wolałabym ich nie usłyszeć, nie było to tylko wspomniane, ale opisane z wszystkimi możliwymi szczegółami. Słuchało się tego bardzo ciężko, a książka nie dała mi żadnej rekompensaty za ten koszmar, ani nie czułam się zrelaksowana, ani oderwana od rzeczywistości, ani wzbogacona o głębsze refleksje. Właściwie to nic nie straciłabym, nie kończąc audiobooka.

        Można oczywiście rozpatrywać opisaną sytuację symbolicznie. Steven King mówił w wywiadach, że Annie, psychopatka z „Misery” i uwięzienie, to symbole alkoholizmu i tego, co nałóg robi z człowiekiem, oraz jak strasznie ciężko jest się z tego wyrwać. W książce jak w soczewce widać, jak sytuacja uzależnienia kogoś od innej osoby może wywołać odruchy psychopatyczne w tym, kto ma władzę. Jest też co nieco o pisaniu, bo uwięziony pisarz zaczął pisać nową książkę, ta nowa książka o pochowanej w śpiączce i cudem uratowanej kobiecie, też jednak nie wzbudziła we mnie zainteresowania. Mimo tego wszystkiego mocna niechęć do powieści towarzyszyła mi przez cały czas słuchania.

5/10



poniedziałek, 21 lipca 2025

Walery Przyborowski „Skarby fukierowskie”

 

            W Warszawie przy Rynku Starego Miasta jest bardzo znana restauracja „U Fukiera”, ale żaden Fukier już jej nie prowadzi. Fukierzy rzeczywiście byli restauratorami, a ich winiarnia i karczma rzeczywiście funkcjonowała przy Rynku Starego Miasta, nie wiem, czy w tej samej kamienicy co „U Fukiera”.

        Przyborowski w swojej mini powieści opowiada właśnie o tym Fukierze, karczmarzu i winiarzu, który żył w XVII wieku, a wydarzenia rozgrywają się 1655r, ale jeszcze przed wkroczeniem Szwedów do Warszawy. Ta mini powieść, właściwie opowiadanie, jest tak zręcznie skonstruowane, że szalenie wciąga, a to wielka sztuka, bo napisane zostało grubo ponad 100 lat temu. Realia życia w stolicy w pobliżu Zamku Królewskiego ukazane są tak, jakby się oglądało film. To rozrywka bardzo dobrej jakości na jakieś 2, 3 godziny. Jedni czytelnicy skupią się na wątku romansowym, inni przygodowym, czyli na poszukiwaniu tytułowego skarbu, jeszcze inni będą z uwagą śledzić tło historyczne, czy społeczne. Całość napisana jest lekkim językiem ze sporym poczuciem humoru.

    Przyborowski miał spore doświadczenie życiowe, dużo przeżył, był m. in. uczestnikiem Powstania Styczniowego, świetnie pokazał ludzkie postawy w obliczu zagrożenia i ludzkie charaktery. Wykpił tu chciwość, głupotę, mściwość, nieopanowaną żądzę władzy. Mieszczanie warszawscy w większości nie byli zainteresowani walką ze Szwedami, chcieli zachować swoje status quo i myśleli o tym, jak tu zrobić, żeby nie stracić dorobku. Tylko szlachcice mogli być posłami i stanowić prawo, tylko oni wybierali króla na sejmach elekcyjnych, tylko oni mogli nabywać ziemię. Mieszczanie musieli zaś płacić podatki, mogli być tylko rajcami miejskimi, nie ma więc co za bardzo się dziwić, że nie utożsamiali się z państwem. Dla obcych wojsk była to sytuacja wymarzona.

        Wznawianie tych starych utworów to rewelacyjny pomysł.

7/10 

czwartek, 17 lipca 2025

Jane Austen „Perswazje”

 

    Virginia Woolf napisała, że spośród wszystkich wielkich pisarzy Jane Austen najtrudniej uchwycić w chwili wielkości. Virginia Woolf pisała też, że „Pewno jakaś czarodziejska wróżka, jedna z tych, co to przysiadają na skraju kołyski, zabrała ją (Jane Austen) zaraz po urodzeniu w lot dookoła świata, a kiedy ją położyła z powrotem w pościeli, mała Jane nie tylko już wiedziała, jak wygląda cały wszechświat, ale też dokonała wyboru swojego królestwa. Uznała, że jeśli w nim będzie mogła zawsze panować, nigdy nie zapragnie innego. Tak więc w wieku piętnastu lat miała niewiele złudzeń co do ludzi i żadnych złudzeń co do siebie”. Tak pisze tłumaczka Jane Austen w biografii tej powieściopisarki pt. „Jane Austen i jej racjonalne romanse”.

Pisałam już wielokrotnie o książkach Jane Austen, każdą czytałam, wracam też do nich. Im jestem starsza, tym bardziej pełna podziwu dla tej twórczości. Austen pisała tak, że nawet gdy się zna jej powieści, one i tak fascynują, a czyta się je tak, jakby się nie wiedziało, jak potoczą się wydarzenia. Wszystkie są pogodne i pełne humoru. O „Perswazjach” pisałam wcześniej tutaj.

        Narratorką jest starsza już, jak na czasy Austen, Anna Elliot, ma aż 27 lat. Ma za sobą traumatyczne przeżycie w postaci śmierci matki, teraz z kolei na skutek głupoty i nierozwagi ojca rodzina się spauperyzowała i konieczne stało się opuszczenie rodzinnego domu, oddanie go w najem i znalezienie dla siebie czegoś mniejszego w innej miejscowości. Rodzina Annę nieco lekceważy, pozory są zachowane, jednak nie ulega wątpliwości, że traktują jako kogoś gorszego do siebie. Anna jest na zakręcie życia, a na dodatek kilka lat wcześniej uległszy namowom innych osób, zerwała zaręczyny z mężczyzną, którego kochała i kocha nadal. Jest tu więc niespełnienie, rozczarowanie, ale tylko w głębi duszy, bo dziewczyna stara się jednak czerpać radość z życia.

        Poza głębią psychologii, o czym pisałam przy okazji pisania o książkach Austen, są też w nich poruszane kwestie moralności, a Austen robi to po mistrzowsku, czyli bez moralizowania. Czytając, przyjemnie jest niejako przebywać w towarzystwie osoby mądrej, wręcz błyskotliwej, a do tego uczciwej, sprawiedliwej itp.

Dla przykładu podam, jak Anna rozpracowywała charakter i moralność człowieka. Otóż poznała ona swojego dalszego, bardzo bogatego kuzyna, który wcześniej z jej rodziną nie utrzymywał żadnego kontaktu. Ewidentne było, że się jej oświadczy. Anna zastanowiła się, dlaczego wcześniej kompletnie się nimi nie interesował. Swego czasu on był niezbyt zamożny i rodzina Anny, tj. rodzice i rodzeństwo, również. Potem kuzyn bogato się ożenił i owdowiał, odziedziczywszy majątek po żonie. Zastanowiła się więc, czy ich status majątkowy nie był kiedyś tą przeszkodą, gdy kuzyn był biedakiem nie chciał zadawać się z biedakami i tracić na nich czasu, gdy się wzbogacił, mógł już sobie na to pozwolić. Niepokojący i to mocno wydał się jej fakt, że wszyscy go lubili, nawet osoby co do których miała liczne zastrzeżenia. Kuzyn dla wszystkich był miły, ale i fałszywy, w jednej chwili był dla kogoś bardzo uprzejmy, a w innej już do kogoś innego mówił coś nieprzyjemnego o osobie, wobec której wcześniej wykazywał tą uprzejmość. Kuzyn nie był ani szczery ani bezpośredni, nigdy nie miał żadnej spontanicznej reakcji na jakieś wydarzenie. Wszystko robił z rozwagą, aby sobie nie zaszkodzić. Ten fałsz Annę odrzucał. Bogactwo i uroda kuzyna nie zmieniły tej oceny.

Jest tu wiele postaci godnych zapamiętania, wiele arcyciekawych spostrzeżeń psychologicznych. Wszystkie, nawet najdrobniejsze wątki ciekawią, nawet chociażby taki, jak ostatecznie ułożą się relacje pomiędzy Anną a jej najbliższą przyjaciółką, lady Russell. To właśnie głównie lady Russell namowami doprowadziła Annę do zerwania zaręczyn i unieszczęśliwiła ją. Anna miała świadomość, że jej przyjaciółka działała w dobrej wierze.

Chociaż wydarzenia rozgrywają się 200 lat temu, kiedy to obyczajowość była wówczas inna, książkę czyta się tak, jakby wszystko działo się tu i teraz. Każdy znajdzie masę analogii do swojego życia i życia bliskich.

10/10