"Moja kuzynka Rachela" jest prawdziwą powieścią grozy, chociaż nie ma w niej duchów i nic nadprzyrodzonego nie straszy. Nastrój jest niesamowity, a wydarzenia niejednoznaczne. Wyjątkowo ciężko jest oderwać się od tekstu, a kwestia "jak to się skończy" nurtuje z całą mocą. Będąc gdzieś w połowie nie wytrzymałam i przeczytałam końcówkę. Kontynuowałam potem już z nieco większym spokojem. Główna bohaterka to prawdziwa femme fatale, która w chwili poznania Filipa, głównego bohatera, pochowała już dwóch mężów. Jest to jedna z ciekawszych tego typu bohaterek literackich. Autorka pokazuje, na czym polega jej uwodzenie i styl bycia. Narracja pisana jest zaś z punktu widzenia Filipa, który nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, jak zaczyna wariować na jej punkcie. Rzecz się dzieje na angielskiej prowincji w arystokratycznym dworku. Mistrz suspensu Alfred Hitchcock sfilmował "Rebekę" Daphne du Maurier. A sama autorka była laureatką National Book Award w 1938r. i innych nagród.
sobota, 27 października 2018
poniedziałek, 22 października 2018
Lee Child "Poszukiwany" - audiobook, czyta Jan Peszek
Tym razem pisząc o Reacherze, spróbuję na
przykładzie tej konkretnej książki wskazać, co tak bardzo w niej pociąga.
Pociąga nie tylko mnie, ale i całe rzesze czytelników na całym świecie.
Jack Reacher późnym wieczorem, zimą, stojąc
przy wjeździe na autostradę usiłuje złapać autostop. Trochę mu zazdrościmy, bo
zaczyna się przygoda. Bardziej chyba jednak jesteśmy zadowoleni, że możemy
czytać o tym w ciepłym mieszkanku na bezpiecznej kanapie, albo słuchać
audiobooka np. w we własnym samochodzie, bez autostopowicza. Jack nie ma
rodziny, własnego mieszkania, ani bagażu. Każdy ma swoje dziwactwa, może nie aż
tak ekstremalne, ale w pewien sposób się z nim, jako takim trochę dziwakiem, już
na samym wstępie się utożsamiamy.
czwartek, 18 października 2018
Mari Jungstedt "Słodkie lato"
Jeśli ktoś sięgnie po Mari Jungstedt z
pewnością nie natrafi na żadną książkę głęboką i nie doszuka się w niej
drugiego czy trzeciego dna. Charaktery ludzkie zawsze są ledwie zarysowane, a
intrygi do nadmiernie wyszukanych też nie należą. Główni bohaterowie są przewidywalni i zarazem
mało skomplikowani. Motywy zabójców są proste.
Ale książki te mimo tego wszystkiego mają
jednak pewien urok.
poniedziałek, 15 października 2018
Makis Tsitas "Bóg mi świadkiem"
Książka
mimo tytułu, kojarzącego się z tematyką religijną, jest powieścią obyczajową.
Jest na wskroś oryginalna, zupełnie nietypowy w porównaniu do innych książek,
jest główny bohater. Tło wydarzeń, szalenie ważne w tym przypadku, czyli
miniony kilka lat temu kryzys gospodarczy, również nie jest jeszcze nadmiernie
eksponowane w literaturze. I w ogóle literatura grecka jest u nas poza
"Grekiem Zorbą" zupełnie nieznana.
środa, 10 października 2018
Lilian Jackson Braun „Kot, który mieszkał wysoko” – tom 11 cyklu
Kolejny tom z Koko i Yum Yum nie zawodzi.
Tak jak i tomy poprzednie jest to kryminał z mocno zarysowanym tłem obyczajowym
oraz z głównym bohaterem Qwillem, dziennikarzem i rentierem zarazem oraz z jego
dwoma kotami. Qwill w końcu porzucił styl życia nomada i coraz bardziej
zadowolony docenia uroki życia w maleńkim miasteczku. Niby nie lubi już podróżować,
ale gdy go zaproszono go na jakiś czas do wielkiego miasta, aby pomógł uratować
zagrożony rozbiórką zabytkowy budynek, od razu się zgodził. Oddano mu do
dyspozycji apartament, gdzie wcześniej popełniono morderstwo.
Pisałam już parokrotnie jak bardzo
fascynującą osobą jest Qwill i że chociażby ze względu na niego warto przeczytać tą serię.
Ale nie wyeksponowałam jeszcze dostatecznie, że wszystkie tomy to idealna rzecz
dla kociarzy i dla miłośników zwierząt. Qwill jest opiekunem odpowiedzialnym,
ale i popełniającym pewne błędy, ma jednak znajomą, Lori, która na kotach zna
się fenomenalnie. Można więc czytając, niejako przerobić wszystkie możliwe problemy, jakie pojawiają się wówczas, gdy mieszkamy
z kotem lub kotami. No i można znaleźć rozwiązania tych problemów. Cały cykl
można traktować również jako swoistego rodzaju poradnik dla opiekunów kotów.
Koty Qwilla są w wyśmienitej formie,
fizycznej i psychicznej. Wymaga to jednak i czasu i wysiłku. Nie będę pisać o
tym, co one jedzą, bo są to wyszukane przysmaki, które mało kto ma czas przyrządzać.
Mało kto ma taką wiedzę kulinarną. Ale Qwill
każdego dnia je czesze, głaska, bawi się
z nimi i z nimi rozmawia, czyta im na głos, trzyma na kolanach. Poświęca im
sporo czasu i uwagi. Jest szczęśliwym człowiekiem, a koty to wyczuwają i czują
się bezpieczne i zadowolone.
W tym tomie w związku z kotami pojawiły
się jednak problemy. Będąc na wyjeździe kotka zrobiła się senna, nie chciało się
jej bawić i całe dnie przysypiała, leżąc na łóżku wodnym. Kocurek z kolei
zaczął demolować mieszkanie. Qwill zasięgał porady specjalisty. Ja się okazało,
problemy kotów z reguły, poza kwestiami chorobowymi, wynikają z zachowania
człowieka. Qwill miał sporo spraw do załatwienia, zajmował się odnawianiem starych
znajomości. Jego podopieczni
znacznie dłużej niż zwykle byli sami. Do tego wszystkiego Qwill podczas tego
wyjazdu czuł się pod względem psychicznym źle, brakowało mu ludzi, z którymi
już się zżył, a atmosfera i warunki , panujące w wielkim mieście, też już mu
się nie podobały. Jak się okazało, kotka spała z samotności, kocurek wariował,
bo nie miał się z kim bawić. Co oczywiste, wyczuwały też nastrój Qwilla.
I w tym tomie i w poprzednich autorka pokazała
wiele sytuacji, obrazujących jak to koty ewidentnie mają dodatkowy zmysł, który
pozwala im wyczuć nadchodzące niebezpieczeństwo. One wiedzą, że coś złego się
stanie i usiłują na swój sposób ostrzec przed tym człowieka. Człowiek tylko nie
zawsze właściwie to rozumie. W tym właśnie tomie to dziwaczne zachowanie kotów
też wynikało z tego, że miały świadomość tego, iż w tym miejscu, gdzie
zamieszkali, stało się coś strasznego. I
chyba wiedziały, że coś złego się tam stanie w przyszłości.
5/6
czwartek, 4 października 2018
Cezary Łazarewicz „Żeby nie było śladów, Sprawa Grzegorza Przemyka” – audiobook, czyta Maciej Kowalik

Książka
robi piorunujące wrażenie. Pozornie może się wydawać, że skoro każdy niemal wie
, kim był Grzegorz Przemyk, to po co jeszcze coś czytać. Okazuje się, że wiedza
medialna w tym przypadku jest tylko niezwykle pozornym wglądem w temat i to
tylko po jego powierzchni. Łazarewicz skupia się nie tylko na przypomnieniu
tragicznej śmierci Przemyka, to jest dopiero punkt wyjścia. Opisuje, w jaki
sposób ludzie zachowywali się w obliczu tej tragedii, jedni podle, inni
heroicznie, jeszcze innym złamano całe życie. Opisuje, jak gigantyczny
mechanizm uruchomiło państwo, aby tą sprawą manipulować tak, aby osoby winne
nie zostały pociągnięte do odpowiedzialności i aby z kolei wrobić w zabójstwo
osoby niewinne i nie mające ze zbrodnią nic wspólnego. Łazarewicz dotarł do
wszystkich osób, które cokolwiek na temat tej sprawy wiedziały, nie wszystkie zdecydowały
się porozmawiać. Przeczytał akta sprawy o zabójstwo oraz materiały późniejszej
sprawy, prowadzonej przez IPN, dotyczącej manipulowania przy procesie,
zacierania śladów, podżegania do zabójstwa. Jest to naprawdę kawał świetnej ,
dziennikarskiej roboty i całkowicie zasłużona Nagroda Nike w 2017r. Całość napisana jest w taki sposób, z trudno się
oderwać od tekstu. Maciej Kowalik czyta idealnie, spokojnie, normalnym głosem,
bez histerii, bez płaczu.
niedziela, 30 września 2018
Marta Guzowska "Ślepy archeolog"
"Ślepego archeologa" nie można pomylić z żadną inną książką. Tom Mara, główny bohater, jest osobą nieszczególnie miłą dla otoczenia, nie dba o to, aby wszyscy go lubili. Jest i arogancki i apodyktyczny, ale też inteligentny dużo powyżej przeciętnej. Jest też wyśmienitym archeologiem. Te nietuzinkowe charaktery to jeden z głównych atutów jej książek.
Guzowska łamie stereotyp, że osoby kalekie są bardziej empatyczne i wrażliwe, niż inni. Tutaj jest odwrotnie, Tom nie użala się nad sobą, oswoił to, że jest niewidomy i radzi sobie w życiu bardzo dobrze. Opisy, jak właściwie sobie radzi, są unikalne. Orientuje się w najbliższym otoczeniu m. in. po kącie padania promieni słonecznych, po zapachach i dźwiękach. Lepiej nawet niż osoby, z którymi się styka, orientuje się chociażby, czy ktoś właściwie dba o higienę. Do tego jeszcze autorka dodaje kolejny smaczek, a mianowicie opis pracy archeologa, w tym przypadku na wykopaliskach na Krecie. Nie ma w tej pracy nic z Indiany Jonesa czy Lary Croft. Jest żmudne siedzenie na stanowisku i dłubanie w ziemi, ziarnko po ziarnku, a potem również żmudne katalogowanie, wypełnianie masy kwitów.
Tom Mara, tytułowy ślepy archeolog, jest szefem Centrum Badań Archeologicznych na Krecie. Na samym początku archeolodzy odnajdują zwłoki pary turystów, potem zaś Tom zaczyna dostawać smsy, z których wynika, że jeśli nie rozwiąże wskazanej mu zagadki, zabite zostaną dalsze osoby. Smsy odbiera on dźwiękowo. Zaskakujące mocno jest to, jak wiele urządzeń powszedniego użytku jest już skonstruowane tak, że mogą być użytkowane przez osoby niewidome. Archeolodzy zajmują się swoją pracą, a Tom szamoce się coraz bardziej, chcąc rozwiązać zagadkę. Potem pada kolejny trup. W miarę postępu wydarzeń, książka robi się coraz bardziej zaskakująca. Najsłabszy element całości to wspomniane smsy i swoista gra w ten sposób z zabójcą. Biorąc pod uwagę charakter Toma, aż trudno uwierzyć, że wciągnął się coś takiego, zamiast pójść od razu na policję.
Tom Mara, tytułowy ślepy archeolog, jest szefem Centrum Badań Archeologicznych na Krecie. Na samym początku archeolodzy odnajdują zwłoki pary turystów, potem zaś Tom zaczyna dostawać smsy, z których wynika, że jeśli nie rozwiąże wskazanej mu zagadki, zabite zostaną dalsze osoby. Smsy odbiera on dźwiękowo. Zaskakujące mocno jest to, jak wiele urządzeń powszedniego użytku jest już skonstruowane tak, że mogą być użytkowane przez osoby niewidome. Archeolodzy zajmują się swoją pracą, a Tom szamoce się coraz bardziej, chcąc rozwiązać zagadkę. Potem pada kolejny trup. W miarę postępu wydarzeń, książka robi się coraz bardziej zaskakująca. Najsłabszy element całości to wspomniane smsy i swoista gra w ten sposób z zabójcą. Biorąc pod uwagę charakter Toma, aż trudno uwierzyć, że wciągnął się coś takiego, zamiast pójść od razu na policję.
Kilka lat temu czytałam "Ofiarę Polikseny" Guzowskiej, w tamtym przypadku również wydarzenia rozgrywały się na wykopaliskach, ale w Turcji. Główny bohater, Mario, też miał charakterek i trudno było z nim wytrzymać. Klimat jest podobny. Jeśli komuś spodobała się "Ofiara", spodoba się pewnie i "Ślepy archeolog".
Podczas czytania nasuwały mi się też porównania do Agaty Christie. Z racji tego, że jej drugi mąż Max Mallowan był archeologiem, bywała też na wykopaliskach. Tematykę z archeologią w tle podjęła paru książkach, np. w "Morderstwie w Mezopotamii". Poza osadzeniem akcji na wykopaliskach, książki te jednak nie maja ze sobą nic wspólnego Każda jest w swoi rodzaju.
poniedziałek, 17 września 2018
Beth Henley "Zbrodnie serca" spektakl teatralny
Sztuka Beth Henley "Zbrodnie serca" spodobała mi sie do tego stopnia, że zdecydowałam, iż w blogu obok książek nazwijmy to tradycyjnych i audiobooków, zamieszczać będę też informacje o obejrzanych spektaklach teatralnych. Gdyby ktoś chciał przeczytać sztukę w j. polskim, zamiast oglądać ja w teatrze, miałby problem. Wszystko wskazuje na to, że poza miesięcznikiem "Dialog" z 1991r., tekst ten nigdzie indziej się nie ukazał. A szkoda, bo został nagrodzony Nagrodą Pulitzera.
Autorka jako remedium na problemy, i poważne i błahe, proponuje bliskie relacje z drugim czlowiekiem, humor i patrzenie na wszystko, co dzieje sie dookoła, z dystansem i lekkim przymrużeniem oka. Jedna z bohaterek sztuki opowiada swoim siostrom, o jakim życzeniu pomyślała, gdy przed chwilą zdmuchiwała świeczkę na torcie urodzinowym. Otóż zobaczyła w wyobraźni, jak one w trójkę są razem i się śmieją. Nie wiedziała, z czego, ale nie to było ważne. Ważne było to, że właśnie były razem, a gdy sie śmiały, było tak fajnie. I chciała, aby tak juz zostało. Chociażby dla tej sceny warto sztukę zobaczyć, gdy tylko będzie mozliwość, albo ją przecyztać. Jest też film z Diane Keaton i Jessicą Lange, ale nie widziałam go. Osobiście nie uważam, aby wymowę sztuki ograniczać tylko do relacji rodzinnych.
Zanim doszło do tego zdmuchiwania świeczki, do domu rodzinnego, zamieszkiwanego przez jedną z sióstr, przyjechały dwie młodze siostry. Nie widziały się bardzo długo, teraz zaś sytuacja rodzinna wyjątkowo się skomplikowała. Jednej z sióstr grozi oskarżenie o próbę zabicia męża, a dziadunio wylądował w szpitalu. Gdy trzy kobiety już się przywitały, nastąpiły zmieniające się jak w kalejdoskopie sceny awantur, wypominania tego, co działo się nawet kilkadziesiąt lat wcześniej i sceny czułości. Wszystko naprzemiennie. Mimo i złości i żalu okazało się, że jednak nie potrafią bez siebie żyć. Gdy każda z nich na swoje problemy popatrzyła z tej perspektywy takiej, że nie musi już borykać się z nimi sama, wszystko stało się łatwiejsze. I śmieszniejsze. Bo w każdym problemie któraś z sióstr znajdowała niechcący coś zabawnego. A gdy już się pocieszyły, to znowu robiły sobie coś na złość i się awanturowały. Ale było dużo lepiej, niż gdy były same.
Spektakl można obejrzeć w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Jest świetnie zagrany i wyreżyserowany.
5/6
sobota, 15 września 2018
Vincent Severski "Zamęt" - audiobook, czyta zespół aktorów
"Zamęt" jest bez cienia wątpliwości warty odsłuchania czy przeczytania. Audiobook nagrany został jako superprodukcja w sposób wyśmienity, jest 70 aktorów, każdy ma swoją rolę. Jest muzyka i efekty specjalne. A z racji tego, że akcja toczy się na kilku kontynentach, nagranie efektów specjalnych nie mogło być proste. Inaczej chociażby brzmi Warszawa, a inaczej Islamabad. Aktorzy też są wyjątkowo trafnie dobrani, nie zauważyłam żadnej wpadki, aktor starszy wiekiem nie czyta młodego, ktoś o potężnym głosie nie czyta partii osoby nieśmiałej. Wszyscy też przyłożyli się do swojego zadania. Gosztyła, niezrównany czytacz powieści, jest narratorem, Damięcki głównym bohaterem, Dimą, Katarzyna Dąbrowska Wierą Kozakiną z GRU. Od strony wykonania audiobook to prawdziwy majstersztyk.
Wykonanie nie jest jedynym atutem całości. Treść jest napisana przez profesjonalistę, tzn. byłego oficera wywiadu i jak zwykle u niego, szalenie wciąga. Opisy rzeczywistości są również charakterystyczne, pisane bez najmniejszego cienia naiwności. Agencja Wywiadu to poza paroma wyjątkami zbiorowisko w większości ludzi inteligentnych, ale karierowiczów, cyników i kłamców. Zajmują się chętnie wszystkim, byle nie tym, czym powinni. W innych służbach jest podobnie. Są oczywiście wyjątki i to o nich jest nowy cykl Severskiego z nowymi, poza paroma wyjątkami, bohaterami.
Powieść jest wielowątkowa, rozpoczyna się od porwania przez talibów w Pakistanie 4 mężczyzn, z czego jeden okazuje się Polakiem. Główny wątek książki to próby uwolnienia Polaka. Nie każdy oczywiście się w to angażował, bo wydawało się to niewykonalne, zdaniem niektórych lepiej było przygotować się na najgorszy scenariusz i jak najwięcej na tym ugrać, np. zwalić winę na kogoś innego, a potem zająć jego stanowisko. Prawie wszyscy w Agencji toczyli swoje własne gierki o niczym wzajemnie się nie informując. Formalnie powołany został specjalny zespół z Agencji Wywiadu i MSZ, ale udawał on pracę, a opinia publiczna była karmiona różnymi kłamliwymi informacjami .
Z jednej strony w książce jest sporo opisów cynizmu, z drugiej jednak jest kilka jednostek, mających wolę działania , odwagę i nie byle jaką inteligencję, gotowych poświęcić sprawie cały swój czas. Poza jednym przypadkiem, nie zajmują oni żadnych stanowisk, pozornie są szarymi pracownikami. I jak to w wielu wypadkach okazuje się, że całość operacji zależeć będzie nie od szefów, nie od przyjętej na górze strategii, nie od oficjalnych stosunków pomiędzy polską Agencją Wywiadu a CIA, czy innymi służbami. Wszystko zależeć będzie od tych, co są na samym dole, od oficerów nieznanych nikomu na zewnątrz, a konkretnie od Dimy i od jego kontaktów, prywatnych i służbowych. Sprawa jest szalenie skomplikowana, ale wszystko wygląda to bardzo realistycznie.
Severskiego się i dobrze czyta i dobrze słucha. Gdy książka jest audiobookiem - superprodukcją, to lepiej sięgnąć po audiobook. Superprodukcje to może jeden procent audiobooków, albo i mniej i są one wyjątkowe, a ta szczególnie.
5/6
czwartek, 6 września 2018
Witold Szabłowski "Merhaba"
Szabłowski zna Turcję i umie pisać, czego chcieć więcej? W Turcji spędził łącznie kilka lat, był tam wielokrotnie, i miastach i w wioskach, i w Europie i w Azji. Spotykał się i z osobami wykształconymi i z kierowcami tirów, i z Turkami i z uchodźcami, i z ludźmi z marginesu. Mówi po turecku, jada tureckie potrawy. No i napisał zbiór reportaży i słownik najbardziej charakterystycznych dla Turcji pojęć.
Ludzie potrafią sie przed nim otworzyć. Poradził sobie wcześniej świetnie z tematyką Wołynia w "Sprawiedliwych zdrajcach." Tak jak rozmawiali z nim ludzie, będący świadkami ludobójstwa na Wołyniu, tak teraz rozmawiał z nim chcoiażby brat Ali Agcy i jego rodzina. Turcja z tej książki jawi się jako kraj fascynujący i przerażajacy zarazem, pełen sprzeczności. W książce są tematy poważne i tragiczne, jak np. "prawo" do wydawania przez klan rodzinny wyroków śmierci, ale i wyjątkowo lekkie, jak np. przesądność Turków i np. wiążąca sie z tym obawa przed niebieskimi oczami, które mogą rzucić urok. Szabłowski skupia się na tematyce współczesnej, pisze chociażby o wiosce, w której już w XXI wieku ukamieniowano dwie osoby, czy o kobiecie, która straciła mężczyznę swojego życia podczas zamachu stanu w 2016r. Ale i nawiązuje też do wydarzeń z głębszej przeszłości.
Z racji wyjątkowo lekkiego stylu całość czyta się świetnie, momentami niczym dobry kryminał . Jest to książka idealna dla tych, którzy o Turcji wiele nie wiedzą. Gdyby ktoś chciał zyskać szerszą wiedzę na określony temat, musi siegnąć po jeszcze inne lektury. O ile Orhan Pamuk w "Stambule" opisywał swoje miasto oczami intelektualisty wyłącznie ze swojego punktu widzenia, tak "Merhaba" daje ogląd szerszy, aczkolwiek bez pamukowego zgłębienia tematu.
5/6
piątek, 24 sierpnia 2018
Wojciech Chmielarz „Podpalacz” tom I cyklu z komisarzem Jakubem Mortką
Chmielarz i jego cykl jest stanie zainteresować każdego, bez względu na
wiek, wykształcenie zajęcie i wszystko inne. Gwarantuje wchłonięcie czytelnika
i zapomnienie przez niego o wszystkim dookoła. Całość napisana jest wyjątkowo
lekko. Nie ma dłużyzn ani nudy. Gdy ktoś jest zmęczony czy zestresowany, to
lektura może być idealnym lekarstwem. Co
więcej, to nic strasznego się nie stanie, gdy ktoś pomyli kolejność, w
wydarzeniach dotyczących Kuby doskonale można się zorientować, a każdy tom to
odrębna zagadka kryminalna. Spośród
wszystkich autorów kryminałów Chmielarz pod tym względem jest w ścisłej
czołówce. Dla mnie cały cykl z komisarzem Mortką to również swoiste studium
psychologiczne porzuconego przez kobietę faceta.
„Podpalacz”
jest powieścią realistyczną aż do bólu. Chmielarz nie jest naiwny i pokazuje
bez żadnego „owijania w bawełnę” ludzką chciwość, cynizm, głupotę, pozerstwo,
tchórzliwość, żądzę władzy, lenistwo i masę innych wad. Ale nie postrzega na szczęście
świata wyłącznie w czarnych barwach. Mało kto z bohaterów jego książek jest tylko i wyłącznie czarnym charakterem.
Niemal wszyscy są mieszaniną dobra i zła, z tym że u jednych przeważa to
pierwsze, a u innych drugie.
Komisarz Mortka zmierzył się w tym tomie z
psychopatycznym podpalaczem ursynowskich domów. Podpalacz wpadł dopiero po
trzecim podpaleniu, gdy zginął mężczyzna, a jego żona została ciężko poparzona.
Mimo intensywnej pracy ekipy śledczej, wkrótce doszło do kolejnego podpalenia.
Kuba będący świeżo po rozstaniu z żoną, z braku normalnego lokum wynajął pokój.
W tym samym mieszkaniu zamieszkała wkrótce również para zakochanych studentów,
którzy wynajęli pozostałe 2 pokoje. Wątek
tej pary z biegiem wydarzeń rozwija się również zaskakująco.
Chmielarz
jest mistrzem obserwacji. Tak jak czyta się np. „Lalkę”, chcąc dowiedzieć się
jak żyło się w XIX-wiecznej Warszawie, tak można i pod tym katem czytać
Chmielarza. Policjanci klepią biedę, kolega Mortki - Kochan, też policjant
mieszka z żoną i dzieckiem w tak małym mieszkanku, że chodząc po nim, muszą
obijać się o meble. Mężczyzna który zginął w pożarze to biznesmen, nieudacznik,
który przegrał majątek na giełdzie. Na zewnątrz udawał, że jest nie wiadomo
kim. Jego żona to nieudana piosenkarka, która też ma przewrócone w głowie.
Właśnie środowisko show biznesu jest w „Podpalaczu” przybliżone. W Warszawie zaś trwa zima, na
ulicach widać wlekące się w korkach samochody.
Kuba jest wrażliwy i rozwód był dla niego wyjątkową traumą. Poza dojmującym
poczuciem osamotnienia rozwód był też ciosem w jego męskie ego. Jest
skrzywdzony i bezradny. W chwili desperacji przyszło mu nawet do głowy, czy nie
zakończyć tej koszmarnej sytuacji i nie związać się z inną kobietą, mającą
mieszkanie i lepiej zarabiającą. Ale była to tylko luźna myśl i nie
przeistoczyła się w jakiekolwiek działanie. W każdym tomie cyklu Kuba jest na
innym etapie traumy.
Inny warty
uwagi bohater, drugoplanowy już, to
Kochan, alkoholik i damski bokser. Znęcanie się nad żoną też nie przebiega
według typowego schematu. Mężczyźni znęcający się nad rodziną często postrzegani
są jako kwintesencja zła. W tym przypadku Chmielarz zniuansował tą sytuację,
Kochan bowiem jest dobrym policjantem, dobrym kolegą i potrafi być też wrażliwy.
Jest to postać, której nie da się jednoznacznie zaszufladkować.
Cykl czytałam nie w kolejności,
właściwie w większości słuchałam audiobooków i odbiór jest zbliżony, równie
dobrze się słucha, jak i czyta. Całość jest na wyrównanym poziomie.
5/6
Subskrybuj:
Posty (Atom)