wtorek, 24 lutego 2026

Lilian Jackson Braun „Kot, który nie polubił czerwieni” - tom 4 cyklu o Qwillu

 

        Pisałam już o tym tomie swojego ulubionego cyklu podczas ostatniej lektury – tutaj. Autorka wiele fragmentów napisała z poczuciem humoru, mimo konwencji kryminału, czyta się lekko. Przykładowo mamy dialog w restauracji „Co za podła zupa”. „Z puszki?”, „Gorzej, smakuje, jakbym to ja ją zrobił.” Albo „Krytyk „Fluxion” przypominał agenta domu pogrzebowego z chroniczną zgagą”.

        Jak w każdym tomie, Qwill nigdy się nie nudzi, poza stałymi ulubionymi zajęciami, jak np. czytanie, zawsze zwraca uwagę na coś nowego. Nie wpada dzięki temu w marazm, a niekiedy w przyszłości inspiracja tym czymś też się przydaje. W tym tomie zajmuje się zawodowo degustacją w restauracjach i prowadzi rubrykę kulinarną, a ponadto zamieszkuje w domu, w którym jest pracownia garncarska i ma kontakt z ludźmi, zajmującymi się ceramiką. Jedna z tych osób wytłumaczyła mu, że ceramika to najtrwalsza ze sztuk, bo drewno butwieje, a ceramika może przetrwać tysiące lat. Qwill nie został garncarzem, ale sporo się dowiedział i w przyszłości inaczej już patrzył na różne naczynia. Spotkałam się z twierdzeniem, w myśl którego im więcej ktoś ma nowych zajęć, czy chociażby tylko inspiracji, to tym wolniej czas mu płynie. Gdy ktoś tkwi tylko w rutynie, czas mu pędzi, mózg nie ma niczego nowego do rejestrowania.

        Jak zawsze jest tu sporo oryginałów, właściwie w całym cyklu bardzo mało jest ludzi nijakich, autorka niemal z każdego wydobywa coś ciekawego. Tutaj są garncarze, jest właściciel restauracji, jest kobieta, pisząca książkę kucharską. Pojawia się też na chwilę seniorka w wieku 75 lat, artystka, mająca burzliwą młodość, a na starość nadal mając zainteresowania, odwiedzająca wystawy i ciesząca się ze swojego wieku, bo „dobrze jest mieć 75 lat i za sobą cały ten nonsens”. Z kontekstu wynika, iż nonsens to różne głupie wybryki, które była fajne, ale jeszcze lepiej jest móc potem odpocząć.

        Przy kolejnym czytaniu cykl nie zawodzi.

9/10

wtorek, 17 lutego 2026

Leszek Herman „Biblia diabła” II tom cyklu "Sedinum" – audiobook, czyta Maciej Motylski

 

     W moim rankingu najlepszych książek 2025r. Leszek Herman zasłużył na wyróżnienie za to, że potrafi pisać tak, że nie można oderwać się od tekstu. Tą umiejętność w tym tomie również widać. Herman jest także fascynatem Pomorza Zachodniego, a dzięki temu jego książki mają wartość dodaną, to nie tylko opisy fikcyjnych wydarzeń, ale dawka wiedzy historycznej i gratka dla miłośników turystyki.

        W tym tomie znaczna część wydarzeń rozgrywa się na wyspie, na Wolinie. Gdy popatrzy się na mapę widać, że na północnym – zachodzie Polski jest bezmiar wód, Morze Bałtyckie, Zalew Szczeciński, Zalew Kamieński, jest ujście Odry, Dźwiny, Świny, są jeziora, są i inne wyspy. Na Wolinie są najwyższe w Polsce klify. Sceneria jest zarazem fascynująca i unikalna. Paulina, bohaterka książki, mówi podczas pobytu na Wolinie, w startym budynku, przeznaczonym na pensjonat, że nie wyobraża sobie, aby dawni mieszkańcy, mogąc zamieszkiwać w tak cudownym miejscu, mogli być nieszczęśliwi. Gdy dwoje bohaterów ucieka przed mordercą, uciekają łódką, pogoń sunie za nimi tą samą drogą. Są momenty, że można poczuć się jak w Wenecji, albo np. na Gotlandii. Niejednokrotnie mowa jest o miejscowości Wolin, niegdyś znaczącym grodzie obronnym i porcie.

    Z historycznych wydarzeń, to tym razem autor wspomina autentyczne polowania na „czarownice” i palenie ich na stosie. Pomorze Zachodnie przez wieki nie wchodziło w skład naszego państwa, reformacja miała tam wielu zwolenników. O ile na terenie RP stosów było stosunkowo mało, to na zachodzie było odwrotnie. Na Pomorzu Zachodnim stosy płonęły często.

        Motyw z tytułową biblią diabła przypomina mocno klimaty Dana Browna, dla mnie były to najsłabsze elementy książki, ale nie przywiązując do tego wątku większej wagi, można cieszyć się lekturą.

7/10

piątek, 13 lutego 2026

Michał Śmielak „Osada”

 

        Śmielak wyjątkowo sugestywnie odtworzył realia życia w PRL w latach 70-tych w wiosce odciętej od świata i realia zimy stulecia 1978/1979r. „Osadę” czyta się świetnie, wręcz się ją chłonie. Ciężko jest jednak w tym wszystkim znaleźć coś głębszego. Zakończenie jest zaskakujące, ale nieprzekonujące, nierealne.

        Wchodzimy do malutkiej, górskiej, sudeckiej wioski, gdzie brak jest telefonu, prądu, brak możliwości wydostania się na zewnątrz, sceneria robi wrażenie upiornej. Do najbliższej innej miejscowości jest daleko, a w wiosce tej poza domostwami rolników nie ma niczego innego, nawet sklepu czy kościoła. Życie jest szalenie ciężkie, w tamtych czasach samochód był rzadkością, znaczna część dróg nie była wyasfaltowana. Warunki życia w tym miejscu wówczas, czyli zaledwie 50 lat temu, aż tak bardzo nie różniły się od średniowiecza. Dla samego tego opisu warto książkę przeczytać.

    Są nawiązania do przymusowych wysiedleń powojennych, czyli Akcji Wisła, mieszkańcy opisywanej sudeckiej osady zostali tam przesiedleni z okolic Biłgoraja. Zamieszkali w porządnych, poniemieckich domach, w których zostawiono wszelkie możliwe sprzęty. Czytałam trochę o Akcji Wisła, taki obrót sprawy był według mnie był mało prawdopodobny. Mieszkańcy poszczególnych miejscowości z reguły byli rozdzielani. Chodziło o złamanie ludzi i zniszczenie lokalnych więzi. Przesiedleńcy traktowani byli jak wrogowie nowego ustroju i przestępcy, nie dostawali gotowych, pięknych, poniemieckich domów, takie domy dostawali ochotnicy, którzy z własnej woli przejeżdżali na tzw. ziemie odzyskane. Przesiedleńcy z reguły dostawali najgorsze, zniszczone domostwa.

    Słyszałam, że cykl sandomierski Śmielaka, z licznymi nawiązaniami do dawnych czasów i historii miasta, jest świetny, dam mu więc jeszcze jedna szansę.

7/10

czwartek, 12 lutego 2026

J.K. Rowling „Harry Potter i Zakon Feniksa” – audiobook, czyta Piotr Fronczewski

 

        To jest bardzo mroczny tom, Harry Potter mimo skończenia zaledwie 15 lat, jest już bardziej dorosłym, niż dzieckiem. W tym tomie niemal cały czas dzieje się coś złego, wydaje się, że już gorzej być nie może, ale w kolejnym rozdziale okazuje się, że jednak może. Autorka mając poczucie humoru, wplotła na szczęście w tekst także wiele sytuacji zabawnych. Całość szalenie wciąga.

        Czytelnik, obojętnie czy dziecko czy dorosły, uzmysławia sobie, że nigdy nie jest tak, że wszystko będzie zawsze dobrze. Dla każdego nastanie taki czas, że będzie źle. Ta powieść jest o odwadze bycia sobą i bronieniu swoich racji mimo wszystkich przeciwności losu. Harry był hejtowany przez jedną z gazet i część nauczycieli, a także wyśmiewany przez niektórych rówieśników za to, że mówił prawdę, że lord Voldemort powrócił. W tych koszmarnych chwilach pomogły mu relacje z bliskimi osobami, z przyjaciółmi i z ojcem chrzestnym, a także pomogło mu jego hobby, czyli sport, a konkretnie gra w quidditcha, do czasu oczywiście. Przetrwał dzięki swojej własnej, wewnętrznej sile i dzięki wsparciu bliskich. W pewnym momencie było tak źle, że wydawało się, iż chyba już nigdy się to nie zmieni. Ale mimo tego ani Harry, ani nikt z jego bliskich się nie poddał, każdy robił swoje, sprzeciwiał się złu, nie mając pewności, czy da to jakikolwiek rezultat.

        Harry wydoroślał pod każdym względem, nauczył się nawet tego, z czym wielu dorosłych ma problem. Uzyskał informacje o tym, jak naprawdę zachowywał się w młodości jego ojciec i ojciec chrzestny. Te osoby Harry idealizował, a prawda była okrutna, niektóre zachowania jego ideałów były bardzo złe. Uświadomiło mu to, że ideałów nie ma, każdy ma swoje wady i trzeba to przyjąć do wiadomości, alternatywą jest zostanie totalnym odludkiem i frustratem.

8/10