niedziela, 4 lutego 2018

Rhys Bowen „Prawo panny Murphy” – tom 1 cyklu z Molly Murphy


   
       Książkę – kryminał retro z akcją umiejscowioną około 100 lat temu czyta się lekko, lektura wciąga, można oderwać się od rzeczywistości. Można też dowiedzieć się sporo o tym, jak wyglądała podróż   irlandzkich emigrantów do Nowego Jorku, a potem pobyt w tym mieście. Akcja jest wartka, aczkolwiek na szczęście bez przesady. Główna bohaterka za to jest sympatyczna, energiczna, odważna, pomysłowa i uparcie dążąca do celu. Zaczęłam czytanie cyklu od ostatniego tomu „Dublin moja miłość”, o którym pisałam tutaj, a teraz przystąpiłam do czytania całości.

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Adam Bahdaj „Wakacje z duchami” – audiobook, czyta Andrzej Szopa


Obraz znaleziony dla: Wakacje z duchami


      Książka warta przypomnienia. Pierwsza połowa, czyli do ujawnienia zagadki, kto i dlaczego straszy, jest wyśmienita, potem napięcie nieco słabnie. Ale naprawdę warto. Swego czasu była to klasyka powieści młodzieżowej, a teraz też nie można jej uznać za zdezaktualizowaną. Po odsłuchaniu „Bezludnej wyspy” i właśnie „Wakacji z duchami”, nasuwa się refleksja, nie ujmując oczywiście niczego „Bezludnej wyspie”, że nie musi się wyjeżdżać na koniec świata, aby się dobrze bawić, wypocząć i przeżyć przygodę.  Trzeba tylko rozejrzeć się dookoła. Gdyby bohaterowie powieści tylko siedzieli nad jeziorem i opalali się, mogłaby postać powieść o nudzie, a i w to wątpię.

niedziela, 21 stycznia 2018

Almudena Grandes „Pocałunki składane na chlebie”

 
          
„Pocałunki składane na chlebie” to świetny przykład na to, jak z wielkim powodzeniem można znaleźć szalenie interesujący temat i jeszcze w równie absorbujący czytelnika sposób go opisać.  Twórcy często mają problem ze znalezieniem tematu, słyszałam nawet o wyjazdach zagranicznych w trakcie kursów reportażu, mających na celu znalezienie czegoś ciekawego. A. Grandes zaś opisała życie codzienne życie kilkunastu mieszkańców Madrytu w czasie niedawnego kryzysu gospodarczego.
     O kryzysie wiele się mówiło w różnych mediach, ale jak dotąd nie kojarzę żadnej książki beletrystycznej na ten temat.  Autorka pokazała różne postawy ludzkie, jedni walczą, inni poddają się, co ciekawe – nie zawsze ci niby silni stają do walki. Jedni zacieśniają więzi z innymi ludźmi, inni wręcz przeciwnie, zaczynają się izolować. Jeszcze inni wpadają w marazm. To właśnie w tej traumatycznej sytuacji okazało się, kto tak naprawdę potrafi radzić sobie w takich warunkach. Jedna ze starszych bohaterek boi się o swoją rodzinę, bo oni całe życie żyli w dobrobycie, nie są odporni na prawdziwe trudności. Jej pokolenie tyle przeżyło, że z kryzysem da sobie radę, widzieli gorsze rzeczy. Całość opowiadana jest bez moralizowania i politykowania, nie ma dyskusji, dlaczego tak się stało, kto ma za to odpowiadać itp. Zaletą książki jest lekki ton narracji, nie przytłacza to tak, jak np. książki wojenne. I jeszcze wszystko dzieje się w scenerii rozświetlonego słońcem Madrytu. Bohaterami są ludzie różnych pokoleń o różnym statusie społecznym, ci którym się dotąd wiodło i przeciwnie, wykształceni i niewykształceni, mający rodzinę i samotni.   

wtorek, 16 stycznia 2018

Juliusz Verne „Tajemnicza wyspa” – audiobook, czyta Piotr Balazs


Tajemnicza wyspa

 
    Słuchanie „Tajemniczej wyspy” to świetna zabawa. Mimo iż jestem fanką Verne`a, tej właśnie książki nigdy nie czytałam i teraz słuchałam jej z zapartym tchem. Są fragmenty, że słuchając zapomina się o wszystkim dookoła. Otóż pod koniec wojny secesyjnej grupka pięciu mężczyzn z psem wydostała się z terenu Stanów korzystając z balonu. Załamanie pogody i silny wiatr zniosło ich na teren Pacyfiku, gdzie wylądowali na bezludnej wyspie. Verne opisuje, jak się tam urządzali, a z biegiem czasu uświadamiali sobie, że czuwa nad nimi jakaś tajemnicza siła, najprawdopodobniej  człowiek, który im pomaga, a nie chce się ujawniać. Mimo, że autor adresował swe dzieło raczej do młodszych czytelników, bawiłam się doskonale i snułam domysły, kto lub co pomaga rozbitkom i czy aby na pewno jest to coś dobrego. Zagadek jest kilka. Aura tajemniczości towarzyszy stale i rozbitkom i czytelnikowi czy słuchaczowi. No i niemal mrożące krew w żyłach były fragmenty, kiedy kolonistom groziło realne niebezpieczeństwo, np. przybycie piratów.

sobota, 13 stycznia 2018

Agata Christie „Morderstwo na polu golfowym”


  
     „Morderstwo na polu golfowym” to jedna z pierwszych książek Agaty Christie, a jednocześnie druga, w której występuje Herkules Poirot. Styl literacki pisarki w tym czasie się szlifował, ale był już całkiem niezły. Agata była młodą mężatką i matką, chociaż nie dotknęły jej jeszcze żadne traumatyczne, osobiste wydarzenia, ale w małżeństwie nie było już dobrze, a poza tym sporo już widziała w związku  z nie tak dawno zakończoną I wojną światową. Miała na tyle doświadczenia, że już w tej powieści psychologia jest bez szwanku. Wyśmienitym obserwatorem życia była chyba od urodzenia.

wtorek, 9 stycznia 2018

Aleksandra Boćkowska „Księżyc z Peweksu. O luksusie w PRL”

 
            

Autorka opowiada o luksusie w PRL, ale bynajmniej nie tylko o luksusie materialnym. To dosyć krzywdzące dla książki utożsamianie jej tylko z opisami tego, czego w PRL brakowało.

sobota, 6 stycznia 2018

Książki roku 2017


Wykluczeni
   
Jak zwykle zastanowiłam się nad tym, które z przeczytanych książek okazały się najważniejsze, najbardziej wzbogaciły, dały najwięcej do myślenia. Tak jak i w poprzednich latach biorę pod uwagę książki, które przeczytałam w minionym roku, data wydania tej książki nie ma znaczenia. I nie podsumowuję odrębnie poszczególnych gatunków literackich, typu – to powieść, to reportaż itp. I nie wprowadzam też odrębnego podsumowania literatury polskiej i zagranicznej.  

sobota, 30 grudnia 2017

Mario Giordano „Ciotka Poldi i sycylijskie lwy”

 
           
     „Ciotka Poldi i sycylijskie lwy”  to momentami przynudnawa i z naiwnie skonstruowaną akcją powieść o ogromnej dawce radości życia z niebanalną 60-latką w roli głównej. Podkreślić należy, że owa 60-latka, czyli tytułowa Poldi to kobieta z tak olbrzymim temperamentem, że mogłaby go jej pozazdrościć niejedna dwudziestolatka. Ubiera się seksownie, dość mocno się maluje, podrywa facetów, jest bardzo atrakcyjna, alkohol pije niemal litrami i do tego nie jest głupia, aczkolwiek do panny Marple z powieści Agaty Christie, sporo jej brakuje. Zalet powieść ma sporo, wad równie dużo. Nie mogę jednak pojąć, jak znalazło się tylu patronów medialnych i to tak poważnych, w tym kilka portali o literaturze. Aż takich zachwytów nie podzielam.
      Poldi, Niemka, wdowa, mniej więcej w okolicach swoich 60-tych urodzin  przyjechała na Sycylię, gdzie mieszkała część jej rodziny. Kupiła tam dom, odremontowała go, a gdy jeden z jej pracowników został zamordowany, zdecydowała się na przeprowadzenie śledztwa w tej sprawie. Intryga kryminalna do wciągających zbyt mocno nie należy. Mimo opisów temperamentnych Sycylijczyków i samej Sycylii momentami czytałam niemal na siłę. Psychologia postaci jest płyciutka, opisy wyspy i panującej tam obyczajowości też głębokie nie są.
     Atutem książki jest właśnie temperamentna Poldi i z tego względu lektura to zapewne świetna rzecz na chandrę.  Do najbardziej zabawnych fragmentów należały te, kiedy to nasza ekscentryczka zabrała się za podryw komisarza miejscowej policji, Montanę. Facet co prawda nie przejawiał żadnych widocznych oznak zainteresowania jej osobą, ale Poldi była uparta i fakt, że to ona miała być tą uwodzącą, a nie mężczyzna, w żaden sposób jej nie przeszkadzał. Przeżyła moment załamania, gdy na plaży dojrzała Montanę w towarzystwie młodej i atrakcyjnej kobiety, a ich zachowanie wskazywało na to, że mogą być parą, ale załamanie to trwało krótko. Poldi nie przejęła się nawet zbytnio, gdy Montana, przyparty już później przez nią do przysłowiowego muru, wyznał jej, że rozumie jej uczucia,  ale wybiera tamtą. Poldi zakomunikowała mu wówczas, że to co on mówi, to są bzdury i że on nie rozumie, że potrzebuje jej, Poldi, a nie tamtej kobiety.  Książka jest warta przeczytania już chociażby z powodu tego właśnie wątku i po to, aby przekonać się, jak się to skończy. Dla osób w wieku zbliżonym do głównej bohaterki powinna to być lektura obowiązkowa.
    Oprócz tego powieść jest bardzo pozytywnie niepoprawna jeszcze pod innym względem. Zarówno sama Poldi, jak i inni bohaterowie nie zwracają jakiejkolwiek uwagi na  względy zdrowotne. Ona kocha słońce, alkohol, cukier. Nie interesuje się tym, czy jest to dobre dla zdrowia, czy jest rakotwórcze lub czy może wywołać inne choroby. Wie, że lubi określone rzeczy i już. Teraz, gdy panuje obsesja zdrowotności i mania odchudzania się, gdy ludzie odmawiają sobie wielu przyjemności, bo być może kiedyś im to zaszkodzi, przedstawiony przez autora dystans do życia w takimi rygorze, jest świetnym pomysłem.
    4/6   
 

        
  


 
 
 

czwartek, 21 grudnia 2017

Igor Ostachowicz „Noc żywych Żydów” – audiobook, czyta Tomasz Sobczak

 
          
 
Książka Ostachowicza zapowiadała się świetnie. Gdy o niej usłyszałam, wiedziałam, że sięgnąć po nią muszę. Tomasz Sobczak też bardzo tekstowi pomaga. Ale rozczarowanie było spore.
   Sam pomysł opierał się na tym, że we współczesnej Warszawie pojawili się Żydzi, konkretnie rzecz biorąc były to trupy Żydów, które żyły. A ludzie ci zmarli bądź zginęli w czasie II wojny. Pojawili się najpierw w piwnicy domu głównego bohatera, potem u niego w mieszkaniu, a jeszcze później to chodzili po całej Warszawie, a szczególnie upodobali sobie galerię handlową Arkadię. Przez długi czas nie wiadomo, co spowodowało, że Żydzi ożyli, nie wiadomo, czego chcą, jak długo zamierzają przebywać wśród żywych. Opisanie tego wyszło autorowi znacznie gorzej, niż sam pomysł.

niedziela, 17 grudnia 2017

Agata Christie ( jako Mary Westmacott ) „W samotności”

Okładka książki W samotności           

  


Powieści wydane przez Agatę Christie pod pseudonimem Mary Westmacott różnią się zasadniczo pod względem treści i formy od tych, które przyniosły jej sławę. Ta konkretna powieść jest wspaniała.  Ale nie ma w niej ani Herculesa Poirot`a, ani panny Marple, nie ma tez zabójstwa, ani śledztwa. Gdy Królowa Kryminału zapragnęła odpocząć od konwencji powieści detektywistycznej, pisała właśnie jako Mary Westmacott. A „W samotności”, wydawane również pod tytułem „Samotna”, czy „Samotna wiosną” jest chyba jedną z ważniejszych. W „Autobiografii” Christie wspomniała, że tą właśnie książkę pisała jak w transie, jakby pod wpływem natchnienia i że jest z niej bardzo zadowolona. Nie jest to oczywiście dosłowny cytat z „Autobiografii”, ale kwintesencja wypowiedzi. I to się daje odczuć przy lekturze. To klasyczny przykład, jak właśnie w stosunkowo lekkiej formie można przekazać poważny przekaz. Książkę się wręcz pochłania, ten trans pisania jakby udzielał się czytelnikowi podczas lektury, a przynajmniej ja tak miałam. Sięgałam po nią z pewna dozą rezerwy, bo w końcu na temat jej powieści obyczajowych nie słyszałam peanów pochwalnych. Ale moja opinia jest w pewnym sensie takim pochwalnym peanem. Powieść nie jest obszerna, a mając na względzie, że czyta się ją wyjątkowo lekko, wystarczy na jej lekturę jeden wieczór.  

piątek, 15 grudnia 2017

Varujan Vosganian „Księga szeptów”

 
 
 

W ubiegłym roku odkryłam literaturę środkowoeuropejską, tzn. zaczęłam ją czytywać. Idąc tym tropem sięgnęłam po „Księgę szeptów”, której autor, Ormianin z pochodzenia, jest laureatem Angelusa, czyli nagrody dla najlepszej książki właśnie z regionu Europy Środkowej i jest też kandydatem do literackiego Nobla. O Ormianach wiedziałam naprawdę bardzo niewiele, co nieco z historii, o ludobójstwie i to w jedynie w ogólnym zarysie, o kulturze prawie nic. Sama jestem zadziwiona swoją ignorancją w tym zakresie, z jednej strony o Zachodzie Europy wiem sporo, a o tym, co bliższe - dużo, dużo nic.  Za każdym razem, gdy przełamuję ten opór przed tą literatura środka, uświadamiam sobie, że naprawdę warto. Zawsze jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, w stylu: nie wiedziałam, że tam mogą mieć tak dobra literaturę.  Konsumpcjonizm w tej części Europy jest mniejszy, problemy mniej wydumane, pisarze mają o czym pisać. Autor pochyla się nad Ormianami, którzy na początku ubiegłego stulecia mieszkali na terenie Turcji, potem zaś osiedli na terytorium obecnej Rumunii.

    „Księga szeptów” jest lektura porażającą, z pewnością to jedna z najlepszych pozycji, jakie czytałam w tym roku. Ostatnio takie wrażenie wywarł na mnie Domosławski. Język, jakim całość została napisana, jest przepiękny, co oczywiście też jest m. in. zasługą tłumacza. Autor umie pisać, ma talent. A co do treści to książka jest trudna do zdefiniowania. Nie jest to powieść ani autobiografia, ani traktat historyczny. To wspomnienia i to bardzo luźne i co charakterystyczne, dotyczące i rodziny, znajomych, sąsiadów i jeszcze historie całej masy osób, które autor zna tylko ze słyszenia. Większość to ustne opowieści, przez dziesiątki lat z uwagi na uwarunkowania historyczne, przekazywane z pokolenia na pokolenie szeptem, stąd właśnie tytuł – „Księga szeptów.” Są to historie, dotyczące narodu ormiańskiego, indywidualne oczywiście też. Losy osób, które np. emigrowały dość szybko, są jedynie zasygnalizowane.

      Najwięcej miejsca poświęcone jest tym, który przeżyli koszmar ludobójstwa i  dwie wojny oraz komunizm, właśnie w Europie. Losy Ormian w XX wieku były przerażające, w czasie I wojny nieliczni przeżyli ludobójstwo. Ofiar według było około 1,5 miliona. O ile o holocauście wszyscy niemal wiedzą wszystko, to o Ormianach mało kto wie. Potem II wojna i komunizm, którą pisarz jako dziecko przeżył w Rumunii. Książka szalenie rozszerza horyzonty. I nie pozostawia obojętnie emocji.

      Podczas czytania odnosiłam wrażenie, że czuję niemal zapach orientalnych przypraw, jakimi niegdyś Ormianie handlowali. Tak samo, czułam niemal smak tradycyjnych potraw ormiańskich, chociaż nigdy ich nie próbowałam, opisy były tak wymowne. To samo było z muzyką, ich muzyką. Motyw, który przewija się przez cała książkę, to konwoje. Ormianie wysiedleni ze swoich wiosek i miasteczek na terenie Turcji,  w czasie I wojny byli z nich wyganiani, a potem pędzeni w konwojach, nazywanych konwojami śmierci  przez pustynie. Jedynym celem tej operacji było ich unicestwienie i pozbycie się mniejszości narodowej.

     Książka wbrew pozorom nie nuży. Opowiedzianych historii jest wiele. I mimo wspólnego mianownika, czyli straconych szans, przeżytego przez nielicznych piekła , historie te są i zaskakujące i budzące uwagę. Można poczytać chociażby o zamachach na Turkach, uznanych nieformalnie przez Ormian za winnych ludobójstwa. W świetnym filmie „Monachium” opowiedziana jest historia Żydów, a właściwie grupy likwidacyjnej, wykonującej wyroki śmierci na  organizatorach mordu na sportowcach żydowskich w Monachium. Nie wiem oczywiście, na ile historia z filmu jest zgodna z prawdą historyczną. Podobne historie, tylko nienagłośnione, kryje też historia Ormian.  Mowa jest i o aktach bohaterstwa i podłości. Sporo jest też o życiu codziennym, o obyczajowości, o miłości. 

   Całość jest niezwykła. I daje naprawdę dużo do myślenia, o tym chociażby jak bardzo wybiórcze jest podejście do historii Europy i świata, pewne kwestie są eksponowane, inne zaś powoli ulegają zapomnieniu, albo co najmniej marginalizowaniu.  I każdy niemal ulega takiemu trendowi, takiemu wpisywaniu się w ten schemat.

6/6