Sposób odczytania i muzyka są świetne. Nie jest to muzyka Nino Roty z filmu, ale naprawdę jest super. Mario Puzo nie pisał banalnych, prostych powieści, książka napisana jest tak, że mimo iż pewne fragmenty pamiętałam z filmu, tekst i tak mnie wciągał.
„Ojciec chrzestny” mimo iż jest świetnie napisany, nie będzie moją ulubioną książką. Nie ma tu ani jednego pozytywnego bohatera, opisywany świat budzi odrazę, jest pełen przemocy, korupcji, obsesji seksu. Jest to świat nieprawdziwy. Co do poszczególnych sylwetek osób, to nie mogę zarzucić Mario Puzo fałszu czy banału. Istnieją tacy ludzie, jakich opisał, ale świat nie składa się tylko z ludzi złych.
Don Corleone wzbudzał moją szczególną antypatię, był mordercą oszustem, a uczucia wykazywał jedynie w odniesieniu do najbliższej rodziny. Zlecał zabójstwa nie tylko ludzi, kazał zabić też przepięknego, młodego konia. W wielu filmach czy serialach mafiosi wykreowani przez twórców na miłych, niemal nieszkodliwych facetów, potrafią wzbudzić u widza ciepłe uczucia, np. Tony Soprano, w tym przypadku tak nie było.
Można za to niewątpliwie podziwiać intelekt dona Corleone, intelektu tego używał głównie do tego, aby jak najwięcej zarobić, oszukać, skorumpować jak najwięcej osób i umocnić swoja władzę. Nie ulegał emocjom, każdy jego ruch był starannie wyreżyserowany i przemyślany, nawet w sytuacjach nagłych kierowanie się rozumem było już dla niego odruchem. Ważny był też fałsz, nie mógł nikomu zdradzać się z planami. Miał ustalone priorytety i ich się trzymał. Nie bez znaczenia był tutaj fakt, że zaczynając wszystko od zera, musiał wykazać się olbrzymim sprytem i determinacją, nie był dzieckiem, któremu rodzice wszystko załatwiali i kupowali, co chciał.
7/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz