Audiobook nie był moim pierwszym kontaktem z „Dziwnymi losami”, ta
książka od zawsze kojarzyła mi się z nimbem tajemniczości i czymś wyjątkowo ciekawym. Pamiętam, że jako dziecko próbowałam ją
czytać, ściągając z półki rodziców, ale zakończyło się to fiaskiem. Oglądałam
jednak z pewnością którąś z ekranizacji, bo od dawna kojarzyłam już treść
książki. Kiedy przeczytałam ją po raz pierwszy, dokładnie prawie 20 lat temu,
przeżyłam rozczarowanie. Nie tak dawno
znowu obejrzałam kolejną wersję filmową, tym razem z Mią Wasikowską w roli Jane
i tak jakby znowu pewne zauroczenie tamtym klimatem powróciło. I teraz w końcu
kolejny już raz zmierzyłam się z ta powieścią . Jestem nią mocno zauroczona.
Pierwszy raz, gdy czytałam „Dziwne losy”
skupiona byłam tylko na akcji. Nie przypominam sobie innych wrażeń. Teraz zaś,
gdy akcja jest mi doskonale znana, zwracałam uwagę na inne aspekty. Ciśnie mi
się cała moc wrażeń i refleksji. Nie wiem, od czego zacząć, zacznę od tego, co
najbardziej pcha mi się pod pióro. . Tym razem najciekawsze dla mnie okazało
się wgłębianie się w ponadczasowe charaktery ludzkie. Było to wręcz fascynujące
Wyjątkowo warta uwagi wydała mi się postać
Jane. Gdyby była żywą osobą, chciałabym
się z nią zaprzyjaźnić. Jest to jedna z bardziej interesujących bohaterek
literackich. Jane – z pozoru szara myszka, była bardzo opanowana, racjonalna,
refleksyjna , uczciwa i w rzeczywistości
miała bardzo silny charakter. Jak na tamte czasy, gdzie kobiety miały mało do
powiedzenia, a kobiety biedne, brzydkie
i nisko urodzone traktowane były jak powietrze, Jane była wyjątkowo
silną osobą. Jej stosunek do życia był godny pozazdroszczenia. Jej dzieciństwo
i wczesna młodość w zakładzie opiekuńczym były horrorem . Ale o dziwo, nie
załamało jej to, tylko wzmocniło ją . Nigdy nie rozpamiętywała potem
wszystkiego zła, jakie ją wówczas spotkało, nie biadoliła, dlaczego przytrafiło
się to właśnie jej , a nie komuś innemu.
Wycisnęła ze swojego tamtejszego położenia wszystko, co tylko się dało
,wykształcenie , znajomość różnego rodzaju prac domowych, plus to, co zyskała
dzięki przyjaciółce Helenie . I poszła
dalej. Nie obraziła się ani na Pana Boga
, ani na ludzi. Nie rozpamiętywała tego okresu życia nadmiernie, ale nie
wymazywała go z pamięci na siłę. Wbrew
wszystkiemu czerpała z tego doświadczenia pod każdym względem. Kiedy trzeba było, podejmowała ryzyko, np.
gdy została guwernantką, gdy opuściła Rochestera. Jej stosunek do przyszłości
też był ciekawy. Mimo, że była bez oszczędności, bez rodziny, mogła zachorować,
stracić pracę itp., nie zamartwiała się. Snuła plany, oceniała ryzyko i
przystępowała do realizacji. I kolejna rzecz , która jest szalenie rzadka, to
jej sposób myślenia . Myślała wartościami, gdy zastanawiała się nad czymś, to
nie analizowała tylko tego, co będzie dla niej lepsze, gdzie więcej zyska
materialnie, ale brała pod uwagę w pierwszym rzędzie to, czy określone zachowanie jest moralne i
zgodne z Boskimi przykazaniami . To takie proste, a tak mało osób tak robi. Nie
koncentrowała się tylko na sobie, owszem rozważała swoje położenie, ale
skupiała się bardziej na malowaniu – w sensie dosłownym – i na analizowaniu charakterów
i zachowania innych osób. Widziała pewne sytuacje i wyciągała wnioski na
przyszłość, aby nie być potem zaskoczoną czyimś zachowaniem. Często postacie kobiece z literatury starszej
niż XX wiek , wydają mi się papierowe. Często opisy tych osób są sztampą, każda
kobieta rozmyśla tylko o zamążpójściu, w tym przypadku tak nie jest. Nie wiem, jak to się stało, że wcześniej przy pierwszym czytaniu, nie dostrzegłam
wszystkich atutów tej postaci.
Cielecka świetnie czyta „Dziwne losy” ,
a szczególnie te partie, gdzie były rozmyślania Jane i gdy Jane uczestniczyła w
rozmowach. Była stanowcza, ale nie arogancka.
Jest to interpretacja spokojna i rzeczowa, bez krzyków, szlochów,
śmiechów.
Główna siła książki tkwi według mnie w
bogactwie psychologii. Jedne z najciekawszych partii, to rozmowy Jane z Rochesterem. Gdybym była reżyserem i
filmowałabym „Dziwne losy”, to nie skróciłabym chyba nic z żadnej rozmowy. Jane
była prawdomówna, miała ciekawe przemyślenia i waliła prosto z mostu to, co myślała.
W świecie konwencjonalnych rozmów o niczym lub rozmów zakłamanych, gdzie każdy
rozmówca nosi maskę na twarzy, takie rozmowy, jak Jane i Rochestera, są
absolutnym wyjątkiem .
Wyjątkowo dobrze słuchało mi się też tych
fragmentów, gdy Jane snuła swoje rozmyślania, a szczególnie gdy dotyczyły one
charakterystyk innych osób. Są to bardzo głębokie i arcyciekawe analizy. Są one
tym ciekawsze, im bardziej skomplikowana jest dana postać. Kiedy Jane myślała o innych kobietach, często
były to aroganckie, puste lale i o tego typu osobach nie było za wiele
myślenia.
Drugi wyjątkowo ciekawy bohater wyłonił
się dopiero pod koniec powieści. Mam na myśli kuzyna Jane, czyli St. Johna
Riversa, duchownego, przygotowującego się do roli misjonarza na Dalekim Wschodzie.
Wydawałoby się, że jest to człowiek niemal bez wad. Ale Jane rewelacyjnie go
prześwietliła. Jest to typ charakteru trudny do oceny, taki, że oceniając go
łatwo można się pomylić. Właśnie przy tak skomplikowanych charakterach mam
problem z oceną . St John jest niemal kryształowy, miłosierny, uczciwy,
inteligentny. Nie waha się , gdy dostaje wezwanie do potrzebującego, chociaż
wie, że droga jest daleka, będzie musiał iść nocą i pieszo. To on zadecydował, że trzeba zaopiekować
się Jane, gdy była niemal żebraczką, bez grosza przy duszy i bez domu. Nie miał
pojęcia, kim ona jest i bez względu na ryzyko, dał jej schronienie. W wielu
przypadkach tego typu poczucie wdzięczności powoduje, że wobec takich osób
stajemy się bezkrytyczni. Jane była wdzięczna
i to nie ulega najmniejszych wątpliwości. Ale szybko też uzmysłowiła sobie, że
mimo tylu zalet kuzyna i mimo jego wyjątkowo prawego charakteru on ją może zniszczyć
, szczególnie, gdy ona przyjmie jego oświadczyny. St. John był wielkim
człowiekiem idealnym do nadzwyczajnych czynów , do wypełniania szczególnie
trudnej misji , jak właśnie praca misyjna z dala od kraju. Niestety, na co dzień,
podczas zwykłych, szarych dni, kontakty z nim były już trudniejsze. Uwidaczniały
się wówczas takie cechy , jak apodyktyczność, wysokie wymagania wobec innych,
żądanie od niech tego, do czego oni sami nie byli przekonani lub nie mieli siły.
Brakowało mu czegoś tak prostego, jak umiejętność cieszenia się zwykłymi,
prostymi rzeczami. I stąd też St. John namawiał Jane, aby
wyjechała z nim na misje jako jego żona. Wytłumaczenia, że nie ma ona predyspozycji
do tak trudnego zadania, nie było dla niego przekonywujące. Dla niego ważne
były tylko rzeczy wielkie. Jane mimo rozterek i mimo długu wdzięczności była
jednak w stanie mu odmówić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz