poniedziałek, 19 stycznia 2026

Aneta Prymaka - Oniszk "Kamienie musiały polecieć" - audiobook, czyta Katarzyna Nowak

 

     Zasadniczą kwestią, jaka nasuwa się w trakcie odsłuchiwania audiobooka, to całkowity brak obiektywizmu, czemu towarzyszy też zwyczajna nuda, szczególnie gdy mowa jest o dziejach pradziadków, czy zwyczajnym życiu innych członków rodziny, a w szczególności przy wychwalaniu ich cnót i nadzwyczajnej mądrości. Napisane jest to językiem, który momentami budzi zdumienie, bo często jest to język komunistycznej propagandy PRL-u. Partyzanci permanentnie nazywani są bandami z lasu. Wbił mi się w pamięć zwrot autorki: „AK-owcy i inni reakcjoniści”, co nie różni się zbytnio od hasła propagandowego rodem ze stalinizmu: „AK –Zapluty karzeł reakcji” .

        Historia Podlasia w latach 40 - tych ubiegłego wieku ukazana jest w kolorach zbliżonych do czarno – białych, uczciwi gospodarze kontra ucieleśnienie samego zła, czyli uzbrojone "bandy" z lasu. Rolnicy ciężko pracowali, nie mieli nic na sumieniu, a co jakiś czas z lasu wyłaniali się przedstawiciele tych "band" i rabowali rolników, dochodziło do pobić, a niekiedy i zabójstw. Zabijani byli niewinni ludzie. Istniała oczywiście możliwość zwrócenia się o pomoc do "stojących na straży" prawa milicji lub SB, co niektórzy robili. Autorka ubolewa także nad tym, że "bandy" na cmentarzach mają swoje pomniki. O tym, że "bandy" nie zajmowały się tylko rabunkami i zabijaniem niewinnych ludzi, jest wspomniane w paru zdaniach, tak bardzo ogólnikowych, że bardziej już się nie da.

    Ten skrajny subiektywizm budzi wątpliwości co do wiarygodności wszystkich pozostałych opisów w książce. Nie ulega wątpliwości, że historia Podlasia w opisywanym okresie była szalenie skomplikowana i zasługuje na rzetelny opis.

    Odczytanie książki też pozostawia sporo do życzenia. Lektorka czyta w sposób sztuczny, w jaki nie mówi się w normalnym życiu.

2/10

piątek, 16 stycznia 2026

Sławomir Gortych "Schronisko które zostało zapomniane"

 

        Rzadko kiedy podoba mi się to, co większości osób, w przypadku Gortycha jest odwrotnie, jest on swoistego rodzaju fenomenem. W konkursach na najlepsze książki, organizowane przez różne gremia, tak jakby nie istniał. Za to wygrywa te konkursy, w których głosują czytelnicy. Pisze, o czym już wspominałam przy okazji wcześniejszych jego książek, szalenie wciągająco. Cały czas trzyma poziom, a jego powieści są coraz lepsze. No i niezmiennie zaraża fascynacją Karkonoszami. Za każdym razem wynajduje jakieś frapujące wydarzenie historyczne, które rozegrało się w okolicach Karpacza czy Szklarskiej Poręby, opisuje je i jednocześnie konstruuje wątek współczesny, kryminalny, a wątki te przeplatają się. W tle musi być tytułowe schronisko.

        Owszem, są minusy, ale nie mają one większego znaczenia. Styl pisania Gortycha nie dorównuje oczywiście tuzom literatury, w ogóle nie można tego porównywać. Nie ma tutaj głębi psychologicznej. Ale jest to rozrywka na naprawdę świetnym poziomie + dawka nieznanej na ogół historii + dawka wiedzy o Karkonoszach.

        Tym razem Gortych opisuje nie tylko schronisko pod Łabskim Szczytem, które istniało zaledwie rok, ale i inny fascynujący budynek, ekskluzywny hotel Sanssouci, w PRL funkcjonował pod inną nazwą, teraz jest remontowany pod pierwotnym szyldem. Ponieważ przed wojną opisywane ziemie należały do Niemiec, w czasie wojny Niemcy urządzili w tym hotelu ambasadę Japonii. W Berlinie było niebezpiecznie, bo trwały naloty, a Japonia była strategicznym sojusznikiem Niemiec. Ambasador Japonii występuje w książce, są cytowane jego autentyczne depesze. W hotelu odbyła się też potężna, międzynarodowa konferencja na temat propagandy antyżydowskiej, co również jest opisane. Możemy też zobaczyć polskich robotników przymusowych, pracujących w hotelu. A co do zbrodni, będącej osnową powieści, to grubo po wojnie w hotelu znaleziono zwłoki.

9/10 

niedziela, 11 stycznia 2026

Hans Christian Andersen „Baśnie” – audiobook, czyta Krzysztof Plewako – Szczerbiński

 

        Baśnie Andersen czyta się i słucha bardzo trudno, nawet gdy jest się osobą dorosłą. Pełno jest w nich osób i zwierząt skrzywdzonych, biednych, głodnych, zmarzniętych, dzieje się niesprawiedliwość, ludzie cierpią i umierają, dotyczy to także i dzieci. Te baśnie są po prostu okrutne, np. mały łabędź, myślący jeszcze, że jest kaczuszką, konający niemal z głodu i wyziębienia, zamarzający z zimna na jeziorze skutym lodem i przymarznięty do tafli lodu.

    Mimo świadomości, jak straszne są niektóre z tych baśni, uważam, że mogą, czy nawet i powinni czytać je i dorośli i dzieci, i to w wersji nieokrojonej. Andersen uczy wrażliwości na krzywdę i wobec ludzi i wobec zwierząt. I nie tylko opisuje cierpienie. Pokazuje, że warto znać swoją wartość, mieć zdrową, dobrą ambicję, nie poddawać się przeciwnościom losu i walczyć. Warto też cieszyć się także tym, co się ma, bez zawiści i zazdrości, jak np. choinka z lasu zazdroszcząca wyciętej na Boże Narodzenie choince, przystrojonej ozdobami i niewiedzącej, że mimo przystrojenia po paru dniach zostanie wyrzucona na śmietnik. Brzydkie kaczątko z kolei zrobiło wszystko by przetrwać i ostatecznie okazało się przepięknym łabędziem, które to łabędzie zawsze kochało i podziwiało.

        Może gdyby ludzie czytali Andersena, byliby bardziej uczuciowi, byłoby mniej zła i znieczulicy, którą prezentował np. Kaj z „Królowej Śniegu”, któremu do oka wpadł kawałek szkła z magicznego lustra. Każdy czytelnik znajdzie też z pewnością baśń idealną dla siebie, obrazującą jego wewnętrzne pragnienia, przeżycia czy rozterki.

        Jak pisał Wojciech Młynarski w wierszu „Miasteczko pana Andersena”:

Wicher przycina i się wzmaga,

i raz jest mglista, raz promienna

śliczna, zimowa Kopenhaga,

miasteczko pana Andersena.

Poety, który nas podzielił,

swe bajki gęsim piórem pisząc,

na tych, co już je usłyszeli

i tych, co jeszcze je usłyszą”.

8/10

wtorek, 6 stycznia 2026

Barbara Faron „W katowni, zamtuzie i na Gnojnej Górze”

 

        Pierwszy rozdział o czasach książąt mazowieckich przypomina dosyć ciężki wykład historyczny. Potem jest zdecydowanie lepiej, rozdziały sformułowane są tematycznie, np. o „swawolnych czasach”, o Warszawie chorób i epidemii, o masonerii, o duchach. Są mapki, zdjęcia różnych rycin, obrazów. Wielkie wydarzenia są wspominane, ale autorka koncentruje się na tym, jak żyło się w dawnych wiekach w Warszawie. Mowa jest o królach i ich rodzinach, ale w innym kontekście niż zazwyczaj. Opisane są chociażby kochanki królów, choroby weneryczne, na które królowie chorowali i na skutek których dynastia Wazów, polska gałąź wymarła.

        Fascynujące jest, gdy autorka opowiada o postaciach zapomnianych, a naprawdę godnych uwagi. Paradoksalnie w szkole na historii uczy się o różnych politykach, często nieudolnych albo z marnymi zasługami, a postacie warte zapamiętania są pomijane. Jedną z takich osób, jest Łukasz Drewno, burmistrz powietrznej Warszawy. Powietrznej znaczy morowej, opanowanej zarazą. W czasie dawnych epidemii ludzie bogaci i władze uciekali z miasta, wybierano tymczasowego zarządcę. Gdyby nie osoby, które pilnowały porządku i sprawowały wówczas rządy, doszłoby do anarchii, kradzieży, zniszczeń itp., a ci co przeżyli, nie mieliby po co wracać. Łukasz Drewno, aptekarz, na początku XVII wieku wypełniał obowiązki wyjątkowo sumiennie, a rygory jakie wprowadził, przypominają późniejsze o kilka stuleci obostrzenia covidowe. Chociaż miał kontakt z wieloma chorymi, dożył późnej starości.

        Tytułowa Gnojna Góra, obecnie świetny punkt widokowy na Starym Mieście, uważana za fragment Skarpy Wiślanej, powstała ze śmieci. Było to wielkie, śmierdzące wysypisko. Zostało jednak obsypane ziemią, zagospodarowane i stało się atutem starówki. Mało kto wie, co tam się wcześniej znajdowało.

            Pozycja godna uwagi i dla miłośników Warszawy i historii.

8/10

sobota, 3 stycznia 2026

Książki roku 2025

 


    Jak zwykle cechą tego rankingu jest to, że biorę w nich pod uwagę tylko te książki, które przeczytałam w danym roku po raz pierwszy. Nie ma znaczenia data wydania, Książką Roku może zostać książka napisana i wydana wiele lat temu. No i dodałam w tym roku wyróżnienie dla  Najbardziej Wciągającej Książki Roku  

1. Gustaw Herling – Grudziński „Sześć medalionów i srebrna szkatułka” za wnikliwe i fascynujące opisy dzieł sztuki i za odwagę pisania o czymś niewytłumaczalnym

2. Patrick Modiano „Dora Bruder” za próbę dociekania, dlaczego i jak nasze losy splatają się z losami innych, nieznanych nam postaci

3. Wiliam Szekspir „Juliusz Cezar” ex equo „Kupiec wenecki” za ukazanie ponadczasowych mechanizmów władzy i ponadczasową analizę ludzkiej psychiki

4. Franciszek „Nadzieja. Autobiografia” – za pokazanie kawałka historii świata z punktu widzenia potomka emigrantów, za humor i ukazanie patrzenia na wszystko przez pryzmat wartości chrześcijańskich

5. Ewa Woydyłło „Żal po stracie. Sztuka akceptacji” – za przekonujące pokazanie, jak oswoić się ze stratą

6. Anna Przedpełska - Trzeciakowska „Jane Austen i jej racjonalne romanse” – za wciągającą, pogodną i wnikliwą biografię fenomenalnej pisarki i analizę jej dzieł, powiązaną z życiorysem i wydarzeniami z epoki

7. Zdzisław Kijas „Przetrwać burzę. Życie wiarą w czasach kryzysu” za porady na bazie opowieści z Pisma Świętego

8. Szczepan Twardoch „Null” za pokazanie, jak naprawdę wygląda życie na froncie

9. Andrzej Nowak „Dzieje Polski. 1340-1468. Królestwo zwycięskiego orła” tom III – za pisanie o naszych dziejach z innego punktu widzenia, niż inni historycy

10. Ks. Roman Kawecki „Tajemnice Caravaggia” za rewelacyjny portret fenomenalnego malarza i za przystępne opisy jego dzieł


Wyróżnienie - najbardziej wciągające książki

Leszek Herman za 2 tytuły „Wiadomość z podziemi” ex uquo „Latarnia umarłych”




wtorek, 30 grudnia 2025

A. A. Milne "Kubuś Puchatek"

 

                Lektura jest przyjemna, lekka, w sam raz dla małych dzieci. W każdym rozdziale ze zbioru jest oczywiście ukryte tzw. drugie dno, ale jego ujawnienie nie nastręcza żadnych kłopotów. Przykładowo Królik nie był zadowolony z tego powodu, że w pobliżu Stumilowego Lasu zamieszkała nieznana nikomu Mama – Kangurzyca, zaplanował więc porwanie jej Maleństwa. Dziecko miało zostać jej oddane pod warunkiem, że matka wyprowadzi się z nim gdzieś daleko. Kangurzyca nikomu nic złego nie zrobiła, ale po prostu była obca, nie była Znajomą Króliczka. Zakończyło się to oczywiście najlepszym z możliwych happy endów, podobnie jak i wszystkie opowieści.

              Wspaniale pokazane jest, jak zwierzątka przyjaźnią się mimo świadomości swoich wad, są dla siebie mocno wyrozumiałe. Można też świetnie są bawić, odnajdując wśród znajomych osoby, które reprezentują takie same cechy charakteru jak i mieszkańcy Stumilowego Lasu, np. malkontent Kłapouch, Sowa Przemądrzała itp.

       Z racji tego, że ostatnio przeczytałam ponownie całość „Muminków”, nasuwają mi się porównania na korzyść Muminków oczywiście. W „Muminkach” opowieści są znacznie bardziej rozbudowane, jest zdecydowanie więcej postaci, jest dużo więcej ukrytych znaczeń. „Muminki” w większości są jednak mroczniejsze od „Kubusia Puchatka”.

           Oczywiście to kwestia indywidualna, czy komuś bardziej spodobają się Muminki czy "Kubuś Puchatek". Książką A.A. Milnego niewątpliwie zafascynowany był Czesław Miłosz. Napisał przepiękny wiersz pt. „Krzyś”, utwór ten widziałam też w internecie jako prozę. Stumilowy Las przedstawiony jest tam jako idylliczne zaświaty, z których na krótką chwilę zniknął Krzyś. Krzyś po powrocie opowiedział, że wpadł do studni, żył gdzieś, zrobił się duży, potem zestarzał się i zmarł. Aż w końcu powrócił do Kubusia Puchatka i nie zamierza opuścić Stumilowego Lasu już nigdy. 

8/10

poniedziałek, 22 grudnia 2025

Zdzisław Józef Kijas OFM Conv "Przetrwać burzę. Życie wiarą w czasach kryzysu"

 

        Autor, franciszkanin, prof. dr hab., napisał skromną objętościowo i arcybogatą w treść książkę właściwie dla każdego. Burza czy kryzys odnoszą się bowiem do różnych kwestii osobistych, np. wyzwań, problemów, życiowych zmian, a także do tego, co dzieje się już niezależnie od nas, a ma na nas wpływ, np. wojna na Ukrainie, zmiany klimatyczne itp. itd. Autor opisuje, jakie wskazówki w tego typu sytuacjach można znaleźć w Piśmie Świętym. Odnosi się tylko do jednego fragmentu biblijnego, do opisu burzy na jeziorze, którą uciszył Chrystus, gdy wraz z uczniami znajdował się w łodzi na na środku jeziora. Z.J. Kijas cytuje opisy tego zdarzenia z trzech Ewangelii, a potem wyjaśnia symbolikę i odnosi tekst do tego wszystkiego, z czym borykamy się współcześnie. Jestem pod głębokim wrażeniem, jak wiele treści z tego krótkiego ewangelicznego tekstu można wyczytać. Do tego całość napisana jest bardzo przystępnym językiem, czyta się świetnie.

        Tekst nie przypomina w niczym tekstów o chrześcijanach, co mają nadstawiać drugi policzek, być cisi i pokorni itp. Tutaj chrześcijanie muszą wykazać się siłą, pomyślunkiem, zaufaniem do Boga, bo jeśli burza ich pokona, zginą. Jezioro z opowieści to Jezioro Genezaret, nazywane Jeziorem Tyberiadzkim lub Morzem Galilejskim, czyli ogromny wodny przestwór. Ci uczniowie Chrystusa, którzy byli z nim łodzi, to byli doświadczeni rybacy, jeżeli powiedzieli Chrystusowi, „Panie, giniemy”, to sytuacja musiała być bardzo poważna i sami z pewnością utonęliby. W książce refleksje mają charakter psychologiczny i religijny.

        „Życie nie stoi w miejscu” to pierwszy rozdział. Gdy Chrystus wsiada do łodzi, nadchodzi zmierzch, czyli następuje zmiana, która z reguły budzi niepokój. Nie każdy lubi zmiany, a one są nieuchronne, zarówno na lepsze jak i na gorsze.

        Przeprawmy się na drugą stronę” to rozdział drugi. Stanie w miejscu jest pułapką, przeprawianie się na drugi brzeg ukazane jest w opowieści jako symbol trudności, podejmowanych wyzwań, a nawet wymuszonych np. przez okoliczności zewnętrzne zmian. „Wiara nie chroni wierzącego od trudnych doświadczeń, cierpienia, wojny, prześladowań. Wiara daje jedynie narzędzia, by te trudności rozwiązywać. Wiara uczy, że chociaż niewygodna, burza ma w sobie coś pozytywnego. Rozwija duchowo albo intelektualnie człowieka, wybudza z letargu…”. „Czas spokojny usypia czujność”. Konieczne jest znalezienie celu życia i realizowanie go, czyli przeprawa na drugi brzeg.

        „Nagle zerwał się gwałtowny wicher”, czyli trzeci rozdział, to refleksje o życiu w czasie burzy, gdy wszystko się wali, trudności są spiętrzone i wydają się nie do pokonania.

        „On spał zaś w tyle łodzi na węzgłowiu” i „Zbudzili Go, bo bo się bali” - to już rozdziały nie tyle psychologiczne, ale stricte religijne refleksje o tym, jak w trakcie tych trudności odnajdywać w nich sens i odnajdywać Boga. Bóg nie zabierze od nas problemu, ale da nam siłę, z pomocą której można będzie ten problem rozwiązać. „Osoba oddana kontemplacji jest w stanie dostrzec w każdym niemal konflikcie, trudnej sytuacji, w czasie kryzysu, który nawiedza ją lub osoby bliskie, obecność a zarazem bliskość Boga”. „W życiu wierzącego wszystko zdaje się przemawiać, przekazywać jakieś prawdy.” „Wszystko, co dzieje się w łodzi naszego życia wydarza się po coś, z jakiegoś powodu, ma konkretną misję, coś komunikuje, czegoś uczy, oświeca, w czymś pomaga lub odwodzi”.

        Pozostałe jeszcze rozdziały „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” i „Kimże on jest właściwie, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?” to już domknięcie całości, burza została uciszona, kryzys zażegnany, jakie z tego płyną wnioski.

10/10

wtorek, 16 grudnia 2025

Agata Christie "Czarna kawa"

 

        Jestem fanką Agaty Christie, przeczytałam większość jej twórczości, ale w tym przypadku nastąpiło jednak rozczarowanie. Powieść „Czarna kawa” mimo że sygnowana jest nazwiskiem Agaty Christie, nie została napisana w takim kształcie przez Królową Kryminału. Christie napisała sztukę teatralną o takim tytule, a sztuka ta została zaadaptowana na powieść przez Charles`a Osborne`a. Pierwotny tekst nie jest dostępny.

        Mając przeczytanych kilkadziesiąt powieści Christie, wyczuwam tu różnicę. W powieściach Agaty poza zagadką kryminalną najważniejsze były aspekty psychologiczne. Zarówno Herkules Poirot jak też i panna Marple byli znawcami natury ludzkiej i uwielbiali myśleć. Do ustalenia kto jest zabójcą, prowadziły szare komórki. W powieściach ważną rolę odgrywał narrator, który wiedział, co kto robi i co myśli. W sztukach teatralnych trudniej jest oddać emocje, bo tego narratora nie ma, widzowie widzą tylko, co kto robi. Partie narratora w „Czarnej kawie” musiał więc dodać Charles Osborne, który ani Królową ani Królem Kryminału nie był. I całość jest przez to płytsza, niż w klasycznych powieściach Agaty Christie.

        Można oczywiście przerobić sztukę na powieść, powieść na sztukę, ale sens tego jest wątpliwy. Sens był, gdy sama Christie przerobiła opowiadanie „Pułapka na myszy” na sztukę teatralne. Generalnie jednak przeróbki są trudne, a sukces wątpliwy.

        W „Czarnej kawie” są niewątpliwie charakterystyczne dla autorki elementy, jest zamknięty krąg osób, wśród których jest zabójca. Brak jest przemocy, a wszystko dzieje się w eleganckich wnętrzach. Jest zaskoczenie, w tym przypadku nie odgadłam, kto zabił. W niektórych momentach książka nawet wciąga. Tylko ta nieco kulawa psychologia psuje efekt. Hercules Poirot pojawia się, ale ten jego porażający intelekt nie jest widoczny. Zapamiętałam, że nakazywał zwracać uwagę na szczegóły.

6/10

niedziela, 14 grudnia 2025

Edmund Niziurski "Niewiarygodne przygody Marka Piegusa" - audiobook, czyta Leszek Teleszyński

 

        Książka mocno wciąga, napisana jest z humorem, ale dawno temu, gdy byłam oczywiście młodsza, serialowa ekranizacja podobała mi się bardziej. Jest sporo książek dla dzieci lub młodzieży, które czytałam również jako osoba dorosła i nadal mi się podobały, np. „Tajemniczy ogród”, „Opowieści z Narnii”, „Muminki”, „Wakacje z duchami” i in., z Markiem Piegusem jest jakoś inaczej.

       Cały czas nie mogłam przestać myśleć o tym, że cała akcja to absurd, że te wydarzenia nigdy nie mogłyby się wydarzyć. Pomysł z grupą hiper mądrych młodych nastolatków harcerzy, odważniejszych, mądrzejszych i sprytniejszych od najbardziej cwanych przestępców warszawskich, też nie jest dla mnie przekonujący. Raziło mnie też to, że wśród bohaterów nie ma ani żadnej dziewczynki ani żadnej kobiety. Jest, owszem, matka Marka Piegusa, ale to postać trzeciego planu, która nie odgrywa żadnej istotnej roli. To zupełnie nienaturalna sytuacja.

            Zainteresowała mnie za to obyczajowość opisanych czasów, książka pierwszy raz została wydana w 1965r. W mieszkaniu Marka i jego rodziców mieszkają również obcy ludzie. Warszawiacy myją się w miejskiej łaźni, gdzie chodzą przeciętnie raz na tydzień.

        Żadnych bezpośrednich politycznych aluzji tu nie ma. Ale jakby się ktoś uparł, mógłby dopatrywać się podobieństwa opisywanych harcerzy do harcerzy z Szarych Szeregów. Nieudolność MO też jest, ale w zawoalowanej formie, gdyby nie harcerze, porwany Marek i dorosły prywatny detektyw, nie mieliby szansy na przeżycie.

7/10

czwartek, 11 grudnia 2025

Ida Żmiejewska "Ciemna gwiazda. Sprawy Szustra"

 

        Idzie Żmiejewskiej świetnie wychodzi pisanie kryminałów retro, „Warszawianka” to jeden z moich ulubionych cykli, a „Sprawy Szustra” są jej kontynuacją, głównym bohaterem jest tylko ktoś inny.

    Powieść szalenie wciąga, czyta się błyskawicznie. Jest klimatyczna, wydarzenia rozgrywają się w ciągu kilku dni, od wigilii 1894r. do sylwestra tego samego roku. Co oczywiste, w tamtym czasie była prawdziwa zima ze śniegiem i mrozem. Oddana jest obyczajowość epoki. Widzimy bardzo mocno zubożałą arystokrację z gigantycznym ego i rosnących w siłę i bogactwo przemysłowców i handlowców. Sytuacja kobiet jest koszmarna, pobicie córki traktowane jest jako sprawa domowa. Autorka drobiazgowo pokazuje ówczesną Warszawę, przykładowo ślub zubożałej arystokratki odbywa się w najbardziej reprezentacyjnym ówczesnym kościele sióstr Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu. Ponadczasowe cytaty z „Moralności pani Dulskiej” na początku każdego rozdziału dodają lekkości i humoru. Są też spore zaskoczenia.

        Unikalne jest pokazanie środowiska polsko – rosyjskiego, małżeństw mieszanych. Taki mariaż polsko - katolicko – rosyjsko – prawosławny był oczywiście bardzo źle widziany zarówno przez Polaków jak i przez Rosjan. Polkę spotykał ostracyzm społeczny. Rosjanin nie miał większych szans na karierę, jeden z bohaterów, rosyjski policjant wiedział, że może w każdej chwili zostać odesłany w głąb Rosji do jakiejś dziury. Tytułowy Szuster pochodził z rodziny wieloetnicznej i w nim jak w soczewce widać trudność takiego położenia. 

        Osobiście uważam istnienie takich szczęśliwych małżeństw polsko -rosyjskich za mało realne z uwagi na trudności zewnętrzne, infamię, świadomość zbrodni, dokonywanych na Polakach przez rosyjski reżim, wywózek na Sybir itp. Ale gdy potraktuje się „Sprawy Szustra” z lekkim dystansem, to można się świetnie bawić.

7/10

wtorek, 9 grudnia 2025

Graham Masterton "Zwierciadło piekieł" - audiobook, czyta Adam Ferency i zespół aktorów

 

        W tym przypadku forma jest lepsza od treści, bo wykonanie audiobooka jest rewelacyjne. Odczytanie tekstu przez aktorów, specjalnie skomponowana muzyka i inne efekty dźwiękowe są świetne. Słucha się więc bardzo dobrze, ale z pominięciem fragmentów z mocną przemocą i tych z elementami satanistycznymi.

        Scenarzysta z Hollywood zafascynowany postacią Boofulsa, dziecięcego aktora z lat trzydziestych, zamordowanego przez swoją babkę, postanowił napisać scenariusz do musicalu o tym chłopaku. Udało mu się tez kupić lustro, należące kiedyś do Boofulsa. Okazało się, że lustro ma magiczne właściwości, że po drugiej stronie szkła są ludzie, w tym nadal żyjący Boofuls.

        Masterton przekazuje masę informacji o lustrach, ich symbolice w różnych okresach czasu, jest duża ilość nawiązań do „Po drugiej stronie lustra” Lewisa Carolla. Jak się okazało, po drugiej stronie lustra niby wszystko jest tak samo, ale inaczej. Im bardziej wchodzi się w głąb świata w lustrze, tym więcej różnic widzi się pomiędzy oboma światami po dwóch stronach lustra. Czyli inaczej mówiąc, jest jak w życiu. Z reguły to, co widzi się, czy też ma się z tym do czynienia po raz pierwszy, po bliższym przyjrzeniu się, okazuje się inne, niż nam się wydawało pierwotnie. Coś wspaniałego ma wady, coś brzydkiego niekoniecznie jest takie brzydkie itp. W powieści gdy ktoś wejdzie do lustra, ma problem z wyjściem, zostaje tam, a wychodzi za to zupełnie inna postać. Wchodzi poczciwy kot, a wychodzi kot demon. Jeśli ktoś zapomniałby, że wszystko ma swoje przeciwieństwa, to tutaj widać to dokładnie.

        Nic specjalnie odkrywczego tu nie ma, ale za to można zainteresować klasyką, czyli Lewisem Carollem. Bo już po samych cytatach widać, że „Po drugiej stronie lustra” warte jest uwagi.

6/10